Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
– Rzadko – odparł z lekkim, nieco krzywym uśmiechem. Do obozu wrócili w przymusowym milczeniu, skoro każde z nich miało pysk pełen zwierzyny, po czym kocur pożegnał się z terminatorką i udał się do legowiska wojowników.
***
Czas mijał. Gwieździsta Łapa ćwiczyła i się rozwijała, aż w końcu właściwie oboje stwierdzili, że pora iść dalej z treningiem. Porywisty Wiatr chciał mieć pewność, że terminatorka dobrze się w tym czuje, dlatego polecił jej, by dała mu znać, gdy tak będzie – co stało się po pewnym czasie trenowania. Musiał przyznać, że srebrzysta stała się naprawdę świetnym łowcą i nie miał co do tego żadnych wątpliwości, bo przez cały ten czas obserwował jej próby, w większości udane, chociaż zdarzały się także niepowodzenia, tak to już bywa. Umówili się tym razem na wieczór na Wyjących Wzgórzach, gdzie rudo-biały czekał na terminatorkę.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Przydarzające się od czasu do czasu niepowodzenia podczas łowów tylko napędzały ją do dalszej pracy, chociaż doskonale rozumiała, że nawet najlepszym wojownikom nie zawsze wszystko się udaje, więc akceptowała swoje porażki. Właściwie już pierwszego dnia nauki polowania czuła się z tym dobrze, ale miała potrzebę zostania... najlepszą. Ambicja srebrzystej, bądź co bądź, kocicy sprawiła, że w istocie stała się świetną łowczynią. Nie uważała jednak, żeby było to najciekawsze zajęcie na świecie i dlatego w końcu postanowili zająć się czymś innym. Miała wszak jeszcze całkiem sporo materiału do opanowania. Nie czuła też żadnej konkurencji, chociażby ze strony rodzeństwa, bo w klanie naprawdę niewielu ich zostało. Rodzice natomiast byli bardzo zadowoleni ze swojej wyjątkowej córki, która wyrosła na piękną pannicę. Wietrzny Dzień pewnie powoli zaczął się zastanawiać, kiedy Gwiazdka znajdzie sobie jakiegoś kawalera. Na razie miała Węgielka, a reszta w Klanie Wichru była wyjątkowo... nieinteresująca i wypadali blado przy Kąsającej Łapie.
Srebrzysta terminatorka o nienagannej fryzurze zjawiła się w umówionym miejscu o zmroku, dostrzegając w ostatnich snopach światła rudego wojownika. Od razu do niego podeszła. — Porrywisty Wietrze — przywitała się z nim oficjalnie. Zwykle z innymi kotami szybko zmniejszała dystans i to na własne życzenia, ale przy nim z tego samego powodu nie zamierzała. Kompletnie nie był w jej guście. Nie widziała w nim na przykład Malinowej Gwiazdy, która odznaczała się świetnym charakterem i Gwiazdka polubiła ją już przy pierwszym spotkaniu, zaś z Porywistym Wiatrem... Można było powiedzieć, że ich relacja była wyboista, choć i tak obecnie lepsza niż na początku. Daleko mu było do własnych rodziców. Czasami zastanawiała się, po kim to miał. — Co na dzisiaj dla mnie zaplanowałeś? — zapytała po chwili, wpatrując się w zielone oczy wojownika.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Zdążył sobie przysiąść, jednak szybko zauważył zbliżającą się sylwetkę, najpewniej własnej terminatorki, o czym przekonał się, gdy podeszła bliżej. Pomysł na ten dzień miał już od jakiegoś czasu, gdy uznał, że chciałby w pewien sposób… wynagrodzić kotce wyboisty początek treningu. Nie żałował tego, w jaki sposób wtedy postąpił, ale nie chciał też, żeby srebrzysta się na niego dalej za tamto boczyła; zależało mu na lepszej relacji z terminatorem, niż w przypadku Bączkowego Lotu, i zwyczajnie chciał się z nią bardziej dogadywać. Poza tym… może ją w pewien sposób zaskoczy, chociaż w tym przypadku sam nie wiedział, czemu w ogóle go to obchodzi.
– Dobry wieczór, Gwieździsta Łapo – przywitał się z córką Trawiastej Polany. – Tym razem to ty wyznaczysz kierunek naszego treningu. Nauczę cię tego, czego będziesz chciała – odparł, przyglądając się uważnie kocicy z lekkim uśmiechem na pysku.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Co jak co, ale była bardziej przekonana, że Porywisty Wiatr na pewno ma jakiś pomysł na ten dzień treningu, ba, na każdy dzień. Równie dobrze mógł mieć zaplanowane całe życie i Gwiazdka nie byłaby w ogóle zdziwiona taką informacją. Ciekawe czy prowadził jakiś kalendarz? Niemniej grzecznie stawiła się w umówionym miejscu w umówionym czasie, a ciemność w trakcie tych paru chwil niemalże całkowicie pożarła okolice. Ich relacja, mimo wszystko, była lepsza od tej, która łączyła rudego i Bączkowy Lot, ale też nie można było powiedzieć, że się przyjaźnili, choć z pewnością poczynili pewne postępy, by jednej i drugiej stronie wygodniej się pracowało.
Jakież było jej zdziwienie, kiedy okazało się, że dzisiaj kierownica spoczęła w jej łapach i to ona miała zarządzać wycieczką. Zagryzła zęby, żeby ich przypadkowo nie rozewrzeć w geście zdziwienia i powstrzymała się przed zmrużeniem skośnych, zielonych oczu. No, może trochę rzeczywiście zmrużyła. Co to za święto, panie Zrywku? I ten uśmiech? Wszystko w porządku? — Interrresująca zmiana. W takim razie udajmy się na spacer wzdłuż granic i omówmy pozycje w klanie — odpowiedziała rudemu kocurowi, powoli ruszając w stronę znanej sobie granicy, tj. z klanem Cienia. Trzepnęła puszystym ogonem i spojrzała na niego przez bark. — Wspinałeś się kiedyś na drzewa? — zapytała, mijając jedno z nich. Właściwie zawsze chciała tę umiejętność jakoś dopracować, a nie pozostać jedynie spanikowanym laikiem, który do końca nie wie, co robi. Trzeba było się najpierw dowiedzieć, czy syn przywódczyni w ogóle może ją czegoś pod tym kątem nauczyć.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Kiwnął głową, nie protestując przeciwko wyborowi Gwieździstej Łapy… chociaż był nieco zaskoczony, że kotka chce zająć się aż tak, hm, prostą rzeczą, na dodatek powtórką tego, co zapewne już doskonale znała. Może tak jak on postanowił nieco zmienić swoje zachowanie, tak i jego terminatorka również? Ewentualnie chciała po prostu mieć to jak najszybciej za sobą. Bez zwłoki ruszył w stronę granicy z klanem Cienia.
– Tak, nauczyłem się tego będąc kociakiem – odparł. W pewnym sensie był wdzięczny Słonecznik, że go tego nauczyła, nawet jeżeli nie był, hm, najmilszym kociakiem, a od tego czasu zdarzało mu się dosyć często to robić, włączając to wspinaczkę na Cztery Dęby wraz z Raczą Sadzawką. Właściwie… to brzmiało jak całkiem niezły pomysł na to, co mogli zrobić przy okazji zwiedzania granic. – Jeżeli chcesz, możesz dzisiaj poćwiczyć na Czterech Dębach – zaproponował zaraz. – A zanim tam dotrzemy, możesz zacząć opowiadać o rangach.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Rzeczywiście wybór był nudny, a Gwiazdka znała już część tych rzeczy prawie jak któraś z własnych łap, ale przecież i tak prędzej, czy później musieliby to omówić. Porywisty Wiatr przecież nie uwierzyłby jej na słowo, więc i tak czekało ją oglądanie granic, albo pogadanka o rangach w klanie. Lepiej mieć to już z głowy i przy okazji może nawet nabyć przydatną umiejętność. W końcu rudy kocur podobno umiał wspinać się po drzewach. Zapiekło ją trochę, że nauczył się tego już jako kociak, kiedy ona mając już tyle księżyców na karku, wciąż tego nie potrafiła. - Będąc kociakiem? No proszę, a ja jestem taka starrra i nadal tego nie potrafię. Teraz mi wstyd, Porywisty Wietrze - odparła żartobliwym tonem, by czasem nie wziął jej słów na poważnie. Oby tylko zrozumiał żart. Nigdy nie miała pewności, czy czasem nie nadejdzie moment na zademonstrowanie zrywkowego kija, który trzymał ukrytego głęboko w... pewnym miejscu. Dodała do tego przyjemnym uśmiech i przytaknęła na jego propozycję. W końcu na tym jej właśnie zależało. - Klanowa hierarchia nie jest zbyt skomplikowana, ale każdy kot ma swoją rolę. Kocięta nie mają żadnych obowiązków, mogą się bawić i czasami pobierają nauki od starszych od siebie kotów, by wejść w trening na wojownika z porcją wiedzy. Terminatorzy to koty w trakcie treningu, których obowiązkiem jest polowanie i utrzymywanie czystości w legowiskach oraz opieka nad starszyzną. Do starszyzny należą koty, które dożyły już sędziwego wieku i zdecydowały się odejść na odpoczynek po wielu księżycach lojalnego służenia swojemu klanowi. Nie muszą polować ani patrolować granic, ponieważ inni członkowie klanu o nich dbają - zaczęła swój wywód na temat rang. Najpierw zajęła się tymi zależnymi w głównej mierze od wieku. Potem zrobiła pauzę i czekała na jakąś reakcję mistrza. W następnej części zamierzała zająć się resztą klanowych pozycji, o ile rudy kocur nie będzie miał żadnego "ale".
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Prawdę powiedziawszy Porywisty Wiatr nie widział niczego wstydliwego w tym, że Gwieździsta Łapa nie potrafiła w takim wieku wspinać się po drzewach. Umiejętność jak każda inna, trzeba było albo próbować wiele razy według metody prób i błędów, albo znać kogoś, kto ją posiadł; tak samo zresztą było w przypadku polowania, walki, pływania czy łowienia ryb, gdzie wojownik tych dwóch ostatnich robić nie potrafił. Zresztą… tak szczerze to wspinanie na drzewa i tak nie było na tyle znaczącą w codziennym funkcjonowaniu umiejętnością, by trzeba było mieć jakąś napinkę na opanowanie tego. Było warto to umieć, owszem, zwłaszcza że można było w ten sposób szybko umknąć przed przeciwnikiem, ale to nie była niezbędna kwestia.
– Mhmm, to musimy szybko nad tym popracować, zanim ktokolwiek się dowie – odparł, konspiracyjnie ściszając głos. – Tak. Kocięta najczęściej mają „oficjalne” nauki w wieku czterech księżyców, ale nie jest to obowiązkowe – dopowiedział do wypowiedzi kocicy. – Co łączy kocięta i starszyznę? – zapytał jeszcze, jednak kiwnął też lekko głową na znak, że po odpowiedzi może kontynuować.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Kot, który nie potrafił się wspinać, w ogóle mógł nazywać się kotem? Dla niektórych był to przecież swego rodzaju trzon. Gwiazdkę sama zresztą irytowało, że tak pokracznie radziła sobie z drzewami. Z drugiej strony nigdy nie ćwiczyła pod tym względem i gdy potrzebowała dostać się gdzieś wyżej, to choćby za kociaka, zamiast wejść samodzielnie, Węgielek ją tam wsadzał. Wykorzystywała innych i po czasie się to nieco, hmm, odbiło, ale nie było to nic, czego nie mogłaby teraz nadrobić. O dziwo... Zrywek podłapał żarcik i wcale nie zareagował jak pieniek, jak miło. - Nie ma czasu do strrracenia - odparła pospieszni i również konspiracyjnym szeptem, dodając do tego lekki, acz przyjemny uśmiech. Szła powoli u boku rudego kocura, idąc w stronę granicy. - Brak obowiązków, pozostali polują by ich nakarmić i obie grupy są słabsze fizycznie od pozostałych. Co do reszty, mamy jeszcze wojowników, czyli koty, które ukończyły już trening, opanowały wymagany materiał i są gotowe, by służyć klanowi pełnią swoich sił oraz szkolić innych. Zastępca to swego rodzaju podpora dla przywódcy, w zakresie jego obowiązków jest na przykład nadzorowanie treningów oraz patroli, a gdy przywódca umrze, bądź zrezygnuje, to on, teoretycznie, powinien zostać nowym przywódcą, natomiast przywódcą rządzi klanem, stanowi prawo i otrzymuje życia od Gwiezdnych, by bronić swojego klanu. Medyk jest kotem znającym się na sztuce leczenia i zgłębiającym tajniki ziół. Podobno ma również lepszy kontakt z Gwiezdnym Klanem. No i jest oczywiście jeszcze jego terminator, który szkoli się w tym zakresie, by później zastąpić swojego mistrza. Od niektórych tych sytuacji zdarzają się wyjątki - dopowiedziała resztę pozycji w klanie, omawiając je, po czym czekała na werdykt Porywistego Wiatru. Zdążyła zauważyć, że byli już niedaleko granicy.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Wojownik lekko skinął głową, gdy kotka udzieliła odpowiedzi na jego pytanie, i pozwolił jej mówić na temat kolejnych rang, gdy powoli zbliżali się do granicy z Cieniem. Kocur słuchał uważnie, jednak zachowywał czujność na otoczenie, by w razie pojawienia się jakiegoś drapieżnika czy intruza być w stanie zareagować najszybciej, jak to możliwe. To on był tu wojownikiem i chociaż Gwieździsta Łapa nie miała sześciu księżyców, to wciąż odpowiadał za jej bezpieczeństwo.
– Zgadza się. Ważne jest także to, że zastępca może mianować terminatorów, natomiast wojowników nie, ponieważ nie posiada błogosławieństwa od Gwiezdnych. W sytuacjach wyjątkowych mianować wojowników może być także medyk – uzupełnił wiedzę Gwieździstej Łapy. Z tego co pamiętał to właśnie z tego względu Gradowy Podmuch jako zastępca, teoretycznie szykujący się na wyprawę do Szepczącej Sadzawki, mianował na swojej jedynej ceremonii jedynie terminatorów, wojownikami natomiast zajął się na kolejnej ceremonii Szałwiowy Dym, który jednocześnie oznajmił wtedy wybór Gwiezdnych co do nowego przywódcy. Właściwie to ta informacja wydawała się całkiem istotna, bo dobrze było znać historię własnego klanu i przykłady różnych niestandardowych sytuacji, dlatego postanowił to dodać. – Ostatnia taka sytuacja miała miejsce w… okresie przejściowym, pomiędzy ucieczką Kruczej Gwiazdy, czy raczej Kruczego Ogona, a tym, jak moja matka została przywódczynią. Szałwiowy Dym, poprzednik Lśniącej Sadzawki, mianował wtedy wojowników… z tego co pamiętam były to moje starsze siostry, Krokusowa Łąka i Stokrotkowy Płatek, a także Miękki Obłok, Czajkowy Lot, Paprociowy Pył i Szyszkowy Ogon, która zaginęła. Poza tym oprócz medyka i jego terminatora jest także ranga pomocnika medyka. Jest to kot w pełni wytrenowany, ale jednak w pewien sposób podległy medykowi, w taki sam sposób, w jaki zastępca podlega przywódcy. Dopóki kot na randze medyka nie wytrenuje swojego następcy, nie może zrezygnować ze swojej rangi – nie może zostać wojownikiem ani przejść do starszyzny.
Historia pokazywała jednak, że medycy często znikali z klanu – uciekali lub spotykały ich różne losowe sytuacje, przez które nie mogli wytrenować do końca swoich terminatorów, jak to chociażby było z samym Szałwiowym Dymem, czy medyczką z klanu Cienia, której nie udało się doprowadzić do końca treningu swojego własnego terminatora.
– Jest jeszcze jedna ranga w klanie: matka. Może być to zarówno wojowniczka, która odchowuje kocięta, po czym powraca do swoich zwykłych obowiązków, lub kocica na stale pomagająca w kociarni i opiekująca się obozem.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
O, a jednak dowiedziała się czegoś nowego na temat klanowej hierarchii. Nie wiedziała, że zastępca może mianować terminatorów, ale wojowników już niekoniecznie. Taki precedens albo nie wydarzył się za jej życia, albo o nim zapomniała. Mimo wszystko nie zjawiała się na wszystkich ceremoniach, ale o czymś takim raczej na pewno by słyszała. Zmarszczyła lekko brwi, zachodząc w głowę, czy była świadkiem czegoś takiego. To samo zresztą dotyczyło medyka, aczkolwiek tutaj od razu domyśliła się, że chodzi o wspomniane błogosławieństwo Gwiezdnych i bliższy kontakt z nimi. Po chwili okazało się, że Porywisty Wiatr sam odpowie na nurtujące ją pytanie, które nie zdążyło jeszcze paść z jej pyszczka. — Akurat zastanawiałam się, czy coś takiego wydarzyło się za mojego życia i o tym zapomniałam. Ach, tak, jeszcze pomocnik medyka i matki — odpowiedziała, kiwnąwszy głową mistrzowi. W końcu miała okazję zapytać, jak to właściwie było z Szałwiowym Dymem i Lśniącą Sadzawką. Wiedziała o tej historii, ale nie znała szczegółów, a Zawilcowa Skórka nie chciała jej wtedy o tym opowiadać i później nie miała już ku temu okazji. Nie to, żeby zapomniała o matkach, aczkolwiek o pomocniku medyka akurat tak. — Porrywisty Wietrze, kojarzę historię Lśniącej Sadzawki i jej poprzednika, ale nie znam żadnych szczegółów. Wiesz może, jak to właściwie było? Słyszałam, że ledwo po wybraniu córki Zawilec, poprzedni medyk po prostu zniknął — zapytała zainteresowana. Liczyła na to, że syn przywódczyni zna więcej szczegółów z tej historii niż ona sama i że się nimi podzieli.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
– Też nie znam szczegółów, przynajmniej wszystkich, bo to toczyło się kilka księżyców przed moimi narodzinami – przyznał. Medyczka była od niego starsza o kilkanaście księżyców, a wszystko to odbyło się, gdy była młodą terminatorką, więc Porywisty Wiatr mógł jedynie polegać na opowieściach, które sam słyszał jako kociak od starszych kotów. – Z tego co wiem, Lśniąca Sadzawka została terminatorką swojej matki na ceremonii, którą poprowadził Gradowy Podmuch. Na tej samej ceremonii Szałwiowy Dym interweniował, gdy klan pogrążył się w konflikcie o to, czy mój wuj powinien zostać zastępcą, po czym udał się do Szepczącej Sadzawki, by Gwiezdni wskazali nowego przywódcę… nie wiem dokładnie, w którym momencie Szałwiowy Dym wybrał Lśniącą na swoją terminatorkę, ale chyba niedługo po tym, jak Szałwia przekazał decyzję Gwiezdnym klanowi. Nie minęło więcej jak dwa, może trzy księżyce, a Szałwiowy Dym zniknął tak samo, jak zniknęła Pstra Chmura, jego mistrzyni, co przekazała Lśniąca wtedy Łapa, jednocześnie proponując, by jej nauką zajęła się była pomocniczka medyka z klanu Gromu, Malinowe Chaszcze. Nie wiem, co dokładnie się stało – chyba poprzedni przywódca Gromu miał z tym wszystkim jakiś problem – ale potem jej trening kończył Łososiowa Łuska, medyk klanu Rzeki.
Wszystko to było o tyle interesujące, że… pokazywało, że poprzednia władza klanu była słaba. Kruczy Ogon – zdradził klan, uciekając bez słowa i zostawiając ich z Gradowym Podmuchem, co do którego obiekcje były księżyce wcześniej i można było się spodziewać, że nawet jeśli zostanie przywódcą, to nie będzie miał lekko. Pstra Chmura miała za sobą nie jedną zdradę klanu, a dwie, i jej przykładem ostatecznie poszedł Szałwiowy Dym, który zapewne nie wytrzymał sam ze sobą.
– Do dzisiaj zresztą klan Gromu ma problem z medykami – dodał z lekkim przekąsem. Karma wraca, można by powiedzieć.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Lekcja historii. Zdawała sobie sprawę z tego, że sytuacja nie miała miejsca za jego życia i lepiej byłoby się tego dowiedzieć od kogoś starszego, albo nawet od samej Lśniącej Sadzawki, ale Gwiazdce było jakoś nie po drodze do medyczki. Nie to, żeby za nią jakoś nie przepadała, czy coś podobnego, w końcu w sytuacji z Sadzową i tą drugą, Sikorą bodajże, nawet wstawiła się za białą kocicą, mimo iż była zaledwie kociakiem, aczkolwiek też nie miała potrzeby nawiązywania z nią jakiejś przyjaźni. Poza tym, Porywisty Wiatr, mimo młodego wieku, wydawał się zorientowany w klanowych sprawach, toteż liczyła na to, że wie o tym choć ociupinkę więcej od niej samej i okazało się, że miała słuszność. — Gdyby nie fakt, że Lśniąca Sadzawka nie zniknęła po wybraniu swoich terminatorów, to inne klany mogłyby powiedzieć, że i my mamy z nimi problem. Pstra Chmura... rzadko ktokolwiek ją wspomina, a jeśli już, to negatywnie. Hm, kojarzę, że poprzednia medyczka Klan Gromu zginęła i do teraz nie dorobili się nowej. — Zabrała głos. Nie znała historii Pstrej Chmury. Słyszała jedynie plotki, ale nic więcej. Tymczasem granica z Klanem Cienia znalazła się w odległości paru długości drzew od nich, a noc w pełni ogarnęła świat, kryjąc słońce przed ich wzrokiem.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
– Faktycznie, chociaż trzeba przyznać, że zmiany w klanie Gromu są bardzo… dynamiczne – przyznał. – Swego czasu medyczką była tam Gwieździsta Ścieżka, która wytrenowała Malinowe Chaszcze i potem ją zdegradowała. Wybrała sobie nowego terminatora, po czym zniknęła, w związku z czym klan wybrał kolejną terminatorkę… ich imion nie pamiętam. Kocica ta nigdy nie dokończyła treningu, po niej do rangi medyka udało się dotrzeć Ognistemu Żarowi, jednak ta została przez własnych klanowiczów, między innymi wygnaną Sasankową Łapę, doprowadzona do samobójstwa – podzielił się informacją, jaką poznał z pierwszej ręki od Cyprysowej Łuski, gromowej wojowniczki. Cieszył się, że po tylu księżycach udał się w okolicę Czterech Dębów, by zasięgnąć języka u źródła co do tego, co działo się w klanie Gromu; dzięki temu nie tylko zaspokoił swoją ciekawość, ale i mógł przekazywać takie smaczki innym. W Wichrze, trzeba przyznać, było o wiele… spokojniej. Mniej dramatycznie. Władza ich porzucała, zamiast umierać czy popełniać samobójstwa.
– Dopiero po kilku księżycach dotarły do nas wieści o kolejnej kocicy, szkolącej się na rangę medyka. W tym czasie my mieliśmy Pstrą Chmurę, Szałwiowy Dym, Lśniącą Sadzawkę, a teraz mamy dwóch terminatorów, którzy jednak nie muszą się uczyć u medyków z innych klanów, tak jak ma to miejsce w klanie Gromu. – Lśniąca Sadzawka, skubana, była na tyle zdeterminowana, by sobie nie odpuszczać tak łatwo, jak jej mistrz i jego poprzedniczka. Podejrzewał, że nie minie dużo czasu, a klan Wichru będzie silniejszy o dwójkę pomocników medyka, czyli luksus, na który klan Gromu nie mógł sobie pozwolić nie od księżyców, a całych obiegów pór. – Klan Cienia jest właściwie najbardziej stabilny pod tym względem. Kojarzysz, kto teraz jest tam medykiem? – spytał, kierując rozmowę na klan, do którego granicy się zbliżali.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Słyszała o śmierci Ognistego Żaru i przyczynieniu się do tego przykrego wydarzenia Sasankowej Łapy, ale srebrzystej nie udało się dotrzeć do informacji z pierwszej łapy, jak Porywistemu Wiatrowi. Z tego powodu nieco szerzej otwarła zielone ślepia, słysząc, że gromowa medyczka popełniła samobójstwo. To było... na swój sposób straszne. Nawet jeśli jej nie znała, to zaczęło ją zastanawiać, jak Sasankowa Łapa mogła do tego doprowadzić. Przecież z byle powodu koty nie targają się na własne życie. To była ostateczna ostateczność! Zamrugała bardzo powoli i podniosła wzrok na mistrza. Po chwili po jej zaskoczeniu nie było praktycznie śladu, prócz delikatnie ściągniętych brwi i spojrzenia skierowanego w przestrzeń. — Straszne. Co musi się dziać w Klanie Gromu, że koty doprowadzają kogoś z własnego klanu do tego, że targa się na własne życie i to skutecznie? To brzmi po prostu niewiarygodnie. Nie wyobrażam sobie, żeby w naszym klanie mogło dojść do czegoś podobnego — odezwała się w końcu. Głos miała poważny i przejęty, ale też bardzo ostry, jak na siebie. Widać było, że szczegóły tej historii wprawiły Gwieździstą Łapę w oburzenie, które teraz próbowała skryć pod spokojną maską przywdzianą na pysk, której jednak nie udało się wpłynąć na brzmienie głosu kocicy. Natomiast skoro już o ich klanie była mowa... — Co sądzisz o Lśniącej Sadzawce? — zapytała już zdecydowanie spokojniej, ogniskując spojrzenie na rudym wojowniku. Stabilnie utrzymywała się na swojej pozycji, ale Gwiazdka wiedziała, że ma charakter, co pokazała wtedy na tamtym pogrzebie. Ciekawa była jak Zrywek ją odbiera. — Cierrnisty Kwiat zaginęła jakiś czas temu, więc zapewne pozycję objął jej terminator, Szczypiąca Łapa, ale nie przypominam sobie jego nowego imienia — odpowiedziała po chwili namysłu.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Gwieździsta Łapa zareagowała… o wiele gwałtowniej, niż spodziewał się jej mistrz, na wieść o tym, co się stało z Ognistą Łapą. Chociaż trzeba przyznać, iż była to adekwatna reakcja, biorąc pod uwagę, że mówili o jadzie tak umiejętnie sączonym do ucha kota, by ten targnął się na własne życie – a medyk był w doskonałej do tego pozycji, bo doskonale znał trucizny i wiedział, gdzie je znaleźć, nawet jeśli nie miał ich w składziku. Dobrze. Dobrze było wiedzieć, że Gwieździsta Łapa miała właściwy kręgosłup moralny.
– Jad i wytykanie błędów…. mało odpornej jednostce, z tego co dowiedziałem się od Gromowej wojowniczki. Poza tym… klan Gromu nie ma specjalnie silnej władzy. Kiedyś przywódcy zmieniali się tam co chwilę, tak samo zastępcy aż do niedawna – odparł. Ognisty Żar nie była taką żyletą, jak Lśniąca Sadzawka, która z kolei przeginała w drugą stronę i z kolei nie słuchała klanowiczów praktycznie w ogóle. Plotki i oskarżenia ze strony Zaśnieżonej Ścieżki mogły brać się z powietrza, ale medyczka również miała swoje za uszami. A skoro o niej… właściwie nie spodziewał się pytania o jego opinię na temat Lśniącej. Nie sądził, że Gwieździsta Łapa będzie tym zainteresowana, a skoro pytała, to może próbowała sama wyrobić swoje zdanie?
– Lśniąca Sadzawka… na pewno nie jest kimś, kto potrafi zjednywać sobie koty – stwierdził nieco gorzko. Mógł ubrać to w inne słowa – nie zależało jej na opinii klanu, była nieprzewidywalna, zdawała się być zdolna do wielu rzeczy, niekoniecznie dobrych, i tak dalej, ale… mimo wszystko nie chciał wygłaszać zbyt ostrej opinii, tym bardziej że duża część tego, co o niej sądził, wynikała z dawnych obserwacji. – Najlepiej zrobisz, wyrabiając sobie opinię na jej temat samodzielnie, jednak ja sądzę, że jej sposób bycia nie wzbudza ani sympatii, ani zaufania i przez to w pewnym sensie nie jest adekwatny do rangi, którą piastuje. – Oczywiście… nie musieli jej kochać. Nie musieli jej nawet ufać, tak długo, jak leczyła, prawda? Nie, nie do końca. Medyk nie był tylko maszyną do przylepiania plasterków. Medyk był częścią klanowej władzy, miał wpływ nie tylko na przywódcę, zastępcę, ale i cały klan, mógł mieć kontakt z Gwiezdnym Klanem. – Jest charakterna i odporna, ale wiele rzeczy zdaje się robić dla własnej satysfakcji, zamiast dla dobra klanu, co zapewne sama zauważyłaś na ceremonii, na której podjudzała Zaśnieżoną Ścieżkę. – Która to była całkiem inną parą kaloszy. Wcale nie pochwalał zachowania kocicy, jednak to było takie… niepotrzebne ze strony medyczki. Nie wiadomo po co dawała się w to wciągnąć i próbowała upokorzyć wojowniczkę jeszcze bardziej, niż ta zrobiła to sama; a to wszystko z pozycji medyka. Właśnie w takich rzeczach czuł zgrzyt, jeżeli chodziło o córkę Zawilcowej Skórki. – Poza tym mogę ci podać… fakty. Gdy byłem kociakiem, wciągnęła na to miejsce na Rozłożystym Drzewie, z którego przemawia przywódca, ciało Spienionej Łapy, córki Kusowąsego. Gdy byłem głupim terminatorem i nieumyślnie zraniłem ojca na treningu, kazała mi ćwiczyć z pazurami na drzewach… albo Iskrzącej Łapie, który, choć był obrzydliwym typem, to wtedy wciąż był członkiem klanu. I jej własnym bratem. – Wyciągnięcie wniosków, jakiekolwiek by nie były, pozostawiał swojej terminatorce.
– Faktycznie. Szczypiący Mróz; jego trening zakończył się niedawno.