Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
— Gwiezdny Klan? — powtarza mechanicznie, mruży oczy w geście namysłu. Poza tym ich mimika nie zmienia się o jotę. — Ktoś kiedyś opowiadał mi o nim. Za dawnych, weselszych czasów.
Nie wierzy w Gwiezdny Klan. Nie wierzy w nic. Po śmierci nie idzie się nigdzie, w żadne zaświaty. Wszystkie dziwy są tutaj, na ziemi. — ... moja matka miała takie samo. I ten, kto opowiedział mi o Gwiezdnym Klanie, miał takie samo. Nazywała się Kos.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Rojst się urodził dość niepoporconajnym kociakiem, bo długie to takie, długi ogon, długie łapy, za duże jak na jego łeb uszy. Krótkie futerko, w kilku miejscach zwichrowane. Futerko koloru czekoladowego, z delikatnymi rozjaśnieniami na mordce i pod oczami. Czekoladowe futerko posiada na mordce ciemniejsze pręgowanie, na grzbiecie pojedynczą pręgę i wzdłuż boków cętki. Obecnie oczy koloru jasnoniebieskiego za niedługi czas zmienią się w zielony.
W tej rodzinie to raczej on jest odludkiem. Rojst jest bardzo przykładny, bardzo ciężko będzie pracował na siebie i na swoje pochodzenie - owszem. Ale tylko jak go poproszą. Jest to trochę leniuch, nigdy sam z siebie z inicjatywą nie wyjdzie. Jako kociak spokojny, leniwy. Wesolutki kociak, uśmiechnięty. Od małego wykazuje się wielką miłością i lojalnością wobec rodzinki oraz Klanu Cienia. Podatny na wpływy.
- Mhm, Gwiezdny Klan to podobno nasi przodkowie, i tam idą koty, które umarły - odparł po prostu. Dla niego to było... normalne. Z tym żył. Nie wiedział, czy Gwiezdni to ściema, czy nie, ale no. Po prostu byli dla niego, i tyle. Nic ciekawszego nie mógł odpowiedzieć Pechowi. Drgnął uchem na słowa Pech.
- Nie znam jej. Chcesz mi coś o niej opowiedzieć? Albo w ogóle. Wydajesz się starszym kotem, pewnie znasz jakieś ciekawe historie! - zaproponował, z błyskiem w oku.
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Nos im drga nieznacznie, jak królikowi. — Nie ma ich — mówi jasno i beznamiętnie. — Nie ma nic. Wszystko zostaje tutaj.
Przymyka oczy. Czuje ciężar wszystkich przytłaczających ich księżyców, obiegów pór. Dopiero potem zaczyna mówić. — Kos była, kiedy się urodziłom. Uczyła mnie, opowiadała mi o... o Gwiezdnych. Pochodziła z Klanów — słowo ledwie przechodzi im przez gardło, jest obce, dziwne — Potem ja zniknęłom, a gdy wróciłom, powitała mnie na tych ziemiach.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Rojst się urodził dość niepoporconajnym kociakiem, bo długie to takie, długi ogon, długie łapy, za duże jak na jego łeb uszy. Krótkie futerko, w kilku miejscach zwichrowane. Futerko koloru czekoladowego, z delikatnymi rozjaśnieniami na mordce i pod oczami. Czekoladowe futerko posiada na mordce ciemniejsze pręgowanie, na grzbiecie pojedynczą pręgę i wzdłuż boków cętki. Obecnie oczy koloru jasnoniebieskiego za niedługi czas zmienią się w zielony.
W tej rodzinie to raczej on jest odludkiem. Rojst jest bardzo przykładny, bardzo ciężko będzie pracował na siebie i na swoje pochodzenie - owszem. Ale tylko jak go poproszą. Jest to trochę leniuch, nigdy sam z siebie z inicjatywą nie wyjdzie. Jako kociak spokojny, leniwy. Wesolutki kociak, uśmiechnięty. Od małego wykazuje się wielką miłością i lojalnością wobec rodzinki oraz Klanu Cienia. Podatny na wpływy.
- No... spoko. Niektórzy tak wierzą - wzruszył barkami. Nie obchodziło go specjalnie, w co wierzył kot, ale... te różnice. Były przyjemne. To nie był Klan Cienia, który wierzył w Kodeks i nic innego. I w jego tatę.
- Jaka była? Gdzie mieszkaliście? - zapytał, siadając i owijając swój ogon wokół łap.
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Ostatnim, w czego moc i potęgę wierzyłoby Śreżoga, byłby Kodeks, Psia Gwiazda i jego pomysły – gdyby, rzecz jasna, cokolwiek o nim wiedziało. Ich łapy potrafiłyby ich wyprowadzić daleko, daleko poza zasięg władzy tego ponurego triumwiratu.
— ... była... była miła. Dobra. Starała się rozumieć innych. Miała wiele blizn, była niemal cała blizną — wspomina, ale na pytanie o miejsce życia chmurzy się odrobinę. — Nasz dom już nie istnieje. To cmentarzysko. Pogorzelisko.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Rojst się urodził dość niepoporconajnym kociakiem, bo długie to takie, długi ogon, długie łapy, za duże jak na jego łeb uszy. Krótkie futerko, w kilku miejscach zwichrowane. Futerko koloru czekoladowego, z delikatnymi rozjaśnieniami na mordce i pod oczami. Czekoladowe futerko posiada na mordce ciemniejsze pręgowanie, na grzbiecie pojedynczą pręgę i wzdłuż boków cętki. Obecnie oczy koloru jasnoniebieskiego za niedługi czas zmienią się w zielony.
W tej rodzinie to raczej on jest odludkiem. Rojst jest bardzo przykładny, bardzo ciężko będzie pracował na siebie i na swoje pochodzenie - owszem. Ale tylko jak go poproszą. Jest to trochę leniuch, nigdy sam z siebie z inicjatywą nie wyjdzie. Jako kociak spokojny, leniwy. Wesolutki kociak, uśmiechnięty. Od małego wykazuje się wielką miłością i lojalnością wobec rodzinki oraz Klanu Cienia. Podatny na wpływy.
- Oh. Przykro mi - położył po sobie uszy, spoglądając na Pech. Zmarszczył brwi, niezadowolony. Nie chciał wprawiać jakiegoś losowego kota w smutek. On nie był takim kotem.
- Żyliście coś jak... w Klanie? Że dużo kotów razem? - dopytał zaraz, spoglądając na Pech.
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Rojst się urodził dość niepoporconajnym kociakiem, bo długie to takie, długi ogon, długie łapy, za duże jak na jego łeb uszy. Krótkie futerko, w kilku miejscach zwichrowane. Futerko koloru czekoladowego, z delikatnymi rozjaśnieniami na mordce i pod oczami. Czekoladowe futerko posiada na mordce ciemniejsze pręgowanie, na grzbiecie pojedynczą pręgę i wzdłuż boków cętki. Obecnie oczy koloru jasnoniebieskiego za niedługi czas zmienią się w zielony.
W tej rodzinie to raczej on jest odludkiem. Rojst jest bardzo przykładny, bardzo ciężko będzie pracował na siebie i na swoje pochodzenie - owszem. Ale tylko jak go poproszą. Jest to trochę leniuch, nigdy sam z siebie z inicjatywą nie wyjdzie. Jako kociak spokojny, leniwy. Wesolutki kociak, uśmiechnięty. Od małego wykazuje się wielką miłością i lojalnością wobec rodzinki oraz Klanu Cienia. Podatny na wpływy.
- W Klanie... jest dużo kotów, każdy ma swoją rangę i się zajmuje swoimi rzeczami, ma swoje obowiązki. Są terminatorzy, którzy się uczą na wojowników, mamy przywódcę - mówił powoli, co jakiś czas spoglądając na Pech, aby widzieć, czy samotnik podąża za jego słowami. - No i ja na przykład jestem z Klanu Cienia, a jest jeszcze Klan Wichru, Rzeki i Gromu. Skąd ty byłoś?
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Wysłuchuje Rojstowego Rozlewiska spokojnie, w milczeniu. Na ich pysku nie odbija się żadna emocja. Odzywa się dopiero po tym, jak rozmówca kończy mówić.
— Nie mieliśmy przywódcy. Rządziło nami kilka kotów, które dorośli wybierali spośród siebie — wspomnienia mieszają się, nie jest pewne nazw, imion, pysków. — Uczyliśmy się, by w przyszłości pełnić swoją funkcję. Ja... ja miałom być stróżem — nie pamięta już niemal nic, tylko rozmowę z Kos na chwilę przed tym, jak ostatni raz zobaczyło piękno obozowiska Nowego Świtu. — To już nieistotne.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Rojst się urodził dość niepoporconajnym kociakiem, bo długie to takie, długi ogon, długie łapy, za duże jak na jego łeb uszy. Krótkie futerko, w kilku miejscach zwichrowane. Futerko koloru czekoladowego, z delikatnymi rozjaśnieniami na mordce i pod oczami. Czekoladowe futerko posiada na mordce ciemniejsze pręgowanie, na grzbiecie pojedynczą pręgę i wzdłuż boków cętki. Obecnie oczy koloru jasnoniebieskiego za niedługi czas zmienią się w zielony.
W tej rodzinie to raczej on jest odludkiem. Rojst jest bardzo przykładny, bardzo ciężko będzie pracował na siebie i na swoje pochodzenie - owszem. Ale tylko jak go poproszą. Jest to trochę leniuch, nigdy sam z siebie z inicjatywą nie wyjdzie. Jako kociak spokojny, leniwy. Wesolutki kociak, uśmiechnięty. Od małego wykazuje się wielką miłością i lojalnością wobec rodzinki oraz Klanu Cienia. Podatny na wpływy.
Słucha uważnie słów Pech, po czym kiwa spokojnie głową.
- Ah... - zamruczał tylko. - Dziękuję.
Niespecjalnie wiedział, co... powiedzieć. Dlatego do głowy Rojsta przyszedł tylko jedno, jedyne wyjście.
- Co powiesz na sparing? Sprawdzimy swoją siłę i... rozejdziemy się, nie będę już cię męczył pytaniami?
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Nie odpowiada na podziękowania. Ma w głowie szum, taki szum, jak przy wodospadach, toniach rzeki, przy Wielkiej Wodzie, która ma leżeć na północ od tych terenów.
— Sparing? — unosi ucho, otwiera pysk, jakby chcąc coś powiedzieć, ale namyśla się i rzuca: — ... oczywiście, nie sprzeciwiam się.
Trwaj, chwilko, utop zmartwienia w bólu.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Rojst się urodził dość niepoporconajnym kociakiem, bo długie to takie, długi ogon, długie łapy, za duże jak na jego łeb uszy. Krótkie futerko, w kilku miejscach zwichrowane. Futerko koloru czekoladowego, z delikatnymi rozjaśnieniami na mordce i pod oczami. Czekoladowe futerko posiada na mordce ciemniejsze pręgowanie, na grzbiecie pojedynczą pręgę i wzdłuż boków cętki. Obecnie oczy koloru jasnoniebieskiego za niedługi czas zmienią się w zielony.
W tej rodzinie to raczej on jest odludkiem. Rojst jest bardzo przykładny, bardzo ciężko będzie pracował na siebie i na swoje pochodzenie - owszem. Ale tylko jak go poproszą. Jest to trochę leniuch, nigdy sam z siebie z inicjatywą nie wyjdzie. Jako kociak spokojny, leniwy. Wesolutki kociak, uśmiechnięty. Od małego wykazuje się wielką miłością i lojalnością wobec rodzinki oraz Klanu Cienia. Podatny na wpływy.
1. tura
Stanął prosto, obserwując Pech. A kiedy dostał odpowiedź pozytywną, jego ogon zafalował na wietrze z radości.
- Okej! - zamiauczał wesoło, mrużąc oczy. - Dam z siebie wszystko. Mam nadzieję, że czegoś się od ciebie nauczę! - odparł jeszcze. Po tym skinął delikatnie Pechowi łbem, położył po sobie uszy. Napiął swoje mięśnie, nogi rozstawił, skupił się. Następnie postanowił wyskoczyć w stronę samotnika. Łapami celował w bark trójkolorowego ciała, chcąc ją na początku trochę poturbować. Niech się zacznie sparing! Będzie walczył, jak to by była prawdziwa walka...! Ale bez pazurów. Hehe.
Rolling 1d10+3: 4 +3 = 7
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Nie odwzajemnia uśmiechu, ale minimalnie, odrobinę, unosi opadające ze zmęczenia powieki znad szkarłatnych ślepi. — Nie powstrzymuj się — mówi jeszcze, a potem, widząc atak młodego kota na siebie, postanawia zanurkować w dół, ku ziemi.
Rolling 1d10+2: 4 +2 = 6
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Rojst się urodził dość niepoporconajnym kociakiem, bo długie to takie, długi ogon, długie łapy, za duże jak na jego łeb uszy. Krótkie futerko, w kilku miejscach zwichrowane. Futerko koloru czekoladowego, z delikatnymi rozjaśnieniami na mordce i pod oczami. Czekoladowe futerko posiada na mordce ciemniejsze pręgowanie, na grzbiecie pojedynczą pręgę i wzdłuż boków cętki. Obecnie oczy koloru jasnoniebieskiego za niedługi czas zmienią się w zielony.
W tej rodzinie to raczej on jest odludkiem. Rojst jest bardzo przykładny, bardzo ciężko będzie pracował na siebie i na swoje pochodzenie - owszem. Ale tylko jak go poproszą. Jest to trochę leniuch, nigdy sam z siebie z inicjatywą nie wyjdzie. Jako kociak spokojny, leniwy. Wesolutki kociak, uśmiechnięty. Od małego wykazuje się wielką miłością i lojalnością wobec rodzinki oraz Klanu Cienia. Podatny na wpływy.
Zaatakował, a nagle tutaj Pech mu uciekł spod łap. Aha! No tak też można, tak. Drgnął delikatnie uchem, po czym sięgnął łapą po piasek, aby rzucić w oczy samotnikowi. I niezależnie od tego, czy mu się udało rzucić piaskiem w pysk, czy nie, wyskoczył ponownie w stronę kota, aby łapami uderzyć w barki samotnika. Chciał go najlepiej powalić, ale nie wiedział, czy miał tyle siły. Ale próbować mógł, i zamierzał próbować! Ekscytowała go ta walka, jak żadna wcześniej.
piach; dodatnie - udane
Rolling 1d6: 5
atak
Rolling 1d10+3: 5 +3 = 8
And the world is ending
And we keep pretending
That none of this will matter in an hour
None of this will matter in an hour
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Sytuacja w cieniu może i się nieszczególnie polepszała, ale mimo obaw, Koza nie chciała dać sobie temu wszystkiemu wejść na głowę. Starała się patrzeć optymistycznie na plan Ośmiookiego i Błękitnej Bajorko, jednak wciąż kryła się w wojowniczce obawa, że coś pójdzie nie po ich myśli. Strach, że coś się stanie, że albo Gwiezdni nie pomogą, albo coś złego przydarzy się obojgu kociętom Bzyczącej Polany.
Dodatkowo jeszcze miała to wszystko trzymać w tajemnicy przed Kudłatym. Kudłatym, ze wszystkich kotów. Wiedziała, że mogła mu ufać, że gdyby obiecali sobie nikomu nie mówić, to wojownik by dotrzymał słowa. Nie mogła jednak zdradzić zaufania Bajorko, to też było nie w porządku. Kotłowała to więc w sobie, wbrew swoim własnym przeczuciom, że nic by się złego nie stało, gdyby mu choćby słówko napomknęła. Eh, nie wiedziała, ile tak wytrzyma. Mogła mieć tylko nadzieję, że Pająk i Bajorko szybko wrócą.
Po drodze na spacer, jeden z wielu, natrafiali na różnej maści kwiaty. Parę z nich zdążyła nawet Kudłatemu wplątać w futerko, z każdym dodatkowym pączkiem na rudej kryzie chichocząc pod nosem. Dopiero pod koniec dojrzała krzaczek róż, wzdychając lekko poirytowana. - No patrz, byśmy wcześniej znaleźli. - Mruknęła, kręcąc łbem. Już by całego obrzuciła w płatkach róż, wspaniale by się prezentował. - Chodź, chodź, pozbędę się tylko tych kolców. - Zarzuciła, podbiegając już do krzewu.