średniej wielkości, szczupła | krótkie, rudo-bure futerko o klasycznym pręgowaniu | białe znaczenia na pyszczku, brzuchu i palcach tylnych łap | złote, migdałowe oczy, lewe częściowo niebieskie | dodatkowy palec u lewej, przedniej łapy.
Po drugiej stronie Świtających Skał niż Omszone Półki, w miejscu, gdzie wapienny ostaniec przez większość dnia oświetlony jest przez promienie słońca, znajdują się Ciepłe Głazy. Ich nazwa właściwie tłumaczy dużo - skały te, tworzące mniejsze lub większe półki, w ciągu dnia nagrzewają się i stanowią doskonałe miejsce do kąpieli słonecznych. Dostanie się do nich nie stanowi dużego problemu i są one w zasięgu już każdego kociaka potrafiącego skakać.
Tornado odziedziczyła cechy i po Tundrze i po Czarnej Wronie. Kolor i długość futerka kotka odziedziczyła po Czarnej Wronie. Tornado swoje lśniące czarne, kręcone futro utrzymuje zawsze w nienagannej czystości. Smukłe łapy i smukła budowa dodają jej gracji i giętkości. A jej złote oczy sprawiają, że jeszcze bardziej jest podobna do swojego ojca więc Tundra zapewne nie będzie miała problemu z rozpoznaniem kto jest drugim rodzicem kotki. Aktualnie jednak jej oczy są szaro-błękitne, takie właśnie jak mają wszystkie młode koty.
Miła i delikatna. Pomaga każdemu zawsze i wszędzie. Pełna ciepła, empatii i taktu. Zapewne tak właśnie większość kotów opisałaby Tornado. Jednak w rzeczywistości to tylko maska. Kotka jest mistrzynią gry, kłamania i jest gotowa zrobić wszystko by osiągnąć swój cel. Niezwykle inteligentna i sprytna zawsze znajdzie rozwiązanie z każdej trudnej sytuacji. Córka Tundry wierzy, że życie jest grą. Grą, którą ona zamierza wygrać i jest gotowa zrobić wszystko byle tylko ona i jej bliscy żyli w szczęściu i dobrobycie. Mimo tego, że jest egoistyczna dal każdego z kim jest spokrewniona jest naprawdę miła i naprawdę jej na nim zależy. I tutaj nie ma znaczenia czy jest to daleki wujek, kuzyn, rodzony brat, matka czy przyszywana siostra- każdego z kim Tornado wie, że jest spokrewniona kocha całym swoim sercem.
Dzisiejszy dzień był słoneczny i ciepły. Właśnie dlatego czarna dama po posiłku ruszyła ku Ciepłym Głazom. Szła wolnym krokiem, upajając się słonecznymi promieniami słońca. Bez większego problemu weszła na jeden z głazów i położyła się. Przez chwilę się wierciła, chcąc znaleźć dla siebie jak najlepszą pozycję. Oprócz tego umyła swój pyszczek i łapki. Po zakończeniu pielęgnacji opuściła głowę na ciepłą skałę ze szczęśliwym westchnięciem. Leżała przez chwilę i już zaczęła przysypiać, gdy obudziły ją czyjeś kroki. Westchnęła w myślach, rozdrażniona brakiem świętego spokoju ale, podniosła głowę. Złotym oczom ukazała się jej siostrzenica, Rosomak. - Cześć! Co porabiasz- przywitała się grzecznie i uśmiechnęła.
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Rosomak była po treningu. Zadowolona, bo udało jej się złapać dwa gawrony. Była z siebie dumna, ale była też niemiłosiernie zmęczona, dlatego po dostarczeniu zwierzyny do obozu postanowiła sama zjeść i odpocząć. Zdążyła już pochwalić się zdobyczą każdemu, na kogo wpadła po drodze, także potem wzięła jakiś kąsek i zjadła szybko. A potem... Cóż. Potem chciała po prostu odsapnąć, więc skierowała się w jedno z najwygodniejszych miejsc - na głazy, na których na pewno będzie się miło wypoczywało w taką pogodę.
Zmierzając tam zauważyła znajome, ciemne futerko i duże uszy, które zawsze przypominały jej babcię Tundrę... albowiem Rosomak spotkała na swojej drodze jej córkę. Swoją... ciocię? Sama nie była pewna, jak to działało, skoro Tornado była od niej młodsza, ale tak. Ciocię. Szylkretka uniosła ogon w powitaniu i wpatrzyła się w towarzyszkę, oblizując swój pyszczek po niedawno skończonym posiłku.
- Witaj, Tornado. Właśnie wróciłam ze szkolenia... Upolowałam dwa gawrony. - powiedziała, bo gdyby się tym nie pochwaliła to chyba nie byłaby sobą. - Teraz odpocznę. A ty co robisz? - spytała, przechylając łebek w bok, chcąc pokazać zainteresowanie, jako że ton jej głosu normalnie nie wskazywał na takie rzeczy.
Tornado odziedziczyła cechy i po Tundrze i po Czarnej Wronie. Kolor i długość futerka kotka odziedziczyła po Czarnej Wronie. Tornado swoje lśniące czarne, kręcone futro utrzymuje zawsze w nienagannej czystości. Smukłe łapy i smukła budowa dodają jej gracji i giętkości. A jej złote oczy sprawiają, że jeszcze bardziej jest podobna do swojego ojca więc Tundra zapewne nie będzie miała problemu z rozpoznaniem kto jest drugim rodzicem kotki. Aktualnie jednak jej oczy są szaro-błękitne, takie właśnie jak mają wszystkie młode koty.
Miła i delikatna. Pomaga każdemu zawsze i wszędzie. Pełna ciepła, empatii i taktu. Zapewne tak właśnie większość kotów opisałaby Tornado. Jednak w rzeczywistości to tylko maska. Kotka jest mistrzynią gry, kłamania i jest gotowa zrobić wszystko by osiągnąć swój cel. Niezwykle inteligentna i sprytna zawsze znajdzie rozwiązanie z każdej trudnej sytuacji. Córka Tundry wierzy, że życie jest grą. Grą, którą ona zamierza wygrać i jest gotowa zrobić wszystko byle tylko ona i jej bliscy żyli w szczęściu i dobrobycie. Mimo tego, że jest egoistyczna dal każdego z kim jest spokrewniona jest naprawdę miła i naprawdę jej na nim zależy. I tutaj nie ma znaczenia czy jest to daleki wujek, kuzyn, rodzony brat, matka czy przyszywana siostra- każdego z kim Tornado wie, że jest spokrewniona kocha całym swoim sercem.
Słysząc przywitanie, Rosomak zyskała u niej punkt. Lubiła koty dobrze wychowane, pokorne. To drugie zdanie do skromnych nie należało ale, czemyby miała się na nią gniewać? Młoda chciała się pochwalić i miała do tego pełne prawo. Tornado poczuła jednak ukłucie zazdrości. Rosomak była lepsza. - To super- pochwaliła ją. W jej głosie nawet nie było cienia jej prawdziwych emocji. Brzmiała tylko szczerość i radość, tak idealnie przez nią wyćwiczone. Gdyby ona sama była teraz na miejscu Rosomak, na pewno uznałaby że, pochwała jest szczera. - Również odpoczywam- zamruczała i przesunęła się w bok by zrobić jej miejsce, obok siebie. Oczywiście jeśli druga kotka będzie chciała, to może skorzystać ale, nie nalegała. Chociaż towarzystwo i rozmowa mogły być przyjemne, więc cieszyłaby się gdyby siostrzenica zrozumiała aluzje.
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Czy Rosomak była lepsza? Sama tak nie myślała. Zawsze stawiała swoją rodzinę ponad siebie, uważała ich za najlepszych i najwspanialszych, choć może nie zawsze była dobra w okazywaniu tego. Dzisiaj odniosła sukces - z trudem, ale wciąż odniosła sukces, więc była z siebie dumna i odczuwała potrzebę chwalenia się każdemu napotkanemu kotu... ale to nie oznaczało, że uważała się za lepszą. Gdyby umiała czytać w myślach, na pewno zapewniłaby o tym Tornado. Ale nie umiała, tak więc była nieświadoma myśli młodszej kotki.
- Dziękuję. - odpowiedziała głośno. Nie zareagowała jakoś bardzo na pochwałę, choć poczuła satysfakcję słysząc takie słowa. To było miłe ze strony Tornado.
- To dobrze. Odpoczynek jest ważny. - stwierdziła, chętnie podchodząc bliżej i kładąc się w cieple obok drugiej kotki, łapy chowając pod swoim brzuszkiem. - Co dzisiaj robiłaś, Tornado? Sama chyba jeszcze nie polowałaś, prawda?
Tornado odziedziczyła cechy i po Tundrze i po Czarnej Wronie. Kolor i długość futerka kotka odziedziczyła po Czarnej Wronie. Tornado swoje lśniące czarne, kręcone futro utrzymuje zawsze w nienagannej czystości. Smukłe łapy i smukła budowa dodają jej gracji i giętkości. A jej złote oczy sprawiają, że jeszcze bardziej jest podobna do swojego ojca więc Tundra zapewne nie będzie miała problemu z rozpoznaniem kto jest drugim rodzicem kotki. Aktualnie jednak jej oczy są szaro-błękitne, takie właśnie jak mają wszystkie młode koty.
Miła i delikatna. Pomaga każdemu zawsze i wszędzie. Pełna ciepła, empatii i taktu. Zapewne tak właśnie większość kotów opisałaby Tornado. Jednak w rzeczywistości to tylko maska. Kotka jest mistrzynią gry, kłamania i jest gotowa zrobić wszystko by osiągnąć swój cel. Niezwykle inteligentna i sprytna zawsze znajdzie rozwiązanie z każdej trudnej sytuacji. Córka Tundry wierzy, że życie jest grą. Grą, którą ona zamierza wygrać i jest gotowa zrobić wszystko byle tylko ona i jej bliscy żyli w szczęściu i dobrobycie. Mimo tego, że jest egoistyczna dal każdego z kim jest spokrewniona jest naprawdę miła i naprawdę jej na nim zależy. I tutaj nie ma znaczenia czy jest to daleki wujek, kuzyn, rodzony brat, matka czy przyszywana siostra- każdego z kim Tornado wie, że jest spokrewniona kocha całym swoim sercem.
Chyba nie powinna być aż tak zazdrosna o zdobycz Rosomak... Przecież, ona chciała się poprostu pochwalić, pokazać że, coś jej się udało. Napewno nie chciała by ona, Tornado była teraz zazdrosna. W tym przekonaniu, czarna dama tylko się utwierdziła, gdy usłyszała podziękowanie. Krótkie i zwięzłe, bez drugiego dna. Owszem, doszukała się w tych słowach nutki dumy, satysfakcji ale, i skromności. Poczuła więc że, chyba naprawdę nie ma o co się już złościć.
Zamruczała cichutko gdy kotka położyła się obok niej. Cała zazdrość wyparowała, pozostała już tylko miłość do siostrzenicy. Kochała ją i uważała to za całkowicie słuszne. W końcu to część jej rodziny, prawda? - W zasadzie to nic. Najpierw byłam na treningu, a potem wróciłam do obozu- owszem, dzień mógł wydawać się nudny ale, nie narzekała. Jej szkolenie szło do przodu, a to najważniejsze. - Uh, no nie, jeszcze nigdy nie polowałam- no, tak to umiejętność którą warto posiąść, jeszcze przed omówieniem jej na lekcjach... I wtedy właśnie, w czarnej główce zapaliła się żarówka pomysłu- zapyta Rosomak, jak się poluje! - Nauczysz mnie polować? Proszę... - może, to ostanie słowo było zbędne ale, nie zaszkodzi trochę grzeczności, wobec własnej rodziny.
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Czy Tornado nie powinna być zazdrosna? Ciężko stwierdzić, Rosomak zdecydowanie nie widziała tu powodu do zazdrości, jednak zdawała sobie też sprawę z tego, że każdy kot był inny. Nie chciała wywołać u towarzyszki negatywnych odczuć, to było pewne… Ale nie zawsze rozumiała uczucia na tyle, by przewidzieć bądź w ogóle zauważyć coś takiego. Teraz na przykład była zupełnie nieświadoma przemyśleń Tornado, dlatego też zdawała się być zupełnie spokojna.
Wysłuchała słów drugiej kotki cierpliwie i uważnie, szczerze zainteresowana jej dniem. Ciekawiło ją życie każdego z jej rodziny!
- To brzmi jak dosyć nudny dzień. Ale nie przejmuj się, Tornado, już niedługo zaczniesz szkolenie i wszystko zmieni się na ciekawsze. - stwierdziła, nieco weselszym tonem, chcąc pocieszyć kotkę która według Rosomak zdawała się nieco znudzona i nie do końca zadowolona swoim dniem.
Słysząc taką prośbę ze strony towarzyszki, szylkretka postawiła uszy pionowo i wybałuszyła oczy. Ona? Uczyć kogoś? Dotąd nie miała okazji nikogo uczyć polowania, zwłaszcza że sama się tego dopiero uczyła… I choć była zmęczona, choć była obolała po starciu z dwoma gawronami, to kiwnęła łebkiem do ciemnej kotki.
- Z chęcią. - odparła, zupełnie szczerze, bo nic nie cieszyło jej bardziej od czasu spędzonego z najbliższymi. A skoro przy okazji mogła coś Tornado nauczyć, i sama zdobyć jakieś doświadczenie, to w ogóle wydawało się to dobrze spędzonym czasem!
Wstała ze swojego miejsca i ustawiła się bokiem do towarzyszki, upewniając się, że ta wszystko dobrze zobaczy. Jako że informacje z dzisiejszego szkolenia były świeże w główce szylkretki, nie miała ona problemu z ustawieniem się w pozycji łowieckiej - brzuch nisko, ale nie dotykający ziemi, łapy zgięte, ogon i głowę na linii równej z grzbietem… i Rosomak przeszła się tak kilka ostrożnych, cichych kroków, cały czas patrząc na Tornado.
- To pozycja łowiecka. Musisz się w niej znaleźć żeby coś dobrego upolować. I oddech… musisz na niego uważać, żeby nie był zbyt głośny. Patrz pod łapy, żeby na nic nie nadepnąć. I zawsze idź pod wiatr, żeby zwierzyna cię nie wyczuła. - wyjaśniła, starając się zacytować Tsunami. - Spróbuj! Na początku może ci być tak niewygodnie, ale z czasem robi się coraz łatwiej. - dodała, chcąc zachęcić kotkę do prób. W końcu są ważne w trakcie nauki!
- Trzeba też pamiętać, że w trakcie polowania… Królik usłyszy, ptak zobaczy, a mysz poczuje. W stosunku do każdego zwierzęcia trzeba mieć trochę inne podejście. - miauknęła, prostując się i przeciągając. Mięśnie bolały ją po całym dniu, ale teraz, ucząc czegoś bliską sobie kotkę, Rosomak wyglądała na bardzo pobudzoną. Jakby dopiero co wstała. - Dobrze jest schować się za kamieniami, albo w trawie… Czy rozumiesz, Tornado? - przechyliła łebek w bok, mrugając kilkakrotnie dwukolorowymi oczętami.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Minęło już trochę czasu odkąd Raniuszek oficjalnie dołączył do stada. Wciąż musiał nauczyć się wielu rzeczy o jego funkcjonowaniu. Zdziwiło go to, ile nowości napotkał. Ile rzeczy różniło się tutaj od działania Klanu. Może i nie powinien się dziwić? W końcu głupio było spodziewać się małej kopii Klanu Rzeki, skoro chodziło o zupełnie inne stado i to takie, które najwyraźniej za samą Rzeką nie przepada. A przynajmniej jeden z członków Rady za nią nie przepada… Srebrzysty były-rzeczniak musiał też poznać wszystkie koty, które do tego stada należały. Póki co znał jedynie Tsunami i Sekwoję, a ta druga chyba za nim nie przepadała. Reszcie nie miał okazji się tak naprawdę przedstawić, nie sam, bo jego przybycie zostało ogłoszone ogólnie. Czuł na sobie spojrzenia, słyszał, jak niektórzy o nim rozmawiają. Nie było tu jego rodziny i to go przerażało, ale wiedział że tak będzie i sam się o to prosił, także nie marudził o tym nikomu. Z tych wszystkich emocji nie zauważył nawet tego, co się z nim dzieje i tego, jak powoli zmienia się jego ciało. Zresztą, przez jego długie futro i tak niewiele było póki co widać.
Nie potrafił wciąż polować, ale teraz przynajmniej zmierzał w kierunku nauki. Ale fakt był taki, że póki nic nie umiał, nie mógł wiele robić i w wielu rzeczach pomagać. Zrobił już co mógł aby tego dnia się przydać w stadzie, a to samo już go zmęczyło. Dlatego też Raniuszek położył się na rozgrzanych przez słońce kamieniach i przymknął oczy, ignorując to że odczuwał nudności na samą myśl o tym, co wydarzyło się ostatnio w jego życiu.
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Ostatnie dni były jakoby sennym marzeniem, otoczonym mgłą iluzji - jasne, zawsze marzył o tym, by zasiąść w Radzie, wspólnie planowali to z Rosomak, od kiedy tylko zaczęli odrastać od ziemi... a teraz te plany na przyszłość stały się rzeczywistością, przynajmniej dla Alaski. Koty Nowego Świtu... naprawdę złożyły głosy na niego, ufały, że będzie dobrze pasował wśród Kos oraz Sekwoi, że jest uczciwym kotem, który będzie miał na uwadze dobro stada i będzie się o nie troszczył. Gdy ogłoszono mu wyniki, stanął osłupiały, jeszcze w to niedowierzając. Jednak im dłuższy czas mijał, tym bardziej komfortowo czuł się z nowymi obowiązkami - może i jeszcze nie było u jego boku siostry, z którą mógłby wiele przedyskutować, ale i tak czuł, że da sobie radę. Zależało mu na stadzie, wszyscy byli jego rodziną, a on nie zamierzał zrujnować ich oczekiwań i nadziei. Kochał ich i zrobi wszystko, by każda jednostka czuła się komfortowo.
A w czym innym mógłby wykazać się lepiej, niż w odpowiednim przywitaniu nowego członka do stada? Słyszał co nieco, że ich stado powiększyło się o kolejną jednostkę, przyjętą przez Sekwoję, a która została powierzona w łapy Tsunami... nie będzie zdziwieniem, jeśli kolejna osoba z tej rodziny zacznie zagadywać tego kota! Najwyraźniej wszechświat był po jego stronie, gdyż już po chwili wychylenia mordki na obóz, zdołał dostrzec Nowicjusza, który relaksował się na uboczu, korzystając z dobroci słońca, ostałych na kamieniach. Wyprostował się i przylizał odstający kłaczek - musi się dobrze wykazać!
- Dzień dobry! Jesteś Raniuszek, prawda? Dołączyłeś ostatnio, miło cię poznać! - przywitał się, mając nadzieję, że przypadkiem nie wystraszył nowoprzybyłego swoim nadmiernym entuzjazmem! Ostatnimi czasy przechodził gorszy okres, ale powoli zaczynał z tym walczyć, wracając do siebie... jednak wiele rzeczy wciąż pozostawało w jego głowie. - Ja to Alaska, od niedawna jeden z Radnych... ale nie musisz odnosić się do mnie z jakimś wielkim, giga szacunkiem, czy coś! Chcę dla wszystkich ze stada być dobrym przyjacielem, a ciebie jeszcze nie miałem szansy poznać, więęęęc! - przedstawił się, a uśmiech na białej mordce tylko się poszerzył.
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Nie spodziewał się, że ktoś do niego podejdzie.
To nie tak, że Nowy Świt był na niego jakoś bardzo zamknięty, ale cóż... srebrzysty był przyzwyczajony do tego, że większość kotów jedynie go obserwuje, zaciekawiona lub podejrzliwa. Nie mógł ich winić, ani trochę! W końcu zawieranie nowych znajomości bywało ciężkie również dla niego, zwłaszcza gdy chodziło o kogoś spoza jego grupy... a w każdym razie tak było kiedyś. Pamiętał, jak kiedyś dosłownie bał się samotniczki, na którą się natknął - dopiero potem zorientował się, że ta jest bardzo przyjazna. Hm... ciekawe, co tam u niej.
No ale fakt był taki, że Raniuszek był dosyć zaskoczony, usłyszawszy tak przyjazny głos nad sobą. Uniósł gwałtownie łeb, a kiedy zorientował się że nie jest to nikt wrogo nastawiony (pomimo donośnego głosu), to rozluźnił się i nawet uśmiechnął lekko. Wysłuchał białego kota do końca, przyglądając się mu z zaciekawieniem. Ah! Jakie on miał ładne oczy! Dwukolorowe... coś takiego chyba zdarzało się dosyć rzadko. Raniuszek wyciągnął przednie łapy przed siebie i spróbował stłumić ziewnięcie. Nie chciał wyjść na niemiłego, ani wyglądać jakby lekceważył nowego znajomego... i to takiego z Rady, ojej!
- Ah... Miło mi, Alaska... - odpowiedział, jeszcze trochę niewyraźnie, bo tak to już miał gdy był zaspany. - To ładne imię... brzmi tak dźwięcznie. Zauważyłem, że wszyscy tutaj mają tak ciekawe imiona, nieco inne niż te w Klanach. - podzielił się swoim jakże mądrym odkryciem. Zamrugał kilkakrotnie, powoli i oblizał wąsy, starając się wrócić w pełni do rzeczywistości. - Wybacz... jeszcze nie przyzwyczaiłem się do bycia... tutaj... w pełni. To bardzo miłe z twojej strony, że przyszedłeś się przywitać... chcesz położyć się obok? - zaproponował, bo może tak wypadało, a w dodatku Alaska zdawał się być bardzo sympatyczny. Raniuszek nie miałby nic przeciwko poznaniu go bliżej.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
***
Z każdym dniem robiło się coraz chłodniej. Czasami było tak chłodno, że nawet on, kot o niezwykle puszystym futerku, odczuwał to zimno! Ah, nieważne jak piękny był śnieg... Gdy jego grudki plątały się w futrze, stawało się to bardzo uciążliwe. Raniuszek może i wiedział, że w taką pogodę najlepiej jest chować się po legowiskach, jednak w tej chwili akurat nic nie padało z nieba, a on chciał poczuć trochę wiatru na wąsach. Dlatego też położył się na tych sporych, oświetlonych blado promieniami słońca kamieniach i podwinął łapy pod siebie.
Naturalnie, zaczął myśleć o swoich kociętach, a także innych członkach Nowego Świtu. Zwłaszcza tych o krótkim futrze, bo martwił się że teraz marzną. Potem zaczął też myśleć o swoim powoli idącym do przodu treningiem i zastanawiał się, co będzie go czekało na kolejnym spotkaniu z Opoką. Czy się bał? Może troszkę.
Już sama Czarcia aparycja jest dowodem na chaos drzemiący w smolistym larwiątku i ... diabelski rodowód, pochodzenie. Za to imię Czart zdaje się idealnie pasować do jego posiadacza wszak, na razie, niewielkich rozmiarów kulka, pokryta jest długim, smolistym futrem, o oleistym połysku, nieco postrzępionym i odstającym we wszystkie strony świata, zupełnie tak, jak czarny pasożyt, po którym nosi miano. Po drugim z ojców - Kościstej Łapie, odziedziczył orientalną urodę, z mocno zarysowanymi kośćmi jarzmowymi, klinowatą głowę zwieńczoną szpiczastym pyskiem, ogromnymi, nietoperzymi uszami i no właśnie, kościstą, kanciastą sylwetką. Pokrzywioną, w dodatku. Nadrabia za to, trzeba przyznać, okazałym, wprost nieprzeciętnym wzrostem, co jak można się domyślić, jest zasługą genów Raniuszka. Czart osadzony jest na długich, pokracznych, tyczkowatych łapach. Grzbiet wyciągnięty i szczupły, z widocznym zarysem kręgów przykrytych warstwą czarnej sierści z odstającymi żebrami u boku. Pysk Czarta, nierzadko wykrzywiony w złośliwym uśmieszku, zdobią powykrzywiane, białe wibrysy, a także garbaty nos. Cechą wyróżniającą go na tle innych, egzotycznej urody braci i sióstr, są oczy, odziedziczone po liliowym ojcu i jego rzecznych przodkach - w kształcie migdała, skośne, jasnobłękitne, niemal przejrzyste z widoczną siecią czerwonych żyłek w okolicy tęczówki, o dziwnie zwężonej źrenicy. Doszukać się w nich można, jeśli nie obłędu, to pobudzenia i żywotności. Czart porusza się dziwnie... sprawia wrażenie, jakoby bardziej lewitował nad ziemią niżeli po niej stąpał, do tego przemieszcza się z miejsca na miejsce w takim tempie, że właściwie dostrzec go można wyłącznie kątem oka. Sam chód pozbawiony jest dostojności, a postawa - zgarbiona. Za to głos Czarta jest skrzekliwy, jednocześnie słyszalna jest w nim charakterystyczna chrypka. Ot, takie to dziecię, jakby nie z tego świata.
Niecnota i to wcale nie taka mała! A jakby tego było mało, to jeszcze niezłe ziółko. Niepokorne, niesforne i potwornie psotliwe, pakujące w kłopoty nie tylko siebie, lecz także innych. I złośliwe. Trudnym zadaniem byłoby sprawować nad nim kontrolę, wszak jest to istna czarna kula chaosu, wprowadzająca niemały zamęt i zamieszanie, wszędzie dookoła. Niezdyscyplinowany i nie do poskromienia. Pełen dziwactw, sprawiający wrażenie nieco oderwanego, żyjącego we własnym świecie i tak właściwie, to w nim żyjący. Bardzo ciekawski, ściślej mówiąc - wścibski, a na domiar złego - okropnie nachalny i nierzadko naprzykrzający się. Wszędzie go pełno - przemieszczenie się z jednego kąta do drugiego zajmuje mu kilka uderzeń serca. Mówi dużo, często bez opamiętania, kłamie dla zabawy, celowo wprowadza innych w błąd, opowiada niestworzone rzeczy, istne dziwy. Roztacza wokół siebie mistyczną aurę. Ciekawy świata i chętnie go odkrywający, zafascynowany tajemną, niedostępną wszystkim wiedzą. I żyje, tak jak chce, nie kierując się właściwie żadnymi ustalonymi, narzuconymi z góry zasadami. Ma swój pomysł i wizję życia w stadzie, a także dość... osobliwy pogląd na otaczającą rzeczywistość. Przewrotny, przebiegły i dla zasady przekorny. Ot, trickster i mały łotrzyk. Swoimi psikusami niejako testuje cierpliwość innych kotów, wydobywając z nich ich prawdziwą naturę, można rzecz - obnażający ich hipokryzję. Można by również uznać, że lawiruje na granicy tego, co uznawane jest za dobro i zło. W gruncie rzeczy jednak nie jest kotem złym, wręcz przeciwnie! Całkiem sympatyczna z niego postać, powiedzmy. Chce dobrze, ale... kłopoty przyciąga jak magnes. Zdarza się jednak i to wcale nierzadko, że wychodzi to jednak na dobre. A, jako że Czart jest istotą młodą i plastyczną, kto wie, może z czasem zadziorny, swawolny temperament zostanie stonowany lub, co również jest możliwym do spełnienia scenariuszem - wręcz przeciwnie!
Półsierota?!
Miał plan. Plan misterny, starannie tkany i od dawna kiełkujący w Czarcim łbie. Plan o podłożu dobrych chęci, ciekawości świata, chęci odnalezienia nieznanej rodziny, czy, tak naprawdę... braku wrażeń, potwornej nudy i zwykłej, przyziemnej, naturalnej chęci szaleństwa, chaosu, zamętu - psoty! Plan idealny, plan do spełnienia i koniecznej realizacji! By jednak plan mógł się ziścić należało zdobyć kilka niezbędnych informacji, podjąć grę, dopuścić się nieczystych, diabelskich zagrań - ale dokonanych przecież w dobrej wierze! Czart zrodzony został z gry, prowokacją karmił się, zaczepkami i psotami żył - płynęło to w jego żyłach, zasiane było w jego DNA, obecne w rodowodzie.
Tym razem ofiarą paść miał Raniuszek, łatwy cel. Dobre ojcowskie serce, jak widać, kochające, acz nazbyt łatwowierne i naiwne, potrafiło wyprowadzić w pole. Ach, biada Raniuszkowi, by tak czysta duża zrodziła czarną przecherę! By wyrozumiałość dała się nabrać łotrostwu.
- Tato, tato! - rozpoczął dramatycznie, jakby grając tragiczną rolę - Och, tato! Wiesz, tatusiu, oni mówią! - nikt w rzeczywistości... tak nie mówił - że jestem... półsierotą!! Bo ja teraz wiem, jak powstają kocięta i tato - gdzie drugi tata? Bo musi przecież gdzieś być... a nawet go nie znamy! Moje oczy, ojej, nigdy go nie widziały! On na pewno tęskni za nami! A ja - ja poznać pragnę swoje korzenie, wiedzieć wszystko o swym pochodzeniu! Och, tato, ja chciałbym bardzo mieć pełną rodzinę! Pomożesz, bo przecież chciałbyś, bym czuł się kochany?! Czy nie chciałbyś, tato?! Być rodziną, jak Łatrzyk i Kajak?! Oni mówią nawet, że my nie stąd pochodzimy, żeśmy obcy! Och tato, skąd my przyszliśmy?! Gdzie dom nasz?! Mojemu rodzeństwu... im też jest tak bardzo smutno!
Zarzucił prowokacyjny haczyk. Postać jego, skurczyła się dziwnie i niewytłumaczalnie, oczy zaś przepełnione były smutkiem. Czuł się w swej roli doskonale - sierota chaosu, porzucona, bez rodzica, niemiła światu... Zbity pies, uosobienie boleści, chodząca żałość, wzbudzająca współczucie, chęć pomocy - szczególnie wtedy, gdy było się dobrodusznym, nieskalanym złem Raniuszkiem - o to chodziło, by mieć go w garści!
- Tato, opowiedz mi o drugim tacie! O naszej rodzinie! Jak wygląda, gdzie jest? Jak go znaleźć? Bo tatusiu... on pewnie tęskni za nami, jak myślisz, tęskni? Nawet nas nie widział, a my jego... On musi tam bardzo cierpieć, ja cierpię! Nie możemy odnaleźć się i poznać, ale ja chcę go odszukać, zrobię to! Żeby tatuś mógł znać swojego syna, żebym nie był już sierotą... Pomożesz? Opowiedz mi o wszystkim! Czy jestem podobny do niego, bo do ciebie nie jestem... Wszystko, wszystko! Chciałbym zbliżyć się jakoś do taty, tego drugiego...
Spojrzał na Raniuszka wzrokiem najprawdziwiej łagodnym, pokornym, zasmuconym, choć w rzeczywistości - fałszywie tkliwym. Wszystko bowiem było grą, pozorami, prowokacją! Czart pragnął wiedzieć - by więcej świata zobaczyć, zaznać - by więcej w świecie psocić, mieszać, mącić. By stać się godnym synem chaosu - a nie tak jak teraz, żałosną półsierotą! Jedynie kąciki pyska nieco się uniosły, tworząc na czarnym pysku paskudny, diabelski półuśmiech.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Spodziewał się, że ktoś może do niego podejść i zagadać. Wiedział, że może to być jedno z jego kociąt i, oh, jak bardzo cieszyła go sama ta wizja! Dlatego też gdy tylko usłyszał wołanie, ten znajomy głos Czarta, odwrócił się w jego kierunku z ciepłym uśmiechem. To, jak szybko nastawił uszu zdradzało zaciekawienie. Dlaczego jego kocię czegoś chce od swojego ojca? Już zaczynał myśleć, że jego dzieci stały się samodzielne! Fakt, że wciąż normalnie z nim rozmawiały niezwykle go rozczulał.
Zaskoczył go jednak, bardzo wyraźnie, temat tej rozmowy którą Czart rozpoczął. Kociak (wciąż mały w jego oczach) mógł zauważyć, jak tata próbuje walczyć z nagłym przypływem niepewności i zapewne też jakichś obaw. Nie tak dawno temu odbył rozmowę z Kościstym Wybrzeżem i, oh, prawda była taka że myślał o tym bardzo często i obawiał się właśnie tego - że któreś z jego dzieci zacznie wypytywać. Niektórym wspominał o Kościstym Wybrzeżu, innym nie, ale rozumiał, że mogły się niczego nie domyślać... miały prawo być ciekawe. Jednak jak im to teraz wyjaśnić?
- Czart, mój skarbie... czy naprawdę tego chcesz? Drugiego ojca? - zapytał, powoli i jakby ostrożnie, wyraźnie zaniepokojony słowami dziecka. Z tego co zrozumiał, o ile zrozumiał dobrze - Czart nie czuł się szczęśliwy z powodu tego wszystkiego. Czuł się wręcz niekochany! Sama ta myśl sprawiła, że uszy Raniuszka przylgnęły do jego głowy, a zielone oczy błysnęły, jakby na moment wypełniły je łzy. - Oczywiście, że chcę abyś czuł się kochany, ja... Ja naprawdę myślałem, że to co tutaj mamy ci wystarcza... i twojemu rodzeństwu również. Nasze stado, nasza mała rodzina... Czy to naprawdę zbyt mało, Czarciku? - zamrugał kilka razy, szybko. Jego kocię wyglądało na tak nieszczęśliwe! Jak to możliwe, że wcześniej tego nie dostrzegł? Czy był aż tak okropnym ojcem?
Westchnął, jakby zmęczony, słuchając dalszych próśb i pytań. Jak miał odpowiedzieć na to wszystko, nie łamiąc serca swojego dziecka jeszcze bardziej? Bez słowa stał i podszedł bliżej ciemnofutrego, usiadł przed nim, przysunął się blisko i pochylił nad nim.
- Opowiem ci wszystko, czego tylko zapragniesz, kochany... Ale nie sądzę, żeby szukanie waszego drugiego ojca było dobrym pomysłem. Bo widzisz... - uciął, nie wiedząc nawet jak to wyjaśnić. Spuścił smutne spojrzenie w dół, na własne łapy.
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Czuła się już zdecydowanie lepiej. Nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Może to wpływ nadchodzącej wiosny, a może skuteczna pomoc ze strony kocich zielarzy... Ścieżka wolała nie zgadywać. Po prostu brała życie takim, jakim ono było. Przynajmniej miała odwagę wznowić trening pod okiem Sekwoi. Tak samo odwiedzała kociarnię, żeby poznać młodsze rodzeństwo. Udawanie, że "problemu" nie ma było zwykłym tchórzostwem. W końcu młode kulki nie były winne decyzji ich Taty. Tak samo Ścieżka nie była winna sytuacji z poprzednim Tatą czy Mamą. Mimo wszystko tęskniła za starszą kocicą, a jej serce wypełniała mała zadra. Potrzebowała porozmawiać z Pokrzywą. Chciała się upewnić co do ich relacji czy odczuć względem siebie. Czy nadal pozostawała jej przybraną Babcią? Czy tylko starszą kocicą z Nowego Świtu?