czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Mimo zapewnienia mistrza, że nic się nie stało, miał wrażenie, że robi coś źle. Zdawał sobie sprawę, że nie może być wszechwiedzący, jednak ta niewiedza go dręczyła. Teraz dowiedział się, że on po prostu chce wiedzieć; nie – dowiadywać się, to właśnie o wiedzę mu chodziło. Tak samo, jak wcześniej odkrył, że zadawanie mu niesensownych pytań, czy po prostu hałas, działały mu strasznie na nerwy, tak teraz odkrył właśnie to. Niestety nic mu na to, jeśli nie zbyt wiele; mógł się jedynie wkurzać z tego powodu. A właściwie to mu nie wypadało, ponieważ miał teraz trening i chciał zapamiętać jak najwięcej słów mistrza.
Chciał uwierzyć, że zgodnie ze słowami wojownika szybko się do wszystkiego przyzwyczai. Nie mógł się doczekać swojego pierwszego polowania – kiedy to będzie pozostawiony ciszy i własnemu skupieniu na zwierzynie. No, a przynajmniej miał nadzieję, że tak wyglądają polowania. Później, gdy usłyszał o wymianie mchu, nieco się skrzywił. Z pewnością nie była to praca jakaś zaszczytna i tym bardziej niezbyt miła. Przynajmniej nie wymagała ona mówienia, ewentualnie słuchania narzekań starszyzny, co nie przeszkadzało mu jakoś bardzo. Na koniec, kiedy Orlikowe Pióro kończył mówić o jego obowiązkach, przytaknął jako potwierdzenie, że wszystko rozumie i nie ma pytań.
— Dobrze — powiedział później po ostrzeżeniu mistrza. Nawet nie wyobrażał sobie, żeby wychodzić gdzieś dalej bez żadnego treningu. Jasne, myśl o możliwości wychodzenia w spokojniejsze miejsca była dosyć pokrzepiająca, jednak był pewny, że tereny ich klanu są dosyć duże i gdyby nawet poszedł gdzieś dalej, to nie wiedziałby jak wrócić. Do tego teraz dochodziło zagrożenie, o którym powiedział wojownik, młody kocur nie chciałby natrafić na jakiegoś dzika czy inne, okropniejsze zwierze! — Tym razem nie mam pytań — odpowiedział zgodnie z prawdą. Wyjaśnienia były dla niego bardzo zrozumiałe, a z pytań nie nasuwało się mu praktycznie nic. Już nie wiedział jaka ranga mu pozostawała. Może matki i starszyzna? Tak, chyba tylko to mu zostało. — Matki są kotkami, które wychowują kocięta, później chyba wracają do swojej dawnej rangi, wojownika — skończył swoją wypowiedź, zastanawiając się, czy nie dodać starszyzny do swojej wypowiedzi. Pewnie zaoszczędziłby dzięki temu czas. Uznał to jednak za dosyć niegrzeczne i poczekał, aż wojownik dokończy mówić o matkach.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Skinął lekko głową, nie przerywając porywającej czynności, jaką było uśmiechanie się. No, i nie zapowiadało się, by Migotek mógł sprawić, że przyjazny grymas zniknąłby z mordki burego. Kocur chciał trochę odtworzyć atmosferę własnego treningu – Fiołek też był spokojny, ciepły i wyrozumiały. Orlikowi wydawało się, że takie przyjazne warunki do nauki są najlepsze. Niech czarny nie czuje presji, ale motywację. Niech przychodzi na trening chętnie i niech równie chętnie pochłania wiedzę. Wtedy szkolenie nie powinno trwać zbyt długo, a jednocześnie winno przynieść oczekiwane efekty; stworzyć z Migoczącej prawdziwego wojownika.
— Masz rację, ale nie zawsze. Twoja mama na przykład jest matką na stałe, więc pomaga tymczasowym matkom opiekować się ich kociakami — odparł z uśmiechem. Może i terminator miał braki w wiedzy, jednak nie były one powalające, a nawet umiał już całkiem sporo. Wojownik sądził, że to zdecydowanie dobry próg, aby rozpocząć trening. — Następna ranga?
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Tego to akurat nie wiedział! Zwinna Łapa i Pszeniczny Grzbiet nigdy o tym nie wspominali. Uśmiechnął się szczerze – jego mama była niesamowita, że opiekowała się kociakami już na stałe. Był ciekaw czy kiedykolwiek straciła swoją cierpliwość; z tego, co widział ani Świstowi, ani Chaos nie udało się tego zrobić. Jeżeli zajmowała się też innymi kociakami, mogło być inaczej.
No i została mu starszyzna, tak oprócz wojowników, których opowiadania unikał. Miał jakąś taką cząstkę nadziei, że mistrz uzna za bezsensowne, by Migotek o tym mówił. Według niego, o wojownikach powinno być bardzo dużo rzeczy do powiedzenia, a on sam by nie wiedział co powiedzieć. Ranga wojownika w jego oczach była bardzo skomplikowana i, mimo że wiedział już całkiem wiele o innych rangach, jakoś nie pomagało mu to w zdefiniowaniu wojownika. A teraz wypadałoby, żeby wreszcie odpowiedział.
— Do starszyzny należą koty, które są zbyt za stare, by być wojownikiem i ogólnie to zajmują się opowiadaniem — powiedział, to co wiedział z własnych obserwacji. Oprócz tego byli bardzo dobrzy w narzekaniu, ale nie chciał o tym wspominać.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Niestety, Orlik nie miał zamiaru machnąć łapę na jedną czy dwie rangi i grzecznie przejść dalej. Taka niewiedza kiedyś na pewno odbiłaby się na Migotku – jak miał być wojownikiem, skoro nie wiedział, czym się oni w ogóle zajmują? Na razie dawał terminatorowi płynąć; niech wybiera te rangi, które nasuną mu się na myśl, bo taka metoda chyba była najlepsza. Z pewnością istniały jakieś sposoby na ułożenie ról w zgrabną listę, ale z pewnością było ich wiele, a Orlik niekoniecznie uważał jedną z nich za najlepszą.
— Tak, coś w tym jest, ale nie trzeba przejść do starszyzny w określonym wieku. Robi to tylko ten, co chce — dodał, mając na myśli na przykład Sokoła, który zdecydował się pełnić rangę wojownika aż do końca swoich dni. — Zazwyczaj te koty mają więcej niż sto księżyców. Dzielą się swoimi doświadczeniami z młodszymi wichrzakami. Nie mają obowiązków, bo wypełniali je całe życie, mają po prostu odpocząć. Malinowy Nos ostatnio przeszła do starszyzny — mruknął na koniec, nie wiedząc, jak inaczej to podsumować. W ciągu jego życia skład mieszkańców Skręconego Pnia zmieniał się parę razy, bo Gwiezdni wzywali ich regularnie na Srebrną Skórkę. — Jak myślisz, co jeszcze nam zostało?
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Zdziwił się kiedy usłyszał o tym, że nie trzeba przechodzić do starszyzny. Pomyślał, że koty decydujące się na pozostanie wojownikiem zamiast przejść do starszyzny, musiały być naprawdę niezłe. Nagle poczuł do nich straszny szacunek – wyobrażał sobie, że starsze koty stawały się coraz bardziej słabsze, więc trudno było im robić to samo co młodsi wojownicy. Zamiast wybrać odpoczynek, chcieli dalej pracować dla klanu. No, to było naprawdę czymś, za co Migotek mógł szanować.
Mruknął na wieść o tym, że Malinowy Nos, wcześniejsza przywódczyni ich klanu, przeszła do starszyzny. Dowiedział się o tym wczoraj i z jednej strony mocno go to zaskoczyło, a z drugiej można by powiedzieć, że jakby jej współczuł. Może zrobiła to, ponieważ była bardzo zmęczona?
Był ciekawy, gdzie tak właściwie trafiają koty, po byciu starszyzną. Wiedział, że gdzieś odchodzą, ale gdzie to nie miał pojęcia.
Westchnął dosyć głośno, wiedząc, że pozostała mu jeszcze jedna ranga. W tej chwili nie wiedział co ma tak właściwie zrobić, więc uśmiechnął się w stylu jego brata, Śwista.
— Wojownicy nam zostali — odpowiedział z sztuczną pewnością siebie. Zachowywał się trochę inaczej niż zazwyczaj, ale może wojownik tego nie zauważy?
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
— Tak, wojownicy, na przykład — zgodził się z Migotkiem. Nie przeszkadzało mu, że tym razem po prostu określił, jaką rangę teraz omówią, choć zwykle od razu i bez żadnych problemów dołączał do wypowiedzi wszystkie informacje o danej roli, jakie udało mu się do tej pory zebrać. Wiedza nie zając, nie ucieknie, mieli na przerobienie tego długie księżyce, bo czas noszenia imienia Łapy nie był w żaden sposób zdefiniowany jako ograniczony. Nie słyszał nigdy o kocie, który umarłby ze starości jako terminator, więc istniała pewna nadzieja, że prędzej czy później wszystkim się udaje – a przynajmniej nie dotarły do niego wieści o nikim konkretnym, bo za kociaka obiła mu się o uszy bajka-przestroga, mająca za zadanie zachęcić przyszłych terminatorów do angażowania się w trening. Pierwszy dzień treningu napawał optymizmem, bo jak na razie przerobili dość sporo, a nie natknęli się jeszcze na żadne problemy. Siostra Orlika, Miętka, została wojowniczką bardzo szybko. Właśnie, wojownik słyszał, że aby uznać trening za zakończony, terminator musi dobić progu dwunastu księżyców, ponieważ dopiero wtedy osiąga pełnię sił. Może uda im się nawet wyrobić się w minimalnym czasie? — Jakie obowiązki mają wojownicy, czym się zajmują? Jak myślisz? — podsunął czarnemu, zachęcając go do podzielenia się wiedzą nie tylko poprzez ton, ale też mimikę i mowę ciała. Zastanawiał się, jak wiele żółtooki mu powie. Tak naprawdę, zbliżali się do końca części związanej z klanowymi stanowiskami; zbliżał się czas omówienia z czarnym wszystkich klanów, a potem Kodeksu Wojownika. A co się z tym ostatnim wiązało, wyjścia z obozu. Myśl o tym sprawiała, że pojedyncze włoski w burej szacie kocura stawały dęba. Tak naprawdę, trochę bał się konfrontacji z własnym lękiem, ale nie chciał przesiedzieć pierwszego dnia treningu tylko w obozie, bo Migoczący nie miałby się czym chwalić przed rodzeństwem czy kompanami z legowiska.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Nauczenie się tego wszystkiego, co dzisiaj się dowiedział, nie było bardzo trudne. Dużo rzeczy już wiedział i po prostu to powtarzał. Oczywiście później doszli do rang, które sprawiały większą trudność niż wcześniejsze. W jego oczach były one jednak prostsze od wojownika, który musiał w jego oczach robić tak wiele. I wtedy mistrz zapytał się o obowiązki wojownika, a on nie wiedział, o czym powiedzieć. Czy lojalność do klanu zaliczała się do obowiązków? A może była ona czymś, co się samo wybierało, jednak nie mogło się być prawdziwym wojownikiem bez niej. Wiedział, że coś takiego istnieje, ale nie miał pojęcia na jakich zasadach. Jak jego ojciec dużo gadał o Gwiezdnych i ich wierze, tak o tym, kim był mówił mało. Poza tym był bardzo poświęcony jego mamie, Zwinnej Łapie. Ale czy to miało jakieś znaczenie w definicji wojownika? Całkowicie nie miał pojęcia i wcale mu się to nie podobało.
Przełknął ślinę i zrobił wielką burzę mózgów. Uznał, że nie będzie wysuwał żadnych swoich przemyśleń, powie tylko to, co naprawdę usłyszał od innych.
— Na pewno musi polować dla klanu, strzec terytorium i przestrzegać — zrobił krótką przerwę na odetchnięcie. — kodeksu wojownika.
Był pewny, że czegoś zapomniał. O, mógł jeszcze powiedzieć o walczeniu dla klanów, ale uznał, że teraz jest zbyt późno na to. Już skończył swoją kwestię i tak jak wcześniej, spokojnie czekał na dodanie przez mistrza rzeczy, które mu umknęły albo o nich nie wiedział.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Rangi w ogóle były chyba jednym z najprostszych zagadnień przerabianych na treningach, bo nie istniał w dziejach chyba żaden terminator, który nie miałby o nich chociażby bladego pojęcia, a do tego łatwo dało się je obserwować w praktyce. Taki Kodeks Wojownika wymagał głównie dobrej pamięci, choć i w jego przypadku dało się podeprzeć pamięć zrozumieniem.
— Tak, znowu mówisz dobrze — pochwalił go. Nie przeszkadzało mu, że Migotek nie wiedział wszystkiego; był terminatorem od ledwo jednego wschodu słońca. Mistrz pozwalał mu na razie nie wiedzieć. — Wojownicy podlegają przywódcy i zastępcy. Na swojej ceremonii musi przysiąc, że będzie bronić klanu nawet za cenę życia, więc musi być lojalny Wichrowi. No, może też mieć swoich terminatorów — uzupełnił. Wbrew pozorom Migoczącemu nie uleciało wcale tak dużo. Orlik odnotował w myślach, że już prawie udało im się dobrnąć do końca tematu rang. Niesłyszalnie przełknął ślinę, zdając sobie sprawę, że zaraz wyjdą poza obóz. — Zostały nam jeszcze dwie rangi, domyślasz się, jakie? — zagaił, jeśli kocurek nie zaczął mówić sam z siebie.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Odetchnął z ulgą, kiedy mistrz nie okrzyczał go za jakąś złą definicję. Na szczęście nie poszło mu tak źle, jak się tego spodziewał. To, co później mistrz dodał, wydawało się mu dosyć oczywiste. Chociażby to, że wojownik może mieć terminatorów. Poza tym wiedział, że wojownicy podlegają przywódcy i zastępcy – w końcu były to bardzo ważne osobistości w klanie. On teraz również musiał słuchać się przywódcy, a myśl, że miałby zrobić coś przeciw jego zdaniu, napawała go pewnego rodzaju lękiem. Natomiast przysięga na ceremonii wojownika, wydawała mu się bardzo ciekawa. Na swojej, jedyne co miał zrobić to dotknąć się nosem ze swoim nowym mistrzem. Był rzecz jasna ciekawy, jak to wszystko wygląda, a może nawet niedługo będzie w takiej uczestniczył.
Gdy cisza narastała, pomyślał, że może opowiedzieli sobie o wszystkich rangach. Po tym czasie, mówienie coraz więcej go męczyło i miał nadzieję na jakiś koniec. Jednak po chwili westchnął – czemu myślał, że trening będzie łatwy?
— Pewnie Zastępca Medyka i Terminator Medyka — odburknął po chwili zastanowienia. Czyli jednak wojownik nie był ostatnim. Myślał, że te rangi zaliczały się do medyka, ewentualnie terminatora i można je ze spokojem pominąć w rangach.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Ta mała irytacja Migotka, spowodowana równie małym niedopatrzeniem, trochę go rozbawiła – choć nie dał tego po sobie poznać, by nie speszyć czarnego – ale przede wszystkim mu się spodobała. Gdyby kocurek miał zamiar zrujnować w gniewie cały obóz, owszem, wtedy byłoby to niemal jednoznacznie złe, ale drobna ambicja sprawiała, że Orli czuł jeszcze większe powołanie w kwestii treningu syna Zwinnej. Wiedział już, że złotooki lubi zdobywać wiedzę, więc jego wysiłki na pewno nie pójdą na marne, a z terminatora niedługo powinien wykiełkować całkiem niezły wojownik.
— Tak, bardzo dobrze, tylko nie zastępca, a pomocnik medyka — poprawił go delikatnie, uśmiechając się. Co by nie mówić, pomocnik był też trochę zastępcą, więc błąd nie raził jakoś szczególnie. Mimo to, ranga oficjalnie nazywała się tak, jak powiedział Orlik, więc dawny uczeń powinien zapamiętać ją właśnie w ten sposób. — Powiedz mi, co robi każdy z nich?
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Westchnął – i znowu błąd. Nie był on duży i rażący w oczy, więc się tym nie przejął. W sumie to takie błędy raczej go nauczą, niż stworzą problemy. Teraz będzie pamiętał, że powinno się mówić pomocnik zamiast zastępca medyka. Tak samo, jak uczeń i terminator, były to bardzo podobne słowa, a przynajmniej on nie przykładał dużej wagi do słownictwa. Dla niego wszystko znaczyło to samo.
Już go trochę zaczęło pobolewać takie długie siedzenie, więc chwilowo wstał, by rozprostować nogi i znowu usiadł.
— Zgaduję, że Terminator Medyka robi podobne rzeczy co Terminatorzy na wojownika. Na pewno też musi przestrzegać kodeksu medyka i musi się dużo uczyć — starał się odgadnąć, o co chodziło z tą rangą. Zarówno medyka, jak i terminatorów już przerobili, więc pozostawało mu połączenie tego. No, pewnie terminator medyka robił jeszcze dużo więcej, ale w to nigdy się nie zagłębiał. W końcu nigdy nie chciał zostać medykiem. — Pomocnik pewnie ma takie same zadania co medyk tylko, że raczej musi wykonywać zadania medyka? — mruknął, nie będąc pewny swojej odpowiedzi.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Na gest kocura tylko strzepnął uchem. Być może młodzik chciałby już wyjść poza obóz? Orlik pomyślał, że w sumie przerobili już wszystkie rangi, więc tylko dopowie to i owo. Planował przerobić klany jeszcze w obozie, ale… ale może trzeba było już mieć to za sobą? Może to tylko wydawało się takie straszne, a kiedy już przekroczą Kolczasty Łuk, wszystko okaże się w porządku? Przełknął ślinę – dosyć głośno, może nawet czarny to usłyszał. Końcówka pręgowanego ogona nerwowo kiwała się w tę i wew tę, a powieka lekko drgała. Rozum burego twierdził, że prawie nic im nie grozi, tym bardziej że będą przecież w pobliżu obozu. A nawet jak zaatakuje ich jakiś borsuk (czy Dwunożni), będą mogli wrzasnąć, a z obozowiska w mig przybędą posiłki. Wszystko będzie dobrze, prawda? Mimo to serce wojownika łomotało jak oszalałe za każdym razem, gdy przez głowę przewijały mu się myśli, że wyjdą z obozu, a on nie dość, że będzie bez obstawy w postaci ewentualnej pomocy, to jeszcze będzie odpowiedzialny za niedoświadczonego Migotka.
— W gruncie rzeczy, znowu masz rację — pochwalił go, siląc się na uśmiech. Nie to, że nie cieszył go stan wiedzy i percepcja kocurka, jednak nabyty strach zawzięcie pchał się do mikrofonu. — Terminator medyka może przejść wojownicze szkolenie, chociaż nie musi. Teraz Wicher ma dwójkę: Krwawnikową Łapę i Olchową Łapę, może ich znasz? Któryś z nich stanie się kiedyś pomocnikiem medyka, potem medykiem. Jeśli klan nie ma medyka, terminatora może trenować medyk innego klanu. Wydaje mi się, że tak jest teraz w Klanie Gromu, Lśniąca Sadzawka uczy… Truskawkową Łapę — miauknął, przez uderzenie serca zastanawiając się, jakie imię nosiła prawdopodobnie przyszła medyczka Gromu. Tak naprawdę w życiu jej nie spotkał, więc miano to było po prostu dźwiękiem, mglistą sylwetką, która z pewnością istniała, ale co poza tym? — A co do pomocnika medyka, to na pewno pamiętasz, że to ktoś, kto zajmie miejsce medyka, jeśli jego mistrz odejdzie na Srebrną Skórkę. Teraz w Wichrze go nie mamy, ale to też na pewno wiesz. — No, taka formalność, na wypadek jakby terminator jednak zapomniał. A więc rangi oficjalnie zakończone. Brązowooki zrobił krótką pauzę na zaczerpnięcie oddechu, a jednocześnie zaakcentowanie, że przechodzą do innej części szkolenia.
— Już wszystkie rangi, przez najbliższe dni pomogę ci utrwalić to wszystko, potem też co jakiś czas będę sprawdzał, czy wszystko pamiętasz. A teraz, powiedz mi, jakie mamy klany? Znasz może imię jakiegoś przywódcy, zastępcy albo medyka oprócz wichrowych? Oczywiście Gwiezdny Klan możesz pominąć – bo to taki pół klan, w końcu jego członkowie nie żyją. Orlikowi chodziło właśnie o te grupy kotów, które żyją w pobliżu. Wypadałoby powiedzieć Migotkowi, kto którym rządzi, do tego napomknąć o pieszczochach i samotnikach, nim w końcu zajmą się kodeksem… i spacerkiem.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Nie rozumiał wiele i nie umiał reagować w niektórych sytuacjach. Jego mistrz nagle stał się nieco nerwowy, a Migoczący wcale nie wiedział, przez co to zostało spowodowane. Sam czasem zachowywał się dziwnie, ale nie sądził, by jego wstanie, spowodowało jakąś wielką panikę u swojego mistrza. A może jednak; może nie powinien wstawać w takim losowym momencie? W prawdzie od razu usiadł, przez co nie spostrzegał tego jako wielki problem. Nikogo nie znał na tyle dobrze, by wiedzieć, jak zareagują na drobniejsze zachowania. Nie mógł on tego wiedzieć; dopiero co wyszedł z kociarni, a terminatorem był bardzo krótko. Nic nie zrobił, niczym nie ruszył i po prostu stał prosto, ignorując te głośne przełknięcie śliny. Od nauk zrozumiał jedno – nie ma co się wtykać w czyjeś problemy.
Machnął głową, pokazując, że rozumie – a przynajmniej stara się to zrobić – to, co mówi mistrz. Imiona starał się zapamiętać, ale to, że ich nie znał, jakoś bardzo go nie dziwiło. Po prostu rzadko z kimś rozmawiał, a gdy już to się działo, taka rozmowa nie należała do tych łatwiejszych. Przytaknął jeszcze raz, na koniec.
A tutaj akurat zaczynały się problemy. Oczywiście ucieszyło go to, że skończyli z rangami. Było ich naprawdę dużo i uczenie się ich było jakimś sposobem męczące. Nie rozumiał tego, że było ich tak wiele, a na pewno będą je jeszcze powtarzali. I tak w kółko nim nie będzie wiedział o nich wszystkiego. Och, miało być tak świetnie! Do tego dochodziły teraz inne klany. Wiedział, że one istniały – raz o tym usłyszał i po prostu zapamiętał. Musiało mu to wylecieć drugim uchem, ponieważ nie potrafiłby niczego o nich powiedzieć. Po prostu pokiwał energicznie głową kilka razy i otworzył usta, chcąc jeszcze powiedzieć, że nie wie, ale zamarł i wrócił do normalnego wyglądu. Nie, to było dla niego bez sensu, by coś mówić. Lepiej wysłucha mistrza.
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Udało mu się zrozumieć, że kocurek po prostu nie wie. Uniósł delikatnie brwi; sądził, że reszcie klanów wie każdy kociak, który wyszedł z kociarni, jednak nie miał zamiaru krytykować przez to Migotka. Czarny od zawsze wydawał się wycofany – do tego teraz dało się go usprawiedliwić, że inwestował właśnie w rangi, z którymi nie poszło mu tak źle. Orlik na chwilę dał się oderwać od wizji nadchodzącego spaceru. Widocznie wyluzował.
— Licząc z Wichrem, a bez Gwiezdnych, mamy cztery klany. Jeden z nich to Klan Rzeki, mamy z nimi granicę, pokażę ci ją innym razem, obiecuję. Przez ich tereny płynie Grzmiąca Rzeka, będąca też kawałkiem naszej granicy z nimi. Koty z Rzeki umieją łowić ryby, które stanowią sporą część ich diety. Podobno umieją też pływać, wiesz? — zapytał, uśmiechając się lekko zaczepnie, choć ciągle spokojnie. Rzeczywiście, ten fakt mógł wydawać się nieprawdopodobny, w końcu koty zwykle nie przepadają za wodą, nawet zwykłym deszczem, a co dopiero rzeką. Pomyślał, że mógłby od razu wrzucić tu władze klanu. — Ich przywódcą jest Czerwona Gwiazda, zastępczyni to Ćmi Zmierzch. Medyczka to Księżycowy Pył. Niedawno zaczęła szkolić terminatora, Barwną Łapę. — Fiołek na jego treningu podał mu jeszcze proste informacje o tychże kotach (a właściwie tych, co wtedy rządziły, bo teraz to się nieźle pozmieniało), jednak Orlik nie był do końca pewien, jak wygląda na przykład terminator medyczki. Postanowił, że podpyta o to jeszcze dzisiaj mamę, żeby już na następnym treningu przekazać to Migotkowi.
— Graniczymy też z Klanem Cienia, oni żyją w lesie, z tego co kojarzę, głównie iglastym. Przewodzi nimi Płomykówkowa Gwiazda, zastępuje ją Krogulczy Szpon, medykiem niedawno został Szczypiący Mróz. Jeszcze nie ma terminatora — powiedział. Cień w sumie był mniej bajeczny od pływających rzeczniaków, więc mniej też o nim powiedział, bo nie było co.
— Klan Gromu żyje na piaszczystych terenach, nie mamy z nimi granicy. Przywódca to Trzmiela Gwiazda, zastępca to Żubrze Gardło. Medyka nie mają, pomocnika też nie, ale mają terminatora medyka, Truskawkową Łapę, której szkolenie prowadzi Lśniąca Sadzawka. W Gromie… ostatnio dosyć często zmieniały się władze — mruknął, mając na myśli głównie zastępców. Choć ranga medyka też była jakaś przeklęta. — Masz jakieś pytania?
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
I tym razem obyło się bez krzyków, że Migotek czegoś nie wie. To bardzo dobrze, idealnie wręcz. Dzięki temu nie czuł się jakoś bardzo niekomfortowo podczas treningu i spokojnie mógł czegoś nie wiedzieć. Wiadomo, dopóki jego niewiedza stała się przerażająca, a do tego nie chciał dopuścić. Nie dość, że gdyby się wszystkiego nie nauczył, to nie tylko on byłby przez to obarczony, ale również Orlikowe Pióro. A na ten moment nie chciał niczym zawieść swojego mistrza.
Kiedy słuchał o czterech klanach, energicznie machał ogonem, lekko pokazując swoje nerwy. Jeszcze księżyc temu nawet nie myślałby o takich rzeczach, a teraz dowiaduje się, że nie są jedynymi kotami żyjącymi w lesie. Coś o tym słyszał, ale teraz zdawało się to prawdziwsze. Tyle rzeczy do zapamiętania! Zaśmiał się trochę na myśl, że koty Klanu Rzeki potrafią pływać... A później się wzdrygnął, to było takie surrealistyczne; na pewno nie potrafią i nie przepadają za wodą, tak samo, jak on. Miał nadzieję, że do jutra nie wyleci mu to z głowy i będzie wiedział, że przywódcą Klanu Cienia jest Płomykówkowa Gwiazda, natomiast zastępcą Klanu Rzeki Ćmi Zmierzch. Westchnął na koniec i pomachał głową na znak, że nie ma żadnych pytań. Na razie potrzebował sobie to uporządkować, a nie dowiadywać się jeszcze więcej.