Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Askellad wyskoczył w kierunku skrzydła jastrzębia, chcąc jak najszybciej ściągnąć go na ziemię i uniemożliwić dalszy lot i udało mu się to, choć jego pazury przecięły skórę blisko podstawy skrzydła, to nie zdołały go bardziej uszkodzić. Odsiecz jednak już nadciągała…
Szylkretowa kocica, rozpędzona niczym torpeda skoczyła w stronę ptaszyska i wymierzyła swój cios idealnie, wgryzając się w gardło, rozrywając miękkie tkanki i wyrywając kawał skóry, który wraz z piórami pozostał w jej pysku, między zębami i dziąsłami. Ale to umożliwiło uziemienie ptaka, bo ten już nie próbował się podnieść, zapewne z powodu bólu i utraty krwi. Jastrząb zapewne nie spodziewał się przybycia drugiego kota, musiało go to nieźle zaskoczyć.
atak jaszczomba: udany! 「 100% 」 » 「 32 - 25 」 = 7 atak jaszczomba na ślepo: nieudany! 「 0% 」
Nie umożliwiło mu to jednak ataku, a na swój cel obrał sobie rudego samotnika, na którego czaił się od początku, i na którego barku pozostawił krwawiące, choć niewielkie zadrapanie, ale nic poza tym. Próbował jeszcze coś tam dziobnąć Faret, ale tylko kłapnął dziobem w powietrzu i tyle.
askeladd - lvl: 4 | S: 18 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 66-7=59/70 | W: 60-3=57/60 | 「 prz: 0/3 」
■ rana 0. stopnia » otarcie na żebrach
■ rana 1. stopnia » płytkie zadrapanie na barku » krwawi po 1 HP do końca walki faret - lvl: 4 | S: 15 | Zr: 12 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 75/75 | W: 52-4=48/55 |「 prz: 0/3 」 jaszczomb na ziemi - S: 18 | Zr: 10 (12) | Sz: 10 (12) | Zm: 8 | HP: 60-9-18=33/60 | W: 58-3=55/60
■ rana 1. stopnia » rana cięta na skrzydle » krwawi po 1 HP do końca walki
■ rana 2. stopnia » oderwany fragment skóry na gardle » krwawi w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
□ obniżona zręczność i szybkość z racji walki 1:2!
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Wysyczał cicho, czując jak ptaszysko go jeszcze rani. Nie było to niczym śmiertelnym, ale przecinająca się skóra nie była niczym ani odrobinę przyjemnym! Kolejny atak starał się wyprowadzić na łeb ptaszyska. Jeśli wydrapie mu oczy, to nie dość że będzie w stanie odlecieć, to ślepy będzie. Same plusy tak właściwie!
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Potężnej budowy długowłosa czarna szylkretka pozbawiona całkowicie bieli. W miejscach gdzie widoczny jest rudy kolor można dostrzec pręgowanie ticked. Największe rude plamy znajdują się na prawej stronie pyska, oraz na grzebiecie. Ślepia kotki przybrały kolor żółty. Krok Lisicy mimo wszystko nie należy do ociężałych. Porusza się dość zgrabnie, pochylając często przy tym łeb.
Ciekawa świata kotka, nie bojąca się zadawania pytań. Uwielbia rozmawiać i nie ma problemu z dostosowaniem się do rozmówcy, mimo tego jednak często jedno mówi, a drugie robi i myśli. Nie wie co to posłuszeństwo. Dlatego też nie zamierza wierzyć, w takie bujdy jak Gwiezdni..
Bez wątpienia można ją określić mianem inteligentnej, o czym niewątpliwie można się już przekonać w pierwszych chwilach rozmowy z nią.
Bobrzy Bór (KC)
Wbiła się w walkę i to w dość dobrym stylu. Ściągnęła ptaszysko na ziemię oderwała kawał skóry i... Przyszedł czas na kolejny atak. Postanowiła jeszcze mocniej pouszkadzać skrzydła ptaszyska, dlatego też wyskoczyła w celu wygryzienia się w nasadę drugiego wiatrołapu. Chciała mieć pewność że już nie odleci.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Askeladd obrał sobie za taktykę oślepienie ptaszyska i wyszło mu to wyśmienicie. Trafił idealnie w gałkę oczną, rozrywając ją i jej okolice, głęboko do krwi, natomiast Faret dorwała się do skrzydła, wbijając w nie swoje kły, aż nie poczuła metalicznego smaku krwi na języku. Wyczerpany jastrząb zaskrzeczał piskliwie i w końcu stracił przytomność. Wciąż jednak oddychał, co prawda słabo i było widać, że zwyczajnie dogorywa, wykrwawiając się na oczach dwójki samotników, pogodzony z porażką, której zupełnie się nie spodziewał.
+80exp dla Askeladda
+80exp dla Faret
askeladd - lvl: 4 | S: 18 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 59-1=58/70 | W: 57-3=54/60 | 「 prz: 0/3 」
■ rana 0. stopnia » otarcie na żebrach
■ rana 1. stopnia » płytkie zadrapanie na barku » krwawi po 1 HP do końca walki faret - lvl: 4 | S: 15 | Zr: 12 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 75/75 | W: 48-3=45/55 |「 prz: 0/3 」 jaszczomb na ziemi - S: 18 | Zr: 10 (12) | Sz: 10 (12) | Zm: 8 | HP: 33-18-9-1-2=3/60 | W: 55/60
■ rana 1. stopnia » rana cięta na skrzydle » krwawi po 1 HP do końca walki
■ rana 2. stopnia » oderwany fragment skóry na gardle » krwawi po 2HP aż do końca walki
■ rana 1. stopnia » ugryzienie na skrzydle » krwawi po 1 HP do końca walki
■ rana 2. stopnia » rozorane oko, oczodół i wgl wszystko » krwawi w pierwszej turze 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
□ obniżona zręczność i szybkość z racji walki 1:2!
□ omdlenie!
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Poszło im... idealnie. Chociaż oberwał ten jeden raz, już kolejnych nie było. Co więcej, Faret i on potrafili zgrać się tak dobrze, że jastrząb nawet nie miał jak się specjalnie bronić w chwili, kiedy dostawał kolejne ciosy na pysk. Ten ostatni zdawał się być decydującym o walce, bo ptaszysko ostatecznie padło, ale... oddychało. Rudy skrzywił się delikatnie, nim rozerwał mu gardło - brutalny gest, który mimo wszystko miał ukrócić mu męki. - Wystarczy na dwa wschody. Jest duży, nie zjemy go na raz - oświadczył krótko, tym samym rozwiązując dzisiejsze polowanie. Mogą iść jakiegoś innego dnia na kolejne. - Zaciągniesz go? Jesteś chyba nieco mniej poszkodowana, więc... nie powinno być ci to większym ciężarem.
Nie by jemu było. Po prostu, bądźmy szczerzy, jeśli miał szansę się nią wyręczyć, robiłby to w ślepo.
[zt??]
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Potężnej budowy długowłosa czarna szylkretka pozbawiona całkowicie bieli. W miejscach gdzie widoczny jest rudy kolor można dostrzec pręgowanie ticked. Największe rude plamy znajdują się na prawej stronie pyska, oraz na grzebiecie. Ślepia kotki przybrały kolor żółty. Krok Lisicy mimo wszystko nie należy do ociężałych. Porusza się dość zgrabnie, pochylając często przy tym łeb.
Ciekawa świata kotka, nie bojąca się zadawania pytań. Uwielbia rozmawiać i nie ma problemu z dostosowaniem się do rozmówcy, mimo tego jednak często jedno mówi, a drugie robi i myśli. Nie wie co to posłuszeństwo. Dlatego też nie zamierza wierzyć, w takie bujdy jak Gwiezdni..
Bez wątpienia można ją określić mianem inteligentnej, o czym niewątpliwie można się już przekonać w pierwszych chwilach rozmowy z nią.
Bobrzy Bór (KC)
Raz dwa trzy i... po ptakach, i to dosłownie. Bo jeden uciekł wcześniej a drugi leżał już pod ich łapami bez życia. Spojrzała na jastrzębia krzywiąc się wyraźnie jednak nic nie powiedziała. - Masz więcej szczęścia, że mnie znalazłeś niż można by pomyśleć - rzuciła jedynie nieco pesymistycznie, nieco z przekąsem, ale również z odrobiną troski o rudego. Smutna byłaby śmierć z dzioba? pazurów? takiego ptaszyska. Wojownicy, koty co chwilę umierali od drapieżników ale mimo wszystko jakoś tak nikt nigdy o tym nie myślał, każdy łudził się że dożyje obrzydliwej starości a kocięta będą nosić mu zwierzynę pod nos...
Pokręciła łbem. Kociaki... mogłyby być przyjaciółmi, w końcu nie musiała patrzeć na świat jak Drobny Płatek prawda? - Jasne - Po tym złapała ptaszysko i jakby nigdy nic zaczęła targać zwłoki do Kamiennych Pazurów gdzie mogliby odpocząć, posilić się i po prostu jakkolwiek zabić czas.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXPrzez panujące upały, o wiele częściej przebywał w okolicy wszelkich zbiorników wodnych, rzek lub strumyków. Ich obecność była zbawienna dla samotnika i jego czarnego, szybko nagrzewającego się w promieniach słońca futra. Podszedł do brzegu rzeki, upewniając się wcześniej, że nikogo przy nim nie ma, kucając ostrożnie, po czym wziął kilka łyków chłodnej wody, wzdychając z ulgą.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Bezimienny zacisnął tylko pazury na korze gałęzi, na której się właśnie skrywał, obserwując uważnie przybyłego kota. Czy każdy był większy od niego? Ten wydawał się być wielki, w dodatku poharatany, jakby siłą wypchnął się z niedźwiedziej paszczy. Byłego rzeczniaka przeszedł jedynie dreszcz i wyjątkowo cień zdrowego rozsądku. Kocur zdawał się być niezaczepialny, a o co niby miał go zaczepić syn Ciemnej Mordki? O pogodę? O to, czy woda świeża? Posiedzi na drzewie, poczeka.
A przynajmniej tak by zrobił, gdyby chwile, gdy czarny gasi pragnienie się tak nie dłużyły. Miał zamiar więc zrobić rzecz, tym razem pozbawioną rozsądku. Powoli wycofał się w stronę pnia, w jakiś sposób zahaczając tylną łapą o drobną gałązkę. Pisnął, przekręcił się na głównej odnodze drzewa, zwisając grzbietem do dołu i trzymając się kurczowo konaru, tym samym odchylając łeb by wyszukać wzrokiem czarnofutrego. Jeśli go nie zje, to może chociaż pomoże mu zejść.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXPo kilku solidnych, orzeźwiających łykach, postanowił wejść na mieliznę, gdzie woda sięgała mu maksymalnie do nadgarstków, aby schłodzić nieco obolałe od wędrówki łapy. Normalnie on i woda nie były dobrym połączeniem, ale w obliczu skwaru i upałów ciągnących się całymi dniami, nawet i jego do siebie przekonała. W pewnym momencie usłyszał odgłos, jakby pazury tnące korę drzewa. Błyskawicznie zjeżył sierść na karku, odwracając łeb w kierunku, z którego podejrzany dźwięk dobiegał, ale jak tylko ujrzał czarną, wiszącą nad ziemią sylwetkę, sierść wygładziła się, a Smoła prychnął cicho pod nosem, powstrzymując śmiech, choć kąciki jego ust uniosły się nieznacznie na kilka uderzeń serca. XXXX– Bawisz się w nietoperza? – zapytał głośno, przekrzywiając łeb na bok, przyglądając się temu występowi żenady i braku jakichkolwiek podstawowych umiejętności. – Jak się nie umie wspinać, to się tego nie robi, myślałem, że to dość... logiczne, ale jak widać, nie dla wszystkich – dodał zaraz, otrzepując się i wychodząc z rzeczki, a swoje kroki skierował w kierunku drzewa, na którego gałęzi wisiał teraz nieznajomy. Nie spieszyło mu się, chciał zobaczyć, jak ten zareaguje.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
No i straszydło wynurzyło się z wody, a właściwie to wyciągnęło łapy, i zbliżyło się w stronę drzewa, z którego właśnie zwisał Bezimienny. Coś do niego mówił, ale były rzeczniak za bardzo skupił się na tym, żeby nie zlecieć niż żeby faktycznie zrozumieć co gada. Był wystarczająco szemrany, by móc zrobić mu krzywdę, a patrząc na błędy przeszłości, walka i kolejna blizna raczej nie byłyby dobrym rozwiązaniem.
- Sory, ja tylko...chciałem być dobroduszny i ci nie przeszkadzać w twoim... - zamyślił się. Niby pił wodę, ale szczerze, kto go tam wie, czy się nie przygotowywał do złożenia ofiary z kocięcia albo skitranego samotnika. - ...rytuale - tak, dobra odpowiedź.
Skoro już go zauważył, zębaty zarzucił tylną nogę mocniej na gałęzi, chcąc się podciągnąć i ostatecznie, leżąc na brzuchu, uważniej przyjrzał się swojemu nietypowemu rozmówcy. Z bliska wyglądał jeszcze gorzej. - masz tu coś - pokazał pazurkiem na wargę, w miejscu blizny kocura, myląc ją z brudem czy błotem.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Wyszła. Znowu. Wyszła poza obóz, by odetchnąć ciężkim powietrzem, innymi zapachami, odpocząć od strachu, pozbierać myśli, przestać czuć na sobie wzrok wszystkich. Nie bardzo w sumie wiedziała co ze sobą zrobić w takich momentach, gdy unikała matki, starała się żyć i być, i wykonywać obowiązki, ale nawet one już sprawiały jej trudności. Wcześniej zapominała, teraz już nawet nie pamiętała - o patrolach, treningach, rozmowach, nie umiała zapamiętać Kodeksu w najprostszy sposób, a każda relacja powoli zanikała gdzieś pomiędzy brakiem chęci, a niechęcią do danego kota. Nie pamiętała już kiedy ostatni raz rozmawiała od serca ze Świt albo denerwowała Traszkę swoją głupotą, nie umiała sobie przypomnieć czy widziała się z Salamandrą, a pogrzebowy ziomek wsparł ją na Ceremonii, ale czy to było to? Wątpiła…
– A Ty co tu robisz? – wydukała idąć po terenach Wichru i przyglądając kotce, która znowu… znalazła się tu, ale po co? Ledwo ją wyłapała pośród krzaków i traw, ale jednak coś jej błysnęło w kącie oka. Czego ona tu chciała… i ile tu siedziała? Czekała konkretnie na nią, czy na kogoś innego? Nie mogą ich zobaczyć razem… nie znowu.
Myszka
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Nie spodziewała się spotkać swojej koleżanki tak szybko po ostatnim spotkaniu, które było co najmniej ciekawe. Myślała o tym długo, analizowała co tam się właściwie podziało, ale nie wpadła na nic, co by jakkolwiek wyjaśniało zachowanie którejkolwiek z nich. Poza tym, miała ważniejsze sprawy na głowie, jak chociażby wciąż nie zasklepioną ranę na policzku, która tylko prosiła się o zakażenie.
- Hej brzydalu - uśmiechnęła się zaczepnie, przeskakując sprawnie większe krzaki, by znaleźć się bliżej koteczki. - Szukałam cię. Chciałam ci tylko dać znać, że przez ciebie umieram, więc może byś mnie zabrała na jakiś ostatni w moim życiu spacer. Albo postawiła jakiś obiad? Umiesz polować? Ja się zadowolę byle czym tak naprawdę - pacnęła ją ogonem po grzbiecie, idąc kilka kroków wprzód by znaleźć się przed łaciatą.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Przylgnęła uszami do czaszki na pierwsze słowa kotki, bo chyba nie potrzebowała większego dobijania psychicznego, a tu jeszcze wzmianka o jej wyglądzie. Wykrzywiła się przy okazji w grymasie, kiedy Mysz starała się znaleźć bliżej… przynajmniej została po drugiej stronie granicy, a potem co? Najgorsza informacja jaka istnieje. Zabijała powoli kota. Bo… w sumie jak?
– Co masz na myśli, że umierasz… i dlaczego niby. – Nie zapytała. Ani nie stwierdziła. Emocje w głosie skopiowała od Traszki, jakby nie bardzo wiedząc gdzie postawić znak zapytania, a gdzie rzucić zdziwienie. – Głupia jesteś – fuknęła z irytacją, a ogon pomajtał się na boki emocjonalnie, jakby szukał podpory po wszystkim co usłyszał.
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Wykręciła oczami i sapnęła cicho. Spokojnie, Sarenka potrzebuje po prostu troszkę więcej czasu żeby pomyśleć, biedactwo. To, że łaciata koleżanka zachowywała się dziwnie to nie nowość. To, że przestała wprost pytać o głupoty było czymś nowym. Mysz nie była nawet w stanie stwierdzić, czy to dobra zmiana. Na pewno jakaś.
- Widzisz to? - ruchem łapy podkreśliła niezagojoną ranę na policzku. - To ty mi zrobiłaś, pamiętasz? A potem ten wasz medyk od siedmiu boleści nie potrafił nawet tego wyleczyć. Dwa razy! Skąd wy ich bierzecie? - mruknęła teatralnie, robiąc kilka kroków przed siebie. - A ty to jesteś bardzo inteligentna - odpowiedziała sarkastycznie, przybierając na pysk złośliwy uśmieszek. - Możemy iść na obiad albo do gromu, tam mnie raz poskładali to mogą ponownie. A, wiesz, szkoda by było, gdyby twoja pierwsza ofiara padła po drodze i byś nie mogła na to patrzeć!
/wygaszone
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Czy sam - świadomie - planował zawędrować tak daleko? Z premedytacją, z wytęsknieniem - za tym, czego nie mógł przecież jeszcze poznać? Zaznał smaku wolności, a może czegoś, co chciał jako ją rozumieć. Gdziekolwiek poniosły go łapy - było to wystarczająco daleko. Znalazł się tam, gdzie nie sięgały nawet Cienie.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła