Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Nieduży, prawie niewystający ponad ziemię dookoła niego kamień mieści się na Ubitej Ziemi. Nie rzuca się w oczy jeszcze z jednego powodu: jest w zasadzie w tym samym kolorze co otaczająca go ziemia. Znajduje się stosunkowo blisko Różanych Krzewów, dwie długości ogona od miejsca, gdzie wznoszą się do góry wielkie kamienie, tworzące właściwy obóz Nowego Świtu. Nikt w zasadzie nie wie, czy kamień ten jest płaski i niewielki czy może ogromny i w rzeczywistości stoi na nim cały obóz. Na powierzchni kamienia jest w stanie zmieścić się tylko jeden kot w pozycji siedzącej.
Futro Rudzika jest całe szare. Sierść kocura jest krótka. Budowa Rudzik jest najzwyklejsza choć kocur jest trochę bardziej postawny od przeciętnego kota. Nogi szarego są dość długie a oczy soczyście zielone. Uszy są dość duże. W jasnym świetle sierść kocura wydaje się jaśniejsza. Nos kocura jest czarny.
Żuraw jest wyluzowany ale energicznym kotem. Pomaga bardzo chętnie czym zdobywa przyjaźń innych kotów. Jest miły ale również asertywny. Nikt nawet największy naciągacz nie wmówi mu co chce a co nie chce. Nie potrafi gniewać się na innych bardzo długo ale ciągle coś tam pamięta kto mu coś zrobił. Jest dość zapominalski ale stara się pamiętać o wszystkim. Rzadko bywa arogancki tylko wtedy gdy się wkurza co również zdarza się rzadko. Niebieski ma duże pokłady cierpliwości. Kocur jest również bardzo gadatliwy i szczery. Kłamie bardzo rzadko a jeśli to zrobi najpóźniej dwa wschody słońca już to mówi kotu któremu skłamał. Żuraw lubi znajdować kryjówki i różne rzeczy do kolekcjonowania.
Rudzik usiadł na kamieniu praktycznie bez powodu. Nie wiedział co robić a na polowanie nie chciał naradzie iść. Siedział więc poprostu na kamieniu i robił w zasadzie jedno wielkie nic. Po chwili jednak wstał i zaczął myć skołtunione futro. Ostatnio przez stres i braku czasu nie zajmował się pielęgnacją. Zielonookiemu umycie całej powierzchni ciała zajęło dłuższą chwilę. W końcu Rudzik skończył i znów usiadł na kamieniu.
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja leżała w cieniu, było za gorąco by coś robić. Otworzyła pyszczek i ciężko dyszla by choć trochę się ochłodzić. Pogoda ostatnio zgłupiała, albo było tak gorąco że nigdzie nie dało się wytrzymać, albo lał taki deszcz że wszędzie było mokro i nieprzyjemnie. Nienawidziła być mokra i zwykle gdy zamoczyła futerko po prostu tarzała się po trawie, tylko trochę się przy tym brudząc. Ale w czym miała się tarzać gdy trawa była mokrzejsza od niej? No właśnie, nie pozostawało jej w takiej sytuacji nic innego niż się schować tam gdzie nikt jej nie znajdzie i nie skrzywdzi. Zwykle takim miejscem okazywały się Różane Krzewy. Teraz jednak na szczęście nie lało, choć nadal ten ukrop niezwykle ją irytował.
Przyglądała się Rudzikowi, który się kręcił na kamieniu jakby miał jakieś robaki w pupie. Najpierw usiadł, potem wstał i się umył, jakby nie mógł tego zrobić na siedząco, a potem jeszcze raz usiadł bez sensu. Sekwoja tego nie rozumiała, ona raczej starała się ograniczać zbędne ruchy w taką pogodę.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Wyraźnie urósł od czasu bycia małą kluską. Młody kocur jednak nadal nie jest szczególnie duży, a także nie wykształcił jeszcze masy mięśniowej typowej dla starszych i bardziej doświadczonych życiem kotów. Na tą chwilę jest dziwnie zaokrąglonym kłakiem futra, wyciągniętym nierówno w każdą stronę, jako że nadal rośnie. Długie futro kocura ma dość ciemną burą barwę z gęstym klasycznym pręgowaniem. Dość dużą część ciała pokrywa jednak biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocura. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Głowę kota przyozdabiają pędzelki na uszach, oliwkowo-zielone oczy i różowy nosek.
Nastoletni kocur nie zmienił się szczególnie od czasu gdy był małym kociakiem. Jest otwartym i przyjaznym młodym kocurem, które chętnie zawiera nowe znajomości. Jest empatyczny i zawsze stara się wszystkich uszczęśliwić, nawet jeżeli nie zawsze wychodzi to jak powinno. Stara się być odpowiedzialny i przemyśleć swoją każdą decyzję, ale jak każdego młodzika...czasem go poniesie. Jest fajtłapą, potrafi się zamyślać i wpadać na koty. Chociaż Jenot lubi zawierać znajomości, bycie centrum uwagi wielu kotów na raz bywa dla niego bardzo stresujące. Pod presją łatwo zaczyna panikować.
Już od jakiegoś czasu kociaki Tsunami zaczęły rozłazić się po obozie. Przez większość jednak czasu, Jenot był grzeczną bułą, większość czasu spędzając w kociarni. Nie żeby w ogóle nie wychodził, ale nie robił tego zbyt często. Lubił po prostu siedzieć w kociarni z resztą rodzeństwa i mamą...nawet jeżeli robiło się troszkę ciasno...
Dzisiaj jednak w kociarni było nieco nudno. Tsunami nie spędzała już tam tyle czasu, jak i rodzeństwo. Także maluch zdecydował się zabrać na spacer po obozie. Nie zajęło wiele czasu, nim koteczek dotarł na ogólny środek obozu Nowego Świtu. Na tą chwilę po prostu szukał jakiegoś zajęcia.
Podczas gdy przechodził, jedna z jego łapek zawadziła o coś, przez co Jenot mało się nie przewróciła na pyszczek. - Hę!? – Mruknął z widocznym zdziwieniem. Kamień? Kamień! Pod jego łapami był duży, płaski kamień, który wydawał się wkopany częściowo w glebę. Co ten kamień tu robił i czemu nigdy wcześniej go nie zauważył...?
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
A tam ciasno. Byli sami w wielkiej grocie która, jasne, powoli malała w oczach (albo oni rosnęli jak na drożdżach), ale nie było aż tak źle! Zaś miejsca poza Ukrytą Pieczarą wydawały się ciekawsze niż to, co było w jej środku. Oprócz bardziej szczególnych punktów krajobrazowych typu wielkiej sterty żółtych piór w rogu... to nie znajdowało się w jaskini nic godnego uwagi. Już nie.
Za Jenotem z legowiska wypełzł jeszcze jeden robaczek. Aura, już bardziej doświadczonym chodem kroczył sobie z dystansem do drugiego kota. Kremowy kotek śledził burego, prawie upadając gdy przed nim zatrzymał się gwałtownie mniejszy kociak. Tak się jednak nie stało, na szczęście, zamiast tego młodzik wyciągnął szyję, patrząc przez bok Jenota, chcąc się dowiedzieć, co spowodowało zatrzymanie się. Patrząc ciemnomiodowymi, wybarwionymi już oczkami, nie odzywając się jednak ani słówkiem.
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Wyraźnie urósł od czasu bycia małą kluską. Młody kocur jednak nadal nie jest szczególnie duży, a także nie wykształcił jeszcze masy mięśniowej typowej dla starszych i bardziej doświadczonych życiem kotów. Na tą chwilę jest dziwnie zaokrąglonym kłakiem futra, wyciągniętym nierówno w każdą stronę, jako że nadal rośnie. Długie futro kocura ma dość ciemną burą barwę z gęstym klasycznym pręgowaniem. Dość dużą część ciała pokrywa jednak biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocura. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Głowę kota przyozdabiają pędzelki na uszach, oliwkowo-zielone oczy i różowy nosek.
Nastoletni kocur nie zmienił się szczególnie od czasu gdy był małym kociakiem. Jest otwartym i przyjaznym młodym kocurem, które chętnie zawiera nowe znajomości. Jest empatyczny i zawsze stara się wszystkich uszczęśliwić, nawet jeżeli nie zawsze wychodzi to jak powinno. Stara się być odpowiedzialny i przemyśleć swoją każdą decyzję, ale jak każdego młodzika...czasem go poniesie. Jest fajtłapą, potrafi się zamyślać i wpadać na koty. Chociaż Jenot lubi zawierać znajomości, bycie centrum uwagi wielu kotów na raz bywa dla niego bardzo stresujące. Pod presją łatwo zaczyna panikować.
Młody Jenot w ostatniej chwili dał radę zauważyć że ktoś za nim podążył, nim doszło do jakiegoś zderzenia. Buro-biały kociak spojrzał zaskoczony w stronę Aury.
- Oh, Aura! Nie zauwazyłem cię! – Maluch odpowiedział. Poniekąd pojawiła się w główce kociaka myśl że Aura go śledził. Została ona jednak dość szybko porzucona. Nie miał raczej po co go szpiegować. Jenot poruszył uszami uszami, lekko je kładąc.
Niezależnie, Jenot znowu przeniósł uwagę na dziwaczne znalezisko.
- Tu jest taki dziwny kamień. Ciekawe co jest pod spodem. – Kociak raczej nie potrafił sobie wyobrazić możliwości że kamień sięgał głębiej pod ziemię. Jego logiką co było płaskie to było płaskie! Jenot spróbował wsadzić łapki pomiędzy krawędź kamienia, a ziemie. Ale nic z tego, nawet nie drgnął. - Uh. Zbyt Cięzki. – Jenot mruknął lekko zawiedziony że nie mógł zaspokoić swojej ciekawości.
Skoro poruszenie kamienia nie wchodziło w grę, to co innego mógł zrobić? W sumie miał Aurę obok siebie. Powoli podsunął się do Aury, intensywnie się z niego wpatrując. Bardzo powoli, nie przerywając kontaktu wzrokowego, ale jednocześnie próbował wyglądać tak niewinnie jak potrafiła. Gdy w końcu się przy nim znalazł, Jenot klepnął lekko Aurę w bark łapką...
- Gonisz! - ...I zaczął uciekać ile sił w małych łapkach. Gnał po suchej ziemi, przeskakując pomiędzy rozrzuconymi gdzieniegdzie kamieniami.
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja miała ostatnio bardzo mało czasu dla siebie. Dużo czasu spędzała w Ukrytej Pieczarze zajmując się swoim rodzeństwem i siostrzeńcami, chodziła też na polowania by stado miało co jeść i pilnowała czy nowicjusze aby na pewno nic nie kręcą. Kto wie, branie przypadkowych kotów do Nowego Świtu na pewno nie skończy się niczym dobrym. Może któreś znowu namówi kociaka na ucieczkę albo coś jeszcze gorszego. Miała za dużo pracy jak na swoją łepetynę, ale świat się raczej nie zawali jeżeli zrobi sobie krótką przerwę i coś zje. W końcu musi przybrać na wadzę, bo wygląda bardziej jak jakaś ułomna, przerośnięta wiewiórka niż jak kot.
Przysiadła więc na niewielkim kamieniu, napuszyła futro by trochę się rozgrzać i zabrała się za pożeranie wiewiórki. Obserwowała Ubitą Ziemie, szukała jakiś podejrzanych zachowań ze strony ich wspaniałych nowicjusz, którzy wcale nie są randomami z ulicy. Tundra tak łatwo jej nie wmówi że wcale ich nie przyjęła, bo po prostu przechodzili tuż obok. Uch, wszystko jedno co sądziła o swojej matce, nawet jej zdarzało się podejmować pochopne decyzje. Najwyraźniej. Gdyby tylko była tu Pokrzywa. On by przemówiła tym wszystkim kretynom i Tundrze do rozumu. A tak to Sekwoja musi cały czas stać na warcie i pilnować tych idiotów, by aby przypadkiem któremuś nie działa się krzywda.
//Medard
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Kocur tym razem upolował kawkę i to niedaleko obozu, toteż od razu wrócił, aby ją odłożyć na stos zwierzyny. Zawsze intrygowała go ta praktyka gromadzenia ofiar w jedno miejsce, by każdy bez względu na zasługi miał do niej dostęp. To nie tak, że nie rozumiał takiego rozwiązania, a raczej zastanawiał się, czy nigdy nie było z tego powodu sporów, iż jakiś obibok obżerał się za darmo. Gdy tylko położył ptaka, rozejrzał się, a jego wzrok padł na jedzącą Sekwoję. Przekręcił łeb w zamyśleniu. Kremowa kotka nieco przypominała mu z wyglądu Tundrę, głównie przez wzgląd na kręcone futro, choć było ono znacznie dłuższe niż czekoladowej szylkretki. Czyżby były spokrewnione? Czarne kocisko nie wiedziało nic o powiązaniu Sekwoi z Tsunami czy Opoką, toteż na razie mógł jedynie zgadywać. Postanowił najzwyczajniej w świecie zapytać.
Zbliżył się do nowoświtezianki i usiadł niedaleko, obserwując ją uważnie. -Witam, jestem Medard, ale to pewnie już wiesz. A ty pewnie jesteś córką Tundry, tak? Jak się zwiesz?- Zapytał, od razu przedstawiając swoją hipotezę.
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja zbliżającego się Medarda nie przywitała z zachwytem. Przede wszystkim dlatego że ledwo co wyszedł, a już był z powrotem. Przynajmniej nie wracał z pustymi łapami, ale jeżeli serio myślał że nakarmi tym kogokolwiek poza samym sobą, to powinien dostać ostro w skórze od swojej opiekunki. Swoją drogą brzmiało to dość zabawnie że stary byk miał opiekunkę, jak dla małego kociaka. Przydałaby się jakaś zasada że nowicjusze mogą jeść tylko połowę lub mniej tego co upolowali. Bo, bez tego to nie widać by ich naprawdę, obchodziło stado, a nie tylko własna dupa. Nie osyczała go jednak, ani nie opluła jedynie dlatego że jednak coś przyniósł. Brawo. Gratulacje, miała mu paść na kolana teraz, czy jak w końcu pokaże że jest przydatny do cholery.
- Ehe, tyle to wiem. Czyli jednak nie jesteś taki głupi na jakiego wyglądasz. Tak Tundra to moja matka, a ja jestem Sekwoja. Ale co się interesujesz, potrzebne ci to do czegoś? - odparła z nutem, zwyczajnej dla siebie irytacji i zmierzyła kocura nieprzyjemnym wzrokiem. Nie domyśliła się że mogło chodzić czy między nią, a opoką są jakieś więzy krwi, a sama z siebie nie zamierzała wchodzić w mało ważne szczegóły.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja spędzała spokojnie popołudnie. Wróciła z polowania. Ostatnio sporo się działo. Tundra zemdlała na zebraniu. Martwiła się o matkę i jej powrót zwłaszcza teraz gdy Żelazo zniknął. Nie mieli teraz NIKOGO kto by znał się na leczeniu. Podobno Lawina wiedziała coś więcej na ten temat. Nie było jednak co frajerki o to pytać, bo mocno ją ta cała sytuacja dotknęła. Czarnowron też zniknął. O ironio jakby od samego początku nie wiedziała że będą z nim same kłopoty. No cóż za niespodziwany obrót spraw. W ogóle nie spodziwała się że zniknie albo zrobi jakąś burdę. Naprawdę, może w końcu ktoś się zastanowi dwa razy zanim wpuści do stada najbardziej podejrzanego typa z pod ciemnej gwiazdy. Nie było już nawet teraz nikogo w radzie. Dynia zmarł, Żelzao zniknął, a Tundra zrezygnowała bądź została wyrzucona z rady przez. Ona osobiście wolała wierzyć w tą pierwszą opcje. Wszystko się sypało, ale nie uważała by Nowy Świt się miał zaraz rozpaść, chociaż kolorowo to nie było. Przeszli jednak już przez tyle gówna, że wierzyła że uda im się po prostu iść dalej.
Przeżuwała więc na tyle spokojnie na ile mogła, ciężko jednak było się nie martwić że wszystko znowu wywali się na ryj.
//Jenot
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
* * *
Nasionko, od momentu swojego pojawienia się w Nowym Świcie, prawie wyłącznie rósł. Zdawało się, że od tamtego momentu zwiększył swój rozmiar o połowę, które to jednak złudzenie mógł pogłębiać fakt, że stan kocurkowego futra poprawił się bardziej niż znacznie: zdawało się, że młodzik zdążył wymienić kocięcy puch na gładkie, piękne futro prawie dorosłego kota. Prawdę mówiąc, zaczynał wyglądać całkiem okazale. Niewiele zostało z roztrzęsionego, nieśmiałego kocięcia, które spotkali w połowie zanurzonego w wodzie Artem i Sekwoja. Na ich oczach rósł piękny młodzieniec; do tego smukły i gibki.
Miał tego dnia nadzieję, że uda mu się złapać matkę pomiędzy jej wieloma obowiązkami. Miał do niej kilka pytań, a była w Nowym Świcie jednym z niewielu kotów, którym na ten moment ufał. Rozglądał się za nią po centrum obozu.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Obudziła się, żyła. Wciąż czuła się senna ale starała wstawać, dostarczać zastałym mięśniom ruch. Nie opuszczały jej obawy, napięcie i strach. O własne życie. To już drugi raz, chociaż nie potrafiła stwierdzić, jak długo minęło od poprzedniej śpiączki. Nie pamiętała. Do listy obaw błyskawicznie dołączyła kolejna. Ile jeszcze zapomniała? Kogo jeszcze zapomniała? Przeszedł ją dreszcz, mimo że była daleka od odczuwania chłodu.
To inny rodzaj strachu, niż ten do którego przywykła. Ten był głębszy, mocniejszy i wywołujący dodatkowo uczucie bezradności.
Otrząsnęła się z tych myśli, odrzucając je na jakiś czas trzepnięciem uszu. Z pewnością czekała ją za chwilę rozmowa z którymś z Nowoświtowców. Nie mogła w tym momencie wyglądać na przerażoną, ani zmartwioną. Przystąpiła do czyszczenia nieco zaniedbanego futra. Ktoś z pewnością za kilka uderzeń serca ją zaczepi.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos, cóż, obowiązków miała co nie miara. Ze Śreżogą jakoś jej szło, na polowaniach i patrolach również dawała sobie radę, nie wspominając o pilnowaniu Nowicjatu, Szkoleń i innych obowiązkach. Jako że ich Opoka była chwilowo niedostępna, Kos musiała zagryźć zęby jeszcze mocniej i przejąć na siebie część obowiązków kocicy. Taka była jej rola - sama pchała się do bycia Strategiem, a stado wybrało ją na Radną i musiała pokazać, że zasługuje na tę funkcję. Ale tak czy siak, nie ważne, czy akurat znowu ktoś zaginął, czy rodziły im się kocięta, Kos jakoś sobie radziła. Może i nie pamiętała, kiedy ostatnio miała chwilkę wolnego, jednak była z tego stanu zadowolona. Zawsze miała dreszcze, gdy przypominała sobie księżyce bycia samotniczką. Tutaj miała koty, które na niej polegały i jej potrzebowały i dla których była niezbędna. Może nie tak wyobrażała sobie starość, samotna, bez wielu przyjaciół, lecz zawsze to lepsze niż nic. Spieszyła właśnie do kociarni, chcąc dać matce nowych kociąt soczystą mysz, kiedy coś przykuło jej wzrok. W pierwszej chwili nie wiedziała, czy mózg nie płata jej figli z tego przepracowania. Ale nie. To musiała być ona. Tundra.
- Tundra! - natychmiastowo zmieniła kierunek swojej wyprawy. Kiedy się ocknęła? Dlaczego żaden z ich uczniów ścieżki salamandry nie poinformował o tym Kos, lub kogokolwiek z Rady? Jak? Kiedy? Dlaczego? - Wszystko dobrze? Obudziłaś się już? Potrzebujesz czegoś? - wyrzuciła z siebie szybko, ale zaraz zwolniła. Jej pośpiech na pewno nie pomagał otępiałej kocicy. - Masz, zjedz, na pewno musisz być głodna - odetchnęła i podsunęła jej mysz. Łatrzyk musi na razie poczekać. - Powiedz proszę, czego potrzebujesz. Na pewno masz wiele pytań - tak samo jak ja, ale tego już nie dodała.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Ledwie wysunęła nos z legowiska i miała czekać ją rozmowa z Radną. Zapewne to dobrze ale jakaś rozleniwiona, zmęczona (i zapewne stara) część czekoladowej wolałaby odsunąć Poważne RozmowyⓇ na później. Zdecydowanie nie była typem, który odsuwałby je na nigdy-później ale w tej chwili przede wszystkim pragnęła zobaczyć rodzinę. Córki, wnuczęta, Pokrzywę. Przede wszystkim tę ostatnią, o czym uświadomiła sobie z drgnięciem zaskoczenia. Mimo wszystko widok Kos całej i zdrowej był dla niej dobrą wiadomością. W końcu kocicę również znała już kilkadziesiąt księżyców. A mimo tego nigdy nie mogła nazwać jej przyjaciółką.
Kolorowa zasypała Opokę pytaniami, a ta czekała cierpliwie aż skończy mówić. Czuła się słabo, przerywanie jej czy mówienie w tym samym momencie było teraz jej szczególnie odległe.
- W tej chwili nasuwa mi się tylko jedno pytanie. Co się działo? - przemówiła spokojnie, w wielkim kontraście do prędkiej i podekscytowanej mowy Kos. Jej własny głos był nieco zachrypnięty; w końcu nie używano go przez wiele księżyców. Zaraz… ile księżyców? Sześć? Osiem? Tym razem nie pozwoliła, by strach znów przejął nad nią władzę. Odsunęła myśli i znów skupiła spojrzenie żółtych oczu na Strategu. - Ile spałam? - podjęła znowu, ignorując fakt, że dosłownie kilkanaście uderzeń serca wcześniej mówiła o wyłącznie jednym pytaniu. To szczegół.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Co się działo? Działo się wiele, albo przynajmniej tak wydawało się Kos. Umieszczenie tego w jednym sensownym zdaniu nie było nawet możliwe, toteż kocica poczekała chwilę, wyczekując drugiego pytania. Dla kocicy dni stawały się codziennością i nie odróżniała jeden od drugiego. Tak samo było z wydarzeniami - znowu ktoś zaginął, działo się coś złego i można by było tak wymieniać...
- Siedem księżyców - odparła powoli. - W przybliżeniu - dodała szybko. Może i więcej? Może i mniej? Tak czy siak, Tundra nie była obecna zdecydowanie za długo. Działo się... Bardzo wiele, najłagodniej ujmując. - A działo się... Dużo. Dużo kotów zaginęło, dwa zmarły, jeden dołączył. Tsunami odeszła z Rady, było głosowanie, które wygrał Alaska - zaczęła powoli wyjaśniać. - Do stada dołączyła Muza, Łatrzykowi i Kajak niedawno urodziły się kocięta. Zroszony Listek zmarła ze starości, a Jesion... Został zagryziony przez psa. Uchronił Rosomak, ale stracił życie - mruknęła ciszej. Jej mały bohater, uczeń, taki przerażony, a taki dzielny... - Wrzask, Zima, Ambient, Dżuma, Tornado, Rudzik, Jenot, Medard, Oaza. Oni wszyscy zaginęli, bez śladu. Ich tropy urywają się, albo mieszają się z zapachem psów czy ludzi - mruknęła. Dała kocicy chwilę na uświadomienie sobie, że cały jej miot rozpłynął się w powietrzu i wyszeptała jeszcze:
- Współczuję. Tak bardzo, bardzo mi przykro...