Słuchała go uważnie, co jakiś czas po prostu kiwając głową. Co do wichrowej, medycznej sprawy, sama nie wiedziała jakim prawem Krwawnikowy Liść może szczycić się mianem medyka, ale nie zamierzała o tym dyskutować, bo podejrzewała, że już niedługo rzeka zamiast jednego medyka będzie mieć ich trzy, a to i tak gorzej niż dwóch wichrowych.
Gdy ten skończył mówić, stanęli przed Bobrową Tamą. Bez słowa przez nią przeszła, przeskakując zwinnie przez ułożone drewna. Stanęla po drugiej stronie, czekając, aż kocur do niej dołączy. - W porządku. Przed nami Obgryzione Drzewa, granica z... czym? - spytała, spoglądając na niego. Może kojarzył zapach, może już tutaj był, a może po prostu się domyślić, bo to ostatnia granica jaka im została.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Bez problemu pokonał Bobrową Tamę, bo często tędy przechodził, gdy ruszał na swoje polowanie na ładne kamyczki na Kamienistym Brzegu. Chcąc nie chcąc był już oswojony z tą granicą. A że pamiętał wciąż, że Cień z nimi nie graniczy (co nie znaczy, że ich nie lubi), a Wicher okazał się tymi przestronnymi łąkami w zasadzie po drugiej stronie Rzecznych terenów, to odpowiedź była prosta. - Z Gromem. - odparł oblizując mordkę. Nie miał co do tego wątpliwości.
Pokiwała głową. - To dopiero chory klan - mruknęła bardziej do siebie niż do niego. Spotkała jedynie dwa koty z innych klanów, nie licząc walki z jasczczurem, i dziwnym trafem oboje byli z gromu. I oboje byli mocno pieprznięci. Jeden z chorym podłożem moralnym, drugi to ćpun o złamanym języku. Podejrzewała więc, że reszta jest taka sama. Zwłaszcza, że jeden z napotkanych jej kotów był zastępcą. A skoro mają szaleńca na tak poważnej randze, to strach się bać przywódcy. - Ich tereny są piaszczyste, choć przy granicach to trawa tętni życiem. Znaczy teraz nie. Teraz tętni życiem dusiciel trawska, śnieg - poinformowała, nie zatrzymując się nawet na chwilę. - Nie umówiliśmy na treningu dwóch rang, a musimy, choć spodziewam się że już o nich słyszałeś. Na pewno. Pieszczoch i samotnik. Gadaj co wiesz.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
- Chory? - podchwycił wątek, nie wyłapując, że to chyba nie było do niego. A jako, że sam często czuł się jak obłożnie chory to temat wydawał się bliski jego sercu. Czy coś. Na komentarz odnośnie roślinności i ukształtowania terenu tylko skinął łbem. Widział wcześniej trawy tutaj, co prawda szarawe i przymierające, a nie tętniące życiem, ale...
- Pieszczoch żyje u Dwunogów. Nie poluje, jest gruby, niewyćwiczony i niegroźny i... to chyba najważniejsze. - zdecydował ostatecznie, przywołując w pamięci więcej informacji na temat samych Dwunogów, niż kotów z nimi żyjących. I motywacji tych dziwnych stworzeń. Więc przeszedł do drugiej części, również wyniesionej z nauk. - Samotnik nie należy do klanu. Może być w małej grupie z innymi, ale zwykle jest sam. Poza tym niewiele różni od klanowych kotów. Z wyglądu.
- No. Jak spotkasz jakiegoś co cuchnie gromem, uciekaj - miauknęła żartobliwie, choć była to też rada prosto z serca. Ona niestety się tego nie posłuchała, ale dzięki temu dowiedziała się, jaki ten klan jest od środka. Nienormalny.
Na jego wyjaśnienie rang pokiwała głową. No, nie było to wytłumaczenie idealne i miała parę rzecz do dodania, ale wyjątkowo bardzo jej się nie chciało, więc uznała, że to co wiedział kocur jest wystarczające. - Kwiecista Polana. Połowa granicy z gromem - wyjaśniła, gdy rzeczywiście weszli na niedużą polankę. Nie kwiecistą, bo wszystko co tu żyło wymarzło na śmierć. Choć jeśli miałaby zgadywać gdzie wyrosną pierwsze przebiśniegi, obstawiłaby właśnie to miejsce. - Nie będziemy na treningu łowić ryb, bo jest tak zimno, że jak dotkniesz wody to zamarzniesz przed jednym uderzeniem serca. Mam trochę litości, w przeciwieństwie do Płotkowego Potoku - bo zgadnijcie, kto z obecnych tu kotów został zmuszony do łowienia ryb na swoim treningu (W ZIMĘ), a potem jej własna mistrzyni przepędziła jej wszystkie ryby, uniemożliwiając złapania chociaż jednej? Tak. Tak dokładnie, wszyscy zgadli. Gratulacje wygrania tej edycji Milionerów. - Ale słyszałam, że umiesz je łowić. Znasz teorię?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Pokiwał zgodnie łbem, zapamiętując to jako poważną radę, a nie jedynie żarcik-kosmonaucik. Wolałby się od nich niczym nie zarazić, już i bez tego miał problemy. Zresztą miał nie zaprzyjaźniać kotów z innych klanów, więc uciekanie przed gromowymi nie będzie nawet takim wielkim wyzwaniem.
- Tak. Kornikowy Konar uczył. - podzielił się informacją, która wydała mu się szalenie istotna w tym momencie. Jakby podświadomie chciał przerzucić winę za swoje ewentualne błędy na nauczyciela, bo to on coś nie tak wytłumaczył, a nie, że Szafirek źle zapamiętał, albo cokolwiek co nie spodoba się jego mistrzyni. Wziął głęboki wdech i zaczął tłumaczyć pokrótce co zapamiętał. - Wsadza się łapę albo ogon do wody i czeka aż ryba zainteresuje i podpłynie. Nie wolno ruszać, bo spłoszy. I rzucać cienia na wodę. Rano albo wieczorem najlepiej łowić.
Zmarszczyła nos słysząc imię Kornika. Więc to on zabierał jej robotę? Nieźle. Ciekawe, czy chociaż nauczył go dobrze, a nie tak o kant dupę roztrzaść, nigdy nie wiadomo! - No. Dobrze. Czyli umiesz -czyli umiesz już wszystko. Nie wiedziała co jeszcze miała z nim przerobić prócz oprowadzenia po tych nieszczęsnych granicach, bo to, czego miała go nauczyć, już go nauczyła. Był gotowy. Może nie psychicznie, bo tam w środku dalej daleko było mu do wojownika, ale fizycznie tak. I pod względem wiedzy. Mógł zostać wojownikiem. - To teoria walki - powiedziała zaraz, przypominając sobie, że nie było jej przy nauce walki Szafira. A uczył go Rabarbar, który wydawał się mocno świrnięty jak jeszcze był w klanie, więc w sumie nigdy nie wiadomo czy dobrze przygotował jej terminatora. A jeśli nie i ktoś się o tym dowie, wina spadnie na nią.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Teoria walki była dawno, ale jednocześnie walkę samą w sobie z Rabarbarowym Korzeniem tłukli księżycami. Jak nie z rozmów, to z dawnych siniaków, był w stanie coś wyłuskać by się teraz nie upokorzyć przed Bawełną.
- Słabe punkty to pysk, uszy, szyja, brzuch. Czasem ogon, ale mniej. On po prostu boli, ale szyję trzeba bardziej chronić. I atakować. - oblizał jasną mordkę - Można sypać piachem w oczy. Albo śniegiem. Albo atakować pod słońce. - dodał jeszcze, zastanawiając się czy było coś jeszcze. Chyba nie z tej ogólnej teorii?
Kiedy doszli do Samotnej Brzozy, poinformowała go o tym, jak i również o tym, że to koniec granicy z gromem. Przed nimi była tylko granica z Czterema Drzewami, do której właśnie się wybierali. - Wykorzystuj swoje atuty. Ja na przykład, jestem duża i masywna, więc ciężej będzie mnie powalić, ale przez to jestem wolniejsza. Jeśli więc będziesz walczył z kimś podobnym do mnie, zamiast tracić siłę na próbę powalenia, chaotycznie atakuj z różnych miejsc, biegaj dookoła, bo nim ja odwrócę się w jedno miejsce, ty jesteś już w drugim. Musisz patrzeć na predyspozycje fizyczne przeciwnika, no i samemu siebie ocenić, co ci łatwiej zrobić - wykonywać duże, ciężkie i silne ataki, czy wiele ataków na raz, ale nieco słabszych i szybszych. Czaisz?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Ach. O tym zapomniał.
- Czaję. - potwierdził. - Ale. Nie jestem zbyt zwinny. I szybki. Duże ataki pewniejsze. - drobna przerwa, po której dodał, tak dla pewności, asekuracyjnie - Ogólnie. - bo nie walczył z wieloma różnorodnymi przeciwnikami wciąż. Co prawda zamierzał, bo skoro Zmierzch go wzięła za jakiegoś specjalistę od walk to lepiej by było nieco lepiej obeznać się w tych wszystkich sparingach i innych takich, by nie okazać się rozczarowaniem, ale wciąż z tym nic nie zrobił. Niedobrze, bo jeśli miał robić za ochroniarza w wyprawie na szafirki, gdy stopnieje śnieg to byłoby niekorzystnie, gdyby to jego trzeba było chronić. - Ale z Rabarbarowym Korzeniem musiałem sypać piachem. By wyrównać szanse. Bo też duży i silny. - przypomniał sobie.
- No spoko. Dałam tak dla przykładu. Ja na przykład jestem gruba, więc jeden obrót zajmuje mi tyle, co cztery obroty jakiegoś zwinnego cwaniaka. I spoko - mruknęła. Wcale nie wstydziła się, że miała lekką nadwagę. Miała ją od zawsze, a temat ten nie był dla niej żadnym tabu. O ile ona o nim mówiła. Jeśli ktokolwiek śmiał wytknąć jej brzuch, od razu stawała się agresywna. I choć dawno już nie słyszała docinków na ten temat, to do tej pory pamięta jak w Zarośniętych Drzewach spotkała Bukową Łapę, który pierwsze co to wytknął jej to, ile je. I ciekawe, gdzie on jest teraz, a gdzie jest ona. - No. Ogólnie wykorzystywanie otoczenia jest przydatne, ale tracisz czas. Wszystko ma swoją cenę. - Dobra, jesteśmy przy Bażancich Gniazdach, granica z Czterema Drzewami. Tam dalej, jak się przyjrzysz, zobaczysz Samotny Kamień, do którego bardzo nie chce mi się iść. I... tyle - odetchnęła, przystając przy gniazdach i spojrzała na pointa. Tyle. Koniec.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Pokiwał więc tylko łbem, nie komentując już tego dalej. Skoro najwyraźniej nie było to od niego wymagane, a też jakimś entuzjastą walk nie był, by z własnej woli się nad nimi rozwodzić. Ożywił się za to na wspomnienie, że znajdują się przy bażancich gniazdach. Rozejrzał się dookoła, licząc na to, że na jasnym tle dostrzeże jakieś nieuważne ptaszysko o wyjątkowo ładnym ogonie, ale nic z tego. Cisza i pustka, więc powrócił uwagą do rozmowy, do samotnego kamyczka, którego nie odwiedzą i... jak tyle? Zmarszczył lekko brwi.
- Krótko dzisiaj. - skomentował, mając w pamięci ostatnie spotkanie i ogrom informacji do zapamiętania. Dzisiaj było tak... powtórkowo bardzo. I wycieczkowo.
Kiwnęła głową. Nawet przez jej głowę przeleciała myśl, że pakowanie w kocura całego kodeksu jednego dnia plus wycieczka na tereny to trochę przesada, ale zaraz potem uznała, że w życiu wojowniczym będzie mieć większe zmartwienia niż zapamiętanie jakiś zasad. - Skończyłeś trening, Szafirowa Łapo - miauknęła, a cień uśmiechu pojawił się na jej kremowym pysku. Jej pierwszy terminator. Jej pierwsze osiągnięcie. Pierwszy nie-zawód w jej historii nauczycielskiej. Pierwszy powód do dumy. - Do następnej ceremonii będziemy się spotykać parę razy by powtórzyć kodeks, tak, byś go na pewno pamiętał, ale już nic nowego... nie poruszymy. Umiesz wszystko. Jesteś gotowy.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Skończyłeś trening, Szafirowa Łapo.
To brzmiało tak... abstrakcyjnie. Dziwnie. Niespodziewanie. Szafirek zupełnie nie wiedział jak się z tym czuć, bo nie zauważył żadnej zmiany w sobie podczas, gdy ta informacja powoli osadzała się w puchatej głowie. Był gotowy. Spojrzał na kremową kotkę, nieco... nie tyle co zagubiony, ale zaskoczony. - Wcale nie czuję się jakoś inaczej. Teraz. - wyznał jej. Pamiętał co słyszał na naukach, o oswajaniu łap i w ogóle... i niby rzeczywiście nie potykał się już o własne kończyny i nie wywalał na pysk, ale?? Jak on się powinien teraz czuć niby? - To dziwne? - spytał by się upewnić. Bo może to normalne, że te słowa wcale magiczne nie były i nie odmieniały nagle życia każdego terminatora. Czy już teraz zaczynał kolejny etap? Czy dopiero jak zostanie mianowany? Może dlatego nie czuł się inaczej? Bo to jeszcze nie był kolejny etap?
Zaczęła powoli kierować się w stronę obozu. Wcale nie dziwiła się, że nie czuł różnicy. Ona też nie czułą. Prócz uczucia wielkiej dumy i tego, że była coś warta, nic nie zmieniło się w momencie ukończenia jej treningu. - Nie. W zasadzie, to nic prócz imienia w twoim życiu się nie zmieni. Będziesz mieć po prostu ciężej. No i nie będziesz musiał ze mną gadać, co pewnie uznajesz za plus - mruknęła, przechodząc przez Zielony Pagórek.