nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
– Gęsiopióryyyy, a co z tą Grzmiącą Ścieżką i Potworami Dwunogów? – wysapała, wspinając się za nim sprawnie, ale równoczesne mówienie sprawiało jej już trochę trudności. Mimo to, nie chciała by mistrz zapomniał jeszcze o tej opowieści, mającej domykać ich pierwszy dzień, a tak naprawdę późne popołudnie, treningu. Chętnie udałaby się kiedyś do Cisowej Jagody wspólnie z mistrzem, może w końcu jemu udałoby się ją namierzyć, bo starsza kocica najwyraźniej często urządzała sobie wycieczki poza Obóz. Ilokrotnie Mętna Łapa kręciła się wokół Śpiącego Pnia, był w nim jedynie... ah! Przecież Bukowa Kora to ojciec białasa. Może w takim razie nawet on byłby w stanie odpowiedzieć na parę pytań? Pewnie dodatkowe towarzystwo syna by nie zaszkodziło, a wręcz pomogło w uzyskaniu odpowiedniej atmosfery?
W końcu, chwilę po Gęsiopiórym dotarła na krawędź urwiska i otrzepała się. Czuła w futerku wilgoć, ale kompletnie jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, po tak długim okresie upałów, stanowiło bardzo przyjemną odmianę. Kamienie były nieco śliskie fakt, ale pomagała sobie pazurami. Uśmiechnęła się stojąc już na górze, czekając na wskazanie kierunku i odpowiedź na pytanie.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Kocur z uznaniem obserwował, jak jego uczennica z determinacją pokonuje kolejne kamienie i ostatecznie dociera aż na szczyt zbocza. - Wszystko Ci opowiem, nie martw się. Ale najpierw się wytrzep, pełno na Tobie rosy - uśmiechnął się i cofnął o krok, dając jej strząsnąć wilgoć z wibrysów i koniuszków długich kępek sierści - Żeby dojść do Obozu głównym wejściem, powinniśmy pójść bliżej Kociego Grzbietu, ale możemy pójść wzdłuż rzeki, skrótem, po tych kamieniach. To Błyszczące Głazy - wyjaśnił - W Porze Zielonych Liści lubią się na nich wygrzewać jaszczurki. Nie najsmaczniejsza zdobycz, ale w miarę łatwa do złapania - dodał z mrugnięciem i ruszył w drogę powrotną - Więc... Grzmiąca Ścieżka to taka droga, która... cała jest jakby z kamienia. Ciemnego, gładkiego kamienia. Jest idealnie płaska, dość szeroka... mniej-więcej tak jak Rzeka w najszerszym punkcie... I ciągnie się wzdłuż po horyzont z obu stron - opowiadał, starając się być jak najprecyzyjniejszym - Po niej poruszają się Potwory. Są bardzo duże, wysokie jak... hm, tamta mała brzózka. Mają skóry w wielu barwach, błyszczą się jak rybie łuski. Przemieszczają sie bardzo szybko, ale praktycznie nigdy nie schodzą z Grzmiącej Ścieżki. Ich boki są przejrzyste jak lód i widać przez nie głowy siedzących w środku Dwunogów. Chciałbym Ci o tym lepiej opowiedzieć, ale... to bardzo trudne. Jak sam o nich pierwszy raz słuchałem, to wyobraziłem je sobie zupełnie nie tak, jak wyglądają. Kiedyś zobaczysz je na żywo.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Nawet, w ramach doprowadzania futerka do porządku, pociągnęła jeszcze parokrotnie językiem po kryzie, a na jego chropowatej powierzchni zawitał charakterystyczny, słodkawy smak wody, który był dziś dla niej już kolejnym odkryciem. Ta woda różniła się od tej, którą można było pić w Obozie z jakiejś kałuży czy sączyć z nasiąkniętego mchu. W końcu uniosła mordkę, skupiając ponownie wzrok na krągłym pyszczku mistrza.
– Oh, to może chodźmy skrótem? Zobaczę drugą trasę. – miauknęła i pomimo zmęczenia, wręcz odbiła się od podłoża, na czterech łapach. – I będziemy cały czas blisko Rzeki.
To chyba właśnie to cieszyło ją najbardziej, możliwość przebywania w okolicy czegoś tak pięknego.
– To te same głazy, które częściowo otaczają nasz Obóz? Tata kiedyś mówił mi o jaszczurkach, ale też wężach, które w ciepłe dni lubią pojawiać się na plamach słońca... – podzieliła się swoim przemyśleniem, chcąc zweryfikować wiedzę. – A jak taka jaszczurka smakuje? Śliska jest? I... jaką zwierzynę ty preferujesz, Gęsiopióry?
Zadała kolejne pytania z charakterystyczną dla siebie swobodą w ich formułowaniu. Zmarszczyła grzbiet noska, starając wyobrazić sobie smak takiej jaszczurki. Założyła, że przypomina węża, stąd jej teoria o śliskości. Według Leśnej Jagody takie były te niebezpieczne stworzenia. Samo brzmienie słowa jaszczurka obudziło w jej umyśle obraz paru kół, nieregularnie na siebie nachodzących, a środkiem biegła falowana linia.
Ruszyła za nim, nie oglądając się za siebie, aż znalazła się u jego boku.
– Czyli ta ścieżka jest trochę podobna do Rzeki? Jakby... nie ma końca? – spytała zaintrygowana, bo cały opis wydawał się fascynujący. – A te potwory, to, czy one mają jakieś nogi? Skoro są takie szybkie? To dziwne, bo... tak jakby zjadają Dwunogów?
Może nie miała bujnej wyobraźni, do której miałaby wybierać się na wycieczki i zapominać o rzeczywistości, ale miała za to bujny umysł, który... czasem sprawiał wrażenie pracującego niezależnie od niej. I on podsunął jej już prototypy potworów.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Zgodnie z decyzją Mętnej Łapy, kotka wraz z Mistrzem udała się do Obozu po Błyszczących Głazach. Gęsiopióry był w wybornym nastroju, naprawdę podbudowany tak udanym pierwszym spotkaniem treningowym. Czuł, że czeka go z Mętną Łapą mnóstwo wyjątkowych chwil, pouczających dla ich obojga.
- Jaszczurka... hm, jest trochę żylasta, no i duża jej część to sztywna skóra, która do niczego się nie nadaje... - odpowiedział w zamyśleniu - gady nie należały do ulubionych przysmaków większości kotów, ale zdarzały się okresy, gdy nie bardzo można było wybrzydzać - Wąż podobnie. Jak mogę wybrać, to... małe ptaki - zdecydował po chwili namysłu. Patrząc na jego pucołowate policzki i krępe łapki, można było zgadywać, że prawdę mówiąc to lubi wszystko, ale miał wrażenie że nie wypadało mu tego mówić.
Zarzucony kolejnymi pytaniami, spojrzał w górę, by sięgnąć do wspomnień i pozbierać myśli.
- Chyba jakiś gdzieś ma. Wszystko ma. Rzeka ponoć wpada do kolejnej rzeki i koniec końców cała ta płynąca woda dociera do miejsca, gdzie ciągnie się po horyzont i graniczy z niebem jedną prostą linią. Ponoć dawniej Klany żyły nad taką wodą... myślę, że trzeba by o to też zapytać Cisową Jagodę - zanotował sobie to w głowie, robiąc małą pauzę - A Grzmiąca Ścieżka... ponoć dobiega do Siedliska Dwunogów, czyli miejsca, gdzie sobie żyją i mają swoje Obozy, czy jak to nazwać... O tym chyba najwięcej wie Pajęcza Noga. Kiedyś mieszkała z Dwunogami - mówiąc o czarnej kocicy starał się brzmieć neutralnie, tak samo, jak wspominając chwilę wcześniej o starszej Wojowniczce. Gdy tylko wypowiedział jej imię, zapytał się w duchu, czy słychać było w jego głosie, jak bardzo nieobojętna mu jest? Odchrząknął mimowolnie, przywołując się do porządku.
- Ale nie wiem, czy chciałaby o tym opowiadać... Może... jak będziesz chciała, to może kiedyś ją poproszę żeby potowarzyszyła nam przy Treningu? - zastanawiał się na głos. Sama Pajęcza Noga odmawiała przyjęcia na siebie obowiązków Mistrzyni. Być może obserwowanie go w tej roli i gościnne wystąpienie pozwoliłoby jej poczuć się trochę pewniej w tym temacie?
- A co do Potworów... One przemieszczają się w przedziwny sposób, jakby sunąc. Zamiast czterech łap mają jakby... cztery głazy, które toczą się, nie odrywając się od ziemi. I są naprawdę szybkie. Widziałaś kiedyś latająca jaskółkę? Takie szybkie są Potwory, tylko większe niż głaz z którego przemawia Czerwona Gwiazda... Ale nie polują na koty ani nic takiego. I z tego co wiem, Dwunogi się ich nie boją, więc raczej na nie też nie polują - dywagował, starając się najlepiej jak umiał przybliżyć te dziwaczne wątki ze świata swojej Terminatorce. W międzyczasie dotarli już na skraj Obozu. Z nietypowego kąta mogli sobie obejrzeć niektóre z krzewów i pagórków, tworzących schronienia poszczególnych kocich grupek. Charakterystyczne rozłożyste drzewo było drogowskazem nie do pomylenia. - No, jesteśmy na miejscu - sfinalizował ich spacer, przechodząc po kamieniach ku wejściu do Obozu - zatrzymał się jednak w pewnej odległości i zwrócił z uśmiechem do Mętnej Łapy - Jak się czujesz, po całym tym dniu?
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Młoda nie potrafiła jeszcze nazywać poszczególnych zwierząt, więc hasło „ptaki” zdecydowanie jej wystarczyło. Szła sprawie, patrząc pod łapy, bo z każdą chwilą robiło się coraz ciemniej. W końcu i ją zaczęło dopadać zmęczenie. Broniła przed nim głowę, ale gorzej było z mięśniami, które pierwszy raz w życiu czuły tak duże napięcie i zostały zmuszone do takiego wysiłku.
– A to węże się je? – spytała nieco skonfundowana, była bowiem pewna, że są to podstępni drapieżnicy, których lepiej omijać z daleka. – Ja lubię myszy i ryby. Ale... chciałabym już potrafić polować, by móc przynieść coś na stos zwierzyny. Wiesz, brać pełniejszy udział we wspólnym życiu klanu, a nie tylko zastanawiać się, co wybiorę na posiłek.
Podskórnie czuła, że może być całkiem niezłym łowcą, jeśli tylko nie stłamsi jej ilość zapachów, dźwięków i ruchów, których poza Obozem nie brakowało. Będzie musiała nauczyć się kontrolować znacznie większą przestrzeń niż do tej pory, a w dodatku odnaleźć w tym ogromie, na powrót, swoje własne ciało.
Czy Mętna w ogóle dostrzegała, że jej mistrz był trochę większy od pozostałych kotów w klanie? W tym sensie, że był nieco szerszy i puchaty? No, miała wprawne oko, więc różnice w sylwetkach nie stanowiły dla niej tajemnicy, lecz z pewnością białas nie był gruby. Co najwyżej pulchny i wszystko wskazywało na to, że tkanka nie przeszkadzała mu w byciu wojownikiem. Rudej nawet przez myśl by nie przemknęło, że miał on jakiś powód, by czuć się jakkolwiek gorszym od innych. Obojętnie w jakim sensie.
– O jaaaa... ale to ta woda nie ma końca, Gęsiopióry. – wykoncypowała koteczka, a oczy jej zaświeciły żywiołowo, mimo zmęczenia. – Niesamowite!
Przez chwilę wizualizowała sobie ten niezwykły widok. Horyzont i woda. Nawet jeśli w głosie wojownika dało się słyszeć rozmarzenie związane z Pajęczą Nogą (o której terminatorka kiedyś słyszała od Płotkowego Potoku), to nie zwróciła na to uwagi, zbyt przejęta faktem, że najwyraźniej czarna kocica kiedyś zniknęła, ale zaliczała się do tych, którzy wrócili do klanu. Wedle tego co zdążyła usłyszeć, takich przypadków było niewiele.
– Chętnie! – odparła, energicznie kiwając pyszczkiem. – Czy ona... Dwunodzy zabrali ją siłą? A jaskółkę... nie wiem czy widziałam jaskółkę. Ale ptaki no... latają szybko. Dobrze, że kiedyś pokażesz mi potwora.
Dotruchtali do Obozu, w sumie, nie wiedzieć kiedy. Młoda była mocno zaintrygowana opisem tych dziwnych stworzeń, ale rozumiała, że Dwunodzy to nic dobrego. Schodząc w dół do obozu, Gęsiopióry ją wyprzedził, co zresztą nie było trudne, bo córka Barwnego Nieba zwolniła, by rzucić okiem na widok, a poza tym nie chciała się sturlać.
– No zmęczyłam się, ale tylko trochę. – miauknęła z zaczepnym uśmiechem, który zagościł na puchatej mordce. – Rzeka była piękna. Jej zapach, widok, szum. Dziękuję!
Młoda podeszła do mistrza i wcisnęła swój łebek pod jego brodę, mrużąc z zadowoleniem oczy.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Pulchny Wojownik odpowiedział jeszcze swojej uczennicy, że tak, węże można jeść, że już wkrótce zajmą się polowaniem i że Wielka Woda faktycznie nie ma końca. Uśmiechał się cały czas łagodnie, zadowolony z tego, jak wiele - wbrew swoim wcześniejszym obawom - posiada wiedzy, którą jest w stanie przekazywać, i z tego, jak chłonna była Mętlikowa głowa. - Niestety tak - przytaknął na pytanie o Pajęczą Nogę - Czasem tak robią, porywają koty. Chyba lubią je mieć w swoich siedliskach. Może dlatego, że zazwyczaj nie mają dużych rodzin i trochę im samotno? Tak wnioskowała Pajęcza Noga... W każdym razie, należy na Dwunogów uważać i się do nich nie zbliżać.
Dobrze wiedział, jak intrygujące i pociągające było dla młodego kota wszystko, co poza Obozem. Przypomniał sobie własne zapędy do uciekania poza granice Klanu. Wówczas świat wydawał mu się całkiem bezpiecznym miejscem, które zwiedzałby bez lęku. Teraz, na myśl że Mętna Łapa mogłaby sama powędrować w jakieś nieznajome tereny, poczuł dreszcz na barkach. Musiał zadbać o to, żeby jej ciekawość była na bieżąco zaspokajana, aby nie robiła za jego plecami żadnych ryzykownych wybryków... Chciał stać się jej zaufanym powiernikiem, do którego przyjdzie, gdy będzie miała jakiś pomysł, wątpliwość czy pragnienie.
- Nic dziwnego, że się zmęczyłaś - wymruczał ciut opiekuńczo, ale swobodnie - Ale z czasem nabierzesz wytrzymałości, zobaczysz. Cieszę się, że Ci się podobało!
Nagłe pojawienie się miękkiego, rudego czółka pod jego brodą nieco go zaskoczyło, ale już po chwili wywołało ciepły pomruk. Krępy, biały ogon uniósł się wysoko do góry, jak nadajnik rozptrzestrzeniający z koniuszka fale radości.
- No to wracamy do Obozu! - zarządził, nieco drżącym ze wzruszenia głosem - Zjedz coś i się wyśpij. Jutro proponuję spotkanie w samo południe!
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Horyzont i woda. Pomiędzy prosta linia, granica. Przez jeszcze moment o tym rozmyślała. Miejsce, w którym Srebrna Skórka styka się z Wielką Wodą. Obie przestrzenie są nieskończone. A przynajmniej najmniej skończone, ograniczone, ze wszystkich znanych Mętnej Łapie. Czemu wierzy się, że to akurat ta pierwsza otwiera drogę do innego świata? Bo jest wysoko, nad głowami? A woda, choć to niezgłębiony żywioł, jest jednak bardziej dostępna? Czy to czyni ją mniej fascynującą i istotną? Nie, nie, nie.
Czyli tam gdzie zamieszkały te... rysie? Tam klany mieszkały nad Wielką Wodą... Kotka poczuła w sercu ukłucie, które było jej w zasadzie nieznane, jak do tej pory. Poczuła zazdrość. Ona nie mogła tego widzieć, nie mogła doświadczyć tego widoku. Wypuściła z siebie cicho powietrze i otrząsnęła się z myśli. Jakie znaczenie, w kontekście dnia dzisiejszego, ma ten żal? Lepiej w ogóle się na nim nie skupiać. Lepiej chłonąć, tak jak do tej pory, jak najwięcej dla siebie, na teraz. Wchłonąć tyle, nieskończenie tyle, ile wody, tam w Wielkiej Wodzie.
– Och. – skomentowała wzmiankę na temat opinii Pajęczej Nogi. To było coś nowego. Słyszała o porwaniach, ale nie miała pojęcia, skąd pomysł Dwunogów, na to, by kraść. To zadziwiające, że wojowniczka miała jakąś koncepcję, pewne usprawiedliwienie, w dodatku tak... dwunożne? Zupełnie jakby przez chwilę patrzyła ich oczami. To sprawiło, że ruda miała jeszcze większą ochotę zamienić parę słów z kocicą.
– No jasne, w mig się przyzwyczaję. – miauknęła, pomimo ziewnięcia, którego nie zdołała ukryć. A może zdołała, bo już wtedy jej szczęka znajdowała się poniżej pyszczka mistrza. Ach, miała zachowywać zdrowy dystans układu uczeń-mistrz, a wyskoczyła z czułością godną rozemocjonowanego kociaka, w dodatku nieopanowanego. Ugh. Trudno. To był impuls. Najszybszy sposób na wyrażenie wdzięczności. Odmruknęła, a może bardziej odchrząknęła z lekkim zmieszaniem i cofnęła się o krok, wbijając wzrok w łapy. Szybko jednak uniosła spojrzenie i skinęła energicznie łebkiem.
– Tak! Podejdę po Ciebie Gęsiopióry. – wypaliła, trzepiąc w powietrzu ogonem i pobiegła do stosu zwierzyny.
[dzień drugi]
Następnego dnia, gdy słońce znajdowało się wysoko na niebie, ruda kupa porządnie ułożonego futra wystrzeliła z legowiska terminatorów i ruszyła w kierunku Jałowcowego Gąszczu. Zasiadła tuż przed wejściem, czekając na swoją białą, krótkowłosą ofiarę i mistrza w jednym.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Tego dnia Gęsiopióry brał udział w porannym patrolu łowieckim. Wrócił w sam raz, by urządzić sobie przedpołudniową drzemkę. Poprosił Rabarbarowy Korzeń, który miał zaczynać swój trening w południe, żeby go obudził przed startem - i pozwolił sobie na krótki, regenerujący sen. Aktywność fizyczna o coraz chłodniejszych świtach sprawiała, że przytulne, zaciszne legowisko przyciągało go z zadziwiającą siłą. Rozbudzony entuzjastycznym głosem kolegi ziewnął, zamlaskał i przekręcił się na grzbiet, chcąc jeszcze chwilę pocieszyć się relaksem. Jednak na myśl o Mętnej Łapie, która zapewne właśnie szykowała się na ich spotkanie, poczuł, że nie może się dłużej obijać, zebrał się na łapy i wysunął z Jałowcowego Gąszczu.
Ku jego zdziwieniu, Terminatorka siedziała tuż obok, żywa i jaskrawa, jak płonąca pochodnia strzegąca wejścia do komnaty, gdzie spał jej Mistrz. Zamrugał na nią z wyrazem zdziwienia, który szybko zmienił się w uśmiech. - Cześć! - zamruczał wesoło - Ale żwawo wyglądasz! Wszystko w porządku po wczorajszym spacerzeee? - zagadnął, a niekontrolowane ziewnięcie przeciągnęło leniwie ostatnią sylabę.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Kotka wcale nie wyglądała na śpiącą. Mimo wczorajszych emocji, udało się jej szybko zasnąć. Standardowo nic się jej nie śniło, wpadała po prostu w ciemną, senną toń, niczym śliwka w kompot (Dwunogów). Żadnych strachów, obrazów, które miałyby w ogóle możliwość zaistnienia w rzeczywistości. Zawsze budziła się wypoczęta, jakby każdy kolejny dzień był nowym startem, autentycznym początkiem.
Z tym, że dobrze pamiętała, przypominała sobie z każdym liźnięciem rudego futra, przygotowując się do wyjścia na światło dzienne, o tym, co rozpoczęło się wczoraj. Wypełniała ją satysfakcja i... siła. Taka, której nie czuła wcześniej. Zaraz po uniesieniu się na łapy, nie czuła obolałych mięśni, a pewność, że każdy kolejny krok, który zostanie postawiony, będzie krokiem postawionym w dobrym kierunku. Nie należała do tych, którzy mają plany, ani do tych, którzy bywają czegoś pewni. Ona wietrzyła nieścisłości i dostrzegała zmiany dookoła. Tak wiele, że istnienie opok poddawała w wątpliwość. Co jednak jeśli ona może być opoką? Sama dla siebie? Ze swoim celem? Dziś wyraźnie poczuła, że jej celem jest zostanie wojownikiem. Nie dla nazwy czy imienia. Dla samej siebie, by codziennie czuć podobną pewność. Znaleźć zakotwiczenie w sobie samej.
Siedziała wpatrzona w wejście do wojowniczego legowiska, gdy najpierw pojawił się w nim rudo-biały, spory kocur, którego nie widywała zbyt często, a moment później, jakby zamglona sylwetka jej mistrza. Przypomniał się jej się ciepło-zimny kontrast między nią, a Łabędzią Łapą, który rzucał się w oczy od pierwszego spojrzenia.
– Eeeee... no nie siedzę tu od dawna, tak naprawdę przyszłam przed momentem. – miauknęła lekko speszona i wbiła wzrok w łapy, dostrzegając jeszcze nieco rozespane zdziwienie Gęsiopiórego. – Nie chciałam Cię poganiać. Nooo... czuję energię. Dużo. Aż sama się zdziwiłam jak wiele, gdy otworzyłam oczy! Jak najbardziej w porządku, łapy wcale mnie nie bolą.
Uniosła spojrzenie akurat, by zaobserwować rozwierającą się szczękę białasa, co, równie niekontrolowanie skomentowała szczerym uśmiechem.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Gęsiopióry uniósł brwi, słuchając zapewnień swojej Terminatorki, że wcale nie czekała na niego zbyt długo. Nie zamierzał w żaden sposób poddawać tego w wątpliwość, ale nieco rozbawiła go jej gorliwość. Pokiwał głową, gdy pochwaliła się swoją potężną energią.
- To dobrze, że masz dużo siły - ucieszył się - W takim razie zaczniemy zwiedzanie granic. Pójdziemy na północ, bo tam jest najłatwiej i najbezpieczniej. A po drodze sobie pogadamy.
Zapowiedziawszy plan dnia, rozciągnął się jeszcze, szykując zastałe po drzemce mięśnie do dłuższego spaceru. Ruchem łebka zachęcił Mętną Łapę, by szła za nim i wyszedł z Obozu, kiwając mijanym po drodze kotom okrągłym łebkiem. Po wkroczeniu w otwartą przestrzeń, poprowadził rudą kotkę w lewo.
- Najpierw będziemy iść wzdłuż rzeki - oznajmił, gdy zbliżali się do jej brzegu - Od obu stron Obozu rośnie nad jej brzeg nazywany Łęgami. Teraz jesteśmy w ich zachodniej części - opowiedział spokojnie, pozdrawiając znajome drzewa łagodnym wzrokiem. Pamiętał, jakie wydawały mu się niezmierzone i fascynujące. Teraz pamiętał niemal każde z nich, jak starych kolegów i koleżanki.
- Mamy sporo informacji do omówienia na treningach. Chciałbym zacząć od Kodeksu Wojownika. Uważam, że im wcześniej się go pozna, tym częściej można zobaczyć go w praktyce, a tym sposobem - lepiej zapamiętać. Ostatnio rozmawialiśmy o tym punkcie, według którego należy polować tylko dla zdobycia pożywienia. No i podziękować Gwiezdnemu Klanowi za zwierzynę - różnica w tonach, jakimi mówił ostatnie dwa zdania, delikatnie pozwalała odczuć, że nie traktuje ich z równą powagą - Kojarzysz jeszcze jakieś jego zapisy?
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Kiwnęła szybko pyszczkiem i pospieszyła za mistrzem, zaraz go doganiając i zrównując swój krok z jego. Wymagało to od niej ustabilizowanego, ale jednak truchtu. Była kotką dużą, taką, która w przyszłości przerośnie swojego mistrza, pod względem wzrostu, oczywiście. Jednak na chwilę obecną jeszcze wciąż go doganiała. Zapach Rzeki wyciszył ją i uspokoił, ale nie zmącił innych zmysłów. Odetchnęła głębiej. Nie zamierzała poddawać w wątpliwość strategii mistrza na poprowadzenie treningu. Zebrała się do odpowiedzi, którą podsunęła jej elastyczna pamięć.
– Tak, pamiętam. – miauknęła z przekonaniem, bo pamiętała, a fakt, że podziękowanie tym całym gwiezdnym uważała za... sprawę dyskusyjną, nie miał aktualnie żadnego znaczenia. – Tak więc, na naukach dowiedziałam się, że kodeks reguluje kwestię zawierania znajomości z innymi klanami. To znaczy, że zezwala na zadawanie się z kotami spoza klanu, lecz jednocześnie nakazuje bezustannie pamiętać o lojalności, przede wszystkim w momencie jakiegoś międzyklanowego sporu. Myślę, że pojęcie znaczenia tego punktu w praktyce, jest tak naprawdę bardzo trudne... dlatego mam pewien dystans do spotykania się z kotami z innych klanów.
Oczywiście ruda wyrobiła sobie takie, a nie inne zdanie na podstawie czysto teoretycznych rozważań. Choć spostrzeżenie wydawało się jej słuszne. Ta kwestia była trudna.
– Wiem też, że starsi i kociaki jedzą przed wszystkimi innymi. I, że należy każdą upolowaną zwierzynę przynieść na wspólny stos. Nie można zjeść samemu przed pożywieniem reszty klanu. – młoda zmrużyła ślepia. – Nie wiem czy to część kodeksu, ale jest zasada, według której przywódca może mianować terminatora dopiero, gdy dany kot skończy sześć księżyców. A gdy pytałam ciotkę o powstanie kodeksu, powiedziała mi, że właśnie samotnicy są spod niego wyjęci. Tak więc... trzeba żyć w klanie, by móc się nim kierować? Trzeba odrzucić samotność i życie pieszczocha.
Oblizała się, uznając, że to chyba absolutnie wszystko, o czym słyszała na temat samej treści kodeksu.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
- Jestem pod wrażeniem, naprawdę dużo wiesz! - pochwalił Mętną Łapę z nieskrywanym entuzjazmem w głosie - Ja dopóki nie zacząłem treningu pamiętałem tylko to, że muszę skończyć sześć księżyców, żeby zostać Terminatorem - dodał ze śmiechem - Tak, to jeden z punktów kodeksu. Wczesne księżyce życia minęły mu na zdecydowanie innych rzeczach niż zdobywanie na własną łapę wiedzy, która mogłaby przydać mu się na treningu. Śliwkowa Pestka musiała wyłożyć mu wszystko od podstaw. Na myśl o kocicy, jak zwykle uśmiechnął się pod nosem.
- To spróbujmy je omówić nieco dokładniej... Co do tych znajomości - punkt Kodeksu, który o nich mówi, jest w ogóle pierwszym punktem i zaczyna się od słów "Broń swojego Klanu nawet kosztem własnego życia". Potem dopiero jest mowa o tym, że można zaprzyjaźniać się z kotami spoza Klanu, ale w przypadku konfliktu musisz pozostać mu lojalna. Na szczęście od wielu księżyców Klan Rzeki nie musiał toczyć bitew z innymi, chyba niewiele kotów miało okazję tego doświadczyć... ale to ważne, żeby o tym pamiętać - opowiedział spokojnie. Będąc w wieku Mętlik, nie rozumiał, czemu ktokolwiek miałby się z kimś innym tłuc. W dodatku czuł bezbrzeżną ciekawość co do innych Klanów. Dał temu wszytkiemu upust, wybierając się ze swoim bratem na granicę, gdzie spotkał jakiegoś Wojownika z Klanu Gromu i było to przeżycie... niezbyt ekscytujące.
- Nakaz nakarmienia starszyzny i kociąt jest trzeci, a ten o tym, że należy najpierw zanieść zdobycz na stos zwierzyny - tyczy się to przede wszystkim Terminatorów - to czwarty. Po drodze jest jeszcze jeden, który zabrania wstepowania na teren innego Klanu i polowania na nim - uściślił - Dużo mówi się o granicach o pożywieniu. Zdobycz pozwala nam przeżyć, a granice mają zapewniać każdemu Klanowi sprawiedliwy dostęp do zwierzyny. W dalszej części kodeksu jest też zasada, według której powinniśmy sprawdzać i znakować granice każdego dnia i przeganiać z nich intruzów. To też ma zapewnić bezpieczeństwo Klanowi i zwierzynie, która do niego należy - wyjaśniał dalej. Kodeks zawierał naprawdę mnóstwo podpunktów i nie chciał zrzucać na rudą kotkę wszystkiego naraz, ale niektóre po prostu dobrze się dopełniały i tworzyły pewną całość.
Szli sobie dalej wzdłuż brzegu rzeki, aż drzewa po ich prawej stronie zaczęły się przerzedzać. W tym momencie całkiem wyraźnie było już widać enigmatyczną konstrukcję z gałęzi, która przecinała zimną wstęgę w poprzek.
- To Bobrowa Tama. Jej przedłużenie stanowi granicę naszego terenu - wyjaśnił, uprzedzając pytanie - A co do tego, czy trzeba żyć w Klanie, żeby podążać za Kodeksem Wojownika... cóż, my jesteśmy do tego zobowiązani i możemy tego oczekiwać od innych Klanów. Z Samotnikami nie wiadomo. Może się zdarzyć jakiś Samotnik, który na przykład należał do Klanu, albo miał w nim rodzinę - i zna Kodeks i żyje zgodnie z jego zasadami, czy też ich częścią, tą którą da się wykonywać samodzielnie. Ale Samotnicy to indywidualiści i każdy z nich żyje po swojemu. Może kiedyś jakiegoś spotkam, to go o to zapytam - dotąd nie miałem okazji - przyznał z przepraszającym uśmiechem.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Kotka rozpromieniła się już chyba do granic możliwości, a jej mordka, a także okalające ją bokobrody, nastroszyły, tak że przypominała coś w rodzaju słońca, które świeciło nad ich głowami. Już nie tak mocno jak parę dni temu, można więc stwierdzić, że teraz to ona była najbardziej świetlistym punktem w okolicy.
Przez myśl przemknęło jej, nie pierwszy raz, porównanie mistrza do księżyca. Nie dalej jak wczoraj świecił białym futerkiem, podobnie jak on. Obaj byli przewodnikami. Dla niej. Według niej.
Czy kotka była ciekawa innych klanów? Jak dotąd jej życie skupiało się na poszerzaniu horyzontów, ale jednak w... pewnym zakresie. Nie wysuwając nosa poza Obóz, nie była w stanie odczuć tego, co zrozumiała, stojąc dzień wcześniej na Kocim Grzbiecie. Wszystko zależy od perspektywy, która roztacza się przed nami z punktu, w którym aktualnie jesteśmy. Musiała ponownie zweryfikować swój obraz świata, gdy zobaczyła go więcej. Parę dni temu fascynowały ją informacje o przodkach i przeszłość jej rodziny – i to nie zniknęło. Ale może niedługo poczuje potrzebę spotkania kogoś... no właśnie. Innego? Czy ten ktoś po drugiej stronie granicy będzie taki sam?
– Jeden z terminatorów mówił mi, że kiedyś nasz klan miał konflikt z Klanem Cienia, bo ich koty nie respektowały naszych granic. Ale nie doszło do rozlewu krwi, ponoć Klan Rzeki miał znaczną przewagę już na wstępie i Klan Cienia nie zdecydował się na bitwę. Chyba... dostaliśmy wtedy nawet jakieś Cieniste tereny w ramach rekompensaty? Klan Cienia je oddał. – podzieliła się swoją wiedzą, badając wyraz pyska Gęsiopiórego. Może wiedział coś więcej na ten temat?
– A jeśli zwierzyna przekroczy granicę podczas polowania? Do którego klanu wtedy należy? Powinnam zaprzestać pogoni, nawet jeśli ofiara jest już ranna i trzeba tylko ją... dobić? – dopytała pragmatycznie, stąpając miękko za białym. – O. Czy terminatorzy mogą uczestniczyć w takich patrolach?
Kiedy zatrzymali się w okolicy tamy, kotka rozejrzała się i po chwili skupiła wzrok na brzegu po drugiej stronie Rzeki.
– A tamten teren należy jeszcze do nas? – spytała, wskazując nosem szary brzeg, na który weszliby po przejściu Bobrowej Tamy. – Rozumiem, że bycie wojownikiem łączy się z przestrzeganiem kodeksu. Samotnicy chyba... rezygnują z bycia wojownikiem, ale nadal mogą utożsamiać się z kodeksem? To chyba bardziej zawiłe... Gęsiopióry, mam pytanie. Nie wiem czy wypada mi je zadać, ale... to znaczy, że nadal nie spotkałeś swojego brata?
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
- Tak jakoś było - przytaknął Gęsiopióry na wzmiankę o dawnym konflikcie z Klanem Cienia - A za mojego kocięctwa były jakieś napięcia z Klanem Gromu, zdaje się? Byli mocno agresywni w obronie swoich granic. Ale nic z tego nie wyniknęło - opowiedział pokrótce. Właściwie, nigdy nie interesował się za bardzo historią Klanów i nie miał na jej temat szczególnie dużej wiedzy. Być może brak matki, która normalnie pewnie snułaby takie opowieści swoim kociętom na dobranoc, stanowił jedną z przyczyn jego obojętności wobec zamierzchłych wydarzeń...
- Myślę, że granice nie obowiązują zwierzyny, ale nas już tak... Nie powinnaś jej przekraczać, nawet jeśli kolacja Ci tam ucieknie. W miarę możliwości warto zachodzić zdobycz w kierunku wnętrza naszych terenów, jeśli jest się już niedaleko ich krawędzi. Nawet, jeśli nikt z innego Klanu Cię nie zobaczy, może Cię zwęszyć i potem byłyby z tego poważne problemy - wyjaśnił, na tyle sprawnie, na ile sam potrafił sobie taką sytuację zwizualizować - A co do udziału w patrolach - jak najbardziej, Terminatorzy też mogą w nich uczestniczyć. Możemy się na taki wybrać zamiast obchodzenia jednej z granic we dwójkę - zaproponował, jednocześnie myśląc, która najlepiej się do tego nada i decydując się na tę wzdłuż Klanu Gromu. Zostaną im więc wschodnia i południowa na najbliższe spacery - i Mętna Łapa będzie mogła mówić, że obeszła cały Klan Rzeki dookoła.
- Tamto wybrzeże na które można przejść po tamie to Kamienisty Brzeg - i tak, jest nasze. Między rzeką a granicą z Klanem Gromu jest taki klin, który jeszcze do nas należy. To ładny, malowniczy teren. Jego krawędź wyznacza prosta linia od właśnie krawędzi tamy aż do Czterech Dębów - wyjaśnił i zapauzował, by spojrzeć pytająco na Mętną Łapę - Wiesz, czym są Cztery Dęby?
Została jeszcze jedna kwestia, Samotników i ich relacji z Kodeksem Wojownika. Na takie pytania chyba po prostu nie było jednoznacznej odpowiedzi. - Samotnik to Samotnik. Koty w Klanie się od siebie różnią i mają do Kodeksu różny stosunek, a co dopiero tacy Samotnicy... nie mam pojęcia, co mogą sobie na jego temat myśleć - przyznał bez kombinowania - I nie, nie spotkałem sie z bratem. Jak mi się uda, zapytam go o to - obiecał, puszczając jej jeszcze oko.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Uśmiechnęła się z widoczną ulgą, gdy okazało się, że jej pytanie o Wieczora nie wywołało na pyszczku mistrza skrępowania. Pokiwała pyszczkiem, trawiąc wszystkie informacje, które dotarły wcześniej do jej uszu. Wiedziała już, że nie może przekraczać granicy, choć ta kwestia wciąż nie dawała jej spokoju. Skoro już udałoby się jej poważnie zranić zwierzynę, wtedy ta cierpiałaby, dogorywając kilka lisich długości ogona przed nią, ale za granicą. Stało to w pewnej sprzeczności z innym punktem kodeksu, który jak pamiętała, nakazywał, by zabijać szybko, tak by skracać cierpienie, poza tym nakazywał, by polować dla zdobycia pokarmu. A tak, taka dajmy na to mysz, mogła wykrwawić się na śmierć i najzwyczajniej się zmarnować. W rudej kotce zaczęło rodzić się poczucie, że tego typu wątpliwości będą tylko się mnożyć, a sprzeczności w ogóle jest więcej, niż łatwych, jednoznacznych odpowiedzi. Postanowiła zachować swoje wątpliwości dla siebie. Zapoczątkowanie międzyklanowego konfliktu? Nie widziała siebie w roli takiego prekursora. Pasowałoby to bardziej do jej siostry...
– Świetnie! – miauknęła, ciesząc się z informacji o patrolu. – Kto decyduje o ich składzie, Gęsiopióry?
Nie narzekała na nudę, ale to z pewnością ciekawe urozmaicenie i wdrożenie w przyszłe obowiązki.
– Nie, nie wiem. – przyznała, słysząc o Czterech Dębach, choć samą nazwę kojarzyła, a po chwili przypomniała sobie, skąd. – Chociaż... mówiłeś mi już, że to punkt styku wszystkich granic. I, że kiedyś mi je pokażesz.
Przyglądała się kocurkowi uważnie, czekając na jego kolejny ruch.