Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Mruknęła cicho, w wyraźnej aprobacie na jego słowa. - Oczywiście. - Skwitowała z uśmiechem słyszalnym w jej głosie, więc partner nie musiał nawet na nią patrzeć by wiedzieć, jak w tej chwili wyglądał jej pyszczek. - ...Niczego na świecie bym nie oddała, nawet Gwiezdni we własnej osobie nie mogliby nas rozdzielić.
Potem wstrzymała oddech, czując najpierw powtarzające się, czułe liźnięcia, a potem słysząc pytanie ukochanego. Zamrugała, czując, jak jej serce wali, tętno dudniło w uszach tak mocno, że miała wrażenie, że nawet on je słyszał. Wiedziała, o co pytał, a przynajmniej się domyślała. Nie, wiedziała. Fala ciepła zalała ją ponownie, a Kózka parokrotnie ugniotła ziemię pod nimi, zamykając oczy i delikatnie kiwając łbem. Próbowała rozróżnić, jakie uczucia nią w tej chwili targały, ale wiedziała, że nie były one negatywne. Nie bała się, nie, gdy on był obok niej. Rozluźniła się w pełni oraz wypuściła głęboko powietrze, dając się ponieść nagłym emocjom, bezgranicznie ufając partnerowi, również chcąc znaleźć się go jeszcze bliżej.
Tak blisko, jak to było możliwe.
[ . . . ]
Gdy emocje powoli zaczynały opadać, otworzyła powoli oczy, wciąż czując walące jej w piersi serce. Czuła, jakby ten moment trwał zaledwie uderzenie serca. Przechyliła lekko łeb, z ukosa wpatrując się na ukochanego, wzdychając cicho.
- Kocham cię. - Powtórzyła cieple.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Serce biło mi jak oszalałe. Wiedziałem co się stało, a jednocześnie czułem się jak we śnie. Byłem w szoku, że zrobiliśmy coś takiego, ale jednocześnie bardzo cieszyłem się z tej chwili. Uśmiechnąłem się lekko, po czym parę razy liznąłem miejsce na karku, które przed chwilą trzymałem zębami. Zszedłem z partnerki, mocno splatając z nią ogon.
- Też cię kocham. Jesteś cudowna, wiesz? - miauknąłem, uśmiechając się jeszcze szerzej. Czułem się dobrze. Byliśmy ze sobą najbliżej, jak tylko mogliśmy! Kochałem ją tak samo mocno jak wcześniej, ale miałem wrażenie, że teraz faktycznie byliśmy ze sobą związani na wieki. Liznąłem ją w policzek, mrucząc cicho. - Czy wszystko dobrze? Nic ci nie zrobiłem? - zapytałem po chwili, uważnie szukając jakichkolwiek oznak tego, że coś było nie tak. Nie chciałem przecież, aby teraz czuła się przeze mnie źle! Nigdy bym tego nie chciał. Przytuliłem się do niej mocniej, kładąc łapę na jej łapkę.
- Chciałbym tutaj z tobą leżeć tak caaaały czas. Abyśmy nie musieli wracać... - do klanu. Aczkolwiek tego nie powiedziałem na głos. Tutaj mogliśmy być ze sobą szczęśliwi. Nie przejmować się tym, że ktoś zaraz nas zaatakuje. Spokój. Cisza. Ah, kochałem moją Kózkę!
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Zamruczała, unosząc lekko łeb, a następnie przekręcając się lekko na bok, aby oprzeć się o partnera bliżej, gdy ten w pełni z niej zlazł.
- I kto to mówi? - Mruknęła rozbawiona, w dalszym ciągu ugniatając ziemię, teraz bardziej na skos. Dziwne to było uczucie, myśl o tym, co przed chwilą miało miejsce. Było wspaniałe, rzecz jasna, ale niezmiernie dziwne. Wzięła głęboki wdech, próbując trochę oczyścić umysł, wytrzeźwieć od tych wszystkich emocji i dreszczy.
Zamruczała na liźnięcie, przymykając oczy. - Jest dobrze, było wspaniale. - Zapewniła go, przechylając łeb, aby tym razem to jego liznąć po szyi, czule podgryzając kudłate loczki. - Podobało mi się. A tobie? - Dopytała jeszcze dla pewności, choć odpowiedź już znała. Ale i tak chciała to usłyszeć na głos, móc znać wrażenia Kudłatego. Posłuchać, jak mówi, o czymkolwiek. Zwłaszcza teraz, jak już powoli emocje opadały, a Kózka powoli robiła się znużona.
- Hmm... Dzień jest jeszcze długi, nikt nas nie goni. Poleżmy tu jeszcze sobie... - Mruknęła, wciskając nos w futerko na piersi partnera, a następnie zamykając zielone oczy. - ...Możemy wrócić, jak już wszyscy będą spać... Na spokojnie udekorujemy legowisko, nie spieszmy się. - Dodała jeszcze. Jej oddech zaczynał się robić płytki, choć widać było po jej pysku, że próbowała jeszcze nie zapadać kompletnie w sen. Chciała jeszcze posłuchać jego głosu, nacieszyć się czasem spędzonym wspólnie poza obozem i klanem.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Z ulgą przyjąłem wiadomość, że Kózka czuła się dobrze. I że jej się podobało. Uśmiechnąłem się do niej szeroko, wpatrując się w jej piękne, zielone oczka. Jej szczęście było też moim szczęściem! To dość oczywiste. - Mi też - zamruczałem, szczerząc się lekko. Cieszyłem się tą bliskością. Cieszyłem się każdą chwilą spędzoną z nią.
- Myślę, że to dobry pomysł. - mruknąłem cicho, przejeżdżając parę razy językiem po głowie partnerki, kiedy to przycisnęła piszczek do mojej klatki piersiowej. Sam również bardzo chętnie bym się położył jednakże cichy głosik w mojej głowie kazał mi pozostać na warcie. Aby nic się nie stało i nic nam nie zagrażało.
- To ja ci opowiem o tych perliczkach. No więc byłem w jednym z dalszych gospodarstw, około dzień i pół drogi stąd. No i widzę ptaki z kropkami i mówię, wow, co to takiego? Tam poznałem kota, nazywał się chyba Miecio i on mi opowiedział o tych ptakach. Jak mi opowiadał to... - no i tak opowiadałem, póki Kózka nie zasnęła, a mnie samego w pewnym momencie nie zmorzył mnie lekki sen, a kotka mojego życia spała sobie spokojnie przy mnie.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Drgnęła lekko uszami, z uwagą wysłuchując opowiadania Kudłatego, czując, jak z każdą sekundą jej powieki robiły się cięższe. Szkoda jej było jednak przerywać jego wypowiedź, miała tylko nadzieję na to, że nie będzie jej miał za złe, że jej się już usypia. Liznęła go jeszcze parę razy szybko po szyi, próbując się rozbudzić.
- ...Musimy pójść je zobaczyć. Te perliczki. Tak samo jak resztę... zwierząt. Następnym razem, jak pójdziemy na siedlisko... mam nadzieję, że tam też będą. - Postanowiła, zanim jeszcze kompletnie odleci w sen.
Ziewnęła lekko, gdy słowa partnera zaczęły powoli układać się w jedną, niezrozumiałą dla niej paplaninę. Finalnie nie potrafiła zwalczyć snu, zamiast tego ułożyła się bardziej w kłębek u boku Kudłatego, nie mogąc się doczekać, aby spędzić z nim czas również w jej snach. A na ten moment, mruczała cicho przez sen, delektując się ciepłem ukochanego.
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
Zdecydowanie było już o wiele cieplej. Dlatego też jego ludzie zaczęli częściej chodzić na jakieś dalsze wycieczki, zabierając ze sobą rzecz jasna swojego pieszczoszka. Ubrany w czerwoną, cienką bluzę z kapturem, rzecz jasna nie założonym! Gdy tylko próbowali zaciągnąć mu kaptur, prędko go zdejmował z uszu. Dodatkowo na szyi miał obrożę… ale nie jakąś badziewną. ZŁOTY ŁAŃCUCH. Idealny dla członka gangu, dodatkowo nie byle jakiego.
Lucyfer, Pimpuś — zwał jak zwał, a on nosił wiele mian.
Wracając, łysol kolejny raz oddalił się od swoich ludzi, którzy coś tam gadali za jego plecami. Wiedział jedno — jak będą wołać to ma wrócić, standardowy układ.
Lucyfer ponownie zaglądał do jakiś norek i dziupli, które wypatrzył. W końcu nigdy nie wiadomo, czy nie znajdzie czegoś ciekawego.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Minęło kilka wzniesień księżyca, od kiedy Szopia Łapa zniknął z Klanu Wichru. Życie bywa przewrotne... Myślała, że znalazła z nim wspólny język, ale... Poof! Zniknął. Próbowała go jeszcze szukać po terenach. Nic. Poza terenami... Też nic. Myślała, że złapała trop, ale trafiła jedynie w to miejsce. Krzewy aa nowo zaczęły pączkować. Na razie widziała tylko niewinne małe pączki kwiatów... Dużo zielonego, jak i też wielkie czerwone coś. Szła dalej, krok za krokiem. Ale zaraz... Czerwone?! Obróciła łeb w tamtym kierunku i nic nie widziała przez krzewy kwiatów... Trudno. Ruszyła dookoła i dziwnym trafem zobaczyła coś czerwonego. Do tego miało ogon... I dziwne coś na łapach. A głowa była wsadzona w norę. Pachniało... Ogólnie inaczej niż klany. Dziwne.
- Umm... Czekasz na kreta? - zagadnęła.
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
No i natrafił na większą norkę… i głębszą. Rozejrzał się w pierwszej chwili, nim nie zanurkował w niej łysą głową. Poczuł ziemię na policzku i zaraz jego uszy zahaczyły o górę, powodując, iż drobny pyłek posypał się na zmarszczony pysk Lucyfera. Pokręcił nosem i… głos. Wysunął głowę pospiesznie, obracając się za siebie, by ujrzeć… kotkę. Nieznana mu kotka, w tych okolicach łatwo było wydedukować, iż członkini któregoś z tych klanów. Ostatnimi czasy miał przyjemności spotykać ich członków. — Kreta? — powtórzył, poruszając wąsami, acz nie przyniosło to rezultatu… pomógł więc sobie łapką. Piaskowy kurz został ściągnięty — to jakiś twój… znajomy? — kolejna maska prędko znalazła się na pyszczku Lucyfera. Potrafił grać perfekcyjnie zagubionego, biednego pieszczoszka, który w życiu muchy by nie skrzywdził. Potrafił również idealnie dobrać słowne groźby, by owinąć sobie kogoś wokół paluszka. Czasami, acz rzadko, potrafił również być i czarujący, pięknosłowny i w ogóle idealny. Teraz natomiast prezentował się tak nienaturalnie… zwyczajnie. Nie obierając żadnego z tych kierunków. Miły kocur, który spotkał miłą kotkę. Ot skrót owego wydarzenia w jednym zdaniu.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Przekręciła łeb. Zdecydowanie natrafiła na pieszczoszka. Dosyć dziwnie wyglądającego pieszczoszka. Definitywnie. Nawet sierści nie miał!
- Nie wiesz... Czym jest kret? Serio? - spytała zdziwiona. - Bo wiesz, miałeś pysk w jego norze - odparła, wskazując swoją łapą norę, do której chwilę temu zaglądał łysolek. Niby zagubiony, czuła, że to nie jest do końca prawda. Z osiedla jest daleka droga, a on... Wyglądał niczym zadbana sierść Kraśnej Klaczy. Bardzo nienagannie. Chyba że tak bardzo uważał na wszystko i wszystkich. Co było dość trudne przez te roztopy.
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
Dolna powieka niemal niezauważalnie drgnęła. Dziwnym uczuciem było, gdy zarzucano mu niewiedze… Znaczy gdy sam nie chciał, by rozmówca właśnie tak myślał. Łyse ego nieco zostało urażone i nie było to nijak przyjemnym uczuciem. — Wiem co to kret — granie, udawanie i maskowanie emocji miał opane do perfekcji tak bardzo, iż nie dało się wyczuć, iż łyse ego, chwilę wcześniej, zostało jakkolwiek urażone — wy w tych klanach macie dziwne imiona. Równie dobrze może mieszkać tu jakiś… Kreci Bobek — a nawet ta kotka przed nim może być Krecim czymś… właściwie to każdy w tym lecie może nosić imię od kreta. Takie to… dziwności te klany oferowały. Łysy kot to przy tym nic.
Patrzył jednak na reakcje kotki, w końcu ma się przekonać czy dobrze obstawił, iż ta przynależy do jakiegoś klanu.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Prychnęła cicho ze śmiechu i pokręciła przecząco łbem.
- Nieszczególnie. Prędzej Króliczy Bobek, w końcu króliki strasznie bobkują. A kreciego chyba nie widziałam nigdy - odparła. Nie przeczuwała, że w ciągu tylu przeżytych księżyców będzie rozmawiać o bobkach z dziwnym pieszczochem. Życie zaskakuje najwidoczniej. - Pochodzisz z osiedla, prawda? - spytała. W głowie przez chwilę przeszła jej myśl o Zasadzce, na co uśmiech trochę zszedł jej z pyska. Czy trafił bezpiecznie na Osiedle, tak, jak chciał?
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
— Może wyglądają tak samo jak te królicze, dlatego pomyliłaś — sam nie widział… jak i dopiero po wypowiedzeniu owych słów, uderzyło w niego jaki poziom osiągnęła owa rozmowa — gówniany.
Zadrżał pod wpływem dreszczów czystej żenady, by zaraz podziękować sobie samemu, iż nikt z gangu nie był świadkiem owej rozmowy. Jego stroje to przy tym nic uwłaczającego.
Zwlekał chwilę z odpowiedzią, by finalnie skinąć jedynie głową — aż tak cię to smuci? — uwadze Lucyfera bowiem nie umknął ten uśmiech, który nagle tak się pomniejszył. Był obserwatorem, do tego słuchaczem i w obu tych kwestiach sprawdzał się wybitnie. Nadrabiał tym brak tężyzny fizycznej.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
- Całkiem możliwe - wzruszyła ramionami. Przeniosła swój wzrok na krzewy kwiatów, zauważając małe kolce. Róże. Zrobiła do nich krok dwa. Obserwowała, jak powoli natura budzi się do życia. Trochę to jeszcze potrwa, ale warto będzie tu przyjść kiedyś ponownie, by zobaczyć widok tych wszystkich zakwitniętych pąków róż.
Trzepnęła uchem na pytanie nieznajomego i na nowo odwróciła pysk w jego kierunku.
- Nie, po prostu... - odetchnęła. - Ktoś z rodziny musiał wyruszyć na Osiedle i myślę, czy dotarł bezpiecznie - wytłumaczyła krótko. Nie było sensu zwierzać się z tego wszystkiego. Szczególnie nie zamierzała mówić nic, co się działo w wichrze przez ostatnie księżyce.
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
Powieki Lucyfera drgnęły nieznacznie, gdy ten zmrużył jedynie oczy w odpowiedzi. Tyle było z rozmowy o kupie. Przez swoje życie posuwał się do wielu rzecz, nie jedna była uwłaczająca, acz za każdym razem był to przez niego zamierzony efekt. Teraz jednak… cóż, aż go mięśnie bolały od ciągłego ich napinania. — Jeśli ja daję radę dotrzeć do Osiedla, inni tym bardziej — czy on ją… pocieszał? Używał słów otuchy, nie oczekując w zasadzie nic… w zamian. A przynajmniej JESZCZE nie. Nie miał w głowie nic, co mógłby chcieć w zamian od kotki za swoją dobroć.
Wzroku nie spuszczał z szylkretki, nawet kiedy ta odeszła i pełną uwagę przeniosła na kwitnące róże. Lucyfer w tym czasie przysiadł i dopiero po chwili sam spojrzał ku krzewom. Owe miejsce nie prezentowało się szczególnie urodziwie… przynajmniej na obecny moment. Mógł się za to domyślać jak było tutaj, gdy kwiaty były w pełni rozkwitnięte.
Księżyce: 57 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Czarny Koń [NPC] Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Trwałe urazy: blizny na lewym barku po szponach jastrzębia, rozcięty czubek prawego ucha
średniej wielkości kotka; szylkret czarno-rudy z białym pasmem od pyszczka aż po brzuch; bielutkie skarpetki na łapkach sięgające do nadgarstków; gdzieniegdzie beżowe futerko znajdujące się na prawym uchu, czole oraz nikłymi beżowymi, tygrysimi paskami na grzbiecie; ciemny grzbiet i ogon; długie i mięciutkie futerko; zielone oczy
Cicha? Może kiedyś. Teraz jest jedną z energiczniejszych z miotu. Pewnie to przebywanie z Donośnym Krzykiem tak ją zmieniło. Kocha swoją rodzinę, klan. Ogólnie bardzo jest głupiutka, ale troskliwa, czasem się wkurza, lecz momentami powagi jej nie brakuje.
Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC], Opieńka [GK]
Uśmiechnęła się nikle na pocieszenie. Chyba nim było? Chyba tak.
- Osiedle chyba jest daleko, ale nie wyglądasz, jakbyś stamtąd przyszedł - podzieliła się swoimi spostrzeżeniami. Wstała i ostrożnie postawiła dwa kroki w przód, by lepiej złapać jego zapach. Przekręciła łeb. Tak, osiedle... Dwunożni. Zastrzygła uszami prostując się. - Przyszedłeś tu razem z dwunożnymi? - nerwowo rozglądnęła się dookoła. Nie słyszała nikogo ani niczego. Na razie byli sami, ale powinna być ostrożna. Szczególnie jeśli był razem z dwunogami.