Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Słońce wstało, a Bratkowa Łąka razem z nim. Wyszła po cichu z Jałowcowego Gąszczu i wzięła oddech porannego powietrza. Uwielbiała je. Słońce świeciło przyjemnie, ale nie było upalnie, a na niebie tworzyły się najróżniejsze wzory poprzez odbijanie słonecznego światła przez chmury. Zaczęła poranną toaletę, myjąc swoje futerko, by wyglądało conajmniej przyzwoicie. Na razie nic nie jadła - nie dlatego, że przestrzegała kodeksu i polowała przez obiadem, tylko zwyczajnie nie lubiła mieć czegoś w żołądku z rana.
Gdy więcej kotów zaczęło się budzić, a mistrzowie zaczęli spotykać się z terminatorami na treningi, ona również ustawiła się przy wyjściu z obozu. Bo liczyła na to, że jej nowy nabytek domyśli się, że to tam się spotykają. Zresztą, była dosyć widoczna. Siadła więc i wyczekiwała Szumiącej Łapy, bo w czekaniu była wyjątkowo dobra.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Bratkowa Łąka czekała, ale kocurek nie przychodził. Zaspał? Zapomniał? Nie chciał? Nie wiedziała, dlaczego, ale po dłuższym czasie zdała sobie sprawę, że Szumiąca Łapa nie przyjdzie. A jak przyjdzie - to niestety, stracił swoją szansę na dziś. Parsknęła i wstała, wychodząc z obozu sama. Ma lepsze rzeczy do roboty niż czekanie na niewdzięcznych uczniów.
***
Po kilku dniach okazało się, że Ruczaj zachorował, jak na złość, prawie od razu po swoim mianowaniu. No, szykuje się wspaniała przyszłość, nie ma co. W każdym razie Szumiący siedział w Królikarni. I siedział, i siedział, aż nie minęły dwa księżyce. Bratkowa Łąka nie przyszła do niego z terminem treningu czy czymś w tym stylu - nie, właściwie to już kompletnie zapomniała o egzystencji kogoś takiego jak Szumiąca Łapa i żyła dalej, ciesząc się brakiem dodatkowych obowiązków. Był środek dnia, wylegiwała się gdzieś na skale w obozie i do głowy by jej nie przyszło, żeby wyjść teraz na jakiś trening. Stwierdziła, że jeśli świetlikowy dzieciak będzie chciał się czegoś nauczyć, to sam przyjdzie.
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
Cóż on też nie był zadowolony z tego że utknął smarkając w mech. Zwłaszcza że doprowadzenie jego organizmu do porządku zajęło tak długo. Dwa głupie księżyce. Trochę się podczas nich działo, a on musiał patrzeć na wszystko z Królikarni. Widział jak opłakują Księżycowy Pył, swoją drogą będzie musiał podejść do starszego brata by dowiedzieć jak sobie, tak naprawdę, radzi. Nie miał okazji z nim przeprowadzić dłuższej rozmowy, gdyż to głównie kremowa(wy? Cały klan rzeki zwracał się do medyczki żeńska formą, ale czy tak łatwo można było zmienić płeć? Ta kwestia zawsze wprowadzała mętlik w głowie dziecka Świetlikowej Sadzawki) się nim opiekowała.
Kiedy Barwna Łapa stwierdził że jest wystarczająco zdrowy by wrócić do treningu, cóż, pożegnał się z nim i wyszedł po prostu z Królikarni. Udał się do legowiska uczniów, a następnego ranka wstał dość wcześnie. Jego ciało miało zbyt dużo czasu na leżenie przez ostatnie dwa księżyce, więc teraz wykorzysta każda możliwa chwilę do ruchu. Rozejrzał się po obozie, czy może znajdzie gdzieś niebieskie ciało ciotki czy musiałby udać się do Jałowcowego Gąszcza by ją znaleźć.
Na szczęście nie musiał, znajdując jej spokojną sylwetkę korzystająca z słonecznej kąpieli na jednym z szarych głazów. Ciekawy kamuflaż. Podszedł powoli w tamtą stronę, stając kawałek od niej.
- ...Bratkowa Łąko?
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Bratkowa miała już zaplanowany cały dzień - będzie wesoło leżeć i się lenić, potem może pójdzie na patrol. Może nawet spotka Wróbelek przy sprawdzaniu granic? Lubiła z nią rozmawiać i za każdym razem, gdy zbliżała się do Ziem Niczyich liczyła, że ujrzy cętkowane futerko. Czy potrafiła zdefiniować i opisać, dlaczego tak jest i co czuje? Absolutnie nie, ale nie chciała też pytać o to samotniczki, bo...nie do końca chciała się chwalić takimi uczuciami, powiedzmy. W każdym razie nie spodziewała się, by cokolwiek w jej grafiku się zmieniło, bo nikt nigdy nic od niej nie chciał. Była sobie w tle, istniała i było to najwygodniejszą rzeczą pod słońcem. Dlatego więc rozluźniona i nawet lekko uśmiechnięta twarzyczka od razu ścierpła, gdy ujrzała to dziwne (dlaczego wszystkie dzieci tej nastoletniej matki są takie dziwne pod względem wyglądu?), białoszaroczarne futro Szumiącej Łapy. Idące w jej stronę, dokładniej. No nie, wyzdrowiał? Westchnęła i gdyby mogła, przejechała by sobie teraz łapą po twarzy.
— Co tam, wreszcie chcesz wyjść na trening? — mruknęła, przewracając się z boku na drugi bok.
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
Cóż, jeśli jego ciotka miała zaplanowany dzień... To najwidoczniej zburzył je swoją osobą niczym domek z kart. Musiała przesunąć swoję romansowanie na granicy, na nieco bardziej klanowe sprawy gdyż obecnie na głowę ponownie spadł jej pewien pstrokaty kleszcz. Może gdyby zaczęli trening tak jak planowali, żadne z nich nie miałoby tak dziwnego wyrazu pyska. Pewnie jakby Bratek się przyjrzała całej jego postawie, zobaczyłaby że kocur czuję się krótko mówiąc niezręcznie. Bo tak było, chciałby po prostu iść w teren i po prostu zapomnieć o tej przerwie czasu jaka miała miejsce.
Widząc jak ta obraca się bezpośrednio w jego stronę (jeśli jednak w drugą to mnie kopnij), zastrzegł uszami na boki.
- Jeśli mam jakiś wybór to wolałbym nie zostać wiecznym terminatorem. - Rzucił z zawstydzeniem uciekając wzrokiem na każde możliwe miejsce, byle nie na kotkę. Podłoże stało się nadzwyczaj ciekawe... I ich, czy to mrówka niesie jakiś dziwny zielony skrawek mchu?
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
— Czemu nie? Zero obowiązków, zero odpowiedzialności, tylko mech czasem zmienić — parsknęła. Sama była terminatorką dosyć długi okres, bo dopiero po całym obiegu pór została wojowniczką, jak dobrze liczyła. Czyli miała...około dwadzieścia księżyców, no. A niektórzy zostawali wojownikami w wieku dwunastu! Obrobieni z sielskich, terminatorskich dni. Na przykład Węgorz, jej własny terminator...ups?
W końcu jednak mlasnęła leniwie i wstała, strzepując z futra kurz. Zeskoczyła ze skały i ruszyła do wyjścia, nie zauważając nawet, że kocurek kręci głową jak głupi, żeby tylko się na nią nie natknąć.
— No to sru, idziemy — mruknęła i przekroczyła bramy obozu, patrząc, czy dziwnie umaszczony Ruczaj za nią idzie. Jeżeli nie, to proszę zignorować dalszą część posta, a jeżeli tak, to zaczęła myśleć, od czego by tu zacząć. Yyy. Z poprzednikiem Szumiącej Łapy najpierw przerobiła polowanie, ale nie miała teraz nastroju na skradanie się za polującym pajacem żeby patrzeć, co tym razem popsuł w pozycji łowieckiej. Czyli jakaś teoria. Jeeej.
— Jakie znasz rangi w klanie i jakie mają funkcje? — dosyć standardowy początek treningu, a i też nieszczególnie trudny, gdy mieszka się w takiej społeczności na co dzień.
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
Kąciki jego warg wykrzywiły się w górę w szybkim uśmiechu na stwierdzenie ciotki. Tak. Mech czasem zmieniać tylko... Mógł o tym pomyśleć w najbliższej przyszłości, ale niezbyt w momencie gdy przez prawie dwa księżyce był uwiązany do Królikarni.
- Można kiedyś zrobić po prostu spacer po naszych terenach w ramach treningu? - Wysunął lekką propozycje, nie bardzo wiedząc na ile może sobie pozwolić przy niebieskiej. Nie rozmawiał z nią za kociaka, mało z kim rozmawiał w tamtym czasie, więc to było trochę dla niego jak stąpanie po polu minowym... I szczerze nie chciał nadepnąć na żadną.
Widział jak ta porusza się, zeskakując z głazu, po dwóch uderzeniach serca ruszając za nią. No to sru . Nie wyprzedzał jej ani nic z tych rzeczy, w końcu nie znał terenu. Wolał się dokładnie rozejrzeć, bo znając jego szczęście jeszcze by się zgubił bez tego, a i przynajmniej przebieraniem łap po podłożu.
- Um... Na pewno mamy Przywódcę i Zastępcę. Z czego ten pierwszy przewodzi klanu i prowadzi ceremonię, a drugi mu pomaga z innymi rzeczami? - Przeniósł wzrok na Bratkową Łąkę, próbując przypomnieć sobie co dokładnie robił zastępca. Pamiętał że coś organizował... Ale co to dokładnie było, za gwiezdny klan sobie przypomnieć nie mógł. Więc lecimy dalej. - Potem jest Medyk i jego uczeń. I oboje leczą koty, gdy to jest potrzebne. Wojownicy jak ty, Bratkowa Łąko, polują, bronią terenów i uczą Terminatorów, którzy uczą się na wojowników.
Zerknął na jej pysk, szukając jakiejś wskazówki czy coś pokićkał. Ale chyba było wszystko okey więc kontynuował. W końcu zostały chyba tylko.. dwie? Trzy rangi?
- I są jeszcze Matki, które pomagają opiekować się kociętami, jak na przykład Trzaskający Mróz, lub wychowują własne jak na przykład... Barwne niebo, o! - Rzucił, obijając pióropuszem futra na ogonie o pięty. Nie rozumiał za bardzo czemu niektórzy posyłają Mrozowi dziwne spojrzenia. Pomagał na swój sposób, starał się być przydatny więc w czym problem? - Są też kociaki i starsi.. ale oni chyba nie mają obowiązków? Bo kociaki są zbyt bezbronne bez treningu by coś robić, a starsi mają swój wiek jednak?
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
— Właśnie to robimy. Każdy trening tak wygląda — mruknęła zirytowana, nie do końca wiedząc, o co chodzi Ruczajowi. Raczej jeszcze nie widziała, żeby treningi odbywały się w obozie, a i też duża większość z nich była robiona spacerem po terenach, żeby zaznajomić terminatora z rzecznymi ziemiami, granicami i nauczyć w nich jakiejś orientacji.
Można by polemizować, czy rozmowa z Bratek to stąpanie po tym polu minowym, bo raczej była zawsze spokojna, jedynie czasem dodając nieprzyjemne, ale nieistotne odzywki. Raczej, bo od śmierci Niedźwiedziego Kła stała się widocznie bardziej podenerwowana i sama to zauważała. Nie pocieszało jej to.
— Innymi rzeczami. Co za szczegółowa odpowiedź — skomentowała, ale pozwoliła Szumiącej Łapie mówić dalej i jak na kogoś kto jeszcze tego nie przerabiał było nawet dobrze. Akceptowalnie. — Przywódca ma imię z drugim członem Gwiazda i otrzymuje je od Gwiezdnych razem z darem dziewięciu żyć. Tak, przewodzi klanem i prowadzi ceremonie, gdzie nadaje nowe imiona i rangi kotom. — trudno było jej uwierzyć w bajeczkę o dziewięciu życiach, ale ta stara pryka, Czerwona Gwiazda, z jakiegoś powodu nadal żyła, chociaż na każdej ceremonii poruszała się coraz gorzej. — Zastępca zajmuje się patrolami i treningami, rozdziela je i nadzoruje. Zostaje przywódcą po śmierci poprzedniego. Może zastąpić przywódcę w razie czego i może mianować kociaki na terminatorów, ale terminatorów na wojowników już nie, bo do tego trzeba jakiejś magicznej gwiezdnej przysięgi czy innego gówna. Mało ważne — mruknęła i dwójka po kilku minutach marszu znalazła się przy Kocim Grzbiecie.
— To jest Koci Grzbiet, taki śmieszny pagórek. Będziemy się tu spotykać na resztę treningów. Pamiętasz drogę? — zapytała, po czym przeszła dalej do omawiania rang, ruszając w stronę Szarych Brzóz. — Tak, medyk i terminator medyka. Medyk może dostawać przepowiednie od gwiezdnych i jest łącznikiem między klanem, a Srebrną Skórką. Gdy wytrenuje swojego terminatora, to ten terminator zostaje pomocnikiem medyka, czyli takim drugim medykiem. Wojownicy...noo, mniej więcej to co powiedziałeś. A terminatorzy oprócz wkuwania rang, tak jak ty teraz, wymieniają mech w legowiskach i przynoszą jedzenie starszym i matkom. A matki...tak, to koty, które mają własne mioty lub nie chce im się być wojownikiem — parsknęła — I to by było na tyle, z kociakami i starszymi masz rację, dodatkowo kociaki w wieku 4 księżyców mogą mieć nauki. Znasz jakieś punkty kodeksu?
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
Nie tylko zastępczyni Klanu Rzeki potrzebowała jakiegokolwiek osiągnięcia... On sam potrzebował się ruszyć. Za długo pozostawał w letargu więc teraz wypadałoby to nadrobić. Trening, relacje z rodziną i cokolwiek co mogło się jeszcze na tej liście znaleźć. Nie chciał utknąć na całe życie w legowisku terminatora, a o odejściu z klanu nie było mowy. Nie był jego ojcem i nie zawali sprawy gdy tylko przestanie mu to być wygodne... Chyba że każą mu odejść, a jego zadaniem było nie dopuścić by komukolwiek przyszła do głowy taka myśl.
Więc teraz czekał aż Ćmi Zmierzch wróci z patrolu, próbując doprowadzić swój wygląd do w miare akceptowalnego stanu. Nie lubił się czyścić, ale po takim czasie bezczynności przydało się umyć przerzedzoną sierść, która pewnie nie długo wróci do swojego pierwotnego stanu. Przetarł łapą pysk, chcąc pozbyć się zmęczenia które mimo wszystko ciągle nie chciało opuścić jego ogólnego wyglądu. Czuł się nieco słabszy niż parę księżyców temu ale przecież po to tu był! By wrócić do pełni sił i w końcu zasiać z rangą wojownika w odpowiednim legowisku! Trochę entuzjazmu.
Gdy ponownie otworzył oczy, które zamknął przez nacisku łapy na tamten obszar, Ruczaj ujrzał (voidową) czarną postać zastępczyni. Podniósł się na łapy, idąc powoli w jej stronę.
- Dzień Dobry, Ćmi Zmierzchu- Rzucił spokojnym, może nawet nieco monotonnym, tonem głosu przy okazji kiwając głową z lekkim szacunkiem.
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
Ruczaj musiał szybko nauczyć się odpracowywać to co brał. Tak. Musiał... Nie. Chciał to zrobić. Za długo żył jako swego rodzaju darmozjad, mimo iż w czasie choroby jadł połowę przez brak apetytu, wolał odrobić wszystko co wziął od wojowników i uczniów którzy łapali zwierzynę zasilającą stos. Teraz będzie jego kolej by dołożyć jakąś piszczkę.
Uniósł kącik warg delikatnie słysząc pochwałę od zastępczyni, czując delikatne ciepło rozprowadzające się po jego ciele na jej pierwsze słowa obserwując ją lekkim skinieniem na wzmiankę o przejściu się. Dawno nie słyszał takich słów od nikogo. Ciekawe dlaczego... Zaraz jednak zmarszczył czoło, uświadamiając sobie e jak czarnym dole był z nauką.
- ...Tak naprawdę nie przebiliśmy nic większego - Westchnął niezadowolony z obecnego stanu rzeczy. Zamiótł czubkiem ogona ziemię. Naprawdę zaczął nienawidzić bycia chorym, najlepiej jak już nigdy nie był, bo ten aspekt życia naprawdę coraz bardziej zbliżać się do listy "Nienawidzę". - Z tego co pamiętam, były to tylko rangi, przeszliśmy przez trochę terenów i mieliśmy zacząć omawiać kodeks... Z tym że zmiotło mnie z łap przez kaszel i wylądowałem z powrotem w Królikarni**.
//** - musiałem jakoś wytłumaczyć to że przerwaliśmy poprzedni trening z bratką w takim a nie innym momencie. Mam nadzieję że to nie przeszkadza ;w;
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
//przepraszam za gniota, muszę się przyzwyczaić na nowo do pisania ;w;
Podobał mu się pomysł, gdzie miał po prostu pokazać miejsce do którego doszli z Bratkową Łąką, nawet jeśli byłby to krótki spacer a pamięć o dokładnym przebiegu trasy z pierwszej lekcji była trochę zatarta... Więc skinął głową, z zamiarem potruchtania w wyznaczane sobie miejsce, choć ta aktywność musiała zostać przesunięta w czasie o pare kolejnych uderzeń serca z powodu kolejnej wypowiedzi Zastępczyni. Choroba nie była twoją winą.
Cóż, może Ćmi Zmierzch nie powiedziała tego bezpośrednio, ale wystarczyło by zastygł na pare uderzeń serca. Mogło się wydawać że za taflą jego oczu rozgrywała się cicha burza emocji którym nawet on nie do końca rozpoznawał przez szybkość z jakimi się pojawiały. Zdziwienie? Może nawet niedowierzenie, że postać Zastępczyni mówiła mu by sobie odpuścił gniew na samego siebie, bo jego organizm nie mogł sobie poradzić z chorobą? Krótkie, ledwo zauważalne szczęście(ulga?) jego kocięcej strony, że ktoś dorosły, ktoś ważny, w pewien sposób próbuje zdjąć z niego obwinianie się i może, tylko może, można by to podpiąć pod nawet okazywanie troski? A także lekka nadzieja na to że teraz wszystko będzie tylko lepiej i może także jego ciche modlitwy do Gwiezdnych zostaną spełnione? Cóż, kto wie co tam jeszcze się czaiło, bo zaraz zamrugał szybko by rozjaśnić sobie obraz. Zerknął jeszcze krótko na czarną zastępczynie, szukając jakby potwierdzenia w jej oczach i dosłownie uderzenie serca później zerwał kontakt wzrokowy z pozytywną nutą na pysku ruszył do przodu w stronę Kocich Grzbietów, mając nadzieje że ta nie poruszy jego chwilowego zawieszenia.
- Cóż... były to głownie rangi i ich funkcjonowanie oraz obowiązki, Przywódca, Zastępca, Medyk, Wojownicy, matki i cała reszta - Cóż, jeśli nie mogli kontrolować tego kiedy nawiedzała ich choroba, równie dobrze mógł się choć na chwile chwycić myśli że nie wszystko było jego winą, a przynajmniej w nie tak dużym stopniu jak myślał z początku i skupić na tym co teraz jest ważne - czyli nadrobienie zaległości.
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
Skinął jej głową, przyswajając powoli informacje z każdym jej słowem. Klan Rzeki kierowany był przez Czerwoną Gwiazdę, pod nią była Ćmi Zmierzch... Lecz ta nie wspomniała o Barwinku. Czy to dlatego że ten nie miał jeszcze wyraźnej rangi medyka, a zamiast tego był wciąż uczniem? Musiał tylko zgadywać. Klanem Cienia rządził kot o mianie Polnej Gwiazdy, a stanowisko zastępcy zajmował ktoś o imieniu Wirujące Pióro. Tutaj także nie pojawił się nikt na randze medyka. Miał zamiar zachować ten szczegół na koniec gdyż nie chciał przerywać czarnej. Klan Gromu w wielkiej Trójcy miał Żubrzą Gwiazdę, Cyprysową Łuskę a także Truskawkowy Gąszcz, a pojawienie się tej ostatniej tylko potwierdziło jego teorie. Zaś klan Wichru - Lawendowa Gwiazda która na pewno miała wybranego już następcę, ale nie dotarły jeszcze do nich te informacje, a całym klanem od strony medycznej zajmowała Lśniąca Sadzawka.
-...Klan Cienia nie ma medyka?- Rzucił mniejszej mistrzyni zaciekawione spojrzenie, zatrzymując się równo wręcz rowno z nią czując wilgotną glebę pod łapami. Nastroszył uszy, słysząc jej pytanie.
- Wiem na pewno to co mi właśnie powiedziałaś, Ćmi Zmierzchu. - Miauknął, obijając ogonem o nogi. To co jeszcze na ten moment mógł wyciągnąć z pamięci - miał zamiar powiedzieć, a pytanie na końcu zabrzmiało odrobinke bardziej niepewniej niż w jego mniemaniu powinno. - A poza tym, wiem że nasza granica z nimi leży na Żabich Schronieniach oraz Kępach Traw, które leżą trochę znajdują się kawałek drogi od drugiego brzegu rzeki. Oraz że ich tereny są głównie otwarte, więc zgaduje że właśnie na nie patrzymy?
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
Nadstawił uszu słuchając Ćmy. W sumie, z każdym słowem wewnętrznie zaczął przyznawać jej więcej racji. bo w końcu czy medycy nie mogli dostać nawet snów od Gwiezdnych w nagłych przypadkach? A przynajmniej kojarzył coś takiego z opowieści. Kiwnął głową, zerkając na czarną kątem oka, jednocześnie starając się jak najbardziej rozglądać.
Skierował wzrok na tereny klanu o którym teraz Ćma mówiła. Otwarte tereny musiały być dla nich pomocne przy polowaniu na króliki. Ale ciekawie byłoby biec po prostej za zwierzyną, nie martwiąc się o wpadniecie w krzak, drzewo czy skręcenie łapy na zbyt mokrym podłożu. Z pewnością należałoby to do dziwnych uczuć, bardzo odmiennych gdyby zamienili się nagle terenami. Klan Rzeki miał głównie drzewa oraz podmokłe tereny... zaś oni - łąki. Jednak nie wybierał się poza granice, więc pozostawało mu tylko rozmyślanie nad tym jak to jest za nią(granicą).
- Sprawiają wrażenie przeciwieństwa Klanu Gromu. Zawsze wydawało mi się że ci są Klanowiczami którzy twardo stąpają po ziemi i są bardziej nastawieni na siłę? A przynajmniej tak ich sobie wyobrażałem. - Mruknął po paru dłuższych uderzeniach serca, gdy jego wizualizacja co do życia w Klanie Wichru się zakończyła. O ile dobrze pamiętał to kierowali się w stronę terenów wspomnianej przez niego grupy, wiec to ona przyszła mu na myśl. W jego głowie zawsze gromowe koty wydawały się... masywne. Takie wielkie skały.
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
Nadstawił uszu, czując jak ciepło wbija przyjemne igiełki w jego skórę na uśmiech i potwierdzenie Ćmy, a nawet to uczucie dotarło do jego kości gdy zostało to dosłownie powiedziane prosto w stronę jego osoby sprawiając że kąciki warg uniosły się w delikatnym pozytywnym akcencie.
Kiwnął jej głową, na poruszeniu się wzdłuż terenów, nie chcąc jej wcześniej przerywać. Doszli aż do czterech drzew, gdy obracał uszy w stronę niższej. Wpatrywał się w roślinę, wydając cichej ''Mmmmm'' gdy próbował sobie przypomnieć czy słyszał coś o nich
- . . . Nic konkretnego, ale teoretycznie jeśli my polujemy głównie na płazy i ryby; Wichrzacy na króliki i zajace, a Grom na ptactwo oraz gady... To Cień powinien chyba na gryzonie? Tak mi się wydaje? I wtedy pewnie stawialiby na zwinność? Ale to tylko moje domysły - To było kompletnie na czuja, więc nie zdziwiłby się gdyby palnął kompletną głupotę. Jak narazie po prostu skupił się na drzewie i zastanawianiu się czemu urosło w taki a nie inny sposób
Długowłosy czarny dymny kocur z bielą o dość wysokiej sylwetce. Nie jest czołgiem ale też nie jest sosenką na cienkich łapach. Jego sierść wygląda jak jakaś mieszanka żwiru, przez źle wypigmentowaną czerń z bielą na przednich łapach i piersi. Na pysku ma osadzone oczy w kształcie migdałów o pomarańczowo matowy odcień, który w zależności od światła padającego na niego - może mieć delikatny żółty odcień.
Ten mały gagatek dopiero się urodził, i jego charakter to tak naprawde chłonna gąbka, która wciąż się kształtuje. Widać jednak już na ten moment pare rzeczy, na których ten będzie opierać fundamenty. Ruczaj jest dość energiczny i mimo iż stara się być grzeczny, posłuszny by matka jak i ojciec nie musieli się na niego denerwować, to po prostu nie umie momentami usiedzieć w miejscu przez swoją ciekawość.
Ciekawość która pewnie nie raz sprawi że wlezie w miejsce w którym nie powinien być i ściągnie na siebie problemy, lub chociaż dostanie po uszach. Co do rodzeństwa, kocurek jest dość mocno do nich przywiązany. Najchętniej by z nimi chodził wszędzie gdzie tylko możliwe. Jesli ktoś doczepi się do któregoś z nich, będzie pierwszym który przyleci by dać z bani delikwentowi. Oraz... lubi ładne rzeczy. Naprawdę lubi wszelkiego rodzaju kolorowe kamyczki, pióra oraz inne znaleziska które może znaleźć wokół siebie. Bo po prostu mu się spodobały to je skitra gdzieś by nikt nie znalazł, by po czasie się nimi pochwalić. Tak Sroka na błyskotki.
Można powiedzieć że spokojny dzień treningu był ciszą przed burzą. Burza która przyniosła dość mocne zmiany, zwłaszcza w kwestii systemy zarządzania planem treningu. Więc gdy skinął głową na informacje o Klanie Cienia nie spodziewał się że następny pełen trening będzie owiany dość napiętą atmosferą która zagościła na barkach każdego dookoła nie licząc nieświadomych maluchów zamieszkujących kociarnie.
Może i nie było go bezpośrednio na zebraniu zaraz po tym jak Ćmi Zmierzch, teraz już Ćmia Gwiazda, wróciła z wyprawy do przodków - ale wszystkie plotki i informacje prędzej czy później trafiają do bram plotkarskiej siedziby... Ktorą był właśnie Chruśniak. A gdzie wnuk Kos przebywał w ostatnim czasie? Właśnie tam, więc prędko dotarło to do jego uszu. Więc przychodząc na trening wiedział co było w planie dzisiejszego dnia.
Napięcie dotarło do jego mięśni, gdy oporządzał futro na tyle by wyglądało "ujdzie w tłumie" i nie sprawiało mu dyskomfortu. I tak się pewnie dzisiaj uwali wszystkim co możliwe. Wynurzył się zaraz z legowiska, kierując się w stronę niższej czarnej sylwetki.
- Dzień dobry Ćmi Zm- Ćmia Gwiazdo - Przywitał się lekko, zaraz poprawiając się. Pewnie zajmie mu troche przyzwyczajenie się do tego, ale to nie było nic nad czym nie mógł pracować.