Logo Artemidy
Sam Środek Ubitej Ziemi
#91
***
Wróciła.
Wróciła na śmierć.
W obecnym stanie - gdzie wykańczał ją już nie tylko czas, ale i ta głupia infekcja ucha - wiedziała, że jakakolwiek wycieczka dalej będzie jej ostatnią. I nie było żadnych gwarancji, że dotrwa do celu, o nie. Miała tylko wybór, czy wolała zdechnąć w norze przy terenach Cienia czy gdziekolwiek indziej. Wybrała pogorzelisko. Jeden wielki cmentarz kolejnego fragmentu jej życia.
Ktokolwiek teraz w Cieniu nie rządził - jej wiedza zatrzymała się na Polnym - pewnie by ją przyjął. Przeprosił za szramy Krogulec i wpuścił do obozu ze zwykłego szacunku. Gdzie tam, Kos dotarłaby sama. Kiedy opuszczała go po raz ostatni, była wystarczająco duża, by zapamiętać drogę. Nawet jeśli chciała wyrzucić ją z głowy, pamiętała. Te lasy, drzewa, krzewy, bagna. To wszystko było namacalne. Czasem, gdy miała wyjątkowo dobry dzień, potrafiła śnić o tym, jak biegnie. Jak biegnie i nikt nie raczy sprawdzić, co u niej.
Cień nie był jej domem. Nieważne, jak mocno starała się siebie przekonać, że lepiej byłoby umrzeć w towarzystwie niż samemu: nie miała towarzystwa. Wygnano ją z Klanu. Z domu rodzinnego, gdzie Jesionowa powinna wspinać się na gałąź przywódcy i wyglądać za zgubioną córką codziennie.
Nie wyglądała. Olcha ją zabił. Zabił i jej ojca, i wszystko, co dotychczas miała w Cieniu.
Kiedy jej łapy ugięły resztki nierozwianych przez wiatr popiołów, nie poczuła nic. Spodziewała się fali szlochu, kto wie, może i nawet zawału serca. Ale było względnie spokojnie. Po prostu stare, kościste truchło patrzące na osmalone gałęzie i parę skał. Jej dom. Kolejny dom. Chciała coś poczuć, zmrużyła oczy, by wywołać łzy, lecz te nie chciały pociec. Chyba już za bardzo wypalił ją ogół sytuacji. Czuła, że biegnąc jak najdalej od pożaru, tak naprawdę odmładzała się o parę księżycy, gdzie, sezonów. Znowu mechanicznym gestem mknęła przez tereny Cienia. Jakaś cząstka jej odwracała się za siebie z nadzieją, że zza obozowych granic wybiegnie ktoś krzyczący jej imię i wszystko będzie dobrze.
Oba przypadki okazał się być błędnym urojeniem jej popsutych marzeń.
Pożoga miała być jej oficjalnym domem. Nie stała się. Nowy Świt miał być jej oficjalnym końcem. Nie miał szans. Ogień zrobił swoje. I tak samo było z kocurami: Dym, Koniczyna, Zmarznięta Łapa, Strużka, brat Alga, mama, Płomyk... A to tylko garstka tych z czasów Cienia. Reszty nie miała serca już liczyć. Czasami przez otępiałą głowę przebiegała jej myśl: czy to przypadkiem ona nie doprowadziła do tego pożaru. Ilekroć coś kochała, kocura, własne dziecko, biednego Jesionka, istota ginęła. Może Nowy Świt również przyswoił jej zasadę? Jej klątwę?
Nikt jej nie podziękował.
Nie oczekiwała tego, gdzieżby, potrzebowała Nowego Świtu bardziej, niż ktokolwiek mógłby myśleć. Gdyby nie stado i potrzeba celu, ciągłej opieki nad kimś, załamałaby się świeżo po walce z Krogulec. Poprzez pracę nie musiała myśleć. Wysiłek i regularne kryzysy kotów wokół niej sprawiały, że zmęczenie ani na chwilę nie pozwalały jej myśleć o tym, co było przedtem - o samotności, o śmierci matki, o wszystkim, co złe. Świadomość, że Nowy Świt bez niej by upadł, pchała ją do wstawania z legowiska. Nic więcej. Nie miała przecież partnera a dziecko, jej ukochane, drobne dziecko, rozpłynęło się w powietrzu. Dmuchnęła w rozrzedzony, czarny pył. Nowy Świt też rozpłynął się w powietrzu.
Tsunami. Nie lubiła kocicy z niewyjaśnionych przyczyn - pewnie z zazdrości, bo stale otaczały ją koty. Ktoś ciągle jej kochał, a pogrzeb kotki był jednym wielkim płakaniem i szlochaniem. Ktoś ocierał się o jej sztywne ciało ze świadomością, że nigdy więcej nie usłyszy z jej pyszczka niczego ukochanego. Tsunami miała swoją familię, swój cały Nowy Świt, który ślepo by za nią umarł.
Pokrzywa. Też jej nie lubiła. Tego, jak potrafiła troszczyć się o Tundrę, jak miała poważanie, uznanie i rodzinę. I to bez takiej ciężkiej pracy. Nie musiała o nic walczyć, jak Kos.
Artem. Co się z nim stało? Co go zabiło? Kos nie była w stanie dopuścić do głowy, że ten mógł odejść tak po prostu. Tak się z resztą nie stało - Artem jako jedyny, jak ona, nie podlegał ścisłości z tą wielką familią Tsunami i był tutaj, nieświadomie, by ją wspierać. Jego odejście nie miało żadnego sensu. Miał syna. Miał Sekwoję.
Raniuszek. On też nie odszedł. Może leży zabity rozszarpany przez lisa czy borsuka. Nie zostawiłby jej tutaj.
A Sekwoja... Nie. Strząsnęła łbem, skrzywiła się, od palącego bólu ucha. Musi położyć się spać. Nie ma sił więcej tego powtarzać.
Jeśli Nowy Świt upadł, dlaczego ona musiała przetrwać? Ona, pewnie jedyna mająca większą świadomość o tej grupie, musiała przeżyć. Czemu? Czemu los nie mógł jej dobić, jak wszystkich? To ona - ona! - trzymała to w ryzach swoją morderczą pracą, swoim potem, łzami, krwią. Nikt inny tyle nie harował co ona i nie, nie można było jej pochować razem z resztą w jednej wielkiej mogile, o nie. Musiała przeżyć. Po co? Żeby pamiętać?
Schyliła się. Brzuch nie dawał jej spokoju. Z pulsującym uchem i kośćmi trzeszczącymi jak suche gałęzie nie dało się polować. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz miała coś w pysku. Ostatkami sił podreptała pod skałę. Na skałę nie wejdzie, nie ma sił. Jakiś kot za parę księżyców znajdzie tu jej szkielet obgryziony przez robaki i będzie zastanawiał się, co tu się stało.
Nie pogrzebie jej nikt. Nie ma partnera, żyjących dzieci, rodziny.
Umrze sama. Jak zawsze starała się przekonać, że się nie stanie. Do ostatnich dni swoich życia wmawiała sobie, że znikąd pojawi się ktoś, kto wszystko w jej życiu naprawi, kto choć raz przejmie jej bóle i obowiązki na swoje barki i pozwoli kocicy wypocząć.
Wybawiciel musiał nadchodzić. Ból powoli przestawał być tak dokuczliwy, wizja spalonego obozu rozmazywała się i łączyła w rozmaite kształty. Oddech zwalniał, mózg przestawał łączyć fakty i analizować. Wybawiciel już zaraz będzie: to śmierć.
Konając pod skałą obozu Nowego Świtu, resztkami sił, starała się znaleźć coś pozytywnego. Moment, w którym została Strategiem, Radną, w którym w jej życiu pojawił się Jesion i stado. Żadna z tych rzeczy nie przetrwała próby czasu. To wszystko już nie miało znaczenia. W ostatnich chwilach swojego życia nie czuła powodu, by poczuć choć odrobinę szczęścia. Nie. Nie czuła, że spełniła się w życiu.
Obrazek- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-
xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx





LVL 6 260 / 500
MedLVL 0 3 / 100
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#92
O, tak. Veni, vidi.

Przywleka się tutaj nocą, na wiele, wiele księżyców po tym, jak przyniosło tutaj pecha. Gdyby ktoś je zobaczył podczas podróży; kościotrupa powleczonego zaniedbanym futrem, z wygłodniałymi oczyma w zapadniętym pysku; zapewne zadrżałby z przerażenia. Ale Śreżoga potrafi się ukrywać tak, by nikt nie zauważył, że jest obok.

Pierwsze, co tutaj odnajduje, to poczerniały szkielet kota. Na żebra wspina się już wątły, zmarznięty mech. Choć próbuje, nie rozpoznaje, do kogo może należeć, ale kimkolwiek może być zmarły, Śreżoga chce udzielić mu pogrzebu. Pamięta, że Omen zbierał kości i myśli, czy powinno dołączyć szczątki tej istoty do jego zbiorów, ale szybko uznaje, że nie jest to dobry pomysł. Spaceruje po zgliszczach i wreszcie postanawia, że najlepiej będzie pochować nieznajomego w okolicy tego, co pozostało po Różanych Krzewach. Ziemia tam jest na tyle miękka, że słabe i wątłe Śreżoga bez trudu ją rozkopie.

Przez tą noc jednak będzie czuwać przy szkielecie. Kładzie się na ziemi przy nieznajomym, zwiesza głowę ku podłożu, zastyga w bezruchu, ale nie zasypia. Myśli krążą w ich ciężkim umyśle. Nie podnosi się przez wiele godzin, nawet gdy budzi się brzask.

Veni, vidi. Nie vici. Nie było tu nad czym zwyciężać. Wszystko było jedną wielką, nieposkromioną przegraną.
last night I dreamt that somebody loved me
no hope, no harm, just another false alarm
LVL 2 125 / 150
MedLVL 2 0 / 300
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#93
Kukułka wiele w życiu widziała, ale nie można powiedzieć, by na wszystko zawsze była przygotowana. Dlatego też widok leżącego bez ruchu kota, niedługo po przebudzeniu, nie napawa ją optymizmem. Raczej sprawia, że przystaje w pół kroku, serce zaczyna jej szybciej bić, a oczy otwierają się, chyba tylko cudem nie wypadając z oczodołów. Zamrugała parę razy intensywnie. Czy miała przed sobą kota żywego? Martwego? Opłakującego kogoś? Wiedziała gdzie jest, nie była głupia. Wiedziała, że to tu kiedyś był obóz Nowego Świtu. Wiedziała o nim, najpierw od samotników, potem klanowych kotów, a ostatecznie od kotki, która tu mieszkała, a którą spotkała niedaleko stąd. Wiedziała, że stąd odeszli, słyszała o pożarze, więc domyśliła się, że było to konsekwencją właśnie ognistego żywiołu.
Dlatego zaniepokoił ją ten kot, ale też napawał nadzieją, że przyszedł na miejsce, gdzie zginęli jego bliscy i teraz ich opłakuje. To nie była pozytywna myśl, ale na pewno bardziej pozytywna niż ta, że ma przed sobą trupa. Dlatego powoli zaczęła się zbliżać w stronę kota, czując jak jakaś gula staje jej w gardle. Był... niesamowicie chudy.
- Halo? - spytała powoli, ale głośno, by ewentualnie ją usłyszano.
[Obrazek: GmfzCOn.png]
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 2 / 100
15
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#94
Przez chwilę Śreżoga nie reaguje na głos. Dopiero później powolnym ruchem prostuje zesztywniały kark, podnosi wzrok i parą zmęczonych oczu patrzy na nieznajomą.

Odezwanie się jest trudniejsze, niż by się tego spodziewało. Dopiero po chwili starań z zaschłego gardła wydobywa się im głuchy, słaby charkot.

– ... nie wyglądasz na ducha.
last night I dreamt that somebody loved me
no hope, no harm, just another false alarm
LVL 2 125 / 150
MedLVL 2 0 / 300
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#95
Już zaczęła myśleć, że faktycznie natrafiła na zwłoki. Że zaraz się okaże, że kot przed nią, nie wiadomo, przysnął, a potem już nigdy się nie obudził. Szczególnie że nie reagował. Ale po chwili uniósł głowę, a następnie, kto by pomyślał, odezwał się! Choć Kukułka musiała się nieźle wsłuchać w słowa, by zrozumieć ich sens. Więc dla pewności zrobiła parę jeszcze kroków, a teraz znajdowała się już naprawdę blisko, no z 5 jej brakowało, by podejść do kota i być od niego na długość wąsów.
- Nie jestem nim. Wszystko w porządku...? Nic ci nie jest? - zagadnęła, chcąc zbadać, czy powinna jeszcze podchodzić, zostawić danego kota w spokoju, czy może mu pomóc jakkolwiek.
[Obrazek: GmfzCOn.png]
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 2 / 100
15
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#96
Patrzy na kocicę, na przemian zaciskając i rozwierając powieki tak szeroko, że aż widać żyłki w czerwonych oczach. Dojmujące zmęczenie nie odchodzi.

– Nie powinnaś tu być – charkocze niewyraźnie – to nie jest bezpieczne miejsce.

Przygląda się jej, ale nie znajduje w niej nic znajomego, nic rozpoznawalnego. Przenosi spojrzenie na szkielet. Tak, trzeba udzielić ostatniego błogosławieństwa kotu, na którego spadło przekleństwo Śreżogi.

– Jeśli Ci życie miłe, nie przebywaj tu długo. Tu są sami umarli – dodaje ostrzeżenie.
last night I dreamt that somebody loved me
no hope, no harm, just another false alarm
LVL 2 125 / 150
MedLVL 2 0 / 300
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#97
Zrobiła kolejny krok słysząc słowa nieznajomego kota, bo zaintrygował ją tymi słowami. Już nawet zamierzała odpowiedzieć, że wie, co tu się stało, ale miało to miejsce przecież tak dawno temu, no i teraz jest zima, więc nieszczególnie mają się czego obawiać, jeśli nie lunie na nich jakaś śnieżyca, ale głos ugrzązł jej w gardle, bo dopiero teraz, po zrobieniu tego kolejnego kroku, dojrzała że coś jej od początku nie grało, a teraz była już tego pewna. Otworzyła szeroko oczy widząc obok czego leży kolorowy kot, do czego pije, na co właśnie spogląda. Czy to... był ktoś mu znajomy? Czy leżał tu tak, całymi księżycami? Przełknęła ślinę. Widziała wiele śmierci na własne oczy, ale nigdy kociej. Nigdy nie miała okazji widzieć kociego szkieletu w takiej formie, ba, dziwiła się, że nigdy nie wpadła na ten szkielet, ale też nieczęsto bywała po tej stronie drogi. Zrobiło jej się trochę słabo, czuła żółć w gardle, ale dzielnie przełknęła ślinę parę razy, by powstrzymać wszelkie odruchy.
- Nikogo tu nie ma... poza nami. Niebezpieczeństwo już dawno minęło, spokojnie - odważyła się tylko na te słowa, a następnie odwróciła pysk, by zapomnieć o tym widoku.
[Obrazek: GmfzCOn.png]
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 2 / 100
15
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#98
– Nie – charczy z trudem, próbując nieskutecznie przełknąć ślinę – nie minęło. Ja jestem śmierć – dlaczego kompletnie nikt tego nie rozumie? Ta medyczka pachnąca jednym z Klanów, ten wojownik spotkany na granicy z Gromem? Nawet Poeta nie rozumiał.

Głowa strasznie ciąży. Wszystko, wszyscy boli. Dostrzega, że nieznajomej rzednie mina na widok szkieletu. – Gdybym nie było śmierć, to bym pokazało ci kryjówkę mojego brata. Trzymał w niej kości – próbuje wycharkotać, ale słowa brzmią bardziej jak bezkształtne jęki, niż wypowiedź.
last night I dreamt that somebody loved me
no hope, no harm, just another false alarm
LVL 2 125 / 150
MedLVL 2 0 / 300
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#99
Zmarszczyła brwi słysząc słowa kota. Jak to był śmiercią? Nie rozumiała, właściwie to trochę jej się śmiać zachciało, ale po minie kolorowego nie mogła wywnioskować, czy żartuje, czy nie. Może był zbyt zmęczony długą wędrówką i teraz nawet jak próbował żartować, to nie było tego widać, bo nawet nie mógł zmusić kącików pyska do drgnięcia? Albo bardzo skutecznie udawał powagę, też mogło tak być!
- Kot nie może być śmiercią - powiedziała więc jedynie, a następnie uważnie przyjrzała reakcji na jej słowa.
Po kolejnych jednak słowach obcego kota drgnęła delikatnie, próbując nie wypuścić na pysk obrazu zdegustowania. Wiedziała, że koty różne rzeczy kolekcjonują. Ona jeszcze w klanie lubiła kolekcjonować piórka, im kolorowsze tym lepsze, inni kolekcjonowali kamienie, ale kości?
- Nadal tu jest? - spytała jedynie, udając zainteresowanie.
[Obrazek: GmfzCOn.png]
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 2 / 100
15
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jest zmęczone. Powieki same opadają na zmęczone, wyschłe oczy, ale sen nie nadchodzi. Oczywiście, że nie nadchodzi. Od dawna Śreżoga poluje na sen tak jak poluje się na ptaka, który ucieka spod pazurów i pozostawia w łapach tylko garść piórek. – To był... mój dom. Zaraz po moim powrocie pożar strawił cały ten teren. A wcześniej... – brak im tchu, nie może dokończyć wypowiedzi.

Unosi delikatnie brudne ucho. – ... mój brat? Nie. Już go tu od dawna nie ma. – z wysiłkiem unosi głowę i próbuje przyjrzeć się bliżej kocicy. – ... nie wiem, skąd przybywasz. Czy to spokojne miejsce?
last night I dreamt that somebody loved me
no hope, no harm, just another false alarm
LVL 2 125 / 150
MedLVL 2 0 / 300
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Och. Ale to nie oznacza, że to twoja wina od razu! - powiedziała, starając się pocieszyć kota przed sobą. - Przecież nie można zapanować nad żywiołem. Zresztą, ostatnia pora zielonych liści była gorąca, strasznie gorąca, nic dziwnego, że po prostu coś gdzieś zaczęło płonąć, a... wiadomo jak jest w lasach. Wiesz, kiedyś, pamiętam, pożar strawił połowę terenów klanu Wichru i wątpię, by było to z powodu jakiegokolwiek kota, który tam mieszka - dodała. Czy połowę, czy mniej, czy więcej to nie wiedziała, ale tak o, powiedziała. Żeby też nie było, że spłonęły raptem 2 drzewa, ale z tego co pamiętała, to klan Wichru bardzo to przeżył.
- Hm, zza drogi. Tam, gdzie tereny mają klany. Przebywam też dużo na Siedlisku Koni, które jest niedaleko, a czasami bywam na osiedlu. Byłeś tam kiedyś? - zagadnęła. - Siedlisko Koni to przyjemne miejsce, by spędzić zimę. Jest ciepło, pełno ciepłej, suchej trawy, no i myszy, żeby nie głodować - opisała mniej więcej. A las? Jak każdy inny.
[Obrazek: GmfzCOn.png]
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 2 / 100
15
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Było ich więcej. Wielu więcej – rzęzi niemrawo, po czym strzyże uchem, kiedy kocica wspomina o Klanie Wichru. – Kiedy to było? – chwyta się drobnej drzazgi w złudnej nadziei na to, że nie utonie przez to zupełnie w swojej rozpaczy. Że na chwilę odwróci myśli od tego nieszczęścia.

– Wiem, gdzie to jest. To dobrze, że to dobre miejsce – wydobywa z siebie spieczonymi wargami, po czym z jękiem próbuje wstać, budząc jednocześnie przejmujący ból w chudych łapach. Oddycha przez chwilę ciężko. – ... już czas. Muszę teraz dokonać pogrzebu.
last night I dreamt that somebody loved me
no hope, no harm, just another false alarm
LVL 2 125 / 150
MedLVL 2 0 / 300
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Podobno niewielu kotom się coś stało, nie znam szczegółów, szczegóły są zapewne zarezerwowane dla klanu Wichru - nigdy nie przyznałby się przecież do tego, ile wojowników czy terminatorów stracili - przyznała. Bo zabrzmiało to tak, jakby szylkretowy kot już myślał o najgorszym, ile było strat. Następnie zamyśliła się na dłużej, żeby dobrze odpowiedzieć na to pytanie. Stało się to przed jej urodzinami, to na pewno, ale ile obiegów temu to dokładnie było? O rany! - Jeszcze przed moimi narodzinami. Słyszałam o tym tylko z opowieści starszych kotów. Podobno było naprawdę dużo dymu, ale ile dokładnie terenów wtedy spłonęło i czy cokolwiek dosięgnęło obozu Wichru? Nie wiem. Jak mówię, trzeba by zapytać samych poszkodowanych, ale wątpię, by duża ilość kotów to pamiętała, a przede wszystkim, by przyznała się do strat - powiedziała. Tu nie było czego ukrywać. Teren opustoszał, wszystko było widać. A dodanie dwóch do dwóch też nie było za ciężkie.
- Jeśli chcesz, możesz tam kiedyś do mnie dołączyć. Nie mówię, że na zawsze i w ogóle, ale miło będzie co jakiś czas spotkać kogoś znajomego - zaoferowała dobrodusznie. Zresztą, mówiła poważnie. Lubiła poznawać nowe koty, ale nie wszyscy samotnicy byli tak towarzyscy jak ona, żeby potem od czasu do czasu spotkać się na pogawędki. - Pomóc ci, czy... chcesz zostać sam? - spytała niepewnie. Nie była pewna, czy mądrze jest zostawić tego kota samego, ale też domyślała się, że czasami pożegnanie kogoś bliskiego powinno się odbywać w samotności i Śreżoga może sobie nie życzyć żadnej osoby obok siebie.
[Obrazek: GmfzCOn.png]
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 2 / 100
15
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– O, rozumiem – powiada, choć ich głos bardziej przypomina szloch. – Koty... nie lubią pamiętać o tym, co ich bolało – a niektóre pamiętają, i Śreżoga też pamięta: matkę czerwoną od krwi, Łamignat pod krzewem leszczyny, pianę na pysku Gustawa, idącego szybko na dno Świteziankę, spopielony obóz. Wzdryga się ledwie widocznie. – Może kiedyś. Może pewnego dnia, gdy wygnam klątwę.

Podnosi na nią wzrok, już nachylone nad szkieletem tak nisko, że mogłoby policzyć wszystkie włoski na kępce mchu porastającej czaszkę. – To ci przyniesie nieszczęście.
last night I dreamt that somebody loved me
no hope, no harm, just another false alarm
LVL 2 125 / 150
MedLVL 2 0 / 300
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ta rozmowa była naprawdę ciekawa, choć jednocześnie niepokoiła Kukułkę. Śreżoga był chyba najbardziej specyficznym kotem, jakiego miała okazję poznać, więc słuchając co mówi, równocześnie czuła zafascynowanie, ale równocześnie lekki dreszcz na karku.
Opowiedziała historię pożaru jako ciekawostkę, a biorąc pod uwagę, że była starsza, to tym bardziej Śreżoga nie mógł tego kojarzyć; dlatego chciała mu w ten sposób udowodnić, że pech się po prostu dzieje. Że pożary się dzieją. Szczególnie, jak słońce całymi dniami przypieka, była to kwestia po prostu pecha i nieszczęścia. Nie raz widziała, choćby, jak przy drogach śmieci wyrzucane przez dwunożnych z tych ich potworów potrafiły się czasami lekko podpalić.
- Dlaczego by miało? Mówiłam ci już, nie jesteś chodzącym pechem, takie rzeczy po prostu się zdarzają. Udowodnię ci to, zobaczysz - powiedziała, posyłając kotu lekki uśmiech.
[Obrazek: GmfzCOn.png]
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 2 / 100
15
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości