Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Okrągłe oczko wodne w miejscu gdzie zaczynają się Moczary. Woda w nim jest dosyć brudna i bardzo mętna, przez co mimo, iż Bagienne Oko jest bardzo płytkie, to często nie widać jego dna. Jest w nim bardzo dużo żab i trafiają się drobne rybki, a gdy intensywnie pada deszcz lub podczas roztopów Oko często łączy się na jakiś czas z rzeką.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Minęło już odpowiednio dużo czasu od momentu powrotu Tundry do zdrowia. Na tyle dużo, że kocica podjęła decyzję o samotnej wyprawie łowieckiej. Chciała rozprostować zesztywniałe mięśnie. Poczuć kroplę adrenaliny w żyłach. Jednak przede wszystkim, czekoladowa wychodziła z obozu dlatego, że potrzebował tego Nowy Świt. Potrzebna była zwierzyna, pożywienie na wszystkich, którzy nie byli w stanie polować samodzielnie.
Wybrała się w okolice Bagiennego Oka, licząc na możliwość polowania na jej ulubione ryby. Spacerowała spokojnie, będąc czujną na wszystkie sygnały.
Pod taflą okrągłego oczka wodnego nie działo się nic wartego uwagi. Brudna i mętna woda zdawała się nie skrywać w sobie godnych do wykarmienia grupy rybek.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Nie była na tyle naiwna, by spodziewać się, że w ciągu pierwszej minuty od dotarcia nad Bagienne Oko uda jej się znaleźć coś godnego uwagi. Dlatego, kiedy tak się właśnie stało, to jest, nie stało się zupełnie nic, czekoladowa kocica po prostu machnęła ogonem i ruszyła w dalszą drogę. Nie zastanawiając się dłużej nad tym, ile będzie musiała tak spacerować, aż na coś trafi.
Kręcąc się dalej przy oczku wodnym mogła dostrzec błysk łusek pośród mętnej wody. Karaś zbliżył się nieco bliżej powierzchni, dzięki czemu dało się go w ogóle dostrzec. Na oko miał może wielkość zbliżoną do połowy długości kociego ogona, niezbyt imponująco.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Kiedy zobaczyła rybę, przypomniało jej się że obiecała Cyrylowi, że spotka się z nim tego dnia i odpowie na kilka jego pytań. Tym razem ci się upiekło, powiedziała cicho do ryby i odeszła w swoją stronę.
Drobna, klasycznie prążkowana ruda koteczka z białymi znaczeniami od brzuszka aż po bródkę wraz ze skarpetkami. Futerko ma długie, miękknie i wiecznie potargane. Oczka zaś ndal mają swą koięcą barwę.
Mirabela jest cichą i spokojną kotką, z pozoru wręcz leniwą i bujającą w obłokach. Cała jej uwaga jednak skupia się na obserwacji i fascynacji pięknem świata wokół niej. Ma oko do detali i łatwo widzi rzeczy których inni nie dostrzegają. Dzięki temu jest również empatyczna i zawsze chętna do uszczęśliwiana innych, czasem nawet kosztem swojej własnej wygody i komfortu. Ma również skłonność do widzenia we wszytskim samych najlepszych cech przez co niestety jest w stanie ignorować niebezpieczeństwa i czerwone flagi.
Mirabelka ostatnio spędzała większość swoich dni poza obozem, w samotności. Porafiła przez godziny leżeć w jednym miejscu i obserwować otacczający ją świat. Przypominało jej to kocięce lata, co w pewnym sensie było komfortem. Czas w którym wszystko było na swoim miejscu. Całe jej rodzeństwo, mama w zasięgu łapy. Dni też stawały się na powrót coraz zimniejsze. Teraz jednak miała własne futro które ją ogrzewało. W powietrzu nieal że cały czas dało się wyczuć deszcz. Lubiła ten zapach.
Dziesiejszy dzień spędzała nad Bagiennym Okiem, słuchając rechotów żab. Woda i niebo były tak samo mgliste, kotka wręcz nie była w stanie powiedzieć gdzie jest góra a gdzie dół, leżąc na przegu i wpatrując się w wodę. Jakby się nad tym zastanowić to nawet niezbytni pamięta kiedy ostatnio rozmawiała z jakimś kotem... Już więcej mówiła do ważek, żab czy ciem.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos dzisiejszy dzień zaczęła wyjątkowo wcześnie, bo zdążyła już obejść całe granice i przy okazji zahaczyć jeszcze o krótkie polowanie. Będzie na śniadanie dla kociąt Raniuszka. Sama złowi sobie coś później, i tak jest stara, młoda krew ma się wychowywać w jaki najlepszych warunkach.
Wracała akurat do obozu, kiedy jej wzrok przykuło rude futerko. Czyżby Mirabelka? Nie, nie ma szans, nie skończyła nawet Lekcji, więc nie umie się bić ani polować. Wiedziała, że kotka była już dorosła, a nie miała podstawowej wiedzy, ale hej, wszyscy powinni być bezpieczni i kocica nie powinna opuszczać obozu. Stanęła i nasłuchiwała przez chwilę, mając cichą nadzieję, że gdzieś niedaleko czai się jakiś Stróż, który przyszedł jej tu dopilnować. Ale nie. Nikogo nie było.
- Mirabelo? - rzuciła. Opuściła pod własne łapy dwie mysze, które udało jej się złapać i machnęła ogonem przed oczyma kotki, żeby złapać jej uwagę. - Co tutaj robisz? Ktoś ciebie pilnuje? Rozumiem, że jesteś dorosła, ale chyba nie uczyłaś się jeszcze walki, więc samotne przebywanie na terenach jest... Niebezpieczne. Bardzo niebezpieczne - wymruczała zmartwiona.