Logo Artemidy
Krzewy Dzikich Róż
#31
Pomysł Traszkowej Łapy podobał się Lawendzie, jednak miała co do niego pewne obawy. Wątpiła, że Wichrzaki z uśmiechem na pyszczku i entuzjazmem udadzą się na spotkanie z kimś z Pożogi. Oczywiście, znajdą się jednostki, które będą zachwycone takim obrotem sprawy, jednak jej przeciwnicy nie będą zadowoleni. Pewnie nawet nie udadzą się na spotkanie.
- Można spróbować- odparła ostrożnie, po czym zaczęła węszyć i się rozglądać. Byli coraz głębiej na terenach, które miał zajmować Klan Pożogi, ale nie było ich ani widać, ani czuć, jakby opuścili te tereny jakiś czas temu. Czy to możliwe? Rojst bardzo chciał brać z nich przykład i wzorować się, raczej nie odszedłby bez pożegnania. Może inne Klany ich zaatakowały? Tylko wtedy na pewno wysłaliby kogoś, aby Wicher udzielił wsparcia, chyba, że duma Klanu Pożogi nie pozwala na takie działanie. Z przemyśleń wyrwało Lawendę stwierdzenie Traszki na które się uśmiechnęła.
- Mnie też ryby odrzucały, ale jak je posmakowałam to też je polubiłam. Pamiętam, że moją pierwszą złowioną rybą był karaś. A ty potrafisz łowić ryby?- zapytała pogodnie. Oczywiście, zrozumiała przekaz rudego kocurka, ale skoro zaczął temat ryb to Lawenda chciała go kontynuować i podzielić się swoimi wrażeniami oraz wspomnieniami. Na kolejną wypowiedź kocurka Lawendowa Gwiazda spojrzała na niego badawczo i potem uśmiechnęła się psotnie.
- Tak. A co? Rozmawiałeś z nim?- zareagowała rozbawiona. Wiedziała, że Traszka lubi pakować się w kłopoty, więc dla niej nie było to czymś niezwykłym, że nie posłuchał jej ostrzeżenia. Oby tylko nie wygadał się Szkiełkowi za dużo. Nie wiadomo jakie kocur miał intencje i co robił z powierzonymi mu informacjami.
[Obrazek: t5l0DMD.png]
LVL 7 525 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Skinął łebkiem na jej słowa. Cóż w jego planie nie było nigdy mowy o uprzedzaniu klanowiczów, że idą na rozmowę z kotami z Pożogi. Raczej myślał o wzięciu ich z zaskoczenia, teraz jednak, widząc, że Lawenda rozgląda się i węszy, odsunął doszlifowywanie ewentualnego planu międzyklanowego spotkania. Poszedł w ślady przywódczyni węsząc i rozglądając się wokół w oczekiwaniu na odszukanie jakiegoś tropu, wskazującego na obecność innych kotów, jednak jedynym co dotarło do różowego noska, była typowa letnia woń świeżej trawy, polnych kwiatów i nagrzanych od słońca kamieni, które wyłoniły się pomiędzy krzewami.

- Nie – odparł wyrwany z własnych myśli. – Mysia Łapa obiecał mnie nauczyć, ale Chaos chce, żeby sam został najpierw wojownikiem – uśmiechnął się lekko na wspomnienie łaciatego kocura. Uczeń Lawendy był poczciwy i zupełnie sympatyczny. – Więc może to jeszcze potrwać… wiesz, jeżeli jej posłucham – uśmiechnął się psotnie, wskakując na jeden z nagrobków i rozglądając się wokół. Ostatni raz był w tym miejscu jako kocię, w drodze na tereny Wichru. Teraz porozrzucane, dziwne głazy wydawały mu się zdecydowanie mniejsze i mniej spektakularne.

Złote ślepka przeniosły się ponownie na przywódczynię, gdy ta odpowiedziała, zauważając jej rozbawiony uśmiech, który odwzajemnił. Cóż, przynajmniej nie była zła.
- Yhym… Byliśmy u niego z Kusą. Mówił o wielu rzeczach… wiesz Lawenda o takich, o których nikt nie wie… - oblizał powoli nosek podnosząc wzrok po raz kolejny na kamienny krzyż zapomnianego nagrobka. – Wiesz, wydaje mi się, że nikogo tu nie ma. Myślisz, że Pożoga jednak sobie poszła?
° » ° • • ° « °
I'm not your son, you're not my father
we're just two grown men saying
"Goodbye"

and while you're s l e e p i n g
I'll try to make you proud!
so, Daddy, won't you just close your eyes?
don't be AFRAID, it's my turn
to chase the monsters away
° » ° • • ° « °
LVL 2 100 / 150
MedLVL 1 36 / 200
10
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Córka Mknącego Ptaka uśmiechnęła się na wiadomość o tym, że Mysia Łapa w przyszłości nauczy Traszkową Łapę łowienia ryb. Nie rozumiała tylko dlaczego Chaotyczny Lot karze czekać kocurkowi aż do jego ceremonii na wojownika. Ona sama uczyła Chaos łowić, gdy ta była terminatorkom, więc nie widzi większych przeszkód, aby Traszka zdobył tę umiejętność wcześniej. Wiadomo, że nie teraz, niech jeszcze syn Ropuszej Łapy trochę dojrzeje i może do tego czasu Mysia Łapa zostanie wojownikiem, już nie dużo mu zostało do przerobienia na treningu, wtedy w miarę bezpiecznie będzie ich puścić na taką naukę.
- To miło, że zaproponował Ci naukę. Nie doradzę co w tej sytuacji zrobić. Tak między nami, myślę, że jakiś poważniejszych konsekwencji nie będzie jak pójdziecie sobie z Mysią Łapą łowić ryby. Jak się postarasz to Chaotyczny Lot nie musi wiedzieć- powiedziała i zachichotała na koniec szturchając łokciem w bok Traszki. Ciekawe ile takich rzeczy dzieje się za jej plecami. Przed chwilą dowiedziała się o Szkiełku, więc pewnie nie wie wielu rzeczy jakich jej Klanowicze dokonują. Niebieska kotka rozejrzała się dookoła cały czas uśmiechnięta od ucha do ucha. Patrząc na Kamienne Pazury zaczęła wspominać jak była tu ostatnio wraz z Tonącym Słońcem. Razem debatowali dlaczego dwunożni przynoszą tu kwiaty i w ogóle po co przychodzą. Tu też rozmawiali o swoich przyszłych kociętach i to pragnienie wkrótce powinno się spełnić.
- Jakich?- zapytała zainteresowana. Była naprawdę ciekawa co tam Szkiełko naopowiadał Traszce. Może sprzedał jakieś potajemne informację, które wykorzystają? Lawenda na pytanie wnuka Malinowego Nosa rozejrzała się dookoła. Z tego, co mówił Rojst to właśnie gdzieś tu powinien być Obóz, ale wygląda na to, że ten obszar nie jest w ogóle zamieszkiwany. Może pojawili się tu Dwunożni i Klan Pożogi musiał uciekać?
- Na to wygląda. Ale odeszliby tak bez pożegnania z nami?- oznajmiła rozglądając się badawczo.
[Obrazek: t5l0DMD.png]
LVL 7 525 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Cóż, może Chaos była na tyle przezorna, że zauważyła lekkie różnice pomiędzy sobą samą, a swoim rudym terminatorem? Zwłaszcza, że mówiła mu o tym, kiedy miał ledwie 6 księżyców. Może nawet domyśliła się, że opcja utopienia samego siebie i jeszcze na dodatek pociągnięcia za sobą Mysiej Łapę była nie całkiem niemożliwa. W każdym razie na sugestię przyjaciółki zaśmiał się wesoło… cóż, im dalej od Wichru tym lżej i swobodniej się czuł.

- Wiesz Lawenda, tak sobie myślę, że jakbyś nie była Przywódczynią to moglibyśmy kurce, nieźle się bawić – stwierdził rechocząc i przeskakując z płyty nagrobnej na wystający kamień, który niegdyś musiał być krzyżem, nieco niezgrabnie balansując na nim. – Nie, że się źle bawimy… ale wiesz – uśmiechnął się psotnie. Lawenda była miła, ale wcale niezupełnie taka grzeczna, jak pewnie wszyscy ją widzieli. Może gdyby nie ranga i fakt, że pewnych zasad musiała przestrzegać ich kolejne spacerki i spotkania kotów mogłyby wyglądać nieco inaczej.

Rozejrzał się niczym na bocianim gnieździe z podwyższenia po okolicy, tak naprawdę sam nie mając pojęcia, że to miejsce było jeszcze nie tak dawno Obozem Pożogi. Jedyne o czym wiedział, to że sama przywódczyni wspominała o zajęciu okolic starego cmentarzyska tak więc jakiś ślad, albo trop powinien zostać znaleziony. A nie został.
- Skoro inne Klany ich tu nie chciały… - przekrzywił łebek w odpowiedzi na jej, możliwe, że retoryczne pytanie. – Może musieli sobie iść. Czasem… wiesz, kurce, czasem to nie da się pożegnać – odparł poważniejąc po raz kolejny i oblizał nosek. Tak się w życiu zdarzało, prawda? Czasami nie miało się okazji powiedzieć „żegnaj”, albo wyglądało to zupełnie inaczej niż by się chciało.

- Szkiełko mówił o moim ojcu – odparł w końcu na pytanie o wieszcza, postanawiając nie wspominać o wróżbie Kusej. To ona powinna zadecydować, czy chciałaby się dzielić nią z kimkolwiek innym. – Rozmawiałem też o nim z Ropuchą, Lawenda. Mieszka na Osiedlu… - spojrzał po raz kolejny w oczy kotki. – Myślę, że mogę kiedyś pójść tam.

Nie była to prośba, chociaż tak naprawdę wpatrujące się w nią złote ślepia szukały nieco aprobaty i potwierdzenia, że klan będzie czekał, kiedy zniknie z niego. Może na kilka księżyców, a może kto wie, może na zawsze. Nie wiedział. Nie wiedział też kiedy pójdzie. Czasami były dni, że miał wrażenie, iż nie zawróci już z swojej kolejnej wyprawy, czując się dużo lepiej poza miejscem, które przypominało mu o Fiołku i tęskniąc za śmierdzącymi drogami i tą rodziną, którą znał z betonowego lasu dwunogów. Wtedy jednak myślał o swoich bliskich w klanie, o tym, że komuś może coś jeszcze się stać i do tej pory zawsze wracał.
° » ° • • ° « °
I'm not your son, you're not my father
we're just two grown men saying
"Goodbye"

and while you're s l e e p i n g
I'll try to make you proud!
so, Daddy, won't you just close your eyes?
don't be AFRAID, it's my turn
to chase the monsters away
° » ° • • ° « °
LVL 2 100 / 150
MedLVL 1 36 / 200
10
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
Czyżby ranga naprawdę ją aż tak zmieniła? Owszem, jako reprezentantka Klanu musi zachować powagę, aby być wiarygodna, ale nie jest taką sztywniarą. Na każdej ceremonii uśmiecha się, z każdym się wita i nawet macha łapką. Może to na starość zrobiła się nudna, chociaż ma wrażenie, że nadal tryska młodzieńczą energią i potrafi ponieść się wyobraźni. W dalszym ciągu potrafi fantazjować o Klanie Karpia żyjącym w rzece czy wymyślać historię na podstawie kształtu chmur. Nie wspominając, że jakby miała sposobność to by zdobyła kolejne kacze gniazdo czy podjęłaby się innego wyzwania.
- Co wiem? Że jestem sztywną Przywódczynią?- zareagowała rozbawiona. Oczy świeciły się jej jak dwie iskierki. Nie wiele myśląc Lawenda wskoczyła na nagrobek, na którym przed chwilą znajdował się Traszka.
- Ja Ci pokarze!- odparła z entuzjazmem i zaczęła skakać i pacać łapkami Traszkę, aby ten zszedł z wystającego Kamiennego Pazura. Już ona mu da! Udowodni mu, że nadal umie się bawić!
Naprawdę wokół panowała zupełna cisza. Wszystko wskazywało na to, że Pożoga odeszła. Musi o tym koniecznie powiedzieć Klanowi. Ciekawe jak zareaguje. Ucieszą się? Wybaczą jej ten błąd? Zjednoczą się? Oby! Gorzej jak nadal będą chować urazę, wtedy nic nie będzie dobrze funkcjonować.
- Masz rację. Szkoda mi ich... To były dobre koty... Mam nadzieje, że znajdą szczęście gdzie indziej- powiedziała smutnym głosem. Zdążyła polubić Rojst i było jej przykro, że odszedł bez pożegnania. Miały być owocne księżyce współpracy i nic z tego nie wyszło. Nawet na wspólne polowanie nie zdążyli się umówić.
Córka Mknącego Ptaka zrobiła wielkie oczy słysząc, że Szkiełko mówił coś o ojcu Traszki. Pytanie teraz czy o biologicznym czy Fiołkowym Świcie, którego rudy kocurek mianował swoim ,,tate". Serce zabiło jej szybciej, kiedy usłyszała, że Traszka pragnie pójść na osiedle. W życiu nie chciałaby go puszczać! To niebezpieczne miejsce i lepiej, aby trzymał się blisko swojego domu. W sumie sama by chętnie odwiedziła osiedle, ale w jej przypadku nie jest z tym miejscem w żaden sposób związana, więc by tylko pozwiedzała i wróciła. A Traszka? On to by mógł tam zostać na zawsze, a tego by nie chciała. Kocha kocurka i nie wyobraża sobie Klanu bez niego. Lawenda wzięła głęboki oddech.
- Wiesz, tak na parę wschodów słońca to myślę, że możesz odwiedzić osiedle. Na dłużej nie wypada, gdyż jesteś częścią Klanu. Potrzebujemy Cię- oznajmiła z ciężkim sercem. Nie będzie stawać na przeszkodzie, jeśli wnuk Malinowego Nosa będzie chciał zobaczyć ojca. Rozumie to, że rodzina jest najważniejsza.
[Obrazek: t5l0DMD.png]
LVL 7 525 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
- No, kurce! Totalna sztywniara z ciebie! – Zażartował złośliwie, nie spodziewał się jednak, że przywódczyni postanowi go „ukarać” i zaatakować w odwecie. Trafiła łapką w bok rudzielca, który czując łaskotanie przechylił się i… stracił równowagę, zlatując niezgrabnie z kamiennego pazura na ziemię niczym wór ziemniaków. Cóż na pewno dopięła swego, chociaż może w inny sposób niż to sobie wyobrażała.
- Nic mi nie jest! - Zapewnił wybuchając nieopanowanym rechotem i przekręcił się, aby przybrać pozycję, w której nie prezentował się jak rozjechana żaba i otarł łapką łezkę rozbawienia z policzka. Oczywiście wcale nie myślał, że Lawenda była sztywna. Była zabawna i nigdy go jeszcze jakoś szczególnie nie ukarała, kiedy zjawiał się u niej ciągnięty za ucho przez Czerwonego Pazura. Z drugiej strony była Przywódcą prawda? Kociaki patrzyły na nią z fascynacją, klan słuchał jej słów, nigdy więc nie zapytałby jej czy chce zrobić coś, czego potencjalnie Przywódca zabroniłby klanowi… Nie żeby takie rzeczy planował zawczasu, najczęściej po prostu nie pomyślał o tym wcześniej.

- Oby - skinął łebkiem na jej słowa. Też żałował, że nie mógł ich bliżej poznać, trochę żeby wyrobić sobie własne zdanie, ale przede wszystkim bo interesowały go te obce koty. Chętnie porozmawiałby jeszcze raz z Pokrzywą. Chociaż może jeszcze się gdzieś spotkają? W końcu różne rzeczy się w życiu zdarzały. Z drugiej strony może ich zniknięcie będzie w stanie uspokoić wicher na tyle, aby wrócili do dawnej sielanki i równowagi. Nawet nie porozmawiawszy jeszcze z Chaos, aby zrozumieć jej punkt widzenia, to właściwie tylko na tym mu zależało, na tym, aby znowu wróciła ta wcześniejsza normalność.

„Potrzebujemy cię”.
Drgnął słysząc te słowa, a wargi drgnęły w lekkim grymasie. Przez uderzenie serca poczuł jak wyrzuty sumienia zżerają go od środka, bo tak naprawdę wciąż nie wiedział. Tu i teraz czuł się szczęśliwszy niż przez ostatnie księżyce spędzone w klanie, po prostu zbyt mocno uderzony w serduszko stratą Fiołka. Z drugiej strony, czy potrafiłby zostawić swoją rodzinę tak na zawsze?

- Kilka księżyców… - odparł na jej słowa po chwili ciszy, tak naprawdę niepewny czy dotrzyma tej obietnicy. - Wiesz Lawenda, może natkniemy się jeszcze na ich trop po drodze. Znaczy Pożogi – wrócił do tematu, ruszając kilka kroków w przód, zatrzymał się jednak, bo możliwe, że przywódczyni chciała jeszcze zostać i rozeznać się w terenie.
° » ° • • ° « °
I'm not your son, you're not my father
we're just two grown men saying
"Goodbye"

and while you're s l e e p i n g
I'll try to make you proud!
so, Daddy, won't you just close your eyes?
don't be AFRAID, it's my turn
to chase the monsters away
° » ° • • ° « °
LVL 2 100 / 150
MedLVL 1 36 / 200
10
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
Niebieska kotka słysząc odpowiedź Traszki zmarszczyła brwi i zrobiła oburzoną minę, a następnie widząc co się dzieje z nim po jej kuksańcu była przerażona. Od razu przed oczami pojawił jej się Maczek, który spadł z drzewa na grzbiet, kiedy go uczyła wspinaczki. Na szczęście Traszka od razu zapewnił ją, że nic mu nie jest. Kamień z serca. Lawenda odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się promiennie. Nie było jej do śmiechu, bo przestraszyła się nie na żarty, ale słysząc rechot syna Ropuszej Łapy nie mogła się powstrzymać i też zaczęła się śmiać. Niebieska kotka kiwnęła głową na reakcję Traszki i zamyśliła się. Naprawdę chciała, aby Pożodze się powodziło i znaleźli swoje miejsce na świecie. Może kiedyś, któryś z jego członków prześle im wiadomość jak się mają? Albo dowie się co nieco od jakiegoś Samotnika czy też od Szkiełka.
Córka Mknącego Ptaka słysząc, że Traszka myśli o tym, aby udać się na Osiedle na kilka księżyców zrobiła wielkie oczy i przez parę uderzeń serca wpatrywała się w niego. Nie potrafiła tego odpowiednio skomentować. Nie podobało jej się to, że Traszka zniknie na kilka księżyców, a z drugiej strony jak odejdzie i potem wróci to znając siebie przyjmie go z otwartymi ramionami z powrotem.
- Może, ruszajmy! Kto pierwszy przy Siedlisku Koni!- oznajmiła robiąc psotną minę i ruszyła truchtem ku celu ich wędrówki. Jeśli Traszka ruszył za nią to przyspieszyła.

/zt x2
[Obrazek: t5l0DMD.png]
LVL 7 525 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Pora Nagich drzew już za niedługo zawita do lasu, przynosząc ze sobą śnieg, mróz i puszkę pandory, która, gdy tylko otworzy się, pogrąży las w głodzie, choróbstwach i, w najgorszym przypadku- też śmierciach. Bladooka chciała się ubezpieczyć. Chciała uzbroić lecznicę w zapasy ziół, których już za niedługo może nie być. Już teraz jest kiepsko. Brakuje podbiału i całej masy medykamentów, których nazw i zastosowania nie zna. I chyba to jest jej największym problemem.
Po walce ze szczurami Pomurnik wciąż leżała w lecznicy, z gojącym się palcem. To tylko dlatego Cytrynka pojawiła się tutaj sama. W przeciwnym razie przecież szła by u boku siostry... Przekroczyła granice Klanu Cienia i ruszyła dalej, w stronę Leśnych Ostępów. Znała te okolice doskonale, a więc nie bała się, że mogłaby się zgubić. Zamiast tego, znalazła sobie inny problem... Otóż, nie była wystarczająco uważna, ani cierpliwa (a to dziwne!). Gdy na swojej drodze spotkała ciąg różanych krzewów, zamiast ruszyć wzdłuż niego, aby je ominąć, postanowiła poszukać miejsca, w którym chaszcze byłyby rzadsze i szersze. Zajęło jej to szybciej, niż jakby miała je okrążać. Ale głupie pomysły zasługują na głupie konsekwencje. Doszło bowiem do tego, że gdy tylko zrobił kilka kroków... Jej futro zaplątało się w poskręcanych, łysych gałązkach! Ah, co powinna teraz zrobić? Zatrzymała się, dyskretnie rozejrzała. Powyrywa sobie futro, jeśli będzie próbowała na "chama" przedrzeć się na drugą stronę!

/Klisza
[Obrazek: 4payqjv.png]
LVL 3 60 / 200
MedLVL 4 81 / 500
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Chłodny wiatr owiał jej kolorowe futro, przez co drgnęła niespokojnie. Nienawidziła zimy. Przyprawiała ją o dreszcze, sprawiała, że klnęła na wszystko i wszystkich. Przeklinała też cały ten pieprzony las, za to, że musiał być tak duży, skomplikowany. Gubiła się. Nie wiedziała gdzie była, nie wiedziała dokąd iść teraz. W mieście było... inaczej. Była jedna ciemna uliczka do której tak gnała, a odznaczała się ładnymi, czerwonymi lampkami tuż obok. Jeden z jej... stałych kumpli, Szok, wytłumaczył, że ich "dom" mieścił się na rogu miejsca, gdzie jedzą dwunodzy, dlatego tak wszystko ładnie świeci. Tutaj jednak nie było żadnych lampek, nie było Szoku który by ją oprowadził. Działała na własną łapę.
- Na Wszystkich Świętych - to też była kwestia, której nauczyła się w mieście. Prychnęła zdenerwowana, kiedy przed nią wyrosły wielkie krzewy dzikich róż. Poruszała ogonem w jedną i drugą, zaczynając szukać miejsca, gdzie krzewy rosły... rzadziej. By dało się jakkolwiek przejść. Przeszła już tyle, że nie było nawet opcji by teraz zawrócić. Nie było.
Nagle stanęła jak wryta. Usłyszała niespokojny szelest z drugiej strony. Ktoś tu był. Zadrżała. Nie, że się bała. Nigdy w życiu! Po prostu...kurcze, głupio aż przyznać, ale rozleniwiła się w jej nowym towarzystwie. Wszystko miała pod nosem. Wszystko jej przynosili - jedzenie, picie, rozrywkę. Nie musiała tam robić nic. Powrót do rzeczywistości był ciężki. Przeszła przez szparę między krzewami, następnie kierując swój szmaragdowy wzrok w stronę źródła hałasu.

Szok.

Pomimo, że delikwent stał tyłem, wszędzie rozpoznałaby te futerko. Tą posturę ciała, ten ogon, te łapy. Wszędzie. Zerwała się w jednej chwili, czując, jak łzy napływają jej do oczu. Czemu? Przecież... ona nie płakała. Nigdy. Nie czuła takiej potrzeby, nie czuła, by cokolwiek było tego warte. A jednak. Bez słowa skoczyła na terminatorkę, turlając się z nią jakiś kawałek, aż nie wpadły w kępy róż. Całe szczęście to ona wpadła w kolce, nie cienista kotka. Skrzywiła się z bólu, jednak na jej mordce malował się ogromny uśmiech.
- Cytrynka! Cytrynka, to ty, Boże, to naprawdę ty! - miauknęła głośno, jakby chcąc sobie to dokładnie uświadomić. To, kogo właśnie miała przed sobą. Z kim rozmawiała. Kogo przytulała.
[Obrazek: dcpubj1-0a2b084b-7ae4-4a86-803f-fe193a4d...ye1fClOiLI]
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Najpierw do jej nozdrzy dotarł zapach charakterystyczny dla samotników. Trochę ją to zmartwiło, bo... Była w dość nieprzyjemnej sytuacji, a niezbyt miała ochotę prosić o pomoc obcego kota. Nie powinna. Z resztą, wcale nie jest powiedziane, że kot, który się tutaj pojawił, ma dobre zamiary. Równie dobrze może być to ktoś, kto wcale nie jest przyjaźnie nastawiony do klanowych kotów lub... Ogólnie do kotów, poza samym sobą oczywiście. I w momencie, gdy próbowała przekręcić głowę wystarczająco mocno, coś na nią naparło. Kot skoczył prosto na nią i tak właściwie jedynym plusem tej sytuacji był fakt, że dzięki temu została wypchnięta z chaszczy. Futro trochę jej się potargało, ale nie kochała go na tyle mocno, by się teraz tym przejmować. Tak właściwie, w tym momencie miała to głęboko pod ogonem, bo pojawił się zdecydowanie poważniejszy problem. Od razu założyła, że będzie musiała walczyć. Wysunęła pazury, jednak momentalnie je schowała, gdy tylko otworzyła oczy i spostrzegła...
No właśnie, co spostrzegła? Anioła? A może wręcz przeciwnie, najgorszego z demonów? Tego, który rani najbardziej? W tym momencie była skora stwierdzić, że... Obie znalazły się w idealnym miejscu. Co prawda kwiaty zdążyły już zniknąć, tak samo jak liście. Kocice leżały w otoczeniu łysych gałązek, jednak... To Czyżyk mogła być różą. Niezwykle piękną, ale również pełną cierni. Kuszącą pułapką, która, gdy tylko po nią sięgniesz, poranisz sobie dłonie. Ale Cytrynka, mimo tego, wciąż chciała tę różę trzymać, szczególnie po długim czasie, podczas którego jej ręce były... Gołe. Czas goi rany, nawet, jeśli wcześniej były bardzo poważne. W jej przypadku owszem. Bo w momencie, gdy zniknęła Czyżyk, działo się dużo. Początkowo przychodziła na gromową granicę, licząc, że uda jej się spotkać szylkretkę. Na próżno, ale wtedy jeszcze tłumaczyła sobie, że po prostu nie mają szczęścia i ciągle się mijają. Ha! Bardzo się zawiodła, gdy jakiś czas później od gromowego patrolu dowiedziała się, że wojowniczka po prostu... Zniknęła. Jak sie wtedy czuła? Cóż... Była zdezorientowana. Czuła obawy, ale również było jej przykro. Czuła, jakby się rozbiła. A jak wiadomo, szklanki rozbijają się bezpowrotnie. Szkło nie wraca do swojej poprzedniej formy, nie jest tym samym nawet, jeśli zostanie sklejone najmocniejszym klejem. Ale czy Cytrynka była taką szklanką? Cóż, teraz chyba właśnie wyszło na to, że była, ale co najwyżej plastikową. Długo wracała do siebie, długo zajęło jej zapomnienie o barwnej piękności z Klanu Gromu. A właśnie wyszło na to, że wcale nie zapomniała. Że podświadomość odsunęła Gorejący Świt gdzieś na drugi plan. Przecież na pierwszym były obowiązki. Obowiązki, Klan Cienia i lecznica. Ale czy tak nie było zawsze? Nie potrafiła teraz o tym myśleć.
Początkowo wpatrywała się w kocicę, a na jej twarzy malowały się mieszane uczucia. Co miała sobie teraz myśleć? W jej głowie pojawiały się najróżniejsze pytania, jednak każde z nich zmierzało tylko do jednego.
Dlaczego mnie zostawiłaś?
Nie potrafiła go zadać. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że... Była głupia. Że jak mogła w ogóle sobie pomyśleć, że uczucia, jakiekolwiek one były, Czyżyk nie były szczere. Że Cytrynka była dla niej tylko chwilową rozrywką, odskocznią od klanowego, smętnego życia. Że angażowała się w tę znajomość, że dla Czyżyk było to głupie, że w samotności szydziła z biednej, niedoświadczonej w uczuciowych sprawach Cytrynki. Czy właśnie tak było? Czy została... Wykorzystana?
Ale to były tylko pierwsze z jej myśli. Szybko się ich pozbyła, zaczęła tłumaczyć sobie, że to wszystko było prawdziwe. Że Czyżyk wróciła, nie dla klanu, a dla niej. Że znów będą się spotykać, długo rozmawiać i dawać sobie prezenty. Że będzie obrzucana komplementami, że będzie mogła czuć się doceniana i ważna, ale nie w taki sposób, w jaki widzi i docenia ją Klan Cienia. Inaczej, przyjemniej, jednak sama nie potrafiła tego nazwać.
Nie odzywała się. Wpatrywała się w Gorejący Świt, nieświadomie przylegając do jej ciała nieco mocniej, niż powinna. Muskała je swoich puchatym ogonem. Bo... Czuła się dziwnie. Nietypowo. Mieszanie. I co tak właściwie miała jej powiedzieć? Jej łzy wcale w niczym nie pomagały. Bo skąd się wzięły? Milczała. Po prostu milczała, nie zdając sobie sprawy z faktu, że ta cisza przeciąga się zbyt długo. A zioła, których jeszcze przed chwilą szukała, zeszły na drugi plan. Może na trzeci, a może nawet na dziesiąty.
[Obrazek: 4payqjv.png]
LVL 3 60 / 200
MedLVL 4 81 / 500
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
Fala emocji jaka ją zalała, zupełnie ją przytłoczyła. Czuła się nieswojo. Napotkała na swojej drodze coś... nowego. Jedyne uczucia jakie znała, to zupełne szczęście, euforia, pożądanie. Czasem dyskomfort, choć odkąd przestała widywać się z matką... to uczucie również zniknęło. Klisza była prosta do ogarnięcia. Była pokręconą optymistką, roztrzepaną jak diabli, ale z wiecznym uśmiechem na pysku. I tak było dobrze. Aż do teraz. Teraz, kiedy wpłynęły do niej nieznajome emocje. Nawet nie wiedziała jak je nazwać. Cieszyła się, cholera, no niesamowicie, jednocześnie odczuwała lęk. Poczucie winy, wyrzuty sumienia. Miała ochotę śmiać się, płakać z szczęścia, równocześnie wyć i przepraszać za to, co zrobiła. Bo wina leżała całkowicie po jej stronie. Ale wcześniej tego nie czuła. Nie pomyślała, że swoim zniknięciem zrani Cytrynkę. A teraz wiedziała, że dokładnie to zrobiła. Czyżyk miała proste spojrzenie na świat. Nie przywiązywała do nikogo specjalnej więzi, tak, by w razie jej zniknięcia nikt nie poczuł się dotknięty. Bo ona mogła uciec choćby jutro. Mogła zapaść taka chaotyczna, nagła decyzja, a pstrokata kotka ignorując rozsądek po prostu by odeszła. I gdyby nie miała bliskich relacji, byłoby łatwo. Ale nie tylko Bladooka przywiązała się do kocicy. Samotniczka poczuła mocne ukłucie w sercu. Ona także cierpiała. Z każdym dniem bez terminatorki obok, cierpiała coraz bardziej. Też się przywiązała.
- Przepraszam, Cytrynko - miauknęła ciepłym szeptem do jej śnieżnobiałego ucha. To był pierwszy raz, gdy kogoś przeprosiła. Gdy rzeczywiście czuła się winna, gdy uznała, że tak wypada. Klisza miała tendencję do unikania swoich problemów jak ognia. Nie lubiła ich dotykać, ignorowanie było o wiele bardziej... prostsze. Niestety nie w tym przypadku. Nie, gdy czuła jak kotka w jej łapach bije się z myślami. Lęk. Odczuwała lęk. Lęk, że tym jednym, głupim wybrykiem mogła stracić swój promyczek. Najpiękniejszy promyczek na całym tym popieprzonym świecie.
Odsunęła się delikatnie od kotki, choć tak, by ich ciała dalej stykały się ze sobą. Chciała czuć, że cienista była przy niej. Chciała wiedzieć, że naprawdę są razem. Znowu. - Wróciłam. Wróciłam, naprawdę tu jestem. Z tobą. Wróciłam... - dla ciebie. Powtarzała cicho, mimo wszystko uśmiechają się w jej stronę. Otarła szybko swoje łzy, tak, by śnieżnobiała ich nie widziała. Choć wiedziała, że już zostały zauważone. Że ktoś widział jej rozklejenie się. I o dziwo nie czuła wstydu. Miała w sobie aktualnie za dużo emocji by go odczuwać. - Nie zostawię cię już. Nigdy więcej cię nie zostawię... - dodała cicho, patrząc w te piękne, czarujące oczy. Cała była piękna. Mogła podziwiać ją godzinami, mogła wpatrywać się w jej ciało, mogła analizować każdy skrawek jej futra. Ale to był inny rodzaj fascynacji. Podziwiała każde kocie ciało. Dużo kotów dla niej było atrakcyjnych, z wieloma kotami flirtowała, wielu próbowała uwieźć. Bladą Łapę podziwiała inaczej. Podziwiała nie tylko jej piękno fizyczne, ale... emocjonalne. Pierwszy raz. Pierwszy raz w życiu postrzegała kogoś inaczej, niż ładny obiekt do podziwiania.

I choć czuła się podle, nie mogła stwierdzić, czy jej obietnica była szczera. Nie wiedziała, czy znowu nie zechce się oderwać. Czy niedługo znowu zniknie. Nie miała pojęcia. Pierwszy raz poczuła, jak bardzo jest dla samej siebie nieznajoma. Nie potrafiła przewidzieć swoich następnych decyzji. Nie potrafiła sobie zaufać.
[Obrazek: dcpubj1-0a2b084b-7ae4-4a86-803f-fe193a4d...ye1fClOiLI]
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
Milczenie.
Blada Łapa wciąż milczała, teraz nie patrząc w oczy Gorejącego Świtu, a błądząc spojrzeniem nie tylko po jej ciele, a również gdziekolwiek indziej. Czy czuła się niezręcznie? Nie, w żadnym stopniu. Raczej było to coś... Dziwnego, czego jeszcze nie znała. Do tej pory znała kilka podstawowych emocji. Radość, smutek, złość, wiadomo, nic złożonego. Również była prosta, ale... W innym sensie, nie tak, jak gromiaczka. Nawet, jeśli na pierwszy rzut oka wydawały się być podobne, to po głębszej analizie okazuje się, że jednak nie. Czy to właśnie dlatego Cytrynka zawsze uważała, że jest tą gorszą? Że Czyżyk ma wokół siebie całą masę innych, lepszych kotów, którymi mogłaby się zainteresować? Dlaczego wybrała właśnie ją? Dlaczego, do cholery.
Przełknęła głośniej ślinę. Usłyszała przeprosiny, ciepły szept wypowiedziany prosto do ucha. Nic dziwnego, że poczuła przyjemny dreszcz przechodzący przez całe jej ciało. Czy potrzebowała przeprosin? Nie. Pozornie nie. Chociaż tak właściwie, sama nie do końca wiedziała. Czy Czyżyk miała powody, aby ją przepraszać? Niczego nie deklarowała, nie należą do siebie, mogła odejść, jeśli tylko tego chciała. Przeprosiny są zbędne. Cytrynka intensywnie nad tym myślała, próbowała zorientować się, czy powinna mieć pretensje. Nie powinna. Nie powinna się złościć, ani mieć jej tego za złe. Mózg podpowiadał jej, że kocica nie zrobiła nic złego. A może było to serce? Nigdy wcześniej przecież tego nie czuła.
A później deklaracje. Nie zostawię cię, nigdy już nie odejdę. Wróciłam i będę z tobą, już zawsze. Zawsze? Blada Łapa uwierzyła. Nie po chwili, a od razu, gdy tylko te słowa doszły do jej uszu. Była naiwna i tym razem nie zastanawiała się zbyt długo. Nie myślała dużo, a raczej w ogóle. Nie była w stanie racjonalnie przemyśleć całej tej sytuacji. Nie teraz, nie tutaj, nie w samotności. Najprędzej zapytałaby Pomurnik, co o tym sądzi, ale... Ale czy siostra okaże zrozumienie? Czy nie wyśmieje? Czy nie skrytykuje? W tym przypadku Bladooka była... Bardzo niepewna. Dziwne.
- Wiem. Wiem, rozumiem, cicho już. - W końcu przemówiła, równie cicho, a nawet łagodnie, nie tak, jak zazwyczaj. Ponownie zerknęła w oczy Czyżyk, ale tylko na moment, bo... Zaraz przejechała kilka razy językiem po jej szyi, powoli, tak... Z uczuciem, o! Dlaczego tak właściwie to zrobiła? Polizane, zaklepane? Coś ją po prostu do tego zmusiło i nie potrafiła się powstrzymać. Ale nie mogło obyć się bez nerwowych wyjaśnień, bo... Szybko pomyślała sobie, że mogło być to nieodpowiednie. - Futro ci się... Skołtuniło trochę... Wybacz. - Pośpiesznie powiedziała, a w jej oczach pojawił się cień obaw. Gwiezdny Klanie, to w żadnym stopniu nie zabrzmiało wiarygodnie! Powinna wymyślić coś lepszego, ale... Teraz to już chyba za późno?
[Obrazek: 4payqjv.png]
LVL 3 60 / 200
MedLVL 4 81 / 500
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
Klisza rzeczywiście otaczała się wieloma kotami. Była ekstrawertykiem, nie dałaby sobie rady bez kotów wokół. Zawsze kogoś miała, nieważne gdzie była. Czy w Klanie Gromu, czy w mieście - wokół niej kręciło się zawsze nawet pięć, sześć kotów. Nie potrzebowała chwil prywatności, samotności, ba, nawet ich nie chciała. Ale dzieliła ich na tych lepszych i gorszych. Dzieliła koty na to, z którymi wolała spędzać czas, a którzy byli dla niej bardziej obojętny. Cytrynka była poza tym podziałem. Nigdy jeszcze nie została przydzielona do żadnej z tej grup. Cytrynka była dla niej... kimś, kogo nie miała serca oceniać. Była idealna. Była kimś, kto był dla niej najważniejszy, pomimo ich urwanego kontaktu. Była kimś, dla kogo oddałaby wszystko, nawet, jeśli nie znają się za długo. To dla niej zrezygnowała z życia, o którym zawsze marzyła. Dla niej. Żeby być obok. Obok Bladookiej, pięknej, delikatnej kotki, która swoim zawstydzonym uśmiechem skradła całe serce Gorejącego Świtu.
Uśmiechnęła się szeroko, słysząc głos białofutrej. W końcu do zielonych oczu dawnej gromiaczki przestały napływać łzy, uspokoiła się nieco. Jej oddech nie był już tak szybki, jednak serce nadal biło jej jak oszalałe. I pewnie dopóki cienista kotka tu była, nie przestanie. Przez nadmiar emocji prawie nie poczuła, jak szorstki język przejeżdża po jej kolorym futrze. Przez ostatnie miesiące czuła taki dotyk niemalże cały czas. I żaden nie był taki. Żaden nie był przepełniony tymi uczuciami, spragnieniem, może tęsknotą. Żaden nie sprawił, że ciepło zaczęło rozlewać się po sercu samotniczki, a przyjemny dreszcz przeleciał wzdłuż jej kręgosłupa. Teraz było inaczej.
Zaśmiała się cicho na jej tłumaczenia. Nie uwierzyła, oczywiście że nie. Chwilę później przejechała swoim językiem po nosie starszej terminatorki, posyłając jej szeroki uśmiech. No, nie tylko ona teraz była w niezręcznej sytuacji!
- No, nos miałaś za... suchy. Sama rozumiesz!
[Obrazek: dcpubj1-0a2b084b-7ae4-4a86-803f-fe193a4d...ye1fClOiLI]
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
Ah! Czyżyk postanowiła się zrewanżować. Być może nie uwierzyła w głupie wyjaśnienia Bladookiej i dlatego postanowiła to zrobić. Zaraz po tym, gdy futro na jej piersi zostało ułożone, przejechała językiem po nosie Cienistej. Posłała jej szeroki uśmiech i... Ah! Również dodała kilka słów, które utwierdziły Bladą w przekonaniu, że jej wyjaśnienia nie były wiarygodne, w żadnym stopniu. Ale to nic! Skoro samotniczka nie ma nic przeciwko takim... Czułością to dlaczego miałaby z nich zrezygnować? Odwzajemniła uśmiech, jednak nie był tak szeroki, jak u szylkretki. Nie przywykła do uśmiechania się, bo robi to wyjątkowo rzadko, tylko, jeśli ma ku temu powód. Przynajmniej dzięki temu Czyżyk może być pewna, że uśmiech Bladookiej jest całkowicie szczery i nie ma w nim ani grama fałszywości.
- Rozumiem, oczywiście. I doskonale wiem, że chciałaś się zrewanżować! - Ale, rzecz jasna, nie miała jej tego za złe. Była zadowolona. Teraz wszystkie negatywne emocje zeszły z niej. Zniknęła niepewność, zniknęło zmieszanie i wszystko inne, co na początku tego spotkania buzowało w jej głowie. I szybko nie powróci. Nie ma ku temu powodów, jeśli Blada była przekonana, że kolorowa już jej nie opuści.
- Zamierzasz wrócić do Klanu Gromu? - Zapytała po chwili, bo... Tak nagle przyszło jej to do głowy i nie mogła się tej myśli pozbyć. Na pewno byłaby spokojniejsza, gdyby kocica ponownie stała się gromiaczką, ale... Jeśli nie, to nic. Była pewna, że Czyżyk poradzi sobie wszędzie, gdzie tylko będzie.
[Obrazek: 4payqjv.png]
LVL 3 60 / 200
MedLVL 4 81 / 500
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#45
Nie wiedziała, że Blada Łapa miała trudność z gościną uśmiechu na jej pysku, bowiem przy każdym ich wspólnym spotkaniu widziała go choć raz. Wtedy, w deszczu, pod marnym dębem słuchając o pająkach, na Gorących Skałkach, gdzie podarowała jej suche, zniszczone kwiaty, i teraz, znów wśród krzewów kwiatów, które latem wyglądałyby tak pięknie, a teraz wydawały się marne, szare. Mimo to, kochała uśmiech kotki. Ba, kochała ją całą, każdy pieprzony skrawek jej ciała, ale to właśnie jej piękny, uroczy i zawsze zawstydzony uśmiech skradł jej serce. I oczy. Oczy, w którym zupełnie się zatraciła.
- Ja? W życiu - prychnęła rozbawiona, udając urażoną że kotka w ogóle śmie oskarżać ją o coś takiego. - Naprawdę był suchy! A to chyba niebezpiecznie, co nie, Pani Medyk? - spytała, wystawiając jej język. W sumie, to nie wiedziała czy rzeczywiście suchy nos był jakimkolwiek objawem, ale widziała w swoim życiu wiele kotów, no i wszystkie miały mokre nosy, więc najwyraźniej tak musiało być. Albo to ona, dotykając je językiem sprawiała, że były mokre, dlatego jej się tak wydawało. No, nieważne, nad czym my się tutaj w ogóle rozwodzimy.
- Nie wiem, kwiatuszku - westchnęła cicho. - Nawet jeśli, to nie teraz. Jak na razie nie mam po co wracać do klanu, poza tym, dzięki temu będę bliżej... ciebie. A jak na razie to się dla mnie liczy. Tylko to - posłała jej ciepły uśmiech. - Poza tym, spodziewam się, że się od kawalerów odpędzić nie możesz, a mi serce krwawi jak o tym myślę, więc musze cię mieć na oku! - dodała już głośniej, wracając do swojego normalnego, luźnego tonu. Wyobrażała sobie jak wiele kocurów w Klanie Cienia podrywa jej Cytrynkę, w końcu naprawdę ciężko odlepić od niej wzrok, nic dziwnego że tak wielu chce ją mieć tylko dla siebie! Klisza także chciała, co było dla niej uczuciem istotnie dziwnym. Nie chciała związku. Nie chciała związku ani miłości, bo jej rodzice pokazali jej, że to nigdy nie kończy się szczęśliwie. Parzące Ziele zniszczył życie Dzikiej Wiśni. Nigdy więc, podczas swoich zabaw z kocurami, nie chciała wchodzić w głębszą relację. To była zabawa, chwilowa przyjemność. I nie wiedząc czemu, z Bladą Łapą miała trochę inaczej. W innych przypadkach nie miała problemu, widząc inne kotki kręcące się przy kocurach, z którymi poprzednio miała coś do czynienia. Wyobrażając sobie jednak śnieżnobiałą kotkę z kimś innym u boku, trafiał ją szał i niewytłumaczalna złość.
[Obrazek: dcpubj1-0a2b084b-7ae4-4a86-803f-fe193a4d...ye1fClOiLI]
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości