Księżyce: 42 Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Partner: oj, to się raczej nie wydarzy Trwałe urazy: brak prawego oka (-2 Zm), "zajęcza warga", zniekształcony pysk
Księżyce: 42 Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Partner: oj, to się raczej nie wydarzy Trwałe urazy: brak prawego oka (-2 Zm), "zajęcza warga", zniekształcony pysk
nieco poniżej przeciętnej pod względem wielkości kotka o krótkiej, czarnej szylkretowej klasycznej pręgowanej sierści z bielą, ma zielone oczy i zniekształcony pysk, nie ma prawego oka
Przez wadę wymowy nie mówi wiele – jej zdaniem brzmi śmiesznie. To cicha, uparta kocica, która żal i poczucie niesprawiedliwości przykrywa kąśliwymi uwagami, groźnymi spojrzeniami i pozorną twardością charakteru. Widzi, że kotom czasem trudno patrzeć jej w oczy, ale przestała już reagować gniewem i agresją na te niewypowiedziane nieprzyjemności – na gapienie się, zerkanie czy nawet wyraźną zmianę tonu głosu przy zwracaniu się do niej.
Znosi ból w ciszy. Ale kiedy nagromadzi się w niej zbyt dużo złych emocji, których nigdy nie nauczyła się poprawnie nazywać ani wyrażać – potrafi wybuchnąć. Zdarza się jej reagować bardzo brutalnie, agresywnie, chcąc udowodnić innym – choć tak naprawdę przede wszystkim sobie – że zasługuje na szacunek, mimo takiego, a nie innego wyglądu.
W zasadzie bez przerwy toczy wewnętrzną walkę: z samotnością, złością, której nie chce czuć, i z poczuciem bycia gorszą, bo nie jest taka jak inni. Może sprawiać wrażenie pozbawionej uczuć, tępej, a nawet bezwzględnej – ale to wszystko tylko maska. Tarcza, która zakrywa bardzo nieszczęśliwą kotkę, niepotrafiącą zaakceptować tego, jaka jest.
Bardzo pragnie usłyszeć, że jest w porządku taka, jaka jest. A jednocześnie – gdy już te słowa padają – nie dowierza im. Uznaje je za wypowiedziane na siłę, z litości, nie z serca.
Zwinna Łapa (Wicher), Paszcza (Samotnik)
Jeszcze nigdy tak bardzo nie waliło jej serce. Nie pamiętała, by kiedykolwiek w sześciu księżycach swojego życia była tak przerażona. Próbowała się uspokoić, ale w tamtej chwili było to bliskie niemożliwości.
Zatrzymała się dopiero, kiedy dotarło do niej, że jest zmęczona, że mięśnie osłabione napięciem w trakcie nieudanego pojedynku ze Zbutwiałym Pniem, teraz po kilku chwilach biegu były już poważnie zmęczone. Dopiero to zmęczenie nieco otrzeźwiło terminatorkę.
Stanęła na leśnej polanie, dysząc ciężko, z brzydkim pyskiem pokrytym krwią. Jej własną krwią. Nie powódź, ale kilka kropel.
Dopiero teraz pozwoliła sobie na wybuchnięcie płaczem, wyładowanie emocji. Jak w ogóle mogłaby pokazać się w klanie Cienia po czymś takim?
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Niewiele dobrego w życiu zrobił, tak naprawdę. Na tytuł i rangę medyka równie dobrze mógł po prostu splunąć i oblać to ciepłym moczem - nic dobrego nie zrobił w życiu, nikomu się do niczego nie przydał, wszystko tracił, prędzej czy później. Stracił większość swojego rodzeństwa, ojciec się go wyrzekł, matka uciekła, jego przyjaciele i partner poznikali...
Ale wciąż mógł coś dobrego zrobić, choćby dla jednego kota, prawda? Los tak chciał, że uciekającą w panice przed Zbutwiałym Pniem terminatorkę spotkał właśnie Czosnek. To właśnie Czosnek poszukując wśród gęstwiny jakichś ziół usłyszał szloch, to właśnie Czosnek zobaczył Lichą Łapę zapłakaną, z zakrwawionym pyskiem.
I jeśli nie resztki sumienia i obowiązek tej zakichanej rangi medyka, obowiązek pomocy innym, to odezwało się w nim to co zostało w nim z empatii. Podszedł zaraz do Lichej Łapy, upewniając się, że stoi po tej stronie, gdzie ma funkcjonujące oko; ostatnie, czego chciał, to ją dodatkowo spłoszyć, gdy była w nie najlepszym stanie. - ... Pszczolinko - bo nie potrafił się zmusić do użycia wobec niej imienia Licha Łapa, a każdego kota w Klanie znał doskonale po każdym jego imieniu. Jej mistrza, Zbutwiałego Pnia czy też Skaliste Zbocze, tak się składa, że również. Upewnił się, że go usłyszała, otworzyła oko, spojrzała na niego, zanim podszedł nieco bliżej. - Co się stało? Czy... ktoś ci zrobił krzywdę?
Zbutwiały Pień, zapewne. I Klan Cienia tym, jak funkcjonuje i jak traktuje innych. Odstających od normy.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Księżyce: 42 Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Partner: oj, to się raczej nie wydarzy Trwałe urazy: brak prawego oka (-2 Zm), "zajęcza warga", zniekształcony pysk
Księżyce: 42 Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Partner: oj, to się raczej nie wydarzy Trwałe urazy: brak prawego oka (-2 Zm), "zajęcza warga", zniekształcony pysk
nieco poniżej przeciętnej pod względem wielkości kotka o krótkiej, czarnej szylkretowej klasycznej pręgowanej sierści z bielą, ma zielone oczy i zniekształcony pysk, nie ma prawego oka
Przez wadę wymowy nie mówi wiele – jej zdaniem brzmi śmiesznie. To cicha, uparta kocica, która żal i poczucie niesprawiedliwości przykrywa kąśliwymi uwagami, groźnymi spojrzeniami i pozorną twardością charakteru. Widzi, że kotom czasem trudno patrzeć jej w oczy, ale przestała już reagować gniewem i agresją na te niewypowiedziane nieprzyjemności – na gapienie się, zerkanie czy nawet wyraźną zmianę tonu głosu przy zwracaniu się do niej.
Znosi ból w ciszy. Ale kiedy nagromadzi się w niej zbyt dużo złych emocji, których nigdy nie nauczyła się poprawnie nazywać ani wyrażać – potrafi wybuchnąć. Zdarza się jej reagować bardzo brutalnie, agresywnie, chcąc udowodnić innym – choć tak naprawdę przede wszystkim sobie – że zasługuje na szacunek, mimo takiego, a nie innego wyglądu.
W zasadzie bez przerwy toczy wewnętrzną walkę: z samotnością, złością, której nie chce czuć, i z poczuciem bycia gorszą, bo nie jest taka jak inni. Może sprawiać wrażenie pozbawionej uczuć, tępej, a nawet bezwzględnej – ale to wszystko tylko maska. Tarcza, która zakrywa bardzo nieszczęśliwą kotkę, niepotrafiącą zaakceptować tego, jaka jest.
Bardzo pragnie usłyszeć, że jest w porządku taka, jaka jest. A jednocześnie – gdy już te słowa padają – nie dowierza im. Uznaje je za wypowiedziane na siłę, z litości, nie z serca.
Zwinna Łapa (Wicher), Paszcza (Samotnik)
Nie była sama, jasne że nie była sama. Może to i dobrze, nie była pewna czy byłaby w stanie wrócić do obozu. Tylko czy w ogóle chciała do niego wracać? Czy będzie miała odwagę?
Wzięła głęboki oddech, jak to zwykł robić każdy zaskoczony kot. Przez kilka uderzeń serca wpatrywała się w Medyka, jakby spotkanie członka klanu Cienia na terenach klanu Cienia było czymś, w co zupełnie nie mogła uwierzyć. Dopiero wypowiedzenie jej kocięcego imienia wybudziło ją z oniemiałego stanu, terminatorka drgnęła i zbliżyła się do szylkretowego kocura o jeden krok, czując wielką potrzebę przytulenia się do niego. Bała się, drżała, potrzebowała wsparcia, ale wciąż nie była pewna czy może je od niego dostać.
Nie zbliżyła się bardziej niż długość ogona. Spojrzała prosto w jego różnokolorowe oczy.
- Zhutiały Eń, uderzył - zapłakała brzydko, będąc już całkowicie posmarkaną i wysmarowaną krwawą śliną, która znaczyła już nie tylko jej pysk ale i pierś i przednie łapy. - Hez ostrzeżenia… nic nie hohiehział, ja tylko zahytałan co się stało na cerenonii ho ja - wzięła oddech i przetarła nadgarstkiem prawej łapy mokry nos - nie rozunien… do końca, język holi, nie chce z nin trenoać, nie chce go hidźieć… - wydusiła w końcu powoli, przerywając często wypowiedź łkaniem i łykaniem powietrza. Kiedy skończyła, na pysku widniał błagalny wyraz, błaganie o to, by jej uwierzył, by jej nie zbeształ, w końcu była tylko ledwie odrośniętą od ziemi termiantorką, pewnie dostała po pysku w trakcie treningu i się przestraszyła. Nieświadome, niewinne dziecko, nie wiedziało wiele o sytuacji w klanie, nie rozumiało w centrum jakich wydarzeń się znalazło.
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Może był, pod wpływem emocji podejmował złe decyzje, ale nie był na tyle mysim móżdżkiem aby nie być w stanie się domyślić, co się stało. Były to jednak domysły i jeśli nie jako dobry kot (dobry kot, on, dobrym kotem?, ha!, zabawne) to jako przykładny medyk powinien to usłyszeć prosto z pyska samej Pszczolinki, usłyszeć, co się stało. Gdy tylko otrzymał potwierdzenie, że to Zbutwiały Pień jest mistrzynią kotki, wszystko co dalej powiedziało miała perfekcyjny sens.
A im dłużej Czosnek wpatrywał się w krew zmieszaną ze łzami i śliną, spływającą po pstrokatej mordce, piersi, łapach, tym mocniej się w nim gotowało. Krew mu niemal zawrzała, aż usłyszał jej szum w uszach, serce waliło mu niemal w mózgu, jak wściekłe. Był wściekły. Oczywiście, że to sługus Kundla doprowadził to dziecko do takiego stanu, oczywiście, że to wszystko on, trucizna, zaraza, ten, który sprawił, że Martwe Drzewo zbutwiało - pośrednio czy bezpośrednio jak Pies, to już nie miało znaczenia, gdyby tylko Zbutwiały Pień się tu nie pojawił... nie byłoby lepiej, ale nie byłoby nigdy tak tragicznie źle, a Pszczolinka nie dławiłaby się własną krwią i łzami.
Widział w niej siebie. Siebie z treningu z Psem, księżyce temu, przerażonego, zasmarkanego, drżącego jak osika z powodu kota, który miał pokierować torem jego życia i być dla niego oparciem na każdym kroku jego edukacji.
Zrobił krok do przodu, ostrożnie, aby nie spłoszyć przerażonej kotki, choć coś go pchało w jej kierunku, chciał ją objąć i przytulić ale nie mógł, nie teraz, jeszcze nie. Czy mógł w ogóle, czy mu na to pozwoli? - Spokojnie, Pszczolinko. Zbutwiałego Pnia tu nie ma - mówił tak spokojnie, miarowo, jak potrafił, choć czuł, że zaraz go rozsadzi od środka, że zaraz eksploduje, krew go zaleje, wyrwie sobie całe futro z każdego zakamarka swojego ciała w napadzie szału i bezsilności. - Zbutwiałego Pnia tu nie ma i nie zrobi ci krzywdy. Czy mogę obejrzeć twój pyszczek? Ugryzłaś się w język, tak? - podszedł bliżej, wysuwając ku jej mordce łapę, pytająco; jeszcze jej nie dotykał, nie bez pozwolenia.
Zbutwiały Pień... tak, on w istocie jej nie skrzywdzi, intencjonalnie czy nieintencjonalnie, nigdy więcej, nie, on na to nie pozwoli. Nikt, nigdy więcej, nie będzie cierpiał tak jak on, nie mógł na to pozwolić, nie mógł, nie mógł, nie mógł. I właśnie o to walczył. Aby kocięta nie raniły się w panice, nie uciekały od swoich mistrzów z zakrwawionym pyskiem, nie bały się spać we własnym obozie, nie musiały spać z jednym okiem otwartym, znerwicowane, przerażone, niedowartościowane. O to walczył, aby tak nie musiało być.
Nie, nie, nigdy więcej, ani Pszczolinka ani... nikt inny.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Księżyce: 42 Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Partner: oj, to się raczej nie wydarzy Trwałe urazy: brak prawego oka (-2 Zm), "zajęcza warga", zniekształcony pysk
Księżyce: 42 Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Partner: oj, to się raczej nie wydarzy Trwałe urazy: brak prawego oka (-2 Zm), "zajęcza warga", zniekształcony pysk
nieco poniżej przeciętnej pod względem wielkości kotka o krótkiej, czarnej szylkretowej klasycznej pręgowanej sierści z bielą, ma zielone oczy i zniekształcony pysk, nie ma prawego oka
Przez wadę wymowy nie mówi wiele – jej zdaniem brzmi śmiesznie. To cicha, uparta kocica, która żal i poczucie niesprawiedliwości przykrywa kąśliwymi uwagami, groźnymi spojrzeniami i pozorną twardością charakteru. Widzi, że kotom czasem trudno patrzeć jej w oczy, ale przestała już reagować gniewem i agresją na te niewypowiedziane nieprzyjemności – na gapienie się, zerkanie czy nawet wyraźną zmianę tonu głosu przy zwracaniu się do niej.
Znosi ból w ciszy. Ale kiedy nagromadzi się w niej zbyt dużo złych emocji, których nigdy nie nauczyła się poprawnie nazywać ani wyrażać – potrafi wybuchnąć. Zdarza się jej reagować bardzo brutalnie, agresywnie, chcąc udowodnić innym – choć tak naprawdę przede wszystkim sobie – że zasługuje na szacunek, mimo takiego, a nie innego wyglądu.
W zasadzie bez przerwy toczy wewnętrzną walkę: z samotnością, złością, której nie chce czuć, i z poczuciem bycia gorszą, bo nie jest taka jak inni. Może sprawiać wrażenie pozbawionej uczuć, tępej, a nawet bezwzględnej – ale to wszystko tylko maska. Tarcza, która zakrywa bardzo nieszczęśliwą kotkę, niepotrafiącą zaakceptować tego, jaka jest.
Bardzo pragnie usłyszeć, że jest w porządku taka, jaka jest. A jednocześnie – gdy już te słowa padają – nie dowierza im. Uznaje je za wypowiedziane na siłę, z litości, nie z serca.
Zwinna Łapa (Wicher), Paszcza (Samotnik)
Medyk domyślił się prawdy o dokładnym pochodzeniu jej urazu: możliwe nawet, że wiedział, że to nie było do końca tak, że Zbutwiały Pień pobił ją do krwi. Może był świadom, że wojownik uderzył tylko łapą ze schowanymi pazurami zniekształcony pysk terminatorki? Jeżeli nie, to Licha Łapa prędzej czy później mu to powie, nie chciała by mimo wszystko jej mistrz był oskarżony o coś, czego nie zrobił. Zrobi to, sprostuje, tylko… później. Teraz zamierzała poddać się trosce i ciepłu Czosnkowego Kwiatu. Potrzebowała jeszcze kilku uderzeń serca poużalania się nad sobą. Nad tym, jak bardzo przeraziły ją ból i obecność krwi, nagłe uderzenie i ponad wszystko: zimno i obca, zła energia jej mistrza.
Pod wpływem spokoju głosu Czosnkowego Kwiatu przestała płakać. W tamtej chwili tylko co jakiś czas pociągała już nosem, ale nie łkała. Powoli udawało jej się uspokoić także oddech i myśli. Stopniowo, kocięcy krok za kocięcym krokiem, dochodziła do siebie.
Skinęła głową i uchyliła pysk, by pozwolić się zbadać. Wiedziała, że nie odgryzła sobie języka, w końcu wciąż była w stanie mówić. W całej tej sytuacji nie chodziło o powagę obrażeń, a o samo ich wystąpienie, o to jak były niespodziewane.
- On jest zły - dodała, kiedy badanie już się skończyło i jej odezwanie się nie mogło już w nim przeszkodzić. Chciała dodać jeszcze “po prostu zły”, ale dobrze wiedziała, że w jej wykonaniu zwrot “po prostu” nie będzie miał prawie w ogóle sensu, dlatego uprościła swój komunikat, czując jednocześnie, w jakiś sposób, że jej nowy opiekun dobrze wie, co ma na myśli.
Dopiero wtedy pozwoliła sobie na przylgnięcie do niego, do chudego ciała medyka. Bardzo tego potrzebowała. Potrzebowała jego i to nie tylko w tej chwili. Nie przemyślała pobrudzenia białej piersi, ta kwestia wydawała się zupełnie w tamtym momencie nieistotna.
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Nosiło nim ze złości ale nie mógł sobie pozwolić na okazanie tej złości. Z tym samym spokojem i czułością obejrzał dokładnie zniekształcony, zakrwawiony pyszczek aby potwierdzić swoją teorię o ugryzionym języku. Dobrze, że tylko tyle i aż tyle, bo gdyby Zbutwiały Pień jakoś dołożył się do obrażeń terminatorki, gdyby Zbutwiały Pień zostawił na pyszczku ślady swoich pazurów, tego Czosnek mógłby nie wytrzymać.
- Nic poważnego, na szczęście - zdiagnozował Pszczolinkę, uśmiechając się do niej na pół uderzenia serca. - Niedługo nie będzie już wcale boleć. Jak wrócimy do obozu to... pomogę ci umyć mordkę z krwi - zadeklarował, bowiem nie było cienia szansy, aby pozwolił jej wrócić ze Zbutwiałym Pień na trening. A potem pozostało mu tylko wysłuchać tego, co chciała powiedzieć, jej gorzkiego żalu, jej uzewnętrznianego strachu przed swoim pożal się Gwiezdny Klanie mistrzem.
I chciał odpowiedzieć, jednak nie spodziewał się, że ta się do niego przytuli. Zamarł. Nikt od wieków go tak nie przytulał. Ostatnim kotem, który się w niego wtulił - i to z jego własnej inicjatywy - był Okruszek, ten, za którym Czosnek tęsknił każdego dnia od nagłego zniknięcia. Nastroszył się, ale tylko na chwilę i po kilku uderzeniach serca wahania objął drobną szylkretkę łapą. - Nie zrobi ci więcej krzywdy - zapewnił, chrapliwie, półszeptem. Wściekłość na widok stanu Pszczolinki wrzała mu w żyłach. - Możesz zostać w Korzennej Jamie tak długo, jak chcesz, w moim legowisku. Nie musisz z nim nigdzie wychodzić na treningi jeśli nie chcesz, wstawię się za tobą, gdyby czegokolwiek próbował.
Była taka jak on, księżyce temu, za młodu. Potrzebował ją uchronić przed tym samym losem. Ją i każdego innego młodego kota. Z tego powodu, przez takie jednostki jak Pszczolinka, bezbronne i niewinne jeszcze nie odszedł do Klanu Rzeki.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Księżyce: 42 Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Partner: oj, to się raczej nie wydarzy Trwałe urazy: brak prawego oka (-2 Zm), "zajęcza warga", zniekształcony pysk
Księżyce: 42 Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Partner: oj, to się raczej nie wydarzy Trwałe urazy: brak prawego oka (-2 Zm), "zajęcza warga", zniekształcony pysk
nieco poniżej przeciętnej pod względem wielkości kotka o krótkiej, czarnej szylkretowej klasycznej pręgowanej sierści z bielą, ma zielone oczy i zniekształcony pysk, nie ma prawego oka
Przez wadę wymowy nie mówi wiele – jej zdaniem brzmi śmiesznie. To cicha, uparta kocica, która żal i poczucie niesprawiedliwości przykrywa kąśliwymi uwagami, groźnymi spojrzeniami i pozorną twardością charakteru. Widzi, że kotom czasem trudno patrzeć jej w oczy, ale przestała już reagować gniewem i agresją na te niewypowiedziane nieprzyjemności – na gapienie się, zerkanie czy nawet wyraźną zmianę tonu głosu przy zwracaniu się do niej.
Znosi ból w ciszy. Ale kiedy nagromadzi się w niej zbyt dużo złych emocji, których nigdy nie nauczyła się poprawnie nazywać ani wyrażać – potrafi wybuchnąć. Zdarza się jej reagować bardzo brutalnie, agresywnie, chcąc udowodnić innym – choć tak naprawdę przede wszystkim sobie – że zasługuje na szacunek, mimo takiego, a nie innego wyglądu.
W zasadzie bez przerwy toczy wewnętrzną walkę: z samotnością, złością, której nie chce czuć, i z poczuciem bycia gorszą, bo nie jest taka jak inni. Może sprawiać wrażenie pozbawionej uczuć, tępej, a nawet bezwzględnej – ale to wszystko tylko maska. Tarcza, która zakrywa bardzo nieszczęśliwą kotkę, niepotrafiącą zaakceptować tego, jaka jest.
Bardzo pragnie usłyszeć, że jest w porządku taka, jaka jest. A jednocześnie – gdy już te słowa padają – nie dowierza im. Uznaje je za wypowiedziane na siłę, z litości, nie z serca.
Zwinna Łapa (Wicher), Paszcza (Samotnik)
Nim nosiło, a ona się uspokajała. Płacz, którego tak naprawdę nigdy nie chciała, odchodził już w niepamięć, a to, co się wydarzyło, zaczynało powoli do niej docierać. Tak naprawdę, bo wydarzenia których była częścią, ba, centrum, dalej nie były w niej do końca uświadomione. Naprawdę ugryzła się w język przez uderzenie w pysk przez mistrza, naprawdę uciekła w losowym kierunku i trafiła na Czosnkowy Kwiat, który okazał jej wsparcie. Ułożenie sobie tego wszystkiego w głowie przyniosło pewien skutek: do Lichej Łapy dotarło, że po tym, co się stało, wiele będzie musiało się zmienić. Pociągnęła nosem i przełknęła ślinę z odrobiną krwi.
- Dziękuję - tyle zdołała powiedzieć przez pogoń myśli, która miała miejsce w jej głowie. Chciała iść do Korzennej Jamy, potrzebowała odpoczynku. Spojrzała na kocura, któremu teraz ufała bezgranicznie.
Po kilku uderzeniach serca para kotów ruszyła do obozu, czując, że po tym wydarzeniu już nic nie będzie takie samo.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Po skończeniu Próby Jaszczurki, Kozia Skarpa oddzieliła się od reszty klanowiczów. Zamierzała kręcić się niedaleko Świerszczyny, aby w razie czego być blisko, a przy tym nie zakłócać nikomu Próby Nietoperza. Dawno o tej porze dnia - a właściwie nocy - nie miała okazji zapolować, a skoro i tak już była na nogach, a jej próby przeminęły, to czemu nie wykorzystać okazji? Gdy Próba Nietoperza się zakończy, to dołączy do reszty.
A na ten moment - mogła się pochłonąć polowaniu.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Po zakończeniu Próby Jaszczurki kocica wyruszyła na polowanie. Oby tylko się nie spotkała z uczestnikami Próby Nietoperza… byłoby to trochę niefortunne. Niemniej wojowniczka po chwili mogła spostrzec śpiącego na jednym z drzew gołębia. Okazja wprost idealna, czyż nie?
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Wspaniale, polowanie nocą niosło za sobą takie plusy, jak właśnie ten przed nią. Zwierzyna, a przynajmniej jej część, smacznie spała.
Widząc gołębia wnet przypadła do pozycji łowieckiej, składający się w kierunku śpiącego ptaka, po wyskoku celując szczękami w jego kark. Przy odrobinie szczęścia zabije go szybko i bez większego hałasu, by nie spłoszyć i nie obudzić okolicy.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
No i obeszło się bez krzyku. Kocica doskoczyła do niższej gałęzi, na której znajdował się gołąb, i bez nawet przerywania jego snu ściągnęła go na ziemię. Tym razem czekał na niego jednak sen wieczny.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Pierwsza zdobycz na jej koncie, Koza uśmiechnęła się z zadowoleniem, że taka na rozpoczęcie jej polowania. Nie miała, na co narzekać, oby tylko Gwiezdni teraz jej nie zrobili psikusa i nie rzucali od tej chwili kłód pod łapy.
Ruszyła dalej, czujnie kręcąc nosem w powietrzu, poszukując kolejnego tropu.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
O, jest i kolejna piszczka, jedna po drugiej.
Szybko zaczęła się skradać w kierunku gryzonia, przenosząc ciężar ciała na tylnie łapy. Starała się być szczególnie ostrożna przy podchodzeniu do orzesznicy, a przy tym prędko wyskoczyć w jej stronę - gdyby próbowała akurat spojrzeć w kierunku Kozy.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.