Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
- No... nie. Wiadomo że nie. - zdziwił się skąd w ogóle taki pomysł ze strony Bawełny. Zupełnie nie zauważył jak z jej perspektywy musiał wyglądać całokształt jego odpowiedzi. - Z własnego zaprowadzę do obozu. Ale skąd tak daleko kocię, jak nie mogą wychodzić. Z obozu. Nikt nie zauważył? - skrzywił się. - Z innych klanów jeszcze dalej obóz chyba. Ale nie zaprowadzę do jego obozu. Bo nie można przekraczać granic. Ono też nie może. Mogę... zaprowadzić na granicę. - zaoferował ostatecznie, chociaż nie podobał mu się ten przykład. Głupi jakiś.
- Gwiazdy - szepnęła, słysząc ja bardzo Szafirowa Łapa nie ogarnął tego o co jej chodzi. - Aha, czyli weźmiesz obce kocię, pójdziesz na tereny, nie, przepraszam, do obozu obcego klanu, i powiesz "Hej, znalazłem dzieciaka. To chyba wasz, nie?" - i oni mają z wdzięcznością je wziąć, wcale nie uznając, że doszło do jakiejś kradzieży, ale Szafirka po drodze po prostu wzięły wyrzuty sumienia? No, niezłą ma dzieciak wyobraźnie. - Dobra, uzgodniliśmy że NASZE kocię odnosisz do obozu. Wiesz, to, że mają zakaz wychodzenia, nie znaczy, że wszystkie się tego słuchają. Mogę cię też zapewnić, że żadne kocię z innych klanów nie będzie mieć na tyle siły, by przyjść na nasze tereny. Prędzej dam sobie wszystkie wąsy wyrwać nim coś takiego się stanie. Więc co, jak zobaczysz kocię takie... samotnikowe. Porzucone. Albo, o, dwa koty - matka i dziecko, samotnicy, nasze tereny. Matka nie żyje, zginęła... nie wiem, przygniotło ją drzewo. Co z tym dzieckiem - naciskała, tym razem dając tyle szczegółów ile tylko się dało. Żeby już sobie nic nie był w stanie dopowiedzieć.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
- Powiedziałem, że nie zaprowadzę do obozu. Na granicę. - burknął lekko zirytowany. Szafirek był ugodowy, był miłą, ciepłą kluchą, ale nie podobało mu się, że Bawełna mu wmawia coś czego nie powiedział. Jasno powiedział, czego nie zrozumiała?
- Nic. Nie mój problem. - odpowiedział, nie namyślając się zbyt długo. Jeśli byłoby do kogo odprowadzić kocię to pół biedy, mógł je doprowadzić na granicę i niech go rodzice sobie odbiorą, ale takie zupełnie obce? Nie czuł żadnej odpowiedzialności za jego zdrowie, a od zawsze go uczyli, że to klan jest najważniejszy, nie było ani słowa o tym, że ratowanie bezpańskich dzieciaczków jest mile widziane społecznie.
Ale skoro Bawełna tak go gnębiła o odpowiedź to na pewno zignorowanie nie było opcją. Szkoda, że nie był w nastroju do szukania nowych rozwiązań skoro go i tak nie słuchała. A wszystkie pomysły co mu przychodziły do głowy teraz były sprzeczne z poznanymi zasadami. Beznadzieja.
Przewróciła oczami. Do obozu czy na granicę, jeden pies, rozwodzili się nad sytuacją która nigdy nie będzie mieć miejsca. A to nie jej wina, że Szafirowa Łapa papla tyle, że prędzej zrozumiałaby sens wszystkich bezsensownych punktów w kodeksie niż jego samego. Westchnęła cierpko, widząc, że z nim to współpracować na dłuższą metę po prostu się nie da. - Twój problem. Zgadnij jak brzmi kolejny punkt - mruknęła, ale zaraz znowu otworzyła pysk, by ten naprawdę nie próbował zgadywać. - "Żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli jest to kociak z innego Klanu." Więc bierzesz je do obozu i jesteś tatusiem, bomba - mruknęła. Bo przywódca też musi przyjąć do klanu, zobowiązując się do tego punktu, i takim właśnie sposobem w klanie pojawia się jeszcze jedna trombka, której zadaniem jest irytowanie wszystkich wokół. - Nie obchodzi mnie co o tym sądzisz, lecimy dalej. Czternasty punkt: "słowo przywódcy jest prawem". Nie trzeba się nad tym rozwodzić - odeszła od tematu kociąt, bowiem nie chciało jej się słuchać wielce obrażonego Szafirka. Nie chciał współpracować, to nie. Całe szczęście już kończą. Już prawie są w obozie.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
I w jaki sposób miał się niby domyślić, że kolejna zasada będzie tak wyglądać? Jak niby bez wiedzy, że Kodeks uwzględnia sytuacje znajdowania kociaka i uznaje je za osobny przypadek, miał ogarnąć, że ignorowanie poprzednich punktów jest w tym momencie w porządku? Głupie to i tyle.
Kłóciłby się też o to, że wcale nie chciał zostawać żadnym tatusiem znaleźnego kociaka (ani żadnego innego w sumie), ale jeszcze bardziej nie chciał rozmawiać. Więc milczał, niczego nie komentował i tylko nastawione ciemne uszy świadczyły o tym, że wciąż słuchał.
W sumie, to nie miał się domyślać. Bawełna wcale nie wymagała od niego poprawnej odpowiedzi, tylko logicznej, by trochę pomyślał i wyobraził sobie co zrobiłby, gdyby naprawdę był w takiej sytuacji. Chciała, by zrozumiał, że w ciągu życia napotka takie momenty, w których nie będzie wiedział co robić i będzie musiał zaryzykować, podjąć decyzję. Ale, najwyraźniej, właśnie w takim momencie Szafirek postanowi się obrazić, odwrócić tyłem i pokazać środkowy palec. - "Honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać innych, by zwyciężyć swoje bitwy, jest to dozwolone jednak w obronie własnej lub jeśli koty są wyjęte spod kodeksu wojownika." Jak to rozumiesz.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Tylko że on sobie wyobraził sytuację i doszedł do wniosku, że to nie jego problem. Gdyby kocię się go uczepiło i ciężko by je było ignorować to trochę inna para szyszek, ale no nie zamierzał sam sobie życia utrudniać.
- Nie zabijać jeśli mogę wygrać bez zabijania. - odpowiedział krótko, nie rozwodząc się nad ale tego punktu, bo było... po co ono w ogóle było? Skoro honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać to punkt nie zabraniał zabijania, niezależnie od przypadku, jedynie sugerował, że to niemile widziane, jeśli nie było powodu typu zagrożenie życia. Ale nie było zabronione, więc dopowiadanie w jakich sytuacjach to w porządku było śmieszne.
- Aha - mruknęła tylko. Miała parę słów do dodania, ale skoro mu się nie chciało, to ona też nie będzie się starać. Tyle mu wystarczyło. Spojrzała na Błyszczące Skałki, wzdychając głucho. Zmęczyła się tym spacerem jak nigdy dotąd, a przy Miękkim Podłożu była naprawdę często. - Ostatni punkt. "Wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka". Wszystko jasne?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
- Jasne. - odparł przekonany, że rzeczywiście ten punkt jest dla niego jasny, chociaż nie miał stuprocentowej pewności, że spytany o jego znaczenie byłby w stanie poprawnie udzielić wymaganej odpowiedzi. Ale to norma, więc nie brał tego nawet pod uwagę. Spojrzał przed siebie. Już prawie byli w obozie. To dobrze, bo już miał dość rozmów na dzisiaj.
- Super - mruknęła, wchodząc przez ośnieżone wejście do obozu. Rozejrzała się dokładnie, a kiedy nie zobaczyła niczego interesującego, wróciła wzrokiem do kocurka. - Zejdź mi z oczu - dodała, tak, by ten wiedział, że mogą już się rozejść. Gdyby nie strzelił focha przy samym końcu, może i dostałby niedużą pochwałę za wytrwanie całej paplaniny o kodeksie, ale teraz nie miała ani ochoty do niego mówić, ani patrzeć. Nie umówiła też dokładnej pory kiedy spotkają się ponownie, będą kontynuować trening wtedy, kiedy jej to będzie pasować. I nie czekając na żadną reakcję terminatora, odeszła w stronę swojego barłogu.
~***~
Następny dzień przyszedł szybciej niż by tego chciała, bowiem już po trzech, może czterech dniach. Prędko zauważyła, że trening z Szafirową Łapą był o wiele milszym zapychaczem czasu niż trening z Kością, a co dopiero z Tojad. Był też alternatywą dla samotnych polowań, które powoli zaczynały ją nudzić, przez co nie czerpała z tego tak wiele satysfakcji jak było to jeszcze całkiem niedawno.
Poprzedniego dnia więc poinformowała go, by zjawił się o świcie przy Kwiecistej Łące. Uznała, że nie był już sześcioksiężycowym terminatorem, by za każdym razem prowadzić go za łapkę z Kocich Grzbietów, co więcej, już niedługo a będzie go widzieć w legowisku wojowników. I ta chwila zbliżała się bardziej, niż pewnie się tego spodziewał.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Zejdź mi z oczu.
A bardzo chętnie. Szafirek zwolniony z dalszych zajęć na dziś, momentalnie ruszył w stronę wyjścia z obozu, na samotną wycieczkę, nim Bawełniana Nić sobie przypomni, że przecież moze mu dowalić jeszcze jakieś okropne zadanie domowe.
Miał kilka dni spokoju, nim mistrzyni kazała mu się znowu stawić na treningu. I podchodził do sprawy nieco nieufnie, bo ostatnio była nieco zagniewana, ostatnio on też był nieco obrażony, a nie ma co się oszukiwać, dużo bardziej odpowiadała mu atmosfera bez spięć. Racjonalizował sobie w głowie, że jakby go chciała gnębić to by nie robiła paru dni przerwy na ochłonięcie, ale mimo wszystko w drodze na Kwiecistą Łąkę towarzyszył mu ból głowy z nerwów, a żołądek zawijał się w supełek.
- Jestem. - poinformował niezbyt przekonanym głosem, gdy już dotarł na miejsce. I co dalej?
- Co ci? - spytała z automatu, słysząc jego niepewny głos. Wolała wiedzieć, czy Szafir miał się tu jej zaraz zrzygać, czy jest jednak w stanie łazić po terenach, bo jeśli to pierwsze, to nie zamierzała tego oglądać. Takie obrazy zostawi specjalnie dla Barwnej Wody, jako prezent udowodniający ich wielką przyjaźń. Nim jednak terminator zdążył jej odpowiedzieć, ruszyła przed siebie, w stronę Kolczastego Bzu. - Jaka granica jest przed nami?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Ciemne uszy powędrowały do tyłu. Terminator chętnie by się przyznał, że chyba zaczyna się robić chory i nienajlepiej się czuje, ale jeszcze wczoraj wieczorem było wszystko w porządku. Była szansa, że Bawełniana Nić by się rozgniewała, że dopiero teraz jej wspomina o chorobie? Chyba. Nie wiedział. Bywało już gorzej, więc potrząsnął przecząco łbem, ruszając za kremową wojowniczką.
- Nic, tylko głowa trochę boli. - skłamał, ukrywając cały wachlarz objawów, które zdążył naliczyć od wyjścia z obozu. Spojrzał przed siebie i dla pewności zawęszył jeszcze. - Z terenami niczyimi.
- Przeżyjesz - mruknęła. Od bólu głowy nikt nie umarł, a nawet jeśli, to nie na jej warcie. Ciekawe, czy podczas walki Szafirowa Łapa nie pomoże, bo "boli go główka". Nie mogła go nauczyć, że choroba to wymówka na wszystko. Nie, jeśli nie rzygał pod siebie i nie był w stanie samodzielnie jeść i pić. - Tak. Jesteśmy przy Kolczastym Bzie, chodź - miauknęła, po czym zaczęła dreptać wzdłuż granicy, w stronę tej gromowej. - Zrobimy powtórkę władz w klanach, bo trochę się pozmieniało. Wymieniaj.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
No taką właśnie miał nadzieję. Że mu się nie pogorszy i że to nie są objawy czegoś jeszcze gorszego niż normalnie mu się zdarzało.
- U nas Ćmia Gwiazda przywódca, Kosowa Pieśń zastępca, Barwna Woda medyk. Cisowa Łapa, Rybołowiowa Łapa terminatorzy medyka. - zaczął od swoich, bo tak było najprościej, to były imiona z którymi spotykał się na co dzień. - W Wichrze Lawendowa Gwiazda przywódca, Biały Puch zastępca, Lśniąca Sadzawka i Krwawnikowy Liść medycy. - nie rozumiał czemu dwóch medyków, a nie medyk i pomocnik medyka, ale wolał nie dopytywać. - W Cieniu Polna Gwiazda przywódca, Wirujące Pióro zastępca. Pochmurna i Blada Łapa terminatorzy medyka, ale bez medyka. W Gromie Żubrza Gwiazda przywódca, Wężowy Błysk zastępca, Truskawkowy Gąszcz medyk. Powojnikowa i Nurtowa Łapa terminatorzy medyka. - zakończył wyliczankę, czując się jakby musiał maszerować z ciężkim kamieniem na głowie.