Igle naprawdę długo zajęło ogarnięcie sobie jakiegoś stałego legowiska, jednak w końcu się to stało. Nieopodal jagodowego zagajnika, pośród drzew iglastych i krzaków, znalazła nieduże wgłębienie w ziemi. Znajdowało się ono przy samych krzakach. Samotniczka postanowiła je powiększyć i utworzyć coś na wzór nory, aby w razie czego móc lepiej schronić się przed deszczem i tam sypiać. Trochę się namęczyła kopiąc to, ale było warto. Nora jest niemałych rozmiarów, bez problemu zmieszczą się w niej dwa duże koty.
Była późna noc, a co za tym szło, było ciemno, jednak jej wzrok się przyzwyczaił już dawno temu do ciemności i widziała. Szła wraz z bratem do jej gniazdka, a raczej norki, którą jakiś czas temu sobie w końcu ogarnęła. I to dosłownie sama w większości ją utworzyła, z czego dalej była zadowolona, bo nigdy nie sądziła że będzie musiała aż tyle kopać. Nie spieszyło jej się, dlatego szła wolno, ale też to robiła z tego powodu, iż nie chciała by ją zbytnio bolał bark. Dalej nie miała pojęcia dlaczego ją tak długo boli, bo już kilka, może kilkanaście księżyców, i naprawdę zaczynała wątpić że to się zmieni. Nie miała jednak co z tym zrobić, więc musiała tak żyć. Szkoda, że na ziemiach niczyich nie było żadnego medyka, ech.
— Dobra, więc jak rozumiem, wciąż nic nie potrafisz? — spytała brata, chcąc przerwać ciszę która między nimi panowała. Do jej nory jeszcze trochę było. Nie jakoś bardzo daleko, ale też nie jakoś blisko. Dopiero niedługo mieli przechodzić przez Czarny Ogon. Była ciekawa jak Kiełek zareaguje na wiadomość, że musi zmoczyć łapy w wodzie. Igła już wielokrotnie przekraczała tę rzekę, zazwyczaj właśnie ją normalnie przekraczając, bo przeskakiwanie... cóż, nie wydawało jej się najlepszym pomysłem. Jednak do Czarnego Ogonu jeszcze troszkę było, więc przestała o nim myśleć i wróciła wzrokiem do kocura.
Pomimo tego iż miała słabą pamięć i nie najlepiej jej szło zapamiętywanie wielu rzeczy, tak niektórych nie zapominała wcale, albo przynajmniej długo jej zajmowało zapomnienie o nich. Na przykład cały czas pamiętała swoją rozmowę z Grubą Gwiazdą, walkę z debilem z Wichru, tłumaczenie Klon że liście spadają z drzew, a także jak znalazła swojego brata i zaproponowała mu coś w stylu wspólnego życia. I to tylko po to, aby ten gamoń znowu gdzieś zniknął, a ona została sama. Ledwo spędzili razem czas, zasnęli, a jego rano już nie było. I pierwsze co poczuła, to złość. Na Kiełka, za to że ją tak wystawił, oszukał i w pewien sposób wykorzystał. I na siebie, że mu w ogóle proponowała dołączenie do niej, zamiast go po prostu olać i zostawić samego żeby zdechnął. Gdzieś głęboko w środku też czuła, że jest jej... przykro? Bolało ją to? Sama nie wiedziała i wiedzieć nawet nie chciała. Złość była dużo silniejsza i mocniejsza, i gdyby go znowu spotkała, to by mu rozszarpała gardło, za to że ją tak potraktował. Nie przyjmowała do siebie innej wersji wydarzeń, trzymała się tej jednej cały czas. I cały czas była zła na Kiełka, mimo że minęło już z ponad pięć księżyców.
Obudziła się w swojej norze, jednak nie wstała. Leżała przez dłuższy czas i rozmyślała nad niczym konkretnym, głównie nad swoim życiem. I zdała sobie sprawę, że ma już prawie czterdzieści księżyców, co było... dziwne, bo jeszcze niedawno była małym gówniakiem, należała do klanu, nic nie robiła. A teraz żyła sama, zdana na własną łapę. I cały czas jej to pasowało. W końcu jednak postanowiła wstać i wyjść przed swoją norkę, żeby przy niej usiąść i spojrzeć na niebo. Zobaczyła ptaki lecące gdzieś w świat, czyli nic ciekawego. Następnie stwierdziła że... jest głodna. Wcześniej jadła jedynie marną mysz, bo nie chciało jej się za bardzo polować, a po tym wróciła do siebie i poszła spać, no i przed chwilą właśnie wstała. I znowu była głodna, a polować jej się dalej za bardzo nie chciało. To był główny minus życia na własną łapę, którego serio nie lubiła, no ale cóż, życie nie mogło być proste.
Księżyce: 151
Mistrz: Grzybowa Polana
Płeć: kocur
Matka: Trzcinowa Sadzawka
Ojciec: Miękki Obłok
Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Płomyk też nie był młodym kocurem. Jego młodzieńcza energia już dawno wyparowała mimo iż nadal uważał, ze jest dość energiczny jak na swój wiek. Nadal był charyzmatyczny, zawadiacki, figlarny ale może nie tak bardzo jak kiedyś. jedynie co zostało nienaruszone to jego piękna uroda. Nadal był przystojny a może nawet bardziej bo nie był już terminatorem, który przechodzi okres dojrzewania a już prawdziwym kocurem z jajami. pewnego czasu był może i popularny wśród kotek ale jego adoratorki no cóż...Poznikały. Inne tak po prostu a pozostałe po prostu pozdychały z różnych powodów. także na tą chwilę chyba nie miał żadnej żywej adoratorki. Także jego życie jako samotnik bywało niekiedy samotne. Owszem, rozmawiał z kotami, głównie z kotkami ale ostatnio to były jednorazowe rozmowy i wątpił, że przyjdzie okazja porozmawiać znów z jakąś znaną mu twarzą.
Wieczór gdzieś zwiał, nie stawia się na ich treningach, Fala najwidoczniej poszła zobaczyć jak tam w klanie Cienia i kocur stracił swoich niby sojuszników, którzy chcieli się do niego przyłączyć. A już miał jakieś plany na założeniu gangu czy jakiejś grupy. Na pewno by było interesująco. Ale jak zwykle plany poszły się rypać i kocur został sam ze sobą.
Także jako prawilny samotnik dbał o siebie i o swój głód. Polował i szybko znalazł sobie posiłek. Niestety ale trochę mu zajęło złapanie go bo jakimś cudem usłyszał go i zaczął uciekać w popłochu. Płomyk więc zaczął za nim biec bez namysłu i po dłuższej chwili chwycił ofiarę w swoje łapska i szybko zabił zębiskami. Tą ofiarą był królik. Był zadowolony, że go upolował. Oblizał swój pysk, który był brudny od krwi a następnie rozejrzał się dookoła i nagle natrafił wzrokiem na niebieską pręguskę, która przez chwilę gapiła się w niebo. Gdy ich spojrzenia się spotkały, kocur machnął uchem. -Hej.-przywitał się krótko.
Szczerze mówiąc, to Igła nigdy nie była zainteresowana ani kocurami, ani kotkami, ani ogólnie kimkolwiek. Związki czy inne trzykropkowanie to nie było coś czego chciała. To ją bardziej obrzydzało i nie rozumiała, jak niektórzy mogli z kimś żyć po parędziesiąt księżyców. To było dziwne i nawet nie chciała tego zrozumieć. Więc gdyby ktoś jej powiedział że mu się podoba, to by kazała się temu komuś puknąć w łeb, bo fuj, związki.
Nie spodziewała się że kogoś spotka, a raczej że to ktoś ją spotka, dlatego zdziwiła się widząc burego kocura. A przy okazji poczuła większy głód widząc królika, którego ze sobą miał. Przez ułamek sekundy miała ochotę zabrać tego królika, bo była leniwą dupą i nie chciało jej się polować, ale wyrzuciła tę myśl z głowy. Nawet ona zdawała sobie sprawę, że to by było... głupie.
— Cze — również się przywitała — Szukasz tu czegoś, czy się zgubiłeś? — zapytała zaraz po tym. Nie żeby była tego ciekawa i ją to w ogóle obchodziło, po prostu zrobiła to... bo tak, bo tak wyszło i tyle.
Księżyce: 151
Mistrz: Grzybowa Polana
Płeć: kocur
Matka: Trzcinowa Sadzawka
Ojciec: Miękki Obłok
Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Cóż... Płomyk zawsze tracił głowę dla płci pięknej i do tej pory mu się to nie zmieniło. Lubił przebywać w obecności kotek bo jakoś mu to pasowało no ale jak na razie żadna jakoś nie interesowała się nim bardziej. Szkoda.
Ukradkiem przyjżał się bardziej kotce by móc ją zapamiętać a jednocześnie też w pewnym stopniu ocenić. Z wyglądu wydawała się być okey ale czy z charakteru też taka była? Kto wie. - Nie no spokojnie, jeszcze tak źle ze mną nie jest by się zgubić. Chociaż w sumie to pierwszy raz tutaj jestem. Fajna okolica niepowiem. - podniósł swój kącik pyska ku górze a następnie dodał. - Tylko polowałem. Dziś mi się pofarciło bo znalazłem królika. Zazwyczaj trafiam tylko na myszy. Może chcesz trochę? - zaproponował gdy usłyszał delikatnie burczenie w brzuchu nieznajomej. Cóż... Trzeba być miłym dla innych i głównie dla tego by potem mieć święty spokój i być bardziej bezpieczny. Powiedzmy. Płomyk uważał, że im więcej kotów będą go uważać za spoko kocura to tym większe prawdopodobieństwo, że nikt nie postanowi mu się rzucić do gardła. Chociaż i tak on nawet nie próbował robić cokolwiek, żeby ktoś chciałby mieć wobec niego złe zamiary. Chciał jakoś przeżyć.
Igła z charakteru była... nie najlepsza. Raz potrafiła pluć na wszystkich jadem, być agresywna, dogadywać, obgadywać i zaczepiać, raz miała wszystko i wszystkich w dupie, a czasami miała ochotę z kimś porozmawiać jak gdyby nic. Aktualnie sama nie wiedziała czego chce, poza tym że chce jeść, ale póki co towarzystwo Płomyka jej nie przeszkadzało.
— Wiem że fajna. Mieszkam tu — odpowiedziała. Mieszkała tutaj od paru księżyców i naprawdę lubiła to miejsce, bo miała praktycznie wszędzie blisko, i ogólnie jej się podobało. Też ku jej szczęściu nikt jej nie zaczepiał za bardzo, więc jak już to musiała się udać na granicę z Klanem Cienia, aby z kimś pogadać. Na przykład z jej kumplem, Błotnistą Kałużą, z którym w sumie długo się nie widziała. Chyba czas to zmienić. — A wyglądam ci na kogoś, kto nie potrafi samodzielnie polować? — rzuciła niemiło w odpowiedzi na drugie pytanie. Może i była głodna, może i przez ułamek sekundy myślała o zabraniu tego królika, ale tylko przez ułamek sekundy! To nie zmieniało faktu, że Igła była twarda i samodzielna, i nigdy w życiu by nie przyjęła takiej propozycji, bo jeszcze by wyszła na nie wiadomo kogo, a na to sobie pozwolić nie mogła, nawet przez swoje lenistwo. Po prostu nie.
Księżyce: 151
Mistrz: Grzybowa Polana
Płeć: kocur
Matka: Trzcinowa Sadzawka
Ojciec: Miękki Obłok
Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
No... Chyba Płomyk tym razem nie trafił na kotkę która za bardzo nie chciała z nim sympatyczny sposób rozmawiać. No cóż... Będzę musiał jakoś to przeboleć i chwilę z nią pobyć. Musiał jakoś dobre wrażenie zrobić. - Oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie ale niechcący usłyszałem, że Ci burczy w brzuchu więc postanowiłem zaproponować się podzielić zdobyczą ale jeżeli nie chcesz to nie ma problemu. - poruszył barkami jak nie chciała królika to jej strata. Rzadko kiedy można znaleźć taki dobry posiłek na terenach niczyich i trzeba było korzystać póki było. W końcu nigdy nie wiadomo kiedy tej zwierzyny zabraknie na terenach niczyich. Wszystko może się zdarzyć. A Płomyk, że został tak wychowany a nie inaczej, dzielił się z innymi kotami jedzeniem gdy tylko się ktoś napatoczył. Stawało go to w dobrym świetle i dzięki temu miał spokój jeżeli chodziło o nieprzyjaciół.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Znowu zawlókł się dalej od obozu, jednak tym razem też nie przesadzał. Chociaż łaził gdzie się dało, tym razem nie latał już pod tereny Gromu, ani nie kombinował niczego dziwnego. Charakter wciąż miał, jaki miał ale powoli, po ostatnich Pożogowych akcjach starał się pilnować. I może akurat skończy mu się ten Nowicjat prędzej, i akurat będzie mógł trenować i wszystko będzie super i fajnie. Tylko po prostu musiał pokazać innym, że już jest tego wart i chyba po prostu nie wtrącać się w niczyje sprawy, póki nikt go o to nie poprosi. A żale musiał przelewać albo Barwie na nielicznych spotkaniach, albo Dyni póki ten się z nim koleguje w jakikolwiek sposób.
Dziś postanowił po prostu się odprężyć gdzieś poza obozem. Nic specjalnego do roboty wśród swoich nie miał, a chociaż na te kwiatki mógł ewentualnie iść, wciąż nie dostał ponownej propozycji. Innymi słowy, mógł próżnować do woli i nadal zbierać informacje o okolicy. Spacerując, trafił na kolejne miejsce, które przypominało najzwyklejszą norę, gdzie ktoś niegdyś mógł przebywać - co sugerowały pojedyncze kłaki futra, znajdujące się gdzieś głębiej w "legowisku". Wnet jednak z przyglądania się miejscu, wyrwał go dźwięk czyichś kroków, a wraz z tym obleciał go strach. Nie nagły, czy wielki, po prostu wiedział że mógł być na czyimś rewirze i zdecydowanie nie każdy musiał się czuć z tym dobrze, więc obawy przed ochranem, lub co gorsza walką, były na miejscu. Wpierw się napiął, potem zmarszczył nos, następnie położył po sobie uszy i w sercu błagał się, by nie doszło do niczego złego. Gdy w końcu jednak zobaczył kota, który się zbliżał, delikatnie zaczął się luzować. Choć mogło to być głupotą, bo wciąż mógł być zaatakowany, widział chociaż skąd potencjalne zagrożenie nadchodzi. - Heeej... To twoje? Przechodziłem. Zaraz pójdę. Słowo. Nie zrobiłem nic - rzucał prędko, obniżając sylwetkę. Z kociska nie spuszczał oczu, wciąż nie znając intencji... Ale nieznajomy chociaż znał te Ocelotowe, nie miał zamiaru robić problemu! No, przynajmniej nie teraz, póki się nie znali. Potem może być ciut inaczej.
Bardzo duże kocisko o wełnistej, czekoladowej sierści. Ma ładną mordkę, pędzelkowate uszy i duże, oliwkowe oczy.
Niewiele jest kotów tak pewnych siebie i swobodnych jak Rwetes. Wydawać by się mogło, że niczego się nie boi, przed nikim się nie korzy i nikomu nie ustępuje. Ma duże mniemanie o sobie i swoich umiejętnościach, a własne zdanie uważa często za jedyne słuszne. Jest typowym ekstrawertykiem, lubiącym poznawać nowe koty, dowcipkować i robić wrażenie na innych. Kwitnie, gdy znajduje się w centrum uwagi. Bywa nieznośnie uparty, potrafi drążyć temat do znudzenia, jeśli mu na nim zależy, natomiast wobec rzeczy które uważa za nieistotne, potrafi wykazywać zadziwiającą wręcz ignorancję. Na pozór może wydawać się trochę głupi i gburowaty, jednak w rzeczywistości cechuje go spora inteligencja, a kompletny brak manier jest świadomą decyzją. Przepada za adrenaliną, nienawidzi ograniczeń i sztucznych formalizmów. Nie jest złym kotem, ale zawsze swoje dobro przedkłada nade wszystko inne.
Gęsiopióry (KR), Chaotyczna Łapa (KW)
Obowiązki, treningi, udowadnianie czegokolwiek komukolwiek... Wszystkie te koncepty Rwetes przerobił za młodu, w Gangu Iwana, i miał ich serdecznie dość. Aktualnie cieszył się życiem niezależnego włóczęgi, byciem trochę obrzydliwym a trochę seksownym kociskiem, które nikomu niczego nie było winne, ani nic od nikogo nie chciało.
No, poza jedną drobną sprawą...
Gdy zobaczyło wśród leśnego poszycia smukłą, połyskliwą sylwetkę, umalowaną w skrupulatne wzorki i cętki, poruszyło uszami. Ptasznik? Tutaj? Nie spodziewało się go spotkać tak daleko od miasta. Uniosło obfitą kitę i z zaciekawieniem podeszło bliżej. Dopiero po chwili przyjrzało się kocurowi lepiej i dostrzegło, że z całą pewnością nie był to znajomy z parku, a ktoś zupełnie inny. Młodziutki, właściwie kociak jeszcze. Zanim zdążyło otworzyć mordę i cokolwiek powiedzieć, usłyszało wiązankę zestresowanych słówek. Poruszyło uszami.
W sam raz.
– Mmm, prawdę mówiąc, tak, sypiam tu ostatnio – miauknęło wyrozumiałym, ale władczym tonem. Najwyraźniej dzieciak nie był najlepszy w analizowaniu zapachów. – A co, chciałeś się tu schować, zdrzemnąć? – zagadnęło życzliwie.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Przełknął ślinę. W głowie już odliczał sobie sekundy do ataku, ze strony kota - niemniej, nie usłyszał niczego co sugerowałoby o złości. Chociaż kot przed nim przyznał, że tu sypia, w głosie nie było słychać cienia złości. Było wyrozumienie, ale nic poza tym nie świadczyło, że będzie okej. Władczy ton głosu był irytujący, ale z drugiej strony - podobał się młodemu. Sam tak chce kiedyś zabrzmieć. Inaczej, będzie tak brzmiał przy pierwszej lepszej okazji, o! Tylko z kimś... z kimś kto nie zgniecie go łapą na raz. - Nie ja... po prostu oglądam... i nie wiedziałem, że... - zaczął prędko. Jęzor mu uciekł, sam zaczął się gubić w tym co w ogóle chciał przekazać. To go drażniło. Przed Pożogową awanturą pewnie już by się kłócił, a teraz zaczynał myśleć i chyba wyjątkowo myślenia nie lubił, bo przez nie zaczynał się bać. - Nie chciałem tu być za długo. Słowo! Nie mam gdzie chodzić, bo... no, bo mama mi nie pozwala... I nikogo tu nie było przed chwilą! Myślałem, że mogę się rozejrzeć.
Uśmiechnął się krzywo. Życzliwy ton głosu znów go uspokajał, ale wciąż zachowywał czujność. Nie mógł powiedzieć ot tak o Pożodze, o Klanie, nie wiedział czy może czymkolwiek się dzielić... Więc musiał kłamać. Chociaż teraz nie powiedział nic niezgodnego z prawdą! ŁA3K by zdechła ze strachu, jakby młody znowu zniknął na dłużej niż powinien.
Bardzo duże kocisko o wełnistej, czekoladowej sierści. Ma ładną mordkę, pędzelkowate uszy i duże, oliwkowe oczy.
Niewiele jest kotów tak pewnych siebie i swobodnych jak Rwetes. Wydawać by się mogło, że niczego się nie boi, przed nikim się nie korzy i nikomu nie ustępuje. Ma duże mniemanie o sobie i swoich umiejętnościach, a własne zdanie uważa często za jedyne słuszne. Jest typowym ekstrawertykiem, lubiącym poznawać nowe koty, dowcipkować i robić wrażenie na innych. Kwitnie, gdy znajduje się w centrum uwagi. Bywa nieznośnie uparty, potrafi drążyć temat do znudzenia, jeśli mu na nim zależy, natomiast wobec rzeczy które uważa za nieistotne, potrafi wykazywać zadziwiającą wręcz ignorancję. Na pozór może wydawać się trochę głupi i gburowaty, jednak w rzeczywistości cechuje go spora inteligencja, a kompletny brak manier jest świadomą decyzją. Przepada za adrenaliną, nienawidzi ograniczeń i sztucznych formalizmów. Nie jest złym kotem, ale zawsze swoje dobro przedkłada nade wszystko inne.
Gęsiopióry (KR), Chaotyczna Łapa (KW)
„Mama mi nie pozwala”. Policzki Rwetesa nadęły się od powstrzymywanego śmiechu. Nie rozbawiło go to jednak aż tak, jak by mogło. Sam przez kawał swego życia funkcjonował tylko w takich ramach, na jakie pozwalała mu nadopiekuńcza Kokosanka. Miał jakiś sentyment do takich maminsynków.
– Hmmm, nooo... Rozejrzeć się możesz. Ale w takim razie porozmwiajmy jak kocur z kocurem – zarządził włóczęga i klapnął na ziemię z cichym tąpnięciem. Nie było do końca jasne, czy chmurka pyłu, która się wokół niego uniosła, wytrząsnęła się z jego sierści, czy wzbiła z piaszczystej ziemi. Swoją drogą, jak na kocura, to w jego zapachu czegoś... brakowało. Był dziwny, niepełny, za mało kwaśny i wszędobylski.
– Klanowy jesteś, czy nieklanowy? – wypaliło bez zbędnych wstępów brązowe kocisko, sięgając jednocześnie jedną z tylnych łap, by podrapać się za uchem.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Buchnął w momencie parą z nosa, chcąc już odwarknąć na reakcję śmiechu. W porę się jednak powstrzymał przed słownym komentarzem. Był tu sam, z dala od Pożogi. Na dobrą sprawę obcy mógłby go zabić, zjeść, wydalić a z jego cętkowanej skórki zrobić sobie pelerynę czy dywan. Przynajmniej zirytowanie wypędziło strach z młodego w zupełności, a to już plus. - Jak kocur z kocurem. Jasne - wymamrotał po kocie, przyglądając się co robi. Po chwili, starając się wiernie odwzorować ten ruch, klapnął na zad. Różnicą było, że od niego żaden pył się nie unosił... ale to nie przeszkadzało młodemu, bo już od tego pierwszego siadnięcia kręciło go w nosie. Co zrobił z zapachem kota? Nic. Nie zwracał uwagi. Nie rozróżniał jak "powinien" ktoś pachnieć, bo jego ulubionym zapachem był ten od Czaik - był ziołowy i... inny, o. Przyjemny po prostu. - Nie, nie. Ja jestem wędrownikiem! Wędruję od miejsca do miejsca, a teraz przywędrowałem tutaj.
Wyjaśnił się z szerokim uśmiechem na pysku. Ten kot przed nim nie śmierdział Gromem, ani Wichrem, ani nawet Cieniem. Jeśli był Rzeczniakiem, trudno - młody jakoś się wyjaśni, jeśli zaś był zwykłym przechodniem - nie miał podstaw do podejrzewania Ocelocika o kłamstwo. Nie brzmiał jakby mówił coś niezgodnego z prawdą, ani się nie jąkał, ani nie zastanawiał nad tym co mówić. Ot, był wędrownikiem. - A ty? Skąd jesteś? Kim jesteś? - dopytał zaciekawiony, odsuwając irytację na bok. Już w poprzednich jego słowach nie dało się usłyszeć złości, teraz brzmiał po prostu na zaciekawionego i wesołego. Nadal był ostrożny, bo było widać jak spina łapy, ale... chciał poznać obcego! Ot tak, w końcu mogą się już nigdy nie spotkać, a wygląda na kogoś ciekawego.
Bardzo duże kocisko o wełnistej, czekoladowej sierści. Ma ładną mordkę, pędzelkowate uszy i duże, oliwkowe oczy.
Niewiele jest kotów tak pewnych siebie i swobodnych jak Rwetes. Wydawać by się mogło, że niczego się nie boi, przed nikim się nie korzy i nikomu nie ustępuje. Ma duże mniemanie o sobie i swoich umiejętnościach, a własne zdanie uważa często za jedyne słuszne. Jest typowym ekstrawertykiem, lubiącym poznawać nowe koty, dowcipkować i robić wrażenie na innych. Kwitnie, gdy znajduje się w centrum uwagi. Bywa nieznośnie uparty, potrafi drążyć temat do znudzenia, jeśli mu na nim zależy, natomiast wobec rzeczy które uważa za nieistotne, potrafi wykazywać zadziwiającą wręcz ignorancję. Na pozór może wydawać się trochę głupi i gburowaty, jednak w rzeczywistości cechuje go spora inteligencja, a kompletny brak manier jest świadomą decyzją. Przepada za adrenaliną, nienawidzi ograniczeń i sztucznych formalizmów. Nie jest złym kotem, ale zawsze swoje dobro przedkłada nade wszystko inne.
Gęsiopióry (KR), Chaotyczna Łapa (KW)
– Wędrowniczek – miauknął wesoło Rwetes w trakcie długiej sesji drapania za uchem, po karku i ramieniu – Jak miło. To w takim razie powinienem chyba zaoferować Ci nocleg? Hm? Oferuję! – oznajmił uroczyście, odstawił łapę na ziemę i wyszczerzył zęby – Zwykła nora, ale będziesz miał spokój – pacnął ogonem ziemię, jak dumny właściciel poklepuje trzydziestoletniego Forda.
Prawdę mówiąc, zupełnie mu nie robiło, kto czy co będzie w tej dziurze spać, ale miał na karku trochę kołtunów i chyba jakiegoś kleszcza, więc przydałaby mu się pomoc, a ten kotek wyglądał w sam raz na kogoś, kto mógłby mu pomóc się z tymi problemami uporać, więc gdyby tak w ramach wymiany przysług...
Ale to zaraz.
– Zwą mnie Misz-Masz, jestem z miasta. Czasem sobie przylezę tu, w okolice lasu, tak dla relaksu – wyjaśnił uprzejmie i skinął szerokim łbem w ledwie zauważalny, subtelny sposób.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Machnął lekko głową. Nie miał zamiaru tu spać, pewnie później się stąd wyniesie... ale w razie czego, gdyby musiał być poza obozem na dłużej niż te pół dnia, na pewno skorzysta z oferty. Dziwny nieznajomy. Nie zły czy coś, po prostu... specyficzny, o. To dobre określenie. - Będę tu wpadał jak będę potrzebował - dodał dla sprostowania, by się czekoladowy nie zdziwił kiedyś że nagle w legowisku ma cętkowanego pajaca. Jeszcze by się przestraszył i doszłoby do jakiejś awantury. Potem się przedstawił, powiedział kim jest i to dało spory plus. Kocur poczuł się teraz o niebo ważniejszy! Pierwszy raz dostał tak szybko, tak konkretne informacje. Może z czasem będzie szło to lepiej. - Misz-Masz... Ja Schlatt. Miło mi cię poznać. Mówisz, że jesteś z miasta? A gdzie ono?
Nie dopytywał co to, żeby nie zrobić z siebie skończonego durnia. Nie wiedział co to miasto, skąd miał? On był ze wsi. O mieście nie słyszał, nie był, nie wiedział na oczy, czyli Rwetes mógł szczerze powiedziawszy wmówić mu że to nawet inna część lasu i by w to wierzył.