Logo Artemidy
Krzewy Dzikich Róż
#61
Gubił się w swoich kłamstwach – tych, które nosił w głowie i tych, które z taką łatwością, choć bez pomyślunku, przechodziły mu przez gardło. Pragnął tylko uznania i sympatii Oriona, tymczasem nieustannie sprawiał, że jego pysk rozciągał się w krzywym uśmiechu, grymasie konsternacji lub powątpiewania, na które nie mógł sobie pozwolić. Prychnął cicho, gdy oriental wytknął mu szparę niedopowiedzenia we własnej historii, nie dał jednak po sobie poznać, że niedociągnięcie to mogło rzeczywiście pozbawić go rezonu – uniósł tylko łeb, przewracając oczami, po czym przepchnął przez gardło zniechęcone westchnienie.
– To lepiej. Nie chciałbyś go znać – odparł tylko, kręcąc głową na boki, bo tym razem całkiem szczerze miał nadzieję, że Orion nigdy Podniebnego Lotu nie spotka; temat ojca pozostał zresztą w jego umyśle ledwie chwilowo, raptownie zastąpiony przez szrapnel kolejnych pytań. Chrząknął cicho, na chwilę milknąc, jakby sam również wyczekiwał z ciekawością własnej odpowiedzi. – Błagał mnie o litość, oczywiście – oznajmił w końcu, jakby sądził, że cynamon powinien był domyślić się tej informacji. – Musiałem pozwolić mu umrzeć. Żeby dać przykład pozostałym. – pokiwał głową, samemu upewniając się w tym kłamstwie i wierząc, że cała sytuacja rzeczywiście miała miejsce. Dopiero kiedy Orion wepchnął się pomiędzy niego a pień drzewa, stęknął żałośnie, odchylając głowę, by spojrzeć na ranę, która, choć już lekko zasklepiona, wciąż pozostawała rozjątrzona świeżą czerwienią, przepływającą pośród zmierzwionego futra pojedynczą strugą krwi. Syknął pod naciskiem łapy przyjaciela, posłusznie położył się jednak na trawie, wspierając łeb o wypukłość wzniesionego ponad trawą korzenia.
– Co zamierzasz zrobić? – spytał, próbując ukryć drżenie w głosie i sięgnąć wzrokiem pyska Oriona, ten pozostawał jednak – jak zawsze – nieodgadniony.
[Obrazek: brhYMbZ.png]
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#62
– Hmm? Czemu tak uważasz? Jaki jest? – ograniczył liczbę pytań, chociaż na język cisnęło mu się ich całkiem sporo. Niestety o ile większość z nich uważał za szczyt komedii, tak przegrały z możliwością wyciągnięcia z rudego pręgusa informacji o jego rodzinie. Co prawda istniała nieproporcjonalnie większa szansa, że znów spotka się z kłamstwami, jednak ufał swojej intuicji.
Kąkol twardo odmawiał szczegółów krwawej historii, co było niesamowicie rozczarowujące. Orion ostatecznie się zniechęcił i stracił zainteresowanie wyduszaniem dalszych informacji. Nie potrafił określić czy przyjaciel nie potrafił na szybko utkać jednolitej wersji swojej opowieści, więc bał się detali, czy może – mimo że jego mimika nijak na to nie wskazywała – czerpał przyjemność z przeciągania tej rozmowy. Niezależnie od tego, która z opcji była bliższa prawdzie, oriental zaniechał dalszego nękania, układając się w miarę wygodnie między rudzielcem, a pniem. Nieco bawił go ten jego niepokój, bo za nic nie rozumiał jego źródła. Czy Kąkol się bał, że Orion go zamorduje? Czy może że jak przyjrzy się ranie to zaraz głośno oświadczy, że wygląda dość mizernie jak na dzieło kocich kłów? Gdyby chodziło o morderstwo to by się zdziwił, chociaż paradoksalnie byłoby bardziej uzasadnione.
– Mówiłem już. Zajmę się twoją raną, bo nie możesz tak biegać. – wyjaśnił spokojnie. Dzięki swojemu absurdalnemu szczęściu nie miał dotychczas okazji do przetestowania wiedzy nabytej księżyce temu, więc było coś ekscytującego w fakcie, że wreszcie mógł się popisać. Więc nie mógł sobie odpuścić profesjonalnego komentarza nim w ogóle porządnie spojrzał na rozcięcie. – No, zdecydowanie będziemy potrzebowali pokrzywy później na to jeśli ma się prawidłowo zagoić. I może pajęczyny żeby trzymała opatrunek.
Chociaż moment później, gdy już rzeczywiscie przyjrzał się ubrudzonej krwią sierści, był prawie pewny, że obeszłoby się bez okładów z zielonej papki. Nie zamierzał się jednak wycofywać ze swojej profesjonalnej diagnozy medycznej, więc już bez słowa przycisnął się bliżej do ryżego i zajął się czyszczeniem rany. Delikatnymi pociągnięciami szorstkiego języka pozbywał się zasychającej krwi, myślami odpływając gdzieś dalej. W pewnym momencie przypomniał sobie rozmowę z Gromowym mikrobem o trupach i pogrzebach, a co za tym idzie – także o całym procesie szykowania zmasakrowanych przez borsuka zwłok by mogły się zaprezentować jakoś po raz ostatni przed klanem. Skręciło go w żołądku od zapachu i smaku krwi, a także od obrazów rozszarpanych kotów. Ale przede wszystkim od wyobrażenia, że gdyby jednak dołączył do którejś z grup to również, w pewnym momencie, mógłby skończyć jako zwłoki, do których by się pchały z językiem koty, z którymi wcale nie był blisko. Ohydne. Zaczynało go mdlić, więc oderwał się od w miarę czystego ugryzienia (teraz, bez rozmazanej krwi, rzeczywiście nie wyglądało na coś co wyszłoby spod kocich zębów); by pozbyć się niemrawej miny ze swojego pyska przejechał językiem po rudej szyi. – I proszę, nie umrzesz. – mruknął krótko w uszko po czym odsunął się od przyjaciela.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#63
Kiedy po raz pierwszy opuścił tereny klanu jako samotnik, nieustannie myślał o ojcu – o tym, czego od niego oczekiwał, czego go uczył i jak się rozczarowywał, ile razy musiał przeklinać jego nieposłuszeństwo i zaciskać szczęki w gniewie, gdy znów, zamiast chodzić na treningi, przesiadywał w lecznicy lub wałęsał się tam, gdzie nie wolno było mu chodzić. Prychał wówczas pod nosem i teatralnie zadzierał brodę, wyklinając wszystkie obowiązki, jakie stawiał przed nim Podniebny Lot – teraz, księżyce później, zdał sobie sprawę, że przywoływał jego imię w myślach coraz rzadziej, a gdy Orion zadał mu pytanie o to, jaki był, w pierwszej chwili nie wiedział, jak odpowiedzieć. Uniósł lekko łeb, spoglądając na niego z ukosa, po czym oblizał ostrożnie pysk, jakby rzeczywiście musiał zastanowić się przed udzieleniem odpowiedzi, ułożyć słowa w głowie jak kolorowe bierki.
– Nieprzyjemny – odparł najpierw, lecz zdając sobie sprawę, że to niewiele wnosiło, dodał zaraz. – Surowy. Całkowicie oddał się zasadom kodeksu i nie widzi niczego poza nim. Tak się dzieje z kotami, które przebywają w klanie zbyt długo, tracą własną tożsamość. – uzasadnił, całkiem zadowolony z udzielonej odpowiedzi, która jedynie na moment pozwoliła mu jednak odciągnąć myśli od rany, która wciąż piekła go na boku, czerwieniąc się i brudząc zmierzwione wiechcie ryżego futra. Skrzywił się lekko, skinął jednak głową przyjacielowi, zadowolony, że jego historia nie natrafiła na rogatki kolejnych wątpliwości, tym razem, wraz z pęczniejącym w sercu triumfem, uczuł jednak także bolesny nacisk poczucia winy – Orion poświęcał się, by doprowadzić go z powrotem do zdrowia, przeciągając językiem po broczącej ranie, aż ta straciła swe zaognienie i przestała krwawić; kim był, żeby w zamian oszukiwać go w ten sposób? Uchylił pysk, by coś powiedzieć, szczere intencje ledwie zobrazowały się jednak w jego krtani, gdy cynamon odsunął się nagle, oświadczając, że zakończył mdły proces ratowania go od niechybnej śmierci. Prawda będzie musiała zaczekać.
– Ktoś cię tego nauczył? – spytał po chwili milczenia, odwracając łeb, by zwrócić bursztynowe spojrzenie na twarz kocura. – Robienia opatrunków? – przyglądał mu się przez moment, po czym wsparł łeb o chropowatą powierzchnię kory. – Zastanawiam się – znów urwał, zdjęty ukłuciem niepewności. – Czy pozostanie tutaj jest dla mnie bezpieczne. Nie chciałeś nigdy zobaczyć, co kryje się za horyzontem?
[Obrazek: brhYMbZ.png]
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#64
Gdy Orion słuchał o ojcu Kąkola, jego myśli poszły dwoma niezależnymi ścieżkami i ostatecznie żadnej z nich nie poświęcił teraz głębszej uwagi. Na nudne deszczowe dni zostawił sobie zastanawianie się nad tym jaki był jego ojciec. Bo że jakiegoś musiał mieć to było pewne. Nawet taki cud świata jak on nie mógł być dziełem niepokalanego poczęcia. Jednak gdy miał szansę wypytać matkę, był jedynie kociakiem nieuzbrojonym w logikę. Kropki połączył księżyce później, dużo dalej od domu i jedynego źródła takich informacji. Druga kwestia, zostawiona dla odmiany na rozkminy do poduszki, dotyczyła utraty tożsamości. Czy rzeczywiście dotyczyła wszystkich? Czy groziło to również Kostkowi? Wydawało się to równie abstrakcyjne co szkółka lotnicza prowadzona przez borsuki, chociaż widział go tak dawno, że taka zmiana nie była do końca niemożliwa. Ale to problem na później.
– Mm, medyk z Nowego Świtu. – odparł prosto. I pominął szczegóły, że wiedza ta została mu przekazana, gdy jeszcze obaj nie wiedzieli nawet o istnieniu Nowego Świtu. A skoro w międzyczasie Artem objął taką funkcję to i jego wiedza pewnie się poszerzyła, więc może dobrze byłoby zaczepić go o dalsze nauki.
Dopiero druga część była... problematyczna. Orion podniósł się powoli do siadu, przyglądając uważnie rudej mordce. Znów wrócił temat, który po raz pierwszy wypłynął na martwym wrzosowisku. I szczerze? W tej chwili cynamon był jeszcze mniej gotowy na odejście niż wtedy. Kochał nabijać się z klanowych kotów (znaczy się – dzikusów, chociaż nie pamiętał kiedy ostatni raz tak o nich pomyślał), przyrównywać do psów w ogródkach, które zaciekle broniły swojego niewielkiego świata za drewnianym ogrodzeniem. Bawiło go, że nawet gdyby zostawić im otwartą furtkę to zostałyby na swoim skrawku trawy. Prawda była taka, że niewiele się od nich różnił – po prostu jego łańcuch był dłuższy. I bardzo nie chciał go teraz zrywać, by wraz z Kąkolem przekonać się co skrywał horyzont.
Zacisnął zęby. W czysto egoistyczny wolał zostać w tym miejscu, zbagatelizować obawy przyjaciela, bo był prawie pewny, że klan, który nie kłopotał się nawet poszukiwaniem zaginionych członków, tym bardziej nie traciłby czasu na tropienie wygnańca, który nie podchodził nawet pod granice.
– Nic ciekawego. Takie same drzewa, takie same łąki, jedyna różnica leży w tym, że dużo trudniej się natknąć na innego kota. – liczył na to, że pozbawiona entuzjazmu reakcja będzie wystarczającym zaprzeczeniem. By nie musiał mówić na głos, że przekładał własny komfort nad bezpieczeństwo pręgowanego. Bo to nie do końca tak, że ono go nie interesowało, po prostu nie był skłonny do zmian w swoim życiu z jego powodu. Wreszcie przyszło mu do głowy alternatywne rozwiązanie; zamknięcie Kąkola w ładnej klatce, która ochroni go przed pazurami Gromowych wojowników i uniemożliwi mu samotną wędrówkę za horyzont. – Dołącz do Nowego Świtu. Nie trzeba szukać bezpieczeństwa za horyzontem, starczy, że zamieszkasz za Grzmiącą Ścieżką.
Kiedyś już mieli dołączyć do tej grupy i gdyby nie niespodziewana niedyspozycja Tundry, zapewne od dawna by już zasilali szeregi Nowego Świtu.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#65
Często zastanawiał się, co robił Orion, kiedy nie przebywał w jego towarzystwie – pragnął sądzić, że rozważania te były przejawem jego troski, obawy względem tego, na kogo przyjaciel mógłby natrafić, włócząc się na obrzeżach terenów stadnych, a nie jedynie głupiej zazdrości, jaka zawsze dudniła mu w skroni, gdy cynamon wspominał na głos o kimś innym, komu mógłby poświęcać więcej swego czasu, więcej uwagi, więcej sympatii. Przekrzywił ostrożnie łeb, niepewien, co powinien uczynić z podarowaną mu informacją, bo chociaż Nowy Świt wydawał mu się towarzystwem łatwiejszym do zaakceptowania, niż którykolwiek z pozostałych klanów, w odpowiedzi Oriona wciąż tkwiła drzazga urażonego przeczucia, że nie dowiedziałby się o pobieranych przez niego naukach, gdyby nie zapytał go wprost i odruchem instynktu pod jego czaszką zaczęły kłębić się kolejne pytania, jakie mógłby mu zadać, przekonany, że ukrywał przed nim znacznie więcej, niż tylko tę jedną interakcję. Kiedy uchylił pysk, z jego krtani wydobyło się jednak tylko:
– Aha. – skraplające meritum jego elokwencji. Nie mógł wyjawić przyjacielowi na głos swojego niepokoju, postanowił jednak, że będzie próbował trzymać go ciaśniej przy sobie, a jeśli nadejdzie taka potrzeba – śledzić go w tajemnicy; tę potrafił przecież zachować. Zamiast tego skupił się na wyrazie niechęci, który wpłynął na fizjonomię Oriona, całkiem wbrew jego oczekiwaniom, nie przejawiając entuzjazmu, lecz ukracając jego pytanie płaskim, nagle opustoszałym z emocji tonem, który przepłynął gładko przez krtań, nie poruszając za żadną z jej napiętych strun. Machnął końcówką ogona z widocznym zadowoleniem, po czym zmrużył oczy, odchylając głowę w jego stronę. – Nie chcę zostać tu na zawsze – jęknął w końcu, przez chwilę spoglądając w jasne, błękitne oczy przyjaciela, zaraz odginając jednak szyję, by wesprzeć kark o zdrewniały pień. – Mógłbyś kiedyś przynajmniej mi pokazać – dodał po chwili, wpatrując się w posklejane krwią wiechcie trawy. – Jak wygląda świat za horyzontem. Wrócilibyśmy z powrotem.
[Obrazek: brhYMbZ.png]
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#66
Kąkol nie chciał zostawać tu na zawsze. I tu Orion mógł się z nim zgodzić – sam również tego nie chciał. Na zawsze to szalenie długo. Jednak nie potrafił obiecać, że da radę pożegnać się z tym miejscem za księżyc albo dwa. Może za pełen obieg pór z wielkim chyba, bo lista jego planów związanych z tym miejscem wciąż spokojnie mogłaby robić za taśmę ostrzegawczą dookoła terenów klanowych. Nie był gotowy by zapewniać, że i w jego interesie leży wyruszenie w dalszą drogę kiedyś, więc milczał, ślepy na smętne spojrzenia bursztynowych oczu. Aż wreszcie Kąkol wysunął rozsądniejszą propozycję, w ktorej wciąż dało się doszukać podstępu, ale ciężko było odmówić bez wyjawiania swoich planów – coś czego cynamon wolał uniknąć, ponieważ z niewiadomych względów przyjaciel zawsze patrzył na nie z niechęcią.
– W porządku. Kiedyś możemy się wybrać za horyzont. – kiedyś było dobrym słowem, bardzo luźno zobowiązującym. Sama wycieczka również mogła być krótka, dwu-trzydniowa. Podniósł się na cztery łapy, otrzepał sierść i przygładził odstający kłaczek. – Ale uważam, że do Nowego Świtu i tak powinieneś dołączyć jeśli boisz się o swoje bezpieczeństwo. Porozmawiam z Radą. – jeśli Kąkol miał jakieś zastrzeżenia, Orion nie zamierzał ich słuchać. Przeskoczył nad nim i rzucił jeszcze tylko przez ramię. – Poczekaj tu. Poszukam materiałów na opatrunek.

z.t
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#67
Skrzypiący pod łapami śnieg tak bardzo już zapadł w pamięć rudego, że miał wrażenie, że kiedy tylko stopnieje, zacznie za nim tęsknić. Zima była okropna. Była pusta, no... zimna, nie było na czym zawiesić wzroku. A mimo to, jakoś z dnia na dzień chyba lubił ją coraz bardziej. Widział wszystko dokładnie, nie było wielu kotów w okolicy, drapieżniki jedynie się kręciły częściej wszędzie bo głodne. No a poza tym? Było fajnie. Odległe śpiewy ptaków, promienie słońca bijące o śnieżną powłokę, przecinające się przez łyse drzewa... wszystko to miało jakiś swój urok
A przynajmniej, jego zdaniem. Bo podczas samotnych podróży, coraz częściej skupiał się właśnie na tym. Oczywiście, nadal był ostrożny i uważny, aby nie wpaść w żadne kłopoty, ale... natura była piękna.

[korzeń!!!]
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#68
Dzisiaj był ten dzień. Wybrał się poza granice Wichru i odetchnął głęboko, gdy jego łapy spotkały się z innym śniegiem, niż ten co był na jego terenach. Czuł się jakby było to nielegalne(?), nie umiał dobra słów, ale nie znał tego uczucia. Nie wychodził poza granice, ale może to lepiej powoli się z nimi odnajdywać, by poszukać Brzózki? Zniknęła. Nie chciał, by zniknęła. Szedł już jakiś czas, gdy spostrzegł jakiegoś rudego kocura, oblizał wargi ze zdenerwowania. Zagadywać, czy nie? Może raz się żyje... zawsze mógł zapytać o podpieczną.
– Heej... Często tu bywasz? – zapytał i po chwili chciał połknąć swój język. Och, elokwentnie. Najwyraźniej robienie z siebie idioty przed kotami nie ze swojego klanu to był jego znak rozpoznawczy. Nie mógł jednak powiedzieć, że czuł się tak samo pewnie jakby był w Wichrze i na jego ternach. Może dlatego tym razem paplał głupoty?
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#69
Na dźwięk czyjegoś głosu... poruszył delikatnie uchem. Cóż to za pytanie w ogóle? Spojrzał na kocura, mierząc go spojrzeniem. Potem uniósł brew do góry, zdając sobie sprawę z tego, że go nie kojarzył. Tym bardziej - skąd te pytanie!
- Czasem się tędy przewijam, owszem... a co? - był z tym problem? A może to... dobrze? Cokolwiek nie było w głowie obcego, Askeladd po prostu chciał zrozumieć o co mu biegało.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#70
– W sumie to nic... Nie wiedziałem jak zagadać – odpowiedział szczerze i wyglądał pewnie przy tym jakby właśnie wyzionął ducha, a potem z powrotem go odzyskał. Odchrząknął i rozejrzał się wokół na wszelki wypadek, gdyby nowy koleżka jednak nie był tutaj sam. Pachniał jak kot spoza klanu, więc może nikogo więcej nie miał, ale nie było to przecież takie pewne, prawda? – Jak się nazywasz? Jesteś pieszczochem czy samotnikiem? – dopytał zaciekawiony z lekkim uśmiechem i wbił płomieniste ślepia w kocura. Nie pytał przecież oceniająco to nie ten drugi nie powinien się zdenerwować, przynajmniej miał taką nadzieję, bo wydawał się trochę bardziej doświadczony. Walka samemu? Z nim? Brzmiało jak dużo ran.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#71
Och... dziecinnie proste w takim razie, nie wiedział czego się spodziewał. Wzruszył ramionami, dając ewidentny znak że w takim razie się nie przejmuje dziwnym podejściem kocura do rozmowy. Są koty, które umieją się komunikować lepiej, i takie które robią to jak Wichrzak. I nie było w tym nic złego. Może to i lepiej, przynajmniej było ciekawiej na świecie.
- Podróżnikiem, odkrywcą - czyli samotnikiem, ale ładniej nazwanym. - Askeladd. Miło mi cię poznać... kimkolwiek jesteś. A ty, to?
Rzucił krótko. Brzmiał normalnie, na samego siebie. Czyli po prostu... z lekkością, ale niemałym podkreślaniem swojej wyższości nad rozmówcą. Chociaż w tej chwili, było to chyba mniej zauważalne. Askeladd bardziej brzmiał bowiem na znudzonego dniem, niż jakby miał się pawić nad tym kim to on nie jest. Obecnie, był nikim. I chyba taki stan rzeczy nie był zły.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#72
Nie bardzo wiedział jak miał zareagować na odpowiedź kocura, bo dobrze wiedział, że to zwykły samotnik, ale może oni też się dzielą na jakieś kategorie? Tylko Orion nigdy o niczym takim nie mówił, więc może to sobie tylko dopowiada teraz i wyszedł by na jakiegoś świrniętego? Nie żeby musiał się tym przejmować, ale zwyczajnie chciał poznać nowe koty i zdobyć trochę wiedzy o terenach poza klanowych.
– Co odkryłeś? – zapytał z zaciekawieniem. – I mi Ciebie również miło poznać Askel... Aseladd?... Askeladd. Jestem Korzenna Woń, ale może mówić mi Korzeń – odpowiedział z uśmiechem. Ciekawiło go czego dowie się od innego samotnika, teraz cynamonowy point mieszkał z nimi, więc jego życie diametralnie się zmieniło. Wiedział też, że każdy ma różne zdania i to co denerwowało Oriona może jest ulubioną rzeczą dla rudego znajomego?
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#73
Dobre pytanie, co odkrył. Bo po prawdzie, nic.
- Zbyt wiele, by o tym mówić... ale chyba przede wszystkim to, że życie w Klanie to męka w porównaniu z tym, co ma się poza nim - odparł luźno, uśmiechając się pół mordą. Nie było to zbyt konkretne, ale tak właśnie miało być. Ogólne, ale mówiące o czymkolwiek, byleby tylko w zupełności nie wyminąć tego, co chciał wiedzieć Korzeń. - A ty jak tam, co tam robisz?
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#74
Korzeń może i nie wiedział nic o życiu poza klanem, ani nawet nie chciał przez fakt, że był tylko znajdą, a nie prawdziwym wichrzakiem z krwi i kości; jednak zakodował sobie nienawiść do pieszczoszkowej matki i miłość do tej klanowej, co sprawiło, że w końcu zapomniał żyć też poza Wichrem. Można by przez to powiedzieć, że jest dość głupi w sprawy poza klanowe, ale nie jest ogólnie głupi.
– Zbyt wiele? – zapytał z uśmiechem i podniesioną brwią. Nie brnął w to dalej, bo po pierwsze druga obserwacja była dość ciekawa, a po drugie pierwszy tekst miał być wymijający i nie chciał go męczyć. – Czemu uważasz, że życie w klanie to męka? Byłeś kiedyś kotem klanowym, czy stwierdzasz po paru opowieściach? – dopytał z ciekawością. Życie w klanie nie było usłane różami, ale też nie widział w nim tyle wad, by nazwać to męką. Miałeś ochronę, jedzenie, jak byłeś chory ktoś się zajmował tym, a nawet ktoś wyżej postawiony czasami myślał za wszystkich. Niby niefajnie, a jednak nie miał zbyt wiele zastrzeżeń, żyło mu się dobrze, miał kochająca matkę i wujka, może koty znikały, ale czy samotnicy no.. nie byli samotni? – Ogólnie rozglądam się po Ziemiach Niczyich, próbuję się w nich rozeznać – odpowiedział lekko na pytanie i uśmiechnął się.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#75
- Wydaje mi się, że żadne z opowieści nie są w stanie chyba nawet w połowie oddać tego, co tam się da przeżyć - lekkość w jego głosie w tej kwestii była nie do opisania! - Byłem w tym zaszczanym Gromie, bandzie oszołomów, co nie widzą nic poza końcem własnego nosa. Gdzieś ich mam już teraz, ale szkoda mi że moja matka tam rządzi. Bo nie powinna, za żadne skarby świata. Jak własnych kociąt upilnować nie umie, to co się dziwić że Klan się sypie!
"Sypie" to dużo powiedziane, ale Askeladd był Askeladdem. Wyolbrzymienie, przesada i zrobienie w swoich historiach wszystkiego na swoją korzyść było normą. Niektórzy to zauważali, inni nie. Niektórzy to pochwalali widząc go jako oświeconego, inni uważali za szaleńca. A on o wszystkich miał gdzieś, niezależnie od ich opinii. Taki z niego rudy gałgan.
- A... nic specjalnego tu nie ma. O tej porze to sama bieda. Tu zimno, tam wieje, tam sypie, tam błoto... i zwierząt dość mało. No i te ptaszyska przeklęte, co by tylko atakowały! Szukasz czegoś konkretnego, Korzeń? Mogę pomóc, jakbyś chciał coś wiedzieć. Na tych ziemiach, śmiem stwierdzić, żem ekspert.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości