Logo Artemidy
Krzewy Dzikich Róż
— Z ludźmi? — słyszał nie raz i nie dwa stwierdzenie dwunożni. Acz sytuacja wręcz wymagała, by pokazać jego zawahanie. Po chwili skinął głową, by zaraz dodać — nie przyjdą, jeśli to cię martwi — a może to źle, że to powiedział… Owy fakt mógł zachować dla siebie, by w razie czego ładnie zagrozić, że jego jedno słowo, a zbiegną się ludzie i zrobią wszystko na jego skinienie paluszkiem…
Acz czy ta osóbka przed nim była na tyle groźna, że musiałby stosować ową groźbę?
Łysy ogon owinął się wokół równie łysych łap.
— Mogę poznać twoje imię? — lubił znać imiona, lubił znać koty i… posiadać o nich informacje. Nikt nie zna w końcu dnia ani godziny, kiedy takowa się przyda — …chyba nie Kreci Bobek? —
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zastrzygła uchem. Ah. Ludzie. To tak koty spoza klanów nazywali dwunożnych. Całkowicie zapomniała o tym fakcie, że mieli inne nazwy. Wolała jednak zostać przy tych swoich. Trochę się rozluźniła przez zapewnienie kocura. Tylko trochę. Zawsze pozostawał ten cień szansy, że jednak się pokażą. A co jak ten kocur nimi dyryguje? No właśnie! Po niej!
Zaśmiała się i pokręciła przecząco głową.
- A wyglądam, jak Kreci Bobek? - mruknęła pytająco, przekrzywiając łeb, po czym pokręciła nim przecząco. - Nazywam się Sosnowy Szmer z Klanu Wichru. A ty to? - spytała, po czym usiadła na trawie.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Twierdziłaś, że nigdy takiego bobka nie widziałaś — chytry uśmiech pojawił się na łysym pysku. Nawet rozbrzmiał jego krótki śmiech… no i tylko Lucyfer wiedział ile włożył w niego szczerych emocji.
— Pimpuś… — wiele imion mu nadano… A on owy fakt skutecznie wykorzystywał. Wątpił, że przyjdzie mu jeszcze kiedykolwiek mieć z wojowniczką przyjemność… Wątpił też, iż fakt, że nie przedstawił się prawdziwym imieniem będzie dla niego szczególnie konsekwentny — …z Klanu… Bez Klanu — dokończył, chcąc podtrzymać te drobne żarty, przekomarzanki.
— Po co wam w klanach takie długie imiona. Jakby jedno słowo było niewystarczające — powiedział kot, co w zanadrzu posiadał z dziesięć innych imion… i był gotów sypnąć nimi z rękawa.
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Prychnęła na jego komentarz.
- A może to ty widziałeś, co? - odburknęła zła, choć ciężko było się nie uśmiechnąć. Brakowało jej przekomarzanek. Tych, między nią a Donośnym Krzykiem. Ale nie pora się zamartwiać, nie teraz.
- Pimpuś... - pozwoliła, by jego imię wybrzmiało z jej ust. Co to było? - To jakiś... Kwiatek? Nie, nie czekaj... Rodzaj jakiejś rzeczy dwunożnych? Eee... Nie wiem, od czego dwunożni nazywają koty... - mruknęła. Może ten tutaj by jej to nakreślił.
- Według mnie pokazują nasz rozwój. Przyjęcie Wojowniczego imienia tylko pokazuje, jak wiele dany kot musiał przejść szkoleń i trudów, by zdobyć tę rangę - odparła.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Wiele rzeczy widziałem… — i w głosie łysego pojawiła i nutka tajemniczości… Na moment obecny… czuł się dobrze. A może to skutek tego, iż to sobie wmawiał? Przybieranie różnych osobowości, nakładanie masek, dostosowywanie zachowania, to wszystko sprawiało, iż momentami Lucyfer sam potrafił się w tym nieco… zagubić. A rozpoznanie, które emocje i odczucia się jego prawdziwymi, autentycznymi, staje się trudne. Czy to… dziwne?
— Od różnych rzeczy… Czasami od swojego jedzenia Bułka na przykład… niekiedy od roślin, może od drzew — acz co to był ten cały Pimpuś? Cóż… sprawa miała się podobnie jak z Lucyferem. Skąd się owe miana wzięły ważne nie było. Ważne, że były jego.
— Jakie wy macie tam trudności… — łysa głowa przechyliła się nieznacznie — …kto wyżej wejdzie na drzewo? Czyj jest dany bobek? — takie tam drobne nawiązanie do głównego tematu owego spotkania.
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Podniosła brew, gdy tajemnicza nuta wybrnęła z pyska łysego kocura. Sama wiele rzeczy widziała w swoim życiu. Choć pewnie nie tak dużo, jak starsze koty w klanie, jeśli te w ogóle wychodziły. Pieszczochy i Samotnicy też miały szansę zobaczyć więcej. Oh, szkoda, że przed zniknięciem Szopiej Łapy tak mało jej opowiadał...
- Bułka? - wibrysy jej drgnęły na dziwne słowo. Było to jedzenie, ale... Jak niby wyglądało? - Haha, skądże! Bardziej to przeganianie samotników, którzy wchodzą na nasze tereny. Radzę więc trzymać się z daleka od nich, raczej z łatwością wyniuchasz, gdzie się zaczynają. Do tego musimy chronić się przed drapieżnikami jak lisy, borsuki czy jastrzębie - opowiedziała. Na koniec, pokazując łapą swoją bliznę na barku. - O tę ranę zrobił mi jastrząb ponad obieg pór temu - nie musiała mu się spowiadać, że po chwili stamtąd uciekła i dwójka kotów z klanu musiała ją ratować...
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wzruszył barkami. Oni mieli swoje dziwne nazwy… ludzie mieli swoje. No i koty z osiedla również. Także… dwa światy się ze sobą zderzyły, Sosna poznała słowo Bułka, a Pimpuś dowiedział się, iż oboje nie mają pojęcia jak wyglądają Krecie Bobki.
— Jak odwiedzisz kiedyś osiedle, może ci pokażę — wątpił, iż kotka miałaby kiedykolwiek wyruszyć w drogę na Osiedle. Wątpił również, iż kiedykolwiek później przyjdzie się im jeszcze spotkać. Teraz jednak nie było co o tym myśleć. Nie, gdy czuł się… dobrze? Swobodnie?
— Aż tak często ktoś wchodzi na wasze tereny? — wydawało mu się to absurdalne. Choć… znał w głównej mierze koty z osiedla. Pieszczochy, które jedyne czego chcą to odpoczynku, zero konfrontacji, zero zbędnego wysiłku. Może i ci cali samotnicy jednak chcieli poczuć ten dreszczyk emocji, dostać w pysk? Dla Lucka było to głupie… a więc i wykonawcy byli głupcami.
— Mmm — pozwolił sobie podejść bliżej. W końcu… sama zaczęła chwalić się blizną! Miał chyba prawo lepiej się przypatrzeć. Stanął więc naprzeciw Sosny. Patrzył na bark szylkretki, przechodząc spojrzeniem po bliźnie. Omiótł ją całą spojrzeniem i dopiero wtedy wzrok powoli przeniósł na oczy wojowniczki. Sam miał przyjemność zmierzyć się z jastrzębiem. Różnica była jednak taka, iż ich było kilka… a zaraz potem jego ludzie zajęli się nim i Smokiem.
— Nie bałaś się? —
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zastrzygła uszami na propozycję. Brzmiało to kusząco, może spotkałaby wtedy Zasadzkę? Choć... Wątpiła, że spotkanie z nim skończyłoby się dobrze dla obu stron. Wszak czasem fajnie byłoby się wyrwać na chwilę z terenów. Chociaż po ostatnim na razie po wyprawie daleko za granicę miała dość... - Hmmm... Może kiedyś? Będę miała na uwadzę twoją propozycję~ - powiedziała, wydłużając ostatnie słowo.
- Taaa... Czasem się zastanawiam, co niektórzy mają w głowach. Pewnie te krecie bobki, bo nawet mysie móżdżki nie są tak głupie - zaśmiała się. Jeszcze są te koty, o których była mowa na Zgromadzeniu... Oby wracając nie spotkała żadnego z nich.
Gdy podszedł bliżej, nie ruszyła się o krok. Jedynie wciągnęła powietrze. Nie ma się czego bać... Chyba. Przynajmniej teraz mogła bliżej się przyjrzeć Pimpusiowi. I może nawet podobały jej się jego oczy. Były niczym promienie słońca padające na szyszki.
- Bałam się jak cholera. Pomoc przyszła w odpowiedniej chwili, inaczej byłoby po mnie - przyznała.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Twoja znajoma ruszyła na osiedle, może uda ci się ją od razu odwiedzić — a może i jemu uda się ją spotkać pierwszemu.
— Czyli koty z lasu nie są tak nieustraszone — jego neutralny wyraz pyska po kilku uderzeniach serca ustąpił uśmiechowi. Lekki, delikatny i ledwie zauważalny.
Słowa wojowniczki idealnie podkreśliły, iż żyjąc samemu nie w każdej sytuacji się da radę. Dlatego też istniał gang. Grupa kotów, która za pomoc stawia cenę…
— No — przerwał chwilę ciszy, podczas której tak bez skrępowania patrzył prosto w oczy Sosny. Trwało to wystarczająco na tyle, iż nawet dostrzegł swoje odbicie. Tak drastycznie różniące się od postaci kotki. Jej długa sierść… a u niego niemal całkowity brak. Od razu widać, które z nich w jakich warunkach żyje… dlatego też nikt a nikt nie miał powodów do podejrzeń, iż ten łysy, słaby kotek przynależał do gangu — …zapewne nie powinienem kręcić się więc sam po lesie, nie? — zrobił krok w tył, potem drugi. Dał tym samym przestrzeń Sośnie i tym samym sobie — Mi na ratunek nikt by nie przybiegł — krótki śmiech, z nutką ironicznego tonu. Słowa wciąż miały podkreślać to, iż był jedynie nieszkodliwym pieszczoszkiem — Pimpusiem… a jednak wydawały się tak bardzo… prawdopodobne. Gang był czymś innym niż Klany. A on miał powody do podejrzeń, iż pomoc by nie nadciągnęła.
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Może... - wolała nie zdradzać, że wcale to nie była kotka. Szczególnie, że dopiero poznała Pimpusia. A koty poza klanowe miały swoje różne gierki, niekoniecznie dobre. Przynajmniej może tak ochroni choć trochę Zasadzkę...
Zasmiała się krótko - Nie. Raczej każdy się czegoś boi, nieprawdaż? Też jesteśmy tylko kotami, każdy ma prawo się bać. Niektórzy w klanie boją się wychodzić, boją się drapieżników, czy też rzeczy dwunożnych. Nie widujemy ich często na szczęście - mruknęła.
Wciąż się gapiła na niego, nie odwracając wzroku. W niemym geście zapraszając do bitwy na spojrzenia. Biło od niego zrozumienie i coś jeszcze... Nie umiała odgadnąć co. W końcu odezwał się po kilku długich dla Sosny chwilach. Ta w końcu mrugnęła i odetchnęła. Nigdy z nikim nie miała takiego... Czegoś.
Przekręciła łeb.
- A twoi dwunożni? Gdyby coś się stało pewnie by cię szukali - odparła. Skoro u nich mieszkał, chyba byli dla niego jak rodzina?
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Może… — powtórzył i… na tym skończył. Nie był teraz w postaci, która naciska, która grozi, która miłymi słówkami chce okręcić kogoś wokół łysego paluszka.
— Rzeczy dwunożnych… — coś co dla niego było codziennością, coś na co już uwagi nie zwracał. Dla tych kotów z lasu było czymś nowym, czymś strasznym — …mi one nie straszne — zaczepił łapą o sweterek, który miał na sobie. Owe ubranka stały się jego drugą skórą. Na początku było okropnie, ciągle je czuł, ciągle go ocierały i krępowały ruchy. Z czasem się przyzwyczaił, a nawet nauczył idealnie je wykorzystywać. Nie raz przyjmowały na siebie pazury jakiś gamoni, a jego skórka pozostawała nawet bez zadrapania. Najbardziej doceniał je jednak w zimie.
— Żyjąc z ludźmi, mogłem sobie jedynie wyobrażać jakie nieustraszone koty żyją… tu. W lesie. W końcu życie tutaj wydaje się takie… niepewne. W końcu nigdy nie wiecie czy znajdziecie coś do jedzenia, nie? Albo czy właśnie nic was nie zaatakuje. Jesteście odważni. Ty jesteś — szczurowaty ogon Lucyfera poruszył się po ziemi, gdy sam ponownie usiadł. Jego pysk nie wyrażał za wiele emocji… Nie taką postać w końcu przybrał.
— Zapewne… — lekki uśmiech, krótki śmiech i pokręcenie głową — …ale czy przybyli kiedy tego potrzebuję, czy zupełnie po fakcie? — i coś mu się wydawało, iż oboje znali odpowiedź… Ludzie mieli to do siebie, iż o zwierzaka zaczynali się martwić jak nie wracał na noc, a kiedy nie widzieli go i przez następny dzień zaczynali szukać… Wtedy wracał. Choć wina była i po jego stronie. Przyzwyczaił ich do tego, iż zawsze wracał. Dzień, dwa — ale wracał.
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Właśnie widziała, że ich się nie bał. Słyszała opowieści, że dużo pieszczochów ma pętelki na szyi z jakimś dziwnym cosiem wydającym dźwięk. Ale tego, co miał Pimpuś na sobie nawet z opowieści nie znała...
- Widzę... - powiedziała, obserwując, jak zaczepia łapą o to coś. - Co to właściwie jest? To, co masz na sobie - doprecyzowała. Skoro miała okazję nauczyć się kilku rzeczy o pieszczoszkach to, czemu by z tego nie skorzystać? Już poznała słowo bułka, choć może nie wiedziała, jak wygląda, to będzie znać kolejną rzecz!
Jesteście odważni. Ty jesteś. Uch, eh... To chyba nie była jeszcze Pora Zielonych Liści, by było tak gorąco... A było jej gorąco! Serce przez chwilę nabrało szybszego tempa, by po chwili znowu miarowo działać. Przerwała na moment kontakt wzrokowy i odchrząknęła.
- Staramy się wspólnie szukać pożywienia. W Porze Nagich Drzew znaczy... Kiedy jest zimno i nie ma liści na drzewach, i wszędzie jest śnieg, częściej polujemy - wytłumaczyła. - A ja... Nie jestem taka odważna - mruknęła cicho.
Spojrzała na niego. No tak, Dwunożni mieli swoje życie. Nie mogli ot tak rzucić wszystkiego i pojawić się na pomoc. Smutna prawda, okrutna rzeczywistość. Pokiwała smętnie łbem, zachowując ciszę.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Nazywają to sweter — miał jeszcze bluzy, koszuleczki, kamizeleczki, kurteczki i wiele, wiele więcej. O takiej garderobie nie jeden marzył, a jego ludzie zadbali, by wszyscy wokół zazdrościli ich pupilowi tak zacnych zbiorów. Ach… gdyby mieli świadomość, jakie jeszcze ich kotek miał zbiory i że tutaj również nie jedna osoba zazdrościła. Zwierzyna, kocimiętka, karma i wiele wiele więcej.
— U nas to zima — i… lubił zimę. Mniej zwierząt, ciężej znaleźć odpowiedni towar i wtedy ich zbiory są na wagę złota. Koty z osiedla wiele są w stanie oddać za kocimiętkę.
— Mi się wydaje, że jesteś — i wciąż można zadać to powtarzające się pytanie… ile szczerości — ale takiej prawdziwej — było w słowach Lucyfera. Ile tutaj grał, ile udawał… ile dawał prawdziwego siebie. — żyjesz w lesie, jesteś poza terenami klanu, nie? Rozmawiasz z obcym. Walczyłaś z jastrzębiem. Przetrwałaś tą… Porę Nagich Liści? Jakoś tak. Polujesz i jesteś chętna ruszyć w podróż na osiedle… — na łysym pysku tkwił uśmiech, jego oczy miały w sobie ten błysk… zachwytu? Chyba tak to można określić — ...znam koty, co dnia by tutaj nie przetrwały... ja bym nie przetrwał — Mówił z zaangażowaniem i był w tym perfekcyjny.
— Kim więc jesteś, jeśli nie kimś odważnym… Sosnowy Szmerze? —
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Sweter... I zima... kolejne dwa nowe słowa. Jedno, nazywające ubiór kocura, a drugie... Drugie było dla niej Porą Nagich Drzew. Brzmiało ono ładnie. Spodobało jej się.
- Mm... - mruknęła przecząco. Nie jest! Nie jest tak bardzo, jak niektórzy. - Byłam już kilka razy poza terenami i rozmawiałam z wieloma kotami - odparła. - Tak... Ale to wcale nie jest trudne, nie dla mnie. To była moja druga Pora Nagich Liści, ta zima... - obce słowo wyleciało z jej pyska. Dziwnie kontrastowało z jej wyuczonym słownictwem. - Bywa okrutna, to prawda. Szczególnie jeśli nie ma się dużo sierści... - zamknęła pysk. Rozmyślała nad ostatnim pytaniem. Kim więc jesteś, jeśli nie kimś odważnym?
- ... - otworzyła pysk, by zaraz potem go zamknąć. Kim była? Dzieckiem Czarnego Konia i kogoś z rzeki, siostrą Kraśnej Klaczy i Nieuchwytnej Łapy. Do tego byłą uczennicą Donośnego Krzyku, członkinią Klanu Wichru. Wichrową Mistrzynią Biegu... A przede wszystkim wichrową wojowniczką, lecz to nie była sama prawda. - Jestem sobą - odpowiedziała pewnie z błyskiem w oku. Tym była. I na pewno nie była w stu procentach odważna. Każdy miał swoje lęki. Lecz nie każdy zamierzał się z nimi zmierzyć.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Moja też — i po tej krótkiej kalkulacji obstawić można, iż byli w zbliżonym wieku. Może i urodzili się tego samego dnia... acz kto by pamiętał. No na pewno nie on. On nie pamiętał swoich początków, nie pamiętał rodziców, nie wiedział czy ma rodzeństwo. Znał tylko ludzi i ich dom. Nic poza tym.
— Ta... — mruknął, spoglądając na swoją łapę. Łysa... nic się nie zmieniło. Sierść magicznie nie urosła, a on wciąż odczuwał każdy podmuch wiatru
Jestem sobą.
Dwa, zwyczajne słowa... A jakże trafiające w punkt. Zabawne, iż wypowiedziane zostały do niego... Do kogoś kto przy każdym zakładał inną maskę, dobierał odpowiedni charakter, dostosowywał słownictwo i grał... Grał, grał i grał... Podczas tej krótkiej chwili, w jego głowie padło pytanie... Jaki on był? Taki... naprawdę? Pamiętał jeszcze? Potrafiłby nie udawać?
Lucyfer zamrugał parokrotnie, na nowo skupiając swoje myśli. Swoje rozterki odsunął na bok i nie zamierzał już nigdy do nich wracać.
— Piękna odpowiedź — przywołał na łysy pysk uśmiech pozbawiony szczerości... a jednak tak bardzo nią emanujący. Granie to sztuka, a on był jej mistrzem.
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości