Logo Artemidy
Trening Barwnej Łapy i Gorzkiej Łapy
#61
Kilka księżyców temu jego mentorka przekazała mu tą ważną lekcje - nie mógł tłumić w sobie emocji, nie mógł poradzić sobie ze wszystkim sam. Nie musiał się wstydzić swoich emocji i bardzo nie chciał, ale teraz... próbował uciec myślami od Goryczy i skupić się na swoim celu życiowym. Na obowiązkach, na tym, co obiecał sobie, matce, Księżyc, Klanowi Rzeki. Musiał skończyć trening i nieważne jak czuł, że serce mu się ściska w gardle, próbował skupić się jedynie na tym.

Kocur majtnął smętnie ogonem, owijając go wokół chudych, jasnych łap, uderzając kosmatą końcówką kity o białe palce i uciekając wzrokiem od Księżycowego Pyłu, tylko na chwilę, kilkanaście uderzeń serca. Co czuł? Sam nie wiedział.

- Pustkę - odpowiedział w końcu, po chwili namysłu. - i tęsknotę. Za Goryczą. Martwię się o nią, czuję się tak... zmęczony. Ale- chcę kontynuować trening. Teraz. Jak najszybciej. Muszę, Księżycowy Pyle. Już... nie pierwszy raz przez to przechodziłem i. Będzie dobrze. Musi być.

Chciał w to wierzyć.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#62
Nie potrafiła tak dobrze czytać cudzych emocji, dlatego poczuła ulgę, gdy Barwna Łapa tak otwarcie powiedział jej o tym co czuł. Zarazem nie czuła się przekonana jego ostatnimi słowami. Nie była pewna czy to dlatego, że kocur sam w nie nie wierzył, czy przez własne doświadczenia życiowe. Po chwili namysłu podeszła do niego i dotknęła nosem jego barku; czoło Barwinka znajdowało się zbyt wysoko, by była w stanie go komfortowo dosięgnąć.

- Musisz ukończyć trening... to prawda. By zostać medykiem. Ale nie kosztem swojego zdrowia, Barwna Łapo. - Westchnęła po raz kolejny, tym razem zdecydowanie ciężej. - Czy wiesz. Dlaczego umarłam? - zapytała, choć te słowa wyszły z jej gardła z wyraźnym trudem.

Chciała, bardzo chciała dotrzeć do swojego ucznia, przynajmniej w tej kwestii. Wiedziała jednak, ze nie mogła go do niczego zmusić. Mogła mu jedynie pokazać co się może stać, jeśli będzie próbował podążyć tą samą lub podobną ścieżką co ona. Już nie chodziło nawet o Klan Rzeki, a o samego Barwną Łapę.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#63
W momencie w którym tylko Księżycowy Pył znalazła się w zasięgu jego mordki, Barwinek natychmiast oparł pysk na czubku jej głowy, zamykając mocno powieki i drgnął, strosząc lekko futro na ogonie. Był rozemocjonowany i czuł, jak pęka mu głowa, ale błękit głosu mistrzyni jak zawsze był kojący. Szczególnie teraz, we śnie, gdy niemal rozpływał się po jego ciele, zamieniając się miejscami z krwią w jego żyłach. Odetchnął głęboko i rozluźnił się po kilkunastu kolejnych uderzeniach serca.

- ... to nie była fizyczna choroba, prawda? - wydusił z siebie Barwinek, z równie wielkim trudem, co Księżyc, łącząc kropki. Dotarło do niego, do czego Księżycowy Pył zmierzała i poczuł, jak pękło mu serce i ponownie drgnęły jakiekolwiek zalążki mięśni w jego delikatnym ciele.

Tęsknił za Księżycowym Pyłem od dnia jej śmierci i jak dotąd zawsze był przekonany, że jej ciało toczyła niewidoczna, nieznana im choroba. Ale jeśli... do tego wszystkiego doprowadziło przemęczenie, nadmiar negatywnych emocji, presja... Gwiezdny Klanie.

Wtulił mordkę w futerko mistrzyni trochę mocniej.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#64
Mimo że nawet po śmierci nie przepadała za dotykiem, pozwoliła Barwnej Łapie wtulić się w swoje futro. Zawiesiła spojrzenie na bliżej nieokreślonym punkcie, pojedynczym ziarenku gwiezdnego pyłu, który ich otaczał. Zacisnęła zęby, ale po chwili rozluźniła szczękę. Choroba, przez którą odeszła... Nie potrafiła tego określić kocimi słowami. Nie było to nic, o czym uczyli się medycy.

- Tak i nie - wyznała wreszcie, rozluźniając się nieco; gdy już zaczęła, nieco łatwiej przyszło jej mówienie o tym. - Pracowałam... bardzo dużo. Nieustannie. Kosztem snu. Nie jadłam tyle ile powinnam. Leczyłam... i próbowałam znaleźć zioła, których brakowało od długiego czasu. Myślałam, że robię dobrą rzecz... dla dobra Klanu Rzeki. Że dobro klanu jest ważniejsze. Niż moje zdrowie. - Pauza, w trakcie której powoli wypuściła powietrze przez nos, nim znów otworzyła pyszczek. - Praca była ucieczką. Pomagała nie myśleć. To właśnie praca... mnie zabiła. W połączeniu z moją głupotą - powiedziała, mrużąc oczy.

Miała świadomość, że ten temat był równie nieprzyjemny, jeśli nie bardziej, dla jej ucznia. Odeszła na Srebrną Skórkę, podczas gdy on pozostał wśród żywych. Sam, z przerastającymi jego młode barki obowiązkami. Bez wsparcia przy dbaniu o dobro i zdrowie Rzeczniaków. Księżycowy Pył nie potrafiła sobie nawet wyobrazić co by było, gdyby straciła Łososiową Łuskę dużo wcześniej.

- Tamtego dnia... wiedziałam, że coś było nie tak. Moje łapy spuchły. Byłam zmęczona... bardziej niż zwykle. Czułam się słabo. Miałam bóle w klatce piersiowej. Mój oddech był krótki. Gdy zasnęłam... było po wszystkim - powiedziała powoli. - Nie wiem co to było. Nie jest to choroba znana kotom. Podejrzewam... że wywołały ją zmęczenie, długotrwały stres. Przepracowanie. - Zamilkła po tym, dając Barwnej Łapie czas na przetrawienie tych informacji.

Sama jeszcze do końca się z tym nie pogodziła, ale upływ czasu i poświęcenie się uczeniu na nowo pomogły załagodzić ból, do pewnego stopnia. Teraz była po prostu zła na siebie za to, że zostawiła klan i Barwną Łapę.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#65
Więc jednak przemęczenie. Przepracowanie, presja, nerwy - więc jednak to potrafiło doprowadzić kota do takiego stanu a potem zabić, a Księżycowy Pył była tego smutnym przykładem. Barwna Łapa poczuł, jak gardło zaciska mu się w ciasny supeł i jak nawet kojący, blady błękit głosu Księżyc zmienia się stopniowo w czerwień która tłumiła jego zmysły, kradła ostrość wizji i wprawiała jego serce w oszalałe kołatanie.
Zrobiło mu się niedobrze i cieszył się, że mimo wszystko śpi. Wibrysy kocura drgnęły w nerwach, tak samo, jak jego ogon, który nagle przycisnął do boku Księżycowego Pyłu, na moment zapominając o tym, że... mogło jej się to nie podobać. Czuł się jak kocię potrzebujące bliskości matki.

Czuł się źle. Tragicznie źle, z tym, że niczego nie zauważył. Nie obwiniał Księżycowego Pyłu za to, że go zostawiła, nigdy, teraz tylko dodatkowo obwiniał siebie. Kotka mogła poczuć, tyle, na ile duchy czuły, jak mięśnie szczęki Barwinka zaciskają się, jak zgrzytają mu zęby i jak on sam zadrżał.

Uspokojenie się zajęło mu jeszcze dłuższą chwilę, niż wcześniej. Zacisnął powieki mocniej, czując, jak gromadzą się pod nimi łzy. Może z emocji, albo od gwiezdnego pyłku który ich otaczał. Wolał wmawiać sobie, że to drugie, bo nie chciał wyjść na beksę nawet przy Księżyc.

- Nie wpędzę sam siebie do grobu - wydusił z siebie w końcu, z trudem, cichym, stłumionym głosem, czując, jak z jego barków spada chociaż część tego ciężaru, który nosił od księżyców. - ... dołączę do Ciebie, Księżycowy Pyle... nie przedwcześnie. W swoim czasie. Obiecuję Ci to. I przepraszam, że... niczego nie zauważyłem.

Przy ostatnim zdaniu głos Barwinkowi zadrżał, był w nim słyszalny płacz.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#66
Czuła jak napięty był jej uczeń. Nie wiedziała czy to dobrze, czy źle, że wprowadziła go w taki stan. Podobno okazywanie emocji było dobre, mogło pomóc. Ile w tym prawdy - tego nie wiedziała. Nie pamiętała kiedy ostatnim razem płakała. Przy śmierci Łososiowej Łuski? Możliwe, ale nie pewne. Z tamtego okresu pamiętała już głównie urywki wydarzeń. Nie była pewna swojej reakcji na śmierć mistrza.

Na zapewnienie Barwnej Łapy kiwnęła lekko głową, choć kocur pewnie bardziej to poczuł niż zobaczył. Gdy skończył mówić, westchnęła cicho po raz kolejny i delikatnie otarła pyszczek o jego bark.

- To nie twoja wina, Barwna Łapo. To... - zawahała się na uderzenie serca, nim kontynuowała. - To niczyja wina. Nikt nie mógł tego przewidzieć. Pozostaje nam... wyciągnąć z tego wnioski. I iść dalej. - W końcu nie było innej opcji, jeśli się nie chciało stać w miejscu.

Ranga medyka z całą pewnością nie pozwalała na zatrzymanie się na zbyt długo. Nie pamiętała Rzecznego medyka, który odszedł śmiercią naturalną. Nie słyszała nawet o takowym. Może... może przyszedł czas to zmienić. Albo chociaż spróbować. Na pewno nie chciała, by jej uczeń zmarł przedwcześnie. Miała świadomość, że wypadki się zdarzały, ale jeśli mogła zapobiec chociaż części czarnych scenariuszy, chciała chociaż spróbować.

- Cieszę się... że nie planujesz wpędzić siebie do grobu. Dbaj o siebie, proszę. I nie bój się... okazywać smutku, bólu, żalu. Emocje są normalne. Są częścią nas. - Zabawne, że młodsza Księżyc by się z tym nie zgodziła. - W życiu dzieje się wiele złych rzeczy. Koty znikają, umierają. To boli. Ale... tak długo jak żyjesz, możesz spotkać nowe koty. Pomóc tym, którzy żyją. Trzymać w pamięci zmarłych... a po śmierci spotkać się z nimi znowu - mówiła powoli i spokojnie. - To trudne. Ale wierzę, że dasz radę - dodała, pozwalając swojemu własnemu ogonowi na moment spocząć na ogonie Barwnej Łapy.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#67
Ze słowa na słowo głos Księżycowego Pyłu stawał się coraz bardziej kojący, jak miód na uszy Barwinka, jak lekarstwo na każdy jego problem. Każdego dnia myślał o medyczce i o tym, czy mógł coś zrobić, a teraz, nawet mimo jej słów... wciąż się obwiniał, ale pomogła mu zdjąć ze swojego serca chociaż fragment tych wyrzutów sumienia, odciążyć go chociaż trochę. Chociaż odrobinę. Tylko odrobinę, tak, aby faktycznie mógł bez wyrzutów skupić się na tym, na czym się skupić musiał.

Odetchnął drżąco, przełykając szloch, nie pozwalając mu w pełni opuścić swojego gardła i odchylił mordkę w tył, biorąc kilka głębokich wdechów; cofnął się pół kroku, finalnie stykając się ze swoją mistrzynią jedynie czołami, jednak ogon niemal instynktownie, chociaż na kilka uderzeń serca, owinął wokół jej ogona, jakby nie chcąc się od niej odczepić. Cieszył się, że wciąż przychodziła do niego w snach.

- Będę. Dbał o innych, ale... też o siebie - westchnął, lżej, ciszej. Faktycznie chociaż trochę mu ulżyło. Tylko trochę, ale wciąż, chociaż trochę.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#68
Dotyk nie był dla niej szczególnie przyjemny, ale jeśli pomógł Barwnej Łapie chociaż w jakimś stopniu, to warto było poświęcić chwilę własnego komfortu. Poza tym, dotyk niektórych kotów nie był taki zły. Mogła się do niego przyzwyczaić.

Pozwoliła kocurowi się oddalić, a jej spojrzenie, gdy zatrzymało się na jego oczach, było neutralne i wręcz łagodne. Na jego słowa kiwnęła krótko głową. Wierzyła mu; wierzyła w niego. Wiedziała, że jedna rozmowa nie załatwi wszystkich problemów, ale wciąż mieli trochę czasu do ukończenia treningu... a po tym mogła wciąż go odwiedzać, gdy uznała, że tego potrzebował. Miała jednak nadzieję, że uda mu się znaleźć kogoś żywego, o kogo będzie mógł sie oprzeć, i kto będzie mógł zawsze być przy nim i mu pomóc.

Siedziała tak chwilę w milczeniu, pozwalając terminatorowi doprowadzić się do porządku, nim wreszcie się odezwała:

- Czujesz się na siłach kontynuować teraz trening? - zapytała, pozostawiając decyzję w jego łapach.

Mogli równie dobrze posiedzieć w milczeniu czy pogadać o czymś, jeśli kocur tego potrzebował. Jeśli jednak preferował ruszyć trening, nie zamierzała się z nim spierać.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#69
Do dnia dzisiejszego zastanawiał się, czy to, co czuł wobec jednego z żywych, wobec kocura, wobec syna Lśniącego Futerka było.. faktyczną miłością. Sroczy Ogon poza ostatnimi z rodzeństwa które ostało się w Klanie Rzeki... był dla Barwinka wsparciem w świecie żywych, jedynym, teraz, gdy Goryczy zabrakło, gdy zniknęła. I czuł, że musi o tym powiedzieć Księżyc, dopytać ją, ale nie teraz. Może dzisiaj, ale nie teraz. Chciał naprawdę móc skupić się na obowiązkach, chociaż raz a dobrze.

Odetchnął, wracając do wygodnej, siedzącej pozycji, wpatrzony w orzechowe ślepia mistrzyni tak, jakby były zwierciadłem jego własnej duszy. Nie chciał się od nich oderwać, tęsknił za nimi.

Strzepnął uszami, myśląc chwilę. Chciał porozmawiać o tak wielu rzeczach, ale czuł, że musiał kontynuować z Księżyc swój medyczny trening. Dociągnąć to do końca, nareszcie.

- Tak - odparł krótko, kiwając mordką, dużo spokojniejszy.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#70
Znów kiwnęła głową, tym razem podnosząc się i udając do składziku, z którego wyciągnęła kilka medykamentów. Nieobecność Gorzkiej Łapy bolała, ale Barwna Łapa wciąż tu był - i jej potrzebował. Potrzebował jej wiedzy i obecności. Tyle była w stanie mu zapewnić. Przyniosła ze składzika osiem liści. Mniej więcej tyle co zwykle. Poprzednie medykamenty na tym etapie Barwna Łapa miał najpewniej wykute w pamięci niczym rysy na kamieniu.

- Te medykamenty rosną przy Grzmiącej Ścieżce... ale też niektóre na polach lub łąkach. Wrotycz - wskazała na duży, pierzasty liść - i mak są wyjątkiem. Wrotycz rośnie tylko przy Ścieżce. Tworzy duże kępy... i ma jasnożółte kwiaty. Zwalcza biały i zielony kaszel. Dwa liście... mogą pomóc przy zatruciach. Powodują wymioty. Ale są na to lepsze zioła. - Po tym postawiła łapę przy liściu wyglądającym trochę jak gałązka iglastego drzewa. - Skrzyp... zwalcza infekcje. Rośnie na łąkach i przy Grzmiącej Ścieżce. - Słabe zastosowanie, ale w drastycznym przypadku gdyby cały łopian został wykończony, każdy medykament mógł się liczyć. Skupiła się na kolejnym, drobnym i całkiem charakterystycznym liściu o przyjemnym zapachu. - Rumianek. Białe kwiaty... z żółtym środkiem. Ma nagą, silnie rozgałęzioną łodygę. Kwiaty... podobne do stokrotki. - Wskazała na lekko jajowaty liść. - Ale stokrotka ma... łodygę pokryta włoskami. Inne liście. Rośnie tam gdzie rumianek. Maść z liści jest na ból stawów i obicia. - Odetchnęła, robiąc krótką przerwę, nim przeszła do kolejnego medykamentu, który tym razem okazał się pomarańczowym kwiatem. - Nagietek... rośnie w tych samych miejscach. Ma wysoką łodygę. Pokrytą włoskami. Jest łamliwa. Liście... są duże. Niepotrzebne. Szypułki zmniejszają krwawienie i infekcje. Nadają się na rany... ale też na wrzody. To zaczerwienione miejscowe rany. Bolesne. Trudno się goją. - Kolejny był znów liść, duży i płaski. - Szczaw. Ma żółte lub czerwone kwiaty. Łodyga prosta, wysoka. Liść powoduje wymioty, uśmierza swędzenie skóry. - Ostatni rosnący na obu terenach medykament i zarazem ostatni liść był lekko jajowaty, trochę pierzasty. - Złocień. Ma niską, pojedynczą łodygę. Niebieskozieloną. Kwiat jest duży i żółty. Zmniejsza ból głowy, gorączkę. - Na koniec zostawiła dobrze znane Barwnej Łapie nasiona. - Mak. Lekko owłosione liście, pierzaste przy krawędzi. Pojedyncza łodyga. Kwiaty... mogą być czerwone, pomarańczowe, żółte, białe. Nawet fioletowe lub różowe. Ziarenka uśmierzają ból. Przy większej ilości usypiają... a nawet zabijają. - Ostatnie zdanie bylo wyraźnie ostrzeżeniem. - Zbiera się kwiat, a z niego wydobywa nasiona. Mak rośnie... tylko na polach i łąkach. - I to by bylo na tyle.

Nie miała w planach uczyć go dziś nic więcej, a w najbliższym czasie dobrze będzie powtarzać wiedzę, jak zwykle, nim sie przejdzie dalej. Póki co jednak czekała na pytania lub uwagi ze strony terminatora. Zarówno te dotyczące tematu jak i inne, jeśli jakieś miał.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#71
Pamiętał każdą lekcje Księżycowego Pyłu. Pamiętał każdy medykament, jego zastosowanie, miejsce występowania, każdą chorobę i to, jak się ją leczy (z tych, które mistrzyni już mu przekazała, oczywiście) doskonale i nie zamierzał w najbliższym czasie zapomnieć. Wiedział, że musi skupić się na nowych rzeczach; potrząsnął głową, jakby chciał w ten sposób wyrwać się z jakiegoś transu, skupić na nowych ziołach, na słowach medyczki.

Przyjrzał się wszystkiemu, co kocica przyniosła. Barwinek kojarzył niektóre z tych ziół, jak rumianek, stokrotka, zdecydowaną większość jednak widział po raz pierwszy w życiu.

Wrotycz na kaszel, biały i zielony, dwa liście na zatrucia. Barwna Łapa przyjrzał się dokładnie roślince, przebijając się przez resztki czerwieni i skupiając na tym, aby zapamiętać to jak wygląda, pachnie, jakie ma zastosowanie.
Skrzyp na infekcje. Szypułki nagietka na infekcje, i wrzody - baza wiedzy została zaktualizowana o nową dolegliwość. Szczaw wywołuje wymioty, pomaga przy swędzącej skórze.
Złocień na gorączkę. Mak przeciwbólowy... i usypia, jednak to Barwinek już doskonale wiedział. Pamiętał, jak pierwszy raz znalazł się w świecie snów z Księżycowym Pyłem, i Gorzką Łapą.

Barwinek zanotował wszystko, przyglądając się wszystkim roślinom w ciszy raz jeszcze i doszedł do wniosku, że nie ma pytań, bo Księżyc wyjaśniła mu wszystko jasno i klarownie.

Kiwnął głową.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#72
Widziała, że Barwna Łapa słuchał jej uważnie, dlatego nie kwestionowała braku pytań z jego strony. Zamiast tego skupiła się na powtarzaniu poprzednich informacji i łączeniu ich z nową wiedzą, którą uzyskał. Trwało to trochę czasu, nim wreszcie pozwoliła mu odpocząć, zsyłając na niego głęboki sen, po którym jak zwykle obudził się dopiero nad ranem, chyba że został wybudzony przez kogoś, kto potrzebował pomocy.

*****

Kolejna noc, kolejna lekcja. Tym razem planowała posunąć się dalej. Gdy terminator się obudził, mógł zauważyć, że przed medyczką znajdowały się medykamenty inne niż ostatnio. Poukładane były w równy rządek, łącznie było ich osiem. Cztery liście, kawałek kory i dwie różniące się od siebie jagody.

- Witaj, Barwna Łapo. Kojarzysz któreś z tych? - zapytała na wstępie, gestem wskazując na pokaźny zestaw.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#73
Wyspał się. Pierwszy raz od dawna się wyspał i gdy znalazł się kolejnej nocy u boku Księżycowego Pyłu, w Korzennej Norze, czuł się nieco lepiej, niż ostatnio. Wypoczęty i spokojniejszy i tym bardziej gotów do dalszej nauki. Musiał w końcu... dociągnąć to do końca. Zbyt wiele księżyców marazmu i chronicznego zmęczenia; to drugie raczej szybko nie odejdzie, ale Barwinek uczył się nad tym panować. Dbać o siebie, jak obiecał mistrzyni.

Ziewnął potężnie, budząc się przed bladym licem Księżyc, mrugając kilka razy aby odzyskać ostrość wizji i natychmiast zaczął przyglądać się temu, co mentorka miała mu dziś do pokazania. Liście, kora, jagody...

Barwna Łapa zmarszczył brwi, zatrzymując się na nieco dłużej na jednej z jagód - tej czerwonej.

- ... to cis. Trucizna. Na tym moja wiedza się kończy - wymruczał cicho.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#74
Kiwnęła głową. Nie oczekiwała od niego żadnej wiedzy, zapytała bardziej z ciekawości czy dla wstępu.

- Te medykamenty... rosną głównie w lesie. Lub przy nim - rozpoczęła, po czym położyła łapę przy znanym Barwnej Łapie cisie. - Cis rośnie tylko w lasach. Nieduże drzewo lub krzew, wiecznie zielony. Ma igły. Każda część jest trująca... ale używa się tylko jagód. Trzeba uważać przy zbieraniu. Najlepiej po nim dokładnie umyć łapy w wodzie. - Było to logiczne, ale wolała ową informację podkreślić, na wszelki wypadek. Następnie zdecydowała wskazać kolejną jagodę, tym razem o barwie ciemnoszarej. - Jałowiec. Rośnie... też na drzewach lub krzewach iglastych. Wiecznie zielonych. Kora czerwonobrązowa lub szara, popękana. Odpada łuskami. Jagody leczą biały i zielony kaszel... i ból brzucha. Też rośnie tylko w lesie. - Następny był ciemnoszary kawałek kory. - Kora olchy. Na ból zębów. Olcha... to wysokie drzewo. Rośnie w lesie i na jego skraju. Liście owalne, faliste na brzegach. Porą nagich drzew... ma drobne szyszki. - Odetchnęła, robiąc krótką przerwę, nim wreszcie przeszła do liści. Na pierwszy ogień poszedł charakterystyczny, ząbkowany. Gdy go przesunęła, odsłoniła nasiona. - Pokrzywa. Zielone kwiaty. Rośnie w lasach, na polach... i przy Grzmiącej Ścieżce. Może być wysoka. Nasiona odtruwają, liście są na wzdęcia. Maść z liści... można użyć na płytkie rany. - Ot, prosty i pożyteczny medykament, choć nie miała okazji go wiele stosować. Łopian był dużo bardziej wielofunkcyjny i zawsze było go pod dostatkiem. Następny liść był jajowaty i jasny od spodu. - Bez. Wysoki krzew z łukowatymi gałęziami. Kora... szara i spękana. Kwiaty są białe, a owoce fioletowo-czarne. Rośnie w lasach i obok nich. Jest cały trujący... jak cis. Ale z liści można robić okłady. Wspomagają leczenie zwichnięć i skręceń. Tylko trzeba uważać... jak przy żywokoście. - Jeszcze tylko dwa liście. Wpierw wskazała charakterystyczny liść o pierzastych krawędziach, które zwężały się niemal do głównego nerwu. - Jakubek. Wełnisto owłosiona, rozgałęziona łodyga i żółty kwiat. Liście na ból stawów i obicia. Rośnie przy lasach... oraz przy Ścieżce. - To pozostawiało ostatni medykament, którym był podłużny, ostro zakończony liść. - Nawłoć. Sztywna, wysoka łodyga... o barwie czerwono-zielonej. W środku pusta. Naga... lub rzadko owłosiona. Kwiaty małe, żółte, rosną w kępkach. Rośnie tylko przy lasach. Maść używana na ból stawów, obicia, płytkie rany.

Zakończywszy monolog skupiła się na swoim uczniu, czekając na potencjalne pytania.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#75
Pozostałych medykamentów, poza trującym cisem, Barwinek kompletnie nie kojarzył. Widział je w składziku, ale nie wiedział, czym są, do czego służą. Szybko się rozbudził, aby w pełni skupić się na tym, co mówiła do niego Księżycowy Pył, obserwując i obwąchując każdy z liści, każdą jagodę, fragment kory...

Cis trujący, cały, nie tylko jagody.
Ciemnoszara jagoda, jałowiec, na biały i zielony kaszel, i ból brzucha.
Kora olchy na ból zębów. Barwinek dokładnie zanotował to, jak rzeczone drzewo wygląda, próbując sobie przypomnieć, czy gdzieś na terenach Klanu Rzeki takowe widział.
Charakterystyczna pokrzywa, z której zbiera się nasiona oraz liście. Dobrze, zanotowane.
Bez - trujący. Zachować ostrożność, tak, jak przy żywokoście, i tak jak żywokost, leczy zwichnięcia, złamania.
Jakubek na ból stawów i obicia. Zamiennik stokrotki, przynajmniej częściowo. W porządku.
Nawłoć na obicia, bóle stawów, potencjalnie rany.

Barwna Łapa przyjrzał się medykamentom raz jeszcze, chłonąc błękit głosu swojej mentorki jak gąbka. Wszystko, co do niego powiedziała, było logiczne i chociaż przyjęcie natłoku informacji zajęło mu dłuższą chwilę, w końcu kiwnął lekko pyskiem. Cis i bez są trujące i to wiedział, że musi zapamiętać, aby któregoś dnia głupio nie skończyć zaduszony przez trujący krzak, bo zapomniał, co zbiera. Księżycowy Pył opisała mu miejsca występowania, wygląd... wiedział wszystko.

Ponownie kiwnął łbem, siadając w końcu.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości