Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Nie odpowiedział już nijak, jedynie rzucił krótkim, pewnym uśmiechem. No ba, wiadomo. Chociaż miłe słowa zawsze cieszyły, nawet takiego Oriona, który był w pełni świadomy swojej wartości. Sam również uważał, że jego pomysł był całkiem niezły, ale usłyszenie potwierdzenia, że tak było to też spoko rzecz, jasne?
- Jasne, przynajmniej łatwiej zapamiętać. - odparł, poruszając końcówką ogona. Przez moment się nie odzywał, zastanawiając się samemu czy uda mu się tak z głowy wyciągnąć kolejne zastosowanie dla pajęczyny. Jakby nie było - znał jej podstawowe właściwości. Ale poza tamowaniem krwawienia żadna nowa opcja nie chciała się pojawić na już, więc tymczasowo porzucił temat i spojrzał ponownie na pozostałe zioła. - A to co to jest? - spytał wskazując na następną w kolejce roślinkę. Ząbkowane liście wyglądały znajomo, ale każde zielsko bez kwiatów wyglądało podobnie, więc nawet nie próbował zgadywać.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Pokrzywa -odparł w odpowiedzi na kolejne pytanie. Oj to była kłopotliwa roślina jeśli chodzi o zbieranie i używanie. No, przynajmniej według ciemnobrązowego pointa. Jej parzące włoski powodowały, że ciężko się ją w ogóle w pysku trzymało, a potem cały swędział i może nawet trochę bolał. Tak samo łapy kiedy się ich używało przy pokrzywie. Strasznie irytująca rzecz, ale przynajmniej pomocna- Można z niej zrobić maść i przyłożyć na płytkie rany, wtedy wspomaga gojenie. Tylko trzeba uważać przy zbieraniu, bo może poparzyć, a to zdecydowanie nie jest coś przyjemnego czego kot chciałby doświadczyć.
Potem spojrzał na roślinę o żółtych kwiatkach, której nazwy nie znał. Wiedział tylko do czego służy, bo już raz zdążył ją użyć na sobie, a że miała podobne działanie do pokrzywy to postanowił przedstawić tę roślinkę razem z nią przy okazji. Tak więc Artem wskazał łapką na włochatą roślinkę o żółtych kwiatkach, a potem spojrzał na Oriona, który najprawdopodobniej czekał aż ciemnobrązowy przejdzie dalej.
-Ta roślina działa podobnie do pokrzywy. Zebrałem ją po przygodzie z Dwunogiem przy Grzmiącej Ścieżce kiedy ten bezwłosy glut przyprawił mnie o siniaka -opowiedział- kiedy ją przeżułem i nałożyłem na siniaka ten po jakimś czasie przestał już boleć i zniknął. Oczywiście nie magicznie od razu, trzeba było trochę poczekać aż zniknie, ale za to całkiem szybko przestał boleć.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Ach, pokrzywa. Powróciły mgliste wspomnienia zielonych kęp rosnących po drugiej stronie płotu. Mama zawsze go przestrzegała przed nimi, Orionku, nie zbliżaj się tam, mówiła, a on jako grzeczne acz ciekawskie dziecko, podpuszczał swoich koleżków by dotknęli czy polizali roślinki. Ich reakcje były wystarczające, by cynamon stracił zainteresowanie pokrzywami, chociaż na zawsze pozostała mu z tyłu głowy myśl, że lepiej do nich nie podchodzić.
- Jest jakiś sposób zbierania by się nie poparzyć? - zadał, jego zdaniem, szalenie istotne pytanie. Tak jak przy pajęczynie były sposoby na zbieranie jej bez zbędnego uszkadzania medykamentu, tak może przy pokrzywie były sposoby na zbieranie bez zbędnego uszkadzania zbierającego.
Pochylił się nad kolejną roślinką, marszcząc na moment czoło. Kojarzyła mu się z miesięcznicą, która rosła czasem w ogrodach, ale barwa jej płatków była bliższa pomarańczom. I płatków było dużo więcej. Ale nikt ich nie przeżuwał i nie nakładał na siniaki.
- Jakie są szanse, że ten kwiatek rzeczywiście pomaga, a jakie, że po prostu trafił ci się mało bolesny siniak? - spytał unosząc jedną brew. - I jak się nazywa? - nie wychwycił tej informacji, a wolałby nie nazywać żółtych kwiatków pseudomiesięcznicą. To by było mylące.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem spokojnie patrzył na cynamonowego swoimi niebieskimi oczami. Orion zadawał dużo pytań, ale czy ciemnobrązowy mógł go winić? Najwyraźniej był ciekawy tego całego medykowania. Artem spojrzał na pokrzywę, który miał przed sobą i odwrócił ją tak, żeby liście były teraz dołem do góry.
-Łodyga nie parzy aż tak strasznie jak liście, ale jeśli chcesz urwać liście to najlepiej brać je od dołu -poruszył pyskiem w stronę pokrzywy tym samym pokazując na nią- Im młodsze tym lepsze.
Artem przekręcił głowę lekko w bok. No aż taki mało bolesny to ten siniak nie był. Tyle czasu się na nim trzymał i na dodatek bolało na tyle, że chodzenie, a zwłaszcza lawirowanie w bardziej porośniętym terenie sprawiało ciemnobrązowemu trudność przez jakiś czas. Zdecydowanie siniak nie był na tyle bezbolesny, żeby poddawać w wątpliwość działanie rośliny.
-Szanse na to, że pomaga są duże -odparł- Gdybyś ty dostał kamieniem w bok od wściekłego Dwunoga to raczej nie mówiłbyś, że to nie boli. A nazwy nie znam, bo nikt mi jej nie zdradził.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion uważał, że rozsądnie jest zadawać pytania jeśli chciało się czegoś dowiedzieć. Więc pytał o wszystko co mu na bieżąco przychodziło do głowy, nie rozdzielając problemów na te ważniejsze i mniej.
- Czyli, do transportu, najlepiej zrywać za łodygę, a dopiero na miejscu oddzielać liście? - zastrzygł uszami. Takie było jego rozumowanie uzyskanych informacji. Ale przez to, że Artem osobno wspomniał o urywaniu liści to rodziło to kolejne pytanie. A zaraz po nim kolejne. - Maść się robi tylko z liści? Jak w ogóle robić maść? Raczej nie przez przeżucie skoro parzy...
Jak teraz zaczynał się nad tym zastanawiać to nie było tak oczywiste. Rozgniatanie między kamieniami było pierwszą myślą, ale nie brzmiało zbyt praktycznie, musiały istnieć lepsze opcje.
- No w porządku. - przyznał ostatecznie, zgadzając się ze starszym kocurem. Prawdopodobnie bolałoby, a ten żółtawy chwaścik mógł sprawić, że bolałoby krócej. Czy mniej. Mimo że samo by mogło przejść prędzej czy później. Tak chyba działały mniejsze uszkodzenia, przechodziły same z siebie? Koty chyba nie były aż tak wadliwą konstrukcją by głupie, drobne skaleczenia nie chciały się samoistnie leczyć?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem kiwnął głową na pytanie o maść. Z tego co wiedział to maść robiło się tylko z liści, to wystarczało. Dopiero po drugim pytaniu zrozumiał, że mógł od razu dodać jak ją robić. Ojej, nie pomyślał o tym, jak widać nie miał zbyt wiele doświadczenia w uczeniu i niektóre rzeczy, które były według niego oczywiste po prostu nie przychodziły mu na myśl.
-Jeśli ją odpowiednio trochę podsuszysz to przestanie parzyć, jednak dalej zachowa swoje walory lecznicze -odpowiedział- Więc przeżucie jej na maść nie byłoby większym problemem. Tylko nie rób tego na słońcu, bo wtedy straci te walory. Jak ją będziesz trzymał w miarę wilgotnym miejscu to nie stanie się krucha.
Ciemnobrązowy point spojrzał po swoich medykamentach i doszedł do wniosku, że no chyba omówił je mniej więcej wszystkie. Teraz przyszedł czas na coś czego w swoim schowku nie posiadał.
-Oczywiście oprócz medykamentów są jeszcze trucizny. W życiu ich nie dotykaj, a jedzenie ich niech ci nawet nie przychodzi do głowy! -przestrzegł młodzika- Najlepiej nie dotykaj żadnych czerwonych owoców jeśli nie jesteś pewny co to jest. Jeśli pogoda się poprawiła i nie jest już taka beznadziejna to możemy pójść poszukać ziół i jeśli natkniemy się na coś takiego to pokażę ci jak to wygląda. Z daleka! No i uważaj na psiankę, oprócz dziczy rośnie też w ogrodach Dwunogów.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Suszenie w wilgotnym miejscu brzmiało jak oksymoron. Czy coś. Cynamonowy point specjalistą w tej dziedzinie nie był, to fakt, ale nawet jemu to brzmiało jakoś podejrzanie. W wilgoci rośliny gniły, nie ma mowy żeby Orion pchał sobie jakąś zgniliznę do pyska. Nie było najmniejszych szans, żeby wtedy listki zachowały jakiekolwiek walory lecznicze. Ale w porządku, oprócz kontrowersyjnych informacji, padły również fakty. Świeże rośliny parzyły, a gdy już odleżały swoje to traciły te irytujące zdolności. Nie wolno ich było zostawiać na słońcu, bo wtedy nadawały się tylko na paszę dla królików, a nie na maść leczniczą.
Położył uszy po sobie, marszcząc brwi. Przecież on by w życiu nie wpadł na tak durny pomysł jak jedzenie trucizn! Nie był małym kociakiem, który pchał do pyska wszystko co mu się pod niego nawinęło.
- A jaki jest problem z czerwonymi owocami? - spytał przesuwając ogonem po podłożu. - Bo wszystkie co widziałem dotychczas są w porządku. Jabłka, porzeczki, truskawki. - dobra, Orion musiał mieć świadomość, że Artemowi nie chodziło o nic z wymienionych owocków, skoro dotyczyło jedynie tych, których nie był pewny czym są, ale... - To jakich czerwonych owoców unikać? - konkretnych przykładów potrzebował. Jak wyglądały takie owoce poza kolorem? Poruszył uszami, wychwytując dźwięk kropel rozbijających się o mokry grunt. Szum deszczu, jak kto woli.
- Pogoda to się chyba już tylko do reszty popsuła. - stwierdził, krzywiąc mordkę w niezadowoleniu. Wyprawa w teren odpadała, aż tak bardzo nie zależało mu na zajęciach praktycznych żeby ryzykować napuszonymi kłakami do końca dnia. Trzeba było więc użyć wyobraźni. Psianka brzmiała znajomo, cynamon spotkał się już kiedyś z tą nazwą, a jeśli roślinka występowała w ogrodach to istniała szansa, że uda mu się przywołać ją w myślach. Po krótkiej chwili pełnej hmm, spojrzał na ciemnego pointa. - Psianka to były te fioletowe kwiatki okrągłe?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Nie o te mi chodzi -odparł i machnął łapą kiedy Orion zaczął wymieniać owoce, które były całkowicie jadalne. Nie zważał też za bardzo na to, że cynamonowy oburzył się na jego słowa. Ważniejsze było to, żeby młody nie zjadł przypadkiem czegoś niebezpiecznego niż to, że przez chwilę Orion będzie na niego zły. Artem nawet nie chciał sobie wyobrażać co by było gdyby Orion postanowił się poczęstować owocami cisu, bo pomyślałby że skoro porzeczki są spoko to czemu to miałoby być czymś złym? W końcu wygląda podobnie. Tak samo było z ostrokrzewem- Chodzi mi o takie małe, czerwone owocki, które wyglądają podobnie do porzeczek. Jedne rosną na takim kolczastym krzewie, który ma ciemnozielone, błyszczące z wierzchu liście i kwitnie na biało, a drugie na takim iglastym krzewie, który jest zawsze zielony niezależnie od pory roku -miał nadzieję, że odpowiednio opisał wygląd obu roślin. Zdecydowanie łatwiej byłoby pokazać Orionowi jak to wygląda, ale skoro pogoda na to nie pozwalała to musieli sobie poradzić z tym wszystkim jakoś inaczej.
-To też -zaczął- Ale jest jeszcze taka co rośnie przy drogach, na polach no i też właśnie w ogrodach. Ma takie białe kwiatuszki i dość duże liście. W całości jest silną trucizną.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Oczywiście, że nie o te chodziło. Nie można było jednak zaprzeczyć, że wszystkie wymienione owoce były przykładami czerwonych owoców. Różniły się między sobą i udowadniały, że czerwony owoc to niezwykle ogólne pojęcie.
- No dobra. To będę omijał te roślinki. Te i podobne. - zgodził się wreszcie, gdy uzyskał bardziej obrazowy opis wspomnianych trucizn. Porzeczkopodobne były złe, tyle wywnioskował. Wiecznie zielony iglak zdawał się łatwiejszy do zapamiętania.
Przy psiance za to sprawa się komplikowała, bo co druga roślina miała białe kwiaty, a profilaktyczne omijanie większości z nich ze względu na trującą w całości psiankę podkopywało efektywność całych zbiorów.
- Takie drobne czy jakie kwiatki? - spytał więc by zmniejszyć zakres unikanych roślinek.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem kiwnął głową z zadowoleniem kiedy cynamonowy oznajmił mu, że nie zamierza bawić się z cisem i ostrokrzewem. Cieszył się, że Orion nie zaczął się wymądrzać czy oburzać, że wie lepiej czy coś w tym stylu albo że po prostu sam da sobie radę. Teraz tylko trzeba było mieć nadzieję, że faktycznie młodzik nie zrobi nic głupiego kiedy ciemnobrązowego akurat z nim nie będzie czy nie będzie się na niego patrzył. Orion wydaje się typem kota, który myśli że no wszystko mu ujdzie na sucho, nie ważne co zrobi. Artem zdążył już to wywnioskować po czasie który spędzili razem.
-Takie dość małe, w porównaniu do liści psianki to nawet bardzo drobne -postarał się pokazać ich wielkość łapami na tyle ile był w stanie- długie białe płatki kiedy już rozkwitną i wtedy na dodatek można zobaczyć w nich dość długi żółty środek.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion nie był typem, który myślał, że wszystko mu ujdzie na sucho. To by było mocne niedomówienie. Orion był typem, który był przekonany, że wszystko mu ujdzie na sucho. Jako ulubione dziecko gwiazd mógł liczyć na specjalne przywileje, na wyjątkowe pokłady szczęścia nieprzysługujące przeciętnym kotom. Wyjątkowo nieładnie byłoby z tego nie korzystać, gwiazdy by się jeszcze mogły obrazić za ten nietakt. Więc Orion, z szacunku do nich, rzadko kiedy zaprzątał sobie głowę konsekwencjami. Nie myślał o tym co może pójść nie tak, ponieważ ufał gwiazdom, że tak czarne scenariusze go nie dotyczą.
Takie to było proste.
- Ach, to chyba nawet je widziałem kiedyś. - odparł tonem jakby rzeczywiście właśnie skojarzył opis z obrazem w głowie. A tak na serio? Biała psianka wylądowała gdzieś między wszechobecną stokrotką, a storczykami na parapecie.
- To w takim razie nie mam więcej pytań. Czy to koniec lekcji, czy...? - w jego głosie nie kryło się zniecierpliwienie, bo nie był przecież małym kociakiem o skupieniu godnym ameby, mógł dalej słuchać Artema. Ale jakkolwiek był gotowy do dalszego wysiłku umysłowego, tak spojrzenie uciekło mu w stronę wiewiórki, którą rano upolował. Żołądek już nie ściskał mu się tak mocno, oriental byłby w stanie ją zjeść.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
No cóż, Artem nie był zbyt dobrym nauczycielem. Tak naprawdę pierwszy raz w życiu kogoś uczył, więc w tym momencie nie pomyślał, że Orion mógłby powiedzieć, że kojarzy po prostu tak taktycznie. Może i nawet żeby go zbyć? Zwłaszcza, jak się później okazało, że był głodny i myślami chyba już był bardziej przy wiewiórce niż przy artemowym gadaniu. Ciemnobrązowy point powędrował za spojrzeniem cynamonowego i ogarnął o co chodzi.
-Na razie chyba wystarczy -odpowiedział spoglądając znowu na Oriona- Jak chcesz to idź jedz. W końcu jeszcze jesteś o pustym brzuchu.
Artem wstał i przeciągnął się porządnie. Faktycznie trochę sobie tutaj posiedzieli i przydałoby się chociaż takim niewielkim czynem rozprostować kości. No cóż, na pewno nie miał tego nikomu za złe. W sumie to cieszył się, że mógł sobie z kimś pogadać, a nie z tylko "z własnym cieniem" i że ktoś faktycznie chętnie go posłuchał. To była całkiem miła odmiana. Potem Artem postanowił, że skoro i tak nie wychodzą, a Orion będzie zajęty jedzeniem to on spróbuje wziąć pod uwagę sugestię młodzika i zrobić coś w końcu z tym swoim znaleziskiem.
//zt x2
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Postanowił to z ciężkim sercem, ale to zrobił. Nie potrafił już udawać, że nic się nie dzieje. Wiedział dobrze, że w Nowym Świcie nie był zbyt mile widziany, nie ważne ile księżycy minęło i ile serca włożył w pomaganie stadu. Ponieważ nie był z nikim spokrewniony to był obcy i każdy patrzył się na niego wilkiem. Nie ważne jak się starał.
Artem westchnął po tym jak już przeniósł wszystkie swoje śmieci z kolekcji do swojego starego legowiska, które zrobił dawno, dawno temu. Na razie postanowił powrócić do samotniczego życia. Już po prostu nic nie potrafiło go zatrzymać. A niby Nowy Świt miał być taki lepszy i bardziej tolerancyjny od Klanów. Do tej pory ciemnobrązowy point ujrzał coś kompletnie odwrotnego. Nie mógł dłużej udawać że tak nie było. Był już zdecydowanie zbyt stary na robienie dobrej miny do złej gry. Na razie wróci do bycia samotnikiem, potem się zobaczy co dalej ze sobą zrobi.
Z takim postanowieniem Artem poukładał sobie swoją kolekcję rupieci i położył się spać.
//zt
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Choć ostatnia interakcja do jakiej doszło między nią a szarą ciemną masą na granicy była spotkaniem, które nieszczególnie pozytywnie zapamiętała, w pewnym sensie ją zainspirowało. Zainspirowało ją do samotnego wyjścia poza znane jej granice Klanu Cienia. Skoro Trzaskająca Burza dalej nie zjawiła się na trening własnej terminatorki, to ta terminatorka wychowa się sama.
Siedlisko Koni i jego okolice były wystarczająco egzotycznym miejscem w oczach Modlitwy jak i wystarczająco bliskim miejscem na pierwszą samotną wycieczkę na terytorium niczyje. Z zachwytem w oczach przyglądała się dziwnej konstrukcji dwunożnych, która trzymała konie z dala od lasu.
Uwagę terminatorki przykuły jednak zarośla, tunel i jama za nimi ukryte. Ciekawość zabiła kota, jak to mówią - zajrzała do środka, w razie czego gotowa uciekać, gdyby jama okazała się być zamieszkała.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Co prawda jedynie okresowo, być może nawet jedynie na jeden dzień. Fakt faktem, że jakiś czas przed przybyciem tu Modlitwy, Zguba wślizgnęło się nieśmiało do środka, wcześniej odkrywszy, że jakikolwiek zapach zdążył stąd wywietrzeć, i postanowiło przespać tutaj przynajmniej najgorętszą część dnia. Po ostatnich doświadczeniach zdecydowanie wolało przebywać w południe w przestrzeniach chłodnych i zamkniętych.
Sen miało lekki i wybudziło się nagle, z niejakim wstrząsem widząc pyszczek zaglądającej do środka kocicy. Głucho jęknęło i przycisnęło się grzbietem do tylnej ściany norki.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes