Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Po drugiej stronie ogona zaś znajdował się Rabarbarowa Łapa - patrzący szeroko otwartymi oczami na rybę, która podpłynęła. Jego pyszczek nawet delikatnie się uchylił, ze zszokowaniem obserwując, jak ryba pogryza jego ogon - co prawda nie czuł tego ani trochę, daleko jej było do wgryzienia się gdzieś dalej, ale...
No tak, polowanie!
Stosując się do wskazówek, nie ruszał się ani trochę, chociaż serce biło mu trochę szybciej. Już wcześniej upewnił się, że cień nie padał na wodę - inaczej siedzieli by tutaj bez sensu. Pazury były również gotowe wcześniej, więc wystarczyło już tylko...
Szybkim i pewnym ruchem uderzył pazurami tam, gdzie znajdowała się ryba, z zamiarem zahaczenia jej i wyciągnięcia na brzeg. Jeśli się uda, będzie musiał ją szybko dobić.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Kocur bardzo dobrze sobie poradził z pierwszą swoją ofiarą. Uderzył rybę pazurami, wyrzucając ją na ląd. Była to niewielka rybka, Rabarbar mógł rozpoznać w niej karasia, jednak mało wyrośniętego, bo o wielkości 15 centymetrów, mieszczącego się w grupie najmniejszych ryb. Ryba zaczęła podskakiwać na lądzie, niebezpiecznie gwałtownymi ruchami przemieszczając się z powrotem w kierunku wody. Rudy kocurek musiał się pośpieszyć, inaczej jego ofiara mu ucieknie!
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Rudy zaś zamrugał zszokowany, że udało mu się... za pierwszym razem? I to rybkę? WOW!
Ale nie było na to czasu, szybko wskoczył na nią i dokończył jej żywota - lepiej szybciej i pewniej, by oszczędzić jej bólu. Nigdy nie lubił zabijać, ale oczywiście, musiał to robić, by wyżywić Klan - dlatego chciał oszczędzić cierpienia, jeśli tylko mógł.
Lekko zasapany (mimo wszystko ryba się wyrywała, walcząc dzielnie o życie) popatrzył na martwą rybę a potem na Mistrzynię. Po czym pysk terminatora rozjaśnił się w promiennym uśmiechu, gdy ten pisnął: - Udało mi się! Udało!! - zaczął chodzić wokół rybki - No jaki piękny, dorodny karaś! Jaki smaczny musi być! Mały, ale wariat! - powiedział z zadowoleniem, jakby co najmniej wyłowił szczupaka, Króla Wód.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Wysoka nie miała tyle szczęścia, prawdopodobnie jedna z rybek podpłynęła do rudego, a potem on wszystkie spłoszył za pomocą swojego głosu. Kotka podniosła się z lekkim, zadowolonym uśmiechem i błyskiem dumy w oku.
- B-Brawo, Rabarbarowa Łapo! U-Udało ci s-się... I t-to za p-pierwszym r-razem. W-Weź go i ch-chodźmy d-do obozu - powiedziała, a jej uśmiech się coraz bardziej rozszerzał, gdy widziała radość terminatora, jak złapał małego karasia. Kocurek wszystko wykonywał poprawnie i nie miała zastrzeżeń co do jego sposobu łowienia, o dziwo nawet cierpliwie czekał, aż rybka do niego podpłynie, co było... Niezwykłe. Musiała go częściej zabierać na rybki w takim razie.
- J-Jeśli chcesz p-po złowieniu ryby ł-łowić d-dalej, m-musisz z-zachować ciszę... A-Ale my na dzisiaj s-skończymy - dodała, bo Wysoka uwazała, że warto taką malutką uwagę dodać. W drodze do obozu przypomniało jej się, że nie bardzo omawiali temat zmarłych, widocznie musiało jej to gdzieś umknać. W końcu, Rabarbar był jednym z pierwszych terminatorów, którego trening mogła dociągnąć do końca. Niezwykłe doświadczenie.
- O-Opowiem ci j-jeszcze o G-Gwiezdnym Klanie... S-Są t-to koty z-zmarłe, k-które przestrzegały k-kodeksu w-wojownika przez s-swoje ż-życie. Z-Znajdują się n-na S-Srebrnej Skórce i s-są tam sz-szczęśliwe... N-Nie czują j-już bólu i n-nie c-cierpią. Za t-to koty, k-które ł-łamały kodeks w-wojownika i k-krzywdziły i-innych, t-rrafiają do C-Ciemnego Lasu... Inaczej jest t-to n-nazwane Miejscem, G-Gdzie Brak G-Gwiazd. K-Koty tam są z-zesłane na w-wieczną tułaczkę w s-samotności p-pomiędzy drzewami, k-których gałęzie z-zakrywają n-niebo... Cz-Czy masz j-jakieś p-pytania co d-do tego? - zapytała się, gdy już praktycznie dochodzili do obozu i syn Owocowej Gałązki by mógł wrzucić rybę na stos i odpowiedzieć całą masą pytań, być może o to, jak jest tam na górze i czemu akurat Srebrna Skórka, a nie złota czy coś w tym rodzaju.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Z zadowolonym uśmieszkiem wchłaniał wszystkie pochwały mistrzyni. Należały mu się, a jak! - HA! Za pierwszym razem, ja to jednak umiem! Będę mistrzem w łowieniu! - powiedział z uśmieszkiem - owy sukces przyczynił się do tego, że łowienie stało się jego ulubioną czynnością.
Po chwili jednak uświadomił sobie swój błąd. - Ach, no tak, zapomniałem! Następnym razem będę już cicho! - powiedział, ściszając znacznie głos, co teraz już nie miało znaczenia - prawdopodobnie spłoszył ryby swoim głosem w promieniu kilkudziesięciu lisich długości.
W ciszy słuchał wykładu mistrzyni i kiwał głową. Nie było to nic, czego nie wiedział, chociaż jak chodzi o wiarę w Gwiezdny Klan... Cóż, sam nie wiedział, że te opowieści o odwiedzinach Gwiezdnych należy przyjmować z dawką sceptyzmu. Mimo wszystko wolał żyć tak, by w razie czego nie trafić do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. Tak na wszelki wypadek. Gdy skończyła mówić, powiedział energicznie: - Nie mam żaaaadnych pytań!
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- B-Będziemy j-jeszcze ć-ćwiczyć łowienie... A-Ale p-podejrzewam, że staniesz s-się najlepszy - powiedziała, chcąc wspierać jego wybujałe w kosmos ego, jeszcze bardziej je podbudowując pochwałami. Nie była typem, który wycierał swoim terminatorem podłogę, wolała dużo chwalić i spokojnie przerabiać wszystko, co mieli do przerobienia, nawet jak wydłużalo to trening i czasami sprawiało, że niepotrzebnie się wlókł, bo Wysoka na przykład zachorowała.
- W... P-Porządku - odpowiedziała, gdy kocurek powiedział, że nie ma żadnych pytań. Widocznie wszystko było dla niego jasne i zapowiada się na dobrego wojownika, jednak Wysoka miała jeszcze zamiar z nim powtórzyć parę podstawowych zagadnień, by utwierdzić się w przekonaniu, że wszystko zostało przerobione i wszystko rudy kocurek pamięta. Na wieść o tym, że zapamięta na następny raz, kiwnęła jedynie głową z uśmiechem, będąc niejako pewna, że Rabarbar wziął sobie do serca uwagę Wysokiej i nie będzie krzyczał podczas łowienia.
- T-To... W-Wymień r-rangi, jakie z-znasz i opisz ich o-obowiązki jeszcze - poleciła swojemu terminatorowi, pozwalając mu wrzucić rybę na stos, ale jednocześnie chodząc za nim niczym cień i słuchajac go uważnie, jakby zaczął coś opowiadać, by nie pominąć żadnego słowa.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Wyprostował się jeszcze mężniej, o ile to w ogóle możliwe, na gadkę o jego "byciu najlepszym" po czym szybko się otrząsnął i wypełnił prośbę Mistrzyni. - A, no rangi, to wiadomo. No to lecąc o tych tyci-tyci, to są kociaki! No, to one, co wiele mają, nic nie mają do roboty... A, nauki mogą mieć od... czwartego księżyca? Ta, chyba czwartego! I jeść mogą najpierw... Razem ze starszyzną... A potem, od szóstego stają się terminatorami! I wtedy to już, no... mają trening z Mistrzami! Jak ja! I muszą wypełniać obowiązki... No i mogą zjeść tylko jak coś zapolują albo dostaną pozwolenie... - wydymał usta - Noooo a potem stają się WOJOWNIKAMI! Haha, nie mogę się doczekać! No ale, do rzeczy... Są mianowani i no, czuwają sobie przez nockę i nie śpią ani nie gadają... brrr! Ale potem mogą trenować terminatorów! A, i są jeszcze terminatorzy Medyka... i oni uczą się na Medyka a Medyk jak to Medyk, leczy ale za to nie może mieć rodziny, jak dobrze pamiętam. No i teraz ten, Zastępca! O może być tylko jak ma jednego terminatora nauczonego! I jest mianowany przez Przywódcę... No a Przywódca wiadomo, rządzi Klanem i w ogóle... I są jeszcze matki! No, to rodzą. No chyba że są Mrozem, to nie rodzą ale się opiekują ogólnie! I jest też starszyzna, czyli stare koty, już z setką księżyców na plecach, to oni nooo... "dzielą się wiedzą." - wystawił lekko jęzor. Nic nie robią, ot co! - No i mają pierwszeństwo do jedzenia, jak kociaki! Dobra, były kociaki, terminatorzy, wojownicy, term Medyka i Medyk sam w sobie, Zastępca i Łeb Klanu, Matki i Starszyzna... Chyba nikogo nie pominąłem? - zapytał z oczekiwaniem Mistrzynię, czekając na jej odpowiedź i ewentualne dopełnienie jego braków w wiedzy.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Na pierwsze pytanie, pewno retoryczne, przytaknęła w potwierdzeniu głową, że kocięta mogą mieć nauki od czwartego księżyca.
- I... N-Nie zapominaj, ż-że t-terminatorzy p-powinni wymieniać m-mech w legowiskach... P-Polują, p-patrolują i uczęszczają n-na treningi... I r-ranga wojownika g-głównie różni się o-odpowiedzialnością i t-tym, że sz-szkoli się terminatorów... P-Przyrzeka się p-pod Mroźną S-Skałą na s-swoje własne życie. M-Medyk t-też j-jest łącznikiem z G-Gwiezdnym Klanem, o-otrzymuje od n-nich wizje. Z-Zastępca o-organizuje p-patrole i kontroluje p-przebieg treningów... I t-też j-jest największą pomocą p-przywódy. P-Przywódca m-ma dar dz-dziewięciu żyć, rządzi k-klanem, o-odprawia c-ceremonie, m-mianuje w-wojowników i terminatorów... J-Jest też r-reprezentacją n-naszego klanu... I k-kotki jako m-matki również mogą się t-tylko opiekować k-kociarnią, c-ciężarnymi i kociętami, n-nie tylko kocury... I p-pominąłeś p-pomocnika medyka. J-Jest to kot, który p-przeszedł swój trening m-medyczny, a-ale w klanie o-obecny jest j-jego mistrz. R-Razem pełnią podobne o-obowiązki, a g-gdy główne m-medyk o-odejdzie lub z-zginie, w-wtedy t-to on zostaje głównym m-medykiem - odpowiedziała, wypuszczając głośno powietrze po ostatnim zdaniu. To się naprodukowała! Było to ciężkie zadanie, ale, proszę bardzo - skończyli rangi. Wysoka nie spodziewała się minimalnych dziur, sądziła, że to jest przypomnienie wiedzy, ale widocznie dobrze, że zrobiła to od nowa. Spojrzała pytająco na rudego, czy nie ma żadnych pytań co do tego tematu.
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151
Mistrz: W-W-Wysoka Fala
Płeć: kocur
Matka: Owocowa Gałązka
Ojciec: Łopianowy Korzeń
Partner: F
Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
- Oj, no, ja to wszystko wiem! Wyleciało mi z głowy przy opowiadaniu! - powiedział podekscytowany, truchtając u boku Mistrzyni. - No, połowę tych rzeczy sam robiłem, z tymi mchami i w ogóle! Tylko te matki no, mnie nie dotyczą. Jeszcze. Hehe! - powiedział, puszczając oczko do rudej kocicy. Nigdy nie wykluczał opcji, by zajmować się kociakami - chociaż woli być wojownikiem, uwielbiał kociaki i mógł się z nimi bawić całe dnie. Właściwie... chętnie by wziął kogo na nauki! - Nie mam żadnych pytań co do tego wszystkiego! - powiedział radośnie, widząc, że patrzy na niego z pytajnikami w oczach - co dawało mu do zrozumienia, że czeka na ewentualne pytania. Był już zbyt podekscytowany tym wszystkim, by podawać cokolwiek w wątpliwość. - I co teraz Wysoka Falo? Czy my już wszystko przerobiliśmy? Czy... Czy to już koniec?! - powiedział, chcąc zabrzmieć wesoło, jednak głos mu się załamał - po tak długim treningu przywiązał się do tych spotkań i czuł, jakby jakiś bardzo ważny etap w jego życiu miał swój koniec. Patrzył tak na nią z dużymi, zełzawionymi oczkami, oczekując jej odpowiedzi.