Nieduża jako kocię Pszczoła rośnie na drobną kotkę. Trwająca długie księżyce choroba sprawiła, że córka Nakrapianego Liścia nie przyjmowała odpowiedniej ilości pożywienia. Przez to jest nieco niewyrośnięta. Została w tyle za rodzeństwem, jeśli chodzi o rozmiar i umięśnienie. Jest szylkretką, co objawia się w całkiem ładnych łatach pokrywających jej ogon, grzbiet i górną część głowy. Czarne i rude plamy są pręgowane tygrysio, a reszta ciała jest biała. Kończyny, większość pyska i brzuch. Cały zad koteczki pokrywa ruda plama, lewa strona dolnej części grzbietu jest czarno-pręgowana, prawa za do ruda. Łopatki ponownie zamieniają się kolorem; prawa jest czarna, lewa ruda. Czoło Pszczółki jest czarne, a dwie plamy nad oczami - rude. Całkiem urokliwie wyglądają jej zakończone na biało uszy.
Skrót: pewna siebie, śmiała ale coraz częściej wybierająca milczenie zamiast kłótni z idiotami, wciąż jednak tak samo gotowa bronić swojego zdania, ambitna, trudno jej działać bez jasnego celu, ceni sobie szczerość, poświęcenie i godność. Wyzwania napędzają ją do działania, posiada dużą siłę woli, jest umiarkowanie towarzyska.
Tundra, Gronostaj (Nowy Świt)
Słuchała opowieści Żubrzego Gardła z niemałym zadowoleniem, ponieważ była dokładnie tym, czego terminatorka chciała od Wilczego Śladu, kiedy ostatni (jednocześnie pierwszy) raz z nim rozmawiała. Taką swobodną, długą i chronologiczną opowieścią, której nie trzeba było co chwilę napędzać pytaniami, a która przedstawiała sporą wartość merytoryczną dla słuchacza. Jednocześnie zdała sobie sprawę, że Żubrze Gardło naprawdę lubiła mówić i lubiła jak się jej słuchało. Ogromne zadowolenie budziło w niej samodzielne dokonywanie spostrzeżeń dotyczących przyszłej przywódczyni klanu. Czynił to również fakt, że całkiem dobrze im się rozmawiało, mimo ogromnej różnicy wieku, która je dzieliła. Z pewnością nie można było tego powiedzieć o relacji córki Trzmielej Gwiazdy z szylkretową wojowniczką. Chociaż nie mogła rzecz jasna czytać jej w myślach, widziała dziwny wyraz jej pyska.
Nawet gdyby przyszła przywódczyni nie obwieściła tego na głos, Rysia Łapa i tak by zamilkła, ponieważ również ona poczuła niecodzienną atmosferę panującą w tym miejscu. Nawet gdyby miała zamiar zadać kolejne pytanie, nie zrobiłaby tego ponieważ tchnął ją pozaziemski klimat i czyjaś bezcielesna obecność, wyraźnie wyczuwalna przy sadzawce. Poczuła jak rośnie w niej podekscytowanie, ponieważ miała zostać świadkiem niesamowitego wydarzenia, które działo się tak rzadko.
Cierpka dostała polecenie upolowania czegoś, a Terminatorce nakazano tylko nie pić wody z sadzawki. Dlaczego miałaby sama nie spróbować zapolować? Jeżeli udałoby jej się to zrobić, nie oddalając zbytnio od tego miejsca, to aż głupio byłoby nie spróbować. Dlatego też, kiedy żubrze gardło oddaliła się, żeby odbyć swoją ceremonię, kolorowa koteczka również zaczęła rozglądać się za zwierzyną.
Stanie się tak, że któregoś dnia
W ogóle się nie zjawię
Nie zdarzy się nic, nie zmieni prawie nic
Przez chwilę będzie ciszej
Gdy szorstki język Żubrzego Gardła poczuł na sobie pierwsze kropelki wody z Szepczącej Sadzawki, kocica od razu poczuła, jak jej powieki robią się ciężkie i nie sposób było je utrzymać otwarte. Zapadła w głęboki sen, podczas którego zabrana została na Srebrną Skórkę. Miejsce to jednak nie było obce i nowe, a wręcz przeciwnie - przyjemnie znajome. Wszechobecne skały i kamienie, które były domeną poprzednio obozu klanu Gromu mogły doprowadzić Żubrze Gardło do uczucia nostalgii, nawet jeśli pamiętać to miejsce mogła jak przez mgłę. Jednak to tutaj się urodziła, to tutaj stawiała pierwsze kroki i to tutaj została mianowana na terminatorkę wraz z resztą rodzeństwa.
Znalazła się na Twardej Ziemi, tuż pod skałą, z której zwykł przemawiać Błyskająca Gwiazda. Tym razem jednak to nie on tam zasiadł a tajemnicza, dziwnie znajoma sylwetka, która po chwili się pokazała. Czarno-białe, krótkie futro bez żadnej blizny, bez żadnej skazy, mieniło się milionem gwiazd, a jego właścicielka spoglądała z wyższością na Żubrze Gardło, mierząc ją ostrym spojrzeniem ogniście pomarańczowych ślepi, jakby to właśnie ona miała zostać Gwiazdą.
— No proszę, proszę. Kogo my tu mamy — prychnęła, schodząc ze skały powolnym krokiem, by w końcu stanąć twarzą w twarz z przyszłą gromowładną. — Byłam PRZEKONANA, że to Łaniuszka dotrze tu pewnego dnia. Albo nawet Kozica, ale nie TY. A tu proszę. Taka niespodzianka. — dodała, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że siostra zawsze miała kompleks na punkcie pierworodnej, która była oczkiem w głowie tatusia, podczas gdy one dwie były tymi zakałami, czarnymi owcami. — Najmniejsza z nas wszystkich okazała się być najsilniejszą. Nie jesteś tą samą Żubr, z którą prawie dałam się zabić Czerwonej Gwieździe. Jesteś tą Żubr, która będzie prowadziła klan Gromu do końca swojego życia. Jesteś tą Żubr, za panowania której klan będzie silniejszy niż kiedykolwiek tylko, na osty i ciernie, nie bój się SIEBIE i pogódź się z tym, że jesteś TAKA. Ojciec nieraz pokazał, że jest GŁUPI i jeśli jeszcze raz zobaczę że się tak nad sobą użalasz, to zejdę i osobiście odbiorę ci WSZYSTKIE życia, rozumiesz? — rozgadała się. Krowi Ryk obserwowała Żubrze Gardło prawie cały czas i niejednokrotnie pazury same jej się wysuwały z opuszek, gdy widziała co ona najlepszego wyprawia. — Dlatego daję ci waleczność. Masz walczyć o swoje i niczego się NIE BAĆ — krzyknęła, przechodząc w końcu do tej właściwej części ceremonii. Dotknęła nosa Żubrzego Gardła, a po tym geście szylketka poczuć mogła przeszywający, paraliżujący wręcz ból. Na szczęście ten szybko ustąpił, a ona poczuć mogła sporą dawkę pewności siebie. Nim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, Krowiego Ryku już nie było, a z Szarej Dziury wyszła Łani Krok, powoli zbliżając się siostry. Uśmiechnęła się do niej delikatnie i usiadła na przeciwko niej.
— Wbrew temu co myślałaś, zawsze byłaś najsilniejsza z nas wszystkich i radziłaś sobie z przeciwnościami losu. Ale... każdy, nawet najsilniejszy w całym lesie kot potrzebuje miłości. Dlatego właśnie ten dar chcę ci podarować — mruknęła, nie owijając w bawełnę. Tak jak jej poprzedniczka, dotknęła nosa siostry. Żubrze Gardło ponownie czuła nieprzyjemną falę bólu, choć tym razem był on nieco mniejszy, a kiedy otworzyła oczy, ku jej zdziwieniu, buro-ruda dalej przy niej trwała. — Dbaj o tę, na której tak ci zależy. I proszę, opiekuj się Plamką. Jest... delikatna. — powiedziała spokojnie, po czym zniknęła. Nie oczekiwała specjalnego traktowania dla swojej córki. Chciała po prostu, żeby miała się do kogo zwrócić w razie problemów, żeby mogła komuś zaufać, tak poza Żółtym.
Po Łanim Kroku przyszedł czas na Koziczy Skok, która to wyłoniła się z dawnego legowiska wojowników. Szła krokiem dostojnym, tak dla siebie charakterystycznym, że ciężko było pomylić ją z kimkolwiek innym.
— Bycie Gwiazdą to wielka odpowiedzialność, wiele obowiązków. Droga siostro, przyjdzie ci mierzyć się z kotami przeróżnymi, będziesz musiała rozwiązywać liczne problemy, dlatego ode mnie otrzymujesz spryt. Wierzę, że przyda ci się on także do innych celów. — rzekła. Spryt był rzeczną bardzo ważną i kocica wierzyła, że siostra skorzysta z tego mądrze, że nie pozwoli nikomu wejść sobie na głowę, jak to było w przypadku Sasanki. Żubrza Gwiazda miała wyciągnąć lekcje z błędów swych poprzedników i być przywódcą z prawdziwego zdarzenia, żeby nie przynieść szylkretce wstydu na Srebrnej Skórce.
Po zetknięciu się nosami, Żubrze Gardło ponownie poczuć mogła ten nieprzyjemny ból, aczkolwiek za trzecim razem można rzec, że się tego trochę spodziewała i szok był nieco mniejszy. Nieco szybciej także doszła do siebie, a nim się obejrzała, stanął przed nią Trzmieli Pył z Wrzeszczącym Pyskiem. Ich ciała wyglądały dziwnie bez blizn, które ich zdobiły przez właściwie całe życie, dlatego przez krótki moment przyszła przywódczyni nie zorientowała się, z kim tak naprawdę ma do czynienia. Wszelkie wątpliwości jednakże zostały rozwiane, gdy tęgi kocur przemówił.
— Zgubiłaś się. Zbłądziłaś. Chcę jednak wierzyć, że jeszcze się opamiętasz i nie będę musiał żałować swojego wyboru, dlatego chcę ci dać rozwagę — rzekł charakterystycznym, oschłym tonem. Teraz, gdy zasiadł na Srebrnej Skórce, wiedział o poczynaniach swojej córki z Cyprysową Łuską. Był rozczarowany i liczył na to, że jego córka jeszcze się opamięta i zobaczy, że podąża złą ścieżką, że robi coś, czego robić nie powinna. W przeciwnym razie, nie wróżył on klanowi Gromu świetlanej przyszłości.
Gdy Trzmiel się oddalił, do szylkretowej kotki podeszła Wrzeszczący Pysk. Między jej brwiami widoczna była drobna zmarszczka wynikająca z zamyślenia, gdy zawiesiła na moment spojrzenie na kocurze, który za życia był jej partnerem, zaraz jednak skierowała swoją uwagę ku córce.
— Sziła. Będże czi potrzebna do rządżenia klanem. Wiem, że dasz radę. Jesztem i będę ż czebie dumna — powiedziała, a następnie zetknęła się nosami z kotką. W tej samej chwili Żubrze Gardło doznała wrażenia, jakby stała się większa i potężniejsza; poczuła się potężna i niezwyciężona, gotowa bez chwili zawahania stawić czoła przeciwnościom losu. Uczucie przeminęło wraz z dotykiem, a Wrzeszczący Pysk ustąpiła miejsca kolejnemu kotu.
Nagle przed Żubrzycą zatrzymał się znajomy bury kocur, obdarowując ją szerokim, dziarskim uśmiechem. Zerknął ostentacyjnie na poprzedników, a następnie nachylił się ku pstrokatemu uchu właśnie mianowanej przywódczyni.
— Ale masz sztywniaków w rodzinie. Gorzej niż moi rodzice — parsknął, zaraz jednak wyprostował się nieznacznie, choć jego ciało pozostawało rozluźnione. — Pamiętasz naszą pierwszą rozmowę, w której stwierdziłaś, że pasują do ciebie pogłoski na temat Gromiaków? No więc ja w tej sprawie, żeby dać ci trochę rozumu. Umiejętność analizowania sytuacji i wyciągania wniosków bardzo ci ułatwi bycie przywódcą! Nie wszystko da się załatwić agresją, czasem trzeba spojrzeć na pewne rzeczy z dystansem. — Zetknięciu nosami towarzyszyło wrażenie, jakby wszystkie silne emocje opuściły szylkretową kotkę, a ona sama była w stanie spojrzeć na świat, inne koty i siebie chłodno i analitycznie. Uczucie to szybko przeminęło, w przeciwieństwie do Cienistego wojownika, który jeszcze chwilę pozostał przed niższą Gromiaczką. — No ale nic na siłę, Żubr, bo nie wszystko wymaga rozkładania na czynniki pierwsze, a emocje też są ważne — dorzucił na koniec, posyłając swojej znajomej zębaty uśmiech, by następnie oddalić się w swoją stronę.
Następnie do kocicy podeszła rudo-biała ex-wojowniczka. Choć Nocna Wichura nie należała do klanu Gromu w momencie swojej śmierci, sercem nigdy go nie opuściła. Miała tam rodzinę, bliskich. Wyrzucono ją z klanu, ale nie wyrzucono klanu z niej. Zresztą, dzielnie wypełniała swe obowiązki przez wiele, wiele księżyców. Podeszła niepewnie do Żubrzycy i usiadła, garbiąc się.
— Szczerość. Szczerość wobec siebie. Przyda się — bąknęła, po czym dotknęła nosem przyszłej gromowoładnej i odeszła, nie mając nic więcej do dodania. Chciała przyjść, zrobić swoje i odejść, zdając sobie sprawę z tego, jaką kontrowersję mogło wzbudzić jej przybycie.
Po Nocnej Wichurze z dawnego legowiska wojowników wyszedł Turkuciowy Grzbiet.
— Ja z kolei chciałbym ci podarować lojalność. Początki mogą być ciężkie, ale musisz być silna i podołać zadaniu. Nie możesz zostawić klanu na pastwę losu. — powiedział. Nie zdążył za długo nacieszyć się wysokim stanowiskiem, jednak jako były zastępca klanu Gromu czuł obowiązek, by się tu zjawić i podarować przyszłej Gwieździe coś od siebie. Nawet, jeśli mało kto w ogóle pamiętał, że ktoś taki jak on faktycznie był kiedyś zastępcą. Trudno się jednak dziwić, skoro swego czasu rotacji kotów na tym stanowisku była dość częsta. Dotknął nosem szylkretki, powodując u niej kolejną falę bólu i odszedł.
Na jego miejsce przyszedł Węglowe Gardło, wychodzący z legowiska starszyzny. Szedł krokiem powolnym. Widać było, że mu się nie spieszyło.
— Pamiętam cię jeszcze za gówniarza. Nie pomyślałbym, że kiedyś spotkamy się w takich okolicznościach. Nie po twoim zachowaniu. A jednak. Jesteś tu i od tego dnia reprezentować będzie klan Gromu jako jego przywódczyni. Ode mnie zatem dostaniesz mądrość, bo na pewno ci się przyda — wymruczał spokojnie i bez zbędnych ceregieli, także dotknął nosa Żubrzego Gardła. Następnie zniknął, tak jak twszyscy a w starym, gromowym obozie rozległo się wołanie wielu, wielu przodków.
— Żubrza Gwiazda! Żubrza Gwiazda! — skandowali. Trwało to chwilę, a w międzyczasie na Skale pojawili się wszyscy ci, którzy dali jakiś dar i obserwowali ją. Było to ostatnie, co Żubrza Gwiazda zobaczyła, bo zaraz po tym się obudziła. Jako przywódczyni klanu Gromu.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Księżyce: 128
Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć
Płeć: kotka
Matka: Wrzeszczący Pysk
Ojciec: Trzmiela Gwiazda
Partner: Cyprysowa Łuska
Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Księżyce: 128
Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć
Płeć: kotka
Matka: Wrzeszczący Pysk
Ojciec: Trzmiela Gwiazda
Partner: Cyprysowa Łuska
Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Szczupła, niska, potargana; sucha, atletyczna budowa uwydatnia rozbudowaną muskulaturę. Ruda w czarne plamy. Na pysku, palcach i brzuchu białe łaty. Oczy jadowicie zielone, w lewym zez rozbieżny. Na lewej łopatce szpetna blizna, na piersi blizna po pazurach.
krzykacz i buntownik
Rogata Łapa, Piaszczysta Łapa
Uczucie, jakie towarzyszyło przeniesieniu na Srebrną Skórkę, było... dziwne. Pierwszą, odruchową reakcją organizmu było zaskoczenie, gdy obudziła się w obozie, który pamiętała jedynie bardzo mgliście, jako tło swoich kocięcych wspomnień. Było w tym miejscu coś przyjemnie nostalgicznego, ale też kojarzyły się jej z pierwszą z wielu kłód, jakie życie miało rzucić jej pod nogi. Podniosła się i otrząsnęła sierść, a wówczas dostrzegła kota, który siedział na skale.
- Krowa! Ty... - urwała, bowiem siostra weszła jej w słowo. Zmarszczyła więc pysk i skierowała uszy w tył, niezadowolona z tego, że została uciszona. Była... zła. Zła, bo oto okazało się, że kolejne zniknięcie siostry okazało się być spowodowane jej śmiercią. Wróciła podobno dla niej, przede wszystkim dla niej - dlaczego więc nie odwiedziła jej tak, jak matka kiedyś odwiedziła ojca, by powiadomić go o swojej śmierci? Czuła się zdradzona. Uchyliła pysk, by coś powiedzieć, jednak zaraz zmarszczyła jedynie grzbiet nosa i prychnęła.
- Nie będziesz miała powodu, żeby to robić - syknęła jedynie w odpowiedzi, w głębi duszy tak naprawdę wdzięczna za to, że Krowi Ryk nią potrząsnęła. Nie potrafiła jednak nigdy przyznać się do tego, a wraz z tym darem, gdy przeszedł paraliżujący ból i znów stanęła na równych łapach, miała wrażenie, że byłaby gotowa walczyć i przeciwko całemu Gwiezdnemu Klanowi, gdyby od tego zależał los Klanu Gromu. Jak jednak się okazało, Krowiego Ryku już nie było - na jej miejscu siedziała Łani Krok. "To ty powinnaś tu stać, nie ja", chciała powiedzieć, ale nie zamierzała użalać się nad sobą; nie po tym, co usłyszała od czarno-białej siostry i nie po tym, co usłyszała. Gdy siostra dotknęła jej nosa, po raz kolejny poczuła ból, który rozchodził się po jej ciele i miażdżył jej płuca; był to znajomy ból, jednak o wiele, wiele silniejszy. Gdy jednak przeszedł, miała wrażenie, że jest lżejsza, spokojniejsza, pełna ciepła i miłości, których w swoim życiu nie miała zbyt wiele. Zamrugała powiekami, widząc, że Łani Krok wciąż obok niej stała... po czym skinęła krótko głową na jej prośbę. Nie była w tym dobra... ale teraz Żubrze Gardło miała tylko Błękitną Toń. To był jej obowiązek nie tylko jako przywódcy, ale, tak po prostu, jako jednego członka rozbitej rodziny wobec drugiego. Wzięła głęboki wdech... Koziczy Skok stała przed nią.
- Na pewno się przyda - odpowiedziała mrużąc ślepia, nim zetknęła nos z nosem siostry. Tym razem ból był mniejszy, wiedziała już bowiem, czego się spodziewać, jednak nie oznaczało to, że był mniej przytłaczający. Miała wrażenie, że jest w pułapce, że zapędzono ją w kozi róg i nie ma dokąd uciec - w momencie, gdy przezwyciężyła ból, udało jej się znaleźć wyjście i umknąć tak, jak lis umykał otaczającej go sforze psów. Rozejrzała się w poszukiwaniu kolejnych, znajomych pysków. Spodziewała się na pewno Koźlorogiego, a być może także i Owczego Pyska, Baraniego Rogu albo nawet i Sarniej Łapy, chociaż nie wiedziała, czy ta ostatnia trójka jeszcze żyła. Zamiast tego jednak dostrzegła... ojca i matkę, których pierwotnie nie rozpoznała. Wyprostowała grzbiet i uniosła głowę, wysuwając nieznacznie żuchwę w przód. Chociaż pod ciężarem jego spojrzenia i na dźwięk jego słów serce Żubrzego Gardła przyspieszyło, a jedno z uszu nieznacznie się cofnęło, to nie ugięła karku. Nie odpowiedziała na słowa ojca. Uniosła jedynie wargę, ukazując rząd kłów i prychnęła cicho, nawet jeżeli czuła niepokój i wiedziała doskonale, że nie miałby problemu z tym, by złamać jej kręgosłup jak zapałkę uderzeniem swojej ciężkiej łapy. Mimo to przyjęła jego dar, choć miała wrażenie, że otrząśnięcie się po otrzymaniu go było o wiele trudniejsze, niż z poprzednich. Wówczas nie było już przy niej ojca, a zamiast niego stała Wrzeszczący Pysk. Czuła się nieswojo z tym, że jej pysk był dla niej niemalże całkowicie obcy, choć przecież wiedziała, kim jest.
- ... Dziękuję - powiedziała cicho, skinąwszy matce głową. Było to... na pewno pokrzepiające po tym, co usłyszała, nawet jeżeli czuła wobec matki żal o to, że za życia była... taka, jaka była. Że nie była matką, której potrzebowali jako kocięta. Otrzymany dar sprawił jednak, że poczuła się o wiele silniejsza i sprawniejsza niż wcześniej. O wiele łatwiej było jej trzymać głowę w górze. Odprowadziła matkę wzrokiem... a na jej miejscu pojawił się kot, którego się nie spodziewała. Chciała głupio palnąć "co ty tu robisz?", ale przecież odpowiedź była oczywista - był martwy, a teraz dawał jej jedno z żyć. Zaśmiała się krótko na jego słowa, kątem oka zerkając na miejsce, w którym zniknął Trzmiela Gwiazda, jednak zaraz wróciła do niego wzrokiem.
- Przemyślę, czy będzie mi to potrzebne - odparła szczerząc zęby w zaczepnym uśmiechu, jednak przyjęła dar. Uczucie, jakie mu towarzyszyło, było dziwne, zimne, obce... ale też w pewien sposób proste, co było zaskakujące. Nagle wszystko wydawało się być oczywiste, a każdy problem miał rozwiązanie, gdy tylko pomyślała o tym przez chwilę. Z transu po otrzymaniu daru otrząsnęły ją kolejne słowa burego kocura. Z lekkim uśmiechem odprowadziła go wzrokiem, a gdy dostrzegła, kto stanął przed nią jako następny, uniosła nieznacznie sierść pomiędzy łopatkami. Miała jej wiele do powiedzenia. Wiele do zarzucenia. Wiele do wykrzyczenia wściekle w jej głupi, zdradliwy pysk. Miała też dla niej przeprosiny, które była jej winna... ale gdy tylko otrząsnęła się po sensacji, jaką dało jej podarowane życie, Nocna Wichura zniknęła, a na jej miejscu stał Turkuciowy Grzbiet. W pierwszej kolejności miała ochotę przerwać ceremonię, powiedzieć mu, żeby poczekał, bo ta tchórzliwa kupa rudego futra musiała wrócić i spojrzeć jej chociaż w oczy... ale szybko z tego zrezygnowała. Być może odezwał się rozum, który otrzymała od Pluskającego Potoku?
- Nie zawiodę - odpowiedziała pewnie, unosząc głowę, by móc spojrzeć w oczy przeraźliwie wysokiego kocura. Uczucie, które towarzyszyło darowi, jaki od niego otrzymała, było... dziwne. Chciała uciec, jakimś cudem obudzić się i przerwać ceremonię, zostawić za sobą klan i dwie szylkretki, które przyszły tu wraz z nią, jednak gdy tylko przezwyciężyła chęć ucieczki, wiedziała, gdzie jest jej miejsce i jaki jest jej obowiązek, wiedziała, że życie Klanu Gromu jest w jej rękach i musi poświęcić całe swoje dziewięć żywotów na to, by go chronić.
Jako ostatni pojawił się przed nią Węglowe Gardło. W pierwszej chwili chciała zaprotestować, czy rozum nie był tym samym, co mądrość?, jednak kocur nie czekał na zaproszenie i przekazał jej dar. Gdy przezwyciężyła przytłaczającą ciemność i droga przed nią znów stała się jasna i klarowna, wokół niej stało wiele różnych kotów. Rozejrzała się wokół, obserwując Gwiezdnych skandujących jej imię. Uczucie, jakie temu towarzyszyło było słodko-gorzkie, choć sama nie wiedziała, co tak naprawdę było problemem. Przez długi czas, gdy przed jej oczami zapadła ciemność iskrząca gwiazdami, w uszach brzęczało jej skandowanie jej nowego imienia.
Ocknęła się. Gdy się obudziła, niebo było już ciemne. Droga nad Szepczącą Sadzawkę była długa z terenów Klanu Gromu, a teraz czekała je droga powrotna. Rozejrzała się w poszukiwaniu Cierpkiej Jagody i Rysiej Łapy.
- Droga będzie ciężka. Zapolujemy i odpoczniemy przez chwilę, żeby nie dać się niczemu podejść, i ruszymy - zarządziła, spoglądając raz na jedną, raz na drugą szylkretkę. - Powinnyśmy wrócić na tereny Gromu nad ranem.
Jak się okazało, cała reszta wyprawy przebiegła równie sprawnie i spokojnie, jak jej pierwsza połowa. Zgodnie z tym, co mówiła Żubrze Gardło, na piaszczyste ziemie Klanu Gromu dotarły jeszcze przed świtem, gdy niebo zaczynało dopiero szarzeć.
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Jej łowy nie były genialne. Ledwo dwie mysze. Cóż, czasu też nie miała wiele, więc pozostawało mieć nadzieję, że Żubrze Gardło, teraz za pewne Gwiazda, zrozumie. Ciekawiło ją, jak radzi sobie Rysia Łapa, i czy jeszcze żyje. Raczej tak, skoro nic jej nie zaatakowało, to tym bardziej nie było żadnego ataku przy Sadzawce. Widocznie Gwiezdni dobrze chronią. Cierpką również ciekawiło to, co dzieje się w umyśle przywódczyni. Nie słyszała wiele o takiej wyprawie, prawie nic, a podejrzewała, że nie dobrze będzie pytać. Za pewne to tajemnica, a ona nie jest zaprzyjaźniona z przywódczynią, poza tym, jest w pewien sposób zagrożona, więc tego typu pytanie postanowiła zostawić Rysiej Łapie, która za pewne je zada. Na swoje pierwsze pytanie, co robi Rysia, długo nie musiała czekać. Już po chwili usłyszała nawołujący głos przywódczyni. Podbiegła opuściła zwierzynę i przysiadła, odpczywając w ten sposób. Miała ochotę spać, ale ktoś musiał pewnić wartę, nie licząc już tego, że Cierpka się zawzięła i będzie grała twardą, puki nie spocznie na własnym legowisku. Za pewne prześpi cały dzień. Odpoczęły, zjadły co miały i ruszyły w drogę. Nocą, ale dotarły. W końcu dom.
//zt.