Księżyce: 47
Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Ślimacza Muszla* [NPC]
Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC]
Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
-Huh... jakiś sens to chyba ma -odparł trochę niepewnie, zastanawiając się dlaczego ze Zgromadzeń zrezygnowano praktycznie całkowicie na rzecz przekazywania informacji przez patrole. Może tak jest po prostu efektywniej i szybciej czy coś? Kto tam wie. Chyba nikt inny oprócz klanowej trójki i jakiś im najbliższych. No, ale jakikolwiek by ten powód nie był to musiał być pewnie poważny skoro nawet zasada w Kodeksie Wojownika została zmieniona pod tą decyzję.
Kwitnąca Łapa podążył wzrokiem za spojrzeniem Wiewiórczego Ogona i spojrzał na te całe Cztery Dęby. Musiał przyznać, że wyglądały one dla niego całkiem imponująco, pewnie dlatego zostały wybrane na te miejsce Zgromadzeń. Jeszcze były ich cztery niczym cztery Klany. Całkiem sprytnie, musiał przyznać.
-Czyli rozumiem, że jak tam wejdę to nie będę miał z tego tytułu kłopotów? -postanowił upewnić się jeśli kiedyś w nim pojawi się ochota, żeby tam pójść i zobaczyć jak to wszystko wygląda, może nawet spotkać kota z Klanu Cienia.
Kiwnął głową na znak, że słucha kiedy Wiewiórczy Skok zaczęła dalej wymieniać mu najważniejsze cieniste koty. Oby mu się tylko nic nie pomieszało z tego wszystkiego, miał nadzieję, że do tego nie dojdzie.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Pokiwała przecząco głową, gdy Kwitnąca Łapa zadał pytanie. Jak powiedziała, były to tereny nie należące do żadnego klanu, więc nikt nie powinien się go czepiać. Wręcz; nie miał prawa. Żaden samotnik nie był w stanie się tam przedrzeć, bo był to teren w samym środku klanowych terenów, z każdej strony otoczony jakimś klanem, no a same dęby nie były własnością żadnego klanu, więc ani Cień, ani Grom, ani Wicher nie mogły mieć pretensji, że przebywa tam ktoś z klanu Rzeki.
- W porządku... zaraz znajdziemy się również na granicy z klanem Wichru... aktualnie jesteśmy przy Miękkim Podnóżu... miejscem, gdzie właśnie graniczymy z Wichrem... Wicher jest znany z tego, że... mają na swoich terenach dużo królików, są... podobno szybcy i zwinni, i... mają dużo otwartego terenu, niewiele drzew... Um, przywódczynią jest tam Lawendowa Gwiazda... zastępcą Biały Puch, a medykami Lśniąca Sadzawka i Krwawnikowy Liść - wymieniła to, co wiedziała i było wiadome z patroli na granicach. - Możesz zapoznać się z ich zapachem, by nigdy, przenigdy... przypadkiem nie przekroczyć granicy - dodała, jak poprzednio. Raczej było się w stanie wyczuć, kiedy przekracza się granicę, ale dla pewności znać wichrowy zapach warto.
Księżyce: 47
Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Ślimacza Muszla* [NPC]
Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC]
Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Był już kiedyś przy granicy z Wichrem. Nawet z jedną wichrzaczką tutaj rozmawiał przez chwilę. W sumie to szkoda, że tak szybko musiała iść. Miło byłoby się dowiedzieć czegoś więcej. Srebrny kocur wziął głęboki wdech, starając się zapamiętać zarówno zapach jak i informacje, które mentorka mu podawała. Zerknął w bok aby zobaczyć porządnie co jest po drugiej stronie granicy. Teren nie wyglądał jakoś nie wiadomo jak różnie od tego rzecznego, więc chyba faktycznie komuś nieuważnemu mogłaby zdarzyć się pomyłka.
-A tak z ciekawości, co mi zrobią jak przekroczę granicę? -zapytał i spojrzał na Wiewiórczy Skok z zaciekawieniem. Kwitnąca Łapa jak na razie nie miał zamiaru przekraczać granicy, jednak jakoś takie pytanie tak mu się nasunęło po tym “nigdy, przenigdy” wypowiedzianych przez jego mentorkę. W sumie to co mu się może gorszego stać niż utrata oka od walki ze współklanowiczem? Przecież go nie zabiją za zwykły błąd czy coś, nie?- Jak by zareagowały na to inne Klany?
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
- Jest taki punkt kodeksu - "Granice muszą być sprawdzane i oznakowane każdego dnia. Przegoń każdego, kto wkroczył na terytorium twojego Klanu". Znaczy on, że... jeśli przekroczyłbyś granicę, nawet przypadkiem, to... kot, który cię zobaczy na swoich terenach ma pełne prawo cię przegonić. Zazwyczaj... stosuje się słowną reprymendę, wiesz... "Jesteś na terenie klanu Rzeki, proszę, opuść go", czy... coś w tym stylu, ale... teoretycznie, taki kot ma pełne prawo cię zaatakować. Na szczęście... Rzadko zdarzają się na tyle porywcze koty, by od razu atakować... raczej najpierw jest rozmowa, a jeśli dany kot nie chce się wycofać, to... dopiero wtedy się atakuje - wyjaśniła. Nie wiedziała, czy wiele księżyców temu było podobnie, ale póki co w klanach panował spokój i właściwie bardzo rzadko ktoś przekraczał granicę, najczęściej młodzi terminatorzy, którzy się zamyślili i nie wyczuli znaczników zapachowych, bądź nie wiedzieli, że to teren innego klanu, nawet jeśli pachniało tam inaczej niż na znanych sobie terenach i w obozie. - Możliwe, że jakby jakiś kot znalazł cię dość głęboko na terenach, to... poszłaby od razu informacja do Kosowej Gwiazdy... ale ogólnie raczej tylko odprowadziliby cię na granicę, by się upewnić, że... no, nie wrócisz - dodała jeszcze. Przy okazji zatrzymała się też przy pobliskim krzaku. - Możemy też... odnowić znaczniki graniczne, skoro już jesteśmy. Możesz się otrzeć o ten krzew na przykład - zaproponowała kocurowi. Zapach nie był tutaj nie wiadomo jak słaby, ale znaczenie granic było jednym z punktów, które powinni przerobić.
Księżyce: 47
Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Ślimacza Muszla* [NPC]
Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC]
Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
-Rozumiem -odparł, kiwając głową na znak, że słowa mentorki dotarły do niego. To bardzo dobrze, że nie spotka raczej porywczego kota, który od razu wyleci na niego z pazurami… jeden zdecydowanie mu wystarczy chyba do końca życia, chociaż jeśli będzie potrzeba obronić Klan Rzeki w walce to Kwitnąca Łapa jest na tyle odpowiedzialny i lojalny, że zrobiłby to pomimo traumy- W takim razie też będę tak robił… w sensie najpierw rozmawiał -powiedział, prostując na koniec o co dokładnie mu chodziło. Jednak może i obiecał, że najpierw użyje słów a nie pazurów, ale nigdy nie powiedział, że jego słowa będą miłe.
Spojrzał się w stronę krzewu, na który jego uwagę zwróciła Wiewiórczy Skok. Zwykły krzewik, najzwyklejszy, który najprawdopodobniej łatwo byłoby ominąć gdyby nie to, że był na nim zapach Rzeki, który właśnie tym odgradzał rzeczne tereny od wichrowych.
-O tak? -upewnił się, ocierając się dokładnie o roślinność, znaczącą granicę między dwoma Klanami. Jeśli chciał wyjść w przyszłości na prawilnego wojownika tak jak zawsze chcieli jego rodzice to musiał być dokładny i precyzyjny, a żeby to osiągnąć musiał mieć opinię kogoś bardziej doświadczonego. W tym wypadku męczyć się z jego pytaniami musiała Wiewiórczy Skok.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Skinęła głową z uśmiechem, gdy kocur otarł się o krzew. Był to jeden ze sposobów oznaczania granicy, ale w najbliższych dniach kocur pozna ich dużo więcej, bo po pierwsze lubiła chodzić z terminatorami po granicach, a po drugie na pewno będzie miał to dane, jeśli wyląduje na jakimś patrolu, jak tylko Wydmowy Wiatr dowie się, że zna już granice i można go na jakiś wysłać z doświadczonymi wojownikami.
- Przejdziemy się też kawałek w stronę granicy z... terenami niczyimi... które jak nazwa mówi są już dosłownie niczyje... i dlatego trzeba być na nich wybitnie ostrożnym. Widzisz... Um, możesz się tam natknąć na samotników i... nie wszyscy są źli, oczywiście, nie można generalizować, ale... można trafić na kogoś naprawdę nieprzyjemnego, a... samotnicy nie mają swojego kodeksu, nie kierują się też naszym, więc... są nieprzewidywalni - wyjaśniła kocurowi, niepewnie machając ogonem na boki. Ona swego czasu spotkała pewną barwnie malowaną samotniczkę, która wydała się jej naprawdę przyjazna i całkiem miło się z nią rozmawiało, ale wiedziała, że to mogło być tylko szczęście głupiego, a mogła trafić na kogoś dużo nieprzyjemniejszego; a na granicy ciężko o pomoc w razie czego. - Niedaleko za naszą granicą, na którą idziemy, są szare brzozy... i one odgradzają nas od... Grzmiącej Ścieżki. Słyszałeś o niej kiedyś...? - spytała, bo jeśli nie, to chętnie mu opowie jak jest ona niebezpieczna i jak bardzo nie powinien się do niej zbliżać.
Księżyce: 47
Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Ślimacza Muszla* [NPC]
Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC]
Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Nieprzewidywalni… niedobrze, niedobrze. Ostatnie spotkanie z nieprzewidywalnym kotem skończyło się niedobrze. Kwitnąca Łapa postanowił wziąć sobie radę Wiewiórczego Skoku do serca i trzymać potencjalnie napotkanych samotników na jakąś bezpieczną odległość. No, a najlepiej to po prostu nie wychodzić na te całe tereny niczyje jeśli mu się to uda. To chyba byłaby najlepsza opcja skoro nawet jego mistrzyni go przed tym ostrzega.
-Grzmiącej Ścieżki? Chyba nie obiło mi się o uszy -zastanowił się chwilę nad swoimi doświadczeniami, jednak chyba jakoś mu było nie po drodze do tej pory z tym określeniem, bo nie za bardzo je kojarzył albo po prostu było głęboko zakopane w jego podświadomości i nie mogło się wydostać- Co to jest? Coś podobnego do Grzmiącej Rzeki?
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
- To jest taka... hm, droga, po której bardzo często biegają potwory dwunożnych. Sama nigdy ich nie widziałam, to i... no, nie jestem w stanie ci konkretnie opisać... jak wyglądają, ale słyszałam, że biegają po czterech łapach, są niesamowicie szybkie i zderzenie z takim może spowodować śmierć. Dlatego... jeśli nie musisz, to proszę, nie chodź w tamte rejony... podobno te potwory nie zbaczają ze swojej ścieżki; twardej i śmierdzącej, ale... nie warto ryzykować myślę - odpowiedziała. Nie mogła za wiele powiedzieć o tych potworach. Ale z opowieści, jakie udało jej się w całym swoim długim życiu usłyszeć... cóż, nie brzmiało to zachęcająco. Ani pójście w tamte rejony, ani choćby zobaczenie ich na własne oczy. Pewnie wiele kotów było ciekawych, chciało zobaczyć potwory na własne oczy, ale ona wyznawała zasadę, że woli nie ryzykować. Po pierwsze - Grzmiąca Ścieżka znajdowała się na terenach niczyich, gdzie nie było bezpieczne, a po drugie... cóż, wizja tego, że taki rozpędza się wprost na nią przyprawiała ją o dreszcze i włos aż stawał dęba! Uznała, że bezpieczniej będzie je popodziwiać już po śmierci... drugi raz chyba nie umrze, no nie?
- W porządku, przejdziemy sobie jeszcze chwilę granicami, i... myślę, że będziemy już wracać, nie będę cię na dziś męczyć więcej; sporo żeśmy przeszli - powiedziała, delikatnie się uśmiechając. Jeśli więc kocur nie miał żadnych pytań, ani wątpliwości, to pewnie zarzuciła jakiś luźny temat, albo pomaszerowali w ciszy, by wrócić do obozu.
Księżyce: 47
Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Ślimacza Muszla* [NPC]
Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC]
Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kocur słuchał swojej mentorki uważnie, jednak musiał przyznać, że nie ważne jak strasznie brzmiała wizja tej całej Grzmiącej Ścieżki to była do tego równie ciekawa. Kwiatek jednak jako dobry i grzeczny kocurek, który postanowił uważać na swoje ruchy zdecydował jak na razie nie zapuszczać się w tamte rejony albo chociaż lepiej przemyśleć całą tę sprawę zanim wyruszy na wyprawę w poszukiwaniu wiedzy… jeśli wyruszy na wyprawę w poszukiwaniu tej wiedzy o potworach.
-Co będziemy robić na następnym treningu? -zapytał z ciekawością. Osobiście to miał nadzieję, że zajmą się w końcu polowaniem, jednak to Wiewiórczy Skok miała ostateczny głos w tej sprawie i Kwitnąca Łapa będzie musiał pogodzić się z tą decyzją tak czy siak.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
W sumie większość treningów planowała na bieżąco. Raczej nie zastanawiała się nad tym, co będą robić następne, żyła, można powiedzieć, z dnia na dzień, i nie planowała za bardzo co będą robić. Myślała o tym czasami, jasne, aczkolwiek nie kończyła treningu z planem na następny, a wymyślała go dosłownie chwilę przed następnym treningiem, bo... w sumie lubiła też dawać się wykazać terminatorom. Co ich interesowało, co chcieli zrobić, nie chciała im się za bardzo narzucać. Niemniej, czasami, choć rzadko, zdarzało się jej mieć plan treningu w głowie, zależało od kota i jak bardzo był, hm, problematyczny?
- Nie myślałam jeszcze nad tym... ale myślę, że możemy... wrócić do praktyki... może polowanie, albo łowienie, albo... oba? - zarzuciła pomysłem. Brzmiało w porządku? Praktyka-teoria-praktyka-teoria. Łowienie mieli praktycznie odhaczone, bo kiedyś Wiewióra pokazała Kwiatkowi jak się łowi, jeszcze nim zaczęli treningi, acz ten nic wtedy nie złowił i wyraźnie się irytował, więc miała nadzieję, że teraz pójdzie im lepiej. I, o, może od razu odhaczą pływanie? Albo zostawią to sobie przy okazji teorii kodeksu, żeby nie było monotonnie? Cóż, jak było powiedziane - Wiewióra była słaba w planowanie!
***
W końcu zrobiło się całkowicie ciepło, wiatr nie wiał już zimny, a przynosił za sobą jeszcze więcej ciepła i, choć nadal ochładzał, czasem sprawiał, że powietrze było całkowicie duszne i zapewne wszystkie koty czekały, aż spadnie deszcz. Co się działo, wszak zbliżały się już pierwsze burze, poranne i wieczorne deszcze, gdzie robiło się nawet zimno... ach, pogoda pory młodych liści, jak jej tu nie kochać?
Wiewiórka przyszła na miejsce treningu trochę wcześniej, odłączając się od wracającego z polowania patrolu. Szła nieco wolniej, podziwiając przyrodę budzącą się do życia, a na miejsce treningu trafiła sporo przed górowaniem słońca, czyli przed porą, na którą była umówiona z Kwitnącą Łapą, ale nie przeszkadzało jej to. Przysiadła na grzbiecie pagórka, przyglądając się pracowitym pszczółkom niedaleko, które latały z mlecza na mlecz, czekając na terminatora. Miała w głowie plan treningu, ale, jeśli Kwitnącej Łapie się on nie spodoba, to była gotowa zmienić go trochę, by kocur nie męczył się na nim za bardzo i przychodził na te treningi niechętnie.
Księżyce: 47
Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Ślimacza Muszla* [NPC]
Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC]
Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa musiał bardzo powstrzymać się, żeby nie skrzywić się na samo wspomnienie łowienia. Ostatni raz kiedy był z Wiewiórczym Skokiem na takiej akcji to nie poszło mu zbyt dobrze… a wtedy miał jeszcze oboje oczu jeśli dobrze pamiętał. Teraz to byłaby jeszcze większa tragedia niż wcześniej. Osobiście to najchętniej w ogóle by się więcej do ryb nie zbliżał, ale żyjąc w Klanie Rzeki wiedział, że tego nie uniknie i kiedyś będzie musiał się również i z tym zmierzyć. Co nie znaczy, że musiało mu się to podobać.
-Polowanie brzmi całkiem dobrze… -powiedział, taktycznie unikając kwestii łowienia, którą poruszyła mistrzyni. Nie wspominał o niej praktycznie aż do rozstania się na dzisiaj z Wiewiórczym Skokiem.
***
Jak tu nie kochać pogody Pory Nowych Liści? Kwitnąca Łapa byłby do tego idealnym przykładem. Jego długie futro sprawiało, że duchota jaką potrafiła zaskoczyć nowa pora obiegu pór była czasami nie do przeżycia. Tak samo kiedy spadł deszcz i robił wszędzie błoto. Tragedia. No, ale jeśli Kwiatek chciał być przykładnym najpierw terminatorem, a następnie wojownikiem to jedyne gdzie mógł sobie ponarzekać to w głowie.
Na treningowych terenach pokazał się o wyznaczonej porze. Najpierw trochę się przestraszył, że się spóźnił kiedy dostrzegł na horyzoncie mentorkę czekającą już na niego, ale później zrozumiał, że wojowniczka najwidoczniej po prostu była wcześniej. Przecież on nie mógłby się spóźnić!
-Dzień dobry, Wiewiórczy Skoku -przywitał się kiedy dotarł w końcu do swojej mentorki.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
- Dzień dobry, Kwitnąca Łapo - przywitała się ciepło z terminatorem, kiwając mu głową. Nie wstała jednak od razu, gdy tylko terminator się zjawił, bo miała w sumie dwa plany do przedstawienia mu i zastanawiała się, który bardziej przypadnie mu do gustu. - Pomyślałam, że dzisiaj możemy albo poćwiczyć pływanie i trochę teorii, biorąc pod uwagę jak bardzo jest ciepło, a przy okazji może zahaczyć o łowienie, albo, możemy trochę popolować? Co wolisz? - zapytała, dając oczywiście srebrnemu wybór co do tego, co chciałby robić. Co prawda, powiedziała mu ostatnio, że jeśli będą przerabiać coś nowego, to będzie to prawdopodobnie polowanie, ale nie przewidziała, że w dniu, kiedy uzna, że pora na coś nowego, będzie akurat tak piekielnie gorąco! Więc, szczerze powiedziawszy, wolała opcję ze wszystkim co wodne, ale nadal, mimo wszystko, wolała usłyszeć, czy Kwitnąca Łapa podziela jej zdanie, jak to miała w zwyczaju - zawsze dawać terminatorom opcję na to, co chcą robić!
Księżyce: 47
Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Ślimacza Muszla* [NPC]
Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC]
Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Łowienie? Już ostatnio unikał tego tematu, próbując zapomnieć o tej kompromitującej sytuacji nad rzeką kiedy wybrał się na łowienie z Wiewiórczym Skokiem. Wtedy zanim jeszcze zaginęła jego pierwsza mentorka, Płotkowy Potok. Osobiście wolałby polowanie, ale ten piekielny gorąc pewnie nawet nie dałby mu się skupić na tym zadaniu. Westchnął. Dalej był tak jakoś obrażony na to łowienie, więc nawet nie zamierzał wypowiadać tej przeklętej nazwy, ale jak widać klamka już zapadła, zadecydowała o tym pogoda.
-Wydaje mi się, że możemy dzisiaj trening... na mokro -odparł w końcu na pytanie po dłuższym zastanowieniu się jak ująć swoje myśli w słowa- No i oczywiście tę teorię, po co marnować czas? -dodał jeszcze tak dla jasności. Kwitnąca Łapa robił się coraz starszy a jemu dalej się wydawało, że tego materiału do nauki nic nie ubywało. Normalnie jakby praktycznie nie zbliżał się w stronę końca treningu nawet małymi kroczkami. Tak więc chciał przerobić jak najwięcej na raz jeśli tylko to możliwe.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Właściwie, to jeśli Kwitnąca Łapa wolałby popolować, to nie miałaby nic przeciwko - co prawda jej również, mimo krótszego futra, naprawdę przeszkadzał gorąc, acz to nie ona miałaby polować, prawda? Sądziła jednak, że Kwitnącej Łapie może nie być przyjemnie biorąc pod uwagę, że miał dłuższą sierść, więc dlatego wpadła na pomysł pływania. No i... tego nieszczęsnego łowienia przy okazji też. Wiadomo, jak to się skończyło ostatnim razem, acz jako wojownik rzeki wypadało wiedzieć jak się łowi nie tylko w teorii, ale również w praktyce. Oprócz tego, skoro już się pouczą na przykład pływania, to mogą porozmawiać także o rangach i kodeksie, a to zdecydowanie zbliży ich do skończenia treningowego materiału.
- W porządku, chodźmy więc - miauknęła raźno, idąc w stronę rzeki. Miała już w głowie plan jak to wszystko rozwiązać, i co będą dokładnie robić. - Zacznijmy może od... teorii. Na pewno wiesz, jakie rangi mamy w klanie, tak ogólnie, oraz kto piastuje u nas te najważniejsze...? - spytała, poruszając wąsami.
Księżyce: 47
Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Ślimacza Muszla* [NPC]
Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC]
Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
-Tak -odparł, podążając w ślad za Wiewiórczym Skokiem, żeby za bardzo w tyle nie zostać... chociaż o to chyba nie musiał się za bardzo martwić, patrząc na wzrost i jego różnicę ich obojga- Przywódca, u nas oczywiście Kosowa Gwiazda, Zastępca, czyli w naszym przypadku Wydmowy Wiatr, Medyk, którym jest Barwna Woda, który ma dwóch Terminatorów Medyka, Cisową i Rybołowią Łapę, Starszyzna, czyli koty które przysłużyły się już Klanowi na tyle, że zasłużyły na odpoczynek, są jeszcze rangi Wojownika, Opiekuna, Terminatora i Kocięcia -wyliczył, zastanawiając się czy niczego przypadkiem nie pominął. Niby nie wydawało mu się że czegoś zapomniał, jednak gdzieś z tyłu głowy miał wrażenie, że czegoś mu zabrakło. Nie miał jednak pojęcia czego. Starał się mówić idealnie tak jak wbijali mu to do głowy rodzice przed zaginięciem i śmiercią. W końcu jest to wiedza chyba najbardziej podstawowa w całym lesie.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)