Logo Artemidy
Krzewy Dzikich Róż
Zawstydziła się. Chyba zbyt pofilozofowała. Choć chyba Pimpuś nie miał jej tego za złe.
- Yhh... Znaczy, staram się być dobrą wojowniczką, kimś na kim każdy może polegać... Tak myślę... Bo jak coś jest nie, tak to staram się pomóc i... I chodzę na dodatkowe patrole, jeśli tylko nie jestem zmęczona... I no ogónie chyba dużo rzeczy robię, tak myślę... - zaczęła powoli, zwiększając tempo z każdym kolejnym słowem. Na końcu odetchnęła przeciągle i powoli wypuściła powietrze. - P-przepraszam, za daleko się zagalopowałam... - mruknęła. - Powoli będę musiała się zbierać... Ale... Zobaczymy się kiedyś? Może? - spytała, łapą rozgrzebując ziemię. Aaaa co za wstyd.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Tylko się nie przepracuj… — Klany były… dziwne. Niby grupa kotów, a jednak każdy tam działał tak inaczej niż to, co Lucyfer znał. Oni robili rzeczy dla korzyści, dla zysków… a ci brzmieli, jakby wszystko podyktowane było dobrocią serca i wzamian nie oczekiwało się nic — …szkoda by było — dokończył, bez zamiaru doprecyzowania czegoż to byłoby tak szkoda… Mogła sobie dopowiedzieć, mogła zignorować, mogła wziąć do siebie, bądź wyprzeć z pamięci. Na ten moment grzybek mu to było.
— Lubię słuchać. Szczególnie o tych… klanach. Są poza moim zasięgiem, a nieznane jest najciekawsze… nie? — nutka tajemniczości. Oboje żyli w różnych światach i byli dla siebie czymś nieznanym. Nawet sam ich wygląd! Jakie to w końcu uczucie jest mieć… sierść, jeszcze tak długą.
— Więc wracaj bezpiecznie Sosnowy Szmerze — podniósł się i lekko skinął głową. Czy owa znajomość przyniesie mu jakieś korzyści? Na pewno by nie pogardził, nigdy nie gardził — będę może cię wypatrywać — ostatni raz pozwolił sobie na uśmiech, a nawet krótki, stonowany śmiech. Spojrzenie na moment przemknęło po wygrzebanej ziemi. No proszę... Zakłopotanie znaczyło, iż jego osoba wzbudzała emocje... teraz tylko pytanie czy chciał te konkretne wzbudzić. No cóż.
Spotkanie się zakończyło. Lucyfer się oddalił.

//zt
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Prychnęła z nikłym uśmiechem. - Ha! Łatwo powiedzieć. Jak więcej rzeczy zrobię jednego dnia, to na następny mam więcej czasu dla siebie - wszak może i miała terminatorkę, ale nie spotykały się codziennie. Chciała też, by Oszroniona Łapa miała coś z życia, nie tylko ciągły trening.
- Mhm, może jeszcze coś ci opowiem w przyszłości - odparła, uśmiechając się trochę. Było parę rzeczy o klanach, które normalnie nie powinny mieć jakiejś większej informacyjnej wagi, więc... Chyba mogła o nich mówić? Nie zdradzi przecież mu, gdzie mają obóz i co ile patrolują, to byłoby bardzo głupie i niedojrzałe z jej strony!
- Ty również - kiwnęła mu łbem, po czym podniosła się na łapy i powoli zniknęła mu z pola widzenia, by potem susami ruszyć do wichrowej granicy.
Może, może, może... Wszystko może.

***


Minęły dwa księżyce, od kiedy spotkała Pimpusia przy Krzewach Dzikich Róż. Czuła, że to idealna pora, by znowu tu przyjść, bo a nuż powoli zaczynały kwitnąć? Tak więc leniwie stawiała kroki przy Krzewach, szukając chociaż jednego kwiatka.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jego ludzie ewidentnie polubili ową okolicę, szczególnie teraz gdy było już zdecydowanie cieplej. No owe wyprawy brali ze sobą swojego jakże kochanego i niewinnego pieszczoszka. Dla Lucyfera była to okazja zebrania jakiś fantów... No gdy tylko jakiś się trafi. Nie zawsze miał do takowych w końcu szczęście.
Ludzie Lucyfera zadbali dzisiaj dla niego o kapelusz, ażeby to ich pupil nie przegrzał sobie łysej główki. Kapelusz był czarny i miał wycięcia na uszy, no i idealnie komponował się z żółtą bluzą. Jedno było pewne — Lucyfer rzucał się w oczy... a w sumie... kiedy to on się nie rzucał. Spośród kotów był jedyny łysy, na dodatek wiecznie odziany w śmieszne fatałaszki.
Jeszcze trzeba zaznaczyć, iż przed opuszczeniem domu, Lucyfer schował pod bluzę zabawkę. Czerwona myszka z czarnymi oczami i noskiem. Kiedy więc tylko oddalił się od swoich piknikujących właścicieli, wyciągnął zabawkę spod ubrania.
Myszka idealnie wpasowywała się w czerwone róże! No... nie to co kot ją dzierżący w żółć ubrany. Oczy sfinksa padły na futro... a on od razu rozpoznał kto to był jego właścicielką. Niejaka Sosnowy Szmer... wojowniczka Klanu Wichru, ciężko pracująca, z kilkoma bliznami i fanatyczka rozmów o kupie.
— Jak na Klanowego kota często jesteś poza jego terenami — odezwał się, odkładając myszkę pod swoje łapy.
Gdyby ktoś zapytał — po co mu zabawka? Na handel. Koty w lesie mogą w końcu chcieć się wymienić, nie? W końcu taka fajna myszka czerwona. Umie się nie ruszać i leżeć.
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szła i szła, nie mogąc znaleźć żadnego kwiatka. Wszędzie były małe pączki, chociaż były trochę większe od ostatniego razu. Zatrzymała się, gdy usłyszała czyjś głos i odwróciła łeb.
- Mogłabym powiedzieć to samo o pewnym pieszczochu - odbiła pałeczkę z uśmiechem, który znikł, gdy popatrzyła co ten ma pod łapami. Podniosła brew. Dziwna czerwona, nieżywa(?) mysz? Co to niby było...
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Nie ja każę ludziom mnie tu zabierać — Lucyfer przysiadł. Donikąd mu się nie spieszyło... przynajmniej jeszcze nie. Jego ludzie dopiero zaczęli się rozkładać z kocem, a on bez chwili zwłoki odszedł od nich. Wiedzieli, że wróci, w końcu zawsze wracał.
Dostrzegł zainteresowanie jego zabawką, którą demonstracyjnie poruszył łapą, by pokazać wszem i wobec, iż ta tutaj sztuka koło żywej myszy nawet nie stała — ...ty za to sama decydujesz się tutaj przychodzić — pieszczoch odsunął łapę od zabawki, unosząc jeden z kącików ust w pół uśmiechu — ...jak często tu przychodzisz Sosnowy Szmerze? Tam u ciebie nie ma ładnych miejsc? — bo nie widział innego powodu jakoby miała się tu kręcić... Choć... zerknął na krzewy róż. Jeszcze potrzebowały czasu, by w pełni rozkwitnąć, ACZ czerwony kolor już był. Go nie urzekały rośliny, kwiaty... nie były kocimiętką, nie miały więc wartości dla łysego kocura. Nie zdąży nikomu tego nawet wcisnąć, a już zwiędnie, opadnie i... no nic nie warte habazie — tyle w temacie — jeszcze minie nim rozkwitną —
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnęła się, podchodząc bliżej na kilka kroków. Przystanęła jednak o jakieś dwa, może trzy wyciągnięcia ogona od niego i też usiadła.
- W sumie... To już drugi raz tutaj przyszłam. Nie jest tu aż tak daleko - odparła. - Są! Jest ich bardzo dużo, choć w większości przypadków to łąki pełne kwiatów. O i mamy bardzo piękną sadzawkę, w której księżyc odbija się w pełnym majestacie, ale muszę przyznać, że poza terenami też jest wiele cudownym miejsc, jak tutaj. Albo zaraz za Grzmiącą Śnieżką, tam, gdzie są potwory, jest przepiękne Wrzosowisko, choć chyba pora na wrzosy będzie pod koniec Pory Zielonych Liści... Ym, podczas niej jest bardzo gorąco i wszystko żyje pełnią życia - zdecydowała się wytłumaczyć, czym była Pora Zielonych Liści. W końcu może wyjawi jej, jak ta pora nazywała się u nich? Pamiętała zimę, Porę Nagich Drzew, do kompletu reszta pór zaspokoiłaby jej ciekawość.
- Szkoda... - miauknęła trochę zasmucona. Liczyła, że się pojawią niedługo.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Słuchał i milczał. Jedynie końcówka ogona raz po raz się poruszała.
Lucyfer nie patrzył na otoczenie w ten sposób. Dla niego reguły były sztywne. Podłoże stabilne? Jest gdzie się schować? To git. Ale oglądanie czy coś jest… ładne? Tym bardziej coś tak nieistotnego jak otoczenie? Już rozumiał swój wygląd… Był w końcu ubierany w rzeczy, o których inni istnieniu nawet nie wiedzieli. Był niczym ten model na wybiegu. Acz czy interesował go wybieg, po którym chodzi? No byle podłoże było płaskie i dało się iść. A jak wyglądało? Wywalone.
Spojrzał więc w bok na jeden z krzewów. Czy ten krzew był… ładny? Czy trawa wokół niego była… urocza? Piękna? Zmarszczył nos. Określenia nie pojawiały się same. Patrząc więc na to wszystko czuł pustkę, wyobrażając sobie to, o czym mówiła wojowniczka… czuł nudę. Wrócił spojrzeniem do Sosnowego Szmeru, a jego oczy błysnęły zachwytem. Gra aktorska na poziomie mistrzowskim, emocje opanowane do perfekcji i zero jakichkolwiek wskazówek, iż tego łysego jegomościa nijak nie ruszają owe opisy.
— Więc wasze tereny muszą być piękne… zapewne jest tam zupełnie inaczej niż na osiedlu — oczywiście, że jest. Wiedział to.
— Grzmiąca Ścieżka, potwory… — powtórzył, od razu wkładając nowe słowa do szuflad w głowie, by potem dopasować do nich inne określenia i dojść do tego, czym dokładnie były.
— Lato — koty z lasu używały wielu słów do nazwania czegoś, co oni określali jednym. Zabawne, zbędne.
— Na coś pięknego warto czekać — uśmiech pełen zachwytu, przejście spojrzeniem po krzewach wokół, by finalnie zatrzymać wzrok na oczach Sosnowego Szmeru. Krzewy nijak go nie zachwycały. Zwykłe zielone krzaki. Miał jednak odruchy wyuczone, szlifowane przez księżyce i opanowane do perfekcji. Również słowa — idealnie dobierane… a wszystko po to by… oczarować ją? Tylko po co.
Po co się tego podejmował. W głowie pojawiły się wątpliwości i… bezsens. Niepotrzebny wysiłek i w tym wszystkim nie mógł znaleźć taktycznego powodu… i jakiś korzyści dla gangu.
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiwnęła łbem. Bardzo możliwe, że na Osiedlu jest kompletnie inaczej. Tam w końcu byli dwunodzy, mieli tam swoje nory i pewnie było ich strasznie dużo. Niewyobrażalna liczba.
- Pokryta czarnym podłożem z dziwnymi białymi kreskami. I takie cosie, co połykają dwunogów, a potem je oddają, jak gdyby nic - wytłumaczyła. Pewnie dałoby się wytłumaczyć to jakoś inaczej, ale nie miała teraz do tego głowy.
Lato... Brzmiało ładnie, tak, jak zima. Proste słowa, które klanowe koty zastępowały dłuższymi, określane przez wygląd drzew i liści na nich.
- Zdecydowanie - owinęła ogon wokół łap, promiennie się do niego uśmiechając i nie zdając sobie sprawy z jego gry. Jeśli faktycznie tylko próbował grać. - Co dokładnie dzieje się na osiedlu? Znaczy... Co można tam robić. Bo zgaduję, że mnóstwo tam nor dwunożnych i chyba nie ma tam jako tako lasów? - przekrzywiła łeb.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— A… mówisz o ulicy i samochodach — zabawne, że dla kotów z lasu były one potworami… Jeszcze bardziej zabawne, iż takowym Lucyfer tutaj przyjechał wraz ze swoimi ludźmi. Również gdy te nie pędziły przed siebie, a grzecznie stały, stanowiły idealne miejsce do siedzenia i grzania się. Nagrzane wnętrzności pojazdu, rozłożenie się na masce auta… cudowne uczucie w zimne dni. Równie cudownym uczuciem jest wylegiwanie się w ciepłym domku i patrzenie przez okno, jak reszta kotów tuła się po ulicy i odmraża sobie uszy.
— Mamy parki… a lasy to bardziej laski, małe, pozbawione wręcz zwierzyny — i tyle. Place zabaw, a szczególnie ten jeden, który został zajęty przez Gang, nie będą wspominane. Ani teraz, ani nigdy potem. Jakoś nieszczególnie widziało mu się, by wojowniczka miałaby kręcić się po gangowiej okolicy… Jeszcze kazaliby jej płacić haracz… nałożyli dług, a on by się nie odezwał, byle tylko jego krótka znajomość z wojowniczką nie wyszła poza nich… Chwila. Czemu go to miałoby ruszać. Kolejny kot do spłaty długów. Same plusy. Zacisnął szczękę i złapał się owej myśli. Chce, kolejną osobę wkręcić i zmusić do płacenia haraczu. CHCE, by to była ta wojowniczka, która była mu obojętna i nijak go nie obchodziła. A jej fascynacja rzeczami, na które Lucyfer nigdy uwagi nie zwracał, wcale go nie intrygowała — mamy jeszcze place zabaw — głos beznamiętny i dopiero po chwili pieszczoch uświadomił sobie, iż cokolwiek powiedział, a nie była to tylko jego głowa.
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ulica? Samochody... Te nazwy zdecydowanie mniej jej się podobały. Patrząc na ich wygląd, który miała gdzieś z tyłu głowy, nie była ani trochę do nich przekonana. Wystarczył jeden zły ruch na Grzmiącej Ścieżce i mogło być po niej, jak i po każdym innym kocie.
Posmutniała trochę. Bez zwierzyny? Jak to tak... To w końcu co koty tam jedzą? Wiadomo, dwunożni coś zawsze dadzą pewnie, ale... Nie widziałaby siebie, jedząc w sumie nawet nie ma pojęcia co. Może te bułki...
- Place zabaw? - spytała wyraźnie zaciekawiona. Z wyrazu pyska mogła odczytać, że mogło być to coś złego, chyba. Ale warto było spytać!
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Sosna haczył złapała, a jego ciało samo zareagowało, wpuszczając na pysk uśmiech. Nie musiał myśleć o tym co robi, ciało pieszczocha reagowało samo z siebie i robiło to w idealnie wyuczonych ruchach. Lekkie przechylenie głowy, uśmiech — jakoby właśnie miał zaraz opowiadać coś, co wywołuje u niego emocje tak pozytywne, że nie sposób go powstrzymać. Sam pojawia się na pysku, nijak nie wymuszony, a właściciel pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy, iż właśnie się uśmiecha.
— Taak… — odezwał się, poszerzając uśmiech na łysym pysku. Łapą poruszył myszką, podkreślając tylko, iż właśnie złapała go nostalgia… — jest ich pełno. Na większości roi się tam od młodych ludzi, bawią się. Korzystają z tych wszystkich konstrukcji… huśtawki, zjeżdżalnie — kolejna dawka słów, których wojowniczka zapewne nie znała… i o to chodziło. Poruszyć temat, zaintrygować, ominąć wszystko co w danej rzeczy było minusem — …ale jest jeden taki… — odstawił łapę na ziemię, ponownie przenosząc wzrok z zabawki na Sosnę — …ludzie tam już nie przychodzą, rosną tam kwiaty, inne rośliny i można przyjrzeć się tym konstrukcjom — oczy Lucyfera błysnęły. Znał Plac Zabaw jak własną kieszeń [dosłownie, bowiem nie jednak kurteczka takową posiadała].
O konsekwencjach kręcenia się po obozowisku Gangu wiedział. Sam w końcu pilnował, by nikomu nie powołanemu płazem nie uchodziło wkroczenie na ich tereny.
Lucyfer czuł niewielki dreszcz na łysym karku. Nie raz stosował podobną taktykę. Zachęcał delikwenta na pokręcenie się po terenach Gangu… by potem musiał odpracowywać swoją winę. Oddawać swoje zdobycze, przynosić fanty… a czasami chciał po prostu zobaczyć czy Kasztany sobie poradzą w rozprawieniu się z takowym. Wymagał, by żaden Kasztan się nie wahał. Mają bić, drapać, gryźć… i dopiero po owym sprawdzianie mogą zakończyć swoją gangsterską naukę.
— Nie dzieje się u nas za wiele, dlatego takie miejsca bardzo, bardzo doceniam — kąciki ust Lucyfera ponownie drgnęły w lekkim uśmiechu — choć… dobre towarzystwo cenię jeszcze bardziej. Na Osiedlu ciężko spotkać kogoś… takiego — wymownie prędko przeskoczył wzrokiem po postaci wojowniczki.
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Hmmm... Zdziwiło ją szybka zmiana emocji wymalowanych na jego pysku. To w końcu... Place zabaw były dobre? Przesunęła wzrok na mysz, gdy zaczął pokrótce opowiadać i przesuwać nią łapą. Podał dużo dziwnych, nowych słów, które brzmiały śmiesznie. Młodzi ludzie? Tym nazywali dwunogów? Może. Za strzygła uchem. Inny plac zabaw? Oh... Brzmi bezpiecznie. Trochę zbyt bezpiecznie, co przyczyniło się do powstania czerwonej lampki w głowie Sosnowego Szmeru. Pimpuś już chwilę temu przestał ruszać myszą, która była ustawiona do niej bokiem. Hm...
- Ano, na osiedlu nie macie chyba klanów albo jakiś innych grup kotów? - spytała, przenosząc wzrok z powrotem na kocura. Zaraz... Zmrużyła oczy. Czemu się tak na nią intensywnie gapił? Ma coś na futrze? Dla niepoznaki przeciągnęła językiem po piersi kilka razy.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Układała futro na piersi…
Zerknął na swoją. Zasłonięta żółtą bluzą, którą… no nie miał potrzeby przylizywać, ani układać. A może… powinien? Zmarszczył brwi, ukradkiem próbując, nim jeszcze Sosna na niego spojrzała, zajęta swoim futrem.
Jedno pociagnięcie językiem przeszło w krótki grymas i pospieszne przetarcie łapą języka, by zdjąć z niego kłak z żółtego materiału. To było zbędne…
— Mamy — krótka odpowiedź i uśmiech zniknął z łysego pyska. Nie obstawiał, iż owe pytanie padnie… acz nic nie jest w stanie wytrącić go z równowagi, sprawić, iż wyjdzie z roli, obnaży się. Westchnął więc krótko, sygnalizując jasno i klarownie, iż coś było na rzeczy, a owy temat był… trudny? Ciężki? No na pewno nie należał do ulubionych Pimpusia — …prędzej spotka się samotnego kota, może jakaś parka… albo trójka — a on był sam. Zawsze i wszędzie był sam, nie trzymał się z nikim, no bo przecież był taki biedny, łysy, bezbronny, zapewne wyśmiewany i odrzucany. Tak się malował w danej chwili. Dążył, by takie było o nim przeświadczenie — są jednak grupy, które nie są… przyjemne, no na pewno nie dla takich jak ja — krótki nerwowy śmiech, niewinnego pieszczoszka — …słaby, nie mogący się bronić — często wcielał się w owe wyobrażenie o swojej osobie. Miał świadomość jak większość kotów go widzi i nigdy temu nie zaprzeczał. Byłby głupcem, próbując wszystkim udowodnić, iż się mylą, bo… nie mylili się — …no ale, znam miejsca gdzie tacy się nie kręcą — a nie kręcą, bo nie ma potrzeby. Jako gang mieli swoje tereny, swoich klientów, dłużników, wyznaczone miejsce spotkań, ustalone trasy i nie było potrzeby zmian. Tym bardziej, iż osiedle szczyci się kilkoma gangami, którzy również przygarnęli sobie pewien teren.
— U was tego nie ma? Grupy łobuzów co gnębi i zastrasza inne koty? —
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- ... Nie powiedziałam, że jesteś słaby. Skoro tyle czasu spędzasz z dala od swoich... Ludzi. Nie pomyślałam tak ani razu o tobie - mruknęła marszcząc nos. - Wydaje mi się, że jesteś silny na swój sposób - dodała, uśmiechając się, chcąc podnieść jego nastawienie o sobie. To nie było dobre. Sama często myślała o sobie negatywnie, co tylko bardziej ją zniechęcało do czegokolwiek.
Zastanowiła się. Chyba bym ktoś taki, ale czy mogła o tym mówić kotom wyjętym z kodeksu wojownika? No nie bardzo...
- Zwykle samotnicy, choć oni chodzą, no sami. Ale nie każdy z nich jest miły i chętny do rozmów, jak ty, wiesz? A bardzo fajnie mi się z tobą rozmawia - powiedziała, patrząc prosto w jego złote oczy.
[Obrazek: Ssm0B0H.png]
by pliszka
LVL 8 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
21
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości