Księżyce: 112
Mistrz: Tajga
Płeć: kotka
Matka: Tajga*
Ojciec: nie poznałam imienia
Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Zgodził się. Przystał na wszystkie niedogodności, które przed nim postawiła. Zgodził się bez żadnych pytań, uwag, bez licytowania się. Dla Tundry była to jednocześnie dobra wiadomość i powód do głębszego zastanowienia. Jaki jeszcze miał interes w dołączeniu do Nowego Świtu poza byciem przy rozwoju jej kociąt? Czy to miało jakiś związek z kotem, od którego Czarna Wrona dowiedział się o istnieniu grupy? Przed oczami Tundry przeleciała cała lista kotów należących do Nowego Świtu, a jej prędkość zwalniała za każdym razem, kiedy pojawiała się któraś z kotek. Zgadywanie nie miało sensu.
Wzięła głębszy oddech. Jej wzrok wyrażał spokojne zadowolenie. Skinęła mu poważnie głową. Była to jednocześnie zgoda i podziękowanie za wypowiedziany na głos komplement.
- W takim razie chodź ze mną. - powiedziała kędzierzawa, wstając z pozycji leżącej, którą dotąd zajmowała. Jej kroki nie były tak żwawe i eleganckie jak wtedy, kiedy nie nosiła dodatkowego ciężaru, wciąż jednak była tą samą Tundrą, którą spotkał. - Moja córka zostanie dzisiaj wojowniczką - dodała z dumnym błyskiem w żółtym oku. Zaprowadziła go do obozu, gdzie od razu wskoczyła na Świtającą Skałę.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
I wreszcie nadszedł ten dzień, w którym Orion rzeczywiście dotarł na granice Nowego Świtu. Może nieco dalej niż to pojedyncze drzewo, o którym Tundra wspominała, ale bez różnicy, skoro udało się napotkać patrol, prawda? I to sympatyczny patrol, który nie próbował najpierw zamordować nieznajomych, a dopiero potem poznać cel wizyty i udało się kulturalnie ustalić, że oriental wraz z towarzyszem będą tu czekać na Opokę. No zachwycające. Przylizał odstający kłaczek na piersi i spojrzał na Kąkola. Nie przyprowadził go tu bezpośrednio z ulicy, pręgus znał cel tej wycieczki, ale cynamon nie był taki w stu procentach pewny czy wszystko pójdzie gładko. Istniały szanse, że nie, bo powodzenie nie zależało tylko od niego. Co za niekomfortowa sytuacja. Więc dla pewności, w ramach przypomnienia, nachylił się do rudzielca by rzucić ciche to dla mnie ważne, nie spie... znaczy nie zepsuj tego. A zaraz po tym wyprostował się, wpatrując się w nieokreślony punkt gdzieś wewnątrz terenów.
Księżyce: 127
Mistrz: sam sobie panem, żeglarzem, okrętem
Płeć: kocur
Matka: Mokry Kwiat
Ojciec: Podniebny Lot
Przeciętnej budowy, rudy kocur o tygrysio pręgowanym umaszczeniu, zdobionym białymi znaczeniami (od nasady nosa, w dół klatki piersiowej oraz różnej długości skarpetki na wszystkich czterech łapach), bursztynowe oczy
Starał się być odważny – mimo to, szedł za Orionem krokiem zbyt wolnym, nieco paralitycznym, jakby coś rzeczywiście ograniczało jego mobilność, z futrem nieprzyjemnie zmierzwionym na grzbiecie i pazurami swędzącymi niewygodnie na samych granicach opuszek, próbując trzymać je w pogotowiu, nie zdradzając się i jednocześnie nie ryzykując, że ktoś mógłby naskoczyć na nich niespodziewanie. Starał się być odważny i starał się ufać cynamonowi, choć za zagrodą zębów kiełznał jeszcze tysiące pytań, których zapomniał zadać wcześniej i z odpowiedziami na które chciałby przespać się pod gołym niebem kilka długich, napełnionych refleksją nocy – na podobne rozważania nie było jednak czasu, a jemu brakowało determinacji, by podważać entuzjazm przyjaciela.
– Co jeśli... – zaczął szeptem, lecz zamilkł szybko, gdy kocur odwrócił się w jego stronę, zatrzymując swe chłodne, błękitne spojrzenie na jego licu, które, gdyby nie gęste, rude futro, okazałoby się zapewne kredowo białe, rozjaśnione niezdrowym podenerwowaniem. Co jeśli to zasadzka? Co jeśli patrol nie przepuści ich z powrotem? Co jeśli pomylili się co do tej decyzji? Westchnął cicho, przysiadając ostrożnie na ziemi i oplatając ogon wokół przednich łap. Na odwrót było już za późno.
Księżyce: 112
Mistrz: Tajga
Płeć: kotka
Matka: Tajga*
Ojciec: nie poznałam imienia
Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Od jej poprzedniego spotkania z Orionem minęło kilka księżyców. Przez ten czas nie przestała wysyłać patroli w to miejsce i sama co jakiś czas samodzielnie udawać się tam od czasu do czasu. W zasadzie kocica zaczynała już wątpić, że kocur faktycznie zdecyduje się przyprowadzić swojego przyjaciela do Nowego Świtu, kiedy to otrzymała informację, że kocur, twierdzący że ją zna, czeka w okolicy Leśnych Skałek. Po raz kolejny poprosiła Zroszony Listek o zajęcie się młodszymi córkami i ruszyła w to miejsce. Jako, że szła spotkać się z dwoma kocurami, ona również miała u boku pomocnika i był nim Kajak - czekoladowy, orientalny kocur, wojownik Nowego Świtu. Nie był jakimś szczególnie skutecznym w walce kotem ale był sympatyczny, otwarty i nie dało się go nie lubić. W drodze na granicę przedstawiła mu w skrócie, jak wygląda sytuacja z Orionem. Jego towarzysza nie znała, ale bardzo szybko byli w stanie go zobaczyć. Jej oczom ukazał się rzecz jasna znajomy Orion - egzotycznie wyglądający młodzik i będący prawdopodobnie mniej więcej w tym samym wieku rudo-biały, dużo bardziej zwyczajnie prezentujący się jegomość. Wyglądał na mocno zlęknionego. Wobec jego postawy Tundra cieszyła się, że nie zabrała ze sobą jednookiego Pierwiosnka.
Skinęła kocurom głową, przymykając lekko oczy.
- Dobrze cię widzieć, Orionie - powiedziała mu szczerze. Kocur zrobił na niej dobre wrażenie. - Witaj, przyjacielu Oriona. Jestem Tundra. - przeniosła spojrzenie na rudego kocura. - To Kajak, jeden z moich wojowników. - przedstawiła kocura, który odpowiedział dziarsko, posyłając obu kocurom uśmiechy. Naprawdę był taki w stosunku do każdego, niesamowite.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Nerwowy nastrój Kąkola nie wróżył dobrze, wyraźnie zmniejszał szanse na bezproblemowy przebieg rozmowy. Potknie się w swojej wypowiedzi, pomyli słowa, zawaha w nieodpowiednim momencie i zaprzepaści ich szanse. A przecież Orion, mimo że bardzo by chciał, nie mógł wziąć całej rozmowy na swoje barki, rudzielec nie mógł być tylko biernym obserwatorem całego procesu. Szkoda, bo niesamowicie by to ułatwiło sprawę.
Podniósł się na cztery łapy, gdy zjawiła się Tundra z obstawą. Znaczy towarzystwem. Również skinął łbem na powitanie, odpowiadając podobną formułką grzecznościową (ale całkiem szczerą! Jak mógłby się nie cieszyć na widok kota, który uratował jego piękny ogon przed łabędziem?) i zamilknął, dając Kąkolowi chwilę na przedstawienie się. Sam w tym czasie skupił się na Kajaku, który wyglądał nieco jak netflixowa adaptacja jego samego. Wysoki, o orientalnych rysach, cynamonowy, ale jednolity, długowłosy, ale z szatą zmierzwioną przez liczne blizny. Point uśmiechnął się do niego, postanawiając w duszy, że prędzej rzuci się z klifu niż będzie dziarsko kroczyć po świecie z taką kolekcją szram. I że musi dowiedzieć się skąd Kajak ma swoje.
- Wyjaśniłem Kąkolowi zasady Nowicjatu i przekazałem informacje, którymi się ze mną podzieliłaś. - od razu przeszedł do rzeczy. Jak na niego od razu, bo nawet z czyimiś kłami ostrzegawczo zaciśniętymi na jasnym gardle, cynamon nie byłby w stanie streścić swoich intencji w pięciu słowach lub mniej. Przecież to by było okropne przyjść tu z elo, chcemy dołączyć i tyle. Więc kontynuował po swojemu. - Przedyskutowaliśmy to i oto tu jesteśmy. Na granicy Nowego Świtu. Chcielibyśmy dołączyć. Oczywiście o ile propozycja wciąż jest aktualna. - musiała być skoro Tundra do nich przyszła, prawda? Chyba nie fatygowałaby się do dwóch samotników tylko po to by uznać, że no, spóźnili się i teraz to już po zawodach, drzwi zamknięte, spróbujcie w przyszłym sezonie?
Księżyce: 127
Mistrz: sam sobie panem, żeglarzem, okrętem
Płeć: kocur
Matka: Mokry Kwiat
Ojciec: Podniebny Lot
Przeciętnej budowy, rudy kocur o tygrysio pręgowanym umaszczeniu, zdobionym białymi znaczeniami (od nasady nosa, w dół klatki piersiowej oraz różnej długości skarpetki na wszystkich czterech łapach), bursztynowe oczy
Byłby skłonny się wycofać – gdyby tylko Orion dał mu znak, cichy pomruk, pojedynczy gest, krótkie spojrzenie, byłby skłonny odwrócić się i ruszyć w przeciwną stronę nawet teraz, bez słowa protestu, bez pytań, wątpliwości i dociekań. Cynamon stał jednak uparcie w swoim miejscu, chłodny i opanowany, nie przejawiający ani niepokoju, ani zdenerwowania; spoglądał na rozciągające się przed nimi tereny Nowego Świtu w sposób, który sprawiał, że wprawdzie brakowało mu u boku jedynie siedzącego na tylnych łapach lwa, obiecującego, że to wszystko niegdyś będzie jego – zamiast lwa dostał jednak przeciętnego kocura o zmierzwionym, rudym futrze i krępej, nieszczególnie imponującej budowie, kocura, który swoimi obawami i trwożliwym wahaniem mógłby zaprzepaścić jedyny plan, który nie wymagał, by się rozdzielali. Kąkol westchnął cicho, poruszając ostrożnie końcówką ogona i prostując się wyraźnie, próbując przywołać na lico wyraz refleksyjnego spokoju, który rozbłysnął niebawem całkiem przekonująco w debrze bursztynowego spojrzenia.
Z trudem stłumił naturalny odruch ciała, nakazujący cofnąć się o kilka kroków do tyłu, gdy w niedalekiej odległości pojawiła się pręgowana kotka o głęboko osadzonych uszach i krótkim, trójkątnym pysku z wyraźnie zaznaczonym podbródkiem – naśladując Oriona, wstał z ziemi, nawiązując z nią przelotne spojrzenie, po czym przenosząc wzrok na stojącego u jej boku towarzysza, smukłego orientala o równie oszałamiającej sylwetce, co jego przyjaciel, lecz nie tak urzekającym umaszczeniu i, z całą pewnością, nie tak łagodnej fizjonomii. Skinął ostrożnie głową, przełykając ślinę.
– Kąkol. – przedstawił się pokrótce, w podenerwowaniu omal nie wchodząc Tundrze w słowo, gdy nazwała go przyjacielem Oriona, choć tytuł ten poniekąd mu schlebiał. – Nie mieliśmy okazji... ale Orion wszystko mi opowiedział. – odparł, próbując ułożyć wyraz pyska w uprzejmy uśmiech, zaraz pochylił jednak lekko głowę, pozwalając, by to cynamon przemawiał do opoki, wyjaśniając cel i motywacje ich dzisiejszego spotkania.
Księżyce: 112
Mistrz: Tajga
Płeć: kotka
Matka: Tajga*
Ojciec: nie poznałam imienia
Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Skinęła głową na wiadomość, że Kąkol został już wprowadzony wstępnie w zasady Nowicjatu przez Oriona. Mocno ułatwiało im to sprawę i skracało rozmowę, którą mieli do przebycia. Jednak Tundra już teraz wiedziała, że nie będzie w stanie zabrać obu kocurów na raz do obozu. Nie mogła tego zrobić bez naradzenia się z Fairy’m. W Nowym Świcie było już teraz kilku Nowicjuszy i wszyscy byli dorosłymi, dojrzałymi i gotowymi do walki kocurami. Sprowadzenie dwóch kolejnych mogłoby oznaczać naruszenie poczucia bezpieczeństwa najmłodszych członków grupy. Dlatego trzeba było konsultacji. To nie zmieniło faktu, że mogła zadać przyszłym Nowicjuszom swoje ulubione pytania.
- Czego oczekujecie od Nowego Świtu? Dlaczego chcecie do niego dołączyć? - zapytała z machnięciem ogona, wpatrując się intensywnie w Kąkola. - Kąkolu? - zwróciła się najpierw do kocura, sugerując, że to od niego pierwszego chce uzyskać odpowiedź.
Księżyce: 127
Mistrz: sam sobie panem, żeglarzem, okrętem
Płeć: kocur
Matka: Mokry Kwiat
Ojciec: Podniebny Lot
Przeciętnej budowy, rudy kocur o tygrysio pręgowanym umaszczeniu, zdobionym białymi znaczeniami (od nasady nosa, w dół klatki piersiowej oraz różnej długości skarpetki na wszystkich czterech łapach), bursztynowe oczy
Choć aparycja Tundry wydała mu się w pierwszym odruchu onieśmielająca (a może to jedynie obecność smukłego orientala, który przysiadł po jej prawym boku, podsyciła wewnętrzny ogień jego licznych obaw), niepewność rozpierzchła się nieco, ustępując poczuciu ulgi, gdy kotka odezwała się łagodnym, spokojnym głosem, prawie matczynym, choć do tego skojarzenia nie odważyłby się ani na głos, ani w myślach, rozdmuchując je pośpiesznie, zanim zdołałoby uformować w jego umyśle konkretne, uchwytne podobieństwo. Mimo to, w obliczu pytania drgnął wyraźnie, nagle wtrącony z równowagi faktem, ze Tundra zwracała się bezpośrednio do niego – był przekonany, że to Orion wytłumaczy za nich obojgu wszystko, co członkowie Nowego Świtu zapragnęliby wiedzieć, wyrazi ich intencje w sposób znacznie bardziej elokwentny i zrozumiały, nie potykając się o własne słowa, jeszcze zanim zdołałyby wyartykułować się w instrumencie krtani.
– No... – zaczął niepewnie, spoglądając wymownie na przyjaciela, jakby oczekiwał od niego pomocy i całkiem szczerze, do ostatniej chwili liczył, że Orion wyręczy go w tłumaczeniu się przed nieznajomą, podchwytując temat i owijając go sobie wokół własnej łapy, zadowolony i triumfalny – zawsze dostawał to, czego chciał, a Kąkol nie zamierzał pozwolić, by tym razem przez niego miało stać się inaczej. – Dobrze znamy przesłanki, którymi kierują się koty z pozostałych klanów, ślepo oddane sprawom, których nie rozumieją. Klan, z którego się wywodzę, słynie ze swojej brutalności i agresji... z traktowania każdego jak potencjalnego wroga, jeszcze zanim zamieni się z nim słowo. Nie chcę żyć według takich zasad, opartych na uprzedzeniach i przemocy. – oznajmił, poruszając ostrożnie końcówką ogona. – Słyszałem, że tutaj jest inaczej.
Księżyce: 112
Mistrz: Tajga
Płeć: kotka
Matka: Tajga*
Ojciec: nie poznałam imienia
Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Kiedy słuchała wypowiedzi rudego kocura, jej wbite w jego pysk spojrzenie było czyste i uważne. Charakterystycznie srogie, co jednak było konsekwencją budowy jej czaszki, nie zaś uczuć, którymi darzyła młodszego kota. Jego odpowiedź była interesująca, nie słyszała dotąd wypowiedzi w podobnym wydźwięku. Nie spotkała jeszcze kota, który szukałby w Nowym Świcie pokoju. Czy był on w stanie mu to dać? Z pewnością nie mogła powiedzieć o swoich pobratymcach, że byli zaślepieni, agresywni czy nietolerancyjni ale szczególnie pokojowo nastawieni również nie. Niechęć większości kotów do Klanu Rzeki była zapewne tak głęboka, jak nienawiść byłych współklanowiczów Kąkola do kotów spoza klanów. Sama Tundra nie mogła czegoś takiego powiedzieć o sobie, nie nienawidziła klanu Ćmiej Gwiazdy. W końcu jej młodsze córki były w połowie krwi klanu Rzeki jako że obaj ojcowie miotu pochodzili właśnie z tego klanu. Wracając do Kąkola, czy odnajdzie w Nowym Świcie to, czego szuka? Nie mogła być pewna. Nie zamierzała go jednak w tej chwili zniechęcać. Nowicjat ostatecznie nie był żadną deklaracją i przyjaciel Oriona będzie mógł odejść, nie ponosząc z tego tytułu żadnych konsekwencji.
- Rozumiem. - skinęła głęboko głową, kiedy wypowiedź kocura dobiegła końca. Przeniosła teraz spojrzenie na Oriona. Uniosła nieco brodę, w niemym pytaniu. - A dla ciebie, Orionie? Co może dać ci Nowy Świt, czego nie masz w swoim życiu samotnika? - zapytała jeszcze, po raz kolejny czując, że odpowiedź na pytanie może ją zaskoczyć. Że może być pozytywnym zaskoczeniem.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
W kocięcym odruchu miał ochotę tupnąć łapą i stwierdzić, że Kąkol dostał łatwiejsze pytanie. Cynamon, słuchając odpowiedzi przyjaciela, zaczął machinalnie układać swoją własną odpowiedź, żeby - w momencie, gdy uwaga przejdzie na niego - nie musieć improwizować. Jednak Tundra zwróciła się do niego z pytaniem podobnym, ale wystarczająco odmiennym by jego przygotowania poszły w las.
– Pewnie masę żmudnych obowiązków. – rzucił z krzywym uśmiechem, nim zdążył się ugryźć w język. Może takie żarciki nie były na miejscu. Wziął głębszy wdech i przeszedł do właściwej części odpowiedzi. – Myślę, że można powiedzieć, że kieruje mną przede wszystkim ciekawość. Chciałbym przekonać się jak w rzeczywistości wygląda ten rozwój, o którym wspominałaś. Jak funkcjonuje Nowy Świt. Jak się żyje w grupie kotów, w której nie ma tylko jednego przywódcy i zebranych dookoła niego mróweczek gotowych zjeść każdego spoza ich mrowiska. Słyszałem, że w klanach kluczową rolę w życiu każdego stanowią treningi, po ukończeniu których zostaje się wojownikiem i... w zasadzie to koniec, później każdy kolejny dzień już jest w gruncie taki sam. Jeśli tutaj jest inaczej to tylko głupi by przeszedł obojętnie i nawet nie spróbował takiego życia. Więc chciałbym przynajmniej spróbować. – czy był usatysfakcjonowany swoją odpowiedzią? Nie. Mógłby to lepiej ująć, mógłby lepiej przekazać swoje pobudki i motywacje, gdyby chwilę temu nie nastawiał się na inne pytanie. Postanowił jeszcze dodać tylko. – Widzisz, rzecz w tym, że życie samotnika jest bardzo wygodne. Jestem samowystarczalny i nic mnie nie ogranicza. Więc jeśli zastanawiałaś się, czy nie próbuję dołączyć by ułatwić sobie życie to zapewniam, że nie. Życie jest dużo prostsze, gdy trzeba martwić się tylko o własny ogon. Ale jakkolwiek jest przyjemne, myślę że nie jest w pełni satysfakcjonujące, więc jeśli w Nowym Świcie znajdę to czego mi brakuje w obecnym życiu to jestem w stanie zrzec się tej związanej z nim wygody.
Nie zamierzał kłamać. Życie samotnika jak najbardziej mu odpowiadało i potrafił sam o siebie zadbać, a do tego nie wisiały nad nim żadne obowiązki. Jednak od rozmowy z Tundrą, w której przedstawiła mu ogólny zarys Nowego Świtu, nie potrafił o tym zapomnieć. O strukturze klanowej też wiele słyszał, a jakoś nie ciągnęło go do doświadczenia jej na własnej skórze. Jasne, mógłby dołączyć do klanu, ale traktowałby to jak poświęcenie w imię nauki. W tym przypadku rzeczywiście był ciekaw jak to wygląda od środka i był skłonny uwierzyć, że się nie rozczaruje.
[Dogadane z Tundrą]
Po krótkiej rozmowie Opoka oznajmiła, że jej zdaniem Kąkol i Orion nadają się do Nowego Świtu, jednak w obecnej sytuacji nie może przyjąć aż dwóch Nowicjuszy bez konsultacji z resztą Rady. Towarzystwo więc rozeszło się w swoje strony, bo zamiast czekać na granicy na ostateczny werdykt, rozsądniej było spotkać się za parę dni znowu. A że do spotkania nie doszło to swoją drogą.
Księżyce: 151
Mistrz: Mknąca Zawierucha
Płeć: kocur
Matka: Kruchy Listek
Ojciec: Sucha Kora
Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151
Mistrz: Mknąca Zawierucha
Płeć: kocur
Matka: Kruchy Listek
Ojciec: Sucha Kora
Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Przez ostatnie wschody słońca wędrował. Szukał… czegoś, sam nie wiedział czego. Czy to towarzystwa, czy też schronienia na jakiś czas. Choociaż z tym towarzyszem bywało… różnie. Od gburowatych i ogromnych trzymał się z daleka, a z gadatliwymi wytrzymał może maksymalnie dzień. Nie ważne kogo spotkał ich drogi się rozstawały, tak było zawsze i pewnie zostanie do końca jego życia.
Dzisiaj łapy go zaprowadziły dość blisko dawnego domu, ale nie na tyle blisko by mieć szansę spotkania kogoś z klanu. Nie kojarzył terenów za Grzmiącą Ścieżką za dobrze, więęc była to idealna wymówka, by nareszcie postawić tu łapę. Tak więc szedł przed siebie, zachowując wystarczający odstęp, by nie słyszeć tego uciążliwego dźwięku potworów, aż… Nie natknął się na coś dziwnego. Zatrzymał się w miejscu i powoli wciągnął powietrze nosem. Czy to… Był zapach granicy? Ale przecież klany były po drugiej stronie ulicy, więc jakim cudem? Co najśmieszniejsze nie był to zapach żadnego z klanów, pamiętał je dość dobrze, więc jedyną opcją była jakaś grupa samotników. Tylko jaka zdrowo myśląca grupa by się osiedliła na tyle blisko klanów? Podszedł bliżej granicy, aż do momentu gdy zapach był najsilniejszy, co tylko potwierdziło jego domysły. Niebieski zmarszczył nos. Mógł pójść se dalej, zignorować ten fenomen, jednak no temat go trochę zaciekawił. Tak więc stanął na jednej ze skałek i dobrze się rozejrzał w głąb zakazanego terenu. Nie miał najmniejszego zamiaru się tam pchać, jednak ciekawość szeptała mu odwrotnie, a szczególnie że w okolicy nie czuł żadnej żywej duszy. Chciał poznać, skąd ta granica się tu wzięła, jak długo była i co chroniła. Chyba lepszego rozwiązania nie będzie, niż dopytanie się kogoś, kto jej stróżuje. Usiadł owijając swój biczowaty ogon dookoła łap. Nie miał zamiaru długo tu czekać, musiał jeszcze zapolować i znaleźć schronienie przed zachodem, jednak… może gwiazdki się do niego uśmiechną i ześlą mu szybko jakiegoś przyjaźnie nastawionego kota.
// Aura!
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Czy Aurą w jakimkolwiek stopniu był kotem "stróżującym" granice Nowego Świtu? Zdecydowanie nie, to była praca którą zajmują się inne koty. Konkretniej w przyszłości to ma być fucha Rosomak i Alaski! Rosomak widywał często, trochę trudniej było złapać Alaskę, ale chyba nadal można powiedzieć że utrzymywali kontakt. Oprócz... Ambient. Gdzie jest Ambient...?
Wyprawy na granice były coraz częstsze. Młody kot zdał sobie sprawę z tego, że lubił chodzić i spacerować. Spacer był odstresowujący, a też i drzewa wydawały się lepiej słuchać niż niektóre koty. W przerwach między szkoleniem i nauką zielarstwa Aurą wychodziła z obozu z celem spotkania nowych pyszczków. Kogoś, kto może bardziej zrozumie. Kogoś, kto w ogóle wysłucha. Jasne, w Nowym Świecie była Tsunami, ale młody kot nie zawsze chciał iść ze sprawami do mamy, zwłaszcza, że zdążyła już tyle pomóc. Trocję czuli się, jakby kopiowali zachowania mamy, a nie kształtowali własnego charakteru.
Więc kompletnie nowe pyszczki powinny pomóc, tak?
Zwyczajem stało się już plątanie w futro różnych skarbów. Przed wejściem do obozu bladorudy kot z bielą strzepywał z siebie wszystko, ale zwykle wchodził do obozu z kwiatem czy dwoma, albo kolorowym piórem do ozdoby legowiska. Teraz jednak Aura szła udekorowana późnowiosennymi kwiatami i roślinami, które chyba nie były medykamentami.
Zapach nieznanego kota dotarł do nozdrzy Aury dość wcześnie. Nie był to zapach Nowego Świtu, więc trzeba było działać. Porozmawia zaraz z jakąś ciekawą duszyczką.
— Dobry wieczór. — powiedział młody kot, wychodząc zza roślinności. Po raz pierwszy spotykając oczy z drugim kotem. Zielone oczy, białe futro z szarościami, ciekawie wyglądały szczególnie plamki na nosie i brodzie. — Czy czegoś szukasz. — nie będzie przecież prosto z mostu sugerować terapeutycznych pogaduszek. Może ma cel w swoich działaniach? Aura też często ma cel, ale one tak szybko się zmieniają...
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Księżyce: 151
Mistrz: Mknąca Zawierucha
Płeć: kocur
Matka: Kruchy Listek
Ojciec: Sucha Kora
Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151
Mistrz: Mknąca Zawierucha
Płeć: kocur
Matka: Kruchy Listek
Ojciec: Sucha Kora
Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
I jednak gwiazdki się do niego uśmiechnęły, kto by się tego spodziewał. Nie siedział długo i do jego nozdrzy dotarł zapach świeżo zerwanych kwiatów, a wraz z nim woń nieznanego mu kota. Na szczęście nie była to woń kogoś pochodzącego z czterech klanów... chyba. Nie minęło uderzenie serca i oczom samotnika ukazał się sprawca. Wyjątkowo niski... Dzieciak. Trochę rozczarowujące. Na dodatek był udekorowany kwiatami, jakby szedł na spotkanie z ukochanym. Niebieski zmarszczył nos, zastanawiając się co taki młodzik robi sam w lesie, jednak nim zdążył cokolwiek wydusić, obcy pierwszy otworzył pyszczek.
- Dobry - odpowiedział w grzeczności kiwając głową, by uderzenie serca później zeskoczyć ze skałek i wyrównać poziom z młodym. Szczególnie że długowłosy był chyba trochę niższy od niebieskiego, przez co tym bardziej nie chciał się wywyższać. A spotkanie kogoś drobniejszego było rzadkością w tych okolicach.
- Taak... Mieszkasz tu? - zapytał dla pewności, wskazując głową w głąb terenu. Czyżby obóz był tak blisko, że pozwalali kilku księżycowym kociakom na wyprawy do granic? A może uciekł z kociarni? Będzie o to musiał zapytać później, bo na razie po chwili wpatrywania się w plątaninę futra i zielsk, a do głowy niebieskiego wpadło inne... pytanie - I o co chodzi z tymi... kwiatami? - Każdy kot miał swoje udziwnienia, ale jeszcze nie spotkał się z takim... kolorowym. Może mama mu je wplątała? Albo reszta rodzeństwa? To dopiero byłoby urocze.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Niski? Dzieciak? Nie, tak może i było kiedyś, teraz to wygląda jednak trochę inaczej. Młodszy kot chyba nie był najwyższym z rodzeństwa, no ale nie przesadzajmy! A o kwiaty... Wystarczy się zapytać. Wtedy nowo przybyły kot dowie się, że Aura nie ma pojęcia co robi.
Większy kot podszedł bliżej, a więc mogna się było mu dokładniej przyjrzeć. Zdecydowanie starszy, z bliznami w paru miejscach, co szczerze, wyglądało dość dziko. Ładnie, może? Hm.
— Co jeśli powiem. Że tak? — mruga raz na trochę dłużej niż ułamek sekundy, dla dramatycznego efektu. Potem otrzymuje kolejne pytanie, co sprawia, że Aura musi trochę pomyśleć. No właśnie, po co to robi? To się jakoś tak... Stało. Samo z siebie. Po tym jak zauważyli, że Oaza przy kwiatach róży wyglądali trochę inaczej, aura była... Inna. Dlatego kwiaty w futrze były małym eksperymentem. — Są ładne. I jeśli kiedyś spotkam kogoś. Kto zna zioła. To może od razu. Powie jak się nazywają. Te kwiaty. I czy coś robią. — odpowiada po chwili, chyba z dość solidnym powodem.
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Księżyce: 151
Mistrz: Mknąca Zawierucha
Płeć: kocur
Matka: Kruchy Listek
Ojciec: Sucha Kora
Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151
Mistrz: Mknąca Zawierucha
Płeć: kocur
Matka: Kruchy Listek
Ojciec: Sucha Kora
Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Dla niebieskiego każdy kot młodszy i wyglądający na niższego, był kociakiem. Szczególnie gdy ostatnie księżyce spędził wśród napakowanych samotników, a ostatnią grupkę młodych widział w kociarni w klanie.
To tak czy nie, samotnik rzucił lekko zmieszane spojrzenie w stronę długowłosego. No dobra, uzna, że kremowy jednak tu mieszkał, w końcu co mógłby tu robić taki młodzieniaszek samotnie? - Mam… kilka pytań - rzucił na początek, by następnie przez uderzenie serca ułożyć sobie w głowie, o co dokładnie chce zapytać - jesteście jakimś gangiem? Grupą samotników? Czy przez ostatnie kilka księżyców stworzył się tu jakiś piąty klan - dodał, chociaż hasło piąty klan brzmiało dość… znajomo. Chyba na którejś ceremonii ktoś o tym wspominał, może nawet ostrzegał…? O! W tym momencie nad głową samotnika zapaliła się lampka, no tak! Czemu wcześniej się nie skapnął. - O właśnie, jesteście może tą pożogą, o którą było kiedyś tak głośno? - Teraz to by się wszystko zgadzało. Tylko niebieskiemu wydawało się, że taka grupa będzie raczej… mało przyjazna, a kwiatki w futrze zdecydowanie do tego wyobrażenia nie pasowały. - Wyglądasz w nich… dziwnie. Ale pozytywnie dziwnie - dodał, nie mogąc wpaść na jakieś lepsze określenie dotyczące wyglądu kocura.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees