Logo Artemidy
Wyprawa Polnego Chwastu
#16
Gdy Polny Chwast upił kilka łyków chłodnej, tajemniczo przejrzystej wody, bardzo szybko poczuł, że morzy go sen. Ułożył się więc do snu, a gdy tylko zamknął powieki, jego duch przeniósł się na Srebrną Skórkę. Okolica wyglądała znajomo - znajdowali się w obozie Klanu Cienia, jednak ta wersja była o wiele bardziej spokojna, eteryczna i tajemnicza. Gwiezdny pył pokrywał każdą powierzchnię i migotał - tak, jak migotały błyszczące od gwiazd oczy kotów, które z odległości obserwowały budzącego się kocura. Obok niego stała wysoka kotka o długim, śnieżnobiałym futrze. Ucałowana płomieniami mordka uśmiechnęła się łagodnie.
- Wstań, Polny Chwaście, i chodź ze mną. Wsz- - urwała nagle i zmarszczyła czoło, bowiem w nagłej chmurze gwiezdnego pyłu obok Polnego Chwastu pojawiła się... jego partnerka. Płomykówkowa Gwiazda bąknęła tylko ciche "och?" i potrząsnęła głową. Szybko spojrzała za siebie, aby upewnić się co do reakcji innych Gwiezdnych, nim zwróciła się do wojowniczki.
- Witaj, Ostry Kwiecie. Wiem, jak ważny jest dla ciebie ten moment, ale nie powinno cię tu być. Twoim obowiązkiem jest czuwać wraz z Szarą Korą - powiedziała łagodnie i nim wojowniczka zdołała zaprotestować, dotknęła nosem czoła kotki, która natychmiast obudziła się z bardzo krótkiej drzemki, w którą zapadła nieopatrznie pijąc wodę z sadzawki. Pointka przez chwilę patrzyła w miejsce, w którym rozsypały się gwiazdy po zniknięciu Ostrego Kwiatu, nim zaśmiała się bezgłośnie i zwróciła znów swoją szczupłą mordkę w stronę kocura.
- ... Tak - mruknęła, bardziej sama do siebie niż do kocura. Musiała odnaleźć wątek, który zgubiła poprzez nagłe pojawienie się Ostrego Kwiatu. - Ceremonia nadania żyć jest świętym rytuałem, którego jedynym świadkiem może być Gwiezdny Klan. Przepraszam, nie mogłam pozwolić na to, by została - wyjaśniła, prowadząc kocura na miejsce, o którym mówiła na samym początku. Tam, gdzie miała odbyć się właściwa ceremonia. - Jesteś gotowy, Polny Chwaście?
Nie miał już tak naprawdę wyboru, jednak i tak zapytała. Dopiero gdy uzyskała odpowiedź, rozpoczęła właściwą część ceremonii.
- Ja, Płomykówkowa Gwiazda, wraz z pierwszym życiem chciałabym dać ci rozwagę - powiedziała, pochylając się w stronę kocura, aby dotknąć nosem jego nosa. Pierwsze w żyć dało mu bardzo dziwne uczucie - był pewny siebie, był odważny, był niezniszczalny! Zaraz jednak miał wrażenie, że psie kły rozdzierają jego ciało wzdłuż naturalnych szwów na jego ciele; te same psie kły, które wyszarpały z Płomykówkowej Gwiazdy jej dziewięć żyć. Musiał zmusić się do tego, by wyrwać swoje kończyny z metaforycznych psich szczęk, które rozciągały go na wszystkie strony, a gdy mu się udało, stanął na wszystkich czterech łapach o wiele pewniej, o wiele mocniej, o wiele lepiej i bardziej świadomie czując grunt pod swoimi łapami. Teraz wiedział już, gdzie iść. - Każdy krok, który podejmiesz, musi być przemyślany. Wszystko, co robisz, musi dziać się dla dobra twojego klanu. Brawura niesie przez życie szybko i intensywnie, ale upadek jest bolesny - tak dla ciebie, jak i całego klanu - powiedziała, po czym skinęła mu głową; nie zdążyła jednak odejść, gdy obok niej wyrosła inna kotka, jej młodsza siostra. Uśmiechnęły się do siebie; Polny Chwast również został obdarowany równie wesołym, zadziornym uśmiechem.
- Cześć! Życie jest pełne wzlotów i upadków, a ty, jako przywódca, nie możesz upadać. Dlatego ode mnie, Kozaczej Ścieżki, jako swoje drugie życie dostaniesz szczęście - żebyś potrafił odnaleźć coś dobrego nawet tam, gdzie inni nie widzą nic, oprócz zła i smutku. Musisz być dla nich oparciem, nie? Dawać siłę do tego, żeby mogli iść dalej - powiedziała żywo, po czym stuknęła nosem w jego nos. To, co Polny Chwast poczuł, było przerażające. Miał wrażenie, że łapy się pod nim uginają, że brakuje mu powietrza w płucach i smutek jest tak wszechogarniający i potężny, że nie potrafił zrobić niczego innego, jak tylko upaść bezradnie i zacząć płakać. Jednak udało mu się dostrzec światełko w tym tunelu; choć wiele wysiłku wymagało od niego poruszanie się w lepkiej, czarnej mazi, która trzymała go w miejscu, w końcu udało mu się dotrzeć do źródła światła - a wtedy zaczął się śmiać, tak bardzo, że nie potrafił przestać i że aż brakowało mu oddechu. Nigdy nie czuł się tak szczęśliwy jak teraz! Gdy się uspokoił i otarł łzy szczęścia, które zwilżyły mu policzki, dostrzegł kotkę, którą rozpoznał od razu, a której nie widział od tak dawna. Srebrzyste futerko długowłosej kotki iskrzyło od gwiazd, podobnie jak jej żółte oczy. Nie uśmiechała się, jej pysk był zaciśnięty i pełen determinacji. Zroszona Łapa zmarła jako bardzo młody kot, więc zamierzała wykorzystać okazję do tego, by zobaczyć swojego brata chociaż teraz - bo nigdy nie było okazji, by przyjść do niego we śnie.
- Chwast. Kto by pomyślał, że będziesz tu stał, po tej stronie... a ja będę po tej przeciwnej - powiedziała, krzywiąc na końcu mordkę w gorzkim uśmiechu. Było jej wstyd za to, że chorowała. Było jej wstyd za to, że umarła. Chciała osiągnąć w życiu coś więcej, chciała być kimś... i umarła jako terminator, nie dożywając nawet pełnego obiegu pór. - Od swojej siostry dostaniesz więc dumę. Twój trzeci dar. Niech sprawi, że twój kark będzie twardy i silny, by nie ugiął się pod naciskiem - zawahała się na ułamek sekundy, jednak zaraz dotknęła jego nosa swoim. Poczuł, że staje się bardzo mały i słaby, że jego kręgosłup i łapy są jak suche gałązki, gotowe pęknąć pod najmniejszym naciskiem. Oczy wielu kotów patrzyły prosto na niego, ich spojrzenie przeszywało go na wskroś i próbowało zniszczyć, zgnieść jak maleńkiego robaka. Odnalazł jednak w sobie siłę; widział klan, który go potrzebował, widział swoją rodzinę i swoją partnerkę, widział też swoją własną wartość i to wystarczyło, by stanąć prosto, by podnieść głowę i iść dalej, pokonać lęk przed tym, że inni zdmuchną go jak nic nieznaczący pył.
Zroszona Łapa ustąpiła miejsca innej... nie, innemu terminatorowi. Barania Łapa, choć za życia musiał znosić ból, jaki wiązał się z urodzeniem w niewłaściwym ciele, na Srebrnej Skórce mógł być tym, kim był zawsze. I był szczęśliwym kocurem, który stał teraz dumny i wyprostowany, niezwykle przejęty tym, że przypadła mu tak ważna rola.
- Witaj Polny Chwaście - uśmiechnął się, kiwajac mu z szacunkiem głową. - Z pewnością będziesz dobrym przywódcą. Chciałbym dać ci dar miłości. Pamiętaj, że każdy zasługuje na miłość niezależnie od tego skąd pochodzi, jak wygląda, jaki się urodził czy kogo kocha. I pamiętaj, żeby tę miłość mieć też dla samego siebie - powiedział, po czym dotknął nosem nosa przyszłego przywódcy, przekazując mu swój dar. Poczuł zimną obojętność i przerażającą samotność, która sprawiała, że chciał odsunąć się od wszystkich. Jego serce stawało się zimne i czarne, jednak gdy tylko poczuł na sobie ciepły, czuły dotyk swojej partnerki, swojej rodziny, a także wszystkich kotów, które kochał i które kochały jego poczuł, jak wiele jest wokół niego miłości i ciepła i jak bardzo cieszyło go uczucie motyli w brzuchu, które trzepotały jak szalone. Barania Łapa nie zdążył się nawet odsunąć, gdy obok niego wręcz zmaterializował się inny kot. Przebierał łapami w miejscu, tak bardzo podekscytowany tym, że mógł podarować komuś życie. Z reguły nie pytano go, czy w ogóle chciał to robić, więc teraz, widząc okazję, w końcu postanowił złapać ją za ogon. A przecież nie miał niczego głupiego do powiedzenia!
- Cześć, ty mnie nie znasz, ale ja znam ciebie i mam dla ciebie twój piąty dar, który na pewno ci się przyda, bo ode mnie, znaczy od Żołędziowego Grzbietu, dostaniesz wierność wobec Klanu i Kodeksu Wojownika, a to są bardzo ważne rzeczy, które sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy, a nie jakąś zbieraniną przypadkowych kotów, co nie?, więc od ciebie zależy to, żeby Klan Cienia dalej był wierny zasadom i żebyś pokazał swoim wojownikom odpowiednią drogę, którą mają iść! - powiedział bardzo szybko na jednym wdechu, zupełnie nie zatrzymując się, by zaczerpnąć oddechu, a następnie grzmotnął nosem w nos Polnego Chwastu, co prawie go znokautowało. Przed oczami kocura pociemniało, widział cierniste kępy krzewów i nagie gałęzie drzew, które zaciskały się wokół niego i zasłaniały niebo. Zboczył ze ścieżki, która prowadziła do Gwiezdnych, a jego łapy same pakowały go w najciemniejsze zakątki Ciemnego Lasu. Wtedy jednak jego myśli skierowały się na Kodeks Wojownika; gdy pomyślał o obronie swojego klanu nawet kosztem własnego życia, cierniste kępy cofnęły się i tak każdy kolejny wypowiedziany w myślach punkt wojownika sprawiał, że odnajdywał właściwą ścieżkę, dzięki której znów stanął pewnie wśród kotów na Srebrnej Skórce. Żołędziowy Grzbiet rzucił tylko wesołe "pa!" i pogalopował gdzieś; mijający go długowłosy, bury kocur o jednym oku uśmiechnął się lekko i potrząsnął głową. Podszedł do Polnego Chwastu i skinął mu głową na powitanie.
- Ja, Szepczący Pył, wraz z twoim szóstym życiem chciałbym podarować ci siłę do działania - powiedział, a nim zetknął swój nos z nosem przyszłego przywódcy, pozwolił swoim słowom odpowiednio wybrzmieć. Polny Chwast poczuł przygnębiający ból i pustkę, które nie pozwalały mu na to, by iść dalej. Upadł. Nie miał sił, by się podnieść, jego łapy nie chciały unieść ciężaru jego ciała. Wszystko stało się odległe, nieważne, przerażająco obojętne. Mógł zostać tu i zmienić się w gwiezdny pył, po prostu zniknąć, tak, jak zniknął Szepczący Pył. Zamknął powieki, a wówczas poczuł silny bodziec, który zmusił go do wstania. Było to bolesne, chciał wrzeszczeć, bo jego mięśnie zdawały się rozdzierać na skutek wysiłku, jakiego wymagało samo podniesienie się na łapy. Gdy jednak wstał... stał dużo silniejszy. Gotowy do tego, by działać dla dobra swojego klanu, któremu miał za zadanie teraz służyć tak długo, aż nie zgaśnie ostatnie z jego żyć. - Musisz iść naprzód, pomimo wiatru, który zawsze będzie wiał prosto w pysk. Od twojej siły będzie zależała siła Klanu Cienia - powiedział, po czym odsunął się, by zrobić miejsce kotce o długim, idealnie ułożonym futerku o barwie zboża. Arystokratyczne oczy w kolorze płynnego miodu spoglądały na kocura ze spokojem i powagą.
- Ja, Złocisty Kłos, jako twoje siódme życie przekazuję ci otwarte serce - oświadczyła kotka, dotykając nosa kocura. W pierwszej chwili chciał szarpnąć się w tył; chciał syknąć wściekle na wszystkie koty, które odeszły z Klanu Cienia z własnej woli lub nie, a które stały w oddali i obserwowały go. Wściekłość i zło przepełniały jego serce do tego stopnia, że pociemniało mu przed oczami. Gdy jednak je otworzył dostrzegł koty, które ze wzruszeniem przylegają do swoich futerek i płaczą ze szczęścia; widział terminatorów, którzy ze wstydem powracają do domu ku radości swoich rodziców. Widokrodzin, które znów mogły być razem ogrzewał jego serce i przygładzał zjeżoną sierść na jego grzbiecie. Był przepełniony miłością i ciepłem matki, która odnalazła swoje zaginione kocię, nie potrafił kryć wzruszenia z powodu ulgi, jaką współodczuwał z kotem, któremu pozwolono powrócić do ukochanego klanu, z którego został wyrwany przez los. Złocisty Kłos wciąż stała naprzeciwko niego. - Koty popełniają błędy. Koty gubią drogę do klanu, ale jeżeli nadal noszą go w swoich sercach, jako Przywódca nie zamykaj się na nich, pozwól im być wraz z ich rodzinami... - powiedziała uśmiechając się do niego tajemniczo, po czym skinęła mu głową i zrobiła miejsce dla kolejnego kota. Którym okazała się być... Kukułcze Jajo. Kotka zaśmiała się wesoło, spoglądając za siebie, na koty, które dały Polnemu Chwastowi dwa ostatnie życia.
- Jak poważnie i wzniośle! - mlasnęła rozbawiona ozorem, mrużąc przy tym żółte ślepia. Jej głos wciąż był ochrypły i nieprzyjemny - tak, jak za życia. - Ode mnie, kochany, dostaniesz coś specjalnego. A więc, jak to mówią: "ja, Kukułcze Jajo, wraz z twoim ósmym życiem przekazuję ci dar dobrego smaku" - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko, niesamowicie zadowolona z tego, że mogła mu dać taki dar. Nim jednak ktokolwiek zdołał zaprotestować i spytać, czy czasem nie ma jakiegoś innego Gwiezdnego, który mógłby dać jakiś poważniejszy dar, Kukułka znów zabrała głos. - Musisz wiedzieć, kiedy należy odwrócić się i odejść, by zachować twarz godną przywódcy; być zadbanym, godnym reprezentantem klanu. Musisz też wiedzieć, jak nazywać swoich wojowników, by ich imiona nie były powtarzane jako żart. No i musisz też jeść, oczywiście, a do tego dobry smak zawsze się przyda - oświadczyła, po czym musiała stanąć na swoich tłustych paluszkach, by dosięgnąć nosa Polnego Chwastu. Nie czuł bólu ani zmęczenia, gdy otrzymał życie. Widział jednak, że jego futro jest potargane i brudne od błota; przed nim stał cały klan i wojownik, którego waśnie nazwał Patykowym Kłakiem, na co ten wybuchnął płaczem, a cały klan ryknął śmiechem, choć nie był pewien, czy śmiali się z biednego wojownika, czy jednak ze swojego przywódcy, który przynosił im wstyd. Wstyd był tak potężny, że chciał zjeść swój własny ogon i jeść tak długo, aż zniknie. Nim jednak zapadł się ze wstydu pod ziemię znalazł w sobie siłę, by pokonać tę przeciwność losu; by oczyścić i ułożyć futro, by zapanować nad klanem i zmienić imię biednego wojownika na coś, co godnie reprezentowało Klan Cienia. Śmiech ucichł, została jedynie duma... i zapach tłustej, smacznej myszy, który wypełniał jego nozdrza. Kukułcze Jajo uśmiechnęła się, niezwykle zadowolona z tego, co właśnie dokonała, po czym poczłapała tam, skąd przyszła. Jej miejsce zajął kot... który wyglądał dziwnie znajomo. Miał długie, szczupłe łapy, smukły, klinowaty pysk i krótkie futerko o białej barwie, która przechodziła w bardzo głęboką, mocno kontrastującą czerń na jego pysku, łapach i ogonie. Obrócił głowę, przez chwilę patrząc na kocura jednym, intensywnie niebieskim okiem, nim stanął naprzeciw niego.
- Nazywam się Niebiańska Cisza i byłem zastępcą Klanu Cienia dawno, dawno temu, nim ktokolwiek teraz mógłby pamiętać. Jeszcze nim Klany zamieszkały na tych terenach i jeszcze nim Klany zamieszkały nad Wielką Słoną Wodą. A mimo to, w niektórych członkach Klanu Cienia wciąż płynie moja krew, a ja czuwam nad nimi z góry - kątem oka zerknął na Olchowy Szept i jego rodzinę, których iskrzące od gwiazd oczy można było wypatrzeć wśród kotów, które obserwowały ceremonię, jednak nie zdecydowały się na branie w niej czynnego udziału. - Jestem tutaj, by obdarować cię twoim dziewiątym życiem, a wraz z nim darem Wyrozumiałości. Czasem warto spojrzeć na to wszystko, co się wokół nas dzieje, chłodnym okiem, oraz spróbować zrozumieć to, co czują inni. Troszczymy się o Klan właśnie dla nich, a oni czasem popełniają błędy. Taka jest naturalna kolej rzeczy w świecie - powiedział, po czym pochylił się, by przekazać kocurowi ostatnie z żyć. Poczuł nagle odrazę do kotów, które zrobiły mu coś złego, ale też takie, które spojrzały na niego krzywo czy nawet po prostu oddychały w niewłaściwy sposób. Tracił grunt pod nogami gdy czuł, że niechęć wobec kotów, które były inne i nieidealne, nie pasowały do modelu doskonałego wojownika i miały wady, słabości, lęki i ułomności. Zaraz jednak przyszło zrozumienie. Oświecenie, które rzuciło światło na tajemnice każdego z nich i które sprawiało, że zamiast skupiać się na ich wadach, dostrzegał to, co było w nich dobre. Teraz, gdy patrzył w każdym kocie widział światło dobra i czuł, że każdy z tych promyków był ważny i warty podtrzymywania przy życiu, by mógł rozświetlić cały Klan Cienia.
- Dokonało się! - zakrzyknęła Płomykówkowa Gwiazda, wychodząc przed ósemkę kotów, które przekazywały dziś życia Polnemu Chwastowi. - Polna Gwiazdo, Gwiezdny Klan wita cię jako nowego przywódcę Klanu Cienia - powiedziała, patrząc z dumą na swojego dawnego terminatora, a teraz przywódcę klanu, kóry kochała i dla którego oddała życie. - Polna Gwiazda! Polna Gwiazda! - rozległo się radosne skandowanie, które wciąż dzwoniło kocurowi w uszach, gdy obudził się u brzegu Szepczącej Sadzawki. Polna Gwiazda, Polna Gwiazda...!

Polna Gwiazda: +15 exp
Szara Kora, Ostry Kwiat: +10 exp
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Dopadła go senność, taka, jakiej nie odczuwał od dłuższego czasu. Nie mógł z tym walczyć, bo domyślił się, że nie był to przypadek. Pozwolił więc zupełnie odpłynąć sobie i swojemu ciału, a kiedy uchylił powieki ujrzał… gwiazdy. Mnóstwo gwiezdnego pyłu, który osiadał na każdym skrawku jego obozu. Obozu, w którym urodził się i żył przez cały czas. W tym momencie dotarło do niego, że Gwiezdni rzeczywiście mogli oglądać ich wszędzie. Ich oczy były nieomylne, a decyzje zawsze słuszne, bo wiedzieli, jak było naprawdę. Och, może to, że się tutaj znalazł było mu pisane? Może przeznaczenie jednak istniało? Podniósł się ciężko, a na widok znajomej mu mordki, nastawił uszy na sztorc. Tak dawno nie widział już Płomykówki, a w pamięci wciąż miał jej sztywne, leżące i okrwawione ciało, a tu proszę, stała przed nim, jak najbardziej żywa i uśmiechnięta.
– Ostra? – bąknął z widocznym zaskoczeniem wymalowanym na mordce. Skąd ona się tu znalazła? Czyżby napiła się wody z Szepczącej Sadzawki? Cóż, miał już coś powiedzieć, jednak jego dawna mistrzyni szybko wyjaśniła sytuację i odesłała ją z powrotem jednym dotykiem nosa w czółko. Dotyk Gwiezdnych był najwidoczniej niezwykle potężny, potrafiących wysłać kogoś z powrotem bez żadnego wysiłku. Cofnął uszy, kiedy jego partnerka zniknęła mu z oczu, a on sam pozostał na srebrnej skórce.
– Płomykówkowy- Płomykówkowa Gwiazdo – poprawił szybko, z nerwami wypełniającymi całe jego ciało. Dla niego wciąż była przywódczynią Klanu Cienia, tak samo, jak Wężowa Gwiazda i Krogulcza Gwiazda. Nie wiedział, co ma powiedzieć, nie wiedział, czy w ogóle powinien był coś mówić, czy pozwolić jej mówić. – T-tak, dobrze, rozumiem. I… jestem gotowy, bardziej chyba już nie będę – wydusił z siebie w końcu. Ceremonia nadania żyć była czymś, o czym mogli opowiadać tylko ci, którzy te życia otrzymali i doskonale to rozumiał. Miał tylko nadzieję, że Ostra nie będzie jakoś urażona faktem, że została odesłana tak szybko. Nie zdążyła z nikim się zobaczyć, z nikim porozmawiać… a chciała zobaczyć na pewno swoją matkę, ojca i rodzeństwo. Aeh. Musiał jednak odpędzić te myśli od siebie i skupić się na ceremonii. Swojej.
Rozwaga. Czy potrafił być rozważny w każdej sytuacji? Czy potrafił podejmować dobre decyzje, na których nie ucierpi on, jego bliscy, ale przede wszystkim Klan? Ból, który rozdarł się po jego ciele sprawił, że czuł się zmotywowany do dalszej walki. Był silny, potrafił przewodzić innymi kotami, księżyce doświadczenia teraz miały w końcu szansę ujawnić się w pełni. Zacisnął szczęki, słuchając jej dalszych słów, zawsze mądrych, zawsze sensownych i potrafiących postawić na nogi. Dosłownie. – Dziękuję – to było jedyne, co mógł z siebie wydusić. Skinął jej z trudem głową, a kiedy zza niech wychynęła się druga sylwetka, całą uwagę przeniósł już tylko na nią. Kozacza Ścieżka. Zniknęła niegdyś z Klanu, a teraz stała tu - przed nim, cała w gwiezdnym pyle. Szczęście. Szczęście, po które sam musiał sobie sięgnąć, które musiał wywalczyć, przebić się przez wszystko, co go hamowało i uniemożliwiało odniesienie sukcesów. Łzy mimowolnie spłynęły z jego policzków, a on nie miał na to żadnego wpływu. Pociągnął nosem, podniósł łapę i kilkoma palcami wytarł bezbarwną ciecz.
– Oby tylko i oni byli oparciem dla mnie… – mruknął ciszej, sam do siebie. Bał się, oczywiście, że się bał! Był przerażony i każdy rozsądny kot na jego miejscu czułby się tak samo. Miał przy sobie tak wiele kotów, dla których warto było walczyć, o siebie, o Klan, o nich. I zamierzał to robić, aż do końca. Rozmazany obraz w końcu wyostrzył się na tyle, aby mógł zobaczyć coś więcej niż migoczące i skrzące gwiazdy. Srebrne, długie futro i złociste ślepia wpatrywały się w niego, z siłą i dumą. – Kawka? – zagaił, nie mogąc wyjść ze zdumienia. Tak dawno ją widział, wiele księżyców temu, kiedy oboje byli ledwie wyrośniętymi od ziemi pędrakami, a teraz on, dorosły i dojrzały, stał przed nią. Gdyby tylko jego siostra mogła przeżyć te wszystkie chwile razem z nim. Niestety los miał to do siebie, że zabierał koty do siebie od tak. Duma. Nigdy nie nazwałby się kotem dumnym, pysznym, zapatrzonym w sobie, ale musiał znać poczucie własnej wartości, nie mógł pozwolić, aby inni weszli mu na głowę i wpływali za bardzo na jego decyzję. Wrażenie, że nie był nikim szczególnym zawsze go ograniczało i sprawiało, że zaczynał czuć się jak szara myszka. – dziękuję... i przepraszam, że nie spędzałem z tobą więcej czasu, kiedy mogłem – skruszył się znacząco, cofając uszy. Gdyby tylko mógł przwidzieć przyszłość... gdyby tylko mógł poświęcić ten wolny czas na rozmowy ze Zroszoną Łapą, a nie na własne samodoskonalenie się i szukanie znajomych, kiedy to jego rodzina wymagała tego świętego czasu najwięcej. Sylwetka Zroszonej Łapy zniknęła, a zastąpiła ją zupełnie inna, która także straciła swoje życie w bardzo młodym wieku. Barania Łapa. Tak bardzo żałował życia tych wszystkich młodych kotów, które nie zdążyły nawet zaznać cudownego, wojowniczego życia. Polny posłał mu pełne współczucia spojrzenie, choć on sam uśmiechał się od ucha do ucha, tak, jak dawniej i tak, jak on go zapamiętał.
– Tak… będę pamiętał – miłość. Kochał każdego, kochał wszystkich, bo każdy na to zasługiwał, kochał swoich klanowiczów i za każdego z nich byłby w stanie skoczyć w najgorętszy ogień, gdyby musiał. Zimno w sercu, które poczuł sprawiło, że skulił się nieco, nie spodziewał się, że życia, jakie otrzymuje, mają aż taką moc, że zwykłe tknięcie nosem potrafi wprawić kota w dreszcze i zakłopotanie, w radość, albo żal. To było niesamowite, ale niezwykle męczące. Miał wrażenie że nastroje zmieniają mu się szybciej niż cokolwiek innego na świecie. Był zmieszany, zakłopotany, ale wiedział, że to nie było nic złego. Musiał być silny. Przyjemne ciepło wypełniło nagle go od środka, na co wyprostował się i pozwolił, aby miejsce podekscytowanego Baranka zajął ktoś… kogo nie kojarzył. Rude futro, smukła sylwetka… nie pamiętał, a pamięć wzrokową miał akurat świetną. Całą wypowiedź wyrzucił z siebie szybko, a trącenie nosem nie miało nic wspólnego z poprzednimi trąceniami.
– Żołędziowy Grzbiet… – powtórzył cicho, ale nijak nie mógł skojarzyć sobie wojownika z kimkolwiek. Czy to znaczyło, że jego życiem interesowały się także koty, których w ogóle nie znał. Ciemność pojawiła się przed jego ślepiami i ni potrafił z niej wyjść. Rozpacz pojawiła się na jego pysku, a on sam próbował desperacko przecisnąć się przez zasłaniające gwiazdy gałęzie. Nie chciał tu być, tak bardzo nie chciał zbłądzić i zrozumiał znaczenie słów wojownika, kiedy już udało mu się wydostać z ciemnej otchłani. Odetchnął z ulgą. – Dziękuję, postaram się – rzucił w przestrzeń, rozglądając się po upstrzonym gwiazdami obszarem. Rudy kocur zniknął z taką werwą, z jaką się pojawił, a jego miejsce zajął kolejny nieznajomy, jednooki i wysoki kocur. Syn Iglastego Grzbietu aż pokusił się o wyprost swojej sylwetki, czując respekt przed gwiezdnym stojącym przed nim. Wraz z jego słowami poczuł, jak nagle wszystkie mięśnie robią się wiotkie. Nie zdołał utrzymać się na łapach i grzmotnął o podłoże. Poczucie swojej bezwartościowości sprawiło, że nie mógł się podnieść. Aby to zrobić, musiał użyć całej swojej wewnętrznej mocy i samozaparcia. Wziął głęboki oddech, czując się wytrzymalszy niż kiedykolwiek. – Byle tylko tej siły nigdy mi nie zabrakło – odpowiedział z głębokim, gardłowym pomrukiem, dziwnie poważnie, dziwnie stoicko.
Następny kot był mu także obcy, dostojny i wyniosły w swoich ruchach i słowach. Złość, którą czuł, kłuła jego serce w niemiłosierny sposób. Zmarszczył pysk, próbując odrzucić od siebie nienawiść do kotów pozornie brudnej krwi, od kotów porwanych, od uciekinierów i tych, którzy odeszli z własnej woli. Zamiast tego ciepło po raz kolejny wypełniło jego wnętrze, pozwalając spojrzeć na to wszystko z zupełnie innej perspektywy, Każdy powinien był otrzymać drugą szansę, każdemu należało się szczęśliwe życie i przebywanie wśród najbliższych. – Nigdy nie zamierzałem im tego utrudniać, Złocisty Kłosie – odpowiedział z troską w głosie. Klan Cienia pozostanie domem dla każdego, kto chciał, aby ten był jego domem, jego ostoją i miejscem, gdzie będą szczęśliwi. Długowłosa kotka wycofała się po wypełnieniu swojego zadania, a na jej miejsce weszła… Kukułcze Jajo? Pamiętał ją, pamiętał jej grymasy i niezadowolone pomruki, jednak teraz wydawała się być żywsza, niż wcześniej. Co za doskonały dobór słów… na jej słowa uniósł jedną z brwi, myśląc, że się przesłyszał, ale… dobry smak? Kocica szybko wyskoczyła z wytłumaczeniem daru, jaki zamierzała mu dać, a dzięki temu jego umysł rozjaśnił się.
– To… to się przyda, nie mniej niż inne dary! – stwierdził z zadowoleniem, posyłając ciepły uśmiech kocicy. Smak tym razem znaczył coś więcej, niż tylko gust jedzeniowy. Musiał umieć się zachować, musiał wiedzieć, że nie może przynieść wstydu sobie i innym. Świadomość, że to on będzie od dzisiaj nazywał swoich wojowników i terminatorów napawała go swego rodzaju lękiem i stresem. Będzie się chyba musiał także nieco bardziej postarać jeśli chodzi o swój wygląd… koniec z kudłami i plątaninami kłaków. Kukułcze Jajo zniknęła mu z oczu, a jej miejsce zajął ostatni kot. O kolorze podobnym do tego, który miał Jastrzębi Krzyk i z sylwetką Trzcinowej Sadzawki. Polny uchylił pyszczek, przyglądając się nieznajomemu, który przedstawił mu się jako Niebiańska Cisza. Nigdy nie słyszał o takim imieniu, było… nietypowe, wyjątkowe. Z jego słów wywnioskował, że zginął dawno temu. Wyrozumiałość. Chłodne oko i trzeźwa ocena sytuacji było czymś, czego będzie musiał się nauczyć, ale był dobrej myśli, że mu się uda. Był pełen empatii, pełen życzliwości i litości, według niego było to potrzebne, ale jako przywódca musiał nauczyć się być przede wszystkim mądry.
– Dziękuję ci, Niebiańska Ciszo – odpowiedział cicho, z wdzięcznością żegnają dawnego zastępcę Klanu Cienia. Nikt nie był nieomylny, każdy popełniał błędy i nie mógł patrzeć na wszystkich tak samo. Do każdego musiał podchodzić indywidualnie. Tak. Początkowa złość ustąpiła trosce o wszystkich zbłąkanych, zagubionych i tych, którzy zboczyli z niewłaściwej ścieżki. To było ostatnie życie, jakie dostał, czuł się inaczej, czuł się mocniejszy i pełniejszy, niż kiedykolwiek wcześniej był. Wypuścił powietrze nozdrzami i spojrzał na te wszystkie sylwetki, których oczy skrzyły niczym ogniki.
– Wy wszyscy na nas patrzycie… cały czas – powiedział w końcu, a przez jego ciało przeszły zimne dreszcze, które były niczym w porównaniu do bólu, jaki czuł niewiele chwil wcześniej. Nigdy nie wątplił w istnienie Gwiezdnego Klanu, rodzice wychowali go na porządnego kota, ale teraz, nareszcie teraz rozwiał swoje wszelkie wątpliwości, które zbierał na przestrzeni księżyców swojego życia. Teraz nie miał już żadnych wątpliwości i nigdy nie będzie ich miał. – I patrzycie na mnie, nie zawiodę was, obiecuję – zapewnił, będąc absolutnie pewnym, że spełni swoją obietnicę. Krogulcza Gwiazda wybrała go nie bez powodu, nawet, jeśli nie dała mu daru, nawet, jeśli jej tu nie widział, wiedział, że gdzieś tu jest. I też na niego patrzy. Naprzód wyszła Płomykówka, na którą Polny spojrzał z niekrytym szacunkiem. Echo jego nowego imienia, jakie wykrzywkiwał chyba cały Gwiezdny Klan było tak donośne, że sprawiło iż jego leżące nad taflą Szepczącej Sadzawki ciało nagle drgnęło, choć przypominało to bardziej gwałtowne szarpnięcie.
– Polna Gwiazda… – powtórzył mimowolnie, za tymi wszystkimi głosami, które wciąż dudniały mu w głowie. Uchylił powieki, czując zimny grunt, na którym leżał. Wrócił. Z zewnątrz zupełnie taki sam, ale w środku zaszły w nim nieodwracalne zmiany. Podniósł się i otrzepał z wody osiadłej na jego gęstym futrze. Był mokry, był brudny, ale teraz to nie miało znaczenia. Nie przejmował się swoim wyglądem, choć reprezentowanie klanu było bardzo ważne, jak to powiedziała Kukułcze Jajo i będzie musiał to naprawić, kiedy wróci do obozu. Uśmiechnął się subtelnie, sam do siebie, wracając myślami do tej sytuacji, a następnie odwrócił się do swoich towarzyszek, pełen nowej nadziei w zielono-żółtych ślepiach. – Wracajmy – polecił ze spokojem, który wypełnił teraz całe jego ciało od środka. Spojrzał na szylkretkę i zrobił kilka kroków w jej stronę. – Zrobiłaś to specjalnie, czy nie mogłaś beze mnie wytrzymać kilka uderzeń serca? – zagaił nieco ciszej, z tą swoją dawną nutką złośliwości, chcąc jakoś poprawić jej humor i podnieść na duchu swoim uśmiechem i słowami. Spojrzał potem na Szarą Korę, z nieukrywaną dumą i radością. – Mam nadzieję, że podczas mojego… hm, snu, nie było żadnych problemów – zapytał, choć oczywiście znał odpowiedź na to pytanie.
Jedyne, co im teraz pozostało, to udać się w drogę powrotną, z nadzieją, że pogoda się nie pogorszy, a podczas drogi nie natrafią na żadne problemy czy komplikacje. Nastał czas jego rządów. Gdyby ktoś powiedział mu kilkanaście księżyców temu, jeszcze przed zostaniem zastępcą, że kiedyś wybierze się do Gwiezdnych po życia, zacząłby chyba tarzać się po ziemi ze śmiechu, a teraz? Stoicki spokój wypełniał jego duszę, pytanie tylko, na jak długo.

zt

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Ostry Kwiat będąc zamyśloną zrobiła dość głupi błąd. Mechanicznie się napiła widząc wodę… Może normalnie to nie byłoby nic dziwnego ale Ostra napiła się z SZEPCZĄCEJ SADZAWKI! TAK! SZEPCZĄCEJ SADZAWKI! Ostra dopiero gdy to zrobiła, zrozumiała jaki błąd ogromny popełniła. Nagle znikąd zrobiła się senna tak bardzo, że po prostu zasnęła! I nagle bum! Pojawiła się w zupełnie innym miejscu a dokładnie pośród Gwiezdnych. Szylkretka dostała potężnego laga mózgu i jedynie co pierwsze przyszło jej na myśl to : o gwiezdni…
Nie planowała tu być. Nie chciała tak. Czemu tak wyszło? Gwiezdni nie mają jakiegoś zabezpieczenia na takie sytuacje. Halo? Wpuszczają kogo bądź tutaj jak tylko sobie ciut siorbniesz wody? Może jakaś blokada by załatwiła sprawę, że tylko naznaczeni mogą tu przyjść? Na pewno teraz by nie było takiej śmiesznej sytuacji co przed chwilą córka Krogulczej Gwiazdy zrobiła. Stała jak słup i z otwartymi wysoko oczami, gapiła się wprost na… Płomykówkę? Tak! To Była ona!
Speszona i zakłopotana tym wszystkim przez chwilę nie zrobiła nic ale potem szybko obniżyła swoją głowę w geście przywitania się z byłą przywódczynią Klanu Cienia. No to pięknie wypadła na oczach Gwiezdnych. No po prostu siwy dym.
Na Polnego nawet nie zerknęła bo stres i wstyd ją zjadał od środka. Już czuła jak będzie się potem z niej śmiał i cały czas wypominał to po nocach a ona z cringu będzie jedynie się kulić w legowisku. Teraz udawał pięknisia elegancika ale ona wiedziała jaki on potrafił być naprawdę! Będzie ją tym męczył i męczył! A niech tylko potem spróbuje komuś to rozpowiedzieć to po prostu normalnie go udusi!
Już chciała coś mówić, już coś zrobić ale nagle pyk i Ostra zniknęła. Zrobiła adios i znów znalazła się przy tafli wody. Od razu jak poparzona się zerwała a następnie popatrzyła się na Szarą Korę. – Zamyśliłam się tak bardzo, że na chwilę przymknęłam oczy. Wybacz. – powiedziała miło, licząc na to, że terminatorka nie widziała tego jak niechcący zabrała łyka wody. Błagała wręcz w myślach. A nawet jeśli widziała to raczej Szara Kora nie była kotem, który rozpowiada takie rzeczy… Przynajmniej miała taką nadzieje. NO KAŻDEMU SIĘ CZASEM ZDARZY NOOOO! Pewnie nie raz ktoś siorbnął trochę wody ze sadzawki przez przypadek! Na pewno nie była jedyna!
Potem jedynie wojowniczka czekała na to jak jej partner wróci ze spotkania, cały czas próbując jakoś zapomnieć o tej całej sytuacji ale po prostu się nie dało. Nie mogła o tym nie myśleć!
Na całe szczęście wkrótce bury wrócił do sfery życia. No, może trochę ubrudzony i mokry ale przynajmniej wrócił. I oczywiście, że musiał wtrącić ten temat. Popatrzyła się na niego mając zamknięte oczy i uśmiech na pyszczku ale widać było, że to nie był normalny uśmiech a uśmiech, który wręcz krzyczał : Nie mów tego. I jak szybko zostały wypowiedziane przez kocura te słowa to tak szybko Ostra, przyłożyła mu łapę do pyska by nic już więcej nie mówił. – Na tą odpowiedź będziesz musiał sobie trochę poczekać kochanieńki. -powiedziała stanowczo a następnie uśmiechnęła się delikatnie do Szarej by się nie przejmowała nimi. W końcu tylko się ze sobą droczyli nic takiego ważnegoooo.
– No oczywiście. Tak spokojnie, że muchy nie było słychać! No a teraz już migusiem do klanu. Hop hop. – popchnęła Polnego swoim cielskiem i pospieszyła towarzystwo by jak najszybciej zniknęli z tego miejsca i by jak najszybciej zapomnieć o tym co przed chwilą partnerka nowego przywódcy zrobiła.
Przez to wszystko jej smutek i stanowczość po prostu się rozpłynęły. Zapomniała o tym, ze przed chwilą była na pogrzebie swojej matki. Pewnie jak wróci do klanu to te wszystkie złe emocje znów się do niej przyczepią jak rzep do ogona.
/z.t XDDDDD
LVL 5 175 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
Szara Kora uniosła wysoko brwi na widok pijącej z Szepczącej Sadzawki szylkretki, lecz okrzyki ewentualnego sprzeciwu jakoś uwięzły jej w gardle. Nie zareagowała w żaden sposób, gdy język wojowniczki zetknął się z taflą wody. Wszystko przebiegało tak szybko i nagle, że kolorowooka nie potrafiła jej powstrzymać, a poza tym... Gdzieś w głębi duszy wcale nie chciała strofować Ostrego Kwiatu. Chciała zobaczyć, co się z nią stanie, przekonać, czy jest szansa, żeby ktoś nieupoważniony pociągnął łyk magicznej wody i trafił do Gwiezdnych, a potem wrócił do żywych bez konsekwencji. Dzięki roztargnieniu córki Krogulec miała wreszcie okazję bezpiecznie sprawdzić, co by się stało, gdyby pewnego razu gdzieś w nieokreślonej przyszłości... Ona sama pochyliła się nad Szepczącą Sadzawką...
Jakkolwiek egoistycznie i strasznie to nie zabrzmi, Szarówka z dystansu, siedząc pod jedną z brzóz, obserwowała rozwój eksperymentu rozgrywanego z udziałem koleżanki. W jednej chwili starsza wojowniczka gasiła pragnienie, a w drugiej bach, zrolowała się na ziemi i... Usnęła? Umarła? Wstrzymując oddech popielata skupiła się na klatce piersiowej Ostrego Kwiatu, by sprawdzić, czy ta w ogóle nadal się unosi. Na szczęście tak... Woda nie mogła być więc zatruta, Chaotyczna Łapa od początku we wszystkim miała rację, picie i sen to BYŁ sposób, żeby dotrzeć do członków Gwiezdnego Klanu. Szara wojowniczka stłumiła w sobie gwałtowne pragnienia, aby natychmiast dołączyć do śniących, chociaż bardzo nad tym ubolewała. Fakty jednak były takie, że została zupełnie sama z dwoma tymczasowo pozbawionymi świadomości kotami z jej klanu, w tym z przyszłym Przywódcą, i zwyczajnie nie mogła sobie pozwolić na zostawienie ich bezbronnych ciał na pastwę losu. Przełknęła ślinę i podreptała do Ostrego Kwiatu, stercząc nad nią z zagubieniem na mordce i usiłując odgadnąć, gdzie teraz była i jakie przygody przeżywała w świecie duchów... Nagle pstrokata kotka się ocknęła, co tak wystraszyło Korę, że zassała głośno powietrza i cofnęła o krok.
- Ostry Kwiecie! Dobrze, że nic się nie stało, ale... Powiedz, widziałaś coś... Tam? Jak usnęłaś? Bo usnęłaś, wiesz? - wymruczała po chwili, a głos drżał jej od wyraźnych emocji.

Obie kocice wymieniły parę uwag, nim dołączył do nich znowu Polny Chwast. Westchnienie. Polna Gwiazda. Szara ponownie zatrzymała tlen w płucach, kiedy rosły kocur obrzuciwszy się z partnerką paroma "czułostkami", zwrócił się następnie bezpośrednio do niej, ot, takiej tam Szarej Kory. W pierwszym odruchu młoda wojowniczka przymknęła powieki i pochyliła pyszczek, aby oddać cześć należną nowemu Przywódcy. Bardzo, bardzo należną, wszak mimo obaw związanych z życiem Polnego, czy raczej jego długością, wierzyła całym sercem, że będzie najlepszym liderem spośród tych, których mieli dotychczas.
- Polna Gwiazdo - szepnęła, po czym spojrzała prosto w zielonkawe oczy kocura, w których lśniła zaraźliwa radość, odwaga i nadzieja na lepsze jutro.
- Tak, tak. Wszystko w najlepszym porządku - potwierdziła, uśmiechając się leciutko, acz znacząco. On wiedział, Ostry Kwiat wiedziała i ona również, ale była gotowa zachować małą wpadkę partnerki Gwiazdy dla siebie.
Ruszyli do domu. Kora puściła przodem cieniste papużki-nierozłączki, a sama obejrzała się jeszcze tęsknie przez ramię za Szepczącą Sadzawką, ale w gruncie rzeczy odchodziła stąd w dobrym nastroju i z motywacją na kilka kolejnych księżyców. Jeszcze tu wróci...

z/t
[Obrazek: VDeFTXy.png]
★★★
Siedzę, czasem coś bredzę
Na moją wiedzę nie wpływa żadna myśl
Dlatego leżę, sam już nie wierzę w nic
Czy to jest prawda co śniło mi się dziś
Ze we snie wisze, ale cos slysze?
Przez moją ciszę przechodzi czyjś głos...

...
...
...
...
...
...
LVL 3 20 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości