Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Gdy zaczęła, był wręcz przygotowany na historię będącą suchymi faktami. To, że władał ten i ten kot, że został obalony przez to czy przez tamto, a dostał... Trudno powiedzieć co. Nie tego się spodziewał, ale zaczynał się uczyć tego, że jego rozmówczyni nie do końca podchodziła do rozmów jak on. Zgubił się raz, przez co pod koniec nie wiedział o co chodzi, ale w porę zrozumiał, że to nie Poranna Rosa odeszła z Klanu, a Śniąca Gwiazda. Za dużo na raz było powiedziane. - I? - mruknął po swojemu, oczekując reszty historii. Nie zwykł komentować niczego w połowie... ani zwykle w ogóle. To chyba pierwsza historia jaką słyszał odkąd miał tych sześć księżyców, jak to Ryś mu zaczął mówić o Klanach. Dziwnym aż było słuchać takich rzeczy. Nienaturalnie dla niego, niepokojąco wręcz. Napiął łapy, mniej lub bardziej świadomie, by dać upór gromadzącemu się w nim stresowi.
Miał już komentować, że tereny nie są daleko, tylko za drogą - ale powstrzymał się. Może faktycznie jest więcej skupisk wody na świecie, niż to jedno, przy którym on był. Dodatkowo wieść o ludziach niszczących dawną Klanową ziemię przyprawiła go o dreszcze. Skoro zdolni byli robić takie rzeczy, nawet nie chciał wiedzieć co się stało z jego matką jak ją pojmali. - Byłoby miło, jakby powiedzieli że gówno wam zrobimy. Nikt nie ma zamiaru rzucać się na Wicher - mruknął cicho. Nie wspomniał, że nie mają przede wszystkim wystarczająco siły na jakikolwiek atak. To ile ich jest niechaj zostanie tajemnicą, bo liczebność Pożogi jest śmieszna. - Roche.
Powiedział moment po niej. - Nie wyglądasz na "deszczową" osobę. W tej rozmowie padło więcej słów z twojego pyska niż w całym moim życiu. Smutna też się nie wydajesz. Przywódcy dobierają dziwnie wam te imiona - mruknął pod nosem, uderzając ogonem o ziemię. Nie rozumiał ich, nigdy, żadnych. Dziwne były i głupie. - Czemu nie masz czegoś weselszego.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Musiała zaczerpnąć głęboki oddech, zanim mogła kontynuować monolog. Teraz następowała jej ulubiona - i, przynajmniej jej zdaniem, najważniejsza - część. - Poranna Rosa nie została nigdy przywódczynią, jednakowoż do tego przejdziemy później. Otóż zastępczyni przywódcy Klanu Wichru spotkała na swojej drodze zastępcę Rzecznego - Błędne Światło. Ten szlachetny kot rozkochał ją w sobie, zresztą z wzajemnością... Czy potrafisz sobie wyobrazić, jaki byłby to skandal?! Romans pomiędzy Klanami, romans pomiędzy zastępcami z dwóch różnych Klanów! - z emocji Kropla zaczęła mówić tonem, którego użyła do grania Porannej Rosy przed Barankiem. Aktorskim, modulowanym altem, zupełnie innym od jej zwyczajnego, monotonnego głosu, niosła się w świat ta jedna historia. - Ostatecznie ich miłość zaowocowała kociętami, których potomkowie do dziś żyją w naszym Klanie. Jednak sytuacja w Wichrze pogarszała się: przywódczyni oskarżana była o bierność i obojętność na sprawy Klanu. W obliczu takich okoliczności, Poranna Rosa postanowiła wziąć sprawy we własne łapy i dokonać przewrotu w Klanie Wichru, obwołując się przywódczynią i próbując zmusić Szlachetną Gwiazdę do opuszczenia stanowiska. Ta z kolei zbiegła z Klanu, a jej zastępczyni wyruszyła na wyprawę po żywotów dziewięć, lecz - nigdy z niej już nie powróciła - ten zwrot akcji napisany przez samo życie był dosyć mało satysfakcjonujący, czyż nie?
Kiwnęła delikatnie głową, gdy Roche wyraził swoje zdanie na temat Pożogi i ewentualnego ataku na Wicher. - Oczywiście, że tak. Nie wątpię, że wasze szlachetne dusze nie knują przeciwko Klanowi Wichru, z którym zawarliście przymierze - nawet gdyby odpowiedział twierdząco, to nadal wierzyłaby, że Rojst nie zrobiłby nic złego ani jej, ani Wichrowi. Na co zresztą byłoby im atakować Klan? Przecież w ten sposób mogliby zaognić gniew pozostałych Trojga, z których zmasowaną ofensywą z pewnością nie zdołaliby sobie poradzić. - Ładne imię, nie jestem jednak pewna, co oznacza.
Zaśmiała się delikatnie, jak szum, nota bene, deszczu. - Być może moje imię jest pamiątką po jakimś dawno minionym zdarzeniu, kocie, sytuacji? Nawet jeżeli nie, to deszcze bywają przeróżne - ciepłe, zimne, ulewne, zaledwie mżące - ona osobiście lubiła pomysł, według którego nazywała się tak na pamiątkę siostry Fiołkowego Świtu... bądź na znak przynależności do Porannej Rosy. - Weselszych historii? Znam je, znam je również.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Słuchał jej uważnie. Na wspomnienie o romansie delikatnie się uśmiechnął, ale w taki sposób że bardziej przypominało to obrzydzony grymas, niżeli uśmiech. W innym wypadku wyglądałby na zawstydzonego, bo... romans jedynie kojarzył mu się z jego relacją z Barwą. Nie mógł co prawda nazwać tego otwarcie czymś wielkim, przyjaźnili się i spędzili parę bardzo bliskich chwil, ale zdecydowanie, było to coś z pewnością zakazanego. Drgnął dopiero na wieść o kociętach, zatrzymując szczerze zdziwione spojrzenie na Deszczu. To stąd się biorą młode? - I co, nikt jej nie szukał? Bez jaj, na pewno było coś... jeszcze - rzucił w końcu niemal oburzony. Nie wiedział czy to koniec, ale jeśli tak - jakże żałosny! On osobiście nie mógłby się z takim pogodzić. To było po prostu nie w porządku, nawet jeśli by to miała być głupia bajka, nie fakty. Nie wolno tak kończyć niczego. - Nic nie znaczy -i odzwierciedla to doskonale dodał sobie już w myślach. Nie musiał się jej żalić na głos. Nie znali się, imiona nie otworzą nagle mu drzwi na spowiadanie się z problemów i złego samopoczucia. Nawet jeśli z Barwą ustalał co mogło to znaczyć to... nie był pewien, czy aby na pewno to znaczyło dokładnie to. Może w oczach paru kotów. Może Szybko i zwinnie przeszli na szczęście do tematu imienia rudej kotki. - Deszcz jedynie pomaga maskować kroki. Jak się do kogoś zbliżasz, a pada, nie słychać cię tak mocno jak zwykle. Szum zagłusza wszystko. Poza tym, deszcz jest smutny. Mocny, lekki, nie ważne. Niebo wtedy płacze.
Rzucił krótko, krzywiąc się lekko pod nosem. Jego osobiste spostrzeżenie oczywiście nie musiało znaczyć nic, po prostu on patrzył na to zjawisko... tak. Inna sprawa, jak pada to szybciej się marznie. Po deszczu jest też brud i ogólnie, nie ma za fajnie. A kotka obok nie wydawała mu się ani smutna, ani brudasem, ani nic z tych rzeczy. - Nie, cholera, imienia. Czemu masz takie smutne? Nie jesteś przecież smutna. Chyba - rzucił jej krótkie spojrzenie. Zaraz jednak je oderwał i przeniósł na przestrzeń przed siebie. - Powinnaś mieć jakieś, które kojarzy się z czymś ciepłym i miłym. Moim zdaniem.
Fuknął, wielce zirytowany, ten komplement. Nie zachowywał się ogólnie agresywnie, nie machał nawet ogonem ni nic, jedynie uszy odsunął do tyłu, jakby czekał na to żeby zaraz dostać solidną reprymendę za odmienną opinię na temat imienia.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
- Szukano, ale bez skutku. Nie było żadnego śladu po tych dwóch kocicach; był za to ślad po synu Porannej Rosy, Słonej Łapie, który po ceremonii, na której miało dojść do obalenia władzy, zakończył swoje życie, połykając trujące zioła - przypomniała sobie kolejny aspekt całej tej niewesołej historii. Za próbę detronizacji przywódczyni uznanej za słabą zapłacono przelaną krwią, a Deszcz mogła jedynie drżeć w niepewnym oczekiwaniu na to, czy i kiedy historia się powtórzy. Czy słabymi słowami uda się jej zapobiec przynajmniej w części nadchodzącemu nieszczęściu.
- Są różne łzy - powiedziała szybko i jakby mniej pewnie, niż poprzednio. Bo i słowa Roche'a zdołały już uderzyć w niepewną, chwiejną i wątłą strunę w jej sercu, automatycznie zasiewając w niej brak pewności co do kwestii, w którą kilka minut wcześniej bezkrytycznie wierzyła.
- Początkowo nazywałam się Kropla - dodała jeszcze. Może z tego imienia wyciągną coś ciekawszego, milszego? - Ale chciałam nazywać się Deszczową Piosnką.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- Coś było później? Kto przejął władzę w końcu? Bo chyba się pogubiłem... - skrzywił się delikatnie. Tragiczny był koniec tego... kogoś, kogo nie znał. Rzecz jasna - Roche się nie przejął nim zbytnio. Po prostu przyjął na klatę i zrozumiał, że taka jest kolej rzeczy, że niektórzy poddają się w ten sposób i... tak jest. Może i właśnie dlatego nie współczuł temu kotu. Bo wiedział, że każdy może tak skończyć, jeśli będzie zbyt źle się działo. - Nie znam innych niż wywołanych alergią, chorobą lub szczerym smutkiem. Ale może to po prostu ja mam się wesoło - wzruszył ramionami. To są różne łzy - i wszystkie były tak samo niepozytywne. Niemniej, jak przyznał, może on nigdy nie miał zaszczytu płakać z innego powodu. - Piosenką? Śpiewasz?
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
O tak, historia potrafiła pisać najdziwniejsze scenariusze. W tym były dziwaczne zwroty akcji, zaskakujące zakończenie, niespodziewane sytuacja - aż dziw myśleć, że został stworzony przez samo życie, nie przez genialnego bajarza. - Władzę przejął Twarda Gwiazda, którego spośród żywych wiele księżyców później zabrała nam choroba. Na szczęście wtedy sytuacja była już stabilniejsza - wyjaśniła wątpliwość Roche'a. Rozumiała zupełnie, że kocur pogubił się w skomplikowanych dziejach Klanu Wichru - to zdarzało się nawet jej współklanowiczom.
- Ja płakałam też ze szczęścia - uśmiechnęła się niepewnie i cicho. - Nie, nie śpiewam, ale kiedyś słyszałam, jak rudzik śpiewał podczas deszczu. Jego odwaga i duma mnie zachwyciła i poruszyła moim sercem. Tak jak on, chcę szerzyć piękno po świecie.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- Tyle dobrze. Mam nadzieję, że tym razem się nie skończy na... przewrotach - mruknął cicho, nawiązując oczywiście do wspomnianego już sojuszu. Choć wojny były ekscytujące, upadek Klanu niekoniecznie. On sam sobie nie był w stanie wyobrazić upadku grupy w której był, tym bardziej utraty przywódcy. Byłby zamęt, działoby się gorzej niż zwykle... a im więcej kotów, tym gorzej. Łatwiej o podział, o kolejne zamieszki, o większe kłopoty. Dodatkowo - choć miał to poniekąd w rzyci - widział, że rozmówczyni niespecjalnie by chciała, aby do czegoś takiego doszło. Może nadinterpretował sobie to "na szczęście, sytuacja była stabilniejsza", a Kropla w głębi duszy pragnęła dzikiej rewolucji, ale... nie umiałby sobie wyobrazić rozmówczyni chcącej upływu krwi z jakiegokolwiek powodu. Może zbyt szybko ją przypisał do kategorii "niegroźna kulka", niemniej takie dawała mu wrażenie. - Ze szczęścia? - zmarszczył nos zdziwiony. - Na pewno ze szczęścia?
Dopytał po chwili raz jeszcze, jakby usiłując znaleźć jakiś przekręt. Nie wyobrażał sobie tego żeby ktokolwiek płakał, bo mu się w życiu powodzi. Można było żreć kocimiętkę, obijać mordy czy... czy cokolwiek, ale żeby płakać? Dziwne to. - Trudno tego nie robić, jak wyglądasz tak. Głupie imię nic nie zmienia. Mogłaś się nazwać Mokry Rudzik i wyszłoby na to samo, pełniłabyś tę samą misję. Albo zostać Kroplą. Nazywałabyś się tylko trochę... nie wiem, lżej, łatwiej, milej. Nie, żeby coś, nie. Własne spostrzeżenie. Poza tym, Mokry Rudzik brzmi śmiesznie - zaznaczył z delikatnym uśmiechem na mordzie. Zdążył ją skomplementować, obrazić i... obrazić znowu w jednej dłuższej wypowiedzi. Roche nie należał do tych miłych, zdecydowanie, ale chociaż usiłował nie być skończonym ch###m. - Poza wyglądem. Jak je szerzysz, skoro nie śpiewasz. Wychodzisz na deszcz i siedzisz w nim?
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Pokiwała głową z wyrazem pyska starca, który widział już wiele wojen, wiele razy czuł zapach lejącej się krwi i wiedział, czym jest nonsens śmierci. - Każde rewolucja przynosi cierpienie i krzywdę, ale jedynie niektóre rewolucje plamią grunt krwią, z której narodzi się kwiat przyszłego życia - pierwszymi ofiarami morderczego głodu rewolucji były ich własne dzieci, i to te, które najbardziej ze wszystkich ją kochały.
- Tak, ze szczęścia. Przy Białym Puchu, mojej mistrzyni, płakałam z czystego szczęścia - potwierdziła wątpliwości Roche'a, chcąc je rozwiać na dobre. Owszem, Biały Puch miała w sobie coś, co pozwoliło Deszczowej Pogodzie, wtedy jeszcze Łapie, uwolnić swoje emocje własnymi gorącymi łzami. Katharsis, którego doświadczyła, w pewien sposób ją uzdrowiło. Oczywiście, nadal ją bolało tu i ówdzie, ale żyła - jako ona. Taka, jaką była naprawdę. - W rzeczy samej Mokry Rudzik jest zabawnym imieniem. I nie, nie wychodzę na deszcz (przynajmniej nie zawsze), ale za swoją misję uznaję opowiadanie innym o pięknie... I czynienie przyszłości piękną.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- Dobrze powiedziane, że niektóre. Większość to przepychanie kamieni z boku na bok, w wierze że zrobi się coś dobrego, krzywdząc przy tym wiele kotów. I kończą się tak, że nawet ci wygrani nie zdobywają nic, poza satysfakcją, która zwykle jest gówno warta. Nie znam bitwy, wojny, która przyniosła szczęście komukolwiek - może dlatego nie lubił zabijać. Krzywdzić, sprawiać ból - owszem. Ale mordować innych ku uciesze nie chciał nigdy. Musiałby być na skraju wytrzymałości psychicznej, żeby kogoś pozbawić życia. Bo jak sam stwierdził - to byłaby głupia przepychanka, która nie przyniosłaby nic poza satysfakcją. Martwy nie nosiłby blizn. Nie respektowałby go, nie pamiętałby kto jest "alfą" czy "szefem". Jedynie by śmierdział podczas rozkładu. - O co. Jeśli można wiedzieć. Nie chcę być zbyt wścibski - bo życie personalne nie było dlań aż tak ważne. Był ciekawy, owszem - ale bez wiedzy co taką radość jej sprawiło, że aż się popłakała, przeżyłby. Bardziej go ciekawiły tematy Klanu, dawnych dziejów, władzy, wojen. W Pożodze wszak zwykle z nikim nie gadał o takich śmiesznych rzeczach jak uczucia. Z Tundrą może, ale z innymi? Nie śmiałby. Zostałby wyśmiany czy okrzyczany. - Nie rozumiem - stwierdził końcowo marszcząc nos. Opowiadanie o pięknie, czyli... szerzenie sztuki, poezji czy innych badziewi? Tego zdecydowanie nie lubił. Było to bez sensu, bo... bo jak powiedział - nie rozumiał. A jak czegoś się nie rozumie, nie dziw że nie ma w tym za grosz sensu. - Jak chcesz uczynić przyszłość piękną? Nie jesteś w stanie jej przewidzieć. Chyba...?
Tu się moment zastanowił. Jeśli gada z jasnowidzem, to... to chyba skorzysta z usług. Może wreszcie ktoś mu przewidzi jakieś lepsze losy, niż ten cholerny gnój w którym siedzi aż po brzuch.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Wyglądało na to, że ona i Roche dzielili przynajmniej część poglądów na świat. Oboje zgadzali się, że przelew krwi jest niepotrzebny, oboje nie uważali, że zabijanie i niszczenie przeciwnika jest sposobem na rozwiązywanie swoich problemów - chociaż tutaj wyznawali też... zgoła inne poglądy. - Wiele rewolucji ostatecznie obróciło się przeciwko swoim najwierniejszym poplecznikom. Wiele morderczych planów spadło wynalazcy na głowę. Wiele rewolt zdradziło własnych inicjatorów, a ich płomień strawił nie tylko każdego na ich drodze, ale i samych podpalaczy - dodała sentencjonalnie, acz niewątpliwie zgodnie z prawdą. Próba przelania krwi za swoją ideę niemal zawsze kończyła się fatalnie dla każdej ze stron. - Biały Puch powiedziała mi, że jestem w porządku taka, jaka jestem. Wcześniej w Klanie jeden kot się ze mnie okrutnie naśmiewał, a mój ojciec do dzisiaj nie zaakceptował, że nie jestem taka, jaką by mnie chciał; ale w tamtym momencie to się już nie liczyło - opowiedziała kawałek swojej historii, mimowolnie uśmiechając się na wspomnienie tego pięknego dnia pieczętującego jej długą, pełną męki drogę. Oczywiście, problemy i ból związane z tą kwestią nadal istniały - ale przynajmniej poczyniła pierwszy krok. W przeciwieństwie do Pożogi, Wicher był niemal idealnym miejscem na mówienie o swoich uczuciach.
- Znając przeszłość i teraźniejszość, mogę przynajmniej próbować ją przewidzieć. O ile nie zmienię przeszłości, to mogę zmienić teraźniejszość w nadziei na to, że przynajmniej część piękna i dobra, które po sobie pozostawię, podąży dalej w strumieniu czasu - wyjaśniła Roche'owi. Nie była wieszczem takim jak Szkiełko, którego zresztą nigdy nie spotkała, ale uważała, że historia powtarza się niemal naturalnie, a zawrócenie jej niepowstrzymanej rzeki może się odbyć poprzez znajomość dziejów przeszłych i gotowość do działania w teraźniejszych.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Delikatnie się skrzywił, ale nie skomentował nic. Nie chciał sobie nawet wyobrażać takiej niesprawiedliwości losu, czegoś takiego jak to. Naturalnie, nawet jeśli rewolucja w imię danej idei nie była warta niczego, upadek rewolucjonistów, ból problemy... i kary dla pojmanych... przerażały go bardziej niż mógł sobie to wyobrazić byle kot. Nie umiał sobie tego wyjaśnić czego tak go to straszyło. Może dlatego, że gdyby taka rewolucja była w Pożodze i upadła, on byłby pewnie pierwszym tym, który chciałby "zająć" się jeńcami. I wszystkie wizje miłego spędzania z nimi czasu były tak obrzydliwe i przepełnione bólem, że sam siebie tym straszył. - Czemu się naśmiewał. Ptak przelatywał i narobił ci na łeb? - rzucił w końcu, dając sygnał z góry że dosłownie nie rozumiał powodu do naśmiewania się z niej. Jego bawiły takie głupie rzeczy, a nie... inne sprawy. Na wieść o jej ojcu odchylił uszy do tyłu i zmarszczył brwi. - Czyli jaka? Co oni do ciebie mają, co?
Prychnął pod nosem. Nie widział problemu z Deszcz? Poza niepasującym imieniem, ale Klan chyba nie był aż tak... okrutny? Żeby nadać jej imię i się z niego śmiać później. A przynajmniej on nie umiał sobie wyobrazić czegoś takiego. W Pożodze? Pewnie, czemu nie. Mogło tak się stać. Ale te dzikusy z Klanów nie były aż takie... no. Nie spotkał się w każdym razie z czymś takim jak do tej pory. - Ta? Przewidź mi coś - mruknął szybko, niemal wyzywająco. Nie agresywnie, broń boże, ale pewnie. Ewidentnie chciał wiedzieć cokolwiek o swojej przyszłości, chyba... dla własnego spokoju. A skoro Deszcz twierdzi, że coś tam takiego umie czy rozumie - bo tylko tyle Roche wyłapał - to niech mu pomoże i da znać czy bengal ma po co w ogóle się męczyć na tym piekle zwanym ziemią. - Coś o mnie. Co będzie niedługo. Będzie lepiej czy gorzej? Nie innym z Pożogi. Mi, konkretnie mi.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Powstrzymała się od zwymiotowania w reakcji na ściskający jej serce gwałtowny ból. To nadal było gdzieś w środku i krzywdziło ją dotkliwą sugestią, że kiedyś to wszystko może się powtórzyć; że kolejny raz będzie cierpieć tak bardzo, jak tamtego dnia. Przemogła się i przemówiła, odpowiadając na pytanie Roche'a. - Wyśmiał mnie za to, że urodziłam się jako coś innego, niż jestem w istocie - wyjaśniła, starając się jak najmniej dotykać tego bolesnego tematu. Czuła się tak, jakby wielkimi krokami obchodziła zastawioną na nią pułapkę, której samo dotknięcie mogło zakończyć jej życie w mękach. - Ojciec, cóż, po części z tego samego powodu. Co do pozostałości jego niechęci do mnie, to wystarczy chyba rzec, że gdyby mnie tutaj dzisiaj widział, byłby gotów pozbawić nas oboje życia za samą tą krótką rozmowę - nie chciała wiele mówić o Wietrznym Dniu, odkąd ten stwierdził, że Deszczowa Pogoda nigdy nie będzie jego córką. Jego córką, która nie widzi nic złego w zaprzyjaźnianiu się z kotami spoza Klanu Wichru, i która swoimi decyzjami łamie dosłownie każdą zasadę, którą ten wyznaczył swoją żelazną wolą.
- Twoja przeszłość nadal pozostaje dla mnie w wielkiej części zasłonięta czarną chmurą. Odsłoń ją, a ja, niegodna, powiem z głębi swojego serca, co mogę na tej podstawie wydedukować - odrzekła z absolutną szczerością, która zresztą cechowała ją od zawsze. Kropla nie umiała kłamać za grosz, a nawet, gdyby umiała, to zapewne nie skalałaby nigdy swoich ust tą obrzydliwą zbrodnią.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- A #### mu do tego czym się urodziłaś. To twoja sprawa. Ty o sobie decydujesz. Jakbyś uznała że jesteś czymś innym byłoby to w porządku. Na twoim miejscu dałbym mu w ryj, żeby nauczył się pilnować jęzora za zębami - warknął, jakby miał w ten sposób ostrzec Wojownika który wyśmiewał Deszcz. Ten co prawda nigdy ostrzeżeń nie usłyszy, ale... ale niech się ma na baczności! Jak Roche go spotka, to mu strzeli przez pysk, tak dla opamiętania. Nienawidził czegoś takiego. Gdyby Deszcz słusznie zrobiła coś głupiego, czy jak to powiedział - ptak na nią narobił - wówczas można by się z niej śmiać, jak z każdej głupiej rzeczy. Ale śmianie się z tego, że jest się kimś innym, niż jak się urodzi? Nie ma takiej opcji. Wspominka o ojcu sprawiła że jedynie bardziej się zezłościł. - I dobrze, że nią nie jesteś. Lepiej nie mieć ojca, niż mieć kogoś takiego. Ja sobie radzę bez obojga i co? I żyję. A to, że gadasz sobie ze mną - nie jego ###### interes. Mogłabyś właśnie wyciągać ode mnie niezwykle ważne informacje, krytycznie potrzebne dla Wichru, które pozwoliłyby wam uchronić się przez zagrożeniem. Bezmyślny głupiec.
Być może i opinia o ojcu kotki była ostra, ale... Roche mógł równie dobrze nazwać go "####### ###########, który tylko potrafi ######### o byle ######, a tak naprawdę to ##### ma we łbie". Z dwojga złego, "bezmyślny głupiec" było chyba lepszą opcją na komentarz, niżeli bardziej szczere myśli bengala.
Na wspomnienie, że musi powiedzieć coś o sobie, odsunął uszy do tyłu spoglądając na nią ze szczerą paniką w oczach. Jedynie w nich, reszta jego pysku mówiła, że jest po prostu zły. Moment trwał w ciszy, debatując w myślach czy warto się tym wszystkim dzielić czy... nie. Była obca. Nie ufał jej, nie znał jej, nie wiedział czy to wykorzysta przeciw niemu. Co jeśli go potraktuje jak... każdy. Lub wyśmieje, zmiesza z błotem. - Nie mam rodziców. Nie znam ojca. Mamę mi odebrano jak miałem z trzy... lub cztery? Księżyce. Nie wiem czemu. Przyszło dwóch dwunogów i ją wzięło. Kazała mi uciec. Chodziłem długo sam, poznawałem inne koty i tak, o. Odchodziłem. Rojst mnie przygarnął. A potem było dziwnie - skrzywił się, ewidentnie nie rozumiejąc do końca relacji z rudym Przywódcą. - Wiedział, że mam potencjał. Inaczej by mnie nie brał. A potem nie pozwolił mi zostać uczniem. Tego samego dnia nasz Medyk mógł mnie zabić. I wtedy zrozumiałem, że absolutnie, #####, nikomu nie można ufać bo każdy tylko czeka, żeby ci zrobić krzywdę. I od wtedy do teraz jest gorzej. Każdy ma jakieś ######### prawo do życia prócz mnie. Nikt mnie nie szanuje, poza Tundrą, Dynią i Rojstem. Jestem śmieciem. Rojst zmienił mi imię i dał mi zostać uczniem, bo zabiłem z nim jakiegoś łabędzia, Tundra mnie uczy. Ale nie ma nic lepiej. Medyk nie chciał się zgodzić. On mnie nienawidzi. Po prostu. Bez powodu. Nie zrobiłem mu nigdy nic. Raz nawet przyniosłem pajęczynę. Po prostu nie chciałem z nim zbierać ziół, bo nie lubię chodzić po kwiatki. Lubię się bić, lubię uczyć się o Klanach. Nie o ziołach. Nie mam do tego głowy.
Tu przerwał. Trudno powiedzieć, czy był zły czy smutny. Wzrok miał skierowany tempo w dół, uszy nadal miał położone po sobie, cały się podgrabił żeby wyglądać na większego i sobie samemu dodać otuchy, ale głos... miał zły. Ewidentnie tak zły, jakby zaraz miał rzucić się na kogoś i go rozszarpać. Z jednej strony było to naturalnym odruchem, bo nie podobała mu się ta jawna niesprawiedliwość. Medyk Pożogi dostał zgodę na pobicie bengala jak ten ledwo odrósł od ziemi. Nie miał żadnego wsparcia, ani nikogo z kim mógłby być blisko. Jak miał się na to zgadzać? Z drugiej strony złość zdawała się po prostu zakrywać niepewność i ciągły strach przed mówieniem o sobie. - Jeśli przekażesz komukolwiek to co o mnie wiesz... - rzucił nagle, marszcząc brwi. Nie dokończył co wtedy, ale Kropla mogła się raczej domyślić, że nie chciał się dzielić z kim popadnie takimi rzeczami. I jeśli komuś rozpowie, może dojść do poważniejszej sprzeczki. Zabić by jej może i nie zabił, ale dałby powód do zapamiętania, że sekretów należy dotrzymywać. - Mów, co mnie może spotkać w przyszłości.
Dodał głośniej. Po chwili przerwy pod nosem jeszcze mruknął "proszę", pamiętając że Tundra uczyła go jakichś podstaw zachowania. Nie lubił ich, ale umiał się dostosować. Czasem.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
- Ojciec uważa, że Klan Wichru zawsze był samowystarczalny, i że nigdy nie potrzebował pomocy nikogo z zewnątrz. To nieprawda; istnieją dziesiątki dowodów na to, że nasz Klan wiele razy był w złej sytuacji, i wiele razy był wspierany przez innych - chociażby taka krucjata na samotników powiodła się jedynie dlatego, że Cztery Klany zjednoczyły się w walce i krwawo okupiły swoje domniemane prawa, jednocześnie poświęcając wiele żyć - zarówno samotniczych, jak i własnych. - Sądzę, że lubi po prostu, aby wszystko działało - w jego mniemaniu - idealnie, to znaczy tak, jak sam tego chce - stwierdziła ogólnikowo, nie chcąc wyzywać tutaj Wietrznego Dnia epitetami, których mogłaby się potem wstydzić.
Cofnęła się z przestrachem, kiedy w postawie, w pysku, w oczach Roche'a - błysnął gniew. Co takiego uczyniła? Dotknęła jakiegoś bolesnego fragmentu jego osoby? Już miała na ustach serdeczne przeprosiny, ale jednak - kocur zaczął mówić. Wysłuchała go uważnie, zagryzając wargi do bólu.
Rojst nie był winien. To jego nie potrafiła dostrzec teraźniejszość, i nie potrafiła zrozumieć, co miał jej do przekazania - więc to ona musiała ciągnąć to, co we dwoje zaczęli, albo raczej - co zaczęło się już dawno, jeszcze przed tym, jak zaczęła istnieć w tym ciele, bo przecież dusze istniały zawsze. Przemówiła wreszcie, a kiedy już wypowiedziała pierwsze słowa, poczuła, że pozostałe spływają z jej języka instynktownie. - Wielkie rewolucje nie zawsze dzieją się na zewnątrz, kłami i pazurami; niekiedy odbywają się w naszych wnętrzach. Pozwól więc rewolucji rozgorzeć. Spal nią to, co cię krzywdzi, powstań z popiołów - ale przebacz popiołom, i obmyj z nich łapy. Nie zapominaj o swoich bliznach, ale pamiętaj, że możesz nimi przestrzec innych przed zrobieniem sobie krzywdy - zdała sobie sprawę, że mówi mało składnie, zatem zmusiła się wielkim wysiłkiem woli do wyłożenia swojej myśli bez ozdobników. - Nie uczyniłeś nic złego; to miejsce, w którym się znalazłeś, nie pasuje do ciebie. Nikt nie przeżywa tak długo; musisz zeń odejść, znaleźć miejsce, w którym zaczniesz od nowa. Znajdziesz miejsce, w którym nie będziesz do niczego zmuszany, w którym będziesz mógł uczyć się o Klanach, i w którym koty będą cię szanować. Pamiętaj jednak, że część lasu nie patrzy przychylnie na Pożogę - przestrzegła go, jednocześnie przypominając sobie, że Wicher jest jedynym Klanem, który oficjalnie wspiera nowo powstały Klan, a medyczka prędzej zjadłaby własny ogon, niż kogoś siłą przymusiłaby do poznania tajników zbierania ziół. - ... nadzwyczaj mi przykro, że przez to wszystko przeszedłeś. Rzecz jasna, zachowam twoje słowa jedynie w mojej pamięci, i oby mi język usechł, nim zdecyduję się komuś zdradzić twoją przeszłość
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- A co gdyby była wojna. I reszta się sprzeciwiła przeciwko Wichrowi. Wówczas musielibyście szukać pomocy. Robienie sobie przyjaciół po bokach to najlepsza możliwa taktyka - odparł pewnym siebie tonem głosu. Wszak, Roche właśnie stosował tę taktykę i mógł potwierdzić, że to póki co działa. Gdyby nie Płomyczek, najpewniej parę księżyców temu ukróciłby sobie swój marny żywot. A tak to... mimo wszystkiego złego, miał po co żyć. Dla kogo. Obecnie jak już wspominał, Rojst, Tundra i Dynia są dlań ważni, ale to młoda kotka z Gromu trzymała go cały czas na linii mniej-więcej prostej. W Pożodze by zszedł na najgorszą możliwą, gdyby nie pomoc z zewnątrz.
Gdy Deszczowa Pogoda ponownie zabrała głos, on odwrócił wzrok. Obecnie nie miał przy sobie przyjaciółki, która dawała mu wsparcie i przy której mógł zgrywać wielkiego, silnego i nieustraszonego pana, więc preferował po porostu skupić się na słowach i gapić w dół. To go nie stresowało wtedy, a... stresować się stresował, bo miał czego. Wątpił, by Deszcz się ośmieliłaby nawet mówić mu, że zginie i przepadnie, że nie ma przyszłości i wszystko co najgorsze go spotka, ale musiał brać tę ewentualność pod uwagę. I przed oczywistym gniewem, przyszedłby smutek. Zupełnie obcy kot mówiący mu takie rzeczy doprowadziłby go po prostu do żałosnego płaczu i udowodniłby mu, że Klan ma rację od samego początku. Niemniej, jak się okazało, wcale nie było... tak źle.
Pierwsza część jej wypowiedzi go... zmieszała. Ewidentnie, na tyle bardzo że zmarszczył brwi i spojrzał na nią pytająco. Rozumiał tyle, że ma... ma kogoś zabić. Ich wszystkich, całą Pożogę. I mógł próbować, a jak! Ale wątpił, że byłby jakiś skutek jego prób. Najprędzej to oni by dorwali jego i uczynili to, czego nie zdołali na pierwszej Ceremonii. Nim jednak zdążył coś powiedzieć, ona kontynuowała. I ta kolejna część była irytująca. Może to dlatego, że jak wspomniał między słowami, nie pasował nigdy nigdzie. Dlatego się błąkał aż do momentu poznania Rojsta. Nie komentował tego jednak, dając jej wpierw skończyć mówić ogólnie. Mówiła bowiem, że znajdzie miejsce idealne i... wątpił w to. Jakiegokolwiek miejsca by nie znalazł, nie miałby tego co chce. Albo ponownie miałby ograniczenia w wychodzeniu poza obóz, albo byłby zastraszany, albo gnębiony, albo poniżany, albo... cokolwiek. Roche chciał po prostu wywalczyć stanowisko, bezpieczne i pewne, marzył o tolerowaniu go. Nie lubieniu, nie tłumie przyjaciół. Tolerowaniu, aby każdy mógł zatrzymać swój obrzydliwy komentarz w jego stronę i zaczął patrzeć na niego jak na kota, a nie byle potwora którym w rzeczy samej, nigdy nie był. A na pewno nie wtedy, jak był kociakiem, i jedyne czego chciał to się uczyć. - Nie rozumiem czemu nikt nie patrzy na nas przychylnie. Nikomu nie robimy nic. Nie jesteśmy tacy głupi - mruknął, spotykając się z kolejnym komentarzem o tej wrogości wobec Pożogi. - Nikt nie wie skąd jestem. Skąd mają wiedzieć. Jeśli nie będą tego rozpowiadać ci, którzy mnie znają, jestem bezpieczny. Nie wiem po co by mieli w ogóle o mnie gadać na dobrą sprawę.
Dodał po chwili. Pożogi nikt nie lubi - rozpowiadanie o pozytywnej relacji z bengalem byłoby jak strzał kulką w łeb. Nie musiał się więc zbyt bardzo o to bać, że nagle ktoś powie że go zna. - Żaden Klan mnie nie przyjmie. Nie mają po co. Kolejna gęba do wykarmienia. I dla innych jestem nikim. Nie znają mnie. To jak wpuścić lisa w kurze gniazdo, bo tak - dodał po chwili, znów skupiając wzrok na ziemi. Dla odmiany nie warczał, ani nie dawał znać swoim głosem że zaraz kogoś uderzy, a po prostu brzmiał... smutno? Żałośnie? Zdecydowanie ciszej. Jak kociak, który po prostu musiał się godzić z tym, że mama nie pozwala mu się wspiąć na większy kamień, bo spadnie i się skrzywdzi. To było chyba normalne w tej sytuacji. Miał od początku życia pod górkę, zawsze kiedy zdawało się że jest lepiej - było jeszcze gorzej niż wcześniej. Roche po prostu przestawał wierzyć w dobro, w to że kiedykolwiek będzie mógł iść spokojnie spać, obudzić się u boku kogoś kto go lubi, nie martwić się kolejnym dniem. Tak nie można, tak się nie dzieje. Widział się - jak dokładnie to powiedział - jako wroga wszystkich, zagrożenie i powód do strachu. I choć wiedział, że nim nie jest, dotychczasowe życie nie pozwalało mu myśleć o sobie inaczej. Nim się zdążył jednak rozkleić, trzepnął ogonem o podłoże, wracając "do siebie". - Skąd takie rzeczy wiesz, raz jeszcze? Przypuszczasz czy jednak masz jakąś zdolność?
Uniósł brew do góry, zmieniając jak najzwinniej niewygodny dla siebie temat. Nie chciał dziękować za współczucie, teraz już jak na nią spojrzał wyglądał jakby miał zaraz pęknąć jak bańka. Oczy przeszklone, głos drąży - był na skraju płaczu. I gdyby myślał dalej o tym samym, byłby zmuszony do poniżenia się przed nową znajomą. - Umiesz przepowiedzieć tak więcej rzeczy? Nie wiem, czy woda zaleje okolice, albo... czy stanie się coś złego? Tak ogólnie. Znam takiego jednego. Rudego. Rozbebeszał zwierzynę i wróżył z niej. Marnotractwo jedzenia. Jeśli ty umiesz bez tego, jesteś bardziej użyteczna - co mogło zabrzmieć rzeczowo, ale... chyba bardziej w jego stylu niż cokolwiek innego w poprzednich minutach. Deszcz mogła teraz zauważyć, że kiedy młody chce, to potrafi być inny. Ale tego nie robi. Ze strachu, wstydu czy czegokolwiek innego, co sobie ubzdurał w tym tępym łbie.