Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Bardzo dobrze, że Sroczy Ogon nie dostał swojego pierwszego terminatora podczas ceremonii mianowania na wojownika. Już wtedy roznosiła go energia, a teraz, gdy miał pod swoją opieką Kosmatą Łapę, czuł, że mało nie wybuchnie z ekscytacji! Wiedział, że to poważna sprawa i od tego, jak sobie poradzą będzie zależała przyszłość włochatej koteczki, jednak był dobrej myśli. Otaczało go mnóstwo kotów, do których mógł się zgłosić z pomocą, a w dodatku był zdeterminowany, żeby nauczyć Wąsatkę czego potrzeba. W najprzyjaźniejszy sposób, w jaki się da, oczywiście. Zgodnie z nawykiem wstał wcześnie rano, podpytując Śliwkową Pestkę co powinien, a czego nie powinien robić, spędził chwilę z rodzicami przy śniadaniu, ułożył plan na dzisiaj i... słońce już prawie szczytowało! Wojownik pospiesznie udał się pod Ciemny Szlak, upewniając się, że Kosmatej Łapy jeszcze tam nie ma. Wolał być tam pierwszy, w razie gdyby kotka nie posłuchała i zamiast przed zjawiła się za wyjściem. W końcu z drugiej strony też jest przed, prawda?
Usiadł wygodnie i wyciągnął szyję, rozglądając się za podopieczną. Ciekawe, czy spełniła jego pierwsze polecenia, czy jednak będą musieli trochę poczekać, aby zjadła, a trening będzie nieco wolniejszy przez zmęczenie?
Kosmatka to kotka normalnej wielkości, choć o długim, gęstym i bardzo ekspansywnym futrze. Futro Kosmatki zdaje się żyć osobnym życiem, jak gdyby posiadło własną wolę. Do tego stopnia zdominowało Kosmatą Łapę, że powinno mieć własną rubrykę z opisem swego krnąbrnego charakteru. Na szczęście, zamiast tego, doczeka się jedynie wzmianki o tym jak intensywnie rude jest z wierzchu i o tym jak obleka bielą pyszczek, pierś i łapy (niezbyt) dumnej nosicielki. A sama Kosmatka, pod jego ciężarem, porusza się bez cienia gracji. Jak duży, sunący klocek. Dlatego jej brązowe oczy, choć naprawdę piękne i łagodne, zawsze zerkają z nad białego pyszczka z cieniem lekkiego skrępowania.
Kosmatka to kotka, która chciałaby mieć wielu przyjaciół, ale nie do końca wie, jak miałoby niby do tego dojść. Najlepiej gdyby odbyło się to jakoś samoistnie i bez jej udziału. Bo ona nie jest zbyt poradna towarzysko. Przez to nie opuszcza ją wrażenie, że to całe życie dzieje się jakby poza jej kontrolą. W ogóle, Kosmatka ma bardzo analityczny umysł i lubi mieć rzeczy poukładane w głowie, zanim do nich przystąpi. W zaznajamianiu doszukuje się jakiś specjalnych technik i skomplikowanych algorytmów, bo "po prostu bądź sobą" brzmi jak coś, co nie może się udać.
Kosmata Łapa przybyła pod wejście do obozu, gdy słońce spotkało się ze szczytem nieba. Była równie czyściutka co wczoraj (jeszcze nie zdołała się wybrudzić) i równie mocno poddenerwowana. Jej białe futerko, oblekające pierś i pyszczek, przyjemnie puszyło się na słoneczku, a ruda reszta spływała lśniącymi kaskadami z jej obłego ciałka. Kosmatka wyglądała jak, nowo zakupiony, mop obrotowy dwunogów.
- Dzień dobry, Sroczy Ogonie. - wydukała zdanie, pierwsze jakie w ogóle wypowiedziała do swojego mistrza w życiu. Wcześniej starannie przygotowała je sobie, leżąc w legowisku i przewracając się z boku na bok, podczas bezsennej nocy. Nie żeby się nie starała zasnąć. Polecenia mistrza chciała zrealizować w stu procentach i o ile najedzenie się nie sprawiło jej kłopotów (na wszelki wypadek zjadła nie jedną, a dwie myszy!), o tyle... sen jakoś nie nadchodził. Rozpraszały ją obce oddechy kotów i nieznane zapachy, wypełniające jej wrażliwe nozdrza. Nic nie pomogło zaciskanie oczu, ani koncentracja na tym, jak bardzo chce się zasnąć. Ostatecznie, Kosmata Łapa poświęciła noc na ponownym przestudiowaniu wszystkiego, co już wiedziała o kotach z Klanu Rzeki i o życiu w Klanie.
Miała tremę. Nerwowo zerknęła za wyjście do obozu, za tę mistyczną granicę, której nigdy nie odważyłaby się przekroczyć sama.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Wojownik zamruczał z zadowoleniem na widok rudego kłębka futra. Punktualnie! Jeśli tak będzie przebiegał ich trening, to nie ma co, przyjemność jakich mało! Do tego można by dołożyć jeszcze specjalną więź, na przykład taką, jaką stworzył wraz ze Śliwkową Pestką. Czy było coś lepszego od koleżeństwa terminatora z mistrzem? x— Dzień dobry, Kosmata Łapo. Jak Ci minęła noc? Najadłaś się, zgodnie z poleceniem? — zapytał życzliwie, otulając łapy ogonem. Wąsatka zdawała się być nieco onieśmielona zarówno swoją nową rangą, jak i mistrzem, czyli nim! Zupełnie niepotrzebnie, Sroczy Ogon był bardzo przyjaznym kocurem, a przy tym dość spokojnym. Sądził, że choćby taki Rabarbarowa Łapa - bardzo krzykliwy i niesamowicie ruchliwy, mógłby nieco przytłoczyć niektóre co bardziej nieśmiałe koty. Ale to nie jego trenował, a Kosmatą Łapę! — Ojej, bardzo ważna rzecz! Czy miałaś może kocięce nauki? — zapytał, przechylając głowę na bok i posyłając koteczce uśmiech. Oho! Zdaje się, że i jemu zaczęła udzielać się trema. Trochę spóźniona, jednak niezaprzeczalnie obecna.
Kosmatka to kotka normalnej wielkości, choć o długim, gęstym i bardzo ekspansywnym futrze. Futro Kosmatki zdaje się żyć osobnym życiem, jak gdyby posiadło własną wolę. Do tego stopnia zdominowało Kosmatą Łapę, że powinno mieć własną rubrykę z opisem swego krnąbrnego charakteru. Na szczęście, zamiast tego, doczeka się jedynie wzmianki o tym jak intensywnie rude jest z wierzchu i o tym jak obleka bielą pyszczek, pierś i łapy (niezbyt) dumnej nosicielki. A sama Kosmatka, pod jego ciężarem, porusza się bez cienia gracji. Jak duży, sunący klocek. Dlatego jej brązowe oczy, choć naprawdę piękne i łagodne, zawsze zerkają z nad białego pyszczka z cieniem lekkiego skrępowania.
Kosmatka to kotka, która chciałaby mieć wielu przyjaciół, ale nie do końca wie, jak miałoby niby do tego dojść. Najlepiej gdyby odbyło się to jakoś samoistnie i bez jej udziału. Bo ona nie jest zbyt poradna towarzysko. Przez to nie opuszcza ją wrażenie, że to całe życie dzieje się jakby poza jej kontrolą. W ogóle, Kosmatka ma bardzo analityczny umysł i lubi mieć rzeczy poukładane w głowie, zanim do nich przystąpi. W zaznajamianiu doszukuje się jakiś specjalnych technik i skomplikowanych algorytmów, bo "po prostu bądź sobą" brzmi jak coś, co nie może się udać.
Te dwa koty, siedziały przed sobą w idealnej harmonii i w piękny, ciepły dzionek. Ich osłonecznione sylwetki były wypełnione dobrymi intencjami po same czubki uszu. Dla obu z nich, był to pierwszy raz. Czy w tych szalenie sprzyjających okolicznościach, cokolwiek w ogóle mogło pójść źle?
Oczywiście.
Sroczy Ogon był w oczywisty sposób ZBYT miły, ZBYT przyjazny i zdawało się, że niesamowicie dobrze życzył Wąsatce. Przez to jawił się jej jako mistrz idealny. Tylko za sprawą dobrej woli Czerwonej Gwiazdy, Wąsatka, stając się Kosmatą Łapą, trafiła pod jego opiekę. Jednak szczęście, które ją spotkało, nie cieszyło jej. Zbyt łatwo mogła zawieść swojego mistrza, jakimś nieopatrznym słowem lub swoją ogólną niezgrabnością, przez co niechybnie przyniosłaby mu przykrość. Rozczarowanie odmalowane na tym łaciatym pysku, to byłby najgorszy widok świata i koteczka wolała umrzeć, niż dożyć czegoś takiego. Wiedziała jednak, że ta dotkliwa chwila zbliżała się nieubłaganie i jedyną możliwością Kosmatki, było odwlekać ją jak najdłużej, jednocześnie przeciągając to nieznośne wyczekiwanie...
Koteczka kiwnęła włochatą główką na znak, że zjadła porządne śniadanie, które aktualnie nieprzyjemnie jej zalegało na żołądku ściśniętym ze stresu. Chwila, w której Sroczy Ogon zorientuje się, że Kosmatka jest nic nie wartą terminatorką, być może była bliżej, niż przypuszczała.
- Niestety... - pisnęła niewyraźnie, chyba licząc, że kocurek tego nie dosłyszy i zwyczajnie zmieni temat.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Mruknął z zadowoleniem, gdy ruda przyznała się do zjedzenia porządnego śniadania i drgnął końcówką ogona. Wtem, jak za dotknięciem różdżki, ta zdawała schować się w sobie, tworząc prawdziwy, okrągły kłębuszek. x— O — westchnął, w pierwszym momencie nie znajdując odpowiednich słów na brak nauk kotki, a przecież kocięce nauki to tak właściwie... nic! Szybko poukładał myśli, nie zastanawiając się nad stresem, który na chwilę go opanował. — To nic takiego, Kosmata Łapo. Sam nie miałem nauk, a informacje z nich i tak czy siak musielibyśmy powtarzać teraz. To znaczy: na treningu. Nie ma się co bać! — uzupełnił szybko, kiwając głową dla potwierdzenia własnych słów. Powoli wstał, posyłając Wąsatce pokrzepiające spojrzenie, mając nadzieję, że zdoła ją jakoś rozruszać. Może nie tylko Rabarbarowa Łapa onieśmielał (swoją towarzyskością), a i on sam (promiennym uśmiechem)? Była to dość dziwaczna wizja, przyprawiająca wojownika o poważne zastanowienie. x— W takim razie, Kosmata Łapo, nie pozostaje nam nic innego, jak wyjść z obozu! — miauknął entuzjastycznie, unosząc ogon do góry i robią miejsce rudej kotce. — Idź pierwsza — zachęcił, nie spodziewając się sprzeciwu. Chwilę później sam przeszedł przez Ciemny Szlak, czując dreszczyk emocji na grzbiecie. Poniekąd przypominało mu to jego własny pierwszy raz poza obozem, kiedy to niemal nie odpadła mu głowa, od ciągłego kręcenia nią na boki. Świat nagle stał się o tyle większy! Odchrząknął cicho, przypominając sobie pierwszy punkt ich wycieczki. — Najpierw udamy się na Koci Grzbiet. Być może już o tym wiesz, to miejsce treningowe terminatorów. Zapamiętaj tą drogę dobrze, bo kiedyś będziesz musiała tam dojść sama! — przestrzegł żartobliwie, powoli kierując swoje kroki ku Kociemu Grzbietowi. Chciał dać Wąsatce czas, aby rzeczywiście dobrze zapoznała się z otoczeniem.
Kosmatka to kotka normalnej wielkości, choć o długim, gęstym i bardzo ekspansywnym futrze. Futro Kosmatki zdaje się żyć osobnym życiem, jak gdyby posiadło własną wolę. Do tego stopnia zdominowało Kosmatą Łapę, że powinno mieć własną rubrykę z opisem swego krnąbrnego charakteru. Na szczęście, zamiast tego, doczeka się jedynie wzmianki o tym jak intensywnie rude jest z wierzchu i o tym jak obleka bielą pyszczek, pierś i łapy (niezbyt) dumnej nosicielki. A sama Kosmatka, pod jego ciężarem, porusza się bez cienia gracji. Jak duży, sunący klocek. Dlatego jej brązowe oczy, choć naprawdę piękne i łagodne, zawsze zerkają z nad białego pyszczka z cieniem lekkiego skrępowania.
Kosmatka to kotka, która chciałaby mieć wielu przyjaciół, ale nie do końca wie, jak miałoby niby do tego dojść. Najlepiej gdyby odbyło się to jakoś samoistnie i bez jej udziału. Bo ona nie jest zbyt poradna towarzysko. Przez to nie opuszcza ją wrażenie, że to całe życie dzieje się jakby poza jej kontrolą. W ogóle, Kosmatka ma bardzo analityczny umysł i lubi mieć rzeczy poukładane w głowie, zanim do nich przystąpi. W zaznajamianiu doszukuje się jakiś specjalnych technik i skomplikowanych algorytmów, bo "po prostu bądź sobą" brzmi jak coś, co nie może się udać.
Kosmata Łapa ze ściśniętym sercem oczekiwała na reakcję Sroczego Ogona. Początkowo przysłuchiwała się jego kojącym słowom z miną wyrażającą niezrozumienie, bo przecież nie takiej odpowiedzi się spodziewała! Serce dezorientująco mocno biło w jej piersi, a terminatorka musiała przeczekać kilka wyraźnych jego skurczy, by w końcu zrozumieć, że tym razem nie stanie się nic złego.
Wojownik niespodziewanie uspokoił ją i wąsatkowe brązowe oczy zabłysły ogromną wdzięcznością. Kotka automatycznie wstała, podniesiona na duchu i jednocześnie na swe cztery łapy. W milczeniu skinęła głową, bo słowa w takim momencie wydawały się niemożliwe do wymówienia. Nie, kiedy całe jej ciało zmagało się jeszcze ze wszechogarniającą ulgą i jednocześnie musiało przekroczyć magiczną granicę, na stałe wiążącą Wąsatkę z obozem. Przekroczyła ją jako Kosmata Łapa, wiedziona jak po sznurku ciepłymi słowami swojego mistrza i w przekonaniu, że w takim towarzystwie mogłaby dojść na koniec świata.
(Na pocieszenie dla Sroczego Ogona i jednocześnie jakby w obronie biednej Kosmatki, chciałabym podkreślić, że ona ma tylko sześć księżyców. Istnieje szansa, że to szaleństwo minie jej z wiekiem.)
Kosmata Łapa była uradowana i w jej małym ciele strach zwyczajnie się już nie mieścił. Jednak rozpamiętywanie tego podniosłego momentu odwlekła do czasu, aż znajdzie się w swoim legowisku. Teraz nakazała sobie spokój. Była bardzo zdyscyplinowana i gdy chciała, potrafiła swe szaleństwo trzymać na smyczy. Ku kocim grzbietom stąpała z uwagą, rozglądała się na około i kodowała każdy kamyczek i kwiatek pod swymi łapami.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
STRASZNIE PRZEPRASZAM, BYŁAM PEWNA ZE MINĘŁO MNIEJ CZASU?? AAA ):
W miarę upływu czasu zaczął wydłużać swoje kroki, przybierając tym samym nieco szybsze tempo. W końcu trening to trening, prawda? Wypadałoby się trochę zmęczyć, Kosmata Łapo! Ale nie za mocno – przecież nie chciał, aby terminatorka padła bez tchu po powrocie do obozu, ze złymi wspomnieniami z pierwszego dnia poza obozem. W milczeniu dotarli do Kocich Grzbietów, których Sroczy Ogon nie odwiedzał od… tak właściwie, to nie był tutaj przez solidny kawał czasu, jeśli nie liczyć krótkich przystanków, żeby poczekać na Rabarbarową Łapę, czy innego kolegę. Kocur co jakiś czas oglądał się na rudy kłębek, zarówno z zaciekawieniem, jak i drobnym niepokojem. Czy coś robił nie tak, że Kosmata Łapa pozostawała cicho? Dał terminatorce znak do odpoczynku, a sam przycupnął, w gotowości do startu. x— Więęęc… Jesteśmy na miejscu: Kocie Grzbiety, oto one! Jeśli będę cię o to prosił, będziesz musiała się tutaj stawiać. Rozejrzyj się proszę! Ah, nie martw się, ze poślizgniesz się na trawie, jest całkowicie sucha. Jeśli masz jakieś pytania, możesz śmiało pytać! — zapewnił, poruszając wąsami z rozbawieniem. Mimo że boki pagórków nie były zbyt strome, miał okazję zachwiać się na porannej rosie i niemal zjechać na grzbiecie w dół. Gdyby nie był już taki dojrzały (aha!), mógłby z tego urządzić niezłą zabawę. Gdy Wąsatka obniuchała (bądź też nie) każdy kąt miejsca treningu, wstał i wyprostował ogon. — A teraz, następny punkt naszej wycieczki. Granica! — Z góry odrzucił tą biegnącą przy Grzmiącej Ścieżce. Potwory stanowiły zbyt duże niebezpieczeństwo dla każdego kota, a Sroczy Ogon nie zamierzał straszyć swojej podopiecznej. Zamierzał zostawić ją na sam koniec, kiedy kotka oswoi się już ze wszystkimi terenami klanu Rzeki. — Wpierw, udamy się do wschodniej części Ptasich Krzewów — wyjaśnił, ruszając marszem do północnej granicy. — A ty, Kosmata Łapo, w międzyczasie podzielisz się swoją dotychczasową wiedzą. Zgoda? — zapytał, patrząc z uśmiechem na Wąsatkę.
Kosmatka to kotka normalnej wielkości, choć o długim, gęstym i bardzo ekspansywnym futrze. Futro Kosmatki zdaje się żyć osobnym życiem, jak gdyby posiadło własną wolę. Do tego stopnia zdominowało Kosmatą Łapę, że powinno mieć własną rubrykę z opisem swego krnąbrnego charakteru. Na szczęście, zamiast tego, doczeka się jedynie wzmianki o tym jak intensywnie rude jest z wierzchu i o tym jak obleka bielą pyszczek, pierś i łapy (niezbyt) dumnej nosicielki. A sama Kosmatka, pod jego ciężarem, porusza się bez cienia gracji. Jak duży, sunący klocek. Dlatego jej brązowe oczy, choć naprawdę piękne i łagodne, zawsze zerkają z nad białego pyszczka z cieniem lekkiego skrępowania.
Kosmatka to kotka, która chciałaby mieć wielu przyjaciół, ale nie do końca wie, jak miałoby niby do tego dojść. Najlepiej gdyby odbyło się to jakoś samoistnie i bez jej udziału. Bo ona nie jest zbyt poradna towarzysko. Przez to nie opuszcza ją wrażenie, że to całe życie dzieje się jakby poza jej kontrolą. W ogóle, Kosmatka ma bardzo analityczny umysł i lubi mieć rzeczy poukładane w głowie, zanim do nich przystąpi. W zaznajamianiu doszukuje się jakiś specjalnych technik i skomplikowanych algorytmów, bo "po prostu bądź sobą" brzmi jak coś, co nie może się udać.
Kosmatka zachowywała milczenie, ponieważ całą swoją energię poświęcała na zapamiętywanie otoczenia. Terminatorka była bardzo zmotywowaną uczennicą, z resztą przeświadczoną, że tylko zaangażowaniem może nadrobić pozostałe swoje braki. Jej ciałko było nieporadne i bezsilne, niejako genetycznie nieprzystosowane do wysiłku, co było dziedzictwem po tatusiu. Za to umysł Kosmatki był bardzo prężny, a jej myśli płynęły wartkim nurtem. Często okazywały się nie do poskromienia.
Terminatorka, wraz z postępem ich marszu, zaczęła się męczyć. Dyszała sobie pod nosem, zadowolona, że stąpa kawałek za swoim mistrzem i ten nie jest bezpośrednim świadkiem jej walki z własnym ciałem i wyrośniętym na nim futrem. Z tej pozycji, po cichutku, podziwiała sobie poplamione pięty kocura, jego sprężysty krok i to jak rytmicznie faluje jego ogon. A choć Kapustka był dziwnie nieproporcjonalny i wciąż miał mleko pod wąsem, Kosmatce jawił się jako strzelisty niczym brzoza i smukły elegant.
W dodatku troskliwy. Po dotarciu na szczyt kocich grzbietów, Kosmatka powiodła po otoczeniu zachwyconym i wdzięcznym spojrzeniem, a Sroczy Ogon stał jej na widoku, więc jemu też się oberwało. Orzechowe oczka Kosmatki błyszczały jak dwa słońca, a przyjemny wietrzyk mierzwił jej puszyste futro, które pod tą pieszczotą układało się w malownicze wywijasy. Kosmatka przymknęła powieki i uśmiechnęła się do natury, chłonąc całą sobą rozkoszną woń młodych liści i poczucie bezgranicznej wolności, które ją opętało.
Za chwilę jednak ryża terminatorka zrozumiała, że chyba się po niej oczekuje, że się odezwie. Jej pierś unosiła się jeszcze w przyspieszonym oddechu i Kosmatka rozchyliła powieki. Pomyślała szybko, o co mogłaby zapytać. Nic nie przychodziło jej do głowy. W takiej chwili jak ta, wszystko wydaje się być jasne.
- Jak tu miło. - miauknęła w zamian. Posłusznie kiwnęła kosmatą główką, automatycznie ruszając śladem Sroczego Ogona. Nie miała zbyt bogatej wiedzy, więc po cichu liczyła, że szybko upora się z tym całym dzieleniem się nią i będzie mogła wrócić do swobodnego dyszenia.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Nagle zrozumiał swoją mistrzynię, która podczas jego treningu uśmiechała się tak promiennie, jak słońce. Czyż nie wspaniale było patrzeć na radosnego kotka, który zwiedza nowy, wielki świat? Sroczy Ogon zamrugał i westchnął na widok chłonącej naturę Kosmatej Łapy. Mały cud świata. x— Bardzo miło — zgodził się ochoczo. Sam też tak uważał w pierwszych dniach treningu, kiedy Koci Grzbiet kojarzył mu się głównie jako miejsce wycieczek, a nie rzeczywistego treningu. Ot, przechodzili tu ze Śliwkową Gałązką w trakcie nauki. W późniejszym czasie, zaczął utożsamiać je z wysiłkiem i trudem, jednak nie było to nic nieprzyjemnego! Satysfakcja, którą uzyskiwał na koniec dnia była czymś nieporównywalnym, dlatego Koci Grzbiet pozostawał w głowie Sroczego Ogona jako bardzo dobrze znane i lubiane miejsce.
Gdy nie uzyskał od Kosmatej Łapy odpowiedzi na zadane pytanie, zagryzł policzek od środka, po czym chrząknął cicho. No nic, ruda chyba rzeczywiście należała do cichych typów. Prawie jak Gorzka Łapa! Ale skoro z nią jakoś się dogadał, to Wąsatka stanowiła pestkę! x— No dobrze! W takim razie zaczniemy od rang. To wiedza, którą bardzo łatwo zdobyć, bo otacza nas dookoła i każde kocię zna chociaż jedną z nich! Podpowiedzi: to, kim byłaś wcześniej, kim jesteś teraz i na kogo trenujesz. To trzy z rang, potrafisz je przywołać? — zachęcił, rzucając enigmatyczną zagadką.
Kosmatka to kotka normalnej wielkości, choć o długim, gęstym i bardzo ekspansywnym futrze. Futro Kosmatki zdaje się żyć osobnym życiem, jak gdyby posiadło własną wolę. Do tego stopnia zdominowało Kosmatą Łapę, że powinno mieć własną rubrykę z opisem swego krnąbrnego charakteru. Na szczęście, zamiast tego, doczeka się jedynie wzmianki o tym jak intensywnie rude jest z wierzchu i o tym jak obleka bielą pyszczek, pierś i łapy (niezbyt) dumnej nosicielki. A sama Kosmatka, pod jego ciężarem, porusza się bez cienia gracji. Jak duży, sunący klocek. Dlatego jej brązowe oczy, choć naprawdę piękne i łagodne, zawsze zerkają z nad białego pyszczka z cieniem lekkiego skrępowania.
Kosmatka to kotka, która chciałaby mieć wielu przyjaciół, ale nie do końca wie, jak miałoby niby do tego dojść. Najlepiej gdyby odbyło się to jakoś samoistnie i bez jej udziału. Bo ona nie jest zbyt poradna towarzysko. Przez to nie opuszcza ją wrażenie, że to całe życie dzieje się jakby poza jej kontrolą. W ogóle, Kosmatka ma bardzo analityczny umysł i lubi mieć rzeczy poukładane w głowie, zanim do nich przystąpi. W zaznajamianiu doszukuje się jakiś specjalnych technik i skomplikowanych algorytmów, bo "po prostu bądź sobą" brzmi jak coś, co nie może się udać.
Kosmatka absolutnie nie była cichą myszką, ale obecność mistrza trochę ją onieśmielała. Jednak pytanie które padło było dla niej bardzo proste i terminatorka spodziewała się go. Kotka nabrała powietrza w płuca i wyrzuciła z siebie z prędkością i rytmem tłukącego w pień dzięcioła:
- Oczywiście, byłam kocięciem, teraz jestem terminatorką, a chciałabym zostać wojowniczką! - A ponieważ nie mogła zrezygnować z okazji, by błysnąć przed Sroczym Ogonem swą wiedzą, ciągnęła niestrudzenie dalej... - Od wojownika wyższy rangą jest już tylko zastępca, u nas Ćmi Zmierzch i przywódca, Czerwona Gwiazda... - Ty Kosmatka musiała nabrać płytki wdech, na tyle by nie paść trupem podczas marszu, ale niewystarczająco długi by mistrz mógł się wtrącić - W klanie mamy jeszcze matki i medyka. On może mieć swojego pomocnika. Wojownik jak osiągnie sto księżyców, może przejść do starszyzny. - wyrecytowała.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Gdy tylko usłyszał świst napełnianych powietrzem płuc, nastawił uszu i z zaciekawieniem posłuchał tego, co ma do przekazania młoda kotka. x— Świetnie! — pochwalił kotkę i zamruczał przyjemnie. No proszę, wystarczyło ją trochę pociągnąć za język i okazywało się, że o wszystkim wiedziała! W dodatku jak szybko i płynnie. — Przed tym jak kot stanie się pomocnikiem medyka, musi przejść trening, być terminatorem medyka — uzupełnił jeszcze, spoglądając na rudą. — U nas funkcję medyka pełni Księżycowy Pył, zaś jej uczniem jest Barwna Łapa. Mój dobry kolega! Jest trochę zabiegany — opowiedział o srebrnym, uśmiechając się pod nosem. Musiał go niedługo złapać, brakowało mu pogawędek z nim, jednak rozumiał powagę jego rangi i wiążące się z nią obowiązki. — Potrafisz mi wymienić obowiązki tych rang? Wszystkie, które tylko znasz! — zachęcił, widząc na horyzoncie wschodnią część Ptasich Krzewów. Niedługo powinni tam dotrzeć, a wraz z tym zapoznać się z jedną z granic otaczających Klan Rzeki.
Kosmatka to kotka normalnej wielkości, choć o długim, gęstym i bardzo ekspansywnym futrze. Futro Kosmatki zdaje się żyć osobnym życiem, jak gdyby posiadło własną wolę. Do tego stopnia zdominowało Kosmatą Łapę, że powinno mieć własną rubrykę z opisem swego krnąbrnego charakteru. Na szczęście, zamiast tego, doczeka się jedynie wzmianki o tym jak intensywnie rude jest z wierzchu i o tym jak obleka bielą pyszczek, pierś i łapy (niezbyt) dumnej nosicielki. A sama Kosmatka, pod jego ciężarem, porusza się bez cienia gracji. Jak duży, sunący klocek. Dlatego jej brązowe oczy, choć naprawdę piękne i łagodne, zawsze zerkają z nad białego pyszczka z cieniem lekkiego skrępowania.
Kosmatka to kotka, która chciałaby mieć wielu przyjaciół, ale nie do końca wie, jak miałoby niby do tego dojść. Najlepiej gdyby odbyło się to jakoś samoistnie i bez jej udziału. Bo ona nie jest zbyt poradna towarzysko. Przez to nie opuszcza ją wrażenie, że to całe życie dzieje się jakby poza jej kontrolą. W ogóle, Kosmatka ma bardzo analityczny umysł i lubi mieć rzeczy poukładane w głowie, zanim do nich przystąpi. W zaznajamianiu doszukuje się jakiś specjalnych technik i skomplikowanych algorytmów, bo "po prostu bądź sobą" brzmi jak coś, co nie może się udać.
Kosmata Łapa pomyślała, że to strasznie dużo mówienia. Jednak w toku wypowiedzi szybko opracowała schemat, polegający na swobodnym dyszeniu po wypowiedzeniu każdego kolejnego zdania. Dzięki temu nie traciła wątku i mogła do woli zalewać swojego mistrza posiadanymi informacjami, a w tej czynności znalazła dziwną satysfakcję.
- A więc przywódca ma w obowiązku rządzić klanem, podejmować wszystkie klanowe decyzje, zwoływać ceremonie i podczas nich mianować koty na terminatorów i wojowników. - Sapu-sapu-sap - Zastępca zastępuje go podczas jakiejś niesubordynacji - Kosmatka odetchnęła zgodnie z założonym schematem, a w międzyczasie pozwoliła sobie na zerknięcie, czy wyszukane słówko zrobiło wrażenie na mistrzu - i oprócz tego organizuje patrole. Zostaje przywódcą po śmierci Gwiazdy. Wojownicy strzegą granic Klanu, polują i w razie czego walczą za swój klan. Szkolą też terminatorów. A ty się nie boisz walki? - Kosmata Łapa nagle zboczyła z tematu, bo rozproszyła ją wizja Sroczego Ogona broniącego Klanu Rzeki przed chordą niesprecyzowanych wrogów.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Gdy tylko Kosmatka zadała swoje pytanie, wkroczyli w gąszcz Ptasich Krzewów. Kocur słuchał całego wywodu terminatorki z uwagą, wyłapując wszelkie braki i przeinaczenia, których wcale nie było tak dużo! Gałązka prześlizgnęła się po karku kocura, gdy ten zanurkował pod jednym z krzaków. Już miał dopowiadać wszelkie informacje, a jego terminatorka wyskoczyła z takim smaczkiem! Wydał z siebie głośne "hmmm", po czym wolno odpowiedział: x— Nie bałem się walczenia z moimi przyjaciółmi, czy Śliwkową Gałązką podczas treningu — zaczął, czując, że pociągnie to gdzieś dalej. Czasem trudno było mu formować myśli w głowie, plątały się jak kłębek, a prostowały dopiero po ich wypowiedzeniu. — Teraz, jak wyobrażam sobie z kimś walkę, to też się jej nie boję. Ale doskonale wiem, że jak przyjdzie co do czego i stanę twarzą w twarz z wrogiem, to będę się bał. Wydaje mi się, że każdy się boi walczenia, Kosmata Łapo. — Nie chciał straszyć rudej kotki dłuższą gadaniną, że przecież zawsze możesz przegrać, może ci się stać krzywda i tak dalej. Nie chciał, żeby śniły się jej koszmary, a do treningu podchodziła dopiero wyciągnięta za ogon z legowiska, cała drżąca ze strachu nad swoim życiem. — A ty Kosmata Łapo? Boisz się walki? — odbił piłeczkę, uznając to za dobry pomysł. Kocięta lubiły takie rzeczy, a Wąsatka nie była zbyt duża - w gruncie rzeczy, ledwo odrosła od ziemi! Ciekawe co na to odpowie? x— No ale! Wróćmy do nauki! Oprócz tego co wymieniłaś, przywódca ma jeszcze calutkie dziewięć żyć do dyspozycji, podarowanych mu przez Gwiezdny Klan. To całkiem dużo, więcej, niż posiada przeciętny kot, jak mogłaś zauważyć! — zażartował niedługo po usłyszeniu odpowiedzi na zadane przez niego pytanie. Bądź też nie! Wszystko zależało od Kosmatki. — A zastępca dba o treningi terminatorów. Oprócz tego, wojownicy muszą jeszcze przestrzegać Kodeksu Wojownika, o którym nauczysz się już niedługo — zapowiedział, uchylając się pod kolejną gałązką. — Proszę, żebyś za chwilę wymieniła mi obowiązki reszty rang, czyli: medyka, jego pomocnika i terminatora oraz terminatorów w ogóle, kociąt (które też mają swoje zadania, chociaż może na to nie wyglądać!), starszych i matek. Teraz jednak coś innego. Znajdujemy się w Ptasich Krzewach, przed nami granica z terenami niczyimi. Łatwo tu znaleźć zwierzynę w postaci ptaków, ta wiedza przyda ci się za parę księżyców.
Kosmatka to kotka normalnej wielkości, choć o długim, gęstym i bardzo ekspansywnym futrze. Futro Kosmatki zdaje się żyć osobnym życiem, jak gdyby posiadło własną wolę. Do tego stopnia zdominowało Kosmatą Łapę, że powinno mieć własną rubrykę z opisem swego krnąbrnego charakteru. Na szczęście, zamiast tego, doczeka się jedynie wzmianki o tym jak intensywnie rude jest z wierzchu i o tym jak obleka bielą pyszczek, pierś i łapy (niezbyt) dumnej nosicielki. A sama Kosmatka, pod jego ciężarem, porusza się bez cienia gracji. Jak duży, sunący klocek. Dlatego jej brązowe oczy, choć naprawdę piękne i łagodne, zawsze zerkają z nad białego pyszczka z cieniem lekkiego skrępowania.
Kosmatka to kotka, która chciałaby mieć wielu przyjaciół, ale nie do końca wie, jak miałoby niby do tego dojść. Najlepiej gdyby odbyło się to jakoś samoistnie i bez jej udziału. Bo ona nie jest zbyt poradna towarzysko. Przez to nie opuszcza ją wrażenie, że to całe życie dzieje się jakby poza jej kontrolą. W ogóle, Kosmatka ma bardzo analityczny umysł i lubi mieć rzeczy poukładane w głowie, zanim do nich przystąpi. W zaznajamianiu doszukuje się jakiś specjalnych technik i skomplikowanych algorytmów, bo "po prostu bądź sobą" brzmi jak coś, co nie może się udać.
Kosmata Łapa jeszcze niedawno drżała na samą myśl o starciu w boju z jakimś przeciwnikiem, który w jej bujnej wyobraźni uzbrojony był w cały arsenał pazurów i kły tak długie, że aż niefizjologiczne. Teraz jednak nie była już taka malutka jak to sobie może Sroczy Ogon wyobrażał i powoli dojrzewała do myśli, że przecież na treningu każą jej się bić po prostu z innym kotem, a nie z jakimś rysiem i że wszystko musi przebiec w absolutnie bezpiecznych, kontrolowanych warunkach.
Mimo tego, odpowiedziała:
- Tak. Boję się kompromitacji. - Prychnęła z lekkim pobłażaniem dla samej siebie i wywróciła brązowymi oczami. A ta nagła szczerość to dlatego, że Sroczy Ogon tak słodko otworzył się przed nią i wyznał swój lęk, co nie mogło być łatwe. Doceniła to i postanowiła odwdzięczyć się tym samym. Wyznanie przyszło tym łatwiej, że zaraz po nim mogła wetknąć kosmaty łeb między gałęzie i jak gdyby nigdy nic przyjrzeć się granicy. Miała nadzieję, że mistrz nie pociągnie tematu i nie zacznie ją przekonywać, że na pewno sobie poradzi. Kosmatka nie była głupia. Przecież wiedziała, że każdy kiedyś zaczynał. Ale nie każdy musiał zaczynać pod ciężarem takiego futra.
- Zapamiętam. - Dobiegło spomiędzy zieloniutkich gałęzi - Przepraszam, odbiegłam od tematu. Obowiązkiem medyka jest leczyć koty w Klanie i zbierać potrzebne do tego zioła. Medyk podobno też nawiązuje specjalną więź z Gwiezdnym Klanem i może się z nimi porozumiewać za pomocą snów. Każdy medyk dobrze żeby miał swojego terminatora, który później zostanie jego pomocnikiem. Pomocnicy medyków, jak sama nazwa wskazuje, muszą im służyć pomocą przy leczeniu, pomagać w zbieraniu ziół, a po odejściu medyka przejmują jego funkcje. - wyrecytowała gładko. - Obowiązkiem każdego terminatora jest szkolić się na jak najlepszego wojownika. Dobrze też, żeby terminator polował dla Klanu, jeśli już potrafi. Terminatorem kocię zostaje, gdy skończy sześć księżyców. Wcześniej tylko musi się dobrze wysypiać i najadać - Kosmatka zachichotała, wyłaniając swój pyszczek z otuliny gałęzi, gdy uznała, że ryzyko niezręcznej rozmowy już minęło. - Powinny się jeszcze słuchać matek. Matki karmią kocięta, doglądają ich i chyba mają w obowiązku je rodzić? - Terminatorka zastanowiła się, czy to legalne, nakłaniać kogoś do rozrodu. To miałoby sens. Zroszony Listek zawsze zachowywała się, jakby ktoś ją zmusił do pełnienia tej funkcji. - A Starszyzna to chyba nie musi już nic. Nie muszą nawet sobie mchu wymieniać. - naskarżyła kotka.
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Wydał z siebie ciche westchnienie zrozumienia na wyznanie Kosmatej Łapy, powstrzymując się od pokrzepiającej odpowiedzi ostrą jak igła myślą o odejściu od tematu. Obawy rudego kłębka były zupełnie zrozumiałe dla Sroczego Ogona, który sam nieco obawiał się porażki. Przez uderzenie serca wojownik zastanowił się, czy mieli to samo na myśli - kompromitacja, to znaczy przed innymi kotami? Jednak nie pozwolił sobie na dalsze rozważania, uważnie słuchając tego co mówiła terminatorka. Przeprosiny zbył krótkim "oh, nic się nie stało!". Zachichotał wraz z Kosmatą Łapą, pozwalając sobie na odrobinę rozbawienia. Takie bycie kociakiem, to dopiero była wygoda! Nic nie robić, tylko odpoczywać - życie jak w Madrycie! x— Tak, te które są matkami na stałe mają obowiązek je rodzić. Moja mama jest taką kotką, ale nie wydaje mi się, żeby była jakoś bardzo nakłaniana do tego typu... obowiązków. Przysługuje się za to w inne sposoby, odciążając "chwilowe" matki — wytłumaczył, kiwając głową. Pomysł zmuszania kogoś do wydawania na świat kociąt wywoływał w Sroczym Ogonie złość i mdłości. Skarga Kosmatej Łapy wywołała w wojowniku parsknięcie nosem i rozbawiony uśmiech. — Nooo, jak jest się tak dojrzałym, to... — Gdyby stał przed nią Rabarbar z chęcią wyszeptałby mu na ucho żarcik o rozpadaniu się na części ze starości. Na nieszczęście, nie było tak, bo miał do czynienia z Wąsatką, którą chciał nauczyć jak najwięcej szacunku do innych kotów, a przy tym oddzielić czas na wesołe żarciki z tym na przyswajanie wiedzy. Może innym razem, Kosmata Łapo! — ...to wtedy można sobie poleniuchować! Każdemu należy się odrobina odpoczynku, zwłaszcza sędziwym kotom! — pokiwał głową dla potwierdzenia swoich słów i wyszedł z plątaniny krzewów. Znajdowali się tuż przy granicy z terenami niczyimi. — No, moja droga! Po prawej znajduje się Grzmiąca Ścieżka, zaś lewa strona jest całkowicie wolna od potworów dwunożnych. Zatem, idziemy w lewo! — zarządził, dając chwilę kotce na ewentualne otrząśnięcie się z patyków i listków Ptasich Krzewów. Po tym ruszył dziarskim krokiem, ponownie wchodząc w gąszcz. — Gratulacje, wymieniłaś niemal wszystkie informacje na temat rang, które powinnaś posiadać jako przyszły wojownik! Umknęły ci jednak trzy wiadomości na temat medyka, mianowicie: nie walczy (chyba że we własnej obronie), nie może posiadać kociąt, ani partnera oraz musi przestrzegać kodeksu medyka i kodeksu wojownika, który niedługo sama poznasz. Nie wspomniałaś również o terminatorze medyka, ale wiem, że o nim wiesz; wspominaliśmy o nim już dzisiaj. Uczy się on, by zostać w przyszłości medykiem, jeśli poprzedni umrze, lub jego pomocnikiem - o którym mówiłaś. A znasz może imiona kotów, które piastują wysokie stanowiska w innych klanach? — zapytał, nasłuchując odpowiedzi.