Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka
Ojciec: Zakurzony Grzbiet
Partner: 2 hot 4 you, 2 old 4 anyone
Czas oraz przygody odcisnęły piętno na wyglądzie Cis. Teraz jej przepiękne, liliowe futro stało się lekko przybrudzone i matowe, wciąż jednak starannie ułożone. Jej długi tułów sprawia, że wygląda smukło, lecz jej krótkie łapy wciąż są takie, jakie były, z tą różnicą, że są teraz silniejsze i lepiej umięśnione. Niestety, na jej tylnej, lewej łapie widnieje długa blizna wzdłuż całej łapy, jako pamiątka po najgorszym dniu jej życia. Ma również kilka blizn na tułowiu i ogonie, jednak ten pozostał przepiękny i zadbany, jako jej duma i chluba, mimo tych blizn. Na jednym z jej drobnych uszek również widnieje blizna, co nieco szpeci jej wizerunek. Jej oczy pozostały złociste i przenikliwe.
Cis jest już starsza, co widać jej wyglądzie, jednak nie po jej oczach. Mimo oderwania jej od jej ukochanego Klanu w jej oczach wciąż błyskają iskierki, trochę optymizmu, trochę naiwnej nadziei. Jednak Cis przez te wszystkie miesiące dojrzała - stała się ostrożniejsza i mądrzejsza, mniej ufna i przede wszystkim - bardzo zdeterminowana. Również życie przez jakiś czas w mieście sprawiło, że jest pewna swoich umiejętności i wyszkolenia jako wojownik, czego nie ukrywa w starciu. Posiada swoją dumę i chodzi wyprostowana, tak, jakby nic nigdy nie mogło już ją złamać.
Rabarbarbarbarowy Korzeń [KR];Księżycowe Jezioro [KR]; Szafranowa Łapa [KG]; Blizna [KR]
Cisowa ziewnęła, czekając przy wejściu do Obozu. Ciekawiło ją, czy Kornik również był tym treningiem podekscytowany tak, jak ona - niby był już trenowany, i to przez samą Gwiazdę. Cis nie miała wątpliwości, że taka zmiana raczej mu się nie podobała - no chyba, że matka dawała mu w kość. Co nie znaczy, że z Cis będzie miał lepiej, hehe. No, i nie można było to też nazwać pełnoprawnym treningiem - nie będzie go prowadziła od deski do deski, jeśli Kornik ma już jakieś podstawy - a jakie ma, to zaraz się dowie. Jeśli będą mieć teorię za sobą, to Cis naprawdę podziękuje Gwiezdnym - bo ta część jest dla niej, i, prawdopodobnie też dla terminatorów, najbardziej nudząca. Co nie znaczy, że jest mniej ważna, wręcz przeciwnie.
Przeciągnęła się. Zdawała sobie sprawę, że jest za wcześnie, jednak nie mogła się powstrzymać - to było silniejsze od niej, a siedzenie w legowisku już jej się sprzykrzyło. Miała tylko nadzieję, że Kornik okaże się być dobrym uczniem, i powiedzmy, jako-tako bezproblemowym. Jej oczy zaszły mgłą, gdy przypomniała sobie swojego brata, którego trenowała - ukłucie w sercu sprawiło, że zadrżała, lecz nie otrząsnęła się ze wspomnień. Był jej oczkiem, jej dumą, jej... bratem. Jej Małą Łapką, który był najcudowniejszym uczniem. Najlepszym.
Nie zamierzała wyłazić ze swoich wspomnień, oj nie - przeskoczyła tylko wcześniej, wspominając trening ze Świetlikową Gwiazdą. Coś, czego nie dałoby się zapomnieć. I jego oczy, świecące w ciemności, gdy trenowali w nocy. Ciarki przeszły jej przez grzbiet na to wspomnienie, a jej samej wymknęło się ciche - Brrr! - mimo tego, że nie było wcale tak chłodno.
<center><div class="tloCisek"><center>
<div class="Cisek1"><span class="Cisuś3">in the Valley of the Dolls we sleep</span> got a hole INSIDE of me
living with identities that do not belong to me • • • in my life I got this far, now I'm r e a d y for the last hurrah dying like a shooting star...</div>
<span class="Cisek2">in the Valley, in the Valley of Dolls</span></div></center></center>
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Kornik zawsze był podekscytowany.
Co prawda nie znał Cisowej Jagody i nie wiedział czego się po niej spodziewać jako mistrzyni. Jednak swoim drobnym żarcikiem na samym początku zdobyła jego sympatię. Niemniej, trochę się denerwował. Spędził poza Klanem dużo czasu i część zasad wywietrzała z jego roztrzepanej głowy. Raczej nie miał już przynieść wstydu nieumiejętnością chodzenia i skradania, ale miał duże wątpliwości co do zapamiętania Kodeksu Wojownika, chociażby. Dlatego w noc po ceremonii męczył swoje siostry, żeby mu go powtórzyły, a potem zapadł w płytki i krótki sen, pełen zapętlonych formułek. Obudził się, kiedy świt już lekko rozświetlał obóz Klanu Rzeki i zerwał się nerwowo na równe łapy, w przekonaniu, że jest spóźniony. Ku wyjściu potruchtał, ziewając rozdzierająco, ale szczęśliwie jego nowa mistrzyni nie poszła sobie, nie umarła, ani nie zamarzła, tylko wciąż go oczekiwała. - Jest ci zimno, Cisowa Jagodo? - Zagaił, a zaraz potem kolejne ziewnięcie rozwarło mu szczęki. - Dzień dobry! Chyba się aż tak bardzo nie spóźniłem, co?
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka
Ojciec: Zakurzony Grzbiet
Partner: 2 hot 4 you, 2 old 4 anyone
Czas oraz przygody odcisnęły piętno na wyglądzie Cis. Teraz jej przepiękne, liliowe futro stało się lekko przybrudzone i matowe, wciąż jednak starannie ułożone. Jej długi tułów sprawia, że wygląda smukło, lecz jej krótkie łapy wciąż są takie, jakie były, z tą różnicą, że są teraz silniejsze i lepiej umięśnione. Niestety, na jej tylnej, lewej łapie widnieje długa blizna wzdłuż całej łapy, jako pamiątka po najgorszym dniu jej życia. Ma również kilka blizn na tułowiu i ogonie, jednak ten pozostał przepiękny i zadbany, jako jej duma i chluba, mimo tych blizn. Na jednym z jej drobnych uszek również widnieje blizna, co nieco szpeci jej wizerunek. Jej oczy pozostały złociste i przenikliwe.
Cis jest już starsza, co widać jej wyglądzie, jednak nie po jej oczach. Mimo oderwania jej od jej ukochanego Klanu w jej oczach wciąż błyskają iskierki, trochę optymizmu, trochę naiwnej nadziei. Jednak Cis przez te wszystkie miesiące dojrzała - stała się ostrożniejsza i mądrzejsza, mniej ufna i przede wszystkim - bardzo zdeterminowana. Również życie przez jakiś czas w mieście sprawiło, że jest pewna swoich umiejętności i wyszkolenia jako wojownik, czego nie ukrywa w starciu. Posiada swoją dumę i chodzi wyprostowana, tak, jakby nic nigdy nie mogło już ją złamać.
Rabarbarbarbarowy Korzeń [KR];Księżycowe Jezioro [KR]; Szafranowa Łapa [KG]; Blizna [KR]
Została brutalnie wyrwana ze swoich zamyśleń, dlatego zamrugała kilka razy i przeniosła wzrok na nowo przybyłego terminatora. Uśmiechnęła się do niego i powiedziała: - Nie, spokojnie, nie jest mi zimno. To futro ma całkiem niezłe właściwości, czasami można w nim znaleźć jakiegoś kociaka. - zamruczała wesoło, przypominając sobie ile razy w przeszłości była oblepiona kociakami, które tuliły się do jej puchatego futerka. Teraz nie było już tak błyszczące i puchate, ale jak na swój wiek trzymało się całkiem dobrze. - Dzień dobry, Korniku. Nie, nie spóźniłeś się, ja tutaj stoję już przed świtem, bo... - zamyśliła się - eh, nie wiem, tak sobie stoję, już za dużo leżę. Obchodzą się ze mną jakbym była już w starszyźnie, ale ja się nie dam tam tak szybko wepchać. Chodź, pochodzimy i rozruszamy moje stare kości, a ty mi opowiesz, co zdążyłeś już opanować podczas treningu i ile świata zwiedziłeś. - wyszczerzyła ząbki, ruszając w stronę wyjścia. Oczywiście zdążyła podpytać niektórych o swojego terminatora, i jak się okazało, cechę "miłości" do podróży dzielili oboje. Ma tylko nadzieję, że wtedy nie spoczął na laurach.
<center><div class="tloCisek"><center>
<div class="Cisek1"><span class="Cisuś3">in the Valley of the Dolls we sleep</span> got a hole INSIDE of me
living with identities that do not belong to me • • • in my life I got this far, now I'm r e a d y for the last hurrah dying like a shooting star...</div>
<span class="Cisek2">in the Valley, in the Valley of Dolls</span></div></center></center>
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Odpowiedział uśmiechem, a zaraz postawił czarne uszy na sztorc.
- NO CO TY?! Mogę sprawdzić?! - Wygiął wargi w zgrabne "o" i nie czekając na pozwolenie, uniósł łapę i zanurzył ją w liliowe futerko. Jednak wbrew oczekiwaniom palce wcale nie schowały się głęboko, zanim dotknęły skóry wojowniczki. Na pewno nie na tyle, by móc tam ukryć kociaka. - Ty... ty żartujesz, tak? - Nagle zdał sobie z tego sprawę i cofnął łapę, kładąc po sobie uszy. Uch co za upokorzenie na sam początek! Jedyne czym mógł się wytłumaczyć to swoje zaspanie i w związku z tym wolną reakcję mózgu, ale byłby to argument tak mocno na granicy kłamstwa, że prawdomówny z natury Konik po niego nie sięgnął. Zamiast tego szybko postanowił zmienić temat i zająć uwagę Jagody czymś innym.
- Nie wyglądasz jakbyś miała zaraz upaść i umrzeć, więc czemu miałabyś dołączyć do starszyzny! - Skomentował głośno. Mama była raczej starsza niż wojowniczka, a wciąż nie brakowało jej sił na bycie Gwiazdą i chyba tylko szaleniec mógłby jej zaproponować przejście do starszyzny. Kocurek wyobrażałby sobie, że cios jaki by wtedy otrzymał sugerujący, szybko wybiłby mu z łba takie absurdalne pomysły. - Miałem trening z mamą, jak pewnie wiesz. - Zaczął opowieść, ruszając za Cisową Jagodą i intensywnie wytężając pamięć. - Przerabialiśmy baaaardzo dużo teorii... A potem uczyła mnie skradać się i polować, ale tak szczerze mówiąc nie jestem w tym za dobry, chociaż trochę polowałem potem, jak mieszkałem na osiedlu! No bo właśnie zaszedłem aż po siedlisko koni, a potem mieszkałem trochę księżyców wśród dwunogów, ale nie myśl sobie, że dałem się zabrać do obrzynacza, albo coś takiego, starałem się też nie jeść tych ich króliczych bobków i nie nosiłem też obroży! Widziałem tam dużo potworów i dwunogów, rozmawiałem też z kotami stamtąd, mają wiele ciekawych historii do opowiedzenia. Ale tak szczerze to nie ma to jak w domu! - Wpadł w lekki słowotok, który zakończył szerokim uśmiechem. - Oh, i byłem też z mamą na wyprawie do tej Sadzawki, przez którą mówią Gwiezdni! To w przeciwną stronę niż Siedlisko Koni! Wtedy też pierwszy raz przechodziłem przez Grzmiącą Ścieżkę! - Pochwalił się. W końcu nie każdy odprowadzał przyszłą Gwiazdę na miejsce spotkań z Gwiezdnymi.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka
Ojciec: Zakurzony Grzbiet
Partner: 2 hot 4 you, 2 old 4 anyone
Czas oraz przygody odcisnęły piętno na wyglądzie Cis. Teraz jej przepiękne, liliowe futro stało się lekko przybrudzone i matowe, wciąż jednak starannie ułożone. Jej długi tułów sprawia, że wygląda smukło, lecz jej krótkie łapy wciąż są takie, jakie były, z tą różnicą, że są teraz silniejsze i lepiej umięśnione. Niestety, na jej tylnej, lewej łapie widnieje długa blizna wzdłuż całej łapy, jako pamiątka po najgorszym dniu jej życia. Ma również kilka blizn na tułowiu i ogonie, jednak ten pozostał przepiękny i zadbany, jako jej duma i chluba, mimo tych blizn. Na jednym z jej drobnych uszek również widnieje blizna, co nieco szpeci jej wizerunek. Jej oczy pozostały złociste i przenikliwe.
Cis jest już starsza, co widać jej wyglądzie, jednak nie po jej oczach. Mimo oderwania jej od jej ukochanego Klanu w jej oczach wciąż błyskają iskierki, trochę optymizmu, trochę naiwnej nadziei. Jednak Cis przez te wszystkie miesiące dojrzała - stała się ostrożniejsza i mądrzejsza, mniej ufna i przede wszystkim - bardzo zdeterminowana. Również życie przez jakiś czas w mieście sprawiło, że jest pewna swoich umiejętności i wyszkolenia jako wojownik, czego nie ukrywa w starciu. Posiada swoją dumę i chodzi wyprostowana, tak, jakby nic nigdy nie mogło już ją złamać.
Rabarbarbarbarowy Korzeń [KR];Księżycowe Jezioro [KR]; Szafranowa Łapa [KG]; Blizna [KR]
Cisowa Jagoda kompletnie się tego nie spodziewała. Patrzyła na ucznia, gdy ten szukał kociaka w jej futrze z wyrazem najgłębszego szoku na pyszczku, a jej brwi zawędrowały prawie do samego Gwiezdnego Klanu. Mimo to ciężko było jej powstrzymać śmiech i gdy Kornik zorientował się, że wziął jej słowa na poważnie, Cis odwróciła pysk i krótko parsknęła, po czym odwróciła głowę z powrotem, tym razem już zachowując powagę. Nie na długo, bo po kolejnym komentarzu znów parsknęła. - Tak, dobrze wiedzieć ze tak nie wyglądam, chociaż większość, gdy dowiaduje się mojego wieku, ma ochotę krzyknąć "Ale jesteś stara!" Oczywiście, zamiast tego słyszę: "Niebywałe, że na ten wiek wyglądasz tak dobrze!" Nie oszukają mnie, sama o sobie bym tak powiedziała! - zarechotała.
Kiwała głową, słuchając słowotoku Kornika. Z pewnością nie będą się nudzić na treningu, jeśli jest z niego taka trajkotka. - Ja przybyłam od stron Łan Rzepaku. Wyprawa do "tej Sadzawki" to zaszczyt, aczkolwiek jeśli musiałabym znów przechodzić przez Grzmiącą, to raczej bym sobie odpuściła. Koniec końców to przez Potwora Dwunogów zniknęłam na 40 księżyców. - mruknęła poirytowana na wspomnienie tego dnia. Jakie było jej przerażenie, gdy musiała się wydostać z osiedla pełnego takich Grzmiących Ścieżek. - Dobra, skoro miałeś dużo teorii, to trochę cię przepytam. Jeśli stwierdzę, że faktycznie masz to opanowane, będziemy mogli przejść do praktyki i trochę powalczymy. Pasuje ci ten układ? - zapytała wesoło. Lubiła iść na ugodę z uczniami. Każdy miał coś, na co najchętniej był nastawiony. - Jedziemy z czymś prostym. Dajesz wszystko, co wiesz o rangach. - powiedziała z uśmiechem wiedząc, że nie będzie musiała go zachęcać do rozgadania się.
<center><div class="tloCisek"><center>
<div class="Cisek1"><span class="Cisuś3">in the Valley of the Dolls we sleep</span> got a hole INSIDE of me
living with identities that do not belong to me • • • in my life I got this far, now I'm r e a d y for the last hurrah dying like a shooting star...</div>
<span class="Cisek2">in the Valley, in the Valley of Dolls</span></div></center></center>
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
- Na czterdzieści księżyców?! - Wykrzyknął zaskoczony, wytrzeszczając na Jagodę pomarańczowe ślepia. Nawet przy jego ujemnych zdolnościach ogarniania czasoprzestrzeni i braku umiejętności określenia ile samemu był poza Klanem i ile księżyców żyje, rozumiał, że podana przez Cis liczba była raczej duża.
- To prawie dwa obiegi pór! Strasznie długo! W jaki sposób to się stało, opowiesz? - W rdzawych tęczówkach zatańczyły iskierki zainteresowania. Kornik nawet przestał się interesować wszystkim wkoło i rozglądać, co oczywiście poskutkowało tym, że zaraz potknął się o jakiś wystający korzeń. W miarę szybko pozbierał wszystkie kończyny do ładu i składu, i tylko odchrząknął lekko, udając, że w ogóle się to nie zdarzyło.
- Noooo, możemy spróbować. Chociaż jestem ciekaw jak pójdzie mi z walką! - Jak tak źle jak z polowaniem to faktycznie mogą nie zdążyć przed śmiercią Cis...
Kocurek przełknął ślinę, szykując się na przepytywanie, ale na pierwszy ogień poszło coś łatwego. Rangi! Uśmiechnął się pod nosem. To akurat nie powinno sprawić mu trudności, bo nawet przy swojej słabej pamięci, obracał się wśród tematu tak często, że siłą rzeczy nie dało się tego zapomnieć. - No dobra! To idąc od góry jest przywódca, który rządzi całym Klanem, prowadzi ceremonie na terminatorów i wojowników, przydziela mistrzów i ma dziewięć żyć, które otrzymuje od samego Gwiezdnego Klanu! Przywódcą się jest dożywotnio i u nas jest nim Czerwona Gwiazda, moja mama! Następny jest zastępca, który pomaga przywódcy w ogarnianiu Klanu i zajmuje się patrolami. Po śmierci przywódcy sam udaje się do Sadzawki i zostaje kolejną Gwiazdą. Żeby zostać zastępcą trzeba wytrenować terminatora. Zastępcą w Klanie Rzeki jest Ćma, moja siostra! - Wyszczerzył kiełki. Kiedyś zastanawiał się jak to możliwe, że jego matka tyle mówi, a nie zasycha jej przy tym w gardle. Teraz sam wyrzucał z siebie słowotok i owszem, zaczynał lekko chrypieć, ale nie przeszkadzało mu to kontynuować. Tyle, że przerwy między słowami robiły się co raz mniej wyraźne i zaczynał gubić literki "r" jak za czasów kocięcych. - Dalej jest medyk, któy leczy koty, zbiea zioła i ma podobno specjalny kontakt z Gwiezdnym Klanem i czasem miewa wizje, ale mama mówiła, że też spotkała się z pzodkami, więc nie wiem czy to takie wyjątkowe... U nas medykiem jest Księżycowy Pył, Ćma mi mówiła, że Łososiowa Łuska już umał, ale nie wiem czy Księżycowy Pył ma jakiegoś pomocnika, czy teminatoa? W każdy azie, w Klanie są jeszcze teminatozy jak ja, co się uczą na wojowników, mają tening i nie mogą bać ze stosu nic póki sami nie upolują i nie wyzywią się stasi i kocięta. Teminatozy mają imiona ze członem "Łapa". Wojownikiem się zostaje po skończeniu teningu, mianuje ich Gwiazda, a ich obowiązkiem są polowania, patole i obona Klanu. Zostają jeszcze kocięta i matki, no to wiadomo kocięta to maluchy, a matki opiekują się nimi. No i stasi, o któych mówiliśmy, a do któych ty się jeszcze nie nadajesz. Sapnął głośno, nabierając w końcu pełny oddech. Wydawało mu się, że wyczerpał temat, ale może jednak coś pominął? Tyle tych faktów i szczegółów...
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka
Ojciec: Zakurzony Grzbiet
Partner: 2 hot 4 you, 2 old 4 anyone
Czas oraz przygody odcisnęły piętno na wyglądzie Cis. Teraz jej przepiękne, liliowe futro stało się lekko przybrudzone i matowe, wciąż jednak starannie ułożone. Jej długi tułów sprawia, że wygląda smukło, lecz jej krótkie łapy wciąż są takie, jakie były, z tą różnicą, że są teraz silniejsze i lepiej umięśnione. Niestety, na jej tylnej, lewej łapie widnieje długa blizna wzdłuż całej łapy, jako pamiątka po najgorszym dniu jej życia. Ma również kilka blizn na tułowiu i ogonie, jednak ten pozostał przepiękny i zadbany, jako jej duma i chluba, mimo tych blizn. Na jednym z jej drobnych uszek również widnieje blizna, co nieco szpeci jej wizerunek. Jej oczy pozostały złociste i przenikliwe.
Cis jest już starsza, co widać jej wyglądzie, jednak nie po jej oczach. Mimo oderwania jej od jej ukochanego Klanu w jej oczach wciąż błyskają iskierki, trochę optymizmu, trochę naiwnej nadziei. Jednak Cis przez te wszystkie miesiące dojrzała - stała się ostrożniejsza i mądrzejsza, mniej ufna i przede wszystkim - bardzo zdeterminowana. Również życie przez jakiś czas w mieście sprawiło, że jest pewna swoich umiejętności i wyszkolenia jako wojownik, czego nie ukrywa w starciu. Posiada swoją dumę i chodzi wyprostowana, tak, jakby nic nigdy nie mogło już ją złamać.
Rabarbarbarbarowy Korzeń [KR];Księżycowe Jezioro [KR]; Szafranowa Łapa [KG]; Blizna [KR]
Nie mogła powstrzymać się od dygnięcia, gdy Kornik wykrzyknął swoje słowa. Był... dosyć głośny. Co Cisowej nie przeszkadzało - lepiej, że był głośny, niż gdyby miał nic nie mówić. Westchnęła cichutko, czując, że znowu będzie musiała opowiadać historię, którą powtarzała kilkadziesiąt razy, odkąd tu wróciła. - Jesteśmy na treningu... Więc opowiem ją w dużym skrócie. - zatrzymała się, widząc spektakularną glebę Kornika, po czym uśmiechnęła i ruszyła znowu, w stronę granicy z Klanem Wichru. - To było jeszcze na starych terenach. Byłam na polowaniu i spotkałam borsuka. Odciął mi drogę, a ja uciekałam po prostu, gdzie się dało i w ten sposób musiałam uciekać przez Grzmiącą Ścieżkę. Nie miałam wiele szczęścia, bo Potwór potrącił mnie i rozwalił łapę. - uniosła lekko tylną łapę, na której widniała podłużna blizna. - Dwunóg zabrał mnie ze sobą, wyleczył, a ja, gdy doszłam do siebie, uciekłam i szukałam drogi z powrotem do Klanu. - zakończyła, zerkając na ucznia. Resztę opowieści już zna. - To już moja w tym głowa, żeby poszło ci dobrze. Może nie od razu, ale będziemy ćwiczyć. - uśmiechnęła się zachęcająco.
Kiwała głową, po czym odezwała się. - Dobrze, bo już myślałam, że teorię wywiało ci z łba. Terminatorem Medyka w naszym Klanie jest Barwna Łapa. Oprócz tego przeoczyłeś informację, że po śmierci Przywódcy nowy Zastępca musi być mianowany do czasu, zanim księżyc sięgnie nieba. - kiwnęła głową raz i drugi. Tak, zdaje się, że rangi są wyjaśnione. - Dużo się nagadałeś, więc ja przypomnę ci Kodeks Wojownika. Oczywiście, jak będziesz miał jakieś pytania, to możesz śmiało mi przerywać. - mrugnęła do Kornika. - Najważniejsze: broń swojego Klanu. Musisz być wobec niego lojalny i w przypadku walki żadna przyjaźń między klanowa nie może stanąć na twojej drodze. Zakazane jest włażenie na tereny obcego Klanu ani tym bardziej - polowanie na nich. Dlatego zaraz zaznajomimy się z granicami, żebyś przypadkiem nie poleciał za daleko na spacerku. O kolejnej zasadzie już wspomniałeś: kociaki i starszyzna jest pierwsza do jedzenia. Tylko ten przywilej podoba mi się w starszyźnie, ale i tak mnie tam szybko nie wepchną. No, i nie możesz zjeść dopóki coś nie upolujesz albo ja ci nie pozwolę. Hehe. - mrugnęła zawadiacko - Polujemy, by się pożywić. Nie zabijamy dla zabawy. Żeby zostać terminatorem, trzeba mieć 6 księżyców na grzbiecie. Nie dosłownie. Po prostu, wiesz, trzeba być tyle starym. - odchrząknęła. Mimo wszystko Kornik wziął na poważnie jej żart z kociakami w futrze. - Gdy zostaniesz mianowany na wojownika, musisz odbyć milczące czuwanie przez jedną noc. I wyobrażam sobie, że możesz mieć z tym problemy. Dla mnie to była katorga. - zwilżyła wargi - Zastępca musi mieć przynajmniej jednego wytrenowanego terminatora i zostaje Przywódcą po śmierci poprzedniego. Czy masz jakieś pytania? - zapytała, korzystając z tego, że może sobie zrobić przerwę od gadania. Od dłuższego czasu tyle nie nawijała.
<center><div class="tloCisek"><center>
<div class="Cisek1"><span class="Cisuś3">in the Valley of the Dolls we sleep</span> got a hole INSIDE of me
living with identities that do not belong to me • • • in my life I got this far, now I'm r e a d y for the last hurrah dying like a shooting star...</div>
<span class="Cisek2">in the Valley, in the Valley of Dolls</span></div></center></center>
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Rozumiał doskonale, że powtarzanie w kółko tej samej historii mogło być męczące, ale i tak chciał ją usłyszeć. Był zresztą wdzięcznym słuchaczem i z pełnym zaangażowanie uczestniczył w opowieści. Kolejny raz wybałuszył oczy, widząc dużą i wyraźną bliznę na kończynie mistrzyni. Nie mógł jej porównywać ze swoimi drobnymi śladami na łapach! - Ta rana musiała strasznie boleć, co? - Palnął niedelikatnie. - A teraz, dokucza ci?
Kiedyś obiło mu się o uszy, że takie stare i duże rany nie goiły się tak do końca i mogły przeszkadzać nawet wiele księżycy później. Widział to chociażby u Łososiowej Łuski, który kulał na jedną z przednich łap, chociaż nigdy nie miał okazji go zapyta, co taka naprawdę mu się stało... Na pewno by nie omieszkał, nawet jeżeli pomarańczowooki medyk nie był tak przystępny i sympatyczny jak Cisowa Jagoda.
Kocurek pokiwał dużym łbem, przyswajając uzupełnione przez liliową kocicę fakty. Nie znał Barwnej Łapy, ale to nie było nic zaskakującego, bo powrocie nie rozpoznawał przynajmniej połowy pyszczków. Za to na wieść, że w przypadku Kodeksu tym razem rozgada się Cisowa Jagoda, odetchnął z bardzo wyraźną ulgą. - Wszystko jasne! - Potwierdził na koniec. - Ale hej, dzięki twojej wersji chyba jeszcze lepiej wszystko zapamiętam! - Wyszczerzył kiełki. Wojowniczka przedstawiła Kodeks bardziej... przystępnie. Kornikowa Łapa nawet zaśmiał się w kilku miejscach z powodu jej kwiecistych porównań.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka
Ojciec: Zakurzony Grzbiet
Partner: 2 hot 4 you, 2 old 4 anyone
Czas oraz przygody odcisnęły piętno na wyglądzie Cis. Teraz jej przepiękne, liliowe futro stało się lekko przybrudzone i matowe, wciąż jednak starannie ułożone. Jej długi tułów sprawia, że wygląda smukło, lecz jej krótkie łapy wciąż są takie, jakie były, z tą różnicą, że są teraz silniejsze i lepiej umięśnione. Niestety, na jej tylnej, lewej łapie widnieje długa blizna wzdłuż całej łapy, jako pamiątka po najgorszym dniu jej życia. Ma również kilka blizn na tułowiu i ogonie, jednak ten pozostał przepiękny i zadbany, jako jej duma i chluba, mimo tych blizn. Na jednym z jej drobnych uszek również widnieje blizna, co nieco szpeci jej wizerunek. Jej oczy pozostały złociste i przenikliwe.
Cis jest już starsza, co widać jej wyglądzie, jednak nie po jej oczach. Mimo oderwania jej od jej ukochanego Klanu w jej oczach wciąż błyskają iskierki, trochę optymizmu, trochę naiwnej nadziei. Jednak Cis przez te wszystkie miesiące dojrzała - stała się ostrożniejsza i mądrzejsza, mniej ufna i przede wszystkim - bardzo zdeterminowana. Również życie przez jakiś czas w mieście sprawiło, że jest pewna swoich umiejętności i wyszkolenia jako wojownik, czego nie ukrywa w starciu. Posiada swoją dumę i chodzi wyprostowana, tak, jakby nic nigdy nie mogło już ją złamać.
Rabarbarbarbarowy Korzeń [KR];Księżycowe Jezioro [KR]; Szafranowa Łapa [KG]; Blizna [KR]
- Czy ja wiem... czasami czuję ukłucie bólu. Ale Dwunogi dosyć konkretnie się tym zajęli. To było okropne, zabierali mnie gdzieś i tak trzymali, a inne Dwunogi coś robili mi z tą łapą... Brrr. - zadrżała na samą myśl. Wtedy żegnała się z życiem. Chociaż wtedy żegnała się z nim już od dłuższego czasu, licząc spotkanie z borsukiem.
Nie odbierała pytań Kornika za niedelikatne. Były po prostu pytaniami, które zwyczajnie nie wszyscy zadawali. I była to dosyć miła odmiana. Nie była kociakiem, nie trzeba się z nią obchodzić jak z jajkiem. Życie zdążyło już ją trochę zahartować.
Z zadowoleniem zauważyła fakt, że Kornik naprawdę dobrze słucha. Był ewidentnie zaangażowany, co Cis odebrała za duży plus. Zwykle teoria nie spotyka się z większym zainteresowaniem. Z radością machnęła ogonem na komplement, który usłyszała. - Dziękuję! Skoro podoba ci się taki sposób oraz nie masz żadnych pytań, możemy kontynuować Kodeks. Na czym to stanęliśmy... - zamyśliła się - Ach, Przywódcy-Zastępcy i tak dalej. Później było o mianowaniu Zastępcy... to już wiesz... Zgromadzenia! Zwykle odbywały się podczas pełni, gdy Przywódcy sobie tego zażyczyli. Miejscem są Cztery Dęby. Wiesz, żeby nie było na żadnych terenach. Niestety, nie miałam okazji na żadnym być i z tego co wiem, to raczej już ich nie organizują... A chętnie bym obejrzała, jak się przekrzykują. Czterech Przywódców na neutralnym gruncie? Mmmmm! - zamruczała z wrednym uśmieszkiem. Cis to wciąż stara plotkara. - No, a jak chodzi o obowiązki wojowników: granice muszą być codziennie patrolowane i sprawdzane. Myślę, że nie muszę mówić, co robić z nieproszonymi kotami. - milczała chwilę. Może dla pewności jednak powie. - Przegnić, nie zabijać, spokojnie. - zachichotała - To kolejny punkt - nie trzeba zabijać. No chyba, że w swojej obronie. - jej oczy zaszły mgłą. Tak, czasami jest to konieczne. - Kociaki! Kociaki są czymś, wobec czego nie można przejść obojętnie - i nie tylko dlatego, że są słodkie i w ogóle, ale Kodeks zobowiązuje cię, do zaopiekowania się nimi - nie możesz ich zostawić w potrzebie, nawet jeśli byłby to kociak z innego Klanu. Słowo twojej mamy jest prawem. W sensie, nie tylko twojej mamy - ogólnie Przywódcy. Ale tak, aktualnie rzecz biorąc, jej słowo jest prawem. Do tego nie trzeba Kodeksu, nikt o zdrowych zmysłach nie próbowałby jej się sprzeciwić! - uśmiechnęła się. Szanowała Czerwoną Gwiazdę i jednocześnie zdawała sobie sprawę z potęgi, jaka ta kocurzyca dzierży w swoich łapach. - I ostatni punkt. Idealnie pasujący do ciebie! Wojownik. Odrzuca. Życie. Pieszczoszka. Czyli dokładnie to, co ty zrobiłeś! I właściwie też i ja. Wybraliśmy Klan. - mrugnęła z uśmiechem. - Czy masz jakieś pytania? - powiedziała, zatrzymując się. Za chwilę zrobią sobie małe ćwiczenia.
<center><div class="tloCisek"><center>
<div class="Cisek1"><span class="Cisuś3">in the Valley of the Dolls we sleep</span> got a hole INSIDE of me
living with identities that do not belong to me • • • in my life I got this far, now I'm r e a d y for the last hurrah dying like a shooting star...</div>
<span class="Cisek2">in the Valley, in the Valley of Dolls</span></div></center></center>
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Pokiwał łbem ze zrozumieniem. Co prawda "jego dwunogi" nigdzie go nie zabierali i niespecjalnie się zajęli ranami - popsikali je tylko czymś co strasznie piekło i za co miał ochotę im wydrapać oczy. Jednak żyjąc na osiedlu nasłuchał się trochę historii o tym jakie urazy łatali dwunodzy i niejednokrotnie były to rzeczy, nad którymi Klanowy medyk tylko modliłby się do Gwiezdnego Klanu, nie mogąc za wiele pomóc. Niestety, nie dało się wyciągnąć żadnej wiedzy od ludzi, a i obserwacje na nic by się zdały. Chociaż akurat takie zdolności leczenia, jakkolwiek zostawiające trochę traumy, przydałyby się Klanowym kotkom.
Nie mniej - tak jak powiedziała Cisowa Jagoda - odrzucili wygodne życie pieszczoszka. Przetrwanie w lesie wiązało się z różnymi trudami, jak chociażby wyżej wymieniony brak dostępu do zaawansowanej opieki medycznej, ale Kornikowa Łapa nie miał wątpliwości, ze wybrał słusznie. Jednak to tutaj się urodził i przynależał, nie do tego szarego świata osiedla dwunogów. - Czy za twojego życia było chociaż jedno zgromadzenie? - Zapytał, mrużąc w zastanowieniu oczy. W natłoku punktów, zapomniał o to spytać matki, gdy przerabiali Kodeks. Ten punkt wydawał mu się kompletnie bezsensowny, skoro od wielu księżyców nie miał żadnego zastosowania.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka
Ojciec: Zakurzony Grzbiet
Partner: 2 hot 4 you, 2 old 4 anyone
Czas oraz przygody odcisnęły piętno na wyglądzie Cis. Teraz jej przepiękne, liliowe futro stało się lekko przybrudzone i matowe, wciąż jednak starannie ułożone. Jej długi tułów sprawia, że wygląda smukło, lecz jej krótkie łapy wciąż są takie, jakie były, z tą różnicą, że są teraz silniejsze i lepiej umięśnione. Niestety, na jej tylnej, lewej łapie widnieje długa blizna wzdłuż całej łapy, jako pamiątka po najgorszym dniu jej życia. Ma również kilka blizn na tułowiu i ogonie, jednak ten pozostał przepiękny i zadbany, jako jej duma i chluba, mimo tych blizn. Na jednym z jej drobnych uszek również widnieje blizna, co nieco szpeci jej wizerunek. Jej oczy pozostały złociste i przenikliwe.
Cis jest już starsza, co widać jej wyglądzie, jednak nie po jej oczach. Mimo oderwania jej od jej ukochanego Klanu w jej oczach wciąż błyskają iskierki, trochę optymizmu, trochę naiwnej nadziei. Jednak Cis przez te wszystkie miesiące dojrzała - stała się ostrożniejsza i mądrzejsza, mniej ufna i przede wszystkim - bardzo zdeterminowana. Również życie przez jakiś czas w mieście sprawiło, że jest pewna swoich umiejętności i wyszkolenia jako wojownik, czego nie ukrywa w starciu. Posiada swoją dumę i chodzi wyprostowana, tak, jakby nic nigdy nie mogło już ją złamać.
Rabarbarbarbarowy Korzeń [KR];Księżycowe Jezioro [KR]; Szafranowa Łapa [KG]; Blizna [KR]
Gdy teraz Cis się nad tym zastanawiała, jej Dwunogi nie byli najgorsi. Mimo wszystko nie zostawili jej rozjechanej na drodze, chociaż wolała, aby tak to się skończyło - znaleźli by jej ciało, zamiast rozmyślać, czy Cis faktycznie uciekła z Klanu. To było druzgocące dla niej - sama myśl, że Przywódcy mogło przejść coś takiego przez myśl. Jeśli jednak jest teraz na Srebrnej, wie wszystko. Wszystko. Nawet to, co zrobiłam. Wiem, jak mnie uczyłeś. Pamiętam to. Ale... to było konieczne, prawda? Powiedz, że tak...
Jakkolwiek dobrzy byliby dla niej Dwunodzy, Cis nie zamierzała zostawać na ich osiedlu - za żadne skarby nie mogliby jej przekupić. Wiedziała, że musi wrócić, nawet jeśli zastałaby tylko zgliszcza Klanu. - Świetlikowa Gwiazda opowiadał mi o Zgromadzeniu, właściwie tym, które zostało przerwane przez Gwiezdnych. Jeśli podczas mojej nieobecności nie było żadnych, to nie, za mojego życia nie było takiego. A szkoda. - westchnęła krótko. - Wiesz, kto pełni najważniejsze funkcje w poszczególnych Klanach? - zapytała go, jednocześnie oczekując, że wymieni odpowiednie imiona.
Doszli już do Wilgotnych Skałek, gdzie Cis nie zwolniła - wskoczyła na pierwszy, suchy głaz z gracją, po czym przeskakiwała kolejne, aż w końcu dotarła na ląd. Wtedy odwróciła się i poczekała, aż uczeń ją dogoni.
<center><div class="tloCisek"><center>
<div class="Cisek1"><span class="Cisuś3">in the Valley of the Dolls we sleep</span> got a hole INSIDE of me
living with identities that do not belong to me • • • in my life I got this far, now I'm r e a d y for the last hurrah dying like a shooting star...</div>
<span class="Cisek2">in the Valley, in the Valley of Dolls</span></div></center></center>
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
- Dlaczego Gwiezdni przerwali tamto zgromadzenie, co? - Zastrzygł uszami Kornik. Bezpośrednia ingerencja przodków musiała być... spektakularna. Czarnofutry chętnie spotkałby się z jakimś kotem ze Srebrnej Skórki i wypytał jak wygląda życie po śmierci. Może z wujkiem Świetlikiem? Albo z którąś z ciotek - Śliwką, albo Pierzak? Co prawda na ziemi zostało jeszcze wiele ciekawych person do poznania, ale jednak pewna tęsknota za tymi, którzy odeszli pozostawała. Nawet w kimś tak beztroskim jak Kornikowa Łapa.
Maszerował dziarsko u boku mistrzyni i po incydencie na samym początku treningu, udawało mu się chwilowo przeżyć bez żenującego potykania się. Powoli odświeżał sobie w głowie dawno niewidziane, ale przecież znajome ścieżki i co kilka uderzeń serca toczył pomarańczowym wzrokiem po otoczeniu, szukając nowych i starych punktów. - Szczerzeee - Odpowiedział wolno. Przeciągnięte słowo zawisło w powietrzu, gdy Kornik przygiął łapy, by przyszykować się do susów po wilgotnych skałkach. Zajęty pytaniem Cis, zapomniał pomyśleć o strachu przed potknięciem się. I może dzięki temu o suchej łapie wylądował po drugiej stronie. - to nie mam pojęcia. Kiedyś znałem jakieś imiona, ale to chyba już dawno i nieprawda!
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka
Ojciec: Zakurzony Grzbiet
Partner: 2 hot 4 you, 2 old 4 anyone
Czas oraz przygody odcisnęły piętno na wyglądzie Cis. Teraz jej przepiękne, liliowe futro stało się lekko przybrudzone i matowe, wciąż jednak starannie ułożone. Jej długi tułów sprawia, że wygląda smukło, lecz jej krótkie łapy wciąż są takie, jakie były, z tą różnicą, że są teraz silniejsze i lepiej umięśnione. Niestety, na jej tylnej, lewej łapie widnieje długa blizna wzdłuż całej łapy, jako pamiątka po najgorszym dniu jej życia. Ma również kilka blizn na tułowiu i ogonie, jednak ten pozostał przepiękny i zadbany, jako jej duma i chluba, mimo tych blizn. Na jednym z jej drobnych uszek również widnieje blizna, co nieco szpeci jej wizerunek. Jej oczy pozostały złociste i przenikliwe.
Cis jest już starsza, co widać jej wyglądzie, jednak nie po jej oczach. Mimo oderwania jej od jej ukochanego Klanu w jej oczach wciąż błyskają iskierki, trochę optymizmu, trochę naiwnej nadziei. Jednak Cis przez te wszystkie miesiące dojrzała - stała się ostrożniejsza i mądrzejsza, mniej ufna i przede wszystkim - bardzo zdeterminowana. Również życie przez jakiś czas w mieście sprawiło, że jest pewna swoich umiejętności i wyszkolenia jako wojownik, czego nie ukrywa w starciu. Posiada swoją dumę i chodzi wyprostowana, tak, jakby nic nigdy nie mogło już ją złamać.
Rabarbarbarbarowy Korzeń [KR];Księżycowe Jezioro [KR]; Szafranowa Łapa [KG]; Blizna [KR]
- Ohoho. - zarechotała Cis, czując że, w tej kwestii się porozumieją. Takie akcje były najlepsze! - Sytuacja wyglądała tak, że - wzięła oddech. Pamiętała wszystko z tej akcji. Poza tym, to był jej pierwszy trening ze Świetlikiem. Tego się nie zapomina. - Przywódczyni Klanu Cienia przyprowadziła na Zgromadzenie Romantyczną Łapę. - parsknęła cichutko, przypominając sobie ten szczegół. Wciąż uważa, że to imię jest dosyć zabawne! - No i wtedy zaczęła się nieprzyjemna sytuacja, bo Romantyczna Łapa był wyrzucony wcześniej z naszego Klanu, zaś w Cieniu nazywali go... jakoś Niedźwiedź...Coś... Nieważne! Został wyrzucony przez Błędne Światło, który wtedy był Zastępcą. NO I ten Romantyk cały... miał jeszcze romans z Medyczką Wichru, a ich kociaki były porozdzielane między te Klany... No i mamy akcję na trzy Klany! Było blisko do jakiejś mordo bitki, ale Gwiezdni powiedzieli "dosyć tego", zasłonili księżyc i spadać do Obozów, koniec Zgromadzenia! - na koniec wystawiła jęzor, wesoło wspominając historię. Długo układała ją w myślach, gdy ją usłyszała, nie mogąc załapać wszystkich skomplikowanych relacji rodzinnych, ale jednocześnie była to na tyle ciekawa historia, że Cis nie mogła o niej zapomnieć. Poza tym, wspomnienia treningu były jedną z niewielu rzeczy, jakie podtrzymywały jej psychikę podczas powrotu. - No to cienko! - skwitowała niezadowolona, patrząc na ucznia - Miałam nadzieję, że mnie wyręczysz z mówienia, bo imię Przywódczyni z Cienia zawsze mnie rozbraja. No dobra, na pewno wiesz że twoja mama, Czerwona Gwiazda, to Przywódczyni. Twoja siostra, Ćmi Zmierzch, to Zastępczyni. Szkoda że nie jesteś Medykiem, już byłaby cała rodzinka na najlepszych miejscach! Ale nie, Księżycowy Pył jest. Jej terminatorem jest Barwna Łapa. - zrobiła chwilę przerwy, pozwalając uczniowi na przetrawienie informacji. - Przejdźmy do Klanu Wichru, z którym graniczymy, o, właśnie tutaj. - zatrzymała się, czując obcy zapach. Byli dokładnie tam, gdzie patrole zaznaczają granice. Skręciła, idąc wzdłuż niej, pilnując, by Kornik nie wyleciał gdzieś za daleko. - Malinowa Gwiazda. Bardzo smacznie. Jej zastępcą jest Sokoli Cień, zaś Lśniąca Sadzawka to ich Medyk. Śliczne imię zresztą. Ma ona dwóch terminatorów - Krwawnikową i Olchową Łapę. Nadążasz? - zapytała, woląc się upewnić. Dla młodego to sporo imion do przetrawienia. Sama Cis musiała chwilę je powtarzać, po powrocie zapoznając się z Klanowymi nowościami.
<center><div class="tloCisek"><center>
<div class="Cisek1"><span class="Cisuś3">in the Valley of the Dolls we sleep</span> got a hole INSIDE of me
living with identities that do not belong to me • • • in my life I got this far, now I'm r e a d y for the last hurrah dying like a shooting star...</div>
<span class="Cisek2">in the Valley, in the Valley of Dolls</span></div></center></center>
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110
Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda
Płeć: kocur
Matka: Czerwony Mak
Ojciec: idk
Partner: Zachód
Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
- No nieźle! - Podsumował Kornik i radośnie majtnął ogonem. - Tym bardziej szkoda, że nie robi się już zgromadzeń, kto wie co by się teraz działo! - Kocurek nie był jakimś fanatykiem dram, ale obserwowanie niektórych kłótni naprawdę sprawiało nie lada frajdę! No i zaraz się miało temat do rozmów. Szkoda, że Cisowa Jagoda nie podkreśliła, tudzież nie znała, wszystkich koniugacji rodzinnych Romantycznej Łapy, bowiem kocurka porwałby jeszcze większy entuzjazm po wysłuchaniu tej historii, gdyby wiedział iż sprawca całego zamieszania był bratem jego dziadka!
Syn Czerwonej Gwiazdy nie przejął się zbytnio niezadowolonym spojrzeniem, które skierowała na niego mistrzyni. Złociste oczy nie miały takiej siły rażenia co te ognistopomarańczowe należące do popielatej pantery, tfu, przywódczyni Klanu Rzeki. Wywrócił lekko własnymi ślepiami i powiódł wzrokiem po okolicy. Zbliżali się do granicy z Klanem Wichru, pamiętał to miejsce, ale przede wszystkim czuł ich zapach. Nieco mniej drażniący niż ten Cienia, czy Gromu, ale zdecydowanie wyraźny i niemiły dla nosa Rzeczniaka. Cis nie musiała się martwić, Kornik nie zamierzał przypadkiem zapędzić się na teren innego Klanu.
- Tiaaak.- Mruknął. Nieco żenowało go, że musiał kolejny raz przeżywać to bombardowanie imionami kotów, których prawdopodobnie nigdy nie pozna osobiście. - Co jest nie tak z imieniem Gwiazdy Cienia? - Zapytał, nie dlatego, że go to interesowało, tylko by pchnąć tę rozmowę jak najszybciej do przodu.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Śliwkowa Gałązka
Ojciec: Zakurzony Grzbiet
Partner: 2 hot 4 you, 2 old 4 anyone
Czas oraz przygody odcisnęły piętno na wyglądzie Cis. Teraz jej przepiękne, liliowe futro stało się lekko przybrudzone i matowe, wciąż jednak starannie ułożone. Jej długi tułów sprawia, że wygląda smukło, lecz jej krótkie łapy wciąż są takie, jakie były, z tą różnicą, że są teraz silniejsze i lepiej umięśnione. Niestety, na jej tylnej, lewej łapie widnieje długa blizna wzdłuż całej łapy, jako pamiątka po najgorszym dniu jej życia. Ma również kilka blizn na tułowiu i ogonie, jednak ten pozostał przepiękny i zadbany, jako jej duma i chluba, mimo tych blizn. Na jednym z jej drobnych uszek również widnieje blizna, co nieco szpeci jej wizerunek. Jej oczy pozostały złociste i przenikliwe.
Cis jest już starsza, co widać jej wyglądzie, jednak nie po jej oczach. Mimo oderwania jej od jej ukochanego Klanu w jej oczach wciąż błyskają iskierki, trochę optymizmu, trochę naiwnej nadziei. Jednak Cis przez te wszystkie miesiące dojrzała - stała się ostrożniejsza i mądrzejsza, mniej ufna i przede wszystkim - bardzo zdeterminowana. Również życie przez jakiś czas w mieście sprawiło, że jest pewna swoich umiejętności i wyszkolenia jako wojownik, czego nie ukrywa w starciu. Posiada swoją dumę i chodzi wyprostowana, tak, jakby nic nigdy nie mogło już ją złamać.
Rabarbarbarbarowy Korzeń [KR];Księżycowe Jezioro [KR]; Szafranowa Łapa [KG]; Blizna [KR]
- Ohoho, owszem. - zamruczała z zadowoleniem. Niestety, nie było jej dane w żadnym uczestniczyć. A kto wie, czego mogłaby być świadkiem. Cisowa nie znała wszystkich szczegółów dotyczących Romantycznej Łapy - mimo wszystko Świetlik nie przedstawił jej całego drzewa genealogicznego. I dobrze, Cis i tak by tego wszystkiego nie spamiętała. - Płomyw- - nabrała powietrza, próbując jeszcze raz - Płomykówkowa Gwiazda. Jest ona przywódczynią Klanu Cienia. Cóż, nie przyzwyczaiłam się jeszcze do jej imienia i trochę sprawia mi kłopoty wymawianie go. Krogulczy Szpon jest jej Zastępcą, nie mają zaś Medyka - terminatorem jest tam Szczypiąca Łapa. W Klanie Gromu rządzi Trzmiela Gwiazda, Zastępczynią jest Żubrze Gardło, oraz również nie mają Medyka, a terminatorem jest tam Truskawkowa Łapa. To byłoby na tyle tych wszystkich imion. - westchnęła, docierając do Czterech Dębów. - I jesteśmy w miejscu, gdzie normalnie odbywały by się Zgromadzenia. Są to tereny Niczyje - chodź, zapoznamy się na szybko z granicą Cienia. - puściła się biegiem przez Cztery Dęby, z gracją hamując tuż przy granicy. Zmarszczyła nos. Wciąż nie cierpiała ich zapachu. - Ugh. Przejdziemy się teraz wzdłuż granicy z Gromem. Gdy skończymy, będziesz mógł wrócić do Obozu i coś zjeść. Wieczorem poćwiczymy walkę, pasuje ci to? - rzuciła, po czym zaczęła szybkim truchtem iść wzdłuż granic, oglądając się za uczniem. - Masz jakieś pytania? - rzuciła z uśmiechem, mając nadzieję, że część teoretyczna nie znudziła go za bardzo.
<center><div class="tloCisek"><center>
<div class="Cisek1"><span class="Cisuś3">in the Valley of the Dolls we sleep</span> got a hole INSIDE of me
living with identities that do not belong to me • • • in my life I got this far, now I'm r e a d y for the last hurrah dying like a shooting star...</div>
<span class="Cisek2">in the Valley, in the Valley of Dolls</span></div></center></center>