Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Rosomak od rana czuła się nie najlepiej. Zauważyła to dosyć prędko, bo miała dziwnie mało energii jak na siebie - tak naprawdę problem zaczął się wcześniej, bo już od kilku dni była jakoś nietypowo osłabiona. Nie podobało jej się to, utrudniało jej funkcjonowanie w Nowym Świcie.
Koteczka nie mówiła o tym najbliższym, domyśliwszy się że może chodzić o jakiegoś rodzaju chorobę. Nie chciała zarazić swojej rodziny, dlatego milczała przez jakiś czas… ale jej samopoczucie się nie polepszyło.
Kotka przyszła do lecznicy z dziwnie rozpaloną głową, praktycznie szurając łapami po spękany podłożu. Nie czuła się na siłach żeby robić cokolwiek, a tak nie mogło dalej być. Wiedziała, że jeśli ktoś jej tu pomoże za pomocą ziół, to będzie to Fairy.
Fairy. - zawołała, nieco zachrypniętym głosikiem, rozglądając się za kocurem. Musiał jej pomóc, tylko najpierw wypadało żeby tutaj był. - Źle się czuję.
średniej wielkości, szczupła | krótkie, rudo-bure futerko o klasycznym pręgowaniu | białe znaczenia na pyszczku, brzuchu i palcach tylnych łap | złote, migdałowe oczy, lewe częściowo niebieskie | dodatkowy palec u lewej, przedniej łapy.
xxOdkąd na ostatnim zebraniu Oaza dowiedziała się, że ma jeszcze jedną babcię, ciekawość zżerała ją od środka. Chciała wiedzieć, musiała się dowiedzieć jak to możliwe i dlaczego o tym nie wiedziała. Musiała znaleźć babcię Pokrzywę i ją ze wszystkiego wypytać. Tylko gdzie jej szukać? Po zdobyciu informacji na temat częstego miejsca pobytu szylkretowej, długowłosej kocicy Oaza była gotowa stawić czoła wyzwaniu. xxLecznica. Miejsce ciekawe, kuszące swoim zapachem oraz tajemniczym wyglądem. Oaza odwiedzała to miejsce nie raz, zazwyczaj jednak jej wizyty nie trwały zbyt długo z uwagi na fakt, że zawsze ktoś znajdował się w pobliżu i pilnował, aby nieproszeni goście trzymali się od medykamentów z daleka. Tym razem młoda koteczka stała przed wejściem do Ważkowej Groty nie z zamiarem eksploracji jaskini, ale eksploracji swoich więzów rodzinnych. Rozejrzała się na boki, upewniając się, że Pokrzywy nie ma nigdzie na zewnątrz, po czym weszła do środka. xx— Babciu Pokrzywo? — dziecięcy głos rozbrzmiał po kamiennych ścianach jaskini, gdy córka Tsunami stanęła kawałek od wejścia, szukając wzrokiem jakiegokolwiek śladu żywej duszy. Na zmyśle węchu szkoda było próbować polegać, bo intensywny zapach medykamentów maskował wszelkie inne. Szylkretka zmarszczyła nosek, po czym kichnęła głośno. Ah te medykamenty!
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Raniuszek spędzał ostatnio większość swojego czasu w kociarni Nowego Świtu, doglądając swoich dzieci, karmiąc je, przytulając i czyszcząc ciągle ich futerka. Gdy tylko osiadł na nich jakiś pył, gdy wyturlały się po ziemi i coś utknęło w ich futerku - ich tata był obok i oferował im swoją pomoc dosyć usilnie. Nie było mowy o sprzeczaniu się z nim na ten temat, jako że kocur ten bardzo pilnował higieny swoich kociąt, nie chcąc aby przez brud zachorowały lub źle się prezentowały. Chciał dla nich jak najlepiej, więc spędzał z nimi całe dnie, czasami również pozwalając im wyjść poza kociarnię, pozwiedzać. Poza tym był dla nich dobrą przytulanką. Wiedział, że jego futro jest puszyste i miłe w dotyku - młode mogły korzystać z tego ile chciały.
Ale prawda była też taka, że od jakiegoś już czasu srebrzysty nie czuł się zbyt dobrze... fizycznie, tym razem. Pierwsza zaniepokoiła go dziwna wydzielina z nosa, taka białego koloru, która zatykała mu nozdrza i ogólnie nie była przyjemna. Potem zaczął tracić głos, charczeć, a potem jedno z kociąt w trakcie zabawy jego uchem stwierdziło, że tata ma ciepłą głowę... czyżby miał wysoką temperaturę? O nie, nie... Raniuszek spędził już wystarczająco dużo czasu u medyka za młodu, stracił na tym pół młodości. Nie myślał w tej chwili nawet o sobie, a o swoich dzieciach - nie chciał ich zarazić, narazić na to samo przez co sam przeszedł.
Wchodząc do Ważkowej Groty, młody ojciec odchrząknął, chcąc odzyskać swój głos.
- Ahhr... Artem, tak? Czy jest tutaj kot imieniem Artem? - zawołał na tyle, na ile pozwoliła mu wydzielina pozostała w gardle. Ah, jak on nienawidził bycia chorym! Nienawidził też przychodzenia z chorobą do leczących kotów, bo zawsze czuł się wtedy jak taki... ciężar. Jakby im przeszkadzał w życiu! - Przepraszam najmocniej, ale... - pociągnął nosem. - Mam podejrzenia, że mogę być chory.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Ciemnobrązowy point zastrzygł uszami kiedy dość słabo znajomy głos wywołał go po imieniu do tablicy. Artem spojrzał się w stronę wejścia do lecznicy i zobaczył tego kota, który całkiem niedawno dołączył do Nowego Świtu a niedługo potem na świecie pojawiły się jego kocięta. Kocur nie miał jeszcze okazji pogadać z nowicjuszem w cztery oczy, ale o nim słyszał, tak jak każdy w Nowym Świcie. Teraz jednak rozmowę trzeba było odłożyć na później. Jak można było zobaczyć, obowiązki wzywały.
-Jestem, jestem -wysoki point odparł i podszedł do nowicjusza- Chory? Mógłbyś mi powiedzieć coś więcej? Co ci dolega? -dopytał, oglądając kocura uważnie. Widać było po nim, że się męczy oraz słychać było, że ciężko mu się mówi. Mógłby podejrzewać, że kocur się przeziębił, jednak potrzebował czegoś więcej. Czegoś co mogłoby potwierdzić jego przypuszczenia.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Nie wątpił w to, że Artem mógł mieć już jakieś podejrzenia co do tego, co mu dolega. W końcu kot, który leczy, musi być kotem bardzo mądrym i obeznanym! Wielka odpowiedzialność spoczywa na jego barkach i, oh, Raniuszek czuł właśnie podziw wobec jeszcze kolejnego członka Nowego Świtu! Jednak on sam wiedział tylko jedno - to, że zaczyna chorować na coś i jest to bardzo złą rzeczą. Nie chciał, nie mógł zachorować tak jak kiedyś! Skończyłoby się to bardzo źle i dla niego, i dla kociąt których przecież musiał pilnować. Nie wybaczyłby sobie, naprawdę, gdyby coś złego im się stało z jego powodu. Starał się jednak nie dać ponieść temu strachowi i uśmiechnął się przyjaźnie, choć słabo, do kota przed sobą.
- Mam, um… mam problemy z mówieniem, jak słyszysz- coś zalega mi w gardle, a także w nosie. Jakaś biała wydzielina. Nieprzyjemna rzecz. - westchnął, kręcąc lekko łbem na boki. - Poza tym chyba mam rozgrzaną głowę. Czy myślisz, że to coś poważnego? Nie chciałbym zarazić swoich kociąt… - wyjaśnił, a potem spojrzał na drugiego kocura wyczekująco, w niepewności szurając łapami po podłożu.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem przysłuchiwał się wyjaśnieniom Raniuszka i kiwał głową lekko do samego siebie, notując w myślach to co nowicjusz mu opowiadał. Nie brzmiało to zbyt poważnie. Raczej jak takie standardowe przeziębienie o tej porze obiegu pór. Z resztą od początku mniej więcej to podejrzewał.
-Nie, to raczej nic poważnego, poczekaj tutaj -powiedział a potem ruszył do składzika w poszukiwaniu jałowca i ogórecznika. Zabrał z niego jedną jagodę i jeden liść a później wrócił do pacjenta- Musisz to dobrze pogryźć i połknąć -powiedział, zawijając jałowiec w liść ogórecznika- powinno ci pomóc stanąć na nogi.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Bał się. Po całym tym czasie jego wyobraźnia szalała, w końcu z powodu choroby wiele w życiu stracił... ale Artem nie trzymał go w niepewności długo, na całe szczęście. Raniuszek słysząc jego słowa odetchnął głośno w uldze, na moment przymykając oczy. Od razu po tym na jego pyszczku pojawił się szczery, pełen wdzięczności uśmiech. Poczekał, aż Artem wróci ze składzika, w którym najwyraźniej miał wszystkie potrzebne zioła. W międzyczasie rozglądał się po Ważkowej Grocie z nieukrywanym zaciekawieniem. Nigdy wcześniej tu nie był i nieważne, jak miło było wreszcie poznać uprzejmego kocura którym był Artem, on i tak wolałby się tu więcej nie pojawiać. Z nowoświtowym medykiem-nie-medykiem mógł widywać się w innych miejscach, nieco mniej kojarzących się z chorobami i uszkodzeniami ciała!
Kiwnął głową na słowa kota i posłusznie przeżuł podane mu rośliny. Nie były równie pyszne co taka mysz, albo ryba, ale Raniuszek wiedział że to wszystko dla jego dobra więc też nie narzekał. Po połknięciu od razu zwrócił łeb z powrotem w kierunku Artema, oblizując pysk i przesuwając językiem po zębach, chcąc pozbyć się spomiędzy nich kawałeczków ziół.
- Dzięhh- Dziękuję ci, Artem...! Mógłbym przysiąc, że już czuję się lepiej... a może to po prostu dlatego, że jestem w towarzystwie tak dobrego kota. - zamruczał, prostując się.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Na szczęście Raniuszek nie robił problemów, więc ciemnobrązowy point odetchnął z ulgą. Już i tak musiał robić dobrą minę do złej gry jeśli chodzi o pacjentów, którzy przychodzili do Ważkowej Groty. Ani on, ani Pokrzywa nie posiadali kompletnej wiedzy medycznej, więc ciężko było leczyć... jednak nie mógł tego po sobie pokazać. Koty powinny przychodzić do lecznicy bez strachu, więc Artem czuł się w obowiązku zapewnić im podniesienie na duchu. Nie mógł im pokazać swojej niepewności w niektórych kwestiach. Miał tylko nadzieję, że uda mu się szybko uzupełnić wiedzę, żeby nie musiał przykrywać niedociągnięć pod maską pewnego uśmiechu.
-Oj teraz to mi schlebiasz -zaśmiał się przyjaźnie do młodszego kocura- Po prostu staram się jak mogę, żeby każdy w Nowym Świcie czuł się zdrowo i żeby w lecznicy pacjenci czuli się bezpiecznie -powiedział z uśmiechem na pyszczku.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Nie zamierzał sprawiać tu żadnych problemów! I tak samym swoim przebywaniem w stadzie sprawiał już jakiegoś rodzaju kłopot jego innym członkom... Póki Raniuszek nie umiał polować, to oni musieli robić to za niego, co oczywiście było problemem. Zwłaszcza, że kot tak duży jak on i do tego karmiący kocięta miał wielki apetyt! Więc choć zioła nie były najpyszniejszą rzeczą jaką miał w pysku, to już w pewnym sensie przywyknął do ich smaku i nie marudził. Skrzywił się tylko trochę przeżuwając, a potem przełknął.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej i weselej na słowa drugiego kocura, który wyraźnie odejmował sobie nieco zasługi w tej sytuacji. To on sprawił, że Raniuszek poczuje się wkrótce lepiej, a właściwie już to zrobił! Bo każda przyjemna rozmowa podnosiła srebrzystego na duchu i sprawiała, że czuł się jak młody, radosny kociak.
- O tym właśnie mówię, mój drogi! To dzięki kotom takim jak ty stado może poprawnie działać... Nie mówię tu tylko o leczeniu, choć to bardzo ważna część tego wszystkiego. Sama twoja obecność i wiedza podnoszą na duchu, wiem, bo sam to czuję...! - mruknął, przymykając na moment oczy i, oh, przez krótki moment wyglądał jakby chciał zasnąć o tam, w miejscu w którym siedział. Zaraz jednak wyprostował się z powrotem i spojrzał na Artema. - Ale, oh... to twoja rola w stadzie, ale jest bardzo męcząca, na pewno... Może nie chcesz o niej wcale rozmawiać...? Chciałbym cię lepiej poznać, jeśli nie masz nic ważniejszego na głowie w tej chwili... - uniósł lekko zadek, tylko po to by przysunąć się bliżej drugiego kota. Chyba niechcący trącił go swoim ogonem w bok. - Jakim kotem jesteś, Artem?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem wiedział, że zioła nie są smaczne, jednak niestety, nie każde lekarstwo może mieć przyjemny smak, ważne żeby działało. Chociaż chyba mógłby spróbować zrobić połykanie ich jakieś przyjemniejsze… tylko czy wtedy nie straciłyby swoich właściwości? To było najważniejsze pytanie. Medykamenty mają przede wszystkim działać.
-Jestem ciekawy ile kotów tak myśli -ciemnobrązowy point zaśmiał się z wyczuwalną nutką smutku w głosie- czasami mam wrażenie, że nikt mnie tutaj nie chce… bo nie jestem z nikim spokrewniony, wiesz, więzami krwi -stwierdził. Musiał podkreślić, że chodzi mu dokładnie o biologiczne pokrewieństwo, ponieważ nie chciał odrzucać w żaden sposób Pędu, który był przecież jego adoptowanym synem- Nie martw się. W tym momencie nikogo oprócz ciebie nie ma w Ważkowej Grocie, więc wydaje mi się że możemy sobie trochę porozmawiać -odparł, siadając sobie wygodnie- Jakim kotem jestem? Hmmm. Ciekawe pytanie. Mam nadzieję, że dobrym. Staram się jak mogę, żeby pomagać tym w potrzebie i jednocześnie się rozwijać, bo im więcej wiem tym lepszą pomoc mogę zaoferować. Chciałbym żeby koty mogły na mnie liczyć kiedy tego potrzebują. Czy to jest tą odpowiedzą, o którą ci chodziło zadając to pytanie? -point zmierzył pacjenta spojrzeniem niebieskich oczu.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Oh, to prawda! Gdyby medykamenty nie działały... Raniuszek nawet nie chciał myśleć, co by było! Prawdziwa tragedia, tyle chorób, a co za tym idzie - także i śmierci. Okropne! Dlatego tym bardziej doceniał całą pracę leczących kotów. Ciekawe, czy jego dzieci kiedyś pójdą tą ścieżką... którekolwiek z nich. Jeśli tak, to bardzo by się o nie martwił! Przecież to oznacza ciągły kontakt z choróbskami! Jakie to straszne!
Wyczuł ten smutek w głosie kocura, przez co sam posmutniał. Jako, że nigdy nie ukrywał się bardzo z emocjami, teraz pozwolił sobie przysunąć się do Artema i przesunąć po jego grzbiecie swoim puszystym ogonem.
- Na pewno nie jest tak źle, jak ci się wydaje. Mówię to z doświadczenia! Sam mam w naturze zamartwianie się... - przyznał, i zaskoczyło to jego samego. - Ale wiesz, Artem... Ja ciebie doceniam, to zawsze coś, nieprawdaż? I jeśli będziesz potrzebował wsparcia, to możesz na mnie liczyć. Jesteśmy w jednym stadzie, to już czyni nas bliskimi sobie kotami! - zachichotał cichutko, poruszając wąsikami. - Sam nie byłem z nikim spokrewniony aż do niedawna. Zostałem przyjęty ciepło, przez... większość kotów. Ogólnie... to stado składa się z naprawdę dobrych kotów, na pewno o tym wiesz. Wystarczy, że trochę bardziej w nich uwierzysz! - zmrużył oczy tak jak miał w zwyczaju robić, gdy czuł się komfortowo.
Następnie wysłuchał tego, co mówił Artem, stawiając uszy pionowo i skupiając się.
- Oczywiście, że tak...! To świetna odpowiedź, bo dała mi do zrozumienia, że jesteśmy do siebie... bardzo podobni! - wyszczerzył kiełki w uśmiechu. - Tobie rozwijanie się wyraźnie idzie lepiej, ale... ja też tego chcę. Chcę być jak najlepszy, od zawsze chciałem... Dlatego też przeniosłem się tu z Klanu Rzeki. W tamtym miejscu... czułem się niespełniony i niepotrzebny. A tutaj widzę dla siebie przyszłość... i... teraz mam też kocięta! Od zawsze chciałem mieć dużą rodzinę...! - zamruczał na samą myśl o tym. Potem ponownie spojrzał na Artema, zorientowawszy się, że trochę się rozgadał. - A ty... nie jesteś z nikim spokrewniony, ale na pewno masz jakieś relacje, prawda? Opowiedz mi o nich...! - poprosił.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Musiał przyznać, że trochę się spiął kiedy Raniuszek przesunął mu po plecach swoim puchatym ogonem. Artem nie był fanem bycia dotykanym przez takie bardziej obce niż znajome mu koty.
-Miło mi słyszeć, że mogę liczyć na twoje wsparcie -odparł. Trochę w sumie poprawiło mu to humor, musiał przyznać. Miło wiedzieć, że ma jakieś wsparcie w Nowym Świcie oprócz tego wsparcia od Pędu- Jesteś bardzo optymistycznym kotem widzę. Chciałbym tak potrafić, ale może już się robię zbyt stary na to -zażartował. W końcu Raniuszek był od niego młodszy o dobre… całkiem sporo księżyców. Może dlatego tak wszystko na różowo widzi?
-Lepiej? Nie wiem czy można powiedzieć że komuś rozwijanie się idzie “lepiej” -zaczął filozoficznie- każdy rozwija się we własnym tempie i każdy robi to dobrze dopóki się stara -powiedział, bo tak uważał- oh, sam chciałbym mieć większą rodzinę, ale jak na razie nie jest mi to dane -uśmiechnął się krzywo- ale cieszę się, że mam chociaż Pęda. On jest dla mnie jak rodzony syn. Znaleźliśmy go kiedyś z Sekwoją, był w okropnym stanie, ale zaadoptowaliśmy go. Może nie zawsze się z Sekwoją zgadzamy, ale jestem pewien, że oboje go kochamy. Jeszcze jest Alaska, on jest moim przyjacielem, mam nadzieję że lubi mnie tak samo jak ja jego. Kos mnie szkoliła, wydaje się miła. Pokrzywa chyba mnie nie lubi za bardzo… trochę to kłopotliwe, bo oboje jesteśmy Znachorami… no i to chyba by było na tyle.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Raniuszek znał koty, które mniej lubiły dotyk. Dobrym przykładem był taki Koścista Łapa, z którym nie miał dużego kontaktu fizycznego poza... cóż. Tamtym jednym razem. Ale srebrzysty kocurek od razu zorientował się, że chyba posunął się za daleko za szybko i odsunął się minimalnie od Artema, rzucając mu przepraszające spojrzenie. Nie chciał, aby jego rozmówca poczuł się dziwnie...
- Ahh, no coś ty, Artem...! Nigdy nie jest się za starym na coś takiego. Zresztą, jeśli jesteś stary to mnie zmyliłeś. Wyglądasz bardzo młodo...! - uśmiechnął się i, oh, to co powiedział nie było kłamstwem. Gdy spojrzał na Artema po raz pierwszy, pomyślał że pewnie są w podobnym wieku... ale cóż, najwyraźniej nie było to prawdą. Wciąż, to nie tak, że to cokolwiek zmieniało. Starsze koty i tak były mądrzejsze od tych młodszych, tak sądził Raniuszek. A to potwierdzało jego słowa o mądrości i przydatności Artema jeszcze bardziej!
Nie wiedział, co sądzić o słowach kocura o rozwijaniu się... ponieważ nigdy tak na to nie patrzył. Było to jednak całkiem miłym podejściem, więc były rzeczniak nie mógł powstrzymać uśmiechu.
Zaraz jednak, gdy znachor opowiedział mu więcej o swoich relacjach, Raniuszek wyglądał na zaskoczonego.
- Nie wiedziałem, że Pęd jest dla ciebie synem! I... dla Sekwoi... - wypowiedział to imię wręcz z przestrachem w głosie, wbijając spojrzenie w we własne łapki. Bał się za każdym razem, gdy widział tą kotkę! Wiedział, czuł, jak bardzo za nim nie przepadała... - Czy Pokrzywa naprawdę cię nie lubi? To dziwne... oboje jesteście tak mili... - zastanowił się.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Zaśmiał się kiedy usłyszał słowa Raniuszka. No cóż, może nie był AŻ TAK stary, ale super młodym osobnikiem też nie był. Od Raniuszka na pewno był starszy. Co do tego wątpliwości żadnych nie miał.
-No cóż, może nie jestem tak stary, że jestem jedną łapą w grobie, ale nie jestem też najmłodszy na świecie -odparł i pokręcił głową z uśmiechem na pysku- Swoje już widziałem i swoje także już przeżyłem. Kilka przygód miałem i chyba sprawiły one, że patrzę na świat tak jakoś mniej różowo. Przynajmniej tak mi się wydaje -wzruszył barkami- A ty? Jak to robisz, że patrzysz na świat tak optymistycznie?
Ciemnobrązowy point rozumiał przestrach kotów w stronę Sekwoi. Kotka była bardzo wybuchowa, niecierpliwa i wrogo nastawiona jeśli chodziło o koty jej obce. Albo o tych, w których widziała jakieś zagrożenie, nawet jeśli wyimaginowane. No, ale uparła się że pójdzie z nim poszukać tego biednego kociaka i tak to właśnie się skończyło. Chcieli czy nie, Pęda wychowywali razem.
-No cóż, tak już wyszło... a jeśli chodzi o Pokrzywę to... no mam wrażenie, że wolałaby żeby mnie nie było nigdzie blisko niej, a w lecznicy to już w ogóle -odparł, drugą część wypowiedzi mówiąc już raczej głosem, który po prostu zaakceptował rzeczywistość.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Może nie był jakiś młody fizycznie, ale Raniuszek wyczuwał w nim nieco młodości ducha! Nie wiedział, jak to wyjaśnić, ale Artem był nieco inny niż typowe, starsze koty. Może to dlatego, że nie narzekał na bolące stawy i kleszcze w futrze? Srebrzysty kocurek zaśmiał się pod nosem na tą myśl.
- Jakie to przygody? Jeśli jesteś chętny do opowieści, ja posłucham. - zaoferował, choć rozumiał też że nie każdy musi lubić takie rzeczy jak opowiadanie o własnych przeżyciach. On nie miał z tym problemu, ale wiedział, że on to nie wszyscy. - Co ja robię...? Ah, to nic wielkiego, tak naprawdę. Widzisz, moje życie zaczęło się od samych nieszczęść... ale w pewnym momencie w swoim istnieniu zrozumiałem, że pomimo tego wciąż żyję. Wciąż tu jestem i mam wokół siebie koty, które kocham, i które kochają mnie. Nigdy nie chciałbym, aby czuły się źle... Dlatego podchodzę do wszystkiego tak pozytywnie. Chcę sprawiać innym radość...! Tak, jak oni niejeden raz robili dla mnie. - zamruczał w odpowiedzi, po czym na moment się zamyślił. Prawda była taka, że nigdy dotąd z nikim o tym nie rozmawiał... na pewno nie tak dogłębnie i szczerze. Był zaskoczony samym sobą.
- Czy ty i Sekwoja w takim razie... jesteście partnerami? - spytał, po czym zrozumiał jak to mogło zabrzmieć. - O-oczywiście nie chcę się wciskać z nosem w twoje sprawy...! Nie musisz... odpowiadać... - położył uszy po sobie, zawstydzony własną ciekawością. - To takie dziwne, ta sytuacja z Pokrzywą... nigdy bym się nie domyślił!