Jako jedyny ze swojego rodzeństwo posiada krótki, niebieski, utrzymujący się w ciemnych odcieniach włos. Pozbawiony jest jakichkolwiek pręg. Będzie wysokim, dobrze zbudowanym, szerokim wręcz kocurem. Ma okrągłe oczy, które obecnie są blado-błękitne, lecz w przyszłości wybarwią się na soczyście złoty kolor.
Nie odzywa się, nie zmienia wyrazu swojego pyszczka, a podczas rozmowy komunikuje się jedynie za pomocą gestów. Większość czasu spędza na obserwacji. Nie przejmuje się uwagami innych. Nie wzruszają go zachowania, które dla innych uchodzą za niestosowne. Kocha swoją rodzinę i czuje się z nią związany.
Krwawnikowy Liść, Topniejący Lód, Wróbelek
Nijak nie zareagował na pierwsze słowa kocicy. Podejrzewał, że to miało być zabawne, ale on nie zwracał uwagi na takie rzeczy. Skupił się przede wszystkim na kolejnych sprawach, które poruszyła. I zauważył, że o dziwo jego rodzeństwo podeszło do tematu rozsądnie. Też chciał rozejrzeć się za rodzicami, ale to dopiero po treningu, jak już nie będzie musiał się martwić o swoje umiejętności. W końcu Jasna Kropla i Mknąca Zawierucha byli doświadczonymi wojownikami, a wciąż nie zdołali wrócić do klanu, więc, zakładając, że chcieliby wrócić, to coś, przez co zaginęli, było poważne, a oni, jako terminatorzy, tym bardziej nie mieliby żadnych szans. Co jakiś czas kiwał jedynie głową, dając siostrze znać, że ciągle jej słucha, żeby sobie nie pomyślała, że gada do siebie. Choć Lamparcia Łapa w ogóle nic nie mówił, to jednak podchodził dojrzale do sprawy i nie przeoczał żadnych słów, które wypływały z ciemnego pyszczka.
W pewnym momencie się zatrzymał i zerknął na Kukułczą Łapę sugestywnie, by na koniec pokiwać głową. Wchodzę w to. Oczywiście nie zamierzał z nikim rozmawiać, ale mógł się przydać. W każdym momencie mógł też zrezygnować. No, ale jednak chciał się zintegrować z rodzeństwem, a zresztą… brakowało mu Jasnej Kropli.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Zauważając, że jej żarciki nijak nie wpływają na Lamparcią Łapę, jakby co najmniej ich nie słyszał, bądź coś w tym stylu, odchrząknęła cicho, cofając nieco uszy. Chciała rozładować nieco atmosferę, rozbawić trochę niebieskiego brata, ale najwidoczniej kompletnie jej nie wyszło, a on nawet nie poruszył wąsami z rozbawienia, ani nie powiedział, czy nie zrobił niczego, co mogłoby sugerować, że powinna zamknąć pysk. Kompletny brak reakcji, który nieco ją ubódł, ale z drugiej strony, mogła się spodziewać, że tak będzie. Lampart nigdy nie był zbyt wylewny, nie tylko w słowach, ale również czynach.
Niemniej, po reakcji na jej ostatnie słowa, i to, co ogólnie powiedziała, co mu zareportowała, i po jego ruchu głową, oraz wzroku, który jej posłał, domyśliła się, iż w to wchodzi. Nie spodziewała się od razu, że pójdzie na jakąś granicę i porozmawia sobie z kimkolwiek; z jakimś terminatorem, z wojownikiem, czy choćby samotnikiem, jeśli pójdzie na granicę z Niczyimi, ale mógł się przydać jako... zwiadowca?
- Dobra, skoro w to wchodzisz, to opowiem ci mój plan, co? Więc tak, ja zajmę się gadaniem, Toń pewnie też, bo jesteśmy bardziej rozgadani. Ty za to, możesz skierować się w nasz jedyny trop - psy. Nie wiem, poszukać śladów, które mogłyby wskazać, że gdzieś się tu nadal kręcą, czy coś, nie wiem, może wyczujesz coś podejrzanego? Z czasem za to, można się pokręcić też przy granicach, ale po drugiej stronie, rozumiesz, by sprawdzić, czy tam nie ma więcej śladów... I po prostu, nie wiem, pokręcić się tam w trójkę, popytać, wiadomo, w grupie siła, co nie? - rzuciła pomysłem, ale jeśli niebieskiemu kocurowi nie spodobałby się ten pomysł i miałby obiekcje, to była gotowa... wysłuchać?
Jako jedyny ze swojego rodzeństwo posiada krótki, niebieski, utrzymujący się w ciemnych odcieniach włos. Pozbawiony jest jakichkolwiek pręg. Będzie wysokim, dobrze zbudowanym, szerokim wręcz kocurem. Ma okrągłe oczy, które obecnie są blado-błękitne, lecz w przyszłości wybarwią się na soczyście złoty kolor.
Nie odzywa się, nie zmienia wyrazu swojego pyszczka, a podczas rozmowy komunikuje się jedynie za pomocą gestów. Większość czasu spędza na obserwacji. Nie przejmuje się uwagami innych. Nie wzruszają go zachowania, które dla innych uchodzą za niestosowne. Kocha swoją rodzinę i czuje się z nią związany.
Krwawnikowy Liść, Topniejący Lód, Wróbelek
Nie musiał rozmawiać, szukać świadków, miał jedynie… rozejrzeć się za śladami. Okej. Dobrze. W porządku. Wprawdzie domyślał się, jak może się to skończyć. Ich rodzice zaginęli już tak dawno, że znalezienie tropu graniczyło z cudem. Ale sprawdzić nie zaszkodzi, oczywiście, że nie. Kiwnął głową, zgadzając się z planem działania. Tak długo, jak nie musiał strzępić języka, był w stanie szukać wszelkich śladów. Nic go to nie kosztowało – tak czy inaczej sporo spacerował poza obozem, zwykle też rozglądał się za czymś, co mogłoby naprowadzić go na rodziców. Robienie tego samego, ale już z ciążącym nad nim poczuciem obowiązku, nie było dla niego żadnym problemem. Miał nawet swoje sposoby…
Spokojnym krokiem zbliżył się do pobliskiego drzewa. Powoli zaczął na nie wchodzić – przez ten moment nie zwracał uwagi na towarzyszącą mu rówieśniczkę. Pobieżnie słuchał jej kolejnych słów; skupił się na wdrapywaniu. Jak tylko nauczył się wspinać, uwielbiał życie na wysokości. Z koron drzew można było wypatrzyć coś niewidocznego na pierwszy rzut oka. Ponadto obserwacja go uspokajała. Lubił mieć wszystko pod kontrolą, ale przede wszystkim… interesowały go poczynania innych kotów, które wciąż bywały dla niego ciężkie do rozszyfrowania. Ostrożnie przeszedł po gałęzi i usiadł na niej stabilnie, zgarbiony.
- Stąd… dużo widać - zacharczał cicho. Zatrzymał spojrzenie na siostrze. Zastanawiał się, czy do niego dołączy, czy zechce spojrzeć z innej perspektywy. Był ciekawy, czy rozumie, co miał na myśli. Uraczył ją ruchem głowy, zapraszając ją obok. Może ona wypatrzy coś, czego on nie był w stanie. Jakieś wskazówki, cokolwiek.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Nie spodziewała się tak łatwej zgody, bo w zasadzie, jego zadania były takie... łatwe? Bezcelowe? Oni z Tońkiem chociaż chodzili dookoła i pytali różne koty o to, co widziały, czy w okolicy nie było takiego i takiego kota, czy nie widziały jakichś psów, albo dwunogów z psami, czy cokolwiek, a ślady pewnie zostały już zmyte, choćby przez deszcz, bo minęło już trochę księżyców, minęło już parę deszczowych dni, no i... nie wiem, sądziła, że mógłby zacząć protestować, ale nie, zgodził się, na co jej uszy lekko się uniosły, podobnie, jak kąciki pyska.
A po chwili niebieski ruszył się, zbliżył do drzewa i... zaczął się wspinać! OJA. Złociste oczy Kukułki lekko rozbłysły, gdy zobaczyła z jakim spokojem i z jakimi umiejętnościami to zrobił! Sama zawsze chciała się nauczyć jak wchodzić na drzewa, ale nigdy nie miała okazji tego zrobić... Może dzisiaj będzie na to czas? Może niebieski ją trochę podszkoli? W zasadzie, z tego co widziała, nie było to skomplikowane! A wtedy, szok uderzył ją ponownie, bo oto, po raz pierwszy od... dawna, albo od kiedykolwiek(!) usłyszała jego głos. Nieco zachrypnięty, pewnie od tego, że niewiele jednak mówił, ale interesujący! Zamachała ogonkiem niczym szczeniak, nim nie zorientowała się co dokładnie powiedział.
- Ja, yyy, nigdy się nie wspinałam, więc jakbyś mógł... chociaż skinąć głową, czy robię to dobrze, co? - spytała zachęcona jego słowami. Jasne, na logikę było, że więcej będzie widać z wysoka, ale jednak... nigdy ostatecznie nie zdobyła się na wspięcie na drzewo! Tyle księżyców już żyła, a okazja nigdy się nie przytrafiła! Dzisiaj najwidoczniej miał być pierwszy raz, kiedy się to jej przyda i nauczy się jak wejść nawet na najwyższe drzewa, by kiedyś, kto wie, wspiąć się na najwyższe, jak umawiała się z Jodłową Łapą, choć nie zamierzała na starość być nudna, oj nie.
Podeszła do drzewa niepewnie spoglądając na korę, a następnie unosząc się na tylnych łapach, by wbić pazurki przednich w korę i... zerknąć pytająco na brata. Co teraz? Miała się... złapać też tylnymi? Może odbić i na czuja się wbić w korę...? Czy... może to jej pokazać jeszcze raz?
Jako jedyny ze swojego rodzeństwo posiada krótki, niebieski, utrzymujący się w ciemnych odcieniach włos. Pozbawiony jest jakichkolwiek pręg. Będzie wysokim, dobrze zbudowanym, szerokim wręcz kocurem. Ma okrągłe oczy, które obecnie są blado-błękitne, lecz w przyszłości wybarwią się na soczyście złoty kolor.
Nie odzywa się, nie zmienia wyrazu swojego pyszczka, a podczas rozmowy komunikuje się jedynie za pomocą gestów. Większość czasu spędza na obserwacji. Nie przejmuje się uwagami innych. Nie wzruszają go zachowania, które dla innych uchodzą za niestosowne. Kocha swoją rodzinę i czuje się z nią związany.
Krwawnikowy Liść, Topniejący Lód, Wróbelek
W gruncie rzeczy jemu taka współpraca odpowiadała. W przeciwieństwie do swojego rodzeństwa nie lubił mówić i gdyby miał co chwilę zaczepiać inne koty na granicy - na pewno by w to nie wszedł. Za to obserwacja i szukanie jakichś śladów… to już robił z przyjemnością. Na tym zresztą polegał każdy jego dzień. Zero rozmów, co najwyżej mruknięcie w odpowiedzi, i coś, co kochał najbardziej - patrzenie na świat zaciekawionym spojrzeniem. Być może Kukułcza Łapa miała inne priorytety i ciężko było jej to zrozumieć, ale on nie widział w tym nic dziwnego. Już bardziej zaskakujące były dla niego ciągłe dyskusje, nawet jeżeli to robili wszyscy. Ale nie przejmował się tym. Nie zwracał uwagi na to, co myślą o nim inni. I sam niezbyt się innymi interesował, wręcz wcale. Miał własne życie.
Nawet nie zauważył, że jego siostra miała pewne problemy, jeżeli chodzi o wspinaczkę. Jemu przychodziło to naturalnie; nauczył się tego jak tylko zaczął chodzić. Uwielbiał życie na wysokości, baczna obserwacja pozwalała mu odetchnąć i poukładać myśli, często również spał na grubych gałęziach. Zdziwiła go nieporadność kocicy w tym temacie, ale nie pokazywał tego po sobie. Wręcz przeciwnie. Bez żadnego problemu zeskoczył na ziemię i stanął obok swojej rówieśniczki. Spojrzał na nią sugestywnie, podpowiadając jej, żeby mu się przyjrzała, a następnie wskoczył nisko na korę drzewa, mocno trzymając się wszystkimi łapami. Zaczął stopniowo wchodzić coraz wyżej, solidnie się trzymając i co jakiś czas spoglądając w dół, żeby zobaczyć reakcję swojej siostry. Musiał się upewnić, że wszystko jest dla niej jasne. Mógł to bez problemu powtórzyć, jeżeli tylko była taka potrzeba.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
To prawda, dla niej dziwne było, że Lampart tak mało się odzywa. Ona wręcz zawsze tryskała energią i mówiła niebywale dużo, tymczasem on był zamkniętym w sobie milczkiem, który jak już coś powie, albo raczej wycharczy, to nawet jego rodzona siostra jest zaskoczona tym, jak brzmi jego głos, doprawdy!
Niebieski kocur na szczęście nie rozsiadł się wygodniej, rozkoszując jej cierpieniem i tym, że chwilowo jest całkowicie bezradna i nie wie, co dokładnie ma zrobić, tylko zszedł po drzewie z powrotem na jej poziom, a następnie spojrzał na nią znacząco, więc cofnęła się delikatnie, dając mu dostęp do kory, oraz by móc go lepiej obserwować i nie spuszczała z niego wzroku dopóki nie znalazł się na gałęzi, z której przed chwilą zszedł, cały czas kiwając mu głową, gdy się obracał, by szedł dalej. Następnie przymknęła oczy, wzięła głęboki wdech i... skoczyła do góry, wbijając pazurki w pień, z ulgą stwierdzając, że każdym jednym miała dość stabilne podparcie, a następnie powoli, łapa za łapą, nie odrywając od pnia więcej niż jednej łapy na raz, zaczęła się wspinać. I z czasem zaczęła czuć coraz większe podekscytowanie. Udało się! Wspina się! I to wcale nie jest takie trudne! Następnie wczołgała się na tę samą gałąź, co jej brat, robiąc wielkie oczy i rozglądając się z szeroko otwartym pyskiem.
- Woooo, jakie widoki! - pisnęła z podekscytowaniem nadal się rozglądając. Czemu wcześniej nie spróbowała?!
Jako jedyny ze swojego rodzeństwo posiada krótki, niebieski, utrzymujący się w ciemnych odcieniach włos. Pozbawiony jest jakichkolwiek pręg. Będzie wysokim, dobrze zbudowanym, szerokim wręcz kocurem. Ma okrągłe oczy, które obecnie są blado-błękitne, lecz w przyszłości wybarwią się na soczyście złoty kolor.
Nie odzywa się, nie zmienia wyrazu swojego pyszczka, a podczas rozmowy komunikuje się jedynie za pomocą gestów. Większość czasu spędza na obserwacji. Nie przejmuje się uwagami innych. Nie wzruszają go zachowania, które dla innych uchodzą za niestosowne. Kocha swoją rodzinę i czuje się z nią związany.
Krwawnikowy Liść, Topniejący Lód, Wróbelek
Jak tylko kocica dała mu znać, że wszystko jest dla niej zrozumiałe, ponownie wszedł na gałąź, robiąc miejsce obok siebie, żeby mogła usiąść razem z nim. Choć nie widział w tym nic skomplikowanego, to cieszył się, że Kukułcza Łapa załapała to tak szybko. Zerknął na nią poważnym, takim samym jak zawsze, spojrzeniem, kiedy zaczęła podziwiać widoki. Jemu też się tutaj bardzo podobało i jak tylko przypominał sobie, ile na ich terenach jest drzew, a tym samym niezbadanych widoków, był podekscytowany. Przez chwilę i on obserwował wszystko dookoła, w milczeniu. Dopiero pojawienie się dziwnego, białego stworzenia sunącego po niebie sprawiło, że lekko tyrpnął siostrę ogonem w plecy, a jeżeli ta na niego spojrzała, ruchem głowy wskazał na tę istotę pozostawiającą po sobie ślad w postaci jasnej smugi. Nie miał pojęcia, co to było. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widział. Musiał jednak przyznać, że robiło wrażenie. Przez myśl mu przemknęło, że mógł być to ptak, ale szybko porzucił ten pomysł. To zdecydowanie nie był ptak.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Z uwagą rozglądała się dookoła, a oczy świeciły jej niczym małe diamenciki pozostawione na pełnym słońcu, albo same małe słoneczka. Skupiała się bardziej na tym, jak cudownie wygląda świat z góry. Wpatrywała się w krzaki, które choć wysokie, teraz wydawały się niższe, niż nowourodzone kocięta, mimo że nie znajdowali się aż tak wysoko, żeby być choćby na czubku. Zachwycała się tym, jak malutkie wydawały się źdźbła traw, jak ciężko było dostrzec kamyczki pomiędzy nimi, jak śmiesznie wyglądała przebiegająca wiewiórka, tak ledwo widoczna, a jednak doskonale, gdy nagle poczuła tyrpnięcie. Zamrugała zaskoczona by zwrócić uwagę na brata, z nadzieją rozpaloną w sercu, że już coś dostrzegł, coś ważnego, jakąś wskazówkę, czy coś, mimo że ich śledztwo dopiero się zaczęło, ale ten wpatrywał się wyraźnie w niebo, na co lekko cofnęła uszy, ale posłusznie zerknęła tam, gdzie on, by szerzej otworzyć oczy. Jeszcze nigdy nie widziała czegoś takiego. Coś przelatywało nad ich lasem, coś dziwnego, wyglądającego jak ptak, ale równocześnie w ogóle nie przypominającego ptaka... i to coś zostawiało za sobą coś białego.
- Co to... - rzuciła cicho, otwierając nieco pysk. Nie spodziewała się odpowiedzi, ba, było to pytanie czysto retoryczne. Bo, po pierwsze, nie spodziewała się, by brat jej odpowiedział, a po drugie, zapewne sam nie wiedział. Może i wchodził częściej niż ona na drzewa (bo przypomnijmy, że to był jej pierwszy raz!), ale nie wyglądało, by sam wiedział cóż to jest. Z zainteresowaniem wyciągnęła się na łapach, przez uderzenie serca zachwiawszy się, bo straciła równowagę, ale szybko ją ogarnęła wbijając się mocniej pazurkami w korę, by przyjrzeć się lepiej... a po chwili odwróciła się i poczęła wspinać nieco wyżej, na wyższe gałęzie, by mieć lepszy widok. A co, potem się będzie martwić, czy zejdzie!
Jako jedyny ze swojego rodzeństwo posiada krótki, niebieski, utrzymujący się w ciemnych odcieniach włos. Pozbawiony jest jakichkolwiek pręg. Będzie wysokim, dobrze zbudowanym, szerokim wręcz kocurem. Ma okrągłe oczy, które obecnie są blado-błękitne, lecz w przyszłości wybarwią się na soczyście złoty kolor.
Nie odzywa się, nie zmienia wyrazu swojego pyszczka, a podczas rozmowy komunikuje się jedynie za pomocą gestów. Większość czasu spędza na obserwacji. Nie przejmuje się uwagami innych. Nie wzruszają go zachowania, które dla innych uchodzą za niestosowne. Kocha swoją rodzinę i czuje się z nią związany.
Krwawnikowy Liść, Topniejący Lód, Wróbelek
Wzruszył barkami w odpowiedzi na słowa siostry. Też chciałby wiedzieć. Często siedział na drzewach; niemal większość swojego dnia spędzał w wysokościach, ale czegoś takiego nie miał jeszcze okazji zobaczyć. To było na swój sposób fascynujące. Nie potrafił określić, czym była ta istota, która tak rzucała się w oczy. Nie mógł jednak zbyt długo się zastanawiać - niemal natychmiast zareagował na zachwianie się kocicy i zębami lekko złapał ją za skórę na karku, żeby nie spadła. Na szczęście odzyskała równowagę, pozwalając mu odetchnąć z ulgą. Robienie czegoś takiego na cienkiej gałęzi nie było rozsądne, ale nie komentował tego, jak zwykle. Nie miał zresztą czasu na rozmyślenia, bo jego siostra zdecydowała się wejść wyżej, a on zamierzał dotrzymać jej kroku. Jak tylko wspięła się na wyższą gałąź, zrobił to samo. Podobała mu się taka forma spędzania czasu. Przez myśl mu nawet przeszło, że może Kukułcza Łapa będzie chciała częściej oglądać z nim świat. Byłoby mu bardzo miło. Wbrew pozorom każdy potrzebował towarzystwa, a wyglądało na to, że kotce również spodobała się wspinaczka. Ostrożnie przeszedł po gałęzi i zerwał zębami pomarańczowy, jesienny listek. To swoją drogą również było ciekawe, jak bardzo zmieniały się drzewa na przestrzeni księżyców. Z liściem w pysku podszedł do terminatorki i wręczył jej go. Podejrzewał, że dla niej również było to ciekawe. W końcu przeżywali swoje pierwsze pory, wszystko było dla nich nowe, obserwowali, jak zmienia się świat. To była ich pierwsza Pora Opadających Liści.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Serce nieco szybciej jej przez chwilę biło, najpierw ze strachu, a potem z krótkiego wzruszenia, że brat od razu rzucił się jej na ratunek, wbijając kły w kark, by ją przytrzymać, za co posłała mu wdzięczne spojrzenie, bez słów, skoro brat nie lubił się nimi posługiwać. A co, nawet Kukułki muszą czasami zamknąć na chwilę pysk. No, ale jak było wspomniane - niepomna na to, że przed chwilą omal nie zaliczyła bliskiego spotkania z ziemią i złamania chociaż jednej kości, ruszyła w górę, na wyższe gałęzie, by lepiej się przyjrzeć temu lecącemu czemuś. Co prawda, było zbyt wysoko, tak, że nieważne jak wysoko by się wspięli, to drzewo nijak nie mogło ich doprowadzić do rozwiązania zagadki. Było zdecydowanie za małe. Za niskie dla tego dziwnego czegoś, choć Kukułka bynajmniej nie mogła o nim powiedzieć, by było małe. Zmarszczyła więc nieco nos, z niezadowoleniem, nie mogąc nijak dojrzeć nic więcej, i ocenić, czy to ptak, czy co tam leci (może odkryli nowy gatunek ptaka właśnie!), gdy brat wręczył jej pomarańczowego liścia, na co najpierw zamrugała, a potem głupkowato się uśmiechnęła.
- Oj, Lampart, ale jesteś romantyczny - zażartowała, lekko szturchając go łapką, tak, by oboje nie stracili równowagi, ale przyjęła podarunek, najpierw uważnie mu się przyglądając. Jedno musiała przyznać Porze Opadających Liści - pomimo chłodu, wiatru, przemożnej chęci do niewychodzenia ze swojego legowiska... była ładna. Co prawda słyszała, że potem wygląda mniej ładnie i już nikt jej nie lubi, ale póki co nie mogła powiedzieć, by nie było ładnie. Szczególnie z wysokości. I naprawdę nie miałaby nic przeciwko temu, by w przyszłości również powspinać się z bratem na drzewa i pozwiedzać świat z tej wysokości. Albo wyższej!
Jako jedyny ze swojego rodzeństwo posiada krótki, niebieski, utrzymujący się w ciemnych odcieniach włos. Pozbawiony jest jakichkolwiek pręg. Będzie wysokim, dobrze zbudowanym, szerokim wręcz kocurem. Ma okrągłe oczy, które obecnie są blado-błękitne, lecz w przyszłości wybarwią się na soczyście złoty kolor.
Nie odzywa się, nie zmienia wyrazu swojego pyszczka, a podczas rozmowy komunikuje się jedynie za pomocą gestów. Większość czasu spędza na obserwacji. Nie przejmuje się uwagami innych. Nie wzruszają go zachowania, które dla innych uchodzą za niestosowne. Kocha swoją rodzinę i czuje się z nią związany.
Krwawnikowy Liść, Topniejący Lód, Wróbelek
Na słowa siostry wypowiedziane rozbawionym tonem spojrzał na nią najpierw swoim typowym, poważnym spojrzeniem, lecz po chwili, ku zdziwieniu ich obojga, uniósł kąciki pyska. Jego uśmiech był krzywy i ani trochę ładny, ale szczery. Musiał zapamiętać - jeżeli kiedyś będzie chciał komuś zaimponować albo pokazać swoje zainteresowanie, należy wręczyć mu liść czy inny kwiatek. Po chwili powrócił do swojego bezbarwnego wyrazu, ponownie pozwalając, żeby jego wargi przybrały kształt wąskiej kreski i przenosząc spojrzenie ze swojej rówieśniczki na malujące się krajobrazy. Uwielbiał obserwować, a w towarzystwie Kukułczej Łapy czuł się jeszcze bardziej błogo. Ostrożnie zmienił swoją pozycję - postanowił się położyć i patrzył na to, jak biała istota powoli znika z jego pola widzenia. Odetchnął, kładąc pyszczek na łapach i umożliwił swojemu ogonowi swobodne zwisanie. Nie miał pojęcia, jak było w przypadku jego siostry, ale on sam mógł leżeć tak godzinami, nie zwracając uwagi na płynący czas. Tylko oni, muskający ich po futrach wiatr i widoki, które wciąż skrywały w sobie tak wiele do odkrycia. Czuł się wspaniale.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
No, takie podarunki, od serca, to było zdecydowanie coś, co sama chciałaby kiedyś otrzymać! Nie musiało być ładne i przepiękne, wystarczyło, że ktoś jej podarował coś od serca. No, teraz nie miała porównania, bo Lampart był jej bratem, więc mimowolnie nawet nie pomyślałaby o tym z ciepłem w serduszku, ale na przykład miło wspominała, jak Dzicza Łapa wplótł jej w sierść piórka ptaka, którego akurat zajadał, albo jak ciocia Ostra ubrawiła ją zebranymi poza obozem kwiatkami. Cioci Ostrej też co prawda nie mogła w to wliczać, bo może nie była bliską rodziną, ani nic, ale kiedyś tak się nazwała, i Kukułce to zostało, a zresztą, była kotką! Znaczy, no, Kukułcza Łapa nie rozumiała jeszcze konceptu tego, że dwa koty tej samej płci mogą się kochać, ale kto wie, może kiedyś to zrozumie. Można na własnej skórze, kto wie?
Widząc, że Lamparcia Łapa rozkłada się obok, tak po prostu, żeby obserwować widoki, usadowiła się obok niego, z listkiem w ząbkach, bo przecież nie mogła tak pięknego, podarowanego z serca prezentu zostawić samemu sobie! Jeszcze by jej odleciał z wiatrem, albo coś, gdyby go zwyczajnie położyła obok siebie. Wszak, liście miały do siebie to, że odlatywały, a byli na takiej wysokości, że nie mogłaby za nim pobiec, bo prędzej połamałaby sobie łapy, albo co gorsze, kark, a tego nie chciała. Jej chwilowo również nie przeszkadzało zwyczajne siedzenie na drzewie, podziwianie widoków, i siedzenie obok siebie w milczeniu. Lamparcia Łapa działał na nią, można rzec, uspokajająco. Jego obecność łagodziła jej chaotyczny charakter, i choć w głębi serca pewnie najchętniej odwaliłaby coś głupiego, to teraz, szczerze, mogłaby siedzieć obok brata, bez słowa, nawet i dłuższy czas i w ogóle jej to nie przeszkadzało.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXDzisiejszy dzień był na szczęście troszkę chłodniejszy niż większość dni o tej porze. Zdecydował się wyjść na polowanie w okolicy Jagodowego Łanu, bo było to dość obiecujące miejsce, blisko Szumiącego Lasu. Kiedy dotarł na miejsce, ugiął łapy i ruszył pod wiatr, mając nadzieję, że nie natrafi na żadnego drapieżnika, ostatnio udało mu się zwyciężyć z jenotem, ale to nie znaczyło, że tym razem będzie miał szczęście. Wolał nie kusić losu.
Kotka ma szaroniebieskie niewybarwione oczy i długie, białe, wywinięte wąsiska. Z zaokrąglonych, trójkątnych uszu wystają kępki sierści. Sylwetka krępa, masywna, lecz objętości niemal dwukrotnie dodaje puchate, pstrokate futro. Czekoladowa szylkretka. Rude plamy na pysku, plecach, udach, podudziu, barku, zadzie i ogonie znaczone są grubymi, klasycznymi pręgami. Biel u tricolorki pokrywa przednie łapy, szyję, klatkę piersiową i podbrzusze, po obu stronach rozchodząc się na nieregularne kształty. Posiada białe skarpetki na tylnych łapach oraz białą kryzę dookoła łba. Często widziana z kolorowymi kwiatami wplecionymi za uszy.
księżniczka | dramaturg | marzyciel | naiwna | ciekawa
Świerszcz [NŚ; nieaktywny]
Wiśnia stała. I Wiśnia patrzyła. Na łany kolorowych kuleczek, tak fioletowych jak wieczorne niebo. I nie była w stanie ruszyć się z miejsca, przypominając sobie sytuację z Szyszką, którą chciały otruć równie podobne, różowo-czerwone kuleczki. To były maliny Wiśka. MA-LINY. A to są jagody. GODY. JA I GODY. Ja i gady. A więc gady. Te fioletowe kulki to zwierzątka, które zamieniły się w owoce. Mamusiu co jeśli zabiję gady. Tak sobie myślała. A jak wiadomo Wiśnia nie była by Wiśnią gdyby różne dziwactwa nie krzątały jej się po głowie. I stałaby tak dalej, gdyby nie zauważyła niedaleko Szyszki, której obecność jakby kompletnie odciągnęła jej uwagę od dziwnych owoców.
— Szyszuniu!!! — zawołała rozradowana i już miała paplać dalej, ale jej się przypomniało — A. Nie jedz tego Szyszko, jak zjesz te jagody to tak jakbyś zjadła gady, a wtedy...A wtedy będziesz mord..tą złą. I będę mieć siostrę, która morduje żywe istoty. Więc...jeśli jesteś tu na jagody to... Posmakuj listki, dobrze? — dokończyła głosem pełnym przerażenia.
— A. Siostruniu właśnie, skoro już tu jesteś... Kiedy Żmijooki wyleczy łapki będzie chciał mnie uczyć. Praktyki mam na myśli. Nie żebym potrzebowała treningów, umiem wszystko! Ale pomyślałam o Tobie, kochana i pragnę przedstawić ci niesamowitą ofertę — zatrzymała się na chwilę, wyczekując reakcji rodzeństwa, po czym westchnęła głęboko i wydusiła z siebie szybko — czy chciałabyś pouczyć się ze mną walki? Wiesz. Tak na niby.
No i już zapomniała o jagodach.
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Szyszka nie mógł doczekać się wspólnego wyjścia na tereny z Skowyt. Nie był jeszcze nigdzie poza miejscem treningowym, a jednak bardzo go to ciekawiło. Tym razem postanowił pójść sam na niedługi spacer ostatecznie docierając do Jagodowego Łanu. Pierwotnie nie dostrzegł ani siostry ani małych owoców, ale gdy tylko usłyszał jej wołanie, od razu pojawił się przy niej w podskokach. Szyszkowa Łapa prawdopodobnie dalej nie zwróciłby uwagi na jagody, gdyby Wiśniowa Łapa nie zdecydowała się go ostrzec. Znając typowe dziwactwa szylkretki, czekoladowy kotek od razu złapał w zęby jeden z owoców, pogryzł i połknął. Niestety nie smakowały już tak dobrze, jak maliny, ale wciąż nie były złe. -Ale ty wiesz, że zwierzyna z stosu zwierzyny, to zwierzęta zabite przez koty z naszego klanu?- Zapytał niepewnie, jakby jednocześnie miał nadzieję, że siostra tylko żartowała, ale z drugiej strony sam w to nie wierzył. Chwilowo zapomniał o sytuacji z domniemaną przepowiednią i straszniejszym obliczu Wiśniowej Łapy, które to przysłaniała pozorną głupotą.
Gdy jednak zmieniono temat, Szyszka bez oporów wysłuchał prośby siostry do końca, po czym ochoczo pokiwał głową. -Nie ma sprawy, możemy się bić.- Powiedział, po czym odszedł kawałek, odwrócił się przodem w stronę siostry i przypadł do ziemi, szykując się na możliwy atak Wiśni. -Jestem gotowa, dawaj.- Zachęcił szylkretkę.