Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja raczej nie uważała że każda wiedza jest przydatna. Cześć po prostu była nic nie warta i nie warto było sobie nią zaśmiecać myśli. Nigdy raczej nie była ciekawska i wraz z dorastaniem, coraz bardziej stąpała łapami po ziemi, a nie bujała w obłokach. Marzeniami się przecież nie naje, liczyło się przede wszystkim co tu i teraz. Nie broniła jednak marzyć innym, chociaż uważała to za zupełnie bezsensowną czynność. Lepiej jest dążyć do swoich celów, a nie jedynie myśleć czego to by się nie chciało osiągnąć hur dur.
- Nah, niezbyt, zawsze się znalazł jakiś kot co nic nie robił i nie miał większego problemu z zajęciem się kociakiem. Łatrzyk na przykład lubi kocięta i gdy Pokrzywa i Tundra, były akurat czymś zajęte to się mną i Tsunami zajmowała - powiedziała. Nie przypominała sobie żeby za dzieciaka jakoś bardzo się nudziła. Jasne, bywały chwile gdy nikt nie miał zbytnio dla niej czasu, ale umiała w tedy znaleźć sobie zajęcie. Była bardzo samodzielna jak na kociaka. Pewnie to przez warunki i czas w jakim przyszło jej dorastać.
- Cieszę mnie to młoda - odpowiedziała, liżąc ja delikatnie miedzy uszami. Urocze maleństwo. - Nie, nie wydaje mi się. Wszystkie koty z Nowego Świtu, są wiesz dość miękkie. No poza Tundrą, ale radzę ci lepiej uważać na nowicjuszy. Ci bywają różni, choć zazwyczaj to w cale nie tak złe koty. Ostrożności jednak nigdy nie za wiele -
- No, a nie mówiłam. Dlatego lepiej nie chorować - powiedziała nadal dość rozbawiona. Jak zwykle miała racje. - Trujące znaczy tyle że po nich będzie się źle czuć, będzie cię boleć brzuch i takie tam. Lepiej się nie przekonywać na własnej skórze, bo to nic przyjemnego
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Może faktycznie Rosomak bujała nieco w obłokach, żyła marzeniami, ale w jej wieku było to raczej rzeczą normalną. Co to za kocięce życie, gdyby nie miało się rozbudowanej wyobraźni? Byłoby to po prostu smutne. Kotka lubiła marzyć, lubiła dowiadywać się rzeczy o świecie - tego nigdy nie było dla niej zbyt wiele. Może czasami mieszała marzenia z rzeczywistością, ale sprawiało to że świat zdecydowanie stawał się nawet ciekawszy, podczas gdy dla tak małej istotki już i tak było w nim wiele do zobaczenia i odkrycia.
- Oh. - poruszyła wąsami jakby w wesołym geście. - To dobrze… Podoba mi się… To, że wszyscy jesteśmy rodziną - stwierdziła, unosząc łebek by spojrzeć na ciocię. Nie mogła sobie wyobrazić jak straszna musiałaby to być nuda, gdyby samotnym kociakiem nikt się nie zajmował. Straszne! Na szczęście wygląda na to, że na wszystkich członków Nowego Świtu można pod tym względem liczyć. Może nie wszyscy byli spokrewnieni, z tego co koteczka wiedziała, ale wszyscy wciąż byli wielką rodziną i trzymali się razem. To ważne.
Uśmiechnęła się delikatnie czując język Sekwoi na swojej głowie i oparła się o nią lekko bokiem. Lubiła ciocię.
- A czemu Tundra nie jest miękka? - spytała od razu, chcąc dowiedzieć się więcej o swojej babci. Nie miała dotąd okazji spędzać z nią wiele czasu… babcia musiała być bardzo zajęta.
Kiwnęła cioci łebkiem:
- To brzmi nieprzyjemnie. - zgodziła się, skacząc wzrokiem z Sekwoi na trawę obok siebie. Musiała to zapamiętać, żeby nigdy nie zjeść czegoś złego… To brzmiało bardzo źle!
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja raczej szybko pobyła się tak jej zdaniem niepotrzebnej umiejętności jak bujanie w obłokach. Głownie przez swoją przygodę związaną z prawie utopieniem się z rzece. Po dość krótkim czasie od tamtego zdarzenia zrozumiała że musi bardzo szybko dorosnąć i być bardziej ostrożna ze swoim podejściem do kotów jeżeli znowu nie chce być zraniona.
- Tak można tak powiedzieć - stwierdziła, chociaż nie do końca się z tym zgadzała. Nie wszystkim w Nowym Świcie ufała na tyle by nazwać ich swoją rodziną mimo braku pokrewieństwa. W pewien sposób Nowy Świt był jej bliski. Był jej domem, jedynym domem jaki chciała pamiętać, a wraz z czasem, wspomnienia związane z mieszkaniem u dwunogów zaczynały się coraz bardziej rozmywać. Uch, chciała już o tym zapomnieć i żyć jak normalnym kot. To chyba jednak się nigdy nie stanie, a pojedyncze wspomnienia z biologicznymi starymi zawsze będą za nią upierdliwie podążać.
- Bo jest twarda. Umie stawiać na swoim i broni swoich przekonań, ale bywa przy tym sztywna jak badyl. Ale tak poza tym to naprawdę kocha mnie, waszą mamę i was, po prostu, nie jest zbyt wylewna w uczuciach i nie zawsze umie to okazać - wytłumaczyła Rosomak. Raczej nie widziała nic złego w zachowaniu Tundry i raczej podziwiała matkę. Dla kociaka jednak może to być nieco niezrozumiała, więc postanowiła to trochę młodej rozjaśnić, by nie czuła się niechciana, czy nie kochana przez babcie.
- Bo jest nieprzyjemnie, dlatego nie warto sobie pakować do pyszczka wszystkiego w zasięgu wzroku - stwierdziła spokojnie. Raczej wolała nie dodawać że Rosomak mogłaby umrzeć przez takie zatrucie, bo po co tak straszyć dzieciaka? Wystarczy że Rosomak będzie wiedziała że to niebezpieczne i tego nie zrobi.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Rosomak nie myślała wiele o konsekwencjach swoich działań, może niestety. Taka już była. Może z tego wyrośnie, może nie, bo była ciekawska i zdecydowanie brakowało jej ostrożności. Bujała w obłokach, nie zastanawiała się wiele nad tym co robi. Różniła się od swojej cioci, ale tak to już było gdy koty różnił jakkolwiek wiek - dochodziło wtedy do zmian w zachowaniu i postrzeganiu świata. Było to naturalne, a przynajmniej tak zauważyła Rosomak.
Na słowa Sekwoi odpowiedziała kolejnym lekkim uśmiechem, zadowolona z tego potwierdzenia. Było to dla niej oczywiste, że Nowy Świt jest jedną wielką rodziną, ale wciąż miło było to usłyszeć. Rosomak kochała Nowy Świt, nie miała tu żadnych wrogów, bo wszyscy zawsze sobie pomagali. Nie chciała, żeby to się kiedykolwiek zmieniło.
Słuchała cioci z nieukrywanym zaciekawieniem, wpatrzona w nią prawie nie mrugając. Choć nie miała wiele styczności ze swoją babcią, wciąż wiedziała że ta na pewno kocha ją i resztę rodziny - w końcu czemu miałoby być inaczej? Była trochę poważna, ale to nie musiało być niczym złym.
Nie do końca zrozumiała o co chodziło z miękkością bądź twardością Tundry, bo z tego co wiedziała to jej babcia miała dosyć miękkie futerko, ale nie skomentowała już tego. I tak dostała odpowiedź - babcia wiedziała jak postawić na swoim i to było dobrą rzeczą, najwyraźniej.
- Na pewno jest bardzo mądra. - stwierdziła koteczka, kiwając lekko łebkiem, jakby na znak zgody. - Ma na głowie całą rodzinę, ale radzi sobie bardzo dobrze, prawda? Szkoda tylko, że tak rzadko nas odwiedza… - nie wiedziała czy to faktycznie rzadko, ale jak dla niej to Tundra nie przychodziła wystarczająco często. No cóż.
- No tak… - zgodziła się, nieco zrezygnowana faktem, że nie wszystkie rośliny będą dobrze smakować. Ale zaraz o tym zapomniała, bo na samo wspomnienie o pakowaniu czegoś do pyszczka zaburczało jej w brzuchu. - Ciociu. Jestem głodna.
I powiedziawszy to wstała z miejsca obok Sekwoi, ocierając się o nią przy okazji bokiem pyszczka, i rzuciła się chwiejnym biegiem w stronę stosu zwierzyny. Od niedawna jadła mięso… musi się do tego przyzwyczajać!
Wyraźnie urósł od czasu bycia małą kluską. Młody kocur jednak nadal nie jest szczególnie duży, a także nie wykształcił jeszcze masy mięśniowej typowej dla starszych i bardziej doświadczonych życiem kotów. Na tą chwilę jest dziwnie zaokrąglonym kłakiem futra, wyciągniętym nierówno w każdą stronę, jako że nadal rośnie. Długie futro kocura ma dość ciemną burą barwę z gęstym klasycznym pręgowaniem. Dość dużą część ciała pokrywa jednak biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocura. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Głowę kota przyozdabiają pędzelki na uszach, oliwkowo-zielone oczy i różowy nosek.
Nastoletni kocur nie zmienił się szczególnie od czasu gdy był małym kociakiem. Jest otwartym i przyjaznym młodym kocurem, które chętnie zawiera nowe znajomości. Jest empatyczny i zawsze stara się wszystkich uszczęśliwić, nawet jeżeli nie zawsze wychodzi to jak powinno. Stara się być odpowiedzialny i przemyśleć swoją każdą decyzję, ale jak każdego młodzika...czasem go poniesie. Jest fajtłapą, potrafi się zamyślać i wpadać na koty. Chociaż Jenot lubi zawierać znajomości, bycie centrum uwagi wielu kotów na raz bywa dla niego bardzo stresujące. Pod presją łatwo zaczyna panikować.
Koty w ostatnich dniach nie doświadczały zbyt sprzyjających warunków. A to silny śnieg, a to ulewne deszcze, a to wichury które niemal przewracały stojącego na łapach kota. Można powiedzieć że Jenot miał trochę szczęścia w kwestii że nadal nie wymagano od niego by samodzielnie polował w takich warunkach. Głównie dlatego oczywiście że nadal nie potrafił polować. Mógł się kryć w nieco bardziej osłonionych przed wiatrem grotach w obozie. Zwłaszcza jednak wiatry były uciążliwe w środku nocy, wzbudzając niepokój w młodym kocie. Powtarzał sobie że to jedynie wiatr, ale nadal ciężko było mu czasami normalnie przespać noc.
Rankiem, gdy wichura nieco ustała, młody kocur wyszedł spomiędzy Różanych Krzewów. Mimo tego że niby nic nie robił w nocy, to czuł się zmęczony. Co jednak zrobić...? Musiał się po prostu zebrać, by kontynuować lekcje z Kos. Jednak na początek dnia kocur skierował się do składu zwierzyny, gdzie pozostawiano jedzenie dla niepolujachych aktalnie członków klanu. Ranek był chłodny i rześki, ale przynajmniej słońce pokazało się zza chmur.
Zabierając dla siebie niezbyt wielkiego, jednak dobrze wyglądającego szczura, Jenot odszedł z posiłkiem od stosu. Zaczął jeść niedaleko od zagłębienia w ziemi, gdzie często zbierała się woda po deszczu. Z resztą dzisiaj było nie inaczej. Gdyby spojrzał w powierzchnię, z łatwością mógłby dostrzec swoje lekko zniekrztałcone przez taflę odbicie.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
xxx Tundra odzyskała przytomność, a przez ostatnie dni Pokrzywa doglądała jej niemal nieustannie. Upewniała się, że kocica ma wszystko, czego potrzebuje. Jej powrót do zdrowia był niezwykłą ulgą. Nowy Świt nie poradziłby sobie bez niej, pomimo tchórzliwej decyzji Żelaza. Nadal była Opoką. Ich filarem. Pomimo tego, że to Kos zaczęła się bezprawnie panoszyć. Musiały to przetrwać, przynajmniej tymczasowo. Zyskają na sile i doprowadza wszystko do ładu. Jeżeli takie będzie życzenie czekoladowej. Pomoże ze wszystkim. Zrobi dosłownie wszystko. Udowodniła, że jest do tego zdolna. XXX Już nie Zielarka, ale jeszcze nie Nowicjuszka, wyszła z Ważkowej Groty dopiero w momencie, gdy jej pacjentka ponownie zasnęła. Z trudem opuszczała bok Tundry. Najchętniej pozostawałaby tam przez cały czas. Nie była jednak jedynym członkiem rodziny, jakiego miała. Posiadała gromadkę wnuków, których kolejno starała się poznawać. Dlatego wykorzystała chwilę przerwy. Przeciągnęła się, żeby rozluźnić zastygłe mięśnie i zamrugała kilkukrotnie ślepiami, przyzwyczajając się do jasności, panującej na zewnątrz. Było dość pochmurno, ale wciąż jaśniej niż w lecznicy. Rozejrzała się za którymkolwiek z kociąt Tsunami, z którym jeszcze nie miała okazji rozmawiać. XXX – Smacznego – mruknęła na powitanie, przechodząc obok Jenota i podeszła do stosu. Wybrała sobie małego, wychudłego wróbla. Nie była głodna, lecz wspólny posiłek brzmiał jak sensowna wymówka do spędzania razem czasu. Widziała, że Jenot trzymał się blisko z Kos. Na pewno zdążyła mu wepchnąć do łba jakieś bzdury. Być może nawet jakąś nutkę niechęci wobec mordercy. – Mogę się przyłączyć?
Wyraźnie urósł od czasu bycia małą kluską. Młody kocur jednak nadal nie jest szczególnie duży, a także nie wykształcił jeszcze masy mięśniowej typowej dla starszych i bardziej doświadczonych życiem kotów. Na tą chwilę jest dziwnie zaokrąglonym kłakiem futra, wyciągniętym nierówno w każdą stronę, jako że nadal rośnie. Długie futro kocura ma dość ciemną burą barwę z gęstym klasycznym pręgowaniem. Dość dużą część ciała pokrywa jednak biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocura. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Głowę kota przyozdabiają pędzelki na uszach, oliwkowo-zielone oczy i różowy nosek.
Nastoletni kocur nie zmienił się szczególnie od czasu gdy był małym kociakiem. Jest otwartym i przyjaznym młodym kocurem, które chętnie zawiera nowe znajomości. Jest empatyczny i zawsze stara się wszystkich uszczęśliwić, nawet jeżeli nie zawsze wychodzi to jak powinno. Stara się być odpowiedzialny i przemyśleć swoją każdą decyzję, ale jak każdego młodzika...czasem go poniesie. Jest fajtłapą, potrafi się zamyślać i wpadać na koty. Chociaż Jenot lubi zawierać znajomości, bycie centrum uwagi wielu kotów na raz bywa dla niego bardzo stresujące. Pod presją łatwo zaczyna panikować.
Jenot nagle usłyszał głos, który był mu już znajomy z ostatniego zebrania. Chociaż też nie w pierwszej chwili rozpoznał kim był kot po samym głosie. Obrócił głowę, przeżuwając kawałek mięsa. Szybko zorientował się że była to Pokrzywa. Nie do końca kocur spodziewał się że ta sama będzie chciała z nawiązać z nim jakiś kontakt, ale też młody kocur nie miał nic przeciwko.
- Dzień Dobry, Pokrzywo. – Kocur powiedział zaraz po tym jak przełknął co właśnie jadł. Skoro Pokrzywa tu była, kilka pytań mu się nasuwało przez młodzieńczą ciekawość. Ale zarazem zdawał sobie sprawę że temat może być nie przyjemny dla Pokrzywy, zwłaszcza w jej obecnej sytuacji. Więc chyba nie należało od razu pytać o Roche. - Dziękuję. Jak najbardziej. – Kocur odpowiedział z lekkim uśmiechem. Jeszcze nie do końca wiedział co myśleć o Pokrzywie, ale nie chciał by kocica czuła się niemile widziana w Nowym Świcie.
Tyle co jednak zdążył się dowiedzieć już na temat Pokrzywy, to faktu że ta sama była niegdyś zielarką i ostatnio dużo czasu spędzała w Ważkowej Grocie. Więc Jenot zdecydował że może od tego będzie najlepiej zacząć.
- Pokrzywo, ostatnio nadal pomagasz w lecznicy, prawda? Jak czuje się babcia Tundra? – Kocur zapytał, kładąc lekko uszy.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXPozwoliła sobie położyć się w pobliżu Jenota, pomiędzy przednie łapy kładąc wróbla. Zaczęła niespiesznie obskubywać ptaka z piór, odkładając wyrwane pierze niedbale na kupkę. Starała się nie przyglądać nachalnie buremu, ale raz po raz posyłała mu badawcze spojrzenie. XXX- Powoli wraca do zdrowia. Jest już przytomna, ale jej organizm wciąż jest bardzo osłabiony, więc zostanie jeszcze przez jakiś czas w Ważkowej Grocie - odparła zgodnie z prawdą, przerywając dotychczasową czynność. Ani na chwile nie przestawała wierzyć, że stan Opoki się poprawi. XXX- Nie martw się, Tundra jest bardzo silną kocicą, wyzdrowieje zanim się obejrzysz - pocieszyła kocurka, posyłając mu przy tym ciepły uśmiech. Ciężko było patrzeć na jego strapioną minę, gdy pytał o swoją babcię. Cieszyło ją to, że wykazywał takie zainteresowanie stanem zdrowia Tundry. Nie mogła jednak powstrzymać myśli, czy gdyby została, czy też z taka troską by o niej myślano? Czy to jednak Tundra wciąż byłaby ulubienicą wszystkich? XXX- A jak ty się czujesz? - zagaiła. To normalne, że martwiono się o chorych, ale o tych pozornie zdrowych też musiał ktoś zadbać. Syn Tsunami wydawał się być odrobinę zestresowany ostatnimi wydarzeniami.
Wyraźnie urósł od czasu bycia małą kluską. Młody kocur jednak nadal nie jest szczególnie duży, a także nie wykształcił jeszcze masy mięśniowej typowej dla starszych i bardziej doświadczonych życiem kotów. Na tą chwilę jest dziwnie zaokrąglonym kłakiem futra, wyciągniętym nierówno w każdą stronę, jako że nadal rośnie. Długie futro kocura ma dość ciemną burą barwę z gęstym klasycznym pręgowaniem. Dość dużą część ciała pokrywa jednak biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocura. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Głowę kota przyozdabiają pędzelki na uszach, oliwkowo-zielone oczy i różowy nosek.
Nastoletni kocur nie zmienił się szczególnie od czasu gdy był małym kociakiem. Jest otwartym i przyjaznym młodym kocurem, które chętnie zawiera nowe znajomości. Jest empatyczny i zawsze stara się wszystkich uszczęśliwić, nawet jeżeli nie zawsze wychodzi to jak powinno. Stara się być odpowiedzialny i przemyśleć swoją każdą decyzję, ale jak każdego młodzika...czasem go poniesie. Jest fajtłapą, potrafi się zamyślać i wpadać na koty. Chociaż Jenot lubi zawierać znajomości, bycie centrum uwagi wielu kotów na raz bywa dla niego bardzo stresujące. Pod presją łatwo zaczyna panikować.
Jenot uśmiechnął się trochę szerzej na dobre wieści. Ulgą przynajmniej było że babci nic poważnego nie dolegało, nawet jak nie wiadomo było do końca co spowodowało nagłą utratę przytomności. Jednakże pewnie nieco czasu minie nim Tundra wróci do normalnych obowiązków. Jeżeli wróci w ogóle do bycia opoką, co było mocno pod znakiem zapytania.
W przypadku Pokrzywy, rzeczywistość mogła być bardziej skomplikowana. Co prawda Jenot tak naprawdę martwiłby się o każdego kota w Nowym Świcie, prawdą pozostawało że nie mieli więzi jakie dzieci Tsunami miały z Tundrą. Jakby nie było, Pokrzywa była niestety dla nich praktycznie obcym kotem. Słyszeli co prawda trochę na jej temat, jednak ciężko to nazwać jakąś rodzinną więzią. Jenot jednak nadal wierzył że nie było na to za późno, skoro Pokrzywa tutaj była i chciała być ponownie częścią Nowego Świtu.
- Ja? W porządku. Czuję się...normalnie. – Kocur początkowo nie do końca załapał że kocicy nie chodziło do końca o fizyczny stan. - Chyba że chodzi o coś...innego. Ale no, czuję się dobrze. Babcia czuje się lepiej. Zaczęliśmy z Kos lekcje. Chociaż zastanawia mnie odrobinę fakt że nie widziałem Fai...Żelaza nigdzie od jakiegoś czasu. – Kocur przyznał, zastanawiając się. Pokrzywa uczyła się o ziołach od dużego kocura, prawda? Być może wiedziała cokolwiek?
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Ah. Tutaj był.
Jak na jej rodzonego syna, w dodatku, psia mać - całego białego, tak, że aż się świecił - i w dodatku aktualnie kolejnego Radnego, Tsunami miała niemały problem ze znalezieniem swojego syna w ostatnich dniach. Ale musiała go znaleźć i mu pogratulować. Do tego dążyła. Grzała stanowisko Radnego po to, aby teraz któreś z jej dzieci mogło je przejąć. Padło w głosowaniu na Alaskę - proszę bardzo. Wierzyła w niego. Nie od zawsze, bo na początku kojarzył jej się z Baranem. Ale gdy rósł, zaczynała go równie mocno kochać i równie mocno w niego wierzyć i kibicować mu w tym, do czego dążył.
I w końcu został Radnym. Bez Rosomak w tym samym składzie, ale liczyła, że Alaska już tego stanowiska nie opuści. Że będzie trzymał się stołka Radnego do końca swojego życia, tak, jak tego chciał. Zamierzała zrobić wszystko, aby tak właśnie było.
Pospiesznym krokiem podeszła do swojego syna, w końcu widząc go w centrum obozu. - Alaska - zawołała z pewnej odległości, a gdy znalazła się przy białym kocurze, po prostu zaczęła wylizywać jego futerko na karku, policzkach, boku szyi, czubku głowy. - ... gratuluję.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
To prawda - Alaska zdawał się być nieuchwytnym, co jakiś czas wymykając się jeszcze z obozu, jednak od dłuższej chwili zdecydował się być w nim bardziej obecny, doglądając stada i upewniając się, czy przypadkiem w jego łapy nie trafią jeszcze jakieś nowe, kolejne obowiązki. Bycie Radnym było... łatwiejsze, niż myślał. Gdzieś w środku kocura niepewność i stres zżerały go, ale dusił je przy każdej okazji - nie był ciotą, nie był ciamajdą, mimo, że tracił członków rodziny po kolei jak pionki na szachownicy, nie mając pojęcia, gdzie się zapodziali. Nigdy tak naprawdę nie wyleczył się ze straty, wiele rzeczy potrafił jednakże dobrze zamaskować, a w odgrywaniu ról był dosyć dobrym aktorem.
Nie został Radnym wraz z siostrą, to jego wybrał Nowy Świt i był tym... zaskoczony? Z lekka. Wiedział, że kreował się na otwartego, że starał się jak mógł, by być w stadzie obecny i by każdy mógł mu zaufać, czy to starszy, czy młodszy od niego. I w końcu do owej Rady trafił i... obiecał sobie, że będzie lepszym Radnym, niż te popłochy, które kilkanaście księżycy temu zawinęły się stąd bez słowa. Grymas pojawił się na białym pysku na samą myśl.
Zjawił się w obozie i już po chwili usłyszał znajomy głos, na który zastrzygł uchem, uśmiechając się od razu od ucha do ucha. Matka, ukochana matka - również musiała przeżywać to, co się działo... prawda? Z jakiegoś powodu musiała zrezygnować ze stołka rządzącej... który teraz przypadł jemu. Aniołeczkowi, który był praktyczną kopią dawno zmarłego już Wichrowego wojownika. Czy się jednak tym mógł przejmować? Nie... nie wiedział przecież, ani nie ciągnęło go, by się o tym dowiedzieć.
Na czułości Tsunami zareagował głośnym mruczeniem i sam otarł się policzkiem o jej pysk, patrząc na nią z miłością i szacunkiem. Podziwiał ją. Podziwiał ją tak bardzo, była największym autorytetem w jego życiu, chciał być taki jak ona, chciał być inteligentny, silny, taki jak matka... wciąż tu trwała, mimo trudności, i Alaska zamierzał zrobić tak samo. Jeśli mógł jakkolwiek załagodzić ból rodziny, to będąc przy nich.
- Mama! - ucieszył się od razu, witając się z nią, zanim ta przystąpiła do obdarowywania go delikatnością. Dwukolorowe ślepia spoglądały na matkę, gdy ta przekazała mu swoje gratulacje i przez chwilę jego spojrzenie przepełnione było zmartwieniem, lecz kocur szybko je zmył. - Dziękuję! Szkoda, że Rosomak się też nie dostała... ale też powinna odpocząć... A ty... jak się czujesz? O dziwo... dawno nie rozmawialiśmy, ale wszystko możemy nadrobić, prawda? - podziękował i zmartwienie na moment zabarwiło również jego głos, ale starał się utrzymać entuzjazm i cieszyć się z tego, że mógł dłużej po rozmawiac z Tsunami, niż ostatnio mu się udawało.
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
***
Był zamyślony. Zresztą, w jego przypadku to nic wyjątkowego ani niespotykanego. Raniuszek taki już był, że gdy z nikim nie rozmawiał, to przez większość czasu dumał i przebywał gdzieś w świecie własnej wyobraźni. Prawdę mówiąc zdarzało mu się to nawet w trakcie interakcji z innymi kotami! Bywało to problematyczne, bo czasami wyłączał się tak na pewną część rozmowy i później nie wiedział, o co w ogóle chodzi drugiemu kotu! Teraz jednak był sam, co oczywiście było tą lepszą możliwością z dwóch wymienionych.
Niestety, nawet ta sytuacja miała swoje minusy. Albowiem gdy kocur spacerował przez obóz Nowego Świtu, zamyślony i ze zmrużonymi oczyma, nie zauważył na swojej drodze zamarzniętej kałuży. Była sprytnie przykryta cienką warstwą śniegu, jednak gdy srebrzysty na nią nadepnął - nagle poczuł, że cały świat wywraca się do góry łapami. A raczej on. On się wywraca.
Leżał chwilę w kompletnym bezruchu, obróciwszy się na bok. Przez pierwsze kilka uderzeń serca przekonany, że zrobił sobie poważną krzywdę. Zabolało i przestraszył się, bo co jeśli coś sobie złamał? Jak wtedy będzie kontynuował swój trening? Jak zaopiekuje się kociętami? Zaraz jednak zaczął kiwać się na boki i poruszać ostrożnie łapami i odetchnął z ulgą. Jeśli czegoś nauczyło go przebywanie w legowisku medyka całymi księżycami to to, że złamanymi kończynami raczej nie da się poruszać. A on poruszał. Czyli był cały!
Pomimo tego i pomimo ogólnej ulgi, Raniuszek nie podniósł się z ziemi. Poleży sobie tak... chwilę.
Kociak urodził się jako długowłosy oriental o dużych, szaro-niebieskich, niewybarwionych oczach, które kiedyś przyjmą barwę intensywnego błękitu. Całą sierść upiększają śnieżnobiałe znaczenia na całym futrze. Pod bielą natomiast przenosi się cynamonowe umaszczenie, które pokrywają klasyczne pręgi. Pyszczek kończy jasnoróżowy nosek. Cechą charakterystyczną jest zaś szczupła, atletyczna sylwetka z niebywale długim ogonem.
odpowiedzialny | pewny siebie | uprzejmy | arogancki | nieufny
W przeciwieństwie do Raniuszka Świerszcz był osobnikiem, który lubił rozmawiać z innymi kotami. Ba, wręcz uwielbiał, kiedy podczas nawet małej pogadanki inni zwracali na niego uwagę i mówili miłe rzeczy, za co również starał się odwdzięczać tym samym. Rzadko kiedy bywał też zamyślony, co mogło być nie do pomyślenia w przypadku białego orientala. Nie daj Nowy Świcie, a żeby na kogoś wpadł i jeszcze nazbyt tego zrobił z siebie pośmiewisko przez własną nieuwagę. Z dużą dozą ciekawości obserwował jednak otoczenie, szukając czegoś nowego, jakiegoś zajęcia, któremu mógłby się oddać, jednocześnie zbierając informacje na temat swoich towarzyszy.
Kiedy dostrzegł Raniuszka, on już tam leżał. W pierwszej chwili nie rozpoznał w jasnej kuli futra kocura, dziwiąc się, cóż to za prześmieszny zwierz lub zachodząc w głowę, jakie to mary ludzie podrzucili na ich terytorium. Bo człowieki - jakkolwiek by ich nie zwać, podobno od czasu do czasu się kręcili tu i ówdzie, choć nie wiadomo Świerszczowi było, by wkroczyli kiedykolwiek na tereny Nowego Świtu. Wracając więc do wniosku, że to nie ludzie, a istota żywa niebieskooki zaczął kierować się w tamtą stronę.
Im bardziej się zbliżał tym bardziej jego oczy robiły się wielkie, a Świerszcz uświadamiał sobie, że to właśnie nikt inny, jak były rzeczniak leży sobie w brudnej mokrej kałuży... I leży. Leży chyba całą wieczność.
Wtedy wpadł na pomysł. Zaszedł go od tyłu, zaczął się skradać i...
— A któż to inny, jak Raniusszek w całej sswojej ossobie! — zawołał głośno i wesoło, wyskakując na zielonookiego jak z procy. Rozstawił łapy, patrząc się na niego z góry i wykręcając łeb jak tylko się dało.
— Co robissz w tej błotnisstej kałuży? Już myśślałem, żeśś królik czy inny zwierz i chciałem atakować! — powiedział zdumiony i dodał: — Ale massz szczęśście! Chociaż patrząc na tę kałużę to...to chyba niekoniecznie.
Zmarszczył czoło, zbliżył głowę w jego kierunku i zamrugał kilkukrotnie.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Leżał i leżał, bo co innego miał robić? Oczywiście, jedną z możliwości było podniesienie się, ale jakoś mu się nie widziało tego czynu wykonać. Jeszcze nie. Gdy się przewrócił, jedna z przednich łap go trochę zabolała i wolał jej przez chwilę nie nadwyrężać. Mówił sobie, że za chwilę wstanie i zacznie się oporządzać. Nie wątpił w to, że teraz jego jasne futerko jest brudne i pozlepiane od błota, w które wpadł. Westchnął cichutko i przymknął na moment oczy…
Moment okazał się być nieco dłuższy, niż kocur się spodziewał. Zaczął odpływać – jego ciało przyzwyczajone do ciągłego snu automatycznie wstąpiło w stan spoczynku. I od tak, jasny kocur prawie zlał się z otoczeniem, a śnieg powolutku zaczął go przykrywać. Dopiero nagły, głośny krzyk zdołał przebudzić byłego rzeczniaka – zrobił to też bardzo, bardzo skutecznie. Aż zbytnio.
Raniuszek krzyknął piskliwie, przekonany, że coś mu zagraża. Był wpół śpiący, a tu nagle usłyszał jakieś wołanie i ktoś znalazł się nad nim. Naturalną reakcją było podniesienie ciała na równe łapy. To też spróbował zrobić, bardzo prędko – zerwał się do pozycji stojącej, ale skończyło się to tylko tym, że uderzył barkiem w ciało niewinnego, białego orientala stojącego nad nim, a potem poślizgnął się ponownie i upadł na drugi bok. Dopiero leżąc tak na mokrej ziemi zorientował się, że tak naprawdę jest wciąż w obozie i do tego nic mu nie grozi, nic poza własnym, głupiutkim umysłem.
- Auu… To znaczy, ah, haha, witaj… Witaj, Świerszczu, jak miło mi cię widzieć…! – wydukał w końcu i najwyraźniej się poddał, bo nie było kolejnej próby podniesienia się z ziemi. – Widzisz, mój drogi, ja po prostu… odpoczywałem sobie, o tak… w tej kałuży. Zapewniam cię, że niedobrym pomysłem jest polowanie na mnie! Większość tego ciała to puszyste futro…! – zachichotał, patrząc na młodszego kocurka z dołu. – Zaskoczyłeś mnie odrobinkę… Ale to nic! Jest mi tu… bardzo, bardzo wygodnie! Powiedz mi, jak mija ci dzień?
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Poprosił Aurę, by spotkali się z nim w okolicy tej właśnie kałuży w porze górowania słońca. Sam Pęd był wyraźnie podekscytowany, miał ciekawy pomysł, którym zamierzał podzielić się z dzieckiem Tsunami.
Kiedy się spotkali, skinął im głową z szacunkiem i upuścił na ziemię trzymaną dotąd w zębach szyszkę. Zanim przemówił, oblizał nieco podrażniony kontaktem z twardą powierzchnią przedmiotu pysk. Zrobił krok w tył i z tajemniczym uśmiechem spojrzał wprost na biało-rudego kota.
- Popchnij dla mnie tę szyszkę, Auro - poprosił uprzejmie, a leżący teraz na ziemi ogon kocura poruszył się kilkakrotnie, zdradzając wyraźne podekscytowanie jego właściciela. - Przednią łapą. - dodał, rozpoczynając ostrożną obserwację tego, co zrobi drugi kot. Szczególnie to, którą, lewą czy prawą łapą spełni prośbę przyszłego medyka.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.