Księżyce: 103
Mistrz: Bzycząca Polana
Płeć: nb (afab)
Matka: Agrestowy Krzew
Ojciec: Zmarznięty Nos
Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Unik nie był w pełni udany, gdyż Szyszka został trafiony, jednakże było to lekkie otarcie, którego prawie nie poczuł. Mimo wszystko pozwoliło mu to nieco odetchnąć. Zapewne oboje byli już zmęczeni tym starciem, w końcu nie nawykli jeszcze do walki i nie mieli doświadczenia. Szyszkowa Łapa czuł, że nadchodzą ostatnie decydujące uderzenia, które będą musiały wyłonić zwycięzcę. Z tego powodu nie zamierzał tym razem robić uniku, a wręcz przeciwnie, ponownie zaatakuje. Rzucił się do przodu, chcąc powalić siostrę i ugryźć ją lekko w szyję.
Kotka ma szaroniebieskie niewybarwione oczy i długie, białe, wywinięte wąsiska. Z zaokrąglonych, trójkątnych uszu wystają kępki sierści. Sylwetka krępa, masywna, lecz objętości niemal dwukrotnie dodaje puchate, pstrokate futro. Czekoladowa szylkretka. Rude plamy na pysku, plecach, udach, podudziu, barku, zadzie i ogonie znaczone są grubymi, klasycznymi pręgami. Biel u tricolorki pokrywa przednie łapy, szyję, klatkę piersiową i podbrzusze, po obu stronach rozchodząc się na nieregularne kształty. Posiada białe skarpetki na tylnych łapach oraz białą kryzę dookoła łba. Często widziana z kolorowymi kwiatami wplecionymi za uszy.
księżniczka | dramaturg | marzyciel | naiwna | ciekawa
Świerszcz [NŚ; nieaktywny]
Atak Szyszki sprawił, że rodzeństwo wpadło na siebie, zderzając się ciałami. Podczas całej tej sytuacji szylkretka zdążyła ugryźć Wiśnię w kark, na co ta pisnęła cichutko. Ostatecznie to jednak atak drugiej sprawił, że wylądowały właśnie na Szyszce, która dociśnięta do ziemi spoczywała pod łapami Wiśni.
Kotka odetchnęła głęboko, będąc z siebie bardzo dumna. Czuła się zmęczona, nie była w końcu przyzwyczajona do takiej walki. Mała potyczka z siostrą dodała jej jednak trochę pewności siebie, sprawiając, że już nie czuła się aż tak bezużyteczna. Możliwe, że podczas prawdziwej walki spisze się równie dobrze, na co szczerze liczyła.
— O masz ci los... — wyszeptała, pochylając się nad uchem dziecka Agrestowego Krzewu — wspaniale walczysz, absolutnie! Twój mistrz mógłby być z Ciebie dumny... Ale wiesz co? — specjalnie przeciągała, by móc zadać to pytanie, iście prowokujące z zadziornym uśmieszkiem, który w jednej chwili zagościł na jej pysku. — Wygrałam — odparła.
Wzruszyła ramionami i zeskoczyła na ziemię, próbując nie rozbić sobie łapek. Położyła się obok siostry, po czym jak gdyby nigdy nic zaczęła czyścić sobie futerko.
— Ale mówiłam serio — spojrzała Szyszce w oczy. — Od dzisiaj jem same rośliny! A ty byłaś dzielna i jeśli chcesz, możemy uznać to za remis.
Księżyce: 103
Mistrz: Bzycząca Polana
Płeć: nb (afab)
Matka: Agrestowy Krzew
Ojciec: Zmarznięty Nos
Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Gdy zderzyły się ciałami i Szyszka ugryzł siostrę w szyję, w jego piersi rosła nadzieja. Może to kolejny udany atak, może jednak ją przewróci i wyjdzie z starcia zwycięsko. Mógłby pochwalić się mamie i Bzyczącej Polanie. Może i ojcu, a ten uznałby go wtedy za córkę. Albo Skowyt, która pewnie by także chciała zawalczyć. A może też i... nie, jemu nie.
Nagle poczuł, że wraz z siostrą się przewracają, ale nie na Wiśnię, jak planował, a niestety właśnie na samego Szyszkę. Cała nadzieja wyparowała wraz z uderzeniem o ziemię. Czekoladowy szylkretowy terminator poczuł się zawiedziony. A gdy Wiśniowa Łapa wyszeptała, że wygrała, dołączyła do tego także bolesna pustka. Nie dał jednak po sobie poznać i przybrał jedynie grymas poirytowania oraz przewrócił oczami. -Wygrałaś. Nie potrzebuję twojej litości i udawania, że mieliśmy remis. Ostatecznie wygrałaś.- Westchnął głęboko i przemył językiem łapę. Po chwili jednak spojrzał na siostrę poważnie. -Ale lepiej jedz też mięso. Nie chcę, byś umarła...- Urwał, a następnie dodał szeptem. -To komuś innemu woda ma przynieść śmierć w Porze Nagich Drzew.
Początkowo nie planował wyjawiać siostrze, że znał jej przepowiednię, jednakże w tej chwili postanowił dać jej do zrozumienia, że wie. On wie... i nie jest mu to obojętne.
Kotka ma szaroniebieskie niewybarwione oczy i długie, białe, wywinięte wąsiska. Z zaokrąglonych, trójkątnych uszu wystają kępki sierści. Sylwetka krępa, masywna, lecz objętości niemal dwukrotnie dodaje puchate, pstrokate futro. Czekoladowa szylkretka. Rude plamy na pysku, plecach, udach, podudziu, barku, zadzie i ogonie znaczone są grubymi, klasycznymi pręgami. Biel u tricolorki pokrywa przednie łapy, szyję, klatkę piersiową i podbrzusze, po obu stronach rozchodząc się na nieregularne kształty. Posiada białe skarpetki na tylnych łapach oraz białą kryzę dookoła łba. Często widziana z kolorowymi kwiatami wplecionymi za uszy.
księżniczka | dramaturg | marzyciel | naiwna | ciekawa
Świerszcz [NŚ; nieaktywny]
Wiśnia nie bardzo rozumiała o co ten cały szum! Wygrała, i co? Przecież zawsze mogli powtórzyć wspólną walkę, wtedy Szyszka by się odegrała i na pewno wygrała. Nie była taka słaba, jak się wydawało Wiśni na początku i za to siostra swoje rodzeństwo ceniła...Ale co jej tam, Wiśniowa Łapa nie zamierzała nikogo oceniać, a tym bardziej się litować. Jeśli Szyszka zdecyduje się na dogrywkę na pewno przyjdzie i jej o tym powie. Wzruszyła więc ramionami z wyrazem pyska mówiącym jak chcesz.
— Bylebyś tylko się na mnie nie obrażała, jak ci kiedyś będę to wypominać! — Powiedziała zaczepnie i dodała żarliwie — Oh ja bym tego nie przeżyła...nigdy...
Przysunęła się bliżej Szyszki, nosem dotykając futra na znak niby rozterki.
— Mięso czy nie...jeszcze zobaczymy — westchnęła — ale mordować na pewno nie będę, o nie! Choćby mieli mnie żywcem zakopać pod drzewem razem z kwiatkami, które tak kocham i moje ciało miały by przebić korzenie tego drzewa to...to nie.
Odwróciła napięcie łeb i sapnęła. Też coś. Jeśli będzie chciała jeść same rośliny to będzie i nikt jej nie powstrzyma!
— Co? — Zapytała, nagle zbita z tropu i struchlała — ja nie wiem o czym mówisz. Szyszka. To przerażające co mówisz! Nie życz nikomu śmierci, dobrze?
Potraktowała Szyszkę zmartwionym spojrzeniem. I teraz pytanie. Czy Wiśnia udawała głupią, czy faktycznie nie wiedziała o co chodzi? Któż to wie. Któż?
Księżyce: 103
Mistrz: Bzycząca Polana
Płeć: nb (afab)
Matka: Agrestowy Krzew
Ojciec: Zmarznięty Nos
Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Na słowa o wypominaniu znowu przewrócił oczami, ale już nie z irytacją, po czym uśmiechnął się złośliwie do siostry. -Następnym razem cię pokonam.- Powiedział butnie i szturchnął Wiśnię barkiem.
Kwestii zabijania pożywienia już nie chciał poruszać, jedynie westchnął. Niech szylkretka robi co chce, byleby nie wyrządziła sobie krzywdy. Chociaż z drugiej strony mogłoby jej ciężko zostać wojownikiem bez polowań. Teoretycznie mogłaby poprosić o rangę matki, ale Szyszkowej Łapie ciężko było wyobrazić sobie siostry na stałe na tym stanowisku. Z pewnością świetnie sprawdzałaby się przy zarządzaniu Liściastym Gąszczem, a szczególnie dekorowaniu go, ale jej dziwactwa mogłyby płoszyć kocięta. Istniała jeszcze szansa, że nim skończy trening, Wiśniowa Łapa jednak się nieco zmieni i nie będzie tak źle. Wyjdzie z czasem.
Na pytanie siostry Szyszka zamarł w miejscu na chwilę. -Nieważne.- Odparł, uznając, że lepiej ten temat też zostawić, skoro siostra albo faktycznie zapomniała, albo po prostu nie chciała rozmawiać. On kiedyś odkryje prawdę. Na pewno.
Nagle spojrzał do góry na niebo, aby sprawdzić położenie słońca... i szybko wstał. Dużo czasu poświęcił Wiśni, przez co zrobiło się już późno i należało wrócić do obozu. Oby się nie okazało, że Bzycząca Polana go szukała i niechcący przegapił okazję na trening. -Ja już wracam. Idziesz?- Zapytał, szybko czyszcząc futerko po walce, po czym ruszył w stronę obozu.
Kotka ma szaroniebieskie niewybarwione oczy i długie, białe, wywinięte wąsiska. Z zaokrąglonych, trójkątnych uszu wystają kępki sierści. Sylwetka krępa, masywna, lecz objętości niemal dwukrotnie dodaje puchate, pstrokate futro. Czekoladowa szylkretka. Rude plamy na pysku, plecach, udach, podudziu, barku, zadzie i ogonie znaczone są grubymi, klasycznymi pręgami. Biel u tricolorki pokrywa przednie łapy, szyję, klatkę piersiową i podbrzusze, po obu stronach rozchodząc się na nieregularne kształty. Posiada białe skarpetki na tylnych łapach oraz białą kryzę dookoła łba. Często widziana z kolorowymi kwiatami wplecionymi za uszy.
księżniczka | dramaturg | marzyciel | naiwna | ciekawa
Świerszcz [NŚ; nieaktywny]
— Tylko próbuj! — zaśmiała się na stwierdzenie siostry — i nie licz na fory, bo ci ich nie dam!
Odparła kuksańca siostry bezbolesnym szturchnięciem. W gruncie rzeczy to był ciekawy dzień i dobre przeżycie. Będzie mogła podzielić się nim ze Żmijookim, chociaż z drugiej strony, czy to nie sprawi, że właśnie nie przestanie chcieć jej trenować? Z początku Wiśnia miała właśnie takie założenie, po dzisiejszej walce sama już jednak nie wiedziała, czego chciała. Z tymi roślinami też nie mówiła całkowicie serio. Może trochę, faktycznie, ostatnio przewijały jej się takie myśli, jakoby koty nie były wcale humanitarnymi stworzeniami. Były niby to rozumne, porozumiewały się z sobą, tworzyły struktury i klany, a jadły pozostałych? Nie. Będzie musiała ten temat omówić z kimś, kto nie zignoruje jej jak Szyszka ani nie wyśmieje. Kimś zaufanym, o ile znajdzie kogoś takiego. To przecież była bardzo ważna sprawa, a koteczka miała nie byle jaki dylemat!
Na następne słowa Szyszki zamrugała dwukrotnie, zdziwiona jak nagle zmieniło się jej nastawienie. Czy powiedziała coś nie tak? Wiśniowa Łapa nie chciała rozmawiać o żadnej śmierci i być może dlatego pomyślała, że rozzłościła Szyszkę. Nie miała zamiaru tym bardziej sprawiać, aby którekolwiek z rodzeństwa to rozstrząsało, bo i nie było co roztrząsać. Oni byli dla niej ważni.
— Szyszki też czasem spadają z drzew — zawyrokowała westchnięciem — tak, wracajmy — przytaknęła.
Ułożyła na szybko futerko i ruszyła czym prędzej za siostrą, zanim niebo schyliło się mu zachodowi. Faktycznie było już późno, a Wiśniowa Łapa nie wiedziała jeszcze...jak reaguje na ciemność.
Resztę zabiegów higienicznych dokończy już w obozie.
Wiara jest pulchny oraz wysoki, nawet jak na kociaka. Okrywa go długie srebrzyste futro poprzecinane czarnymi niczym noc klasycznymi pręgami. Łeb zdobią błękitne oczy, duże uszy oraz trójkątny nos o ceglastym kolorze. Ma lekko zmrużone oczy przez co wygląda na wiecznie niezadowolonego lub zirytowanego, co niekoniecznie zgadza się z jego prawdziwymi uczuciami.
Wiara jest kotem zapatrzonym w swoją matkę, gwiezdny klan i wiarę we własne przeznaczenie. Uważa, że świat jest pełen cudów i nic na jego drodze nie zdarza się przypadkowo, a on, syn nieznanego ojca i niezwykłej matki, jest wyjątkowy i stworzony do wyjątkowych rzeczy, dzięki czemu widzi więcej niż inni. Ma skłonności do przesady, wyolbrzymiania i dramatyzmu, czego w sobie nie dostrzega. Na szczęście dla wszystkich niedowiarków (jak nazywa koty, które podają w wątpliwość jego słowa), Wiara ma łagodne usposobienie i rzadko wybucha złością.
Po skończonym treningu Wiara postanowił wyjść z obozu na krótki spacer. Nie oddalał się nigdzie daleko, ot, zamierzał nacieszyć oczy widokiem rozkwitającego świata, a uszy śpiewem licznego ptactwa. Wyruszył sam, gdyż wszyscy byli zajęci sobą i młody kocur nie chciał nikomu się narzucać. Obnosił się ze swoją obecnością w dość wyraźny sposób, gdyż w głębi duszy miał nadzieję, że ktoś go zaczepi i zagada - od małego należał do raczej towarzyskich typów.
Terminator zatrzymał się przy krzaczku, których było tu wiele. Interesujące, że wszystkie wyglądały jednakowo!
Księżyce: 119
Mistrz: Pluskający Potok [*]
Płeć: kotka
Matka: Krogulczy Szpon [*]
Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*]
Partner: Polna Gwiazda
Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Ostry Kwiat czuła, że coś w ich rodzinie było nie w porządku. Jednak nie otrzymała na razie od nikogo odpowiedzi. Postanowiła w końcu nie czekać aż ktoś jej wyśpiewa co się dzieje. Doszła już do w pełni sił po powrocie. Mogła wreszcie zająć się tym co się popsuło. Bo najwidoczniej Polny tego nie zrobił. Ugh… Czasami się zastanawiała czemu zawsze ona musiała przetrzepać komuś skórę lub posklejać wszystko do kupy. Nie było jej trochę w klanie i proszę! Jej synowie skaczą sobie do gardeł. Dziś zamierzała się dowiedzieć co się u licha stało między Bobrem a Niedźwiedziem.
Niestety nie mogła złapać nigdzie Niedźwiedzia ale udało jej się dorwać Bobra. Na jego nieszczęście.
Jednak zanim to, chciała zwyczajnie spędzić czas z synem. Poznać go trochę lepiej, bo coś czuła, że to on najbardziej był od niej oddalony.
Złapała Bobra, gdy ten wybierał się gdzieś poza obóz. Szylkretka go zaczepiła i zaproponowała, krótki spacer. Bobrzy Bór nie miał tu nic do gadania. Zanim cokolwiek powiedział, kocica pociągnęła go za sobą. Ostry Kwiat nie była Polnym. Potrafiła być uparta tak samo jak jej syn.
Szli tak koło siebie w milczeniu. Ostra biła się ze wszystkimi myślami. Od czego mogłaby zacząć rozmowę… Co tak naprawdę powiedzieć?
Gdy się oddalili od obozu to Ostry Kwiat spojrzała się na Bobra. Westchnęła ciężko i stanęła na chwilę. – Jak tak będziesz się cały czas marszczyć to będziesz gorzej wyglądać ode mnie. – zażartowała. Jakoś nie potrafiła brać na poważnie Bobra gdy wyglądał jak jakieś obrażone kocię.
Księżyce: 43
Mistrz: Tnąca Zawieja
Płeć: kocur
Matka: Ostry Kwiat
Ojciec: Polny Chwast
Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43
Mistrz: Tnąca Zawieja
Płeć: kocur
Matka: Ostry Kwiat
Ojciec: Polny Chwast
Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Miał iść na zioła, czyli... odpocząć na chwilę od stresu jakim poniekąd była lecznica. W ciszy, spokoju... tak miało być, ale pojawiła się ona. Niczym zły omen zmąciła cały jego spokój już wtedy, dzień po tym jak wrócił do obozu jako medyk a gdy zdążył powoli zapomnieć o jej istnieniu zaraz obok... pojawiła się ponownie tylko po to, żeby chyba jeszcze bardziej go zmęczyć? Krótki spacer? Nie miałby nic przeciwko gdyby tylko był to ktoś inny a nie matka, której nigdy nie było, której praktycznie nie znał i może za którą tak długo tęsknił, ale teraz? Teraz miał ochotę uciekać jak najszybciej. - Gdybyś nie myślała tylko o sobie to bym nie musiał się krzywić - odburknął niemrawo nie podnosząc nawet łba. Przepełniała go pewnego rodzaju irytacja, miał ochotę płakać, krzyczeć, machać ogonem i tupać łapami jak małe kocię... tyle, że małym kocięciem już nie był więc jedynie się krzywił a gdy mówił odchylał uszy lekko do tyłu. Musiało to zabawnie wyglądać z boku, ogromny puchaty gbur i twardo stąpająca po ziemi urokliwa mimo podeszłego wieku kocica, która najwyraźniej chciała coś wyciągnąć od nieszczęśliwego syna.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Księżyce: 119
Mistrz: Pluskający Potok [*]
Płeć: kotka
Matka: Krogulczy Szpon [*]
Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*]
Partner: Polna Gwiazda
Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Tym zdaniem Bóbr sprawił, że wykopał sobie grób. Mógł oskarżyć Ostrą o coś innego. Inaczej ubrać swój gniew w lepsze słowa. Jednak użył na nieszczęście tych. Po tym wszystko co Ostry Kwiat przeszła by znów tu wrócić. Po tym wszystkim co zrobiła by wrócić do swojej rodziny. Cały ten czas miała w głowie swoją rodzinę i wróciła właśnie DLA NICH. Ile księżyców musiała jeść jakąś papkę a potem się upokarzać by w końcu tutaj wrócić. Walczyła tylko dla nich. Ani jeden dzień nie myślała o sobie tylko o rodzinie. Wędrowała w deszczu i w upale by co teraz usłyszeć?! ŻE JEST SAMOLUBNA?!
Bóbr nie wiedział jakiego demona miał teraz obok siebie.
W oczach kocicy pojawił się piekielny ogień i chyba każdy poczułby teraz chłód na swoim grzbiecie.
Nagle, kocica podskoczyła i swoimi ostrymi zebiskami chwyciła Bobra za jego ucho i pociągnęła do ziemi. Nie chciała mu je urwać. To było zwyczajne pociągnięcie niegrzecznego syna za ucho przez matkę.
Zniżyła jego głowie do jej poziomu po czym puściła go. Mógł poczuć nieprzyjemny ból ale nic poza tym. Jego ucho było w całości. Jeszcze.
- Słuchaj mnie ty no! - zaczęła hardo i tu kocur mógł poczuć, że lawina słów poleci w jego stronę. - Możesz mi wypominać wszystko inne ale nie SAMOLUBSTWO, słyszysz?! Przez ten cały czas o was myślałam i wróciłam tutaj tylko dlatego, że WY tu jesteście. Myślisz, że byłam samolubna?! Czy samolubne jest to, że walczyłam z lisami by ochronić klan a przede wszystkim moją rodzinę?! Czy samolubne jest to, że przez ten cały czas próbowałam uciec od dwunożnych by móc do was wrócić?! Czy samolubne jest poniżanie się i jedzenie jakiegoś psiego gówna by móc w końcu znaleźć drogę ucieczki i być tutaj DLA WAS?! - jej głos był surowy, stanowczy i przede wszystkim głośny. Bóbr chyba jeszcze nigdy nie otrzymał takiej bury od kogokolwiek.
- Samolubne byłoby to gdybym o was zapomniała i nie myślała o was. A każdego dnia to robiłam. Cały czas tęskniłam i myślałam o tobie i o pozostałych. Nawet nie wiesz jak się bałam o was wszystkich. Byliście tacy... mali. Nigdy nie chciałam was porzucać. Nigdy. - pod koniec jej ton trochę złagodniał i spojrzała się już łagodniej na Bobra.
- Mam gdzieś to, że może Ci się to nie podobać ale jesteś dla mnie najważniejszy na świecie Bóbr. Kocham Cię i nic tego nie zmieni. Możesz krzyczeć ile chcesz lub się mnie wyżec ale ja i tak będę Cię kochać. - powiedziała twardo i prosto w jego masywny pysk.
Księżyce: 43
Mistrz: Tnąca Zawieja
Płeć: kocur
Matka: Ostry Kwiat
Ojciec: Polny Chwast
Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43
Mistrz: Tnąca Zawieja
Płeć: kocur
Matka: Ostry Kwiat
Ojciec: Polny Chwast
Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Miało być tak dobrze... ale wtedy poczuł zęby na uchu. Nie czekając ani chwili warknął gardłowo, cały się nastroszył i odsunął nie zważając na to, że wtedy ucisk z niewygodnego i drażniącego stał się na chwilkę bolesny. Kierowany złym przeczuciem odskoczył nieco dalej od "matki", która to zaczęła swoje kazanie o tym jak cudowna by nie była przez ostatnie kilkadziesiąt? kilkanaście? księżycy. Nic nie zmieniało tego, że dla Bobrzego Boru przestała być istotna w momencie, gdy wróciła i zamiast zrobić cokolwiek to rzucała zbędnymi komentarzami na temat jego nastawienia.
Cały monolog starszej przemilczał patrząc na nią uważnie, niemal nie mrugając spod byka. Każdy mięsień spięty w oczekiwaniu na atak, konieczność wykonania uniku i ucieczkę. Nie bardzo był w stanie skupić się na słowach buro-rudej, słyszał, rozumiał ale... przetrawić? żeby jakkolwiek do niego trafiły? Nie, nie w momencie gdy Bobrzy Bór myślał już tylko o tym, że jego matka jest taka sama jak Niedźwiedź, krzyczeć, gryźć, ciągnąć, wymuszać swoje racje... jedyne co ich chyba różniło to to, że Niedźwiedzi Ryk by się nie hamował, on zaatakował by od razu. - Przełożyłaś własne zachcianki i ból sutków nad kocięta, bo co? Polować się chciało? Jakoś dziwne, że gdy Agrestowy Krzew chciała dzieci to potrafiła usiedzieć w kociarni 6 księżycy i się cieszyć, że ma co robić, ba! Właśnie znowu urodziła i nie zostawia pociech, żeby gonić za lisami. Pieśń potrafiła jakimś cudem zająć się kociakami i sprawami klanu jednocześnie bez znikania i grzania tyłka w gniazdach dwunożnych z jedzeniem podstawianym pod nos - nie krzyczał... mówił stanowczo, twardo tak jakby chciał, żeby każde kolejne słowo piętnowało starszą, zupełnie jakby chciał obwinić ją za wszystkie swoje błędy i słabości do tej pory. - Zostawiłaś ojca, nie szóstkę a ósemkę jak nie dziewiątkę dzieci, wnuków i to wszystko dlatego, że co? Walczyłaś z lisami? To jakaś taka przypadłość, że po lisach się znika bez słowa? Niedźwiedź chciał cię szukać. Krogulec i Puszczyk zniknęli. Dla nas mogłaś być dwadzieścia, piętnaście czy dziesięć księżyców temu. Teraz jesteśmy dorośli, mamy swoje życie, z którego sama odeszłaś dawno temu kiedy faktycznie byłaś potrzebna - prychnął na koniec i potrząsnął łbem czując pod powiekami łzy. Bolało go to, ale jeszcze bardziej bolało by go przyznanie, że żył w kłamstwie przez tak wiele księżycy. - Gdy mianowali mnie na medyka cieszyłem się, cieszyłem że na osty i ciernie nie było tam ciebie - mimowolnie uniósł wzrok do nieba, gdzie po zmroku ukazuje się Srebrna Skórka - Jak się okazuje jesteś tutaj. Najlepiej, na zakończenie tej wspaniałej rodzinnej rozmowy rzuć się mi do gardła jak Niedźwiedź bo nie umiał zaakceptować tego, że ty nas zostawiłaś a ja nie chciałem mieć nic wspólnego z ojcem, którego nie było, chociaż on nie żarł króliczych bobków, gdy wszyscy ciężko pracowali - skończył. Zamiótł ogonem i odczekał chwilę zanim powoli wygładził futro na kicie i grzbiecie. Odwrócił wzrok, zamrugał kilka razy i... walczył z chęcią ucieczki. Gdzie? Wszędzie byle daleko... aby móc wrócić po zmroku, gdy obóz będzie pogrążony w spokoju, którego tak obrzydliwie pragnął.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Geny Pliszka odziedziczyła po ojcu, bo - podobnie jak Zmarźniętego Nosa - jej ciało naturalnie jest raczej duże i wysokie, choć oczywiście nie przesadnie - w końcu spędziła dużą część życia w lecznicy, a to rozwojowi mięśni nie sprzyja. Ma jednak do tego potencjał w przyszłości. Pokrywa ją długie, szare o niebieskim podtonie futro, na którym układa się wzór grubych, klasycznych pręg. Część jej ciałą pokryte jest białymi znaczeniami: ciągną się od czoła, przez pysk, kryzę, klatkę piersiową - gdzie lekko się zwężają, ale zaraz znów rozszerzają na brzuchu, gdzie kończą swój bieg. Bielą oblane są też jej łapy: przednie mają skarpetki do połowy, zaś tylne do stawu skokowego. Jej oczy są niebieskie, wpadające lekko w turkus.
Ominął ją etap socjalizacji, gdy była kocięciem. Nieco niezręczna, nadmiernie poważna, ale o ambitnym i szlachetnym sercu. Lubi brać na siebie więcej odpowiedzialności, niż potrafi udźwignąć i zachowywać się na starszą, niż faktycznie jest.
Kozia Skarpa jeszcze nie nauczyła jej, jak porządnie orientować się i chronić na dzikich terenach; nie znaczyło to jednak, że Pliszka siedziała uziemiona w obozie. Gdy miała ochotę na spacer, na przerwę od leżenia w tym samym legowisku, co reszta kotów, wychodziła kilka kroczków poza jego ściany, tak, by wciąż móc bezpiecznie wrócić, ale przynajmniej poczuć się jakkolwiek inaczej, niż kocię, gdy nie miała akurat treningu.
Tak też działo się teraz - Pliszkowa Łapa wyszła w stronę Jagodowego Łanu, który w obecną porę roku był średnio jagodowy, ale wciąż bardzo urokliwy - jeśli można tak nazwać zbiór krzaków. Może po prostu miała dziwne gusta co do ładności; a może wszystko było ładne, gdy spędziło się większość obecnego życia w obozie, bez widoków na Jagodowy Łan, uu, aa. Westchnęła, siadając na ziemi, a jej futro lekko się odbiło, zafalowało, gdy jej zad dotknął podłoża.
— Hm-hm-hmm, hmm-hm~ — nuciła pod nosem, mając nadzieję, że nikogo nie ma w pobliżu, a łapą grzebała od niechcenia w śniegu. Wciąż nie mogła jej uciec: nudzie.
czy wiesz jużjakie miejscezajmujesz w szeregu, czy jesteśwybrańcem czy teżpierwszym z brzegu czy miałeśwpływ na to,kim teraz jesteś czy płyniesz jak liść unoszonyna wietrze?
Księżyce: 39
Płeć: kocur
Matka: pfff na co to komu
Ojciec: Bzycząca Polana i Żmijooki
Trwałe urazy: głowa
Kocur z długim, burym futrem na którym zdobią tygrysie pręgi. Posiada białe znaczenia na pysku, szyi, karku, tułowiu, na wszystkich 4 łapach i tułowiu. Szczyci się kręconymi uszami i długim puszystym ogonem. Dodatkowo ma dwu kolorowy nos i na razie niebieskie oczy. Jest masywny i niższy od przeciętnego kota.
Energiczny, egoistyczny, pomysłowy, uparty, wścibski i buntowniczy [więcej w KP]
Wężową Łapę ciągło poza obóz już od maleńkości. Jednak dopiero teraz mógł sobie pozwolić na spacery i eksploracje terenów. Robił to jednak rozsądnie i zaczął od terenów, które nie są aż tak daleko od obozu.
Jednak te spacerki zazwyczaj robił gdy chciał uniknąć sprzątania w obozie. Niestety ale te obowiązki w ogóle mu się nie podobały. Dla niego bajzel nie robił różnicy.
Przechadzał się po Jagodowym Łanie gdy nagle jego oczom ukazało się znajome futerko. Chwilę tak stał ale w końcu przypomniał sobie kto to taki. Postanowił się przywitać czy coś. Nie miał nic innego do roboty. Póki nie umiał polować to poza terenami nie miał wiele zadań.
Pliszkowa Łapa najwidoczniej go nie zauważyła bo zaczęła cicho nucić i grzebać w śniegu. Wąż postanowił to wykorzystać. Podszedł od niej od tyłu, najciszej jak potrafił po czym nachylił trochę głowę w kierunku jej prawego ucha. - Bu. - mruknął w jej stronę I czekał na reakcje.
Geny Pliszka odziedziczyła po ojcu, bo - podobnie jak Zmarźniętego Nosa - jej ciało naturalnie jest raczej duże i wysokie, choć oczywiście nie przesadnie - w końcu spędziła dużą część życia w lecznicy, a to rozwojowi mięśni nie sprzyja. Ma jednak do tego potencjał w przyszłości. Pokrywa ją długie, szare o niebieskim podtonie futro, na którym układa się wzór grubych, klasycznych pręg. Część jej ciałą pokryte jest białymi znaczeniami: ciągną się od czoła, przez pysk, kryzę, klatkę piersiową - gdzie lekko się zwężają, ale zaraz znów rozszerzają na brzuchu, gdzie kończą swój bieg. Bielą oblane są też jej łapy: przednie mają skarpetki do połowy, zaś tylne do stawu skokowego. Jej oczy są niebieskie, wpadające lekko w turkus.
Ominął ją etap socjalizacji, gdy była kocięciem. Nieco niezręczna, nadmiernie poważna, ale o ambitnym i szlachetnym sercu. Lubi brać na siebie więcej odpowiedzialności, niż potrafi udźwignąć i zachowywać się na starszą, niż faktycznie jest.
Była ani doświadczona, ani nie spodziewała się tu nikogo i niczego - a jeśli, to na pewno nie w takiej formie. Gdy wibracje i głos należący do kocura dotarł do jej uszu, ta skoczyła do przodu jak oparzona i jakieś dwa razy odbiła się od ziemi, cała najeżona. Jej spektalurna reakcja była mieszanką zwyczajnych instynktów czy zdziwienia, a jej absolutnym brakiem przyzwyczajenia do tego, że są koty i może z nimi interakcjować nie tylko wtedy, gdy formalnie czegoś od nich potrzebowała.
— EJ! — pisnęła, lustrując żartownisia wzrokiem… i rozpoznała w nim Wężową Łapę, tego, który podobnie jak ona został mianowany nieco późnawo, a do tego raz prawie sobie porozmawiali, ale zanim czegokolwiek się dowiedziała, to ich rozmowa została przerwana, bo jeden z wojowników poprosił ją o pomoc przy wymianie mchu. Nie znaczyło to dla niej jednak nic więcej, niż to, że mogła sobie przy nim pozwolić na mniejsze maniery i kulturę. — JAK JA CI ZARAZ BUCZNĘ TO… !! — w sumie, to nie wiedziała co. Im więcej żyła, tym częściej te emocjonalne skrawki z niej wychodziły, ale zupełnie nie wiedziała, jak je kontynuować, zanim zacznie czuć się głupio. Parsknęła więc, niezadowolona, i machnęla ogonem, siadając. — Po co tu przyszłeś? — spytała, co mogło wydawać się nieco niemiłe i w dalszym ciągu chamskie, ale ta miała to na myśli zupełnie neutralnie.
czy wiesz jużjakie miejscezajmujesz w szeregu, czy jesteśwybrańcem czy teżpierwszym z brzegu czy miałeśwpływ na to,kim teraz jesteś czy płyniesz jak liść unoszonyna wietrze?
Księżyce: 39
Płeć: kocur
Matka: pfff na co to komu
Ojciec: Bzycząca Polana i Żmijooki
Trwałe urazy: głowa
Kocur z długim, burym futrem na którym zdobią tygrysie pręgi. Posiada białe znaczenia na pysku, szyi, karku, tułowiu, na wszystkich 4 łapach i tułowiu. Szczyci się kręconymi uszami i długim puszystym ogonem. Dodatkowo ma dwu kolorowy nos i na razie niebieskie oczy. Jest masywny i niższy od przeciętnego kota.
Energiczny, egoistyczny, pomysłowy, uparty, wścibski i buntowniczy [więcej w KP]
Jakże wielka była satysfakcja gdy Wąż zobaczył reakcje Pliszki. Po prostu buras nie potrafił się przestać szczerzyć od ucha do ucha. Z trudem powstrzymywał śmiech, gdy kocica podskoczyła ze strachu. Telepało go wręcz i w końcu wypuścił z siebie rechot. Nie wytrzymał gdy terminatorka powiedziała kolejne słowa.
"BUCZNĘ"
To słowo go rozwaliło i rechotał jak nigdy dotąd.
Śmiał się w niebogłosy. W oczach miał łezki i chwilę mu zajęło zanim zebrał się do kupy. - Oh Gwiezdni... To było piękne. - otarł oczy łapą i uchachany spojrzał się na Pliszkę. - Konkretnego powodu nie mam. Przechodziłem obok. - wytłumaczył się po czym dodał. - A, że mnie nie zauważyłaśś to ssskorzysstałem z okazji i Cię przessstrasszyłem. Warto było. - wypuścił z siebie kolejne parskniecie. Samo wspomnieniem tej reakcji sprawiało, że chciało mu się dalej śmiać. - " Jak ja Ci zaraz bucznę." Nie no nie mogę hahaha! - zaczął się znów śmiać i ledwo łapał oddech.