Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Fakt, że cały jej młodszy miot rozpłynął się w powietrzu nie był dla Tundry nowością, zdążyła się tego dowiedzieć. Poinformował ją o tym Cyryl, kot który był jej całkiem bliski, a jego oddanie i troska zawsze były dla czekoladowej lekkim zaskoczeniem. Pozytywnym, a jednak zaskoczeniem.
Więc na jej szczęście emocjonalna reakcja miała miejsce już przed Cyrylem, była przygotowana i Kos nie musiała oglądać jej zdruzgotania. Wśród zaginionych kotów były również jej wnuki: Dżuma, Ambient i Oaza, co oznaczało że nie tylko ona miała ostatnio trudny czas. Musiała zapytać Tsunami, jak się trzyma.
Kiedy Kos skończyła mówić, czekoladowa zacisnęła zęby. Mimo, że czuła gorąco, przypływające z powodu nadmiaru emocji, nie pozwoliła sobie na załamanie w tej chwili. Odchrząknęła tylko, a drżenie wąsików minęło.
- Wiem już o losie mojego miotu, dziękuję ci Kos. Będę ich szukać. Nie spocznę. - zapowiedziała kędzierzawa z pełną mocy determinacją w głosie. Szylkretowa mogła być pewna, że Opoka mówi prawdę.
- Powiedz mi proszę coś o Muzie. - poprosiła oficjalnie. Jako Opoka musiała wiedzieć jak najwięcej o Nowicjuszu, który dołączył do grupy pod jej “nieobecność”.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
- Jeśli będziesz potrzebować pomocy, zawsze możesz się do mnie zwrócić - wymruczała, choć widziała po kotce, że powinna się już była zamknąć. Nie winiła za to Tundry, wręcz przeciwnie, rozumiała to - miała doświadczenie w martwych i zaginionych bliskich lepiej niż ktokolwiek inny. Gdyby straciła kocięta, pewnie wolałaby ich szukać sama lub z kimś, komu ufa, nie przypadkowej kocicy z którą po prostu trochę się zna. Ciekawe swoją drogą, czy doczeka się swoich. Czas mijał, księżyce znowu się kończyły i rozpoczynały, a Kos lada chwila powinna udać się do starszyzny, przynajmniej to by zrobiła, gdyby była w Klanie. A ktoś geny Jesionowej musiał przekazać dalej...
- To wysoka kocica, czarna, długowłosa, o wyrazistych, zielonych oczach - mruknęła, opisując ją pod aspektem fizycznym, by Tundra wiedziała o kim mowa. - Nie rozmawiałam z nią wiele, jej Nowicjatem zajmuje się Artem. Wierze, że sobie poradzi - Artem był ostatnio ich najlepszym nabytkiem. Nie zniknął, szkolił się razem z Aurą i jeszcze prowadził nowicjat. Uczynny z niego chłopak. Gdyby Kos miała decydować o tym, kto zostanie Alchemikiem bez zastanowienia wskazałaby kocura. - Ma trochę wiedzy leczniczej i, jeśli zostanie, pewnie wybierze ścieżkę Salamandry.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
- Dziękuję - powiedziała z głębokim skinieniem głowy na jej deklarację pomocy, gdyby ta okazała się potrzebna. Faktycznie, dłuższe dyskutowanie z Tundrą na ten temat mogło nie przynieść żadnego sensownego skutku. Zamierzała szukać swojego zaginionego potomstwa niezależnie od tego, co powie jej na ten temat Kos. Pozytywnego czy negatywnego. Była im to winna. Obiecała to Pożarowi. Zastanowiła się przez jakiś czas, czy aby na pewno nie zdążyła już złamać danego mu słowa ale odrzuciła od siebie te myśli. Zrobiła wszystko, co mogła, by o nie zadbać. To, że los zadecydował inaczej, a być może nawet one same podjęły inne decyzje, to nie jej wina.
Krótkiej wypowiedzi o Muzie wysłuchała ze szczerym zainteresowaniem. Po tej wypowiedzi szylkretowej Radnej, Tundra również skinęła głową na znak podziękowania i jako sygnał zrozumienia. Wiedza medyczna była dobrą wiadomością.
- W takim razie poza dołączeniem Muzy i kociętami Łatrzyk, Nowy Świt się zmniejszył. Nie brakuje wam kotów do obsadzania patroli? - zapytała, praktyczna jak zwykle Tundra. Kos mogła odnieść wrażenie, że samo zmniejszenie się liczby członków było dla czekoladowej obojętne, nie była to jednak prawda. Nigdy szczególnie nie zależało im na konkurowaniu z klanami pod względem liczebności ale pewna ilość kotów była konieczna do zapewnienia ochrony tak dużego obszaru, jaki zajmował Nowy Świt.
- Jak tobie się powodzi, Kos? Jak twoje samopoczucie i zdrowie? - zapytała, nie przestając wpatrywać się w oczy kocicy. To również było dla niej istotne. Może i nie mogły nazwać się przyjaciółkami, a jednak przez księżyce zdążyły przywyknąć do siebie i zaakceptować jako członkinie rodziny. A o nich należało dbać.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Wypowiedzi Opoki wpędziła Kos w nieznaczne zakłopotanie. Czy miała problem z patrolami? Oczywiście, żeby tylko to. W pełni wytrenowanych kotów mieli... Niewiele, najłagodniej ujmując. Całe szczęście dołączyła do nich Tundra i od teraz powinno być już trochę łatwiej. Problem był taki, że tereny mieli zbliżone wielkością co do terenów Klanu, lecz kotów mieli przynajmniej o połowę mniej. A takich wytrenowanych, które umieją walczyć i polować, mieli... Garstkę. Ale jakoś im to szło. Może nie najlepiej, może niektórzy stróżowie chodzili przepracowani, lecz niedługo wszystko powinno się ustabilizować. Każdy przecież musi skończyć Szkolenie, więc kiedyś Kos odpocznie i pomyśli sobie, że wytrzymała w najgorszym okresie Nowego Świtu.
- Nie jest najłatwiej - przyznała. - Odkąd Łatrzyk siedzi w Ukrytej Pieczarze ze swoimi kociętami, za które przecież trzeba polować, jest... - Kos nie do końca wiedziała jak to ująć. W większości zaginęły im kocięta, i tak niezdolne do łowów i obrony. Ale strata takiego Rudzika czy Medarda odbiła się już drobnym echem w nowoświtowym życiu. - Ciężko. Ale niedługo jej kocięta dorosną, rozpoczną Lekcje, skończą Lekcje i zajmą się Szkoleniem i będą w stanie zadbać o siebie. Tak czy siak, Nowy Świt widywał gorsze czasy. Radzę sobie. A biorąc pod uwagę, że niedługo i ty dołączysz, będzie jeszcze prościej - mruknęła, wymijając temat dotyczący jej zdrowia i samopoczucia. Za stara była żeby się troszczyć o siebie, i tak niewiele jej księżyców zostało. Na partnera nie ma co liczyć, na odnalezienie brata również. Skoro nie mogła pomóc sobie, należało pomóc Nowemu Świtowi.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Musiała spodziewać się takiej odpowiedzi. Po tym, co Kos powiedziała jej na początku tej rozmowy, wiedziała że stan rzeczy musi być dość niepokojący. Nie sądziła jednak, że poczuje się aż tak zaniepokojona i… lekko przestraszona, kiedy to usłyszy. Cienki, czekoladowy ogon drgnął kilka razy jeszcze zanim Opoka zaczęła mówić i później, kilka razy w trakcie.
- Zabieram się do pracy już dziś. - zdecydowała czekoladowa, wstając na cztery łapy. Poczuła, że wracają do niej siły. Potrzebowała tego otrzeźwienia. - A ty zrób sobie wolne popołudnie. Zasługujesz na chwilę odpoczynku - bo wyglądasz na wyczerpaną, chciała dodać, ale to nie zrobiła w obawie, że kotka mogłaby poczuć się urażona.
Zmarszczyła brwi, wpatrując się w szylkretową. Nie umknęło Tundrze, że starsza kotka nie odpowiedziała na jej pytanie dotyczące jej własnego zdrowia i samopoczucia. Wpatrywała się w nią jeszcze przez chwilę wzrokiem równie pytającym, co zmartwionym.
- Możesz ze mną porozmawiać. Jeżeli będziesz potrzebować. - powiedziała, kiwając jej krótko głową pod koniec drugiego zdania. Naprawdę chciała usłyszeć, jak czuje się Radna. I żeby wiedziała, że ponad wszystko, co się działo, ma w niej sojuszniczkę.
- Dziękuję ci za rozmowę. I nadrobienie zaległości. - powiedziała poważnie Tundra. - Idę sprawdzić, czy pamiętam jak się polowało - zapowiedziała ale tym razem już nie patrzyła na Kos, kiedy mówiła. Rozglądała się po obozie, szukając któregoś ze starszych kotów. Prędko jej wzrok padł na czekoladowego kocura. - Kajak - zaczepiła przechodzącego obok Stróża. - Chodź ze mną, opowiesz mi o swoich pociechach. - zaproponowała, a kocur zgodził się z niezmiennym dla siebie uśmiechem na pysku.
Zanim odeszła z kocurem, poczekała jeszcze na ewentualne ostatnie słowa Kos.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
W życiu Kos działo się zdecydowanie za wiele, albo lepiej jest określić: za dużo negatywnego. Lub ona po prostu miała jakiś niedobór szczęścia i nie potrafiła zauważyć niczego dobrego w tym, co przynosił jej los.
Raniuszek. Artem. Alaska...
Nie przestawali znikać. Nowy Świt, znowu, drastycznie się kruczył. A było już tak dobrze, byli prawie taki liczni jak normalny Klan... Musiała zacząć dbać bardziej o młodszych członków stada. Z wyszczególnieniem jednego: jej syna. Widywała go często, w końcu prowadziła jego szkolenie i on był jej jedynym powodem, dla którego uśmiechała się codziennie.
Nie potrafiła myśleć, że niedługo będzie musiała zostawić swoją kruszynkę, swojego Jesiona samego w tym świecie.
Usiadła gdzieś w obozie, potrzebując chwilki przerwy. Dochodziło popołudnie, a ona odkąd wstała nie miała ani momentu przerwy.
//Jesion!!