odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Chyba nigdy dotąd nie czuł się tak źle. Tak, że nawet adrenalina, będąca mu zawsze sprzymierzeńcem podczas polowań, nie spełnia swojej roli, a przynajmniej według Jaśniejącego Płomienia, obserwatora własnych opadających sił. Widzi łasicę; mały ssak również nie ma się świetnie. Wygląda gorzej od niego. A jednak po raz pierwszy przychodzi kocurowi na myśl, że może nie wygrać tej walki. Być może nie wygra jej nawet przeciwnik. Może obaj padną tutaj, pośród wrzosów, aż Roziskrzona Noc nie napatoczy się na ich ciała?
Mimo różnych, mało optymistycznych myśli krążących po jego głowie, wichrzak nadal trzyma się w pionie i jest w stanie atakować. Próbuje rzucić się na przeciwnika, wyciągając przed siebie łapy z wyciągniętymi pazurami; chce uniemożliwić mu poruszanie się, a następnie wygryźć się w kark. Tym razem skutecznie.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Wyglądało na to, że na odchodnym, dane będzie Roziskrzonej Nocy, dzierżącej w szczękach przenośne legowisko dla kociaków lub rodzaj koszyka do przenoszenia łupów (!), spróbować zapolować raz jeszcze, tym razem na żywą zwierzynę. Gdy zbliżała się do miejsca, w którym zakopała wiewiórkę, dostrzegła sporego ptaka, jej wcześniejszą zmorę, jednak tym razem gołąb był rdzawo-rudo-brunatny? Wojowniczkę od spokojnej kuropatwy oddzielały małe krzaczki.
Atak Jaśniejącego Płomienia: Udany! (100%) [(19 + 8) - (12 + 4)] = 11 Atak łasicy: Nieudany!
I się wgryzł. W końcu. Jako, że Jaśniejący Płomień trafił w ranę, z której krew już się sączyła, teraz czerwony płyn siknął mu prosto w oczy, oblał cały pysk. Oczy łasicy znieruchomiały, w mig wyzionęła ducha. Teraz w niczym nie przypominała walczącej do upadłego przeciwniczki. Wojownik natomiast wstrzelił się z tym ostatecznym ciosem w ostatni moment swojej szczytowej, fizycznej wydajności. Gdy mały ssak sztywniał w jego kłach, Wichrzak czuł jak odpływają od niego siły. Gdyby triumfalny ruch jednak mu nie wyszedł, a łasica nie omdlałaby lub nie zmarła, od tej chwili walka stałaby się dla brata Roziskrzonej Nocy znacznie trudniejsza. I kocur chyba zdawał sobie z tego sprawę. Otrzymał dziś niemałą lekcję pokory.
+ 35 EXP za łasicę
Jaśniejący Płomień: S: 8 | Zr: 8 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 26 - 1 = 25 / 50 | W: 49 - 3 = 46 / 70
⟶ przerzuty: 0/2
⟶ rana 1. stopnia: głębokie, nierozległe ugryzienie prawej, przedniej łapy; -1 HP aż do końca walki.
⟶ rana 0. stopnia: sierść wyrwana z lewej, tylnej łapy.
⟶ rana 0. stopnia: powierzchowne zadrapanie przy nosie.
⟶ statystyki od następnej tury spadają o ¼, ze względu na spadek HP do ½.
⟶ celność od następnej tury spada o -2, ze względu na spadek W do ⅔.
łasica: S: 2 (5) | Zr: 4 (9) | Sz: 2 (5)| HP: 6 - 1 - 1 - 11 = ŚMIERĆ / 40 | W: 20 / 35
⟶ rana 1. stopnia: gęste zadrapanie z całej łapy na pysku; -1 HP aż do końca walki.
⟶ rana 0. stopnia: powierzchowne zadrapanie przy uchu.
⟶ rana 0. stopnia: stłuczona pierś.
⟶ rana 1. stopnia: rozcięcie skóry zębami w okolicy szyi; -1 HP aż do końca walki.
⟶ statystyki spadły o ½, ze względu na spadek HP do ¼.
⟶ celność spadła o -2, ze względu na spadek W do ⅔.
kiedy leżę nie nadaję się do wstania
leżenie zapuszcza korzenie
nie wierzę w poruszanie się
zawsze do wyrwaniazielony
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Kim by była Roziskrzona Noc, gdyby nie skorzystała z okazji podsuniętej przez los? Albo Gwiezdnych, kto tam wie. Co prawda okazja była jedną z tych wadliwych, bo wojowniczka nigdy nie miała szczęścia do skrzydlatych, ale zamierzała przynajmniej spróbować. Odłożyła ostrożnie swoją niejadalną zdobycz, oblizała ceglasty nos i ruszyła w pozycji łowieckiej w stronę kuropatwy. Bardzo chętnie skorzystała z naturalnej osłony pod postacią krzaków, by skryć się przed ptasim spojrzeniem. Więc tak sobie skradała się wzdłuż chaszczy, nie na tyle blisko by zaczepiać o nie kłakami, ale wystarczająco blisko żeby nie być na widoku. Ptaszysko było spokojne, więc wojowniczka nie śpieszyła się, powoli skradała łapa za łapą, czasem zamierając w bezruchu, bo ostrożności nigdy za wiele, a z jej szczęściem do pierzastych to pewnie nawet krzaki to za mało by się skutecznie ukryć. W każdym razie - skradała się by podejść jak najbliżej do kuropatwy, a następnie skoczyć w jej stronę, chwycić mocno puchate ciało pazurami i przetrącić kark. Standard.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Łasica nie żyje. Triumf wojownika jest słaby, tak jak wycieńczony jest jego organizm, a umysł przykryty mgłą. Ale to koniec. Chyba. Jaśniejący Płomień kładzie się - choć uczciwiej byłoby powiedzieć, że upada - na ziemię i patrzy na nieruchome ciałko. Teraz już nie jesteś taki skory to bitki, hę? myśli marszcząc brwi. Z bólu. Ból rozlewa się jak jad po jego ciele, emanując z ugryzienia na łapie, ale płynąc dalej poza zaatakowany obszar. Bolą też inne, pojedyncze punkciki - zadrapanie przy nosie, tylna łapa pozbawiona części sierści. Boli ciało zmęczone potyczką i kocur czuje się, chyba po raz pierwszy w życiu, tak okropnie kruchy. Bezsilny. Uwięziony w limitach własnego ciała, tym razem już nie tylko metaforycznie. Zabiłem ją, na osty i ciernie. To sukces, mówi sobie poirytowany falą słabości, która zaczęła odnajdywać drogę w głąb jego umysłu, i zabiera się do wylizywania rannej łapy.
Ale czy to nie żałosne? Dać się tak załatwić durnemu, małemu ssakowi. Jakby był młodym terminatorem, staczającym pierwszy pojedynek. I ostatecznie nie upolował nic. Nie może nawet zakopać truchła i wrócić do obozu, zamiast tego czeka na to, aż Iskra zaniepokoi się jego brakiem i zacznie go szukać, albo przybiegnie zaalarmowana zapachem krwi. Zapachem, który kocur czuje dosłownie wszędzie. Woń zdaje się w pełni przejmować co najmniej kilka lisich długości dookoła niego. Wypiera tlen, zostawiając tylko duszącą chmurkę. Co jeżeli nim znajdzie go bliźniaczka, krew skusi lisa? Wtedy ucieknę, teraz myśli nabierają zalążka furii. Wojownik widzi, że rana nie przestaje krwawić. Powinien coś z nią zrobić? Jest ciężki, okropnie ciężki i minimalny ruch sprawia mu kłopot. Ale sobie troszkę odpocznie i wszystko wróci do normy. Jego ciało się naprawi. Musi.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
No i ostatni strzał okazał się sukcesem. Być może zaskakującym i niespodziewanym nawet dla kotki. Przygwoździła kuropatwę do trawiastego gruntu, wyskakując zza krzewów i w mig zabiła. Tyle.
Natomiast Jaśniejący Płomień stara się choć trochę zregenerować, nie zakopuje truchła i czeka, aż zapach krwi dotrze do nozdrzy Roziskrzonej Nocy. Kotka co prawda czuje teraz w pysku krew ptaka, co mogłoby przyćmić jej zmysł węchu, ale być może instynktowny, siostrzany niepokój i świadomość, że gdzieś kręcił się tu lis, sprawia, że wyczuwa albo wydaje się jej, że wyczuwa krew. Dużo więcej krwi.
Jaśniejący Płomień: S: 6 (8) | Zr: 6 (8) | Sz: 6 (9) | Zm: 6 (8) | HP: 25 / 50 | W: 46 / 70
⟶ przerzuty: 0/2
⟶ rana 1. stopnia: głębokie, nierozległe ugryzienie prawej, przedniej łapy.
⟶ rana 0. stopnia: sierść wyrwana z lewej, tylnej łapy.
⟶ rana 0. stopnia: powierzchowne zadrapanie przy nosie.
⟶ statystyki spadły o ¼, ze względu na spadek HP do ½.
⟶ celność spadła o -2, ze względu na spadek W do ⅔.
kiedy leżę nie nadaję się do wstania
leżenie zapuszcza korzenie
nie wierzę w poruszanie się
zawsze do wyrwaniazielony
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Wojowniczka oblizała pysk z krwi, nie do końca wierząc, że udało jej się przełamać ciągnący się od księżyców pech związany z łapaniem ptactwa. Albo walkami z ptactwem, jeśli liczyć to jak zmasakrowało ją pisklę gadożera. Durny wypłosz. Dzisiaj jednak była w dobrym humorze, miała co dorzucić na stos, miała też super fajne przenośne legowisko, same wspaniałe fanty, więc odniosła kuropatwę oraz czapkę do zakopanej wiewiórki i uświadomiła sobie, że coś dawno nie widziała brata. Chciała ukryć drugą piszczkę wraz z czarnym futerkiem i poczekać aż bliźniak łaskawie wróci ze swoich przygód, ale nim wygodnie się rozsiadła, podmuch wiatru przywiał jej zapach krwi. Zdecydowanie niepochodzącej od przykrytych ziemią zwierzątek, więc nie tracąc czasu na analizy rzuciła się biegiem w tamta stronę. Nieco zwalniając po paru susach, bo przecież, gdyby Płomyk był w tarapatach, to by nie siedział cicho, tylko zawołał o pomoc, prawda? Nie, oczywiście, że nie, przecież to Płomyk. A mimo że z reguły był tym logicznie myślącym bliźniakiem, to był też na tyle głupi, by uznać, że sam sobie poradzi z lisem i nie ma co jeszcze w to wciągać siostry. Albo że sobie nie poradzi, więc tym bardziej nie ma co jej wołać. Więc wróciła do żywszego tempa i kilka susów później znalazła się na wzgórzu, z którego miała dobry widok na leżącego wojownika (wciąż się ruszał!) oraz... nieruchomą łasicę, kawałek dalej. Zamrugała, a narastający niepokój niespodziewanie przeskoczył w czystą dezorientację. To gdzie ten lis? Okolica była mocno splamiona krwią, Jaśniejący Płomień też jakiś niemrawy, a wielkiego przeciwnika brak. Ba, jakiegokolwiek zapachu rudego drapieżnika nie dało się tu wyczuć, jeśli by był chwilę temu to chyba wszelka woń nie wywietrzałaby aż tak szybko?
Więc ruszyła szybko w dół zbocza, docierając na miejsce zbrodni, obrzucając je szybko spojrzeniem. - Na Gwiezdnych, co tu się stało? - rzuciła w stronę lustrzanego odbicia, które, po bliższych oględzinach, chyba jednak nie umierało. To dobrze, bardzo dobrze, wyśmienicie więc. Ale wyglądał dużo gorzej niż po walce z gadożerem, więc do Iskry nie do końca docierało, że jakiś związek z ranami mogło mieć to martwe zwierzątko leżące nieopodal. To było najrozsądniejsze wyjaśnienie, ale... nie. Przypominając sobie o krążącym w okolicy drapieżniku, oprzytomniała, rzuciła krótkie polecenie by bury leżał i się nie ruszał (bo kto tam wie jego pomysły) i sama zabrała się za zakopywanie łasicy. Wreszcie podeszła do brata. Jego łapa nie wyglądała zbyt... ciekawie. Ale nie mieli czasu na odpoczynek. Ani żeby wracać się po jej łupy, może nie znikną nim sama po nie przyjdzie później.
- Chodź, wracamy do obozu. Widziałam lisa, więc lepiej tu nie zostawać. - miała nadzieję, że to zachęci Płomyka do żwawego podniesienia się. - Dasz radę iść? Może lepiej się oprzyj, co? To ta łasica ciebie tak załatwiła, czy coś jeszcze mnie ominęło? Eh, nie ominie ciebie wizyta u Lśniącej, co?
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Z każdym kolejnym pociągnięciem języka po bolącej ranie, przeplatanym przemywaniem łapą pyska zabrudzonego krwią łasicy, Płomykowi coraz mniej widzi się zostać znalezionym. Po co? Żeby Iskra zobaczyła, że jej pożałowania godny brat nie potrafi rozprawić się z łasicą i wyjść z tego z twarzą? Żeby mogła się z niego później nabijać, porównując jej zdobycze do jego, będących wyłącznie ranami na ciele i umyśle? O nie, tak nie będzie. Zwłaszcza, że jemu nic nie jest, tylko oczywiście robi z siebie ofiarę losu, jakby miał powód. Od troszkę pokiereszowanej kończyny jeszcze nikt nie umarł. A jeżeli umarł, to nie był Jaśniejącym Płomieniem, bo on by na takie splamienie wizerunku sobie zwyczajnie nie pozwolił. I już, już planuje się podnosić z zamiarem pozbycia się truchła, gdy słyszy wołanie siostry. No świetnie, wyczucie czasu to ona zawsze miała bezbłędne. Więcej zwierzyny w lesie nie było?
Chce odpowiedzieć, lecz nim jakiekolwiek słowa wypływają z jego pyska, Roziskrzona Noc już rzuca mu polecenie - jak komu choremu czy poważnie rannemu! - i zabiera się za kopanie dołu.
- Sam bym to zrobił - burczy stukając końcówką ogona o ziemię, ale mówi to bardziej dla zasady, niż z rzeczywistą nadzieją, że bliźniaczka pozwoli mu dokończyć to, co zaczął. Jeśli łączy ich coś poza wyglądem i więzami krwi, to niewątpliwie jest to upartość.
Przymyka oczy, zaatakowany zawrotami głowy. Dlaczego, na wszystkich Gwiezdnych, czuje się tak paskudnie? To pewnie ta krew lejąca się z niego jak głupia. Gdyby rana była płytsza, już dawno byłby w drodze po piszczkę na stos zwierzyny. A tak to leży jak ciołek. Z wrażeniem, że z kolejnymi kroplami wycieka z niego życie.
Uchyla powieki dopiero na brzmienie głosu Iskry. Ach, czyli ten lis to dość prawdopodobna opcja, doskonale. Lepszych wieści nie słyszał od czasów Pożogi.
- Drobny wypadek przy pracy - wymrukuje niechętnie. Nie chce wchodzić w pogrążające go szczegóły. Bardzo dobrze, że nikt nie widział go podczas walki. Ale skoro nie było świadków, to nie musi sam pod sobą dołków kopać i opowiadać wszem i wobec, jak poturbowała go łasica. Z dwojga złego mógł spotkać tego lisa. - Jasne, że dam radę iść, za kogo mnie masz?
To mówiąc, zaczyna gramolić się z powrotem na cztery łapy. Nie udaje mu się nie zachwiać, lecz nie jest tak źle. Nie jest tragicznie. Może iść, oczywiście, że może. I nie potrzebuje do tego oparcia jak niedołężny starzec.
A do Lśniącej Sadzawki nie pójdzie.
z.t. x2!
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Wreszcie zabrała Korzenia na obiecane polowanie. Co prawda z dziesięć razy chciała się z tego wycofać, gdy dotarło do niej, że zabiera takiego nieopierzonego jeszcze terminatora na łowy, ale jak już powiedziała A to trzeba było jeszcze powiedzieć B. Rozważała zabranie jeszcze kogoś w formie obstawy, ale zrezygnowała z tego pomysłu. To miał być bonding time mat... tego no... rodzica z dzieckiem, a nie grupowa wycieczka. Wybrała więc otwarte przestrzenie, żeby jej zaraz szare futerko nie zniknęło z oczu i uzbroiła w optymizm. Będzie dobrze, nich nie zje, a gdyby próbowało to odeśle Korzenia do obozu pod pretekstem zawołania pomocy. Czy czegoś. No, byleby nie angażował się w walkę na krzywy ryj.
Wrzosowisko było o tej porze już zupełnie martwe, ale to w niczym nie przeszkadzało. Dobry punkt startowy.
- To co? Gotowy na pierwsze polowanie? - uśmiechnęła się do szarego terminatora. A już uderzenie serca później dopadła ją kolejna wątpliwość. - Pamiętasz do jakich zwierząt masz się pod żadnym pozorem nie zbliżać? I pamiętaj, że w razie gdyby coś się działo to masz mnie zawołać.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Wreszcie został zabrany przez Roziskrzoną Noc na obiecane polowanie! Jak On się cieszył to nikt się nie cieszył tak jak On! Wielki uśmiech cały czas spoczywał na Jego masywnej mordce, a oczy zwinnie ruszały się po każdym obiekcie jaki tylko udało mu się zauważyć. Uwielbiał tereny klanu Wichru, nie dość, że piękne to na dodatek piękne. W sensie cudowne. No ciekawe!
– Jak najbardziej! Już tak, tak, tak! – powiedział cały w skowronka znowu rozglądając się dookoła co najmniej jak sowa na gałęzi. – Wszystkich groźnych – odpowiedział na drugie pytanie mamy i zrobił głupią minę, która wskazywała, że za tymi oczami nie istnieje żadna myśl. Był zbyt podekscytowany, no... – Będę wołaaać – dodał na sam koniec. Oczywiście, że będzie... jak to mówił Orzełek sto psów to nikt nie pokona, a mama zawsze może pomóc uciec.
Pamiętał pozycję łowiecką, nie dość, że najbardziej zapadła mu w pamięci to na wszelki wypadek mama pokazała mu ją jeszcze raz nim wyszli z obozu. Ugiął więc łapy, obniżył ogon i zrównał wszystko z linią grzbietu. Było mu jeszcze ciężko tak chodzić, ale dawał radę.
– Ej psst, mamo... a co z tym wiatrem? I czy było coś tam jeszcze? – Zatrzymał się w pół kroku i spojrzał do tyłu na burą kocicę.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Wszystkich groźnych.
Czy to w ogóle był dobry pomysł zabierać go na to polowanie? Starczyło spojrzeć na jego mordkę, posłuchać co mówił, by dojść do wniosku, że niekoniecznie powinni dzisiaj wyruszać na takie przygody. Przecież ten beztroski dzieciaczek nie zdawał sobie coś sprawy z niebezpieczeństw jakie tu mogły się kryć. No ale - nie zawrócą do obozu, bo Iskra była frajerem i nie potrafiłaby się teraz wycofać i być największym rozczarowaniem. Więc mogła sobie tylko pogratulować sprytu przy wyborze rozległych terenów, gdzie będzie mogła mieć Korzenia na oku.
- Z wiatrem to... zamknij na moment oczy. Czujesz chyba teraz na wąsach i futerku z której strony wieje? - teoretyzowanie przy tym na niewiele się zdawało, ale raczej w odpowiednich warunkach każdy mógł się zdać na instynkt i jakoś w tym połapać? - Aale to chyba wszystko? Nie przypominam sobie żebyśmy coś pominęli. - odparła marszcząc brwi. Teraz to miała pustkę w głowie na równi z Korzeniem, ani jednej pełnej myśli. Znając życie jeśli coś pominęła to przypomni sobie w środku polowania. Więc jeśli niebieski terminator sobie nie przypomniał o niczym i nie spytał wprost, to kazała mu się trzymać w miarę w zasięgu wzroku i ruszyła przed siebie, część świadomości poświęcając na pilnowanie małego głupola, a drugą na poszukiwanie piszczek - po zapachu, słuchu czy po prostu próbując je wypatrzeć.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Wykonał polecenie natychmiastowo i już po chwili siedział z zamkniętymi oczami. Zaciągnął się przyjemnym powietrzem, które mimo mrozu było orzeźwiające. Chciałby czuć się tak samo wolny jak teraz. Było to niesamowite. Mógł też od razu stwierdzić z jakiej strony wieje wiatr, nie tyle co obijało się o Niego jakby próbowało się przepchnąć gdzieś, ale również ciągnęło Go za wąsy, jakby próbowało Go drażnić. Nie dał się temu uczuciu i po prostu uśmiechnął lekko pod nosem.
– Czuję! – wypowiedział wesoło, jednak radość nie trwała zbyt długo, bo jak się okazało wiatr zamienił się w dziką zwierzynę. I nie tylko chciał się przepchnąć i pociągnąć ich za wąsy, ale również może i zabrać ze sobą.
– Zimno... strasznie... Chhhyb-b-ba, trochę z-z-za b-b-bardzo – wydukał i spojrzał na burą kocicę, do której od razu się przytulił. Niestety nawet On wymiękł i po chwili poprosił mamę, by wrócili i poszli na polowanie innym razem. /zt x2
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
To... tu? Nie miał pojęcia jak wyglądają wrzosy, a ekscytacja, wbrew woli, momentami była wypychana przez zaślepiający go strach. Czasem, raz na jakiś czas, zupełnie się zamykał i szedł w ciszy, po prostu rozglądając się na boki, innym razem mówił szybko i chaotycznie, a momentami był jak w obozie - wesoły i bez większych problemów. Rollercoaster emocji, nie ma co! W każdym razie; moment w którym pojawili się u "celu" minimalnie go wyciszył. Wziął głęboki wdech, rozejrzał się - tym razem bez paniki - a na jego mordzie pojawił się uśmiech - To w sumie nie aż tak daleko od nas! - pierwszy komentarz jaki padł. Nie było to daleko, przechodzili koło terenów treningowych... Orzeł nie odczuł ani odrobiny zmęczenia. - Ładnie tutaj. Śmiem rzec, że wygląda tutaj tak, jakbyśmy wchodzili do zupełnie innej krainy, wiesz? Takiej... oderwanej od świata! Bo cudownie tu pachnie i te kwiatki, też są śliczne!
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Wczuł się w zabawę, czasami skakał od krzaka do krzaka, a czasami podskakiwał raz za razem jak zająć, trochę dając się ponieść dziecięcej energii jaka jeszcze gdzieś w Nim szalała cały czas.
Bardzo przyjemna spacero-przygoda była dla Korzenia dobrą odskocznią od ciągłych obowiązków, a Vernon gadający, cieszący się i bawiący z Nim to była najlepsza rzecz na świecie. Doceniał każdy moment tego spotkania, chociaż nawet nie zauważał jak bardzo.
– Huh? – na początku zatrzymał się i rozejrzał w sumie szedł bardziej się bawiąc, niż myśląc nad kierunkiem drogi i wyszło na to, że zaprowadził ich... albo oni siebie zaprowadzili gdzieś gdzie miał pierwszy raz polować. Ups? – Tak, ładnie, masz rację tylko jest problem – powiedział poważnie. – Zająłem się zabawą i nie myślałem gdzie nas prowadzę, nie ta polanka, ale też bardzo ładna! Można się tu rozejrzeć – wytłumaczył roześmiany swoją własną głupotą, ale ich zrobił w bambuko, sam sobie żart odwalił! – Podoba mi się zapach tych kwiatów. – płomieniste oczy świeciły mu się z zadowolenia, a cały pysk, aż promieniał. Wzrok w końcu wylądował na wyjątkowym burasie, który wyglądał jakoś bardzo prześlicznie pośród tych wszystkich kwiatów.
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Wstrzymał oddech. Oczy otworzył szerzej. Nie wiedział... dokąd ich prowadzi? Zgubili się? Rzucił mu prędko spojrzenie, tym razem te zaniepokojone i pełne pytań. Nie, żeby się bał jak zawsze. Co jeśli coś im się stanie? W teorii.. no, byli blisko, tak! Ale nie tam gdzie mieli być. Więc... więc co jeśli coś będzie nie tak? Albo że ktoś będzie na nich zły? Nie było powodów do niczyjej złości, ale Orzeł to Orzeł - coś się stanie i mógł się nakręcać tak długo, aż położyłby się i zaczął w panice płakać. - Więc... nie wiesz... gdzie jesteśmy? - mruknął cicho. Nie ważne jak ładnie wyglądał, teraz bardziej przypominał mysz która zaraz będzie schwycona przez większe zwierzę. Poskurczany, niepewny, gotujący się na pewną śmierć. Oblizał pysk, siadł.
Korzeń się nie bał. Nie wiedział w tej chwili jak interpretować tę pewność siebie, komfort w nieznanym, nie wiedział co o nim myśleć. Nie był na niego zły, nie miał prawa. Szli przed siebie, tak... tak jak Vernon chciał. Więc to jego wina? Łapa na łapę, znów spojrzał na kwiaty. Może nie ma się czego bać? Obok mogli być inny wojownicy z terminatorami... raczej, chyba. - Nie byłem tu nigdy - rzucił cicho. Niepewnie. Nie było to dziwne, bo Orzeł nie chodził nigdy nigdzie... ale lepiej było podjąć rozmowę, niż tkwić w strachu i stresie, myśleć i nakręcać się jeszcze bardziej. - A ty?...
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Niezbyt przejmował się faktem, że się zgubili, bo tak w sumie to się nie zgubili, po prostu poszli w inną stronę. Większość terenów była mu znajoma, a nawet jak nie była to kojarzył resztę i w końcu znajdował drogę, nie bał się więc niczego takiego.
– Tego nie powiedziałem – odpowiedział z lekkim uśmiechem i dopiero potem znowu odwrócił wzrok w stronę przyjaciela, który to się jakoś dziwnie kurczył i chował. Nie bardzo rozumiał reakcje przyjaciela, nie ufał mu, że zna tereny? Och, aż go duma zabolała!
– Byłem, miałem mieć tu swoje pierwsze polowanie, wiem gdzie jesteśmy, po prostu poszliśmy nie na te polankę – wytłumaczył spokojnie. – Wtedy się zerwał straszny wiatr, chyba nawet z deszczem, musiałem wracać z mamą do obozu, bo się nie dało polować. Teraz jest ładna pogoda, a nawet ładnie wszystko wygląda, jesteśmy nawet bliżej obozu, niż gdybyśmy poszli na tę drugą polankę też – dodał po chwili i skoczył sobie w kwiatki. Wcale nie zauważył jakiejś bzyczącej istotki... wcale. Ułożył się na brzuchu i tylko ucho zawędrowało w stronę Vernona, nie miał zamiaru spuszczać z Niego swojej koncentracji, po prostu trochę chciał odsapnąć od bycia wszystkim czym nie potrafił.