Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Zawiesiła wzrok na Goryczce, słysząc jej pytanie. Gdyby go nie zadała, Księżycowy Pył i tak by o tym wspomniała przy okazji pierwszego trującego medykamentu, ale być może to był dobry moment, patrząc na to o czym dopiero mówili.
- Gdy kot cierpi fizycznie... i nie da się ulżyć jego cierpieniu. Wtedy tak. Gdy tylko choruje umysł... pomóc. Osobiście lub przez inne koty. Inaczej może tego później żałować. Śmierć rzadko jest rozwiązaniem - odparła z powagą.
Kiwnęła głową, gdy Barwinek opowiedział o podziale występowania ziół, zadowolona z jego odpowiedzi. Zgarnęła część medykamentów, które przyniosła i zabrała je do składzika. Poznosiła to, czego potrzebowała na tę lekcję. Łaciaty kocur znał te zioła. Mogła go zapytać, by je powtórzył, ale nie mieli aż tak dużo czasu na zabawę. Mieli możliwie najszybciej ukończyć trening. Na szczęście na Srebrnej Skórce nie czuła już bólu związanego z nadużywaniem głosu. Księżyc ułożyła wszystkie medykamenty obok siebie, by terminatorzy - głównie Gorycz, na razie - mogli się im przyjrzeć. Wskazała łapą na pierwszy z nich, najbardziej znajomy. Srebrne nitki owinięte wokół gałązki.
- Te medykamenty... występują wszędzie. Pajęczyna. Tamuje krwawienie, trzyma medykament przy ranie. Chroni ranę przed brudem. Bardzo delikatna, lepka. Należy ostrożnie nawijać na patyk. Bez pośpiechu. - Następnie przeniosła uwagę na wielki, sercowaty liść o jasnym spodzie oraz białawy, mięsisty korzeń. - Łopian. Wysoka, duża roślina. Ma nieprzyjemny zapach. Tworzy rzepy. Kwiaty fioletowe lub różowe. Liść i korzeń liczą rany. I infekcje. - Pozwoliła terminatorom powąchać, jeśli chcieli, po czym jej łapa powędrowała ku leżącemu na bliżej nieokreślonym liściu plastrowi pokrytemu lepką, słodko pachnącą substancją. - Miód. Na ból gardła. Można znaleźć w dziuplach... lub szczelinach. Wytwarzają go pszczoły. Trzeba go wydobyć szybko, zdecydowanie. - Po tym przyszła kolej ogórecznika, który już im przedstawiła. - Ogórecznik leczy też gorączkę, stany zapalne. Zwiększa produkcję mleka - dodała w kwestii medykamentu, nim przeszła do jajowatego, ostro zakończonego listka o pierzastej nerwacji. - Gwiazdnica. Wysoka na długość ogona. Ma drobne, białe kwiaty. Tworzy łany... czyli duże skupiska. Liść podaje się doustnie. Leczy zielony kaszel. Można stosować na biały... ale kot może czuć się gorzej. Nim poczuje się lepiej. Łatwo pomylić z inną rośliną. Liść ma tylko trzy nerwy. Nie jest ziołem. - A teraz ostatnie, czyli kawałek mchu nasiąknięty obrzydliwie pachnącą substancją. - Mysia żółć. Nasiąknięty mech... przykłada się do kleszcza. Trzeba przytrzymać, by się udusił. Po pewnym czasie odpadnie. Barwna Łapo. Gdy się obudzicie, nauczysz Gorzką Łapę... wydobywania mysiej żółci - poinformowała terminatora.
Po tym zamilkła, czekając na pytania, albo chociaż aż łaciaty terminator jej przytaknie. Na tym zakończą dzisiejszą lekcję. Oczywiście, będą później powtarzać te informacje, ale przy okazji pójdą dalej z materiałem. Liczyła, że dwójka kotów poradzi sobie z tempem. Planowała na koniec z nimi poważnie porozmawiać. Pamiętała wątpliwości Ćmiego Zmierzchu odnośnie Barwinka. Cieszyło ją, że kocur się ożywił z powodu treningu z nią... ale nie powinien się doprowadzać do złego stanu z powodu jej odejścia. Albo odejścia kogokolwiek. Musiał się nauczyć radzić sobie z żałobą. Po części dlatego postanowiła wspomnieć o ziołach, które pomagały ukoić umysł.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Nie powinno go zaskoczyć pytanie Gorzkiej Łapy. Znał ją wystarczająco dobrze aby wiedzieć, że miewała tendencje do... poruszania kontrowersyjnych tematów. Sama w sobie była kontrowersyjna, ale - taki jej urok, przynajmniej w mniemaniu Barwinka. On sam wychodził z założenia, że wolałby sam odgryźć sobie łapę jeśli miało to pomóc pacjentowi, niż pozwolić, aby ten umarł. Nigdy nie zapomniał, jak Ćmi Zmierzch spytała go o to, czy wysłałby ciężko chorego, rannego kota do dwunożnych, gdyby sądził, że jest to jedyny sposób, aby tego kota uratować; do dziś miał zagwozdkę, jak powinien czuć się z tym, iż odpowiedział, ze tak, zrobiłby to. Szczególnie teraz, słuchając Księżycowego Pyłu mówiącej na ten temat. Przemilczał to jednak, przygryzając lekko wnętrze policzka.
Barwna Łapa w pełni skupił się na swojej mentorce, bo chociaż on doskonale znał te informacje, które teraz miała do przekazania... chciał móc słuchać jej głosu i patrzeć na to, jak łapą wskazuje każdy medykament tak długo, jak było to możliwe. I zerkał ukradkiem na Gorycz, obserwując jej reakcję. Czy była równie skupiona co on, na pierwszym dniu treningu gdy Księżycowy Pył pokazała mu jak wydobywa się mysią żółć. Teraz to on będzie uczył tego Gorycz... oblizał białe wąsiska, kątem oka zerkając na Księżyc.
Westchnął cicho, kiwając głową. Cieszył się, że... znowu widzi Księżycowy Pył, po tak długim czasie, nawet w takiej postaci. Była martwa ale była tutaj blisko i podniosło to Barwinka na duchu.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Goryczka nie poczuła się ani do końca przekonana, ani uspokojona odpowiedzią Medyczki. Tylko pełnia informacji dawała jej coś na kształt satysfakcji, a tu miała wrażenie, że coś ciągle wymyka się jej z klucza, paprze klarowny obraz. Nie mogła tak po prostu otworzyć komuś czaszki i zobaczyć choroby psychicznej, nie mogła ocenić stopnia jej zaawansowania czy złośliwości. Denerwowało ją to. Skoro umysł tylko cierpiał, to czemu ciało aż? To też nie tak, że rdzawa drobinka nie widziała zupełnie sensu w argumentacji mentorki, po prostu szukała analogii, nie wykluczając, że na przestrzeni księżyców przyjdzie do niej na czterech łapach jakaś wymizerowana, posępna weryfikacja i wtedy ona jak ten sędzia przyklepie wniosek o eutanazję. Skoro i tak wszyscy z powrotem spotykali się na Srebrnej Skórce, czego Goryczka już teraz była niemal pewna, to co za strata? Śmierć wcale nie była taka ostateczna, nie trzeba przed nią dygać.
Mrugnęła, gdy Księżycowy Pył ponownie ruszyła się z miejsca w celu przyniesienia kilku med-szpargałów. Rozpoczęli od pajęczyny i znów wiedziała na ten temat więcej, niż mogło im się wydawać. Zbierała już na własną łapę pajęczynę, potrafiła, natomiast zastosowania, cóż, domyślała się. Później było już nieco trudniej - za pomocą węchu i wzroku zapisywała wszystkie lekarstwa w pamięci. Rozstawiła też oczywiście nietoperzowate uszy, łowiąc cenne informacje ledwo spadły z piaskowego pyszczka. W pewnym momencie Gorzka nie potrafiła rozstrzygnąć, czy było ich tak dużo, czy się spieszyli i dlatego Księżyc tak mocno skondensowała wszystko, co musieli wiedzieć. Druga ewentualność pewnie trochę by ją przybiła, wszak szybki trening oznaczał też koniec regularnych nawiedzeń, gdyby nie maksymalne skupienie, któremu nie pozwoliła od siebie odejść nawet na milimetr, nawet na sekundę. Wreszcie po długich księżycach nieporozumień i zgnębienia Chochliczka była w swoim żywiole. Nie zależało jej na randze, ani pozycji w klanie, jedynie na wiedzy, coraz to szerszej i bez wątpienia przydatnej komuś takiemu małemu jak ona w takim dużym świecie.
Wykład kremowej zwieńczał akapit o mysiej żółci i tu zasuszony bury pysk zakołysał się zagadkowo. Barwinek pozwolił jej zadusić kiedyś jednego kleszcza na skórze Wydmowego Wiatru, a teraz to wspomnienie ożyło, rozniecając w Goryczce kolejny płomyczek pasji, a poza tym całkiem spore ilości samozadowolenia. Dużo już potrafiła, a jeżeli jeszcze Barwna Łapa jej pokaże ten trik z myszami... Przeniosła na niego pytająco wzrok, a kiedy jej potwierdził - czy może bardziej Księżyc niż jej - uniosła jeden kącik wargi w małym, chochlikowatym uśmiechu. Nie mogła się doczekać krojenia myszy.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Po wyjawieniu im informacji medyczka poprosiła Barwną Łapę, by po niej powtórzył, a później też Gorzką Łapę, by powiedziała ile zapamiętała. Lekcja nie trwała długo, bo informacje o tych ziołach łaciaty kocur mógł pomóc jej utrwalić poza spotkaniami. Choć jakaś część jej nie chciała tak szybko kończyć tego treningu, wiedziała, że musiała się spieszyć. Dla dobra Klanu Rzeki.
Po zakończeniu lekcji pożegnała się z dwóją kotów, a ci znów nie obudzili się od razu po spotkaniu, tylko dopiero rano, tak jak wcześniej zupełnie wypoczęci i odświeżeni. W pełni sił i gotowi do zmagania się z trudami dnia.
*****
Kolejna noc, kolejne spotkanie. Księżycowy Pył przez jakiś czas powtarzała z dwójką kotów informacje na temat medykamentów występujących wszędzie, by nauczyli się ich na pamięć i nigdy nie zapomnieli, aż jednej nocy zdecydowała, że czas pójść o krok dalej. Skinęła dwójce swoich uczniów na przywitanie, a przed nią już leżały materiały na dzisiejszą lekcję. (1)Pierwszy z brzegu był spory liść o jajowatym kształcie i wcięciach, przez które przypominał odrobinę kocią łapę. (2)Kolejny był dość niepozorny, jajowaty o ostrym końcu. Wydzielał jednak charakterystyczną, intensywną woń, która orzeźwiała. (3)Dalej równie niepozorna, czerwona jagoda. (4)Następny listek miał nieregularnie ząbkowane krawędzie i spód pokryty meszkiem. (5)Jeszcze dalszy liść był podwójnie, miejscami potrójnie pierzasty, a praktycznie na nim leżał jasny, wrzecionowany korzeń. (6)Leżący nieco dalej korzeń brązowy, prawie przechodzący w czerń, a na dodatek przełamany na pół, przez co widać było biały środek. (7)Następnie była szara kora, której terminatorzy nigdy wcześniej nie widzieli. (8)Podobnie z podłużnym liściem o ostro piłowanych krawędziach, jakby ktoś je precyzyjnie postrzępił pazurem. (9)Ostatni korzeń był podobny do wężowego korzenia, lecz jego ciemna barwa przechodziła we fiolet, na dodatek silnie się rozgałęział. Medyczka zawiesiła spojrzenie na swoich uczniach.
- Rozpoznajecie któryś? - zapytała, dając im tyle czasu, ile potrzebowali.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Zawsze wyczekiwał momentu w którym zaśnie, bardziej, niż... czegokolwiek, jakiejkolwiek pory, elementu dnia, kiedykolwiek. W Klanie trzymali go przy świadomości tylko Jezioro, Czereśnia... Ruczaj, Błoto i Gorycz. Matki nie było. Sroki nie było. Wyczekiwał tych późnych nocy które spędzał we śnie, razem z Goryczką, na treningach z Księżyc. Sama obecność, łagodny, lekki głos medyczki, to pomagało Barwinkowi pozbierać się z ziemi. Poczuć znowu, że żyje, chociaż na ten czas, na czas treningów, znajdował się bliżej duchów niż żywych.
Oblizał wąsiska, występując przed Księżycowy Pył, kątem oka zerkając na, zapewne znowu czymś odurzoną, Gorzką Łapę, a potem na medykamenty które medyczka pokazała. Przyjrzał się wszystkim, marszcząc lekko brwi i finalnie łaciatymi palcami wskazał na ząbkowany, pokryty lekkim meszkiem liść(4).
- Ślaz. Na ból gardła - wymruczał cicho. - ... leczyłaś tym Czereśnię, wiele księżyców temu. Używałem go przy kaszlach, przeziębianiach.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Z dnia na dzień, a może raczej nocy na noc, Gorzka Łapa wyglądała coraz to lepiej - spokojniej i pewniej, a także bez oznak zmęczenia na kościstym liczku. Na tym etapie była w stanie uwierzyć, że to sprawka Księżycowego Pyłu i sztuczek rodem ze Srebrnej Skórki, że mogła chłonąć wiedzę po nocach, względnie funkcjonować w dzień, a nadal być wypoczęta, i chociaż miała o to do Medyczki bardzo wiele pytań, to rozumiała, iż nie mogą marnować czasu na wątki poboczne, a uwaga dwóch terminatorów Medyka musi w całości i bezustannie orbitować wokół ziółek.
Standardowo zasnęła zwinięta w kłębek w małej, dotąd nieużytkowanej norce Królikarni, by już po niedługiej chwili rozpocząć najprawdziwszy trening. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Barwinkiem ("to do roboty") i ruszyła jednocześnie z nim do schludnego stanowiska przygotowanego przez Mistrzynię. Oczy Goryczki powiększyły się i rozbłysnęły jak dwa słońca, podczas gdy jej bura łapka przykryła do połowy jeden z intensywniej pachnących listków(2), który zwykła jadać z ogórecznikiem. Mięta i ogórek? Wyborny duet, z pewnością smakowy, ale czy leczniczy to się zapewne wkrótce okaże.
- Mięta - miauknęła tuż po Barwinku, patrząc prosto w orzechowe, mądre ślipka ich nauczycielki.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Kiwnęła głową, zadowolona z odpowiedzi swoich uczniów. Nie znali wielu z przedstawionych medykamentów, ale po to była tutaj ona, by ich nauczyć. Wzięła głębszy oddech i skupiła się na tym, co miała przed sobą. Położyła łapę przy pierwszym(1) z medykamentów.
- Te zioła rosną... blisko zbiorników wodnych. Jaskółcze ziele. Ma wysoką łodygę... pustą w środku. Po nacięciu wypływa żółty sok. Kwiaty drobne, żółte. Liście leczą choroby oczu. Rośnie też... blisko lasów - powiedziała, po czym przesunęła łapę do drugiego zioła(2). - Mięta. Wysoka. Ma charakterystyczny zapach. Kwiaty kuliste, jasne. Są na szczycie łodygi. Liście leczą ból brzucha. - Po mięcie przyszła kolej na czerwoną jagodę(3). - Ostrokrzew. Jest krzewem. Tylko owoce są trucizną. Liście... ciemnozielone, kolczaste na brzegach. Błyszczą w słońcu. Kwiaty są niewielkie, białe. Podaje się... gdy koty umierają powoli, w cierpieniu. I nie da się im inaczej pomóc. - Ostatnie zdanie dorzuciła tylko dla przypomnienia, gdyż medyk musiał w pierwszej kolejności ratować życie, nie je kończyć, chyba że nie było innej możliwości pomocy. Wypuściła powoli powietrze z płuc, a przy kolejnym oddechu położyła łapę przy znanym Barwinkowi medykamencie(4). - Ślaz. Ma wysoką, owłosioną łodygę. Kwiaty różowe. Liść leczy katar, ból brzucha... i gardła. Rośnie też na łąkach, skrajach lasów. - Teraz przyszła kolej na liść i korzeń(5). - Trybula. Wysoka. Ma kanciastą łodygę, ulistnioną. Białe kwiaty... które tworzą baldachy. Liście mają małe włoski. Leczą ból brzucha. Korzeń... jako maść. Na rany. Zwalcza infekcję. Trybulę też można znaleźć... na skrajach lasów. - Zrobiła krótką przerwę, a gdy uznała ją za wystarczającą, swoją uwagę przeniosła na niemalże czarny korzeń(6). - Wężowy korzeń. Sama roślina niska. Łodyga gęsto owłosiona. Liście... długie, wąskie. Kwiat na szczycie łodygi ma żółte płatki. Wąskie. Korzeń w środku biały. Maść na ukąszenia węży, owadów, kleszczy. Czasem... na drobne rany. Rośnie też przy lasach... a także bezpośrednio w nich. - Siódma była szara kora(7), której nawet medyczka nie spotkała w swoim życiu. - Biała wierzba. Podobna do płaczącej... ale jej gałęzie nie wiszą. Szary, krótki pień. Pochyły. Kora... działa przeciwbólowo. Rośnie też w lasach. Przy grzmiącej ścieżce. - Jej przerwy stopniowo się wydłużały. Mimo bycia na Srebrnej Skórce dalej miała problemy z mówieniem zbyt dużo. Nie miała jednak innego wyjścia. Postawiła łapę przy kolejnym medykamencie(8). - Cykuta. Wysoka, o nagiej łodydze. Ma drobne, białe kwiaty. Po zjedzeniu... wywołuje zatrucie. Ofiara toczy pianę z pyska. - Nie była to z pewnością przyjemna śmierć. Westchnęła cicho, stawiając łapę przy ostatnim medykamencie, który był korzeniem(9). - Żywokost. Wysoki, łodyga rozgałęziona... i szorstko owłosiona. Pusta w środku. Liście długie, zaostrzone. Też owłosione. Kwiaty ciemnofioletowe. Czasem białe. Wiszą... na całej długości łodygi. Rośnie też przy lasach, grzmiącej ścieżce... i na łąkach. Maść wspomaga gojenie złamań, zwichnięć, skręceń. Można użyć na poparzoną skórę. Świąd. Korzenia nie wolno mielić w pysku. Jest trujący. Trzeba mocno ugniatać... wbijając pazury. - To powiedziawszy zaprezentowała technikę, jednak zmieliła korzeń tylko częściowo, by następnie przysunąć go do dwójki terminatorów. - Po zmieleniu... trzeba umyć łapy. W wodzie, nie językiem - dodała.
Mielenie korzenia było, w rzeczy samej, całkiem ciężkie. Nie było jednak innego wyjścia, gdy kot przychodził ze złamaniem czy zwichnięciem. Sama nie miała okazji leczyć niczego takiego, choć miała inne ciekawe przypadki. Póki co jednak omawiali medykamenty. Zagadnieniami "jak wyleczyć x" zajmą się innym razem, bo do tego potrzeba było znajomości ziół.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Od księżyców wiedza Barwinka jednak stała w miejscu i musiał to zmienić. Ruszyć do przodu, pod okiem Księżycowego Pyłu lub nie, ale musiał. I on i Gorycz, bo sam był zażenowany swoim stanem i tym, jak długo Klan Rzeki był bez pełnoprawnego medyka. Jednego czy drugiego. Na znajomości leczenia ran i kilku chorób nie uciągną i nie uratują każdego pacjenta, niestety, dlatego zawsze wyczekiwał snów z Księżyc i Goryczką. Aby jak najszybciej się doedukować.
Rejestrował słowa mentorki w skupieniu, układając każdy medykament w konkretnej szufladce w swoim wielobarwnym, Barwinkowym mózgu. Wszystko, co pokazywała, rosło przy zbiornikach wodnych. Jaskółcze ziele, mięta, ostrokrzew - trucizna - i znany Barwnej Łapie ślaz. Trybula, wielofunkcyjna w zależności od zbieranego fragmentu rośliny, wężowy korzeń, wierzba biała, cykuta i żywokost, również trujący, ale przydatny.
I nazwa choroby o której Barwinek słyszał pierwszy raz. - ... świąd? - spytał jakby nieobecnie, odrywając na chwilę wzrok od medykamentów, przeskakując spojrzeniem na Księżycowy Pył, zaintrygowany.
I zamyślony, myśląc o tym, czy kiedykolwiek faktycznie on albo Gorzka Łapa ze swoim brakiem mięśni będą mieli do przemielenia trujący korzeń żywokostu, nie mając do dyspozycji mocnych, wprawionych w mieleniu leczniczych maści zębów, a tylko chude, patykowate łapy. Najwyżej znajdą Skrzące Słowo do pomocy, nie byłby z niego dobry medyk, ale ugniatacz żywokostu już bardziej.
Barwinek oblizał lekko wargi i trzepnął końcówką ogona, zerkając pytająco na Goryczkę. Może ona miała pytania, wątpliwości. On nie miał.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Monolog Księżycowego Pyłu był imponujący i potrzebny zarazem. Chochliczka niebawem z sukcesem miała wykorzystać ślaz do leczenia siebie i Kornika, czy zebrać nieco kory białej wierzby, a wszystko dlatego, że teraz bardzo uważnie słuchała tego, co przekazywała Mistrzyni, zdradzając wzmożone zainteresowanie szczególnie przy kilku z omawianych roślinek. Żywkost... To właśnie zabójczy korzeń tak jej się spodobał, gdy jako szczyl wtargnęła do Królikarni, żeby wziąć sobie na testy kilka medykamentów. Gdyby nie błyskawiczna reakcja piaskowej medyczki, Gorycz pewnie siedziałaby z nią obecnie po drugiej stronie nieba i dopingowała Barwną Łapę w zostaniu jedynym słusznym Medykiem klanu Rzeki, więc chyba summa summarum powinna być jej wdzięczna za ocalenie, ale chyba nie do końca zdawała sobie sprawę, że obie rzeczy - tamto prehistoryczne zdarzenie i uczucie wdzięczności - należało jakoś sensownie połączyć.
Przyzwyczaiwszy się do miarowego, niezbyt głośnego wykładu Księżyc, który trwał i trwał, trzepnęła uchem na wtrącenie Barwinka. Odezwa kocura na nieznany świąd była tak delikatna i subtelna jak przycupnięcie motylka na nosie, ale jednak zdołała wybić Gorzką z rytmu solidnego zakuwania. Uderzyła kilka razy ogonem o ziemię, by przy ostatnim świśnięciu rdzawego biczyka dojść wniosku, że sama chętnie się dowie, czym dokładniej jest świąd poza tym, że czymś, na co działa jej ulubiony żywokost. Od tej chwili atmosfera bezwzględnego skupienia zaczęła się rozrzedzać - Gorycz, zachęcona skierowanymi na nią błękitnymi ślipkami Barwinka, otworzyła powoli zmarszczony pysk.
- Czy wymioty pomogą zatrutemu - mruknęła wreszcie, z zaprogramowaną do mówienia niechęcią, którą łatwo można było pomylić z generalną niechęcią do wszystkiego i wszystkich, ale chyba nie przez Księżycowy Pył i Barwną Łapę. Oni już ją trochę znali.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Kiwnęła głową na słowo, które padło z pyska Barwnej Łapy.
- Świąd... to czerwona skóra. Swędzi. Zmusza do gryzienia, drapania. W poważnych przypadkach... prowadzi do wygryzania ciała - odpowiedziała, przypominając sobie słowa Łososiowej Łuski.
Już miała zebrać medykamenty, gdy Gorzka Łapa się odezwała. Kremowa medyczka poruszyła uszami.
- Jeśli trucizna została zjedzona... tak. Trzeba działać szybko. - Jeśli jej uczniowie nie mieli żadnych pytań, kotka zaniosła medykamenty jedne po drugim do składzika, po czym wróciła z innymi.
Barwna Łapa mógł z łatwością rozpoznać zioła, które Księżycowy Pył zaczęła rozkładać przed nimi. Uznała, że warto je przerobić już teraz, by już do końca uzupełnić braki rdzawej terminatorki. Przy okazji pierwsza roślina pasowała tematycznie do pytania rzuconego przez córkę Bukowej Kory. Wskazała na szarawozielony, pierzasty liść o mocnym zapachu. Od spodu pokrywały go miękkie, wełniste włoski.
- Rośliny rosnące przy i na skałach - rzuciła w ramach wstępu. - To jest krwawnik. Bardzo wysoki, pokryty miękkimi włoskami. Białe kwiaty. Wywołuje truciznę. Doustnie... jeśli trucizna została zjedzona. Jeżeli jest na ranie... trzeba nałożyć na ranę. Krwawnik rośnie też na łąkach. - Proste i nieskomplikowane. Kolejny był długi, lancetowaty liść, a zaraz obok niego małe, fioletowe kwiaty. - Lawenda. Krzew, zdrewniały u nasady. Porośnięty krótkimi, jasnymi włoskami. Kwiaty małe, fioletowe. Zbija gorączkę... i uspokaja. Poprawia trawienie. Można ją znaleźć też... przy gniazdach dwunogów. - Teraz przyszła kolej na czerwone, przypominające łuski liście. - Podbiał. Ma bladą łodygę... i żółty kwiat. Liść czerwony, łuskowaty. Pomaga na popękane opuszki. Zjedzony... łagodzi kocięcy kaszel. Wspomaga oddychanie. - Westchnęła cicho, przypominając sobie jak trudno było jej czasem znaleźć świeży podbiał. Szybko się otrząsnęła i zwróciła uwagę dwójki kotów na kolejny liść, który miał podwinięte brzegi. - Tymianek. Niski krzew. Rozgałęziony. Łodyga... bywa łukowata. Liście podwinięte z obu stron. Kwiaty... białe lub jasnofioletowe. Drobne i ząbkowane. Liść zjedzony działa uspokajająco. - Po tym postawiła łapę przy ostatnim rosnącym na skałach medykamencie - niepozornym, lancetowatym liściu. - Żarnowiec. Bardzo wysoki. Posiada... żółte kwiaty. Wzdłuż pędów. Liście są małe, wąskie. Używa się ich do okładów... na złamania, skręcenia. Czasem rany. Rośnie też przy lasach. - Tu postanowiła zrobić krótką przerwę, czekając też na ewentualne pytania.
Gdy Barwinek i Gorycz byli gotowi, odsunęła na bok zioła rosnące przy skałach i skupiła się na reszcie. Były tylko trzy.
- Te rosną tylko przy gniazdach dwunogów. To - wskazała na pierwszy liść - czosnek. Silny, nieprzyjemny zapach. Wysoki pęd. Duże, białe kwiaty na szczycie. Liście rosną przy ziemi. Są sztywne, szarozielone. Naciera się nimi rany... po ugryzieniach szczurów. - Po czosnku przyszła kolej na roślinę o zaostrzonych na końcu liściach i fioletowych kwiatach. - Psianka. Krzew, zdrewniały u dołu... i owłosiony. Liście szerokie u nasady, na końcu zaostrzone. Kwiaty... ciemnofioletowe. Mają pięć płatków. Żółty, wystający środek. Wiszą. Cała roślina... jest silnie trująca. - Tak oto dotarli do kusząco pachnącego liścia. - Kocie ziele. Ma silny, przyjemny zapach. Niektóre koty... tracą od niego zmysły. Przy długim kontakcie. Jest niewysokie... i ma krótkie włoski. Kwiaty drobne. Są białe lub różowe. Liście są na zielony i czarny kaszel. Mają też uspokajające właściwości.
Odetchnęła wreszcie otwarcie, gdy skończyła mówić. Pozostawiła rośliny do inspekcji i czekała na ewentualne pytania.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Drgnął niespokojnie, robiąc sobie mentalną notatkę na temat tego, do jak drastycznych skutków potrafił prowadzić świąd. Świąd, tak jak zwichnięcia, leczony żywokostem. Barwinek kiwnął mordką, w cichym potwierdzeniu. Tak. Dobrze. Zapamięta.
Oblizał wargi, wpatrując się w medykamenty które miał teraz przed sobą, na których miała skupić się Goryczka. On te zioła znał, od pierwszych dni treningu je znał, kojarzył, znał ich zastosowanie, wygląd, miejsce występowania. Postarał się nie odlecieć myślami gdzie indziej na czas gdy Księżycowy Pył tłumaczyła Goryczy wygląd, występowanie i zastosowanie lawendy, podbiału, tymianku. Żałował, że tym uzupełnianiem wiedzy swojej przyjaciółki i wspólniczki w medykowaniu nie zajął się sam, gdy miał okazję. Musiał... sypiać mniej. Żyć i funkcjonować więcej, dłużej, ale było ciężko. Sny w których pojawiała się jego mistrzyni były dla Barwnej Łapy kojące i chciał je śnić jak najczęściej i jak najdłużej.
Poruszył się, uderzając ogonem o ziemię lekko, znowu w pełni skupiony na tym, co mówiła piaskowa kocica.
Czosnek, psianka, kocie ziele. Zioło na infekcje, trucizna, narkotyk, krótko mówiąc. Narkotyk i jedyna szansa na wyleczenie śmiertelnego, czarnego kaszlu. Serce Barwinka wypełniał strach na samą myśl o podróży na osiedle, jednak... kiedyś będzie musiał, prawda?
Westchnął cicho, kiwając głową gdy dokładnie przyjrzał się i obwąchał rośliny leżące przed nim. On zrozumiał; zerknął przelotnie na Gorzką Łapę.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Z opisu świąd wydał jej się ciekawy, nawet bardzo. Momentalnie zapragnęła, żeby jakiś Rzeczniak go złapał, aby posłużyć za żywą ekspozycję. W ostateczności mogła nawet sama zaadoptować milusińskiego świerzbowca i rozplenić go na własnej skórze, dlaczego by nie. Jeżeli tylko miałaby gwarancję pełnego powrotu do zdrowia, ochoczo przechorowałaby wszystko, od czarnego kaszlu po właśnie świąd, bo przynajmniej byłoby ciekawiej niż ostatnio, gdy tylko na okrągło wyciągała z futer kleszcze, a obrzydliwa mysia żółć lała się strumieniami.
- Jest zaraźliwy? - burknęła jeszcze, mając na myśli świąd.
Od razu po domknięciu jednych wątków Medyczka zarzuciła ich znowu roślinami. Mnogość nowych zapachów i kolorów, a także zastosowań każdego z ziółek, wnet zaokrągliła goryczkowe źrenice, co w wolnej interpretacji oznaczało, że rdzawa była naprawdę blisko uwielbienia tego, na co akurat patrzyła. Podobnie spoglądała dotąd tylko na mordkę Chaos, gdy na narkomańskiej fali wydawała jej się totalnie jak nie od kota, a od bóstwa. Tym jednak razem pod ostrzałem żółtego spojrzenia były medykamenty, a zwłaszcza taki jeden z końca... Odetchnęła głęboko i w tej samej chwili została storpedowana cudownym aromatem kociego ziela. Poczuła miłe łaskotanie w żołądku, ale ponad wszystko niepohamowaną żądzę.
Jednym płynnym ruchem łapy zagrabiła kocie ziele na później, dla siebie. Księżycowy Pył nie powinna się obrazić za taką niewinną kradzież; gdziekolwiek obecnie spędzała czas jako Gwiezdna, pewnie było tam łatwiej o susz niż zmuszonej dzielić się z chorymi Chochliczce. Niemniej Gorzka nie chciała, żeby z takiej kałuży zrobił się zaraz głęboki staw i żeby któryś z jej towarzyszy rozproszył się tym małym incydentem, więc dokładnie przykryła ziółko łapą, a potem już z zupełnym niewzruszeniem wyczekiwała dalszej części wykładu. No, no... To co tam dalej?
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
- Może być. Najlepiej być ostrożnym. Jeśli jest zaraźliwy... potrafi się rozprzestrzeniać. Bardzo szybko - odparła na pytanie Goryczy.
Zauważyła gest, jakim było zagarnięcie dla siebie kocimiętki przez kotkę, ale szybko odwróciła spojrzenie. Zioło i tak pozostanie tutaj, gdy dwójka kotów wróci do siebie, kontynuując sen. Mogła coś powiedzieć, ale... czy sama nie korzystała z podobnych środków, by jakoś funkcjonować? Na pewno nie z takich mocnych, podszepnął jej umysł. Westchnęła cicho, decydując się zostawić to na... inny dzień.
- Wyprawa na osiedle jest ryzykowna. Nie musicie... tego robić. Możecie wysłać wojowników. Znajomość ziół... nie jest tylko dla medyków - powiedziała wreszcie. - Tak długo jak niedoświadczone koty nie próbują... same się leczyć. Szczególnie z poważnych ran lub dolegliwości. - Gwiezdni wiedzą jak trudno pewne rany było wyleczyć, i jak łatwo w ten sposób stracić pacjenta; ona wiedziała, wciąż pamiętała marniejącego w oczach - wtedy - Trującą Łapę, którego cudem udało jej się wyprowadzić ze skraju śmierci... w przeciwieństwie do zabranego przez Gwiezdnych Łososiowej Łuski.
Na tym skończyła się nauka, a dwójka terminatorów po wymianie krótkich pożegnać zapadła w głęboki sen, aż obudzili się rano w pełni wypoczęci.
*****
Życie pełne było trudnych sytuacji, które tylko się nawarstwiały i nawarstwiały. Księżycowy Pył miała tego świadomość. Jednak nawet mimo tego... nagłe zaginięcie Gorzkiej Łapy ją bolało. Jedynym pocieszeniem było to, że kotka wciąż żyła, bo nie było jej nigdzie na Srebrnej Skórce. Medyczka miała nadzieję, że jej uczennica znajdzie drogę z powrotem do domu. Niestety, w tej chwili była poza jej zasięgiem.
Gdy Barwna Łapa obudził się w Korzennej Norze sam, Księżycowy Pył już siedziała przed nim ze spokojnym wyrazem pyszczka.
- Gorzkiej Łapy nie ma jeszcze wśród Gwiezdnych. Żyje - powiedziała na wstępie. - Wciąż ma szansę odnaleźć drogę do domu. - Choć było to niewiele, jedynie tyle mogła zaoferować swojemu uczniowi.
Nie była najlepsza w okazywaniu wsparcia, na szczęście łaciaty kocur zdawał się mieć kogoś, kto mógł mu pomóc dużo lepiej... Mimo to zamierzała spróbować. Wiedziała z doświadczenia, jak łatwo się ugiąć pod ciężarem nawarstwiających się problemów i przykrych wydarzeń. Nie było na to żadnego rozwiązania... jedynie życie dalej i nadzieja na lepsze jutro. Tyle musiało wystarczyć. Kotka westchnęła dyskretnie, obserwując zachowanie Barwnej Łapy.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Dawno nie czuł takiej pustki jak teraz, zasypiając bez Gorzkiej Łapy u boku. Od księżyców była w Królikarni jednostką która... tutaj należała. Tu było jej miejsce, obok Barwinka, on przyzwyczaił się do jej obecności i już teraz czuł jak bardzo za tym tęskni. Brak jednego medyka w Klanie Rzeki i brak osobistego, emocjonalnego wsparcia dla Barwnej Łapy. Przygniotło go to.
I szukał. Szukał Goryczy, dopytywał o nią. Wyszła i już nie wróciła i chociaż kocur bardzo chciał dopytać też swoją mentorkę, tej nocy nie mógł już zasnąć.
Gdy w końcu otworzył oczy i znalazł się w krainie snów, w Korzennej Norze, zupełnie sam z Księżycowym Pyłem, natychmiast otworzył pyszczek jeszcze zanim w pełni otworzył oczy, aby zadać jej pytanie na temat Gorzkiej Łapy. Kocica jednak wyprzedziła go z odpowiedzią. Zamknął pysk równie szybko, jak go otworzył.
I odetchnął, jakby mu ulżyło; bo ulżyło.
- Niech Gwiezdny Klan oświetla Goryczy drogę - wymruczał żałośnie smutno, słabo, jakby chciał to z siebie wykrztusić ale nie mógł, w końcu podnosząc się do pozycji siedzącej i wlepiając oczy w ziemię. Zawsze lśniące, jasne spojrzenie Barwnej Łapy stało się teraz mętne i nieobecne. Czuł się źle, ale przyszedł tutaj aby dokończyć trening. Zdobyć wiedzę. Musiał. Teraz naprawdę musiał, jak najszybciej.
- Jestem gotowy, Księżycowy Pyle.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Przyglądała się postawie Barwnej Łapy, w środku czując trudne do sprecyzowania emocje. Były one ciężkie. Medyczka nie była nigdy dobrym wsparciem emocjonalnym, nawet gdy naprawdę się starała. Chciała pomóc swojemu uczniowi, nie wiedziała jednak jak się do tego zabrać. Teraz widziała, że musiała coś zrobić. Nim łaciaty terminator wpadnie w tę samą prowadzącą na dno spiralę co ona.
Księżycowy Pył zamknęła oczy na dwa uderzenia serca i westchnęła cicho. Co robiły koty w takiej sytuacji? Jakich słów używały? Spojrzenie neutralnych, orzechowych oczu spotkało się z mętnymi ślepiami młodszego kocura. Nie zamierzała kwestionować jego gotowości, ale nie ważne jak bardzo będzie się starał... wyniszczając swoje ciało i tłamsząc emocje w środku nie zdoła zrobić wiele dla klanu.
- Co teraz czujesz, Barwna Łapo? - zapytała, nieznacznie przechylając głowę na bok.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.