Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Wojowniczka obserwowała z góry, jak jej Terminator zwraca mordkę w kierunku kosa, który akurat jak na złość na ten moment znieruchomiał i przestał rozrzucać wszędzie suche listowie. Odliczała uderzenia serca, czekając aż ptak ruszy się, a Traszkowa Łapa spostrzeże go i przejdzie do bezpośredniego podchodzenia zwierzyny...
Niestety się nie doczekała. Zamiast podziwiać, jak jej podopieczny zalicza pierwszy łowiecki sukces, oglądała, jak rozgląda się głupkowato dookoła, zupełnie wybity z myśliwskiej pozycji. Zrobiła młynka oczami.
Wówczas Traszka wydarł się, pozbawiając siebie, ją i prawdopodobnie wszystkie polujące koty w czterech Klanach szansy na zjedzenie świeżej kolacji. Dowodem na to był widok podrywającego się z wrzaskiem do lotu kosa.
Kocica wstała i ruszyła pomału ku pniowi drzewa, by wkrótce spotkać się gdzieś w połowie drogi z Traszkową Łapą. – Tak, tak, to... Puchata Łapa – miauknęła niecierpliwie – Z Klanu Rzeki. Cieszę się. Szkoda, że przez Twój entuzjazm możemy na dziś zapomnieć o polowaniu, przynajmniej w tej okolicy.
Przyjrzała mu się ze zrezygnowaniem, po czym odetchnęła głęboko i przykleiła do twarzy uśmieszek. – No dobrze, więc... skoro już tak się zdarzyło, to podejdźmy, przywitamy się.
Poprowadziła Traszkową Łapę ku centrum Czterech Dębów. Gdy stanęli naprzeciw siebie z nieznajomym białym Wojownikiem, skinęła mu sztywno głową. Kocur wyglądał na przygłupa, był też zdecydowanie za gruby jak na jej gust. Przedstawił najpierw swoją Terminatorkę, na której Chaos zawiesiła na dłużej wzrok – ona z kolei całkiem jej się podobała, była duża i porośnięta cudownym, puszystym futrem, dokładnie takim, w jakie najchętniej wtulałaby się w zimne noce – a potem siebie samego. Gęsiopióry. Ładnie, jak na frajera.
Wojowniczka milczała przez chwilę, cierpliwie pozwalając swojemu podopiecznemu zamienić parę zdań z Mętną Łapą.
I ani przez myśl jej nie przeszło, że ten tu, pucołowaty gość, jest bratem Goryczki i Pożara...
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Uśmiechnął się szeroko, wciąż niemal drgając z podekscytowania, gdy Chaotyczny Lot wyznała mu jak bardzo się cieszy. Ba! Chyba nawet jednak znała kotkę, bo nagle przypomniała sobie jej imię! Puchata Łapa. No dobra, skoro tak się nazywała! Dopiero na kolejne słowa mistrzyni uśmiech na jego pyszczku zaczął powoli maleć, a dolna szczęka opadać. - O… - wydusił rozglądając się po bokach, jakby upewniając się, że na gałęzi nie siedzi jednak jakiś zapomniany ptaszek, którego można by upolować. – Kurce, Chaotyczny Locie, to jednak nie tylko królik cie usłyszy, co nie? – Zauważył psotnie, bardziej koniec końców rozbawiony aniżeli przejęty i nie robiąc sobie wiele z zrezygnowanej miny szylkretki, bo była jedną z tych dobrze znanych rudzielcowi. Wydawało mu się, że to po prostu jej naturalna mimika.
- Tak, tak zróbmy to! – Podskoczył uradowany decyzją kotki, tak że aż zabujała się gałąź pod nimi. Wziąwszy szeroki zamach swoim długim ogonem, jakby to miało mu pomóc w szybszym znalezieniu się przy dwójce kotów, ruszył za córką Zwinnego Strumyka. Do granicy nie było daleko, ale w tym momencie kiedy miał przed oczami zbliżające się do nich koty, miał wrażenie, jakby owa wędrówka trwała wiecznie. Tak bardzo chciał już podejść i pogadać! Nie wytrzymał, w ostatnim momencie zdecydowanie wyprzedzając szylkretkę i podbiegając nieco bliżej niż ona sama.
Mistrz Puchatej zaczął rozmowę, a Traszka przyglądał mu się błyszczącymi z podniecenia oczami. Był biały, lśniący i taki okrąglutki jak jajeczko. Całkiem sympatyczny i uśmiechał się też ładnie! Zanotował, że byłby to materiał na całkiem dobrego kolegę. - Czeeeeść – wydał z siebie przeciągle w odpowiedzi na powitanie, obdarowując oboje jednym z gamy swoich najszerszych uśmiechów, następnie przenosząc ślepia na swoją „bliźniaczkę”. Kurce, ale się cieszył! Już od zgromadzenia był pewny, że ją lubił, mimo, że nie zamienili nawet słowa, a teraz okazało się nawet, że ma całkiem sympatyczny głos. – Oj! Chaotyczny Locie, to jest Mętna Łapa, a nie Puchata Łapa! – Zawołał, przez sekundę zastanawiając się nawet czy może w Rzece jednak więcej takich kotów nie było, skoro tak się pomyliła. Chaos nie miała w zwyczaju się mylić.. – No! Machałem ci, widziałaś? – Zagadnął wesoło przytakując sam sobie łebkiem. – I odmachałaś mi! A tak w ogóle to Aszka jestem… em… znaczy – po raz kolejny spojrzał kątem oka na szylkretkę. Miał wrażenie, że przy niej powinien przedstawiać się inaczej. – Traszkowa Łapa jestem. A to moja mistrzyni jest, Chaotyczny Lot. Nie przejmuj się w ogóle, że się tak nie odzywa. Wiesz opowiadałem jej o Tobie dzisiaj i też cię chciała poznać – uśmiechnął się szeroko, trochę nadinterpretują ich rozmowę. – Jak twoja ciocia, mówisz? O kurce wiesz, może ty masz w Wichrze jakichś krewniaków? Wiesz u mnie to dużo kotów ma rude futro, mój Tate, on jest taki stareńki, oj stareńki. I ciocia Aczek podobno też, ale siedzi w lecznicy i w ogóle jej nie widziałem, tylko Opucha mi o niej opowiadała. O! I Lewek i on też jest chory. Śmiesznie nie? – Zaczął trajktować jak najęty przebierając łapkami pod wpływem podniecenia. Ale oj, chyba można było mu wybaczyć, prawda? W końcu taki zbieg okoliczności, to już naprawdę znak, że faktycznie miał jakiegoś prywatnego gwiezdnego, który na niego uważał, zupełnie jak twierdziła Ropucha.
Widząc kończynę kotki, która wysunęła się w jego stronę, bez namysłu przybił jej piątkę, następnie przysuwając się bliżej i przybił też łokieć. A co! - Oj no, kurce no, to dlatego, że tak szybko musieliśmy wracać – westchnął jeszcze co do tematu Zgromadzenia. - Ale wiesz teraz to możemy pogadać na granicach, co nie? Jeszcze nie mam kumpli w Rzece, to ty będziesz pierwsza!
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Chaotyczny Lot stała nieruchomo. To zerkała analitycznym okiem na Grubego, jakby próbowała przekalkulować ile wróbli pożera na śniadanie, to spoglądała z zainteresowaniem na jego Terminatorkę, rezolutną, kontaktową i taką puchatą, to na swojego własnego podopiecznego, czujnie pilnując granicy, po przekroczeniu której przestanie być tylko uroczo głupiutki, a stanie się zawstydzający. Jej naruszenie uruchomiłoby natychmiastową procedurę złapania młodego za wszarz i zaciągnięcia go do Obozu. Na szczęście udawało mu się być tylko umiarkowanie żenującym. Rozmawiał sobie o rudych futerkach i chorowaniu. Wszystko w normie.
Gdy towarzystwo zaczęło umawiać się na kolejne spotkania, uznała, że wystarczy tego dobrego. Pozwoliła im jeszcze podokańczać wątki, po czym postąpiła krok do przodu i chrząknęła znacząco.
– Cieszę się, że się tu wszyscy zaprzyjaźniliśmy... – wtrąciła się miękko – Ale Traszkowa Łapa ma dzisiaj jeszcze zwierzynę do upolowania. Musimy wracać do Treningu. Gęsiopióry... – spojrzała na niego i przyłapała go na dziwnym, głupkowatym uśmiechu. Nie do końca rozumiała, o co chodzi, ale nie zamierzała o to pytać. Jej własny wzrok był poważny, miał pokazać, że zależy jej na tym, co mówi – przekażesz moje pozdrowienia Gorzkiej Łapie? Dziękuję – zakończyła, nie czekając na odpowiedź, po czym pacnęła pięty swojego Terminatora ogonem – Wracamy. Pożegnaj się. Do zobaczenia, powodzenia w Waszym treningu! – rzuciła jeszcze przez ramię, ruszając wzdłuż granicy z Klanem Cienia.
//śmiało napiszcie do siebie po jednym poście i od następnego kontrnuujemy normalnym trybem. dziękuję, to było epickie
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Złote ślepka wpatrywały się bystro w pysk nowej koleżanki, czasami jedynie zezując z ciekawości na ten białego wojownika, który jednak postanowił być tłem w sytuacji i nie dorzucać swoich trzech groszy do dyskusji. - O! Czarnych to też mamy! Wiesz, moja kumpela Toperz ma czarne futerko i mój inny mały kuzyn, Żwawik, on to kurce strasznie wyszczekany jest, i on też ma czarne futerko – zatrajkotał pogodnie w odpowiedzi na refleksje Mętnej co do klanowej kolorystyki. Już nabrał powietrza, gotów opowiedzieć jej jeszcze, że w sumie to mają na przykład taką Fiołeczek, która jest i ruda i czarna, albo nawet Chaos, albo ciocie Krokus które są rude, czarne i białe do tego, po czym gładko przeszedłby na temat białych kotów w klanie, tak że rzeczna terminatorka mogłaby poczuć się zasypana zupełnie zbędnymi informacjami o najnowszej modzie w wichrowym upierzeniu, ale Chaotyczny Lot zabrała głos. W odpowiedzi na przypomnienie, że jeszcze wciąż są w trakcie treningu uśmiechnął się jedynie psotnie, a czując dotyk jej ogona na piętach podskoczył, jakby mieli zacząć się bawić w skakanie na skakance. Zarechotał, nieco olewczo nie ruszając się od razu z miejsca, w pierwszej kolejności zwracając pyszczek po raz kolejny na rzeczną terminatorkę. - Dobra, będzie klawo, poplotkujemy sobie no i powodzenia – rzucił wesoło, po czym pomachał szeroko łapką do lśniącego wojownika. – Pa, pa!
Po tych słowach odwrócił się i ruszył za Mistrzynią, aby po kilku uderzeniach serca, wciąż z wesołym uśmiechem przyklejonym do pyska zrównać z nią krok. - Ale fajnie było, co nie Chaotyczny Locie? Mamy nowych kumpli! – Zawołał podekscytowany, tak jakby właśnie cała ich czwórka stała się super przyjaciółmi. – Gorzka Łapa to ta twoja psiapsia z Rzeki? Też jest taka miła jak Puchata Łapa? – Podkreślił imię kotki, jakby chcąc wepchnąć jej szpileczkę, bo haha! pomyliła koty głuptaska.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Cała ta „Puchata Łapa” była tylko i wyłącznie winą Traszki, który swoim paplaniem wprowadził Mistrzynię w błąd, zdecydowała się więc nie komentować tej zaczepki w żaden sposób. Nie musiała zaspokajać jego ciekawości na temat Goryczki – nie chciała za kilka dni usłyszeć jakiejś przeinaczonej i wyolbrzymionej plotki na temat kąśliwej koleżanki z Klanu Rzeki i ich relacji. Spojrzała więc tylko na Traszkową Łapę kątem oka, w którym próżno było szukać entuzjazmu, po czym rozejrzała się swobodnie po okolicy.
– Lepiej już zajmij się znów polowaniem. Tamten kos mógł być Twój. Skoncentruj się. Nie dostaniesz dzisiaj nic ze Stosu Świeżej Zdobyczy – zjesz tylko to, co upolujesz – oznajmiła mu, zadowolona z kreatywnego pomysłu na zwiększenie jego motywacji, na który właśnie wpadła i który uznała za całkiem dobry. Aszka lubił sobie podjeść. Może wizja burczącego brzucha sprawi, że na poważniej zainteresuje się łowiectwem?
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Rudzielec nie otrzymał żadnej odpowiedzi na swoje pytanie, ale czy liczył na cokolwiek innego? Po kilku księżycach wspólnego treningu mógł spokojnie powiedzieć, że Chaoryczny Lot była… Chaotycznym Lotem. Jej pysk rzadko opuszczało cokolwiek poza merytorycznymi wskazówkami, czy wiedzą którą musiała mu przekazać w ramach treningu. Nie żeby miał jej to za złe, raczej tak jak w każdej innej sytuacji i w kontakcie z każdym kotem, akceptował koty takimi, jakimi były i szybko zaczynał je kochać… może nawet za szybko, kto wie?
- O kurce! – Wyrwało mu się z pyszczka, a zadowolony uśmieszek nieco zbladł. Co jak co, ale szylkretka wiedziała gdzie uderzyć, aby zabolało. I to wcale nie tak, że był obżartuchem! Po prostu jak ciocie, psiapsie, albo inni znajomi króliczka mu dawali, to co miał odmawiać tylko dlatego, że już zjadł kolację? Toż to nie wypadało! No i oczywiście to nie tak, że zjadał innym, jak stos był pusty, to był pusty, ale nigdy nie dane mu było przeżyć wyjątkowo ubogich w zwierzynę czasów, gdzie ta była racjonalizowana do tego stopnia, że dwa koty umarły z głodu. Nikomu więc nie szkodziła chyba ta dodatkowa myszka, prawda?
- No dobra, to idę! – Rzucił jeszcze poważnie, po czym wyprzedził Mistrzynię, kierując się już po raz kolejny w głąb terenów, uważając przy tym, aby nie stąpać za głośno i nie zdradzić swojej obecności oraz iść pod wiatr.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Mistrzyni rozluźniła mięśnie, żeby wypuścić nieco napięcia, wygenerowanego całą tę sytuację, a i przy okazji – aby móc dostatecznie cicho podążać w pewnej odległości za nim, co by sobie krzywdy nie zrobił. Dopiero, gdy Traszkowa Łapa oddalił się na tyle, żeby to, jak grał jej na nerwach pozostało tylko wspomnieniem... uśmiechnęła się. Bądź co bądź, był kochanym, miłym dzieciakiem. Nikomu innemu w Klanie Wichru nie udawało się tak często jej rozbawić, ba, nikt inny nie próbował za bardzo z nią żartować. Cieszyła się, że to on został jej Terminatorem, a nie ktoś trudniejszy. Czy on też był zadowolony z niej jako Mistrzyni? Zanim zagłębiła się w rozważania, szybko zdecydowała – tak, z pewnością był.
Podczas gdy Chaotyczny Lot posyłała ciepłe myśli w kierunku swojego podopiecznego, on przemierzał trawiaste okolice Wichrowej strony Czterech Dębów. Może to wola Gwiezdnego Klanu, a może zwykły przypadek, ale słońce wychynęło zza chmur, by miło ogrzać jego grzbiet. W pewnym momencie usłyszał w zeschniętej trawie krótki, urwany szmer. I jeszcze jeden. Coś wyraźnie tam buszowało – tylko co? Nie było raczej zbyt duże, bo i hałas, który robiło, był niewielki...
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Po takiej groźbie Traszka nie miał innego wyjścia jak postarać się z całych swoich sił i wytężyć zmysły do granic możliwości tkwiących w pulchnym ciałku. Rozglądał się, wąchał i bacznie nasłuchiwał, co okazało się opłacić, bo uszom terminatora nie umknął szmer pomiędzy trawami. Zatrzymał się, przez uderzenie serca skupiając całą uwagę na tym, aby nie oddychać za głośno, sprawdzając, czy na pewno dobrze wybrał kierunek. Kiedy był pewnym ugiął łapy, powoli ruszając w stronę swojej możliwe, że pierwszej zdobyczy.
Najważniejszym było, aby podejść ją pod wiatr, prawda? Sprawdzał więc, czy ten dmuchał wprost w jego pyszczek, jednocześnie upeniając się, że na gruncie nie znajduje się nic co zdradziłoby jego obecność oraz, że jego brzuch nie dotyka podłoża, a zwykle roztańczony ogon zamarł nieruchomo. Czy to wszystko? Czy zwierzyna nie czmychnęła? I co to w ogóle było? Mysz? A może badylarka, albo ponownie jakiś zabłąkany kos? Skoczył w przód mając zamiar wylądować wprost na piszczku, dogniatając go kończynami do podłoża...
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Niestety - przypuszczenie ataku zanim nie namierzyło się precyzyjnie zdobyczy było działaniem które rzadko odnosiło pożądany efekt. Traszkowa Łapa nie wcelował łapami w, jak się okazało, myszkę, a ta czmychnęła błyskawicznie, oddalając się od drapieżnika. Jeśli Traszka miał szybki refleks, mógł jeszcze rzucić w ślad za nią i miał szansę przyszpilić ją do ziemi.
Chaotyczny Lot tymczasem obserwowała starania swojego ucznia z dystansu, a więc bez szczegółów. Wydawało jej się jednak, że jego postawa i ruchy były jak najbardziej poprawne i gdyby miała kciuki, naprawdę trzymałaby je za to, by zobaczyć, jak kocurek odwraca się w jej stronę z pierwszą własną zdobyczą w ząbkach.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Traszka wylądował z impetem, przenosząc ciężar ciała na przednie łapy, aby na pewno zgnieść myszkę. Gdyby to od niego zależało, to musiała by być martwa, po prostu musiała! Tylko był jeden problem, a mianowicie sama myszka, która najwyraźniej nie podzielała jego pomysłów i nie chciała czuć się ani zgnieciona, ani martwa, a zamiast tego załaskotała go jeszcze długim ogonem po przedniej łapce, zaczynając zwiewać w bezpieczne miejsce.
O nie! Nie z nim te numery! Nie miał zamiaru iść spać głodnym! Nie zastanawiając się nawet uderzenie serca ruszył dzikim pędem za polnym gryzoniem. Teraz pozycja łowiecka, czy uważanie na otoczenie było zbędne, biegł po prostu za myszką jak najszybciej potrafił, chcąc złapać ją łapką i docisnąć do podłoża, zanim będzie za późno i ukryje się mu w jakiejś norce, albo szczelinie, z której jej już nie wyciągnie.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Sukces! Traszkowa łapa przyszpilił myszkę do ziemi. W uszach zawibrował mu pisk zaskakująco głośny jak na coś tak niewielkiego. Fakt – dotąd miał raczej do czynienia z takimi zwierzątkami na Stosie Zdobyczy, a tam jakoś były dużo mniej hałaśliwe. Gryzoń piszczał i piszczał, alarmując wszystko co żyło w promieniu Gwiezdny Klan raczy wiedzieć ilu lisich długości.
Słysząc ten hałas, Chaotyczny Lot ruszyła szybkim biegiem i zanim jeszcze zrównała się ze swoim Terminatorem, krzyknęła: – Musisz ją zabić, Traszkowa Łapo!
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Rudzielec sam nie wiedział czy był bardziej szczęśliwy, czy zszokowany faktem, że zwierzątko faktycznie znalazło się pod jego łapami. Udało się! Upolował je! Przez chwilę przyglądał się jak to piszczało i wierciło się, niemal hipnotyzując terminatora, jednak wołanie Mistrzyni, szybko obudził go i przypomniało co, że to jeszcze nie koniec. Schylił się i przygryzł gardło małej myszki, tak długo aż przestał czuć jej delikatne ruchy, a metaliczny smak krwi zapełnił mu usta. Z lekkim uśmiechem podniósł się i oblizał mordkę, łapiąc następnie mysz za ogon i pędząc na powrót w stronę syzlkretki.
- CHMOTMYCZNY LMOCIE! - Wymamrotał nadzwyczaj głośno, jak na kogoś, kto darł się z zaciśniętymi zębami. - Widziałaś? Kurce, widziałaś?! - Wypluł piszczka tuż przed jej łapami, merdając ogonem tak szeroko i podskakując tak jakby właśnie wygrał walkę z borsukiem, a nie złapał coś, co zapełni najwyżej kocięcy brzuch. - Kurce, ale ją dorwałem, normalnie! Umiem już polować Chaotyczny Locie!
\\ chcemy zrobić zt i nowy dzień zacząc, żeby odświeżyć czaso? (:
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
*****
Tak jak się umówili, do pierwszego treningu doszło wieczorem, ale nie tego samego dnia, a następnego. Gdyby to od Kusej zależało, pewnie spotkałaby się z Traszką tego samego dnia, być może nawet od razu po ceremonii, ale cóż... Do odbycia miała milczące czuwanie, które, nawet jeśli by chciała, nie była w stanie w żaden sposób ominąć. Przynajmniej nie musiała siedzieć przed obozem sama, a w towarzystwie Komara i Barana. Co prawda przez ten cały czas nie odezwała się do żadnego słowem (bo przecież nie mogła!), ale... I tak było jakoś tak przyjemniej.
Na umówionym miejscu pojawiła się punktualnie. Specjalnie przed tym zarezerwowała sobie chwilę dla siebie, aby móc się... Przyszykować, jeśli można to tak określić. Sama nie wiedziała dlaczego zależało jej na tym, aby wyglądać na najlepiej. Po prostu... Czuła, że nie mogłoby być inaczej. Zadbała więc o to, aby jej futerko było czyste i ułożone. Przed treningiem zdążyła też coś zjeść, gdyby miało się okazać, że spotkanie się przedłuży.
- Cześć Traszka - przywitała się ze swoim terminatorem, a następnie posłała mu krótki, łagodny uśmiech. Kurcze, to pierwszy uczeń! Zrobi wszystko, aby nauczyć go wszystko, aby znał każdą potrzebną informację i no... Był w przyszłości świetnym wojownikiem. Jeśli będzie trzeba, będzie stawała na rzęsach, aby tego dokonać. - Mam nadzieję, że wybaczysz mi ten lekki poślizg. - Odparła, patrząc na niego przepraszająco. I fakt, że wcale się nie spóźniła i doskonale o tym wie nie ma tutaj żadnego znaczenia. Nie tym razem.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi Traszka ostatni raz omiótł spojrzeniem tak dobrze znany Obóz i ruszył w stronę Wyjących Wzgórz. Pokonywał tą drogę już tak wiele razy, aby spotkać się z Chaotycznym Lotem, i powrotnie, by po treningu wrócić z nią razem do obozu, często z wrodzonej złośliwości tuląc ją nieco na pożegnanie. Nie lubiła tego ani odrobinę, co teraz zdawało się być już zupełnie nieistotne. Wgramoliwszy się na jedno ze wzniesień przysiadł na wilgotnej od deszczu trawie i czekał obserwując ćwiczące w oddali koty. Tego dnia nie było ich wiele, może ze względu na późną porę, a może na ciężkie chmury, które zbliżały się od strony Leśnych Ostępów, przysłaniając wschodnią część nieba.
Znany głos sprawił, że złote ślepka powędrowały w stronę jego właścicielki, a na okrągłym pyszczku pojawił się lekki uśmiech. Może, gdyby w rudym łbie zawitała myśl, że ta cieszy się na zostanie mistrzynią, na trening z pierwszym terminatorem, to o czym miał zamiar z nią porozmawiać zmyłoby mu ten wyszczerz z pyska. - Coś ty, nic się jeszcze tak naprawdę nie zaczęło – stwierdził a długi ogon poruszył się niespokojnie na ziemi, zbierając krople deszczu z trawy. W końcu mieli razem oglądać zachód, choć on bardziej oglądał ją, a słowa, które powiedziała mu Lawenda o zakochaniu nie opuszczały jego myśli. – Widziałem, jak czuwałaś… musiało być ciężko tak trzymać język za zębami całą noc, co?