Logo Artemidy
Relacje i ich zmiany między NPC
#31
Zebranie zakończyło się już jakiś czas temu, jednak burzliwa atmosfera między Prószącym Śniegiem i starszą członkinią Gromu w ogóle się nie poprawiała. Dżdżysty Świt nie stroniła od wyrażania swojego oburzenia i zniesmaczenia wszystkimi klanowiczami, którzy zawiedli Zmierzchającą Gwiazdę doprowadzając do jej odejścia. Śnieg nie mógłby się jednak z tym bardziej nie zgadzać, co dało się odczuć w jego naburmuszonych bąknięciach jakie nieraz opuszczały jego pysk. Jak wiadomo, Grom jednak nie był klanem gdzie sprzeczki po prostu zamiatało się pod najbliższy kamień, również i ta musiała w końcu eskalować. Oba koty pewnego dnia, na środku obozu, zaczęły po prostu się na siebie drzeć, jednak to Prószący Śnieg sięgnął po bardzo niekulturalne obelgi, które starsza kotka przyjęła z wysoko uniesioną głową. Kocur podczas tego wszystkiego powoływał się na Gwiezdnych i to, że wszystko poszło zgodnie z planem, a każdy kto tego nie widział był zwyczajnie zaślepiony.

Czas w klanie Gromu płynął swoim tempem, tak jak Grzmiąca Rzeka zmieniająca w pewnych miejscach swój nurt ze spokojnego na porywający koty. Jedni nadal odczuwali ostatnie Zebranie, kiedy reszta po prostu żyła swoim życiem… tą resztą byli Dzikie Piórko i Niedźwiedzia Łapa. Klan może i ponownie podnosił się z tragedii jaka na niego spadła, ale ta dwójka miała lepsze plany – szukanie guza. Wszyscy mogli spodziewać się tego po Piórku, jednak to Niedźwiedź byłu tu największym zaskoczeniem. Mała przyjaźń między tymi dwoma gromiakami zaczęła kiełkować już jakiś czas temu, ale jeśli ktoś miał nadzieję, że to Terminatoru pomoże Wojowniczce w końcu stąpać twardo po ziemi to bardzo się przeliczył. Szczególnie kiedy pewnego dnia kiedy to Ziemista Łapa i Danieli Trop – który poprosił go o zabranie go na spacer – zobaczyli tę dwójkę podczas uciekania przed łabędziami… Starszy kocur śmiał się wniebogłosy, jednak Ziemia pierwszy raz w życiu poczuł motylki w brzuchu, kiedy zobaczył długie ogniste futro biegnące przy linii brzegu.

Ostatni incydent z tymi dwoma kocurami mógł zostawić niektórych z poczuciem, że wcale się nie polubią. W końcu dla niewtajemniczonych w rozterki biało-rudego, nieporozumienie mogło wyjść naturalnie. Zapłakany Opiekun i wiecznie obojętny Wojownik. Prawda jednak nie tylko tam była kompletnie inna. Migoczący Świetlik i Żerujący Sęp zaklikali od razu. Ich krótkie rozmowy przerodziły się w spotkania, potem we wspólne posiłki, aż ostatecznie we wspólne spacery. Wszyscy bardziej spostrzegawczy mogliby zobaczyć z jaką delikatnością Sęp patrzy w stronę Opiekuna, który przez swoją nieśmiałość nie raz kończył zawstydzony przed nowym przyjacielem. Wojownik pomimo zaszczytnego tytułu nie przestał namawiać Świetlika, by ten w końcu powiedział Sennej Dolinie o swoich uczuciach i pogodził z najlepszą przyjaciółką. Opiekun chyba w końcu wziął sobie poradę do serca, bo ukochane duo ze Złocistego Wgłębienia na nowo zaczęto być widywane razem.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Każdy raczej zauważył, że w ostatnim czasie Ciernikowa Łapa strasznie odizolował się od większości kotów. Trauma przeżyta po ataku samotników, którzy zabili Kolczasty Grzbiet odcisnęła na nim piętno. Kocur przestał tak często wychodzić z obozu, a jego chęci do zawierania nowych znajomości wyparowały… przynajmniej w większości. Unikał granic z Ziemiami NIczyimi, ale sam najwyraźniej wiedział, że nie mógł tak w nieskończoność. Gdy pewnego dnia podłączył się do spaceru wesołego trio – Polny Wiatr, Kwieciste Grzbiety, Pszczeli Taniec – z zobaczył na granicach samotnika. Oczywiście jego pierwszą myślą była ucieczka, ale łapy przywarły mu do ziemi, a głos ugrzązł w gardle. Uwaga trójki przyjaciół zeszła na Kwiatki, które w ramach zakładu właśnie goniły za osą, którą próbowali zjeść; Ciernik niestety został sam.
Kingsman, bo tak przedstawił się mu kocur zaczął go pocieszać i mówić, że wszystko jest dobrze i nic mu nie zrobi… a po dłuższych zapewnieniach ich rozmowa zaczęła nabierać innego tempa. Dwóch kocurów w tajemnicy zaczęło się spotykać na rozmowy, których biały wichrzak nie mógł przeprowadzić z nikim innym.

Noc Cykady rozpoczęła się w wesołej atmosferze, wszyscy chętni zebrali się na środku obozu i dali porwać opowieściom płynącym z pyszczków występujących. Odwiedziny Gwiezdnego również zrobiły furorę! Ktoś jednak musiał zostać żeby przypilnować obozu, ale kto chciałby przegapić puszczanie wianków na wietrze? A no właśnie Kozia Płetwa, która zgłosiła się na chętną zanim święto w ogóle wystartowało. Kotka zawsze rwała się do roboty i robienia rzeczy, nie było w tym nic dziwnego, że jedna z najciężej pracujących Wojowniczek się zgłosiła... co innego z Polnym Wiatrem. Kocur był raczej znany z przyjaźnienia się z dwoma wolno-duchami, którzy zawsze namawiali go do psot, więc co go mogło tak zachęcić? Odpowiedź znaleźli pewnie nieliczni. Na pierwszy rzut oka cała noc spędzona w ciszy nie interesowała wielu. Koza i Wiatr jednak lubili swoją ciszę i spokój, a Ci bardziej spostrzegawczy mogli dostrzec błysk pomarańczowych oczu często ulokowany w buro-białej sylwetce już od dłuższego czasu.

Krucha Jabłonka od dawna już słyszała prośby i nagabywania Bławatkowej Łąki, by ta zostawiła swojego partnera, Śliskiego Węgorza. Słodka i kochana wojowniczka nie była w stanie przestać kochać ojca swoich kociąt – zawzięcie usprawiedliwiała każde jego słowo i czyn, głuchnąc na dobre rady. Starsza kocica cierpiała z tego powodu, ale tak naprawdę ile można mówić i nie widzieć żadnej zmiany? Walczyła z sercem przybranej córki i manipulacją Węgorza, ale nawet pomoc Zajęczego Ucha tu by nic nie wskórała. Wszystkie próby pomocy jedynie oddalały je od siebie. Bławatkowa Łąka zrobiła krok w tył, nie chcąc stracić córki – życzyła dobrze Jabłonce, więc jeśli ta wierzyła w swojego partnera tak mocno, jej byłej mentorce pozostawało jedynie prosić Gwiezdnych by skierowali Węgorza na właściwą ścieżkę. I przez moment zdawało się, że będzie dobrze.
Niestety, problem nadszedł w momencie największego opadnięcia z sił przez Roziskrzoną Gwiazdę, kiedy to chory przywódca zaszył się w swoim legowisku, a Truflowy Nosek przejęła większość obowiązków. Śliski Węgorz zaczął się wtedy kręcić wokół zastępczyni jak szerszeń wokół ula, co chwilę znajdują wymówki żeby ją zagadać, o coś zapytać czy zdać jej raport na jakiś temat. Bławatek czuła jak ta sytuacja śmierdzi i niezwłocznie poinformowała o tym córkę – niestety i tym razem nie przyniosło to skutków. Jabłonka zepchnęła dziwne oskarżenia na bok, mówiąc że Węgorz nigdy by tak nie zdradził ani jej, ani ich rodziny! Niestety Bławatek nie dała już rady wytłumaczyć kotce, że nie to insynuowała, gdyż obrażona Jabłonka uparcie jej unikała.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Ostatnio da się zauważyć, że Chrabąszczowy Pancerzyk coraz częściej znika z terenów Klanu Cienia. Początkowo jej „wycieczki” trwały najwyżej kilka godzin, a wojowniczka zawsze wracała do obozu na noc, jednak z czasem zaczęła nie wracać nawet przez dwa dni. Oczywiście wcześniej doprowadziła trening Wodnej Lili do końca, a przed każdą wyprawą starannie wypełnia swoje obowiązki, by nikomu nie przyszło do głowy, że zaczęła je zaniedbywać. Nie da się jednak dalej ukrywać, że nieco przesadza z częstotliwością swoich eskapad. Mimo wszystko wojowniczka za każdym razem wraca do obozu z uśmiechem od ucha do ucha, wyraźnie szczęśliwa, choć nigdy nikomu nie zdradza, co jest tego powodem.

Płaski Nos dbał o swoją PARTNERKĘ najlepiej jak potrafił. Wciąż ekscytując się tym, że może ją tak pełnoprawnie nazywać PARTNERKĄ. Komosa w takich chwilach opisywała go jako jakiegoś młodzika, który ekscytuje się tym, że mógł odprowadzić koleżankę do legowiska.
Wojownik codziennie przynosił świeżo upieczonej mamie jakiś ładny drobiazg. Liczył, że takie małe prezenciki polepszą samopoczucie kotki, że sprawią jej przyjemność, a jej gorszy moment szybciutko przeminie.
Dnia pewnego poczuł przypływ ambicji, zamiast małego drobiazgu, postanowił zebrać, a następnie upleść bukiet jesiennych liści! Jeden wielki dla PARTNERKI i malutkie dla każdej swojej pociechy. Przemierzał więc tereny Klanu, zbierając najładniejsze, kolorowe liście z różnych zakątków.
W okolicy Syczącego Dołu uwagę przykuł jednak nie piękny liść, a zapach krwi. Nieco zaniepokojony skierował się za zapachem i tak natrafił na… dziwną kupkę martwej zwierzyny. Dostrzegł kilka wron i kilka sowich piór, a potem usłyszał szelest, trzaski gałęzi i… wystraszony ujrzaną sylwetką uciekającej kotki - poślizgnął się i upadł. Niefortunność upadku była taka, że Płaski Nos upadł pyszczkiem prosto w martwą zwierzynę, a dziób wrony uszkodził lewe oko wojownika.
Szok, adrenalina, walące serce… to sprawiło, że zapomniał o jesiennym bukiecie dla bliskich, był za to przekonany, że kotka podrzucająca zwierzynę ma coś do przekazania… ale komu? I co takiego?!

Od mianowania Łasiczej Hordy minęło już trochę czasu, jednak emocje jej rodziców wciąż nie zdążyły opaść. Teraz jednak poza dumą z sukcesu córki zaczęli dodatkowo często rozmawiać o tym, jak pomimo wypadku, który ją spotkał, zdołała zostać wojowniczką. Lelkowy Krzyk zauważył, że rehabilitacja Łasiczej Hordy z Wronią Pamięcią zaczęła przynosić efekty, a sama czekoladowa kotka coraz lepiej odnajduje się w nowej roli. Widząc jej postępy, a także słysząc zachęcające słowa Wilgotnej Łąki, kocur nabrał motywacji, by również spróbować poprawić swój stan. Często widać go w obozie, gdzie na własną łapę próbuje wykonywać różne ćwiczenia. W jego głowie kiełkuje myśl o powrocie do rangi wojownika, choć zdaje sobie sprawę z tego, że droga do tego celu pozostaje niepewna i może zakończyć się różnie.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Nie wiadomo ile księżyców już minęło od miotu Stokrotkowej Górki i Drucika… a przynajmniej kocur nie miałby pojęcia ile dokładnie ich minęło; pierwszy raz zajęty prawdziwymi przygodami, stracił poczucie czasu, a wszystko wysypało mu się jak piasek przez palce. Obiecał ukochanej przynieść prezenty, być bardziej aktywnym ojcem, a mimo to zawiódł po całości przez, cóż, tym razem siły wyższe – odgryziony kawałek ogona to nie polewki. Problem jednak rozszerzył się do niewiarygodnych rozmiarów, kiedy to wieczny poszukiwacz przygód zrozumiał, że prawdziwe uczucia żywił do… przyjaciela. Jego historia z Wichrem to była jednak kompletnie inna sytuacja, a Drucik w końcu podjął się trudnego wyzwania, którym było: dorośnięcie. Kocur zaczął szukać wszystkich możliwych prezentów jakie tylko mogłyby zachwycić jego dzieci w klanie Gromu, pomiędzy puszkami i muszelkami, sporadycznymi koralikami, znajdowały się też kapsle które zamierzał przekazać na granicy… Stokrotce.
Pewnego wietrznego dnia pojawił się przy terenach Gromu i zaskoczył swoją osobą szylkretkę, która od razu zaczęła na niego krzyczeć, by ostatecznie nie dać mu dojść do słowa. Sytuacja powtarzała się tak jeszcze parę razy, aż zbyt dobre serce Stokrotkowej Górki się ugięło. Rozmowa – jednak – wyglądała bardziej jak monolog, w którym kocur tłumaczył wszystko co wydarzyło się w jego życiu. Jak to szczupak (rzekomo) odgryzł mu ogon, jak to musiał się wyleczyć, jak to kotka zostawiła go z kociakami – które nie były nawet jego! – aż ostatecznie dochodząc do obiecanych prezentów, które miał nadzieję, że podaruje dzieciom. Tego dnia wytłumaczył również, że jego serce nigdy nie należało do niej, że zawsze czuł się wybrakowany w relacji z nią i jak bardzo głupio to brzmiało to nigdy nie dotarło do niego, dlaczego tak było. W ciszy ze strony kotki opowiedział jej o Złotej Gęsi oraz jego uczuciach, które pierwszy raz brzmiały prawdziwe. Kotka jednak bez słowa wzięła prezenty tamtego dnia i odeszła w swoją stronę.

Senna Dolina już od jakiegoś czasu wyczuwała coś w atmosferze… chociaż tak na dobrą sprawę wydawało się, że każdy to wyczuwał. Tylko ona i Stokrotkowa Górka unikały zaczynania oficjalnie tematu, jakby bańka, która się między nimi znalazła, miała od tego pęknąć. Jej relacja z szylkretką od dobrych księżyców była budowana przez ich podobieństwa; w końcu obie zaczęły podnosić na duchu Trzepoczące Serce, a to zaraz sprawiło, że spędzały czas w swoim towarzystwie, odkrywając między sobą coraz to nowsze tematy. Uczucia, które tliły się w sercu Opiekunki–olbrzymki były dość proste, ale z czasem rozumiała, że nie były jednoznaczne, nie wydawało jej się przynajmniej… co innego, więc mogła zrobić? Oczywiście, że poszła do swojego najlepszego przyjaciela Migoczącego Świetlika, bez owijania w bawełnę zaczynając temat miłości. Kocur w pierwszych momentach rozmowy nie umiał zrozumieć tego co się właśnie działo, a kiedy tylko zabrał głos, przyjaciele dowiedzieli się, że mają ten sam problem. Po tamtym dniu Świetlik jak i Sen mogli zacząć być widziani głowiący się wspólnie na nieznany dla wszystkich temat, który ucinali w połowie jak tylko ktoś się zbliżał.

Pora Opadających Liści w końcu przyszła, a wraz z nią każdy kto żył na świecie chociaż jeden obieg pór wiedział, że niedługo zakończy się etap zieleni i urodzajności na rzecz surowszych krajobrazów. Ziemista Łapa z tej okazji nazbierał mnóstwo kwiatów, które rozdał każdemu kocurowi, kotce czy kotu w klanie Gromu, którzy tylko byli chętni przyjąć jego podarunek. Jego intencje były czyste jak łza, chciał po prostu upiększyć świat – dodać trochę romantyzmu – uśmiechem na słodkiej mordce, zaś mógł rozpogodzić odrobinę smutne dni… Nie można jednak powiedzieć, że nie miał przy tym odrobinę swoich korzyści, jako że jego złote oczka z zauroczeniem wciąż zerkały na Niedźwiedzią Łapę, którum podarował o wiele większy bukiet. Rudu terminatoru nie wydawału się jednak poruszonu, praktycznie ignorując kocura i wracając do rozmowy z Dzikim Piórkiem. Czy to jednak mogło powstrzymać zakochanego kocura?
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości