Logo Artemidy
Jagodowy Łan
Wypuściła z płuc powietrze, nieco rozluźniając się na samą myśl, że Kudłaty wreszcie był z powrotem u jej boku. Uśmiechnęła się szerzej, delektując się tą chwilą. Byli wolni, wreszcie poza ograniczającymi ich ścianami Korzennej Jamy. Chciała móc być cały ten czas przy nim, gdy przez zatrucie zmuszony był przesiadywać przez jakiś czas w lecznicy, jednak zapach ziół teraz szczególnie ją dobijał. Jak wcześniej był akceptowalny i dawała raczej radę dłużej tam przebywać, tak teraz skręcało ją w żołądku, gdy dłużej wdychała woń medykamentów. Starała się oczywiście być przy nim jak najdłużej była w stanie.
Strzepnęła lekko uchem na słowa Kudłatego, przełykając ślinę. Sami. Wzięła po cichu głęboki wdech, przechylając lekko łeb, aby oprzeć go nieco o głowę partnera. Sami... przynajmniej na ten moment. O Gwiezdni. Kudłaty nic nie wiedział! No... w końcu skąd miał wiedzieć, jak mu nie powiedziała! Sam się nie domyślał, nie była pewna czy to ją bardziej bawiło, czy frustrowało. Nie, żeby była na niego zła. Była bardziej na siebie, że nie mogła się przemóc by w końcu mu powiedzieć. Może powinna... tak po prostu powiedzieć, bez owijania w bawełnę? Dotąd miało to... hm, mieszane rezultaty, ale nigdy złe. Ciężko było o złe rezultaty, gdy chodziło o kogoś takiego jak Kudłaty. Bardziej ją chyba jednak stresowało to, jak partner w ogóle zareaguje! Będzie szczęśliwy - to wiedziała. Ale poza tym? Mogłaby sobie łapę uciąć, że przeszedłby równie wielki zawał co ona przez... w sumie cały ten czas. No, rozmawiali o tym, niby byli gotowi, powoli, ale jednak czuła się, jakby to tak nagle na nich spadło. Myślenie to jedno, a rzeczywistość to drugie.
Żeby nie pozostawiać go bez odpowiedzi, Kózka po prostu kiwnęła łbem, lekko odchrząkując na oczyszczenie sobie gardła. Wyraźnie chcąc zabrać głos.
- ...Eh- - Zająknęła się, próbując jakoś zacząć. No, super zaczęła, ale jak zaczęła, to już musiała dokończyć. Byłoby tylko bardziej niezręcznie, gdyby teraz przestała się odzywać, próbując coś wymyślić dalej. - Jestem w ciąży.
If I lay here
If I just lay here
Would you lie with me and just forget the world?
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life

Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
LVL 10 515 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
85
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Widziałem, że Kózkę coś zmartwiło. Nie wiedziałem do końca co chodziło po jej umyśle, ale definitywnie chodziło! Z troską spojrzałem na nią, nie chcąc za bardzo naciskać… Ale powinienem coś powiedzieć. Coś martwiło moją partnerkę i ja chciałem jej pomóc! Przecież nie chciałem pozwolić, aby działa jej się krzywda. Kózka była całym moim światem! Jej zmartwienia były też moimi i chciałem jej pomóc. O ile bym potrafił, ale dla niej zrobiłbym wszystko!
Chciałem coś powiedzieć, nawet otworzyłem mordkę, aby zapytać czy wszystko w porządku ale ona sama zaczęła mówić. I mimo, że chciałem zamknąć pyszczek, to równie szybko ponownie powędrował on na dół.
- … - zamrugałem szybko, zatrzymując się w miejscu. Spojrzałem szybko na jej brzuch, potem na jej piękną mordkę, potem znowu na brzuch. Nie wiedziałem czy się przesłyszałem ale… ale chyba nie. - W… ciąży? - zapytałem zszokowany, spoglądając w jej oczy. Nie wiedziałem jak zareagować. Z jednej strony bardzo się cieszyłem. Mógłbym zacząć skakać z radości, ale czułem, że skończyłoby się to kolejnymi wymiotami. Byłem w szoku, że wystarczył tylko jeden moment rozkoszy abyśmy mieli stać się rodzicami. Z drugiej strony jednak maleństwa wybrały sobie najgorszy okres, aby się pojawić. W klanie nie było bezpiecznie. A ja bałem się o Kózkę… i teraz też o nie.
- Będziemy mieć… kociaki? Razem? I ty będziesz… będziesz mamą, a ja tatą? Ja… ja nie wiem co… I one… Taki moment… I będziemy rodzicami… I… będzie dobrze… Tak, tak… Damy radę, nie? W… w ciąży… I… Kocham cię. - otarłem się pyszczkiem o jej policzek, po czym przejechałem po nim językiem. Odebrało mi wręcz mowę, nie wiedziałem co powinienem powiedzieć. Ostatnie słowa były czymś, czego byłem pewny najbardziej i co potrzebowałem powiedzieć. Nie chciałem, aby Kózka pomyślała, że jest inaczej. Nie było. Kochałem ją tak samo. I byłem dla niej. Z nią.
[Obrazek: BiDK5C8.png]
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Obserwowała uważnie reakcję Kudłatego. Czuła, jakby czas się właśnie zatrzymał, w napięciu czekając na coś. Przez moment nie wiedziała nawet, czy oddycha. Chyba tak, nie robiło jej się słabo, ani nic. Tylko serce jej biło tak przeraźliwie mocno. W końcu, po tak długim okresie paru sekund, odchyliła lekko do tyłu uszy. Najpierw, rzecz jasna, był szok. Kózka uśmiechnęła się niezręcznie, naraz zaniepokojona i oczarowana rozdziawionym pyskiem Kudłatego. Słodko.
Reakcja partnera była... lepsza niż Kózka się spodziewała. Nie oczekiwała nie wiadomo czego, najgorszym scenariuszem jaki zakładała było to, że Kudłaty zemdleje. Wiedziała, że tak się raczej by nie stało, szanse były niskie, ale nigdy zerowe. Na całe szczęście jej obawy się nie urzeczywistniły, ukochany wreszcie się odezwał. No i, oh, słychać było ten szok. Mocno. Nie mogła powiedzieć, że było to pocieszające, ale byli w tym razem i hej, wcale nie przyprawiła partnera o zawał. Przynajmniej tyle.
- Oh, kamień z serca... - Sapnęła, wyraźnie wypuszczając z siebie powietrze, które jednak wstrzymywała. Zamruczała cicho na czułości Kudłatego, również mu wyszeptując swoją miłość do ucha. Po chwili lekko opuściła łeb, jak gdyby zrzuciła z siebie ogromny ciężar... bo w sumie tak było. Nie mogła znieść trzymania tego ten cały czas w tajemnicy. Już jedną rzecz musiała przed nim ukrywać, nie podobało jej się to, że miała teraz kolejną. No, ale przynajmniej w końcu jednej z nich się pozbyła i o tyle dobrze, że Kudłaty dobrze to znosił. Chyba. Przełknęła ślinę, przechylając lekko pysk, aby na niego spojrzeć. - ...Jak się czujesz- Eh... Co myślisz, o tym wszystkim? - Spytała niepewnie, odwracając łeb, wzrokiem odchodząc na bok. Kątem oka spoglądając na swój brzuch.
- To dość... Hm. Niefortunne. Nie kociaki, mam na myśli czas... Nie myślałam, że tak szybko do tego dojdzie. - Zerknęła z powrotem na Kudłatego, uśmiechając się na tyle ile mogła.
If I lay here
If I just lay here
Would you lie with me and just forget the world?
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life

Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
LVL 10 515 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
85
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czułem się dziwnie z myślą, iż miałem zostać ojcem. Czułem się dziwnie z tym, że niedługo na świat miały przyjść nasze kociaki, a w nasze łapy dostaliśmy obowiązek wychowania ich na dobre koty. Oczywiście wiedziałem, że będą cudowne - w końcu ich mama była wspaniałą wojowniczką o niezwykle dobrym sercu. Bardziej przerażało mnie jednak, że to stało się… teraz. Już. Gdy klan został otruty, gdy przywódcy nie było, gdy większość kotów leżała w lecznicy. Nie był to najlepszy czas na narodziny. Nie mówiąc już o tym, że przecież już zaraz miały zaczynać spadać liście, a potem spaść śnieg! A co jeśli coś im się stanie, bo ktoś nie lubił Kózki? Co jeśli ktoś je zaatakuje, zaatakuje Kózkę bo po prostu będzie chciał? W tym klanie to było możliwe, nie mogłem do tego dopuścić.
- Ja czuję się… Nie no, Kózka to nie ważne, ja muszę wiedzieć jak TY się czujesz! Kochanie, masz w sobie nasze dzieci i… jeju, czy wszystko dobrze? Ja przepraszam, że nie zauważyłem wcześniej, w sensie widziałem, że… no… no wiesz! Ale nie chciałem pytać, bo nie wiedziałem jak to delikatnie zrobić, a teraz to wszystko ma sens i…! - mówiłem szybko, dosyć nieskładnie, ale dalej nie potrafiłem pozbierać się z szoku. - Potrzebujesz czegoś? Wody? Coś do jedzenia? Jak chcesz to zaraz złapie coś dobrego, może lepiej nie bierz nic ze stosu. O tak, będę polować dla nas codziennie, aby nic się na pewno nie stało! I musimy powiedzieć Bażantowi, w końcu będzie miał rodzeństwo! I potrzebuję go, abyś nie zostawała sama, aby nikt cię nie zaatakował… Chcesz się położyć? Usiąść? Muszę koniecznie przynieść trochę wełny, o ile uda mi się ją znaleźć… Albo piórka? Wtedy legowisko będzie miękkie i będzie wam ciepło. I musimy porozmawiać z Huraganowym Szeptem albo z Ciernistym Gąszczem, aby byli gotowi, gdy to się stanie i… RANY! A kiedy to się może stać? Teraz? Mam nadzieję, że nie teraz, bo ja nie dam rady nic zrobić! Czujesz się dobrze? Powiedz, że to nie teraz, tylko, że maluchy poczekają jeszcze chwilkę! I tak oh, no wybrały nie najlepszy czas, ale damy radę. Musimy dać! Będziemy najlepszymi rodzicami jakich mogłyby mieć! - zapewniłem, zaczynając chodzić w kółko nieco podenerwowany - nie zły, ale zastanawiałem się co będzie dalej i jak zapewnić rodzinie bezpieczeństwo. I dalej byłem w szoku! Nie spodziewałem się, że to się może wydarzyć… No tak, o. I to jeszcze teraz, gdy na klan spadło tyle nieszczęścia. Bałem się. Bałem się i o Kózkę i o kociaki. Bałem się, bo uważałem, że Klan Cienia nie nadaje się do miejsca, w którym można było wychowywać kociaki…
[Obrazek: BiDK5C8.png]
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kudłaty się martwił, wiedziała, że tak będzie, a i tak ją to bolało. Nie mogli się nawet w spokoju nacieszyć wizją posiadania potomstwa, bo poza normalnymi sprawami, którymi powinni się zamartwiać przyszli rodzice, górował za to nad nimi problem związany z klanem. Martwiła się o to, co będzie z Ośmiookim i Błękitnym Bajorkiem. Czy dadzą radę to wszystko naprawić? W nich leżała ich ostatnia nadzieja.
Przełknęła ślinę, wysłuchując słów Kudłatego. Zrobiła szybki krok do przodu, lekko zderzając się łbem z jego polikiem, chcąc go trochę uspokoić. - Nie... Spokojnie, wszystko jest dobrze. Teraz potrzebuję tylko ciebie. - Zapewniła cicho, a jej wzrok opadł na jej łapy. - Damy radę... A Bażant yy- Bażant już właściwie wie. Dzisiaj z nim gadałam, zanim jeszcze wyszliśmy na spacer... chociaż wolałabym, żebyś wiedział przed nim, przepraszam, ale już się stało. Trochę wciskał nosa mówiąc, że przytyłam i w ogóle, to mu wyjaśniłam wszystko. Tak myślę... No i nie martw się, chyba ich nie powinno być przez jakiś... księżyc? Coś koło księżyca, nie mam pewności. Może nawet trochę mniej...? - Niepewnie zmarszczyła czoło, wzdychając. Siadła na miękkiej ściółce, lekko się odsuwając, aby spojrzeć na partnera.
- Rany, ciężko mi w to uwierzyć, że tak szybko to minęło. Um- - Przełknęła ślinę. - Obawiam się, co teraz będzie. Pies nie żyje, jest nadzieja na poprawę... ale nie wiadomo, co teraz. Boję się... o ciebie i o kociaki. - Bo co, jeśli Gwiezdni jednak im nie pomogą? Źle się czuła z tą myślą, w końcu chciała wierzyć, że przodkowie jednak się od nich nie odwrócili, ale w tych czasach ciężko było zachowywać nadzieję. Zwłaszcza, gdy życie Kudłatego stało na szali. - ...Czy wciąż myślisz czasami o odejściu stąd? - Spytała niepewnie.
If I lay here
If I just lay here
Would you lie with me and just forget the world?
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life

Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
LVL 10 515 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
85
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przystanąłem w miejscu, kiedy głowa Kózki zetknęła się w moim polikiem. Szybko wlepiłem w nią spojrzenie, po czym uśmiechnąłem się delikatnie, może nieco zbyt podenerwowanie. Ponownie przejechałem delikatnie językiem po jej poliku. Cieszyłem się, że mnie potrzebowała. Też jej potrzebowałem. Na wieść, że Bażant wie, uśmiechnąłem się nieco szerzej. Nie byłem zły, że dowiedział się wcześniej! Właściwie to dowiedział się chwilę wcześniej, więc właściwie to dowiedzieliśmy się w tym samym czasie! Będzie starszym bratem i też miał prawo do tego, aby wiedzieć, że maluchy się pojawią. Odetchnąłem również z ulgą na myśl, że kociaki nie pojawią się w tym momencie, tylko będzie trzeba na nie jeszcze chwilę poczekać.
- Ja też się boję o ciebie i kociaki. - przyznałem wreszcie. Chciałem powiedzieć coś więcej, ale zamilkłem, słysząc jej pytanie. Prawda była taka, że myślałem. Ale nigdy nie myślałem o tym, aby odejść bez niej. Zawsze chciałem być jedynie z nią i tylko z nią, nie ważne co. Przygryzłem język, kierując wzrok na łapy.
- Nie bez ciebie. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie obok. Nie pozwolę na to, aby coś ci się stało. Tobie i kociakom. Kocham cię i nigdy cię nie zostawię. Was nie zostawię. - miauknąłem, podchodząc bliżej i przytulając się do mojej dymnej chmurki.
[Obrazek: BiDK5C8.png]
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Domyślała się jego odpowiedzi, w końcu dziwne by to było, gdyby nagle z dnia na dzień zmienił zdanie. Wizja ciągłego siedzenia w Klanie Cienia, powoli z rosnącą iskierką nadziei, że zaraz się poprawi, była wciąż dość dołująca. Była wdzięczna za to, że partner był z nią szczery, ulżyło jej poniekąd, choć nie ujarzmiło to jej zmartwień.
- ...To wiem. Nigdy bym cię o to nie posądzała. Miałam bardziej na myśli, gdyby się teraz nie naprawiło... Nic. - Podniosła na moment wzrok, spoglądając w chmury. Było za jasno aby móc dojrzeć gwiazd, jednak Kózka miała chociaż nadzieję, że przodkowie i tak nad nimi czuwają nawet, gdy ich nie widać. Albo, że chociaż chronią Kudłatego przed tym całym złem w Cieniu. - Wierzę, że jeszcze jest szansa na zmiany, pokładam szczere nadzieje w- um... pewnych kotach. Liczę, że uda im się coś z tym zrobić. Zwłaszcza teraz, gdy nie ma już Psa i części jego wiernych. Ale jeśli nawet to nie pomoże, to nie chcę, by nasze kociaki wychowywały się w takich warunkach.
Spojrzała z powrotem na ukochanego, przejeżdżając językiem za jego uchem. Chciała móc się z nim podzielić wszystkim, co wie. Z pewnością lepiej by mu było z myślą, że jego najlepszy przyjaciel, ktoś, komu faktycznie może zaufać w tym tłumie szaleńców, robi wszystko co w jego mocy aby naprawić szkody po Psie. Ile jeszcze to miała przed nim trzymać?
- O, Gwiezdni, ja to potrafię zdołować rozmowę... może przerzućmy się na coś weselszego. Pójdziemy znowu zobaczyć konie? ...Kurde, chociaż nie wiem, czy teraz będzie kiedy- Hm... O, a może z pójdziemy z kociakami, jak już trochę podrosną?
If I lay here
If I just lay here
Would you lie with me and just forget the world?
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life

Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
LVL 10 515 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
85
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Dalej, bez ciebie nigdzie bym nie odszedł. Bez ciebie i bez kociaków. - zamruczałem, lekko uśmiechając się do partnerki. Chociaż tak naprawdę i tak się obawiałem. Gdybyśmy wynieśli się z klanu, musielibyśmy znaleźć sobie legowisko gdzieś indziej. Znaleźć bezpieczne miejsce do życia. Już nie moglibyśmy podróżować, tak jak ja to robiłem, gdy żyłem poza klanem. Przytuliłem się do mojej Kózki. Wierzyłem, że skoro pokładała nadzieję w pewnych kotach, to niedługo wszystko powinno się poprawić. I nawet na to liczyłem. Bardzo.
- O, tak! Zabierzemy je na przygodę! Przekażę im w s z y s t k o co wiem! I ty też. Będziemy dobrymi rodzicami, prawda? Mam taką nadzieję... W sensie, ty będziesz dobrą mamą i mam nadzieję, że ja będę równie dobrym tatą. Ile ich będzie? Wiesz już coś? I co czujesz? Nie kopią cię za bardzo? - chciałem wrócić do normalnego toku rozmowy i nacieszyć się faktem, iż będziemy rodzicami. Chciałem, aby to było normalne! Abyśmy cieszyli się rodzicielstwem.
[Obrazek: BiDK5C8.png]
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ruszyła się lekko, muśnięciem ogona w bok Kudłatego zachęcając go do dalszej wędrówki. Część zmartwień mieli już wyjaśnioną, mogli więc odetchnąć i nacieszyć się chociażby chwilowym spokojem we dwoje. Fuknęła cicho na słowa partnera, marszcząc brwi i następnie pochylając się bliżej, aby skubnąć koniuszek jego ucha.
- Będziesz wspaniałym tatą, o to się nawet nie bój. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, żeby miało być inaczej. - Zapewniła go. Bo przecież jak ktoś taki jak Kudłaty Obłok miałby sobie nie poradzić z takim zadaniem? Według Kózki, to Kudłaty o wiele lepiej sobie poradzi z tym zadaniem niż ona, nie było mowy, by mógł w jakikolwiek sposób zawieść ich kocięta. Nawet Paliwodę zaakceptował... od razu! - Tego akurat nie wiem, Paliwoda sobie żartował mówiąc, że nawet dwanaście. On twierdzi, że osiem minimum. Nie wiem, średnio mi się w to chce wierzyć. - Albo może wolała sobie wmawiać. W końcu ósemka to... no, dużo kociąt. Wolałaby nie wpadać od razu w tak głęboką wodę, dopiero co w ogóle się oswajała z wizją założenia rodziny. Co nie znaczyło, że nie będzie ich kochać.
- Ale... nawet dobrze się czuję. Coś tam wymiotowałam, trochę ciężej mi się śpi, ale tak w sumie, to jest w porządku. Trochę dziwne to uczucie momentami, ale nie jakieś... złe. Na pewno mnie nie boli, przynajmniej teraz. Nie wiem jak później, rozmawiałam coś z paroma kotkami, mówiły, że różnie. - Wzruszyła lekko ramionami. - Myślałam, kiedy się przenieść do Liściastego Gąszczu. Na ten moment jeszcze wolę spać z tobą i resztą wojowników w Zacienionych Skałkach, ale chyba niedługo będę już musiała się faktycznie przenieść.
If I lay here
If I just lay here
Would you lie with me and just forget the world?
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life

Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
LVL 10 515 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
85
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trzepnąłem uchem, kiedy Kózka skubnęła mnie w ucho. Szybko jednak lekko się uśmiechnąłem. Powinienem bardziej wierzyć w to, że damy radę! Że JA dam radę, gdyż to, że Kózka da było dla mnie pewne. Kiedyś podszedłbym do całej sytuacji bardziej na spokojnie, a aktualnie... no, martwiłem się. Było to dla mnie coś zupełnie nowego, ale miałem nadzieję, że uda mi się być dobrym tatą!
- DWANAŚCIE?! Nie, no! Tyle raczej nie... Ale osiem? No w sumie to patrząc na... no... - wskazałem nosem na brzuch mojej dymnej chmurki - No to może faktycznie? Albo może to po prostu cztery BARDZO WYROŚNIĘTE kociaki! - zaśmiałem się lekko, chcąc się bardzo rozluźnić i cieszyć się tym, co miało niedługo się wydarzyć.
- Przeniosę się z tobą. Nie wyobrażam sobie, abyśmy mieli spać osobno po tylu księżycach dzielenia legowiska! Poza tym, będę mógł ci pomagać z kociakami i w ogóle, być razem z tobą. - zamruczałem, po czym nieco mocniej splotłem ogon z tym, należącym do Kózki. Zaraz potem ponownie spojrzałem na jej brzuch, gdzie rozwijały się nasze maluszki. Przybliżyłem do niego pyszczek.
- Dobra maluszki, mamusi nie można kopać! I siebie wzajemnie też nie kopcie - mruknąłem do nich, licząc, że może mnie wysłuchają? No kto wie!
[Obrazek: BiDK5C8.png]
LVL 4 65 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zaśmiała się lekko, kiwając łbem. No, ciężko było w to uwierzyć, że mogłoby ich tam być aż dwanaście. Osiem to był limit, największe mioty jakie kiedykolwiek mieli w klanie to było właśnie osiem... a ona tego rekordu wolała już nie pobijać.
- Zdecydowanie byłoby w ten sposób prościej. Chociaż... Uh, rany, poród wtedy byłby okropny. Już normalnie jest źle, z tego co mi mówiły. - Przeszedł przez nią szybki dreszcz. Westchnęła cicho, próbując na ten moment o tym nie myśleć. To było zmartwienie przyszłej Kózki, teraz jeszcze mogła żyć w błogiej niewiedzy... i się przede wszystkim przygotować mentalnie.
- No ja mam taką nadzieję. - Mruknęła z rozbawieniem na deklarację partnera, a następnie podążyła wzrokiem za jego pyskiem. Poczuła, jak nawet mimowolnie kąciki jej pyska unoszą się w uśmiechu, widząc jego interakcję z kociętami. No, właściwie, to z jej brzuchem, ale kociaki i tak były odbiorcą. Po prostu na ten moment połączenie zagłusza warstwa brzucha.
- Myślę, że z pewnością cię słyszą. A także, że cię tak łatwo nie posłuchają. Jeśli choć jedno z nich będzie się zachowywać podobnie do mnie sprzed paru obiegów pór, to chyba możemy już się szykować na niezły bałagan. - Pokręciła lekko łbem. - No, może będą bardziej podobne do ciebie. Oby tylko za pierwszą wizytą na osiedle nie próbowały dosiadać koni.
O ile z początku się bała... no, cóż, właściwie to dalej się bała, tak teraz... nabrała nieco więcej pewności siebie. W końcu są w tym razem. Byli, są i będą. Dadzą sobie radę.

//zt x2 <3
If I lay here
If I just lay here
Would you lie with me and just forget the world?
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life

Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
LVL 10 515 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
85
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Miała zbyt mało czasu na cokolwiek. Właściwie, można by było powiedzieć, że nie istniała w ostatnim czasie jako kot. Tak, jako medyk, jako ktoś, kto musiał zajmować się dalszym funkcjonowaniem całego Cienia, ale czy była pod tym jeszcze jakaś Ciernisty Gąszcz, istniejąca poza obowiązkami? Całkiem możliwe, że nigdy tak naprawdę takiej nie było.
A jednak znalazła jakąś wolną chwilę i zdecydowała się zabrać Srebrzystą Łunę na spacer po ich Cienistych terenach. Teraz już naprawdę nie miała nikogo innego tu, kogo mogłaby uznać za bliską osobę. Dla każdego innego była medyczką, niezbędną, by nie umierali od wciąż spadających na nich ran i chorób. Ewentualnie, tą kotką która dawno temu próbowała otruć Ośmiookiego. Chociaż czy teraz ktokolwiek miał jeszcze o tym myśleć? Gdy innym udało się zakończyć tak wiele żyć, a sam dawny zastępca również odszedł?
- Ten klan naprawdę by beze mnie nie przetrwał. – Może i teraz ledwo się trzymał, ale przynajmniej się trzymał. Nie wszyscy zginęli od zatruć, nie wszyscy pozabijali siebie nawzajem.
Teraz to wszystko było jednak było daleko, a ona była tutaj razem z piękną kotką. Czy to nie powinno być ważniejsze?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
and does it get your blood boilin'
xxxdoes it make you see red?
xxxxxxdo you wanna destroy it?
xxxxxxxxdoes it get in your head?
'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew

you would be angry too

LVL 6 205 / 500
MedLVL 11 558 / 1500
8
Siła
S
19
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
25
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Pierwszy raz opuściła obóz... w ogóle. I pierwszy raz opuściła obóz sama.

Nie było jej przy rozmowie ze Spopieloną Gwiazdą; czarna kocica nieco ją przerażała, a w dodatku wcale nie chciała słuchać niczego na temat swoich biologicznych rodziców. Może Wrona miała rację, może była głupia i naiwna, żyjąc w niewiedzy, wielu rzeczy nieświadoma, ale Księżyc tak... tak wolała. Księżycowa Łapa, och, ciężko było się do tego przyzwyczaić. Księżycowa Łapa, tchórz, który świadomie woli żyć w niewiedzy... nie potrzebowała pamiętać o Białym Kruku i Śpiewającym Raniuszku. Wystarczyły jej Gasnący Dech i Zgniłe Jabłko.

Szkoda tylko, że tym wszystkim odpychała od siebie, tak naprawdę nieintencjonalnie, swoje rodzeństwo, które tak bardzo pragnęło wiedzieć więcej, pamiętać więcej, w przeciwieństwie do niej.

Pora Nagich Drzew, choć surowa dla wielu, dla Księżyc była łaskawa; łatwo wtapiała się w tło spowitego bielą świata, dni były krótsze, słońce nie doskwierało jej skórze ani delikatnemu wzrokowi. Grzebała w śniegu na niewielkiej polanie nieopodal obozu, a białe futro rozświetlane było przez blask księżyca zawieszonego wysoko na niebie. Świat był tak niesamowicie cichy i piękny nocą, pokryty warstwą śniegu, jakby natura spała... natura spała, a ona spać nie potrafiła.

wartki potok
x
don't you know that i'll be around to guide you through your weakest moments to leave them behind you? returning nightmares, only shadows. we'll cast some light and you'll be alright, we'll cast some light and you'll be alright, for now
x
LVL 2 20 / 150
MedLVL 0 0 / 100
2
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pora Nagich Drzew była wspaniała. Szczególnie, kiedy było się w leśnej głuszy. Osiedlowa plucha i brud nie mogły równać się z pięknem ośnieżonych łąk i leśnego poszycia. Wszystko było spokojne, zastygało w bezruchu. Odpoczywało przed nadejściem pory nowych liści. A ona spacerowała, podziwiała, odpoczywała, napawając się mroźnym, rześkim powietrzem i przyjemnym uczuciem śniegu, który uginał się pod jej opuszkami. Wskoczyła na przewrócone, duże drzewo, a po jego drugiej stronie ujrzała sylwetkę, na której widok nastawiła w zaciekawieniu ciemne uszy. Postać wtapiała się w otoczenie idealnie i gdyby nie oczy i nos, pewnie w pierwszym momencie nawet nie zauważyłaby w niej kota. W ogóle by jej nie zauważyła, ot co. Spięła mięśnie, zeskakując na miękki śnieg, który chrupnął pod ciężarem jej łap przy lądowaniu.

– Wybacz. Przeszkodziłam ci w polowaniu? – wolała upewnić się, czy nie wytrąciła właśnie kotki z rytmu. Może właśnie uczyła się podchodów i szlifowała swoje umiejętności, a może już zdążyła się tego nauczyć? Wolałaby nie być przyczyną jej porażki. Nie wyglądała jednak, jakby polowała, więc może - tak, jak ona - wyszła po prostu na spacer. Oby tak było, huh.
xx
LVL 6 480 / 500
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
14
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Za każdym razem gdy dotykała śniegu ten zdawał się być zimniejszy, niż ostatnim razem. Zimniejszy, niż pamiętała. Nie powinno jej zaskoczyć to, jak niesamowicie zmarzł jej nos gdy próbowała sobie nim pomóc wygrzebać to, co miała wrażenie, że pachnie zwierzyną spod śniegu. Nie powinno jej to zaskoczyć, a jednak Księżyc uniosła się gwałtownie i niemal odskoczyła od chłodu rozchodzącego się po swojej skórze.

A może wzdrygnęła się z powodu nagłego dźwięku, czyichś kroków, czy nieznanego jej głosu który rozległ się nieopodal? Odwróciła pysk w kierunku nieznajomej kocicy - pachniała dziwnie, obco, a jednak na jej futrze osiadała się woń Klanu Cienia, była blisko obozu... musiała być stąd choć Księżyc nigdy jej, jak dotąd, nie widziała. Ale to chyba normalne. Wielu kotów nie kojarzyła. Bura wojowniczka kojarzyła się Księżycowej Łapie z jej własnym mistrzem, z Milczącymi Moczarami.

- Nie - odparła miękko, nieco speszona, siadając na śniegu, łapy układając na własnym ogonie. - Nie... nie polowałam, nie wiem jak. Nie przeszkodziłaś.
x
don't you know that i'll be around to guide you through your weakest moments to leave them behind you? returning nightmares, only shadows. we'll cast some light and you'll be alright, we'll cast some light and you'll be alright, for now
x
LVL 2 20 / 150
MedLVL 0 0 / 100
2
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości