Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Falujące Wrzosy znajdują się w niewielkiej dolince, która stanowi przedłużenie Kamienistej Przełęczy, tuż obok Wyjącego Wzgórza. Rosną tam liczne wrzosy, podobnie do Wrzosowiska znajdującego się w okolicach Topiołek. Jest to prawdopodobnie jedyne miejsce na terytorium Klanu Wichru, w którym te kwiaty przeważają nad wszystkimi innymi. To ustronne miejsce, otoczone z każdej strony wzgórzami zapewniającymi ochronę i spokój.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Nie spać ze względu na dodatkowe patrole, polowania i inne poważne zajęcia to jedno. Jasne, wciąż nierozsądne i wypadałoby tak nie robić, ale przynajmniej czemuś to służyło. Bezczynne gapienie się w "sufit" Kłującej Gęstwiny do niczego nie prowadziło. Nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na gnębiące ją pytania, a durny umysł jakoś nie chciał przyjąć tego jako zakończenia tematu. Nie żeby każdy wieczór kończył się nocą bezowocnych rozkmin, ale zdarzało się coś takiego. I tyle. Nawet ta okazjonalna nieprzespana noc irytowała burą przez brak jakiegokolwiek postępu w sprawie.
Potrzebowała więc zasięgnąć opinii z zewnątrz. Podchodziła do tego nieco sceptycznie, bo Jaśniejący Płomień dużo bardziej obeznany w tych tematach się nie wydawał, ale cicho liczyła na to, że sama rozmowa pomoże i nawet jeśli brat nie wpadnie na nic sensownego, to jej się to lepiej w głowie poukłada. Dokładnie.
Więc zabrała bliźniaka na polowanie. No, przynajmniej jakieś polowanie było w planach na dzisiejszy dzień. Gdzieś na później. Póki co znaleźli się na małym wichrowym wrzosowisku, a jak Iskra zdążyła zauważyć, zbyt wiele kotów tu nie przychodziło. Legitne miejsce na rozmowę, więc bez przeciągania przeszła do głównego tematu.
- Dobra, słuchaj. I się nie śmiej. Znaczy możesz później, ale teraz potrzebuję pomocy. - głęboki wdech - Jak określić... hm... no jakby skąd ja mam wiedzieć czy się zakochałam? Skąd to się wie? Gdzie jest jakaś różnica między tym, a przyjaźnią?
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Jaśniejący Płomień traci rachubę czasu. Od kiedy Błękitna Łapa zachorowała i nieco obowiązków mu odpadło, wrócił do mechanicznego egzystowania obok Klanu Wichru. Poluje najchętniej w samotności, na patrolach nie widać nic z energicznego i towarzyskiego terminatora, jakim niegdyś był, w wolnym czasie natomiast albo poluje więcej, albo tęsknie popatruje za klanowe granice. I kiedy robi to drugie, dziwne myśli napływają mu do głowy. Niepokojące pytania, których genezy nie potrafi dojść. Czy poza klanem mógłby wreszcie być sobą?
Wspólna aktywność z siostrą pozwala mu nie wracać do temu podobnych przemyśleń. I dobrze. Nie muszą ze sobą rozmawiać, wystarczy sama obecność Roziskrzonej Nocy; syn Czerwonego Pazura pamięta, żeby się pilnować. To wystarcza.
Otwiera pysk i węszy, chcąc podjąć jakiś trop. Jednak ledwie zaciąga się powietrzem, słyszy głos. Jego wzrok podąża w kierunku, z którego dochodzą... niespodziewane słowa. Słowa, które najchętniej zbyłby parsknięciem, machnięciem ogona, jawnie świadczącymi o tym, jak głupie jest zastanawianie się nad tym. Jak głupie jest zakochiwanie się. Ale pytanie zadała Iskra, a jeżeli siostra zdecydowała się rozmawiać z nim o uczuciach, to musi być to coś poważnego. Kłopoty z ojcem przecież musiał wręcz wydzierać jej z gardła.
Wzrusza ramionami.
- Miłość to prawie to samo co przyjaźń - mówi tonem porównywalnym do tego, który towarzyszy kotom omawiającym teorię polowania. - Z tą różnicą, że przy przyjaźni można zaniżyć kryteria i przymknąć oko na niektóre aspekty. W miłości nie, dlatego że z partnerem żyjesz, a nie tylko przebywasz. Partner musi być na twoim poziomie, musi chcieć się rozwijać, musi pomagać tobie w rozwoju; najlepiej jak twoje słabe strony są jego mocnymi stronami. Jeżeli Rysi Pomruk może ci to wszystko zaoferować, to jest to miłość. W innym przypadku dałbym sobie spokój.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Najgorsze w tym wszystkim było to, że Roziskrzona Noc miała świadomość, że temat był głupi i przede wszystkim - niewarty uwagi. Ale jakoś sam z siebie nie chciał odejść, więc musiała przejść do drastycznych metod jak rozmowa z Płomykiem. Ten jednak jej nie wyśmiał, a nawet zaczął wyjaśniać, więc można było powiedzieć, że jakiś sukces odniosła. Skrzywiła się na pierwsze słowa, bo cienka granica między przyjaźnią, a miłością niczego nie ułatwiała. A z kolejnymi wyjaśnieniami zaczęła wierzyć, że chyba jest za głupia by to zrozumieć. Ewentualnie, że to co bliźniak opisywał to nijak nie odnosiło się do jej sytuacji co mogło oznaczać dwie rzeczy. Albo jednak temat zakochiwania jej zupełnie nie dotyczył i mogła spać spokojnie (no ciekawe), albo bury jej zupełnie nie zrozumiał jej problemu. Była też trzecia możliwość - Jaśniejący Płomień był ostatnim kotem do rozmów o uczuciach. I każda kolejna opcja była już tylko gorsza.
Tak samo jak zresztą słowa brata. Chwilę jej zajęło zrozumienie co ten w ogóle powiedział, ale gdy wreszcie w rdzawej głowie zaskoczyło, że Płomyk wciąż upierał się przy swoim i był przekonany, że rozmowa dotyczyła Rysiego Pomruku, stanęła aż w miejscu.
- Co. - to nawet nie było pytanie, to tylko Iskra myślała, że ten temat mają dawno za sobą. Najwyraźniej nie mieli. Potrząsnęła przecząco łbem. - To nie o niego chodzi. Mówiłam już. Ale. Dlaczego myślisz, że jest inaczej? Już pomijając to, że myślisz, że bym ciebie okłamywała w tym temacie, bo to już problem na inną rozmowę, ale skąd w ogóle pomysł, że to o Rysia by mogło chodzić?
Jasne, mogłaby uciąć temat jak zawsze, bo tu nie było o czym rozmawiać, ale tym razem dostrzegła w tym szansę na zdobycie jakiś konkretnych informacji, które by pomogły z jej aktualnym problemem.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Bury, który nigdy nie borykał się z uczuciami tego pokroju, nie ma pojęcia o rozgrywającej się w siostrze szarpaninie myśli. Nie wie też, czego się po niej spodziewać po tym, jak już odpowiedział na pytanie. Ale ostatecznie okazuje się, że to nie takie nieprzewidywalne - Iskra z każdej możliwej opcji wybiera tę, w której wypiera się uczuć do Rysiego Pomruku. Który to już raz? Owszem, w takim wypadku może zacząć podejrzewać, że naprawdę nie o niego chodzi, ale po pierwsze - to skąd tak gorące zapewnianie, że wcale się w nim nie buja? A po drugie - to w kim innym niby? Opcji nie ma tak wiele, z tego co się orientuje przynajmniej. Sami terminatorzy albo starsi. W większości koty, którym nie można ufać. Zresztą Jaśniejący Płomień nie kojarzy nikogo, z kim bliźniaczka spędzałaby zauważalnie dużo czasu. No, ale fakt faktem, nie widują się na tyle, by nie mógł czegoś przegapić. W zasadzie ma wrażenie, że przegapia aż zbyt wiele.
- Jesteście blisko. Był twoim mentorem, mógł ci zaimponować. Ja wiem? - rzuca. - Ale skoro nie o niego chodzi, to o kogo?
Niecierpliwie przecina ogonem powietrze.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
I cała ta nadzieja, że uda się coś nowego wyłuskać ze słów Płomyka spełzła na niczym. Żadnych konkretów, zwykłe przeczucie, powiedzieć, że Iskra była rozczarowana to za mało. Więc tylko wykrzywiła pysk w lekkim niezadowoleniu, nim bury przeszedł do pytania, którego mogła się spodziewać. A wręcz powinna, skoro dopiero co (po raz kolejny) zaprzeczyła teorii brata. I niekoniecznie teraz chciała się uzewnętrzniać skoro wrażenie, że do sensownych wniosków nie dojdą jedynie się nasilało, ale skoro już ruszyli ten temat to dobrze by było go też zakończyć, a nie urywać w połowie. Przejechała językiem po ceglastym nosie.
- Nie znasz pewnie, jest spoza klanu. - nie była chętna do rzucania imionami, ale za to mogła podzielić się innymi faktami odnośnie tej sytuacji; żeby zaraz się bliźniak nie oburzył, że pewnie zmyśliła sobie tego kota, bo tak bardzo nie chciała przyznać się do zabujania w swoim mentorze. Akurat jak była szczera to ją tak podle oskarżał. - Spotkaliśmy się, nie wiem, z dwa razy? Okazuje się, że to nie tak łatwo regularnie spotykać kofy spoza klanu. I myślę, że to śmiesznie mało okazji żeby coś poczuć, więc niby jasna sprawa, nie? Tylko że wcale nie, bo mi durne myśli spać nie dają. Bo próbuję zrozumieć co tu się dzieje, ale tu nic nie ma sensu. Więc mi te kryteria twoje nijak nie pomagają teraz, bo o nich nie myślę, gdy po raz kolejny przypadkiem idę na spacer przy granicy, bo może akurat przypadkiem się spotkamy. - odetchnęła głęboko, czując powoli wzrastającą irytację. Niedobrze, wtedy z pewnością nic z tej rozmowy nie wyjdzie. - Więc nie wiem, może te mocne i słabe strony są zgodne, może nie są. Nie potrzebuję o tym teraz wiedzieć. - co nie znaczyło, że wieczorem nie będzie się nad tym zastanawiać pewnie - Potrzebuję wiedzieć jakie są szanse, że się zakochałam przez jedną rozmowę, a jakie, że po prostu aż tak przeżywam to, że mam przyjaciół.
Nawet jak próbowała to jakoś streścić sensownie to sie dalej kupy nie trzymało.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Kot spoza klanu brzmi jak kłopoty. Nie żeby z założenia były gorsze od kotów z Klanu Wichru - Płomyk ze zgrozą myśli o takiej możliwości, poprzeczka nie jest postawiona wysoko - ale skoro siostra już boryka się z jakimiś nieracjonalnymi uczuciami i problemami, to dystans dzielący ją od tego tajemniczego kocura na pewno nie pomaga. No i odbiera Jaśniejącemu Płomieniowi opcję dyskretnego kontrolowania sytuacji, tak gdyby wyśniło się parszywcowi bawić uczuciami Iskry. Brak konkretnego imienia nasuwa też oczywiste podejrzenie - nadal rozmawiają o Rysim Pomruku, ale bliźniaczka tak daleko zabrnęła w zaprzeczaniu, że zwyczajnie głupio jej się przyznać. Niech będzie, na tę chwilę może jej uwierzyć, nie żeby to miało ogromne znaczenie. Co nie znaczy, że odpuści sobie naciskanie.
- Jak ma na imię? - pyta dobitnie. - I skąd go znasz?
A jak najistotniejsze pytania ma za sobą (dopóki nie dostanie kolejnej wymijającej odpowiedzi), zastanawia się nad dalszą częścią wypowiedzi lustrzanego odbicia. Tragiczny przypadek, nie ma co, chyba ona musi sobie zdawać sprawę z tego, jakie to bez sensu? Z tego co mówi wynika, że tak. A mimo to wciąż kłopocze się znajomością bez przyszłości... i praktycznie bez przeszłości. Dwa razy się widzieli, czy po takim czasie da się mówić o przyjaźni? Co dopiero czymś więcej. Ale w porządku, na spokojnie. Należy uważać na słowa. Jeśli czegoś nauczył się przez ostatnie księżyce życia to tego, że odpowiedni dobór słów jest istotny. Bywa, że bardziej od faktycznej intencji.
Niestety, nie może wydać jednoznacznego werdyktu, gdy brakuje mu danych. Dlatego zamiast się rozwinąć, rzuca kolejne lakoniczne pytanie, marszcząc brwi w skupieniu:
- Jakie myśli?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Machnęła z irytacją ogonem.
- Jakie imię, jakie imię, to najmniej istotne w tym momencie. Co ci da to imię teraz? - nie rozumiała czemu się tak uparł na to by nie rozmawiać o anonimowym kocie. Jeśli dalej jej nie ufał, że nie chodzi o Rysia to musiał mieć świadomość, że imię to żadna gwarancja, przecież mogła je zmyślić na poczekaniu. Chociażby Wrzos. Albo cokolwiek innego z obecnego otoczenia. Dopiero kolejne pytanie wzbudziło niepokój. Nie dlatego, że musiałaby się przyznać, że już dość dawno się poznali i to żenujące, że przez tyle czasu były tylko dwa spotkania, a dlatego, że no właśnie, go. Nie ją. I to jej uświadomiło kolejną niezręczność tej sytuacji, której wolałaby uniknąć.
- Ze Zgromadzenia. - przyznała zgodnie z prawdą. Było dużo kotów, brat nie siedział jej na ogonie to chyba zbyt wiele nie ryzykowała? To nie tak, że cały wieczór spędziła w towarzystwie jednego kota przecież (a nie, jednak tak było).
- Nie wiem. - odpowiedziała natychmiastowo na kolejne pytanie, w obronnym odruchu nieprzyznawania się do takich żenujących słabości. Tylko, że jak na tym zakończy to całe to poruszanie tematu pójdzie na marne, więc zaraz się poprawiła. - Nie wiem. Różne. Co robi, jak się życie układa, czy się jeszcze spotkamy, co robi, jak fajnie by było siedzieć razem, takie tam. A potem drugie tyle siedzę i analizuję dlaczego w ogóle o tym myślę.
Czekając na dalsze pytania (no bo raczej nie miała co liczyć, że kolejna będzie obszerna diagnoza zamiast kolejnej dawki pytań), uświadomiła sobie jak bardzo niekomfortowe było stanie w miejscu w takich sytuacjach i obserwowanie pyska rozmówcy, więc ruszyła powoli dalej, licząc na to, że Płomyk nie uzna tego za urwanie tematu, tylko sam z siebie wyłapie, że rozmowy mniej bolą, gdy można się skupić na czymś jeszcze. Na przykład chodzeniu.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Po prostu nie wiem, co się tak upierasz, żeby znowu robić jakieś tajemnice. Łatwiej się mówi o kocie, który ma jakieś imię, nie? - Unosi jedną brew. - A jak tak nie wyjawiasz szczegółów to zaczynam się martwić, że jest tutaj jakieś drugie dno.
Gorsze od zakochania się we własnym mistrzu, które nagle brzmi optymistyczniej, niż uganianie się za kotem niewiadomego pochodzenia. I o niewiadomych intencjach. I w ogóle trudno powstrzymać się od myśli, że siostra wpadła w kłopoty. Być może podświadomie zdaje sobie z tego sprawę, dlatego chce jak najwięcej zatuszować. Kto wie.
Bure uszy stają na sztorc na wieść o tym, że mowa o kocie poznanym na Zgromadzeniu. Kiedy to było? Zbyt dawno, by pamięć Jaśniejącego Płomienia naprowadziła go na większy trop. Zarazem zbyt wiele czasu minęło, aby zbyć rozterki Roziskrzonej Nocy machnięciem łapy i stwierdzeniem: "przejdzie ci". No jeżeli od tak długiego czasu tłumi w sobie niesprecyzowane uczucia, to lepiej rozprawić się z nimi jak najprędzej, a nie bagatelizować. Inaczej wyjdą z tego większe problemy od zaśnięcia podczas milczącego czuwania.
Rusza za siostrą i zaraz wyrównuje z nią krok, nie spuszczając spojrzenia z pyska o rysach niemal identycznych do jego.
- No, to trochę dziwne tak dużo myśleć o kimś, kogo ledwie się zna. O dobrym znajomym nawet - przyznaje w skupieniu. Brzmi jak medyk, który rozpatruje nietypowy przypadek, ale chyba lepsze to od oceniającego tonu. - To co ci się w nim spodobało? O czym takim rozmawialiście, że przykuł twoją uwagę?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Bo wyjawianie imienia brzmiało jak ostateczne przyznanie się do tego, że coś musiało być na rzeczy i nie były to tylko teoretyczne rozważania na przyszłość. A bardzo miło jej się jeszcze trzymało tego cienia nadziei. Tak samo jak dzielenie szczegółami. Bez nich ciężej było zachować jakieś resztki godności. No, o ile jeszcze jakiekolwiek posiadała po rozpoczęciu tematu miłości, z którego póki co nie wynosiła nic poza niechęcią do poruszania tego jeszcze kiedykolwiek.
Nie odpowiedziała jednak, bo przyznawanie się do powodów zatajania połowy informacji, byłoby równie przykre co zwykłe podzielenie tymi informacjami. - Jakie tu niby może być drugie dno. - rzuciła pod nosem.
Kiwnęła z zadowoleniem łbem, gdy Płomyk sam zauważył, że coś podejrzanie dużo tego myślenia. Tu się zgadzali. Chociaż tyle, ale może to był jakiś pierwszy krok w stronę znalezienia rozwiązania. I przez ten mały sukces nieco łatwiej było jej odpowiedzieć na kolejne pytania. Mimo że znowu - nim. Niekorzystnie, po prostu niekorzystnie.
- Widzisz, w tym problem, że nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że wtedy nic szczególnie nie zwróciło mojej uwagi? Dopiero jakoś tak... teraz. Teraz to wszystko jakoś wychodzi. - skrzywiła się z niesmakiem. Postęp czy nie, Roziskrzona Noc nie zacznie tu teraz wymieniać po kolei co jej się w przyjaciółce podoba, bo ją bliźniak z miejsca za wariatkę uzna jeszcze. Ok, jednak to odpowiadanie teraz było łatwiejsze tylko w teorii, w praktyce słowa równie ciężko przechodziły jej przez gardło, a jeszcze dodatkową energię wkładała w pilnowanie by nie zdradzić przypadkiem, że chodziło o kotkę. To temat na zupełnie inną rozmowę, dokładnie. - Na Zgromadzeniu za dużo nie rozmawialiśmy, bo to wiesz, jednak Zgromadzenie. Po prostu miło było tak razem siedzieć, nie wiem, komfortowo. - czuła się potrzebna, ale to kolejna rzecz, do której bez przymusu się nie przyzna. - Drugie spotkanie było jakiś czas po naszym mianowaniu. Ja... nie do końca lubiłam moje nowe imię? Nie wiem, twoje wydawało się lepsze, hm, takie sensowniejsze jakby? Rozważałam pójście do Lawendy by się dowiedzieć czy ta Roziskrzona Noc to ma tylko ładnie wyglądać czy to jednak coś znaczy. I dobrze, że nie poszłam, bo bym się tylko wygłupiła. No ale rozmawialiśmy o tym wtedy jak się spotkaliśmy, o moim imieniu. I jakoś tak... ciągle chodzi za mną tamto porównanie co wtedy usłyszałam, wiesz? W sensie, że może chodzi o gwiazdy co oświetlają innym drogę w ciemną noc. Nie wiem. Zabrzmiało trochę jak twoje. - zaczynało ją mdlić, gdy wyraźniej uświadamiała sobie co za słowa opuszczają jej pysk. Taką małą głupotkę wspominać i to jeszcze tyle czasu. Miała opowiadać o niesamowitych, porywających rozmowach, a nie robić z siebie niepoczytalną i to bez jakiejkolwiek pomocy czy zachęty. Wyprostowała się więc, przełknęła ślinę i próbowała kontynuować lekkim tonem. - Znaczy wiesz, nie tylko o tym rozmawialiśmy oczywiście, po prostu to wydawało się takie wiesz. Najbardziej w temacie naszej obecnej rozmowy, dlatego.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Nie odzywa się słowem w kwestii imienia obiektu westchnień kotki. Cała Iskra. Musieliby się porządnie pożreć i może wtedy w złości wyrzuciłby z siebie te dwa magiczne słowa, a i to nie jest pewne. I kto tu mówił o zaufaniu, co? Ma ochotę naciskać aż do skutku, mniej ze względu na wspomniane przez niego argumenty, a bardziej z przekory. I chęci zdobycia wiedzy, jakkolwiek bezużyteczna by ona nie była. Nie zapominajmy o tym, jak drażniąca jest taka nieuzasadniona skrytość. Płomyk nie rozumie, skąd to się bierze. Jednak odkłada niedogodności na bok w imię wyższej sprawy. Bo nie chce zgrzytów między nimi. I nie chce znowu być tym złym. To nie jest tego warte, więc rezygnuje.
W milczeniu wysłuchuje całego niezręcznego słowotoku bliźniaczki, teraz analizując spojrzeniem nie jej mimikę, a teren przed sobą. Na kilkanaście uderzeń serca bardziej niż sedno sprawy, zajmuje go to, co mówi o ich imionach. Bury myśli gorzko, że chętnie by się z nią zamienił. Na miano i nie tylko. Gdyby musiał, przyjąłby w pakiecie te rozterki miłosne, nie sądzi, by było to coś, z czym by sobie nie poradził. Korzyści znacznie przewyższają nad wadami takiego układu. Ale co z tego, wyboru nikt mu nie daje. Wciąż będzie Jaśniejącym Płomieniem, a ona Roziskrzoną Nocą, z czym teraz wydaje się pogodzona. I trochę jej zazdrości, tak odrobinkę; tak maleńką, że nie trzeba przyznawać się do niej przed samym sobą.
Zmusza się do powrotu na ziemię i zastanawia się krótko, jak ubrać w słowa swoją odpowiedź, ale szybko traci cierpliwość. Skoro Iskra przyszła z tym do niego, to chyba po szczerą i wypowiedzianą bez ogródek opinię, a nie zmiękczone, ładnie ubrane wątpliwości albo, co gorsza, kłamstwa.
- Bez urazy, siostra, ale mi to wygląda na fatalne zauroczenie - mówi spokojnie. - Powiedział, co chciałaś usłyszeć, uśmiechnął się ładnie, zakręcił ci charyzmą wokół głowy i takie efekty. Nie znasz go, nie wiesz, jak się zachowuje na co dzień, kim jest, więc jak możesz go kochać? A może wiesz, hm, instynkt płata ci figle. Podpowiedział, że to czas na założenie rodziny i wtedy pojawił się on. Nowy, interesujący, tajemniczy.
Za ostro? Wojownik rozluźnia mięśnie pyska i spogląda na siostrę przychylniej, tak jakby chciał powiedzieć: "kto jak kto, ale ja ciebie rozumiem". Z tym, że za nic nie rozumie. Co nie znaczy, że nie chce szczerze pomóc. Nawet jeśli nie takiej pomocy od niego się oczekuje. A może zwłaszcza wtedy; ktoś tu musi robić za głos rozsądku.
- Ale załóżmy, że się mylę i to jest miłość. Wiesz o tym, jesteś pewna, zagadka rozwiązana. Co dalej? Nie przeniesiesz się do... z jakiego on jest klanu?... i nie spędzisz tam reszty życia, prawda? Nie ma sensu zawracać sobie nim głowy i zastanawiać się, co to za uczucie, bo i tak nic z tego nie wyniknie. Chyba że rozważałaś taką opcję? Odejście z Wichru?
Sztywnieje lekko pomyślawszy, że siostra naprawdę może mieć takie myśli.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Nastawiła ciemne uszy. Fatalne zauroczenie. Jasne brzmiało źle, ale bardziej obiecująco niż coś tak poważnego jak miłość. Jak coś przejściowego, gdzie starczy przeczekać niedogodności i wrócić do normalnego życia. Chyba. Bo przyjaźni od miłości nie była w stanie rozróżnić, więc zauroczenie to było tylko kolejne słowo bez dokładnej definicji, jedynie z mglistym opisem. Tylko że im dalej w wypowiedź, tym entuzjazm burej stawał się coraz słabszy. Bo znowu coraz bardziej odchodzili od jej przypadku. Wszystko o czym Płomyk wspominał brzmiało jak jakieś zorganizowane działanie mające na celu namieszanie w burej głowie, a rzecz w tym, że gdy miało się szerszy pogląd na sprawę to szybko dochodziło się do wniosku, że to głupia teoria. A to z instynktem jeszcze gorsze. To był właśnie ten moment rozmowy, gdy skręciło jej wnętrzności z zażenowania, a ciemne uszy położyły się płasko. Świetnie działający ten instynkt by miała w takim razie, nie ma co.
Nim zebrała się w sobie by jakoś zareagować na te słowa, jakoś szerzej skomentować, nadeszła dalsza część wypowiedzi. Już mniej oceniająca, bardziej... teoretyczna, na zasadzie co jeśli. Taka zwracająca uwagę na to o czym Roziskrzona Noc do tej pory nie myślała jeszcze, czyli o tym co dalej. W ciszy analizowała nowy problem aż do momentu, gdy dotarło do niej ostatnie pytanie.
- Nie odeszłabym z takiego powodu. - rzuciła, przecinając powietrze burą kitą. Nie odeszłaby, bo szanse na przyjęcie do innego klanu były zerowe, ich przywódca nigdy by się nie zgodził. Chociaż... Promyk chyba wspominała, że to jej krewna? Może to nie byłaby taka przegrana sprawa... chwila, stop. Nie powinna w ogóle tego rozważać, nawet jeśli minimalne szanse istniały. To nie prawdopodobieństwo powodzenia powinno być czynnikiem decydującym, a to że to był głupi powód do drastycznej zmiany w życiu. Podniosła głowę skupiając spojrzenie gdzieś na linii horyzontu, a nie trawie przed swoimi łapami. - Ale masz rację. Nic z tego nie wyniknie, cokolwiek by to nie było, zauroczenie, miłość, nie wiem. Tylko w jaki sposób nie zawracać sobie tym głowy, hm? Bo próbowałam i nie wyszło. Wierz mi, że to była pierwsza opcja i gdyby nie to, że w najmniejszym stopniu nie wyszła to byśmy tu o tym dzisiaj nie rozmawiali.
Patrząc na całokształt rozmowy dochodziła do wniosku, że całe to uzewnętrznianie do niczego nie prowadziło. Wcale nie czuła się lżej po wyrzuceniu z siebie wszystkiego... no, części problemu. A tymczasem było tylko gorzej. Potrzebowała już konkretnego rozwiązania. Odrzucili już w ogóle opcję z przyjaźnią? Czemu nie mogli zostać przy no tak, to całkowicie normalne tyle myśleć o przyjaciołach, gdy ich bardzo lubisz, co było nie tak z tamtą opcją?
Co jeśli jednak płeć nieszczęsnego obiektu (teoretycznego) zauroczenia jakoś wpływała na te wszystkie obecne rozważania? Co jeśli bez tej drobnej informacji tylko marnowali czas? Roziskrzonej Nocy wydawało się to zupełnie bezwartościowym faktem, który nijak by nie wpływał na przebieg docierania do prawdy, ale może sądząc po odwołaniach do instynktu i zakładania rodziny jej wrażenia mogły być błędne. I może to przez to wcale jej lżej nie było mimo, że już dużo krępujących rzeczy zdążyła wywlec na światło dzienne. Zakołysała niepewnie końcówką ogona, nie zwalniając marszu.
- To kotka. - wymamrotała pod nosem, licząc na to, że burego słuch zawiedzie w tym momencie, bo wraz z opuszczeniem mordki tych dwóch krótkich słów, opuściła ją cała pewność co do sensu dzielenia się tą informacją.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Mówi, że nie odeszłaby z takiego powodu, ale czy na pewno? Płomyk spogląda z narastającą podejrzliwością. Może i prawda; z czwórki przywódców na Zgromadzeniu to Lawendowa Gwiazda wyglądała na najbardziej... akceptującą. Gdyby Iskrze coś głupiego strzeliło to głowy, to chyba byłoby to sprowadzenie kocura do Wichru? Nadal krzywa akcja, ale lepsze to niż ostateczne rozdzielenie się. Na szczęście siostra wie, jak pozbawiona logiki jest ta domniemana miłość do kota z innego klanu i nic nie wskazuje na to, by miała podejmować się dziwnych prób przemytu cudzego wojownika. W teorii. Bo w praktyce nadal się tym zadręcza i ewidentnie sama świadomość nie pozwala zakopać tamtej znajomości głęboko pod ziemią i o wszystkim zapomnieć. Jaśniejący Płomień nie odzywa się, zamiast tego zaciąga się powietrzem w zamyśleniu. Żadna interesująca woń nie łaskocze go w nozdrza i musi uznać to za coś dobrego. I tak nie mógłby ruszyć za piszczką, skoro mają niedokończoną sprawę. To kotka.
Brwi wojownika unoszą się, a oczy kierują w stronę Roziskrzonej Nocy. Bura nie patrzy na niego. Płomyk wzdycha. No świetnie. Jeszcze tego brakowało. I czy to nie jest kolejny argument za tym, żeby sobie odpuścić? Co w tym takiego trudnego, skoro nie musi mówić, jakie to nielogiczne, bo ona doskonale o tym wie? Wydawałoby się, że najważniejsze z głowy. A tu proszę, wręcz przeciwnie. Rozum nie trafia do uczuć Iskry.
- No to tym bardziej - wymrukuje. - Czego ty od niej chcesz? I od siebie? I czego chce ona? Jakie są szanse, że żadna z was nigdy nie będzie chciała założyć rodziny?
Mówi raczej niechętnie, bo nie uważa, że powoływanie się po raz kolejny na rozsądne argumenty coś tu zdziała. Nie wszyscy tutaj wybiegają aż tak w przyszłość, najwidoczniej.
- Może brakuje ci zajęć. Twój terminator choruje, zgadza się? I, hm, Rysi Pomruk chyba też nie ma się najlepiej. Jesteś samotna? - Nerwowo porusza końcówką ogona.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Przynajmniej połowa problemu leżała w tym, że Roziskrzona Noc chciała zjeść piszczkę i mieć piszczkę. Z radością wymazałaby wszystkie myśli i emocje, których nie rozumiała, ale żeby to osiągnąć musiałaby pożegnać się z tą przyjaźnią. A tego nie chciała, nawet jeśli przy obecnej częstotliwości spotkań zerwanie znajomości nie byłoby znowu takie trudne. Starczyłoby przestać przychodzić pod Cztery Dęby, myśli skupić na czymś produktywnym. Po jakimś czasie wszystko powinno wrócić do normy, prawda? Ale to nie było nawet opcją. Za to opcją było pakowanie się coraz głębiej w to całe bagno. Nie dostała rady jak dojść do emocjonalnego ładu, nie otrzymała jednoznacznej diagnozy. Chociaż nie, określili już, że to fatalne zauroczenie. Problem tylko leżał w tym, że bura nie była do końca usatysfakcjonowana takim wyjaśnieniem, bo wciąż jej coś w tym nie pasowało.
Zacisnęła zęby słysząc kolejne płomykowe pytania. Wiedziała, że to bez sensu, dlaczego więc słuchanie o tym było nieprzyjemne? Trochę bolało, ale przede wszystkim wzbudzało odczucia podobne do tych towarzyszących patrolom w ulewy. Nie chciała już tu być, a co gorsza od początku spodziewała się takich efektów, więc mogła winić tylko siebie.
Ostatecznie nie odpowiedziała na głos na żadne z pytań. Nie wiedziała czego chciała od Promyk, ale i tak dałaby sobie łapę odgryźć, że nijak nie pokrywało się to z tym czego chciała pointka. Bura uważała, że zakładanie rodziny to, w tej chwili, najmniejsze ze zmartwień, ale nie było warte sprzeczania z bratem. Szczególnie, że nawet już nie wiedziała czego chciała od tej rozmowy. Początkowo - jasnej diagnozy i planu leczenia, wiadomo. Jednak jeśli to było poza zasięgiem? Nie wiedziała, mętlik w głowie tylko narastał. Jeśli mogła być pewna, że te uczucia są ponad przyjacielskie to rosła liczba pytań bez odpowiedzi. To nie powinno tak działać. To powinno dać się rozwiązać odpowiednią dawką zajęć i odwracania uwagi.
- Nie samotna tylko niepotrzebna. - prychnęła pod nosem, nim kontynuowała, z początku głośniejszym tonem niż zwykle by zatuszować ostatni komentarz (którego nie mogła sobie darować, skoro i tak już dzisiaj pożegnała się z godnością). - Na brak zajęć nie narzekam. Przejęłam trening Baraniej Łapy, Rysi Pomruk był... jest? jego mistrzem. - zmarszczyła brwi - Tylko czegoś tu nie rozumiem. Barania Łapa uważa, że Rysi Pomruk z dnia na dzień przestał się zjawiać na treningach. Bez słowa, bez wyjaśnień, bez odwołania kolejnych spotkań. I że nie dało rady go złapać nigdzie i o to spytać przez długi czas? To nie brzmi jak on, ale Barania Łapa nie wyglądał jakby kłamał. Zresztą... chyba uważa Rysia za swojego ojca? Tego też do końca nie rozumiem, ale wolałam nie dopytywać. - machnęła ogonem. Nie był to jakiś wielki problem, mogła prowadzić trening i z obecnym stanem wiedzy odnośnie całej sytuacji, ale w połączeniu z niewiadomymi w jej własnym życiu, to wszystko robiło się coraz bardziej frustrujące. - Szałwia znowu zachorowała. - dorzuciła jeszcze, nie zmierzając w żadne konkretne miejsce tym komentarzem. Ale nie mieli jeszcze okazji o tym rozmawiać. A może nie, że o tym, bo słaba odporność siostry (jakkolwiek drastycznie by to nie brzmiało) zaskoczeniem nie była. Nic nowego. Za to nowe były kocięta, które były teraz w Splątanych Korzeniach same, jakby nie było. I to o nie przede wszystkim chodziło Iskrze, gdy poruszała temat zdrowia Błękitnej Łapy.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Nie chce tego słyszeć, ale nie ma wyjścia. Zadał pytanie, a w takim wypadku trzeba liczyć się z tym, że usłyszy się odpowiedź. Chyba jakąś część niego chciała, aby i tym razem Iskra zrobiła to, co zawsze go w niej denerwowało; ukryła problematyczną prawdę i nałożyła uśmiech na pysk. Nienawidzi kłamstw, zwłaszcza tych oczywistych. Nienawidzi poczucia, że siostra nie chce i nie będzie z nim szczera. Dlaczego teraz ta szczerość jest niewygodna? No tak, dlatego, że Płomyk nie ma złotej rady, którą mógłby jej zaoferować. Gdyby przytaknęła, że owszem, doskwiera jej samotność, wtedy byłoby prościej. Zaproponowałby więcej wspólnych polowań, podsunął jakichś w miarę sensownych klanowiczów pod nos. Z niepotrzebną nie ma co zrobić. Na uderzenie serca otwiera pysk, aby zaprzeczyć - bzdura, każdy w klanie jest potrzebny. Ich hierarchia nie zakłada kotów bez wyraźnej roli. Każdy ma swoje zadania i dopóki bura nie spędza całego życia zamknięta w lecznicy, nie ma problemu. Poluje, patroluje, mistrzuje terminatorom... i to nie jednemu, w przeciwieństwie do niektórych. Ostatecznie kocur nie mówi nic, bo odnosi wrażenie, że nie do końca o to chodzi. Nie jest w stanie wyłapać, o co konkretnie, ale chyba nie o, powiedzmy, żaden praktyczny aspekt. Może rzecz w tym, co sam od siebie odsuwa; że w gruncie rzeczy każdy inny wojownik doskonale poradziłby sobie z zastąpieniem go. Emocjonalnie nie liczy się dla nikogo, nie ma też umiejętności ani doświadczenia przebijającego zwykłego wytrenowanego kota. Ta myśl, zresztą bardzo mglista, siedzi mu z tyłu głowy i nie potrafi teraz przyjrzeć jej się z bliska, co dopiero przełożyć na sytuację siostry i wynieść z tego jakieś rozwiązanie. I drażni go to niesamowicie. Czyż nie lepiej zwyczajnie nie zawracać sobie tym głowy i robić swoje?
- W Klanie Wichru nie brakuje kocurów... i kotek. Nie musisz chyba być potrzebna komuś spoza klanu? - mówi wreszcie, chłodniej niż by chciał. - Nie zapominaj o swoich terminatorach. Skup się na nich, reszta przyjdzie z czasem. Relacja z mistrzem jest istotna dla młodych kotów. Co zresztą widzisz na przykładzie Baraniej Łapy.
O wiele pewniej czuje się z tym gładkim odbiciem od głównego tematu. Może przekierowanie rozmowy pozwoli odsunąć myśli Iskry od kłopoczących ją spraw. A jeżeli nie, to nadal czeka ich polowanie, bo i tak bez sensownej zdobyczy nie mają co się pokazywać w obozie. Ruch zawsze dobrze działa na umysł.
- Który zresztą, hm, za wiele rzeczy się uważa - kontynuuje po chwili, znacząco unosząc brew. - Syn Rysiego Pomruku i ojciec dzieci Błękitnej Łapy, hę? Nie wiem, co jest grane z twoim mistrzem, ale być może nie wiedział, jak się z nim obchodzić. Pewnie z tobą porozmawiałby o tym chętniej niż z nim.
Odwraca wzrok od swojego lustrzanego odbicia po wspomnieniu choroby jego terminatorki. No właśnie. Nie ma jej, nie przychodzi na treningi, w efekcie czego on spędza kolejne powolne, nic nieznaczące, łudząco do siebie podobne dni. Kociętami nie martwi się zanadto, choć nie ma zamiaru ukrywać, że pomysł wychowywania ich przez młodego terminatora traktuje sceptycznie. Ciekawe, jak Barania Łapa dogaduje się z Czerwonym Pazurem i na jak wiele mu pozwala.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell