16.01.2021 00:41
Gdy Polny Chwast upił kilka łyków chłodnej, tajemniczo przejrzystej wody, bardzo szybko poczuł, że morzy go sen. Ułożył się więc do snu, a gdy tylko zamknął powieki, jego duch przeniósł się na Srebrną Skórkę. Okolica wyglądała znajomo - znajdowali się w obozie Klanu Cienia, jednak ta wersja była o wiele bardziej spokojna, eteryczna i tajemnicza. Gwiezdny pył pokrywał każdą powierzchnię i migotał - tak, jak migotały błyszczące od gwiazd oczy kotów, które z odległości obserwowały budzącego się kocura. Obok niego stała wysoka kotka o długim, śnieżnobiałym futrze. Ucałowana płomieniami mordka uśmiechnęła się łagodnie.
- Wstań, Polny Chwaście, i chodź ze mną. Wsz- - urwała nagle i zmarszczyła czoło, bowiem w nagłej chmurze gwiezdnego pyłu obok Polnego Chwastu pojawiła się... jego partnerka. Płomykówkowa Gwiazda bąknęła tylko ciche "och?" i potrząsnęła głową. Szybko spojrzała za siebie, aby upewnić się co do reakcji innych Gwiezdnych, nim zwróciła się do wojowniczki.
- Witaj, Ostry Kwiecie. Wiem, jak ważny jest dla ciebie ten moment, ale nie powinno cię tu być. Twoim obowiązkiem jest czuwać wraz z Szarą Korą - powiedziała łagodnie i nim wojowniczka zdołała zaprotestować, dotknęła nosem czoła kotki, która natychmiast obudziła się z bardzo krótkiej drzemki, w którą zapadła nieopatrznie pijąc wodę z sadzawki. Pointka przez chwilę patrzyła w miejsce, w którym rozsypały się gwiazdy po zniknięciu Ostrego Kwiatu, nim zaśmiała się bezgłośnie i zwróciła znów swoją szczupłą mordkę w stronę kocura.
- ... Tak - mruknęła, bardziej sama do siebie niż do kocura. Musiała odnaleźć wątek, który zgubiła poprzez nagłe pojawienie się Ostrego Kwiatu. - Ceremonia nadania żyć jest świętym rytuałem, którego jedynym świadkiem może być Gwiezdny Klan. Przepraszam, nie mogłam pozwolić na to, by została - wyjaśniła, prowadząc kocura na miejsce, o którym mówiła na samym początku. Tam, gdzie miała odbyć się właściwa ceremonia. - Jesteś gotowy, Polny Chwaście?
Nie miał już tak naprawdę wyboru, jednak i tak zapytała. Dopiero gdy uzyskała odpowiedź, rozpoczęła właściwą część ceremonii.
- Ja, Płomykówkowa Gwiazda, wraz z pierwszym życiem chciałabym dać ci rozwagę - powiedziała, pochylając się w stronę kocura, aby dotknąć nosem jego nosa. Pierwsze w żyć dało mu bardzo dziwne uczucie - był pewny siebie, był odważny, był niezniszczalny! Zaraz jednak miał wrażenie, że psie kły rozdzierają jego ciało wzdłuż naturalnych szwów na jego ciele; te same psie kły, które wyszarpały z Płomykówkowej Gwiazdy jej dziewięć żyć. Musiał zmusić się do tego, by wyrwać swoje kończyny z metaforycznych psich szczęk, które rozciągały go na wszystkie strony, a gdy mu się udało, stanął na wszystkich czterech łapach o wiele pewniej, o wiele mocniej, o wiele lepiej i bardziej świadomie czując grunt pod swoimi łapami. Teraz wiedział już, gdzie iść. - Każdy krok, który podejmiesz, musi być przemyślany. Wszystko, co robisz, musi dziać się dla dobra twojego klanu. Brawura niesie przez życie szybko i intensywnie, ale upadek jest bolesny - tak dla ciebie, jak i całego klanu - powiedziała, po czym skinęła mu głową; nie zdążyła jednak odejść, gdy obok niej wyrosła inna kotka, jej młodsza siostra. Uśmiechnęły się do siebie; Polny Chwast również został obdarowany równie wesołym, zadziornym uśmiechem.
- Cześć! Życie jest pełne wzlotów i upadków, a ty, jako przywódca, nie możesz upadać. Dlatego ode mnie, Kozaczej Ścieżki, jako swoje drugie życie dostaniesz szczęście - żebyś potrafił odnaleźć coś dobrego nawet tam, gdzie inni nie widzą nic, oprócz zła i smutku. Musisz być dla nich oparciem, nie? Dawać siłę do tego, żeby mogli iść dalej - powiedziała żywo, po czym stuknęła nosem w jego nos. To, co Polny Chwast poczuł, było przerażające. Miał wrażenie, że łapy się pod nim uginają, że brakuje mu powietrza w płucach i smutek jest tak wszechogarniający i potężny, że nie potrafił zrobić niczego innego, jak tylko upaść bezradnie i zacząć płakać. Jednak udało mu się dostrzec światełko w tym tunelu; choć wiele wysiłku wymagało od niego poruszanie się w lepkiej, czarnej mazi, która trzymała go w miejscu, w końcu udało mu się dotrzeć do źródła światła - a wtedy zaczął się śmiać, tak bardzo, że nie potrafił przestać i że aż brakowało mu oddechu. Nigdy nie czuł się tak szczęśliwy jak teraz! Gdy się uspokoił i otarł łzy szczęścia, które zwilżyły mu policzki, dostrzegł kotkę, którą rozpoznał od razu, a której nie widział od tak dawna. Srebrzyste futerko długowłosej kotki iskrzyło od gwiazd, podobnie jak jej żółte oczy. Nie uśmiechała się, jej pysk był zaciśnięty i pełen determinacji. Zroszona Łapa zmarła jako bardzo młody kot, więc zamierzała wykorzystać okazję do tego, by zobaczyć swojego brata chociaż teraz - bo nigdy nie było okazji, by przyjść do niego we śnie.
- Chwast. Kto by pomyślał, że będziesz tu stał, po tej stronie... a ja będę po tej przeciwnej - powiedziała, krzywiąc na końcu mordkę w gorzkim uśmiechu. Było jej wstyd za to, że chorowała. Było jej wstyd za to, że umarła. Chciała osiągnąć w życiu coś więcej, chciała być kimś... i umarła jako terminator, nie dożywając nawet pełnego obiegu pór. - Od swojej siostry dostaniesz więc dumę. Twój trzeci dar. Niech sprawi, że twój kark będzie twardy i silny, by nie ugiął się pod naciskiem - zawahała się na ułamek sekundy, jednak zaraz dotknęła jego nosa swoim. Poczuł, że staje się bardzo mały i słaby, że jego kręgosłup i łapy są jak suche gałązki, gotowe pęknąć pod najmniejszym naciskiem. Oczy wielu kotów patrzyły prosto na niego, ich spojrzenie przeszywało go na wskroś i próbowało zniszczyć, zgnieść jak maleńkiego robaka. Odnalazł jednak w sobie siłę; widział klan, który go potrzebował, widział swoją rodzinę i swoją partnerkę, widział też swoją własną wartość i to wystarczyło, by stanąć prosto, by podnieść głowę i iść dalej, pokonać lęk przed tym, że inni zdmuchną go jak nic nieznaczący pył.
Zroszona Łapa ustąpiła miejsca innej... nie, innemu terminatorowi. Barania Łapa, choć za życia musiał znosić ból, jaki wiązał się z urodzeniem w niewłaściwym ciele, na Srebrnej Skórce mógł być tym, kim był zawsze. I był szczęśliwym kocurem, który stał teraz dumny i wyprostowany, niezwykle przejęty tym, że przypadła mu tak ważna rola.
- Witaj Polny Chwaście - uśmiechnął się, kiwajac mu z szacunkiem głową. - Z pewnością będziesz dobrym przywódcą. Chciałbym dać ci dar miłości. Pamiętaj, że każdy zasługuje na miłość niezależnie od tego skąd pochodzi, jak wygląda, jaki się urodził czy kogo kocha. I pamiętaj, żeby tę miłość mieć też dla samego siebie - powiedział, po czym dotknął nosem nosa przyszłego przywódcy, przekazując mu swój dar. Poczuł zimną obojętność i przerażającą samotność, która sprawiała, że chciał odsunąć się od wszystkich. Jego serce stawało się zimne i czarne, jednak gdy tylko poczuł na sobie ciepły, czuły dotyk swojej partnerki, swojej rodziny, a także wszystkich kotów, które kochał i które kochały jego poczuł, jak wiele jest wokół niego miłości i ciepła i jak bardzo cieszyło go uczucie motyli w brzuchu, które trzepotały jak szalone. Barania Łapa nie zdążył się nawet odsunąć, gdy obok niego wręcz zmaterializował się inny kot. Przebierał łapami w miejscu, tak bardzo podekscytowany tym, że mógł podarować komuś życie. Z reguły nie pytano go, czy w ogóle chciał to robić, więc teraz, widząc okazję, w końcu postanowił złapać ją za ogon. A przecież nie miał niczego głupiego do powiedzenia!
- Cześć, ty mnie nie znasz, ale ja znam ciebie i mam dla ciebie twój piąty dar, który na pewno ci się przyda, bo ode mnie, znaczy od Żołędziowego Grzbietu, dostaniesz wierność wobec Klanu i Kodeksu Wojownika, a to są bardzo ważne rzeczy, które sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy, a nie jakąś zbieraniną przypadkowych kotów, co nie?, więc od ciebie zależy to, żeby Klan Cienia dalej był wierny zasadom i żebyś pokazał swoim wojownikom odpowiednią drogę, którą mają iść! - powiedział bardzo szybko na jednym wdechu, zupełnie nie zatrzymując się, by zaczerpnąć oddechu, a następnie grzmotnął nosem w nos Polnego Chwastu, co prawie go znokautowało. Przed oczami kocura pociemniało, widział cierniste kępy krzewów i nagie gałęzie drzew, które zaciskały się wokół niego i zasłaniały niebo. Zboczył ze ścieżki, która prowadziła do Gwiezdnych, a jego łapy same pakowały go w najciemniejsze zakątki Ciemnego Lasu. Wtedy jednak jego myśli skierowały się na Kodeks Wojownika; gdy pomyślał o obronie swojego klanu nawet kosztem własnego życia, cierniste kępy cofnęły się i tak każdy kolejny wypowiedziany w myślach punkt wojownika sprawiał, że odnajdywał właściwą ścieżkę, dzięki której znów stanął pewnie wśród kotów na Srebrnej Skórce. Żołędziowy Grzbiet rzucił tylko wesołe "pa!" i pogalopował gdzieś; mijający go długowłosy, bury kocur o jednym oku uśmiechnął się lekko i potrząsnął głową. Podszedł do Polnego Chwastu i skinął mu głową na powitanie.
- Ja, Szepczący Pył, wraz z twoim szóstym życiem chciałbym podarować ci siłę do działania - powiedział, a nim zetknął swój nos z nosem przyszłego przywódcy, pozwolił swoim słowom odpowiednio wybrzmieć. Polny Chwast poczuł przygnębiający ból i pustkę, które nie pozwalały mu na to, by iść dalej. Upadł. Nie miał sił, by się podnieść, jego łapy nie chciały unieść ciężaru jego ciała. Wszystko stało się odległe, nieważne, przerażająco obojętne. Mógł zostać tu i zmienić się w gwiezdny pył, po prostu zniknąć, tak, jak zniknął Szepczący Pył. Zamknął powieki, a wówczas poczuł silny bodziec, który zmusił go do wstania. Było to bolesne, chciał wrzeszczeć, bo jego mięśnie zdawały się rozdzierać na skutek wysiłku, jakiego wymagało samo podniesienie się na łapy. Gdy jednak wstał... stał dużo silniejszy. Gotowy do tego, by działać dla dobra swojego klanu, któremu miał za zadanie teraz służyć tak długo, aż nie zgaśnie ostatnie z jego żyć. - Musisz iść naprzód, pomimo wiatru, który zawsze będzie wiał prosto w pysk. Od twojej siły będzie zależała siła Klanu Cienia - powiedział, po czym odsunął się, by zrobić miejsce kotce o długim, idealnie ułożonym futerku o barwie zboża. Arystokratyczne oczy w kolorze płynnego miodu spoglądały na kocura ze spokojem i powagą.
- Ja, Złocisty Kłos, jako twoje siódme życie przekazuję ci otwarte serce - oświadczyła kotka, dotykając nosa kocura. W pierwszej chwili chciał szarpnąć się w tył; chciał syknąć wściekle na wszystkie koty, które odeszły z Klanu Cienia z własnej woli lub nie, a które stały w oddali i obserwowały go. Wściekłość i zło przepełniały jego serce do tego stopnia, że pociemniało mu przed oczami. Gdy jednak je otworzył dostrzegł koty, które ze wzruszeniem przylegają do swoich futerek i płaczą ze szczęścia; widział terminatorów, którzy ze wstydem powracają do domu ku radości swoich rodziców. Widokrodzin, które znów mogły być razem ogrzewał jego serce i przygładzał zjeżoną sierść na jego grzbiecie. Był przepełniony miłością i ciepłem matki, która odnalazła swoje zaginione kocię, nie potrafił kryć wzruszenia z powodu ulgi, jaką współodczuwał z kotem, któremu pozwolono powrócić do ukochanego klanu, z którego został wyrwany przez los. Złocisty Kłos wciąż stała naprzeciwko niego. - Koty popełniają błędy. Koty gubią drogę do klanu, ale jeżeli nadal noszą go w swoich sercach, jako Przywódca nie zamykaj się na nich, pozwól im być wraz z ich rodzinami... - powiedziała uśmiechając się do niego tajemniczo, po czym skinęła mu głową i zrobiła miejsce dla kolejnego kota. Którym okazała się być... Kukułcze Jajo. Kotka zaśmiała się wesoło, spoglądając za siebie, na koty, które dały Polnemu Chwastowi dwa ostatnie życia.
- Jak poważnie i wzniośle! - mlasnęła rozbawiona ozorem, mrużąc przy tym żółte ślepia. Jej głos wciąż był ochrypły i nieprzyjemny - tak, jak za życia. - Ode mnie, kochany, dostaniesz coś specjalnego. A więc, jak to mówią: "ja, Kukułcze Jajo, wraz z twoim ósmym życiem przekazuję ci dar dobrego smaku" - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko, niesamowicie zadowolona z tego, że mogła mu dać taki dar. Nim jednak ktokolwiek zdołał zaprotestować i spytać, czy czasem nie ma jakiegoś innego Gwiezdnego, który mógłby dać jakiś poważniejszy dar, Kukułka znów zabrała głos. - Musisz wiedzieć, kiedy należy odwrócić się i odejść, by zachować twarz godną przywódcy; być zadbanym, godnym reprezentantem klanu. Musisz też wiedzieć, jak nazywać swoich wojowników, by ich imiona nie były powtarzane jako żart. No i musisz też jeść, oczywiście, a do tego dobry smak zawsze się przyda - oświadczyła, po czym musiała stanąć na swoich tłustych paluszkach, by dosięgnąć nosa Polnego Chwastu. Nie czuł bólu ani zmęczenia, gdy otrzymał życie. Widział jednak, że jego futro jest potargane i brudne od błota; przed nim stał cały klan i wojownik, którego waśnie nazwał Patykowym Kłakiem, na co ten wybuchnął płaczem, a cały klan ryknął śmiechem, choć nie był pewien, czy śmiali się z biednego wojownika, czy jednak ze swojego przywódcy, który przynosił im wstyd. Wstyd był tak potężny, że chciał zjeść swój własny ogon i jeść tak długo, aż zniknie. Nim jednak zapadł się ze wstydu pod ziemię znalazł w sobie siłę, by pokonać tę przeciwność losu; by oczyścić i ułożyć futro, by zapanować nad klanem i zmienić imię biednego wojownika na coś, co godnie reprezentowało Klan Cienia. Śmiech ucichł, została jedynie duma... i zapach tłustej, smacznej myszy, który wypełniał jego nozdrza. Kukułcze Jajo uśmiechnęła się, niezwykle zadowolona z tego, co właśnie dokonała, po czym poczłapała tam, skąd przyszła. Jej miejsce zajął kot... który wyglądał dziwnie znajomo. Miał długie, szczupłe łapy, smukły, klinowaty pysk i krótkie futerko o białej barwie, która przechodziła w bardzo głęboką, mocno kontrastującą czerń na jego pysku, łapach i ogonie. Obrócił głowę, przez chwilę patrząc na kocura jednym, intensywnie niebieskim okiem, nim stanął naprzeciw niego.
- Nazywam się Niebiańska Cisza i byłem zastępcą Klanu Cienia dawno, dawno temu, nim ktokolwiek teraz mógłby pamiętać. Jeszcze nim Klany zamieszkały na tych terenach i jeszcze nim Klany zamieszkały nad Wielką Słoną Wodą. A mimo to, w niektórych członkach Klanu Cienia wciąż płynie moja krew, a ja czuwam nad nimi z góry - kątem oka zerknął na Olchowy Szept i jego rodzinę, których iskrzące od gwiazd oczy można było wypatrzeć wśród kotów, które obserwowały ceremonię, jednak nie zdecydowały się na branie w niej czynnego udziału. - Jestem tutaj, by obdarować cię twoim dziewiątym życiem, a wraz z nim darem Wyrozumiałości. Czasem warto spojrzeć na to wszystko, co się wokół nas dzieje, chłodnym okiem, oraz spróbować zrozumieć to, co czują inni. Troszczymy się o Klan właśnie dla nich, a oni czasem popełniają błędy. Taka jest naturalna kolej rzeczy w świecie - powiedział, po czym pochylił się, by przekazać kocurowi ostatnie z żyć. Poczuł nagle odrazę do kotów, które zrobiły mu coś złego, ale też takie, które spojrzały na niego krzywo czy nawet po prostu oddychały w niewłaściwy sposób. Tracił grunt pod nogami gdy czuł, że niechęć wobec kotów, które były inne i nieidealne, nie pasowały do modelu doskonałego wojownika i miały wady, słabości, lęki i ułomności. Zaraz jednak przyszło zrozumienie. Oświecenie, które rzuciło światło na tajemnice każdego z nich i które sprawiało, że zamiast skupiać się na ich wadach, dostrzegał to, co było w nich dobre. Teraz, gdy patrzył w każdym kocie widział światło dobra i czuł, że każdy z tych promyków był ważny i warty podtrzymywania przy życiu, by mógł rozświetlić cały Klan Cienia.
- Dokonało się! - zakrzyknęła Płomykówkowa Gwiazda, wychodząc przed ósemkę kotów, które przekazywały dziś życia Polnemu Chwastowi. - Polna Gwiazdo, Gwiezdny Klan wita cię jako nowego przywódcę Klanu Cienia - powiedziała, patrząc z dumą na swojego dawnego terminatora, a teraz przywódcę klanu, kóry kochała i dla którego oddała życie. - Polna Gwiazda! Polna Gwiazda! - rozległo się radosne skandowanie, które wciąż dzwoniło kocurowi w uszach, gdy obudził się u brzegu Szepczącej Sadzawki. Polna Gwiazda, Polna Gwiazda...!
Polna Gwiazda: +15 exp
Szara Kora, Ostry Kwiat: +10 exp
- Wstań, Polny Chwaście, i chodź ze mną. Wsz- - urwała nagle i zmarszczyła czoło, bowiem w nagłej chmurze gwiezdnego pyłu obok Polnego Chwastu pojawiła się... jego partnerka. Płomykówkowa Gwiazda bąknęła tylko ciche "och?" i potrząsnęła głową. Szybko spojrzała za siebie, aby upewnić się co do reakcji innych Gwiezdnych, nim zwróciła się do wojowniczki.
- Witaj, Ostry Kwiecie. Wiem, jak ważny jest dla ciebie ten moment, ale nie powinno cię tu być. Twoim obowiązkiem jest czuwać wraz z Szarą Korą - powiedziała łagodnie i nim wojowniczka zdołała zaprotestować, dotknęła nosem czoła kotki, która natychmiast obudziła się z bardzo krótkiej drzemki, w którą zapadła nieopatrznie pijąc wodę z sadzawki. Pointka przez chwilę patrzyła w miejsce, w którym rozsypały się gwiazdy po zniknięciu Ostrego Kwiatu, nim zaśmiała się bezgłośnie i zwróciła znów swoją szczupłą mordkę w stronę kocura.
- ... Tak - mruknęła, bardziej sama do siebie niż do kocura. Musiała odnaleźć wątek, który zgubiła poprzez nagłe pojawienie się Ostrego Kwiatu. - Ceremonia nadania żyć jest świętym rytuałem, którego jedynym świadkiem może być Gwiezdny Klan. Przepraszam, nie mogłam pozwolić na to, by została - wyjaśniła, prowadząc kocura na miejsce, o którym mówiła na samym początku. Tam, gdzie miała odbyć się właściwa ceremonia. - Jesteś gotowy, Polny Chwaście?
Nie miał już tak naprawdę wyboru, jednak i tak zapytała. Dopiero gdy uzyskała odpowiedź, rozpoczęła właściwą część ceremonii.
- Ja, Płomykówkowa Gwiazda, wraz z pierwszym życiem chciałabym dać ci rozwagę - powiedziała, pochylając się w stronę kocura, aby dotknąć nosem jego nosa. Pierwsze w żyć dało mu bardzo dziwne uczucie - był pewny siebie, był odważny, był niezniszczalny! Zaraz jednak miał wrażenie, że psie kły rozdzierają jego ciało wzdłuż naturalnych szwów na jego ciele; te same psie kły, które wyszarpały z Płomykówkowej Gwiazdy jej dziewięć żyć. Musiał zmusić się do tego, by wyrwać swoje kończyny z metaforycznych psich szczęk, które rozciągały go na wszystkie strony, a gdy mu się udało, stanął na wszystkich czterech łapach o wiele pewniej, o wiele mocniej, o wiele lepiej i bardziej świadomie czując grunt pod swoimi łapami. Teraz wiedział już, gdzie iść. - Każdy krok, który podejmiesz, musi być przemyślany. Wszystko, co robisz, musi dziać się dla dobra twojego klanu. Brawura niesie przez życie szybko i intensywnie, ale upadek jest bolesny - tak dla ciebie, jak i całego klanu - powiedziała, po czym skinęła mu głową; nie zdążyła jednak odejść, gdy obok niej wyrosła inna kotka, jej młodsza siostra. Uśmiechnęły się do siebie; Polny Chwast również został obdarowany równie wesołym, zadziornym uśmiechem.
- Cześć! Życie jest pełne wzlotów i upadków, a ty, jako przywódca, nie możesz upadać. Dlatego ode mnie, Kozaczej Ścieżki, jako swoje drugie życie dostaniesz szczęście - żebyś potrafił odnaleźć coś dobrego nawet tam, gdzie inni nie widzą nic, oprócz zła i smutku. Musisz być dla nich oparciem, nie? Dawać siłę do tego, żeby mogli iść dalej - powiedziała żywo, po czym stuknęła nosem w jego nos. To, co Polny Chwast poczuł, było przerażające. Miał wrażenie, że łapy się pod nim uginają, że brakuje mu powietrza w płucach i smutek jest tak wszechogarniający i potężny, że nie potrafił zrobić niczego innego, jak tylko upaść bezradnie i zacząć płakać. Jednak udało mu się dostrzec światełko w tym tunelu; choć wiele wysiłku wymagało od niego poruszanie się w lepkiej, czarnej mazi, która trzymała go w miejscu, w końcu udało mu się dotrzeć do źródła światła - a wtedy zaczął się śmiać, tak bardzo, że nie potrafił przestać i że aż brakowało mu oddechu. Nigdy nie czuł się tak szczęśliwy jak teraz! Gdy się uspokoił i otarł łzy szczęścia, które zwilżyły mu policzki, dostrzegł kotkę, którą rozpoznał od razu, a której nie widział od tak dawna. Srebrzyste futerko długowłosej kotki iskrzyło od gwiazd, podobnie jak jej żółte oczy. Nie uśmiechała się, jej pysk był zaciśnięty i pełen determinacji. Zroszona Łapa zmarła jako bardzo młody kot, więc zamierzała wykorzystać okazję do tego, by zobaczyć swojego brata chociaż teraz - bo nigdy nie było okazji, by przyjść do niego we śnie.
- Chwast. Kto by pomyślał, że będziesz tu stał, po tej stronie... a ja będę po tej przeciwnej - powiedziała, krzywiąc na końcu mordkę w gorzkim uśmiechu. Było jej wstyd za to, że chorowała. Było jej wstyd za to, że umarła. Chciała osiągnąć w życiu coś więcej, chciała być kimś... i umarła jako terminator, nie dożywając nawet pełnego obiegu pór. - Od swojej siostry dostaniesz więc dumę. Twój trzeci dar. Niech sprawi, że twój kark będzie twardy i silny, by nie ugiął się pod naciskiem - zawahała się na ułamek sekundy, jednak zaraz dotknęła jego nosa swoim. Poczuł, że staje się bardzo mały i słaby, że jego kręgosłup i łapy są jak suche gałązki, gotowe pęknąć pod najmniejszym naciskiem. Oczy wielu kotów patrzyły prosto na niego, ich spojrzenie przeszywało go na wskroś i próbowało zniszczyć, zgnieść jak maleńkiego robaka. Odnalazł jednak w sobie siłę; widział klan, który go potrzebował, widział swoją rodzinę i swoją partnerkę, widział też swoją własną wartość i to wystarczyło, by stanąć prosto, by podnieść głowę i iść dalej, pokonać lęk przed tym, że inni zdmuchną go jak nic nieznaczący pył.
Zroszona Łapa ustąpiła miejsca innej... nie, innemu terminatorowi. Barania Łapa, choć za życia musiał znosić ból, jaki wiązał się z urodzeniem w niewłaściwym ciele, na Srebrnej Skórce mógł być tym, kim był zawsze. I był szczęśliwym kocurem, który stał teraz dumny i wyprostowany, niezwykle przejęty tym, że przypadła mu tak ważna rola.
- Witaj Polny Chwaście - uśmiechnął się, kiwajac mu z szacunkiem głową. - Z pewnością będziesz dobrym przywódcą. Chciałbym dać ci dar miłości. Pamiętaj, że każdy zasługuje na miłość niezależnie od tego skąd pochodzi, jak wygląda, jaki się urodził czy kogo kocha. I pamiętaj, żeby tę miłość mieć też dla samego siebie - powiedział, po czym dotknął nosem nosa przyszłego przywódcy, przekazując mu swój dar. Poczuł zimną obojętność i przerażającą samotność, która sprawiała, że chciał odsunąć się od wszystkich. Jego serce stawało się zimne i czarne, jednak gdy tylko poczuł na sobie ciepły, czuły dotyk swojej partnerki, swojej rodziny, a także wszystkich kotów, które kochał i które kochały jego poczuł, jak wiele jest wokół niego miłości i ciepła i jak bardzo cieszyło go uczucie motyli w brzuchu, które trzepotały jak szalone. Barania Łapa nie zdążył się nawet odsunąć, gdy obok niego wręcz zmaterializował się inny kot. Przebierał łapami w miejscu, tak bardzo podekscytowany tym, że mógł podarować komuś życie. Z reguły nie pytano go, czy w ogóle chciał to robić, więc teraz, widząc okazję, w końcu postanowił złapać ją za ogon. A przecież nie miał niczego głupiego do powiedzenia!
- Cześć, ty mnie nie znasz, ale ja znam ciebie i mam dla ciebie twój piąty dar, który na pewno ci się przyda, bo ode mnie, znaczy od Żołędziowego Grzbietu, dostaniesz wierność wobec Klanu i Kodeksu Wojownika, a to są bardzo ważne rzeczy, które sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy, a nie jakąś zbieraniną przypadkowych kotów, co nie?, więc od ciebie zależy to, żeby Klan Cienia dalej był wierny zasadom i żebyś pokazał swoim wojownikom odpowiednią drogę, którą mają iść! - powiedział bardzo szybko na jednym wdechu, zupełnie nie zatrzymując się, by zaczerpnąć oddechu, a następnie grzmotnął nosem w nos Polnego Chwastu, co prawie go znokautowało. Przed oczami kocura pociemniało, widział cierniste kępy krzewów i nagie gałęzie drzew, które zaciskały się wokół niego i zasłaniały niebo. Zboczył ze ścieżki, która prowadziła do Gwiezdnych, a jego łapy same pakowały go w najciemniejsze zakątki Ciemnego Lasu. Wtedy jednak jego myśli skierowały się na Kodeks Wojownika; gdy pomyślał o obronie swojego klanu nawet kosztem własnego życia, cierniste kępy cofnęły się i tak każdy kolejny wypowiedziany w myślach punkt wojownika sprawiał, że odnajdywał właściwą ścieżkę, dzięki której znów stanął pewnie wśród kotów na Srebrnej Skórce. Żołędziowy Grzbiet rzucił tylko wesołe "pa!" i pogalopował gdzieś; mijający go długowłosy, bury kocur o jednym oku uśmiechnął się lekko i potrząsnął głową. Podszedł do Polnego Chwastu i skinął mu głową na powitanie.
- Ja, Szepczący Pył, wraz z twoim szóstym życiem chciałbym podarować ci siłę do działania - powiedział, a nim zetknął swój nos z nosem przyszłego przywódcy, pozwolił swoim słowom odpowiednio wybrzmieć. Polny Chwast poczuł przygnębiający ból i pustkę, które nie pozwalały mu na to, by iść dalej. Upadł. Nie miał sił, by się podnieść, jego łapy nie chciały unieść ciężaru jego ciała. Wszystko stało się odległe, nieważne, przerażająco obojętne. Mógł zostać tu i zmienić się w gwiezdny pył, po prostu zniknąć, tak, jak zniknął Szepczący Pył. Zamknął powieki, a wówczas poczuł silny bodziec, który zmusił go do wstania. Było to bolesne, chciał wrzeszczeć, bo jego mięśnie zdawały się rozdzierać na skutek wysiłku, jakiego wymagało samo podniesienie się na łapy. Gdy jednak wstał... stał dużo silniejszy. Gotowy do tego, by działać dla dobra swojego klanu, któremu miał za zadanie teraz służyć tak długo, aż nie zgaśnie ostatnie z jego żyć. - Musisz iść naprzód, pomimo wiatru, który zawsze będzie wiał prosto w pysk. Od twojej siły będzie zależała siła Klanu Cienia - powiedział, po czym odsunął się, by zrobić miejsce kotce o długim, idealnie ułożonym futerku o barwie zboża. Arystokratyczne oczy w kolorze płynnego miodu spoglądały na kocura ze spokojem i powagą.
- Ja, Złocisty Kłos, jako twoje siódme życie przekazuję ci otwarte serce - oświadczyła kotka, dotykając nosa kocura. W pierwszej chwili chciał szarpnąć się w tył; chciał syknąć wściekle na wszystkie koty, które odeszły z Klanu Cienia z własnej woli lub nie, a które stały w oddali i obserwowały go. Wściekłość i zło przepełniały jego serce do tego stopnia, że pociemniało mu przed oczami. Gdy jednak je otworzył dostrzegł koty, które ze wzruszeniem przylegają do swoich futerek i płaczą ze szczęścia; widział terminatorów, którzy ze wstydem powracają do domu ku radości swoich rodziców. Widokrodzin, które znów mogły być razem ogrzewał jego serce i przygładzał zjeżoną sierść na jego grzbiecie. Był przepełniony miłością i ciepłem matki, która odnalazła swoje zaginione kocię, nie potrafił kryć wzruszenia z powodu ulgi, jaką współodczuwał z kotem, któremu pozwolono powrócić do ukochanego klanu, z którego został wyrwany przez los. Złocisty Kłos wciąż stała naprzeciwko niego. - Koty popełniają błędy. Koty gubią drogę do klanu, ale jeżeli nadal noszą go w swoich sercach, jako Przywódca nie zamykaj się na nich, pozwól im być wraz z ich rodzinami... - powiedziała uśmiechając się do niego tajemniczo, po czym skinęła mu głową i zrobiła miejsce dla kolejnego kota. Którym okazała się być... Kukułcze Jajo. Kotka zaśmiała się wesoło, spoglądając za siebie, na koty, które dały Polnemu Chwastowi dwa ostatnie życia.
- Jak poważnie i wzniośle! - mlasnęła rozbawiona ozorem, mrużąc przy tym żółte ślepia. Jej głos wciąż był ochrypły i nieprzyjemny - tak, jak za życia. - Ode mnie, kochany, dostaniesz coś specjalnego. A więc, jak to mówią: "ja, Kukułcze Jajo, wraz z twoim ósmym życiem przekazuję ci dar dobrego smaku" - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko, niesamowicie zadowolona z tego, że mogła mu dać taki dar. Nim jednak ktokolwiek zdołał zaprotestować i spytać, czy czasem nie ma jakiegoś innego Gwiezdnego, który mógłby dać jakiś poważniejszy dar, Kukułka znów zabrała głos. - Musisz wiedzieć, kiedy należy odwrócić się i odejść, by zachować twarz godną przywódcy; być zadbanym, godnym reprezentantem klanu. Musisz też wiedzieć, jak nazywać swoich wojowników, by ich imiona nie były powtarzane jako żart. No i musisz też jeść, oczywiście, a do tego dobry smak zawsze się przyda - oświadczyła, po czym musiała stanąć na swoich tłustych paluszkach, by dosięgnąć nosa Polnego Chwastu. Nie czuł bólu ani zmęczenia, gdy otrzymał życie. Widział jednak, że jego futro jest potargane i brudne od błota; przed nim stał cały klan i wojownik, którego waśnie nazwał Patykowym Kłakiem, na co ten wybuchnął płaczem, a cały klan ryknął śmiechem, choć nie był pewien, czy śmiali się z biednego wojownika, czy jednak ze swojego przywódcy, który przynosił im wstyd. Wstyd był tak potężny, że chciał zjeść swój własny ogon i jeść tak długo, aż zniknie. Nim jednak zapadł się ze wstydu pod ziemię znalazł w sobie siłę, by pokonać tę przeciwność losu; by oczyścić i ułożyć futro, by zapanować nad klanem i zmienić imię biednego wojownika na coś, co godnie reprezentowało Klan Cienia. Śmiech ucichł, została jedynie duma... i zapach tłustej, smacznej myszy, który wypełniał jego nozdrza. Kukułcze Jajo uśmiechnęła się, niezwykle zadowolona z tego, co właśnie dokonała, po czym poczłapała tam, skąd przyszła. Jej miejsce zajął kot... który wyglądał dziwnie znajomo. Miał długie, szczupłe łapy, smukły, klinowaty pysk i krótkie futerko o białej barwie, która przechodziła w bardzo głęboką, mocno kontrastującą czerń na jego pysku, łapach i ogonie. Obrócił głowę, przez chwilę patrząc na kocura jednym, intensywnie niebieskim okiem, nim stanął naprzeciw niego.
- Nazywam się Niebiańska Cisza i byłem zastępcą Klanu Cienia dawno, dawno temu, nim ktokolwiek teraz mógłby pamiętać. Jeszcze nim Klany zamieszkały na tych terenach i jeszcze nim Klany zamieszkały nad Wielką Słoną Wodą. A mimo to, w niektórych członkach Klanu Cienia wciąż płynie moja krew, a ja czuwam nad nimi z góry - kątem oka zerknął na Olchowy Szept i jego rodzinę, których iskrzące od gwiazd oczy można było wypatrzeć wśród kotów, które obserwowały ceremonię, jednak nie zdecydowały się na branie w niej czynnego udziału. - Jestem tutaj, by obdarować cię twoim dziewiątym życiem, a wraz z nim darem Wyrozumiałości. Czasem warto spojrzeć na to wszystko, co się wokół nas dzieje, chłodnym okiem, oraz spróbować zrozumieć to, co czują inni. Troszczymy się o Klan właśnie dla nich, a oni czasem popełniają błędy. Taka jest naturalna kolej rzeczy w świecie - powiedział, po czym pochylił się, by przekazać kocurowi ostatnie z żyć. Poczuł nagle odrazę do kotów, które zrobiły mu coś złego, ale też takie, które spojrzały na niego krzywo czy nawet po prostu oddychały w niewłaściwy sposób. Tracił grunt pod nogami gdy czuł, że niechęć wobec kotów, które były inne i nieidealne, nie pasowały do modelu doskonałego wojownika i miały wady, słabości, lęki i ułomności. Zaraz jednak przyszło zrozumienie. Oświecenie, które rzuciło światło na tajemnice każdego z nich i które sprawiało, że zamiast skupiać się na ich wadach, dostrzegał to, co było w nich dobre. Teraz, gdy patrzył w każdym kocie widział światło dobra i czuł, że każdy z tych promyków był ważny i warty podtrzymywania przy życiu, by mógł rozświetlić cały Klan Cienia.
- Dokonało się! - zakrzyknęła Płomykówkowa Gwiazda, wychodząc przed ósemkę kotów, które przekazywały dziś życia Polnemu Chwastowi. - Polna Gwiazdo, Gwiezdny Klan wita cię jako nowego przywódcę Klanu Cienia - powiedziała, patrząc z dumą na swojego dawnego terminatora, a teraz przywódcę klanu, kóry kochała i dla którego oddała życie. - Polna Gwiazda! Polna Gwiazda! - rozległo się radosne skandowanie, które wciąż dzwoniło kocurowi w uszach, gdy obudził się u brzegu Szepczącej Sadzawki. Polna Gwiazda, Polna Gwiazda...!
Polna Gwiazda: +15 exp
Szara Kora, Ostry Kwiat: +10 exp
| x ★ ★ ★ behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind... | x | ![]() |
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W

![[Obrazek: VDeFTXy.png]](https://i.imgur.com/VDeFTXy.png)