Logo Artemidy
Pustkowie
#16
  Szukajcie a znajdziecie... I oto jest. Popiołek wypatrzył czyhające na nich zagrożenie. Zagrożenie przysypane śniegiem, maskuje się, paskudne, a w dodatku patrzy na dwójkę kotów okrutnie czarnym okiem...
  Tak właściwie to nie.
  Oko nie mrugało, a jakby przyjrzeć mu się bliżej, pod cienką warstwą śniegu można było dostrzec wyraźnie rybi kształt, długości mniej więcej jednego z uszu szylkretowej koleżanki. Przeciwnik wojownika był w kolorze zbliżonym do jego własnego futerka, srebrnoszary, z jedną, czarną pręgą przechodzącą przez oko. Z tej odległości ukryty w śniegu gagatek wyglądał na martwego.

Gorejący Krzew lvl: 3 | S: 9 | Zr: 9/11 | Sz: 4/6 | Zm: 7 | HP: 65/65 | W: 55-1=54/55


  Trucizny? Spojrzała jeszcze raz na leżące na śniegu liście. Nie, to musiał być krwawnik, wyglądał dokładnie tak, jak ten listek który pokazywała Nurt.
  — Jakiej trucizny? Te które znam nie wyglądają w ten sposób. — Psianka była raczej mała, ostrokrzew i cis nie do pomylenia z tym co zebrała. Hmm. Czy na terenie Rzeki rosło coś jeszcze innego, co mogło zagrażać kotom? Być może. Ich tereny pewnie były znacznie wilgotniejsze niż pola i łąki Wichru, a wiedziała o roślinach wystarczająco dużo, żeby wiedzieć również, że niektóre preferują takie właśnie miejsca.
  Temat przepłynął swobodnie z powrotem do Gwiazdy, a kocur tłumaczył swoje zainteresowania kiedy ona wybierała najładniejsze listki. Głupie ślimaki, nie powinny jeszcze spać o tej porze roku? Większość liści nadawała się jedynie do pozostawienia na pastwę beznogich męczaków, ale znalazła chociaż trzy ładne, intensywnie pachnące listki. Odłożyła je na bok.
  — O, naprawdę? Chyba nie znam nikogo kto by się tym interesował! — Przerwała oględziny roślinki, odwracając się w stronę kocura z lekkim uśmiechem na pyszczku. — Ciekawe... pewnie niektóre koty obraziłyby się na Gwiezdnych, że nie pozwolili im zostać przywódcą. Jak ona się nazywała? — Przekrzywiła lekko głowę, zaciekawiona nowym tematem. Nie wiedziała zbyt wiele o historii Wichru, a co dopiero innych klanów. Kto wie, może dowie się czegoś fascynującego od cętkowanego kocura? Taka okazja może się nie powtórzyć.

  Słuchała uważnie, potakując z nieudawanym zaangażowaniem, dopóki wiatr nie zmienił kierunku i nie przywiał do czarnego nosa zapachu tego zjedzonego przez ślimaki zioła. No tak! Zerknęła pod łapy na rosnący stos medykamentów. Targanie ze sobą tego wszystkiego nie brzmiało jak dobry pomysł, może lepiej gdzieś to odłożyć? Byle z dala od tych ślimaków.
  — Może ja gdzieś to schowam i pójdziemy dalej, oke? Możesz mówić, ja słucham. — Zapewniła, rozglądając się wokół. Jeden z pobliskich głazów wyglądał na dość charakterystyczny, więc wykopała obok niego małą nieckę w śniegu i odłożyła w niej patyk i liście. Teraz tylko zapamiętać żeby tu wrócić.
  — A wiesz coś o Wichrze na przykład? Ooo, albo o tym piątym klanie? Coś mi się obiło o uszy jak byłam kociakiem jeszcze, ale potem zapomniałam dopytać... Bo było ich więcej, co nie?
  Wędrowanie i rozmawianie było zdecydowanie łatwiejsze, kiedy nie musiała trzymać wszystkich swoich łupów w mordce. Spacerowym krokiem ruszyła dalej, słuchając kocura i jednocześnie rozglądając się za roślinami.
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Czy rozglądająca się za roślinami kotka spojrzałaby na te krzewy? Głównie świeciły kolcami na splątanych gałęziach, ale miejscami przebijały zalążki liści, niektóre już nawet się otwierały i straszyły swoimi ząbkowanymi blaszkami. Niektóre były już nawet całkiem spore. Ale czy Mrówka miała szansę rozpoznać element składzika w tak niesympatycznie prezentującej się roślince? Cóż, gdyby było cieplej i krzak obrósłby czarnymi, błyszczącymi owocami to chociaż nimi mogłaby zachęcać do podejścia.

Mrówczy Szlak: lvl: 5 | S: 8 | Zr: 13 | Sz: 12 | Zm: 12 | HP: 85 | W: 53/55


– Um, chodzi o szalej – odpowiedział grzecznie, chociaż im dalej w rozmowę tym bardziej żałował, że się w ogóle odezwał. Zaraz się okaże, że się pomylił całkowicie i to z krwiściągiem się myliło czy coś... o ile krwiściąg też był biały i pasował do opisu krwawnika. Znaczy z dwojga złego lepiej żeby to on się pomylił niż kotka; konsekwencje jego błędu były łatwe do przeżycia. W drugą stronę... cóż, mógł być problem z przeżyciem.
Czy wiedział czym sobie zasłużył na uśmiech? Otóż nie. Nie zdziwiło go, że historia nie leżała w głównym kręgu zainteresowań lwiej części lasu. Nic dziwnego, gdyby nie był sobą, zapewne też by skończył jako fanatyk wędkarstwa, albo entuzjasta walk.
– Nazywała się Wydmowy Wiatr. Ale prawda – uśmiechnął się krótko. – Pewnie niejeden kot by się w takiej chwili obraził. Może Wydmowy Wiatr też by inaczej zareagowała, gdyby była młodsza... chociaż wątpię, pewnie nawet wtedy by przyjęła wolę Gwiezdnego Klanu. Ale no. W chwili gdy zmarła ówczesna przywódczyni, Wydmowy Wiatr była już w wieku starszyźnianym, pewnie to też miało wpływ na to jak potoczyła się historia – przyznał na koniec. Chyba przez to historia nieco traciła na wyjątkowości, zaczynała się robić zbyt... logiczna. A szkoda, bo tamte wydarzenia nie były przecież podyktowane racjonalnym myśleniem żywych!
Gdzieś w środku tego wszystkiego, Gorejący Krzew poczuł, że obserwuje go jeszcze jedna para oczu. Nie mrugając przy tym. I nie patrząc tak na prawdę. Gdy kotka była zajęta kolejnym medykamentem, on podszedł na nieco sztywnych łapach do srebrnej mordki ukrytej w śniegu i... tak, jednak dobrze mu się wydawało, że to ryba. Ale jednocześnie to wcale nie była ryba i – jakkolwiek z pręgą przechodzącą przez oko można było nawet zidentyfikować jej gatunek – Popiołek od razu przypomniał sobie swój pierwszy Połów Rozkwitu. Jak wszyscy dookoła łowili prawdziwe ryby, a do niego co najwyżej podpływały śmieci dwunożnych. Nabijały się z niego swoimi barwami. Cóż... ta rybka była bardziej stonowana i od razu wydawała się bardziej sympatyczna. Nie na tyle by od razu zapragnął zabierać ją ze sobą do obozu, ale na pewno wystarczająco by nie zostawił jej w miejscu.
W czasie jego prób nawiązania nici porozumienia z rybką, Mrówczy Szlak zebrała listki i oznajmiła, że idzie je schować. Nowa myśl zaświtała w srebrnej główce. Pomodlił krótko do Gwiezdnych i chwycił rybę za ogon, mając nadzieję, że ta nagle nie ożyje. Nie powinna, nie wyglądała jakby kiedykolwiek żyła. Zamiast kontynuować opowieść, podreptał więc za szylkretką i gdy już odsunęła się od wykopanej niecki, położył tuż obok swoją zdobycz. – Chyba możemy zostawić ją na straży ziół? – zaoferował nie do końca przekonany (już dopadło go zwątpienie – co jeśli taka ryba przyciągnie nieproszone towarzystwo do faktycznych zbiorów Wichrzaczki??), chociaż starał się zachować optymizm. Wydawało mu się to całkiem uroczym zadaniem dla tej rybki, więc no...

A gdy ruszyli dalej, mógł wrócić do kolejnego istotnego wątku bez narażania czasoprzestrzeni.
– O Wichrze na pewno nie wiem więcej od ciebie – uśmiechnął się przepraszająco. – Nie miałem jeszcze okazji by wypytać Wichrzaka jakoś bardziej o przeszłość Klanu, więc no... jestem pewien, że ty nam więcej opowiesz – nie namawiał, chociaż chętnie by posłuchał. – Ale piątego Klanu nigdy nie było. Nie mieli błogosławieństwa Gwiezdnego Klanu, więc z Klanami mieli tyle wspólnego co karasie z lataniem. Hm... nazywali siebie Klanem Pożogi, tak. I z tego co wiem to nie zagrzali tu miejsca na zbyt długo. Klany odmówiły uznania Pożogi za jeden z nich. Znaczy, hm. Lawendowa Gwiazda? To było dawno, więc chyba Lawendowa Gwiazda, z Wichru, zawarła z nimi sojusz – co też nie spodobało się reszcie. Popiołek przerwał na chwilę, zastanawiając się czy Klan Rzeki poszedł na tereny Pożogi razem z Klanem Cienia wtedy i czy to były czasy sojuszu, czy mieszało mu się z innymi wydarzeniami. Ale jakimi? Odpowiedzi szukał w krajobrazie dookoła.

In the { full moon's } light
— I listen. to the stream —
and in between the silence . . .
. . . . . . . . . ˏˋ°•*⁀➷ hear you calling me
[Obrazek: iZiRr60.gif]
But I don't know where I am. . . . . . .
. . . . .and I don't trust who I've been
╭────── · ☾ · ──────╮
And if I come home . . .
how will I ever leave?

╰────── · ☾ · ──────╯
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
  Ryba zdawała się nie mieć nic przeciwko spontanicznej przyjaźni. Nie protestowała też swojej nowej roli. Po prostu usiadła sobie w niecce pomiędzy krwawnikiem a pachnącymi liśćmi i obserwowała dwójkę kotów, odprowadzając je wzrokiem.
  Być może gdyby Popiołek zabrał ją ze sobą, udzieliłaby mu jakichś odpowiedzi – ale pozostawiona sama sobie wybrała drzemkę. Dla cętkowanego niekorzystnie, bo otaczający go krajobraz nie wyglądał na skłonny do udzielania wyjaśnień. Wokół siebie widział jedynie skałki, topniejące zaspy i mniej lub bardziej znane sobie rośliny.

Gorejący Krzew lvl: 3 | S: 9 | Zr: 9/11 | Sz: 4/6 | Zm: 7 | HP: 65/65 | W: 54/55


  Szalej, szalej... Nie słyszała o czymś takim, ale daleko jej było do eksperta. Pokiwała więc głową i zanotowała sobie w myślach nazwę. Szalej. Trucizna. Znak zapytania. Do rozwiązania na później.
  — Ładnie. — Wcięła się na moment, doceniając miłe dla ucha brzmienie imienia byłej zastępczyni Rzeki. Szylkretce ta historia nie wydawała się aż tak logiczna jak srebrnemu, patrząc z perspektywy Wichru – Krzyk rezygnująca ze swojej pozycji też nie należała do najmłodszych. Nie miała pojęcia ile też księżycy miała ich była zastępczyni, ale z pewnością była starsza od Trufli czy Traszki. Czy gdyby nie zrezygnowała, Gwiezdni ingerowaliby i w Wichrze? Czy może mieli jeszcze jakiś inny powód? Nie było jak się tego dowiedzieć, więc szła dalej w milczeniu, uśmiechając się lekko do kocura i kiwając głową w odpowiednich momentach.
  Nie zauważyła jego oddalenia się, a jedynie moment w którym wracał z rybą w zębach. Ryba w tym miejscu wydawała się nieprawdopodobna, ale szybkie spojrzenie na nowego strażnika niecki wystarczyło, by określić ją jako rybę z rodzaju pluszowych.
  — Myślę że tak! — Uśmiechnęła się do piszczki, a potem i do kocura. — Bardzo ładna... ciekawe jaki człowiek ją zgubił?

  — Ja też nie wiem zbyt dużo. — Pokręciła głową z równie przepraszającym uśmiechem. — Tylko tyle, że wcześniej klanem opiekowała się właśnie Lawendowa Gwiazda.
  Zastrzygła uszami na nazwę piątego klanu. Pożoga? Wróciła w myślach do tamtej nocy, spędzonej z Sosną na podążaniu tropem dziwnych zjawisk, potem potyczce z dwoma kotkami o krótkich pyszczkach... Tam było jakieś drzewo, czy ono nie było spalone?
  — Pożoga? Rany, co za pechowa nazwa... Nazwać klan od ognia i przez ogień musieć go porzucić. — Pokręciła głową. A kątem oka właśnie wypatrzyła interesujący krzak.
  — Czekaj, zobacz! To ma takie kolczaste gałęzie... A jakby zebrać ich trochę i podarować rybie? Do obrony. Będzie jak ciernik. — Uśmiechnęła się szeroko i podbiegła do rośliny. Kilka takich gałązek i rybka razem z medykamentami będzie zabezpieczona równie dobrze co obóz Wichru. I równie kłująco.
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
Gdy Mróweczka znalazła się tuż obok krzewu, ten nadal wyglądał niesympatycznie. A co gorsza – nie dość, że pokryte kolcami, to jeszcze wszystkie gałązki były zdrewniałe. Jeśli Wichrzaczka zamierzała je zebrać, może warto by było wymyślić jakąś strategię, z którą uniknęłaby pokłutego nosa? Nie było szans na równie bezproblemowe zebranie ich co wcześniejszych listków.

Mrówczy Szlak: lvl: 5 | S: 8 | Zr: 13 | Sz: 12 | Zm: 12 | HP: 85 | W: 53/55


Mimo początkowej wpadki, rozmowa szła całkiem nieźle, o dziwo. Nowość w świecie Popiołka. Jakby Mrówczy Szlak okazała się specjalistką w dziedzinie historii to już w ogóle zacząłby podejrzewać Gwiezdnych o prowadzenie go za łapkę przez dzisiejszy dzień. Ale nie była. I to też było w porządku, tematów im nie brakowało.
– Porzucić...? – powtórzył pytająco ze zmarszczonymi brwiami. Ale nie doczekał się odpowiedzi, bo nagłe znalezisko szylkretki ściągnęło na siebie całą uwagę. Gorejący Krzew stanął w miejscu, gdy kazała czekać i równie posłusznie spojrzał we wskazanym kierunku. – Można – zgodził się, nie bardzo wiedząc na jaką krzewinkę właśnie patrzyli. – Na pewno nie zaszkodzi jej kilka kolców do obrony, ma ważne zadanie, a świat jest niebezpieczny dla małych rybek.
Nie wiedział czy powinien się przyłączyć do zbierania, więc postanowił, że najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie czekanie na jasne instrukcje. W międzyczasie połączył za to wcześniejsze kropki.
– Ach, mówiłaś o tych terenach tu niedaleko? – Chyba rozumiał już w czym rzecz, tak czuł. – Pożoga miała swój obóz w Leśnych Ostępach, nie tutaj. To Nowy Świt musiał opuścić okolicę przez wielki pożar. Nasz medyk stamtąd pochodzi.

In the { full moon's } light
— I listen. to the stream —
and in between the silence . . .
. . . . . . . . . ˏˋ°•*⁀➷ hear you calling me
[Obrazek: iZiRr60.gif]
But I don't know where I am. . . . . . .
. . . . .and I don't trust who I've been
╭────── · ☾ · ──────╮
And if I come home . . .
how will I ever leave?

╰────── · ☾ · ──────╯
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
  Popiołek łączył kropki nie rozglądając się na boki, więc naturalnie nie zauważył niczego nowego. Nad parą kotów przeleciał kolejny gawron, a potem drugi, niosąc w dziobie gałązkę. Chmury dalej przesuwały się leniwie po niebie, wiał lekki wiatr. Wszystko na swoim miejscu.

Gorejący Krzew lvl: 3 | S: 9 | Zr: 9/11 | Sz: 4/6 | Zm: 7 | HP: 65/65 | W: 54/55


  — Hmmm... Nie wiesz co to jest, nie? — Dopiero z bliska zauważyła liczbę tych kolców na gałązkach i jednak zrezygnowała z pierwszego pomysłu. Zerwanie chociaż jednej pewnie skończyłoby się pokłutym pyszczkiem. To może jednak zerwie same listki, które też wyglądały na ząbkowane i kłujące, ale po dotknięciu nosem nie były aż takie złe. Nie gorsze niż pokrzywa. — Zmiana planu, jednak nie damy rady zerwać gałązek, ale obłożymy ją liśćmi. — Poinformowała cętkowanego, który najwyraźniej potraktował jej "czekaj" bardzo dosłownie, bo przymarzł do gruntu. — Schowa się jak ryby pomiędzy roślinami wodnymi. Nikt nie znajdzie ani jej, ani roślin i będzie bezpieczna.
  Kilka listków zabierze potem do Trufli. Ona na pewno będzie wiedziała co to za śmieszny kłujący krzak.
  — Tak...? Oh! Nie wiedziałam że takich nieistniejących już klanów było więcej? Kojarzę tylko ten w tej okolicy i że był pożar, ale właściwie nic więcej... to musiało być całkiem niedawno skoro wasz medyk jest stamtąd, prawda? — Przerwała zbieranie na moment, żeby zerknąć na pyszczek kocura. — Mówiłeś jeszcze o sojuszu Lawendowej z Pożogą, wiesz coś więcej na ten temat? Czemu postanowiła się z nimi związać skoro Gwiezdni nie uznawali tego klanu? — Aż sojusz. W jej uszach wybrzmiała poprzednia rozmowa z Truflą. Z jakiegoś powodu decyzja Lawendowej Gwiazdy wydała jej się bardzo... wichrowa.
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Podjęta przez Mrówkę decyzja wyszła jej na dobre – zrywając same listki udało jej się uniknąć pokłutego noska. A ząbki na listkach? Nie pokąsały jej w odwecie za zabranie ich z wygodnych gałązek. Co prawda udało się zerwać tylko sześć sporych sztuk, ale tyle powinno wystarczyć do ukrycia rybki wraz z pilnowanym skarbem.

+6 liści jeżyny
+15 MedExp

Mrówczy Szlak: lvl: 5 | S: 8 | Zr: 13 | Sz: 12 | Zm: 12 | HP: 85 | W: 53-1=52/55


– Dla mnie krzew jak krzew... – przyznał odrobinę niechętnie. Wcale nie chciał przyznawać się do tego, że nie potrafił rozpoznawać roślin skoro kiedyś rozważał zainteresowanie się ziołami. Jasne, nigdy nie zrobił ani kroku w tę stronę z obawy przed krytyką matki, ale wciąż! Niby interesował się tyloma rzeczami, a gdy przychodziło co do czego to był z niego żaden pożytek. – O, myślę, że to nawet lepszy pomysł! W ten sposób całkowicie będzie mogła uniknąć walki. – Powoli zaczynał się przywiązywać do tej rybki, wyłącznie ze względu na rozmowę.
– Hmmm... poniekąd? Nasz medyk ma trzy obiegi pór na karku, ja niecałe dwa. Gdy ja się urodziłem Poeta był już naszym medykiem, więc już trochę w Klanie był... więc z dwa i pół obiegów? Trochę ponad? To nie jest aż tak dawno, ale jednak starczy by większość mogła już nie kojarzyć, że mieliśmy takich sąsiadów za Grzmiącą Ścieżką – odparł. Dla jednego kota trzy obiegi pór to już było pół życia. To nie było mało. Ale w perspektywie Klanów? To mała kropeczka wśród setek pokoleń. – Och, dlaczego postanowiła to chyba tylko Lawendowa Gwiazda by była w stanie teraz powiedzieć. Wiem jedynie, że jej decyzja została negatywnie odebrana przez resztę przywódców.
Wyprostował się lekko by rozejrzeć dookoła. Żeby ich nic nie dopadło podczas, gdy Mrówczy Szlak zbierała liście.

In the { full moon's } light
— I listen. to the stream —
and in between the silence . . .
. . . . . . . . . ˏˋ°•*⁀➷ hear you calling me
[Obrazek: iZiRr60.gif]
But I don't know where I am. . . . . . .
. . . . .and I don't trust who I've been
╭────── · ☾ · ──────╮
And if I come home . . .
how will I ever leave?

╰────── · ☾ · ──────╯
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Percepcja Popiołka vs percepcja bobra: 15 vs 18, bóbr zauważa pierwszy

  Uważne spojrzenie wojownika omiotło okoliczne krzewy i skałki. Krajobraz zdawał się nie zmienić przez ostatnie kilkadziesiąt uderzeń serca spędzone na rozmowie. Gawrony dawno sobie poleciały, chmury dalej płynęły niebem, jeden z tych kolczastych krzaków się poruszał... Poruszał się trochę zbyt intensywnie jak na targany wiatrem, bo jego sąsiad na przykład nie poruszał się wcale. Popiołek zdążył jedynie mrugnąć, zanim z pobliskiego krzaka wysunęła się brązowa, obła mordka z ogromnymi przednimi zębami, a zaraz za nią reszta kulistego ciała i bardzo specyficzny ogon. Po tym samym terenie co oni przechadzał się bóbr i najwyraźniej nie przeszkadzała mu zupełnie obecność dwóch kotów, bo jedynie obrzucił kocura znudzonym spojrzeniem i zaczął grzebać w krzakach.

Gorejący Krzew lvl: 3 | S: 9 | Zr: 9/11 | Sz: 4/6 | Zm: 7 | HP: 65/65 | W: 54/55

Bóbr: S: 20 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 10 | HP: 70/70 | W: 50/50


  Sześć takich dużych listków spokojnie wystarczy małej rybce do ukrycia się. Skinęła głową, zgadzając się z nowym kolegą. To była jej ulubiona strategia, unikać wykrycia zamiast walczyć. Szkoda, że szczury miały tak dobry wzrok. Albo węch. Przeprosiła go na moment i pognała z powrotem w stronę niecki, odkładając tam liście w kocyk dla rybki i już była z powrotem. Wichrowa prędkość.
  Kiwała głową, słuchając uważnie wszystkich popiołkowych obliczeń. Miało to sens, młodsze koty nie pamiętałyby już nic z tych wydarzeń. Połowa Wichru by nie pamiętała. Wieczorem będzie musiała podpytać kogoś – może Krzyk? – czy wie więcej na temat tego Nowego Świtu. Chociaż, jeśli miała być szczera, bardziej ciekawiła ją kwestia tego sojuszu. O Lawendowej Gwieździe właściwie nie wiedziała nic, poza tym, że była, więc zero poszlak dlaczego tak się zachowała. W dodatku szylkretka sama nie wiedziała, czemu tak bardzo ją to zainteresowało. Pożogi i tak już nie było, więc...? Czemu tak bardzo ciągnęło ją do tej sprawy?
  — Dzięki! Postaram się dowiedzieć czegoś więcej. To może spotkamy się kiedyś na granicy i ci powiem co wiem? — Zaoferowała, ruszając w dalszą drogę. Rozglądała się na boki, starając się wypatrzeć jakiś łopian wśród rosnącej tu roślinności.
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
Niestety kotce nie udało się wypatrzeć wśród zieleni łopianu. Żadna z mijanych kęp traw, żadna skałka, nic nie skrywało szukanego medykamentu. A co jeszcze mogło być rozczarowujące – Mrówka tak się skupiła na tym łopianie, że nie zauważyła żadnego innego ziółka po drodze. I teraz pytanie. Czy faktycznie ich nie było, czy po prostu nie zwróciła na nie uwagi?

Mrówczy Szlak: lvl: 5 | S: 8 | Zr: 13 | Sz: 12 | Zm: 12 | HP: 85 | W: 52/55



Mrówczy Szlak śmignęła z liśćmi do rybiej kryjówki, a Popiołek spojrzał na poruszający się krzak. Serce podeszło mu do gardła, gdy w bezruchu czekał aż ze swojej kryjówki wysunie się bestia.
Bestią okazał się być bóbr. I tak jak wielu wojowników odetchnęłoby teraz z ulgą, tak Popiołek wstrzymał oddech, obserwując stworzenie o nienaturalnie długich zębach. Widział jak radziły sobie z drzewami, nie chciał sobie nawet wyobrażać jak skończyłaby łapa w takiej paszczy. Całe szczęście, że właściciel tej paszczy nie był zupełnie zainteresowany widokiem kota. Srebrny kocur wiedział, że prawdopodobnie bobrowi starczyło jedno spojrzenie by uznać, że żadne z niego zagrożenie, ale nie ubolewał z tego powodu. Jasne, trochę żałosne, ale dzięki temu wciąż miał szansę zachować wszystkie łapy.
– Jasne, byłoby miło – zgodził się chętnie na propozycję szylkretki i zaraz ruszył wraz z nią. – Tylko może odejdźmy trochę od tych krzaków. Dopiero co widziałem tam bobra, lepiej go nie niepokoić – zasugerował delikatnie, chociaż sam już lekko wchodził Mrówce pod łapy, by odsunąć ich od potencjalnego zagrożenia. Przy okazji kontrolował czy przypadkiem nie wpycha ich prosto na inne niebezpieczeństwo.

In the { full moon's } light
— I listen. to the stream —
and in between the silence . . .
. . . . . . . . . ˏˋ°•*⁀➷ hear you calling me
[Obrazek: iZiRr60.gif]
But I don't know where I am. . . . . . .
. . . . .and I don't trust who I've been
╭────── · ☾ · ──────╮
And if I come home . . .
how will I ever leave?

╰────── · ☾ · ──────╯
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
  Nie niepokojony bóbr przeszedł sobie dalej i zniknął w krzakach, szeleszcząc przy tym na chrupkich listkach z poprzedniej Pory Opadających Liści. Popiołek i jego koleżanka mogli odetchnąć z ulgą, bo sporemu zwierzęciu też nie w głowie były potyczki z kotami.
  Kolejne zagrożenie czyhające na wojownika i matkę było jeszcze mniejsze niż srebrna rybka pilnująca teraz ziół pod kołderką z karbowanych liści. Trzy susy od dwójki kotów, zwrócona do nich tyłem, badylarka zawzięcie walczyła z kawałkiem przeźroczystej błony leżącym w zaspie. W środku musiało być coś zjadliwego, skoro tak bardzo ją zaciekawiło. Dla Popiołka to nawet lepiej, bo drobne zwierzątko hałasowało błoną i zdawało się być kompletnie nieświadome zagrożenia.

Gorejący Krzew lvl: 3 | S: 9 | Zr: 9/11 | Sz: 4/6 | Zm: 7 | HP: 65/65 | W: 54/55


  — Bobra? — Szepnęła, otwierając szeroko oczy. Bobry nie atakowały kotów nieprowokowane z tego co pamiętała, przynajmniej zazwyczaj tego nie robiły, ale wolałaby nie testować tej wiedzy w praktyce. Pozwoliła cętkowanemu poprowadzić się na bok i dalej, z daleka od podejrzanych krzaków. Gwiezdni, dobrze że on się rozglądał wokół i patrzył, bo ona była tak rozproszona szukaniem łopianu (którego nigdzie tutaj nie było, ugh!), że pewnie zatrzymałaby się dopiero przed samym bobrowym nosem. Brr. Przeszedł ją lekki dreszcz i zjeżyła się dwukolorowa sierść na karku. Dopiero kilkanaście (albo kilkadziesiąt) kroków dalej nieco się rozluźniła i wróciła do łopianowych poszukiwań. Jakiś musiał tu rosnąć, to chyba rośnie wszędzie? Czy ten Gwiezdny który podarował koledze rybę mógłby zesłać jej łopian? Jak ładnie poprosi?
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Mrówczy Szlak chyba nie za ładnie poprosiła, albo to Gwiezdny Popiołka był zagorzałym patriotą, który wspierał tylko swoich. Albo to zwykły pech.
Bo niby, pół długości drzewa dalej, widziała łopianowe kolczaste kwiatki. Tylko że zamiast dumnie wznosić się na łodygach, wplątały się w kremowe portki i zakręcony ogon psa, który właśnie wściekle kopał trawę i nurkował do niej pyskiem. Mysz? Duchy? Na coś z pewnością polował. Pies szczeknął piskliwie na atakowaną kępę – ewidentnie nie był w humorze, więc może lepiej nie pytać gdzie znalazł łopian i skorzystać z faktu, że był zajęty... czymś z pewnością. Aktualnie jedzeniem trawy, która go zirytowała.

Mrówczy Szlak: lvl: 5 | S: 8 | Zr: 13 | Sz: 12 | Zm: 12 | HP: 85 | W: 52/55

Torulcia: (największy średni pies w lesie)  S: 17 | Zr: 10 | Sz: 10 | Zm: 7 | HP: 95 | W: 50



– Bóbr – potwierdził. – Był spokojny i nie szukał zwady, ale jakbyśmy go zaskoczyli przy krzakach to wiesz... mógłby uznać, że pora się bronić.
Na szczęście nawet i bez tych wyjaśnień kotka dała się odciągnąć nieco od aktualnego miejsca bytowania bobra. Nie musieli dyskutować nad jego głową i przerośniętymi zębami.
Zastrzygł uszami. Oczywiście, że szelest błony zwrócił jego uwagę na badylarkę. Widok drobnej piszczki przypomniał mu, że dawno jadł i zaczynał robić się głodny, ale... zerknął krótko na towarzyszkę. Nie wypadało jeść samemu, a gryzoń podzielony na dwa koty zamiast posłużyć jako przekąska, jedynie nasiliłby ssanie w żołądku. Ale nie mógł spytać przed złapaniem czy Mrówczy Szlak też była głodna, bo potem jeszcze – znając jego szczęście – wszystkie piszczki by mu umknęły i się pochowały. On by się najadł wstydu, ale Wichrzaczka dalej by była bez posiłku!!
Zaczął więc nieco intensywniej rozglądać się za piszczkami, chociaż starał się być w miarę dyskretny. Z tyłu głowy pojawiła się myśl o bliskości wody i możliwości złowienia czegoś, ale odejście na bok do ryb byłoby przyznaniem się do swojego celu. A na to... Chyba nie był jeszcze wystarczająco głodny.

In the { full moon's } light
— I listen. to the stream —
and in between the silence . . .
. . . . . . . . . ˏˋ°•*⁀➷ hear you calling me
[Obrazek: iZiRr60.gif]
But I don't know where I am. . . . . . .
. . . . .and I don't trust who I've been
╭────── · ☾ · ──────╮
And if I come home . . .
how will I ever leave?

╰────── · ☾ · ──────╯
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
  Badylarka kontynuowała swoją walkę z błoną, w dalszym ciągu kompletnie nieświadoma nie tylko obecności kotów, ale też tego, że właśnie zostało oszczędzone jej życie. Na pewno doceniłaby ten gest ze strony wojownika, gdyby tylko o nim wiedziała.
  Przez następne parę chwil żadna piszczka nie rzuciła mu się oczy, nie usłyszał też nic co, mogło by świadczyć o obecności jakiejś zwierzyny. Wypatrzył za to coś niecodziennego. W topniejącej zaspie, do połowy zakopane w brudnym śniegu leżało.... coś. Raczej nie było to nic naturalnego, bo w szarawym krajobrazie wczesnej Pory Młodych Liści wyraźnie rzucały się w oczy nietypowe kolory tego czegoś. Soczysty zielony i intensywny niebieski, tak jaskrawe, że kompletnie nie pasowały do otoczenia.

Gorejący Krzew lvl: 3 | S: 9 | Zr: 9/11 | Sz: 4/6 | Zm: 7 | HP: 65/65 | W: 54/55


  Skinęła głową, zgadzając się kompletnie z jego oceną sytuacji. Całe szczęście że nie spacerowała z kimś, kto uznałby że bóbr to idealny cel polowania i ruszył na niego z pazurami bez odrobiny zawahania. Odetchnęła w duchu.
  Szła dalej, a nawet szli, bo srebrny kocur orbitował w zasięgu jednego susu od niej. W życiu by się do tego nie przyznała, ale z wojownikiem obok czuła się znacznie bezpieczniej, nawet jeśli poznała go tylko mniej niż pół dnia wcześniej. Nawet gdyby nie był tym kotem, który walczył z Pożarkiem w obronie rzecznego terminatora. Dodatkowa para oczu pomagała jej się uspokoić.
  Nie przeszli zbyt daleko, kiedy tym razem to ona zatrzymała się gwałtownie, strzyżąc uszami. Szczeknięcie, a potem widok psa w krzakach łopianu. Włos jej się zjeżył na karku; za długo mieszkała w klanie i za dużo słyszała o tutejszych psach, żeby jeszcze mieć nadzieję na przyjazne spotkanie. Przylgnęła do ziemi i ogonem wskazała Krzewowi, żeby zrobił to samo.
  — Pies. — Szepnęła, ostrożnie wycofując się tyłem. — Idźmy do tych kamieni po prawej, a potem biegiem z powrotem do ryby, zanim nas zobaczy.
  Miała nadzieję że się zgodzi, bo nie zamierzała walczyć z kundlem z łopianu. Wycofała się za skałki, upewniła, że pies nie patrzy, a potem sprintem wystrzeliła w stronę śniegowej niecki. Gwiezdni, mieli ogromne szczęście że nie zobaczył ich pierwszy. W myślach podziękowała tym wszystkim Gwiezdnym którzy patrzyli na ich dwójkę.
  Będąc przy dołku pilnowanym przez pluszową piszczkę, zaczęła krążyć wokół, czekając na dotarcie Popiołka – albo na złapanie przez niego oddechu. Może gdzieś tutaj rośnie łopian którego nie zauważyła wcześniej? I czy to już pora poprosić Lawendową Gwiazdę o ochronę przed agresywnymi drapieżnikami? Zataczała coraz większe koła, przeglądając wszystkie okoliczne krzaki po kolei i modląc się w myślach o zioło.
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
Może Mrówczy Szlak była jeszcze zbyt roztrzęsiona po ucieczce, a może wcześniej nie przegapiła szukanego zioła i w tej okolicy żadnego łopianu nie było. Torulcia mogła go przynieść zza Grzmiącej Ścieżki, albo z jeszcze innego odległego kierunku. Ale istniała również opcja, że Wichrzaczka nie spojrzała za ten właściwy krzak jeszcze i starczyła odrobina wytrwałości by znaleźć to czego pragnęła.

Mrówczy Szlak: lvl: 5 | S: 8 | Zr: 13 | Sz: 12 | Zm: 12 | HP: 85 | W: 52/55



Nie zauważył psa, ale zauważył nagłe zjeżenie czarnych włosów na karku towarzyszki i nagłe przypadnięcie do ziemi. Zmarszczył brwi i poczuł nieprzyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa, ale dopiero machnięcie ogona sprawiło, że się ocknął i przypomniał, że dalej stał na prostych łapach. Od razu przyczaił się w ślad za szylkretką, mając jedynie nadzieję, że nie zrobił tego zbyt gwałtownie i nie zwrócił uwagi tego przed kim się ukrywali.
Pies.
Żółć podeszła mu do gardła na samo wspomnienie ostatniego spotkania z psem. A także ból w zrośniętej kości, jaki zwykle gwarantowały mu teraz zmiany pogody. Kiwnął krótko łbem na przedstawiony plan i przełknął ślinę. Czuł jak gorycz drażni mu przełyk. Skradając się, dbał o to by nie nadepnąć żadnej hałaśliwej gałązki w drodze do wspomnianych skałek. A gdy już był przy nich, nawet nie obrzucił psa krótkim spojrzeniem, tylko od razu pomknął, najpierw z brzuchem blisko gleby, a po kilku krokach w nieco wyższym biegu. Byle jak najszybciej, byle jak najdalej. Czuł oddech psa na karku, chociaż nie słyszał jego kroków i logicznie wiedział, że drapieżnik nie mógł się za nim znajdować teraz.
Udało im się dotrzeć do ryby bez dodatkowego towarzystwa. Odetchnął z ulgą.
– Nie cierpię psów, ostatni mi połamał łapę – wyżalił się kotce i usiadł koło rybki. Na krótki moment, by ochłonąć po ucieczce. Obserwował krążącą po spirali Mrówczy Szlak. Jak odejdzie trochę dalej to się znowu do niej przyłączy, ale dwa-trzy uderzenia serca potrzebował teraz spędzić w miejscu. Spojrzał na swoje palce i zauważył, że drżały mu łapy. Spojrzał więc znowu przed siebie i zauważył intensywne barwy w śniegu. Podejdzie do nich jak tylko będzie miał pewność, że nie przewróci się, gdy tylko wstanie.

In the { full moon's } light
— I listen. to the stream —
and in between the silence . . .
. . . . . . . . . ˏˋ°•*⁀➷ hear you calling me
[Obrazek: iZiRr60.gif]
But I don't know where I am. . . . . . .
. . . . .and I don't trust who I've been
╭────── · ☾ · ──────╮
And if I come home . . .
how will I ever leave?

╰────── · ☾ · ──────╯
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
  Czymkolwiek był tajemniczy przedmiot (zwierzę? roślina?), pozwalał Popiołkowi odpocząć. Nie poruszał się ani trochę, jakby spokojnie czekał na swoją kolej. Gdzieś w oddali zaśpiewał ptak. Jego szylkretowa koleżanka na pewno od razu wiedziałaby, że to śpiew sikorki. Popiołek nie potrzebował tej wiedzy do tego, żeby zasłuchać się w krótką melodię niesioną przez wiatr ponad kamienistym terenem.

Gorejący Krzew lvl: 3 | S: 9 | Zr: 9/11 | Sz: 4/6 | Zm: 7 | HP: 65/65 | W: 54/55


  Krążyła. Łuk był coraz większy, łopianu dalej nie było widać (może to jednak był dobry moment na poproszenie Lawendowej Gwiazdy). Na szczęście drapieżników też nie. W pewnym momencie po prostu przestała się rozglądać, zamiast tego łażąc po okręgu, jakby wydeptywała nadmiar energii. Czarne ucho drgnęło, kiedy towarzyszący jej wojownik się odezwał. Zatrzymała się na uderzenie serca, a potem porzuciła chodzenie, zamiast tego siadając obok niego.
  — Przykro mi. — Nie znała go na tyle dobrze, żeby zaoferować coś więcej niż same słowa. Nie wiedziała nawet co powiedzieć dalej. Że psy są okropne i rozszarpały kilka kotów w Wichrze za jej życia? Że jak była mała to znała jednego i on był okej? Może lepiej było w ogóle zmienić temat? — Wszystko w porządku? Jesteś w stanie iść? Może powinniśmy już wracać... nie podoba mi się tu. Najpierw bóbr, potem ten pies.
  Zmarszczyła lekko nos, poruszając wibrysami. Czuła niedosyt, dalej nie znalazła ani jednego łopianu który mogłaby zebrać... kurczę, a zioła na otwarte rany pewnie zawsze są w cenie. Raz po raz któryś z klanowiczy wraca poodzierany z polowania albo patrolu. Westchnęła cicho i rozejrzała się wokół, dokładnie, jeszcze raz. Lawendowa Gwiazdo? Jedna roślina łopianu dla Niezapomnianej. I żadnych agresywnych zwierząt w pobliżu. Proszę.
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
Jak to się mówi – Mrówka miała swój plan, ale Gwiezdni mieli lepszy. Jeśli to Lawendowa Gwiazda akurat oglądała poszukiwania prowadzone przez szylkretową koteczkę, najwyraźniej uznała, że Wichrowy składzik nie potrzebował więcej łopianu w tym momencie. I w sumie wśród odżywającej trawy wciąż nie dało się znaleźć nic ciekawego. Za to, jeśli Mrówka podniosła wzrok nieco wyżej, na jednym z nielicznych tu niskich drzew, wisiał ul. Nie było mowy by kot dosięgnął go z ziemi, ale przynajmniej nie było obaw, że się połamie jeśli spadnie podczas wspinania się na gałąź, którą zajmował.
A nawet jeśli Mrówka nie wiedziała o medycznym zastosowaniu ciężkiej pracy pszczółek, mogła zinterpretować to jako słodką niespodziankę od Przodków. Za nieprzyjemne przeżycia sprzed chwili.

Mrówczy Szlak: lvl: 5 | S: 8 | Zr: 13 | Sz: 12 | Zm: 12 | HP: 85 | W: 52/55



Gdy padły pytania Mrówczego Szlaku zrozumiał swój błąd. Nie chciał przecież żeby się o niego martwiła, a chyba właśnie to wymusił swoim komentarzem. Ale też niedobrze, bo rozważała powrót, a on – mimo spotkania bobra i psa – nie chciał jeszcze wracać. Miło mu się rozmawiało, a po powrocie do Rzecznego obozu co go mogło czekać? Jeśli będzie miał szczęście to Rześka Pszczoła nie będzie zajęta i będzie miał chociaż iluzję spędzania czasu z drugim kotem.
– Nie, nie, wszystko w porządku. Nie trzeba wracać przez moją łapę, nie doskwiera mi aż tak – zapewnił zaraz, chociaż jeśli miał być szczery w temacie doskwierania to coraz głośniej odzywał się głód. Nie na tyle by zaburczało mu w brzuchu, ale czuł jak zbliża się do tego momentu. – Może... jeśli już zniechęciło ciebie to miejsce, to może przejdziemy się nad wodę? Złowię rybę czy coś, może ty znajdziesz tam jakieś zioła... oddalimy się od psa i w ogóle... – zaoferował, chociaż gdy próbował sprzedać swój pomysł, zauważył, że jednak lepiej brzmiał on w jego głowie. Oczywiście dalej chętnie wybrałby się nad jezioro, ale chyba nie potrafił tego ująć tak by faktycznie brzmiało zachęcająco.
– Poczekaj momencik, sprawdzę coś – poprosił w pewnym momencie i ruszył w stronę kolorów ukrytych w śniegu. Nie dawały mu spokoju, musiał sprawdzić co to było zanim stąd pójdą – niezależnie od tego czy nad akwen, czy do obozów. Póki co nie dotykał niczego, jedynie chciał obejrzeć.

In the { full moon's } light
— I listen. to the stream —
and in between the silence . . .
. . . . . . . . . ˏˋ°•*⁀➷ hear you calling me
[Obrazek: iZiRr60.gif]
But I don't know where I am. . . . . . .
. . . . .and I don't trust who I've been
╭────── · ☾ · ──────╮
And if I come home . . .
how will I ever leave?

╰────── · ☾ · ──────╯
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
  Z bliższej odległości popiołkowe kolory z pewnością można było zaliczyć do wytworów Dwunożnych. Dość żałośnie wyglądająca, topniejąca zaspa skrywała przedmiot, a nawet dwa przedmioty, które zapewne leżały tutaj jeszcze od czasu zanim spadł śnieg. Wojownik mógł wypatrzeć dwa kółka, jedno niebieskie, drugie zielone, nieco splątane ze sobą. Teksturą przypominały bardzo krótkie futerko, ale nie to było w nich najciekawsze. Każde z kółek miało przyczepiony do siebie kawałek metalu w kształcie połowy liścia brzozy. Spędzenie tylu księżycy w śniegu chyba wcale im nie przeszkadzało, bo kiedy się zbliżał się do tajemniczych przedmiotów, zagubiony promień słońca odbił się od jednego z tych metali, trafiając prosto w zielone oczy Popiołka. Auć.

Gorejący Krzew lvl: 3 | S: 9 | Zr: 9/11 | Sz: 4/6 | Zm: 7 | HP: 65/65 | W: 54-1=53/55
» oślepienie: [mod Zr-2] tura (0/1)


  Och, pszczoły! Wcześniej ich nie zauważyła, pewnie dlatego, że patrzyła głównie na krzewy, a nie na gałęzie drzew. W myślach podziękowała Gwieździe, przyglądając się pszczelej konstrukcji przez chwilę. Kurczę. Zdobycie plastrów kusiło, a poza tym głupio było tak zignorować podarunek od Lawendowej, ale... dobrze pamiętała jak Niezapomniana cierpiała podczas ich wspólnego wypadu na zioła. Szkoda, że nie zapytała wtedy czym się leczy użądlenia. Może czegoś takiego mogłaby im nazbierać.
  Szylkretka westchnęła, przenosząc wzrok na swoje łapy. Chyba za bardzo się bała użądlenia. Przepraszam.
  — Właściwie... możemy iść, im dalej od tego psa tym lepiej. Połowię z tobą, może znajdziemy jakąś siatkę przy okazji? Przydałaby się na te wszystkie zioła i tę rybkę, a rzeką czasami płyną takie całkiem niedziurawe. — Uśmiechnęła się lekko do srebrnego kocura.
  Skinęła głową kiedy poszedł. Akurat miała moment samotności żeby spojrzeć w niebo, które wyglądało dokładnie tak samo jak zawsze. Uśmiechnęła się do chmur i opuściła głowę, obserwując czym zajmuje się Popiołek. Może na takim terenie po prostu nie rósł łopian? Może lepsze szanse będą nad wodą? Czekając na jego powrót zebrała do pyszczka wszystkie liście i patyk z niecki, a po namyśle chwyciła i tę malutką rybkę, żeby już byli gotowi do ewakuacji z tego miejsca. Powolnym krokiem ruszyła w stronę kocura, rozglądając się na boki (i po koronach drzew) za ziołami i potencjalnym zagrożeniem.
LVL 7 35 / 500
MedLVL 3 40 / 400
10
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości