Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Tsunami zawsze stroniła od tłumów, od towarzystwa kotów innych niż ona sama i okazjonalnie Sekwoja... lub ktoś spoza Klanu. Gdzieś z brzegu sterty wapieni udało jej się odkryć szczelinę wystarczająco szeroką, aby była w stanie się w nią wcisnąć. I wystarczająco głęboką, aby było tam komfortowo dla niej i być może jeszcze jednego kota. Wyścieliła sobie posłanie z piór i mchu i tam spędza większość czasu, sama ze swoimi myślami.
Była wściekła.
Zaczęła wymiotować z dnia na dzień, na treningach z Tundrą, gdy sama próbowała polować. Jej apetyt zrobił obrót o całe 180 stopni, albo miała ochotę jeść ciągle, co się nie zdarzało, albo wcale. Zmieniało się to raptem w kilka uderzeń serca, sama Tsunami była bardziej wybuchowa, niż zazwyczaj. Nie rozumiała, co się z nią dzieje, ale była wściekła. I chyba przytyła. Pewnie od tego nadmiernego jedzenia, na pewno.
Zwymiotowała po raz kolejny, tym razem, na szczęście, tuż przed swoją własną szczeliną. Zakręciło jej się w głowie gdy wchodziła do środka, ignorując kałużę rzygowin gdzieś obok wejścia. Chciała się położyć i odpocząć, tylko na to ostatnio miała siłę. Nie rozumiała.
Ale chciała zrozumieć. Gdy się obudzi... zapyta Fairy'ego, tak. Na pewno.
siorka
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja właśnie miała wychodzić z obozu gdy poczuła straszny smród. Wykrzywiła pyszczek w grymasie niezadowolenia i obrzydzenia. Czyżby któreś z kociąt Zroszonego Listka zapomniało gdzie powinno się załatwiać? Nie to raczej nie było to, nie pachniało w ten sposób, ale coś tu ewidentnie śmierdziało i ona MUSI to sprawdzić. No nie ma bata że śmierdziel przed nią ucieknie. Ruszyła w stronę zapachu i znalazła wymiociny. Jej pyszczek wykrzywił się w większym wyraźnie obrzydzenia.
- Ble - mruknęła i cofnęła się o parę kroków.
Najwyraźniej jakiś kot w Nowym Świcie zapomniał po sobie posprzątać albo uznał chorobę za idealną wymówkę do zostawienia tutaj zawartości swojego żołądka. Mógłby przynajmniej komuś zlecić posprzątanie tego, a nie po prostu gdzieś pójść bez słowa i radźcie se sami. Ona jednak z pewnością znajdzie delikwenta i da mu popalić. Oddaliła się o jeszcze kawałek i zawęszyła chcąc znaleźć jakiś inny zapach niż ten wymiotów, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie i będąc samemu blisko zwymiotowania, ale udało jej się utrzymać to co miała w żołądku na miejscu. Nie będzie przecież wymiotować z powodu głupiego zapachu. O dziwo najmocniejszy zapach który udało jej się wywęszyć spomiędzy smrodu należał do nikogo innego niż Tsunki. Zmartwiło ją to. Niby mogła po prostu tędy przechodzić, i zignorować wymiociny, ale coś jej mówiło że to jednak ona jest chora. Chociaż może nie koniecznie chora, ale może to przez te ogromne ilości piszczków które pochłaniała. Będzie musiała uświadomić siostrze że jedzenie tyle jest nie zdrowe.
Rozejrzała się, bo przecież Tsunami nie mogła odejść daleko zbyt daleko.
- Tsunami - darła pyszczek Sekwoja, obchodząc dookoła wymiociny. Miała nadzieje że siostrzyczka szybko się znajdzie i będzie można z nią normalnie pogadać.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
***
Hm. I pomyśleć, że jakieś, ile, osiem księżyców temu? na wieść o ciąży zareagowała tragicznie źle. W szoku, przerażona odpowiedzialnością. Teraz, dumna z tego, w jakim miejscu znalazły się jej dzieci, mogła bez wstydu i bez strachu stwierdzić, że nie bała się wychowania kolejnego miotu. Nie bała się, wręcz przeciwnie, była na to w pełni gotowa. Tym razem naprawdę, od początku, od momentu uświadomienia sobie, że jest w ciąży, tego chciała. Tych kociąt. Na pewno przywiąże się do nich równie mocno, co do pierwszej piątki.
Ambient wiedziała, bo Tsunami spędzała z nią sporo czasu w Ukrytej Pieczarze, gdzie ta czuła się najlepiej. Pozostawała czwórka, której musiała powiedzieć. Muszą wiedzieć, o ile jeszcze nie zauważyły. Jenot i Aura byli nieco nieobecni, choć nie tak, jak ich siostra, ale Alaska i Rosomak... pełni życia i energii i na pewno ucieszą się na wieść o rodzeństwie. Prawda?
Tsunami zawołała do siebie swoje młode gdy przesiadywała w swojej ulubionej szczelinie, w której... nie było jej od dawna.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Rosomak stęskniła się za mamą, tak jak zawsze gdy starszej kotki choć chwilę nie było obok. Według koteczki Tsunami ogólnie zdawała się być… nieobecna. A może to tylko wyobrażenie małej? Nie była pewna. Ale miała przeczucie, że w mamie coś się zmieniło. Niekoniecznie w zachowaniu, tylko bardziej… w wyglądzie. Była nieco okrąglejsza. Rosomak łatwo zauważała takie rzeczy, na szczęście.
Tamtego dnia spędzała czas jak zazwyczaj – na zabawie z rodzeństwem, na zwiedzaniu obozu na swoich coraz to dłuższych łapkach. Jednak słysząc znajomy głos od razu obróciła łebek w stronę szczeliny, w której akurat przesiadywała jej mama. Oh… nigdy wcześniej nie zwróciła aż takiej uwagi na tą szczelinę, a to właściwie dobre miejsce do zabawy. Będzie musiała to zapamiętać.
- Mamo Tsunami. – przywitała się wesoło, podbiegając do rodzicielki i ocierając się pyszczkiem o jej pyszczek… a potem wepchnęła się do szczeliny żeby położyć się obok mamy, ocierając się własnym bokiem o jej nieco zaokrąglony bok. Nie myślała o tym teraz za wiele, mrucząc w zadowoleniu z ciepła i bliskości swojej mamy.
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
On sam zbytnio nie dostrzegał, by ostatnimi czasy mama była nieobecna. Zajęty był wieloma rzeczami w takich chwilach - czy to denerwował Zroszony Listek, czy też próbował przypodobać się reszcie Nowego Świtu i pięknymi oczkami patrzył na nich, oferując im swoją pomoc. Już dawno z Rosomak ustalił, że będą pracowali nad sobą, by w przyszłości stanąć na czele swojej grupy. A musieli zaczynać młodo!
Miał zamiar znów iść zagrać na nerwach byłej rzeczniaczki, jednak zatrzymał go głos matki, nadchodzący z niedaleka. I Rosomak też go usłyszała, przez co aniołeczek od razu ruszył z kopyta za nią, lekko marszcząc brwi na miejsce, w którym ulokowała się siostra z mamą. Wciągnął powietrze i wcisnął się powoli, zajmując miejsce u drugiego boku matuli, mrucząc na przywitanie.
- Cześć, mame! Ale się musiałaś dzisiaj najeść, co? Kurczę, ciekawe czy jak zaczniemy z Rosomak polować, to reszta Nowego Świtu też zacznie tak pęcznieć od pysznych ptaków? - powiedział rozbawiony, rzucając jeszcze później przywitanie dla Rosomak, posyłając jej oraz Tsunami szeroki uśmiech.
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Nie tylko do uszu Alaski i Rosomak dotarło wołanie mamy, ale również do czujnych uszu Aury. Kociaka... niekoniecznie obecnego w Nowoświtowym życiu. Cofnięcie to spowodowane było wielką niepewnością związaną ze światem, jego regułami i postrzeganiem. Pytań było mnóstwo, brak jednak odpowiedzi. W próbie zrozumienia tego na własną łapę kremowo-biały kociak znikał coraz częściej w te bardziej ukryte części wyłącznie obozu, posłusznie nie opuszczając bezpiecznego terenu w którym rezydowały legowiska kotów Nowego Świtu. x Trzeci w kolejności kociak już wybarwionymi od dawna oczami spojrzał na rodzeństwo które uwaga, zdziwienie, również urosło. Powiększyło swoje rozmiary jeszcze coś, co zdążyło być zauważone przez w pełni białego członka ich małej gromadki. Interesujące.
x — Mamo. Dzień dobry. I hej, Alaska, Rosomak. Coś się stało? — krótkie pytanie z prawdopodobnie trochę dłuższą odpowiedzią. Ale to dobrze. Aura to słuchacz. W oczekiwaniu na odpowiedź (i możliwe pojawienie się jeszcze Jenota albo Ambient?) kociak bez zastanowienia siada obok Rosomak splatając mimowolnie swoje biało-kremowe futerko z głównie czarnym futrem wyżej wymienionego kota.
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Zleciały się jak stado wron do gnijącego truchła; to miały w zwyczaju, przynajmniej zdecydowana część z jej kociąt. Zlatywać się do niej, przybiegać na jej zawołanie. Dobrze je wychowała. Rosły, wszystkie. Wszystkie były bystre, wszystkie były przepełnione chęcią życia, ciekawością świata, mniej lub bardziej. Wszystkie były idealne, wspaniałe. Perfekcyjne.
Były jej. I były perfekcyjne.
Tsunami uśmiechnęła się, gdy zleciała się jej latorośli aż trójka - Rosomak i Alaska jej nie dziwili, ale Aura już nieco bardziej. Rzadziej go widywała. Nie tak rzadko jak Ambient czy Jenota ostatnio, ale był... bardziej w tle. Nie przeszkadzało jej to jednak w żadnym stopniu. Z każdym z dzieci przywitała się lekkim, przyjaznym "bonk" czołem w ich mniejsze pyszczki, a Alasce przeczesała językiem niesforne kosmyki na karku.
- Sugerujesz, że twoja matka jest gruba? - spytała z przekąsem, rozbawiona, unosząc połowę pyska w krzywym, przepełnionym przyjazną złośliwością uśmiechu. - No. Dobra. Trochę jestem. Ale... to nie od przejedzenia.
Kocica poprawiła swoją pozycję w Szczelinie, teraz zapełnionej po brzegi; więc zrobiła to ostrożnie aby nie uszkodzić dzieci ani samej siebie, swojego brzucha, o którąś z ostrzejszych krawędzi ścian. - ... mam tak duży brzuch, bo. Jestem w ciąży. Z wami też byłam w ciąży. Wyszliście z mojego brzucha. Teraz... będziecie mieć. Młodsze rodzeństwo.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Oczywiście, że się zleciały - w końcu chodziło o ich ukochaną mamę! Rosomak nie wyobrażała sobie usłyszeć Tsunami i nie przybiec do niej od razu! Była ciekawa tego, czego mama od nich chciała, a jeśli chciała się jedynie przytulić to Rosomak również w pełni odpowiadało.
Uśmiechnęła się lekko w odpowiedzi na słowa Alaski, a potem przeniosła wzrok też na Aurę - z którym niestety ostatnio miała mniej kontaktu, więc cieszyła się z jego obecności tutaj. Wtuliła się lekko w jego bok, mrucząc.
Wsłuchała się w słowa matki, i zamilkła zupełnie na moment. Jej szeroko otwarte oczy nawet nie mrugnęły przez te kilka uderzeń serca.
- W ciąży? Czy to oznacza, że ty i mama Gronostaj zrobiliście nam rodzeństwo? - to tak działało, prawda? Dwa koty bliskie sobie są matkami i mają kocięta. Tak… to chyba tak było.
Koteczka spojrzała na mamę, potem na swoich braci, otwierając lekko pyszczek.
- Mamo. Ile będziemy mieć rodzeństwa? Kiedy się pojawi? Czy masz pomysł na imiona? Czy mogę z tym pomóc? - spytała w końcu, szybko, a jej futerko nastroszyło się lekko w emocjach. Ojej, nie spodziewała się tego. Nie sądziła, że będzie mieć jeszcze więcej rodzeństwa - najpierw babcia Tundra miała kocięta (które też są w takim razie rodzeństwem Rosomak, prawda?) a teraz jej własna mama jest w ciąży!
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Było dokładnie tak, jak myślała Rosomak - Alaska ani trochę nie wyobrażał sobie, by miał zignorować od tak wołanie swojej ukochanej mamy! Zawsze przybiegłby do niej, nieważne, czy miał siedem czy siedemdziesiąt księżycy. Matula była dla niego najważniejsza, wraz ze swoim rodzeństwem. No, babcia Tundra i ciocia Sekwoja też były ważne! I młode cioteczki od babci też!
Przywitał się z Rosomak, a później z Aurą, posyłając mu zaciekawione spojrzenie. Dawno nie widział reszty rodzeństwa, która nie była jego czarnobiałą siostrą... będzie musiał z nimi wszystkimi pogadać, gdy zostaną uczniami! Mruknął zadowolony, gdy matka przejechała językiem po jego futrze, od razu czując komfort jej obecności. Lubił, gdy tak robiła - przypominało mu to o tym, że go kochała. Tak samo, jak on kochał ją.
- Nie! Nigdy! A nawet jeśli, to w moich oczach jesteś najpiękniejszą mamą na świecie, nieważne co! - szybko się wyjaśnił, szczerząc ząbki. Już miał rozgadać się dalej, gdy to Tsunami kontynuowała rozmowę i otworzył szeroko pysk. W ciąży? Wyszli z brzucha? Mnóstwo pytań zaczęło przelatywać przez umysł Alaski, przez co mimowolnie pozwolił siostrze na to, by mówiła pierwsza.
Mama Gronostaj? Czy naprawdę teraz byłby częścią ich rodziny? Nie dziw, że trzymał się tak blisko aniołeczka i jego rodzeństwa... teraz wszystko zdawało się mieć sens. Ale dlaczego trzymał to w tajemnicy? Nie mógł powiedzieć im wszystkim, naraz, by być uczciwym? Jeju, ale żal! Alaska będzie musiał sobie z nim poważnie porozmawiać.
- O! Ja też chcę pomóc z imionami! Może wymyślę coś fajnego, fajne imiona są najlepsze! - zwłaszcza jego i rodzeństwa! A gdyby jeszcze wymyślał imiona z Rosomak, to mieliby jeszcze lepsze pomysły. Szybko otrząsnął się z szoku, choć część zaskoczenia wciąż iskrzyła w jego głowie. Może później wszystko się wyjaśni... Ale czekaj! Mama Tsunami urodziła ich, zanim została wojowniczką... była wtedy jeszcze uczennicą. O matko. O jeju. Czy Alaskę też czekało niedługo macierzyństwo? Poczuł, jak zimny pot zaczyna płynąć po jego czole. Ale on nie był gotowy być matką! Wymyślić imię dla jednego, lub dwóch kociąt nie byłoby problemem, ale jeśli sprowadzi na świat więcej?! Chwila... przecież nie miał kota, który byłby drugą matką... ale tak samo on sam nie miał drugiej matki, tylko Tsunami. O matulu, o wszyscy święci, gwiezdni na niebie i wszyscy błogosławieni, on nie jest gotowy na bycie samotną matką zaraz po mianowaniu!
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Oh. Oooh. Kto by się spodziewał takiego obrotu sytuacji? Zdecydowanie nie Aura, ani widocznie też nie Rosomak czy Alaska, którzy swoje zdziwienie okazali praktycznie od razu, no bo skąd by oni mieli wiedzieć, że to tak działa. Kotek wcześniej nie zauważył że brzuch Tsunami jest niby większy... ale spoglądając na niego dłużej, chyba jest w tym jakaś prawda. W sumie to... ciekawa sytuacja. Takie młodsze rodzeństwo znaczy więcej możliwości na jakąś solidną dyskusję — gdy w końcu Aura dojdzie do porozumienia ze sobą. A na to jeszcze potrzeba przynajmniej jakiegoś podparcia ze strony kogoś, kto bardziej się zna na życiu. x — Po co. Czemu? Ale brzmi to. Ciekawe... ale nie chcę pomagać w wymyślaniu. Wybrać pomóc. — kociak oznajmił spokojnym tonem, ale zdecydowanie bardziej podekscytowanym niż wcześniej. Był to bardzo ciekawy koncept, jak wiele różnych, może z niektórymi jeszcze Aura się nawet nie spotkało. Jeszcze jest dużo do zobaczenia i dowiedzenia się, a czemu by nie podpytać się mamy skąd w ogóle wziął się ten pomysł nowych kociąt. Kremowy kotek nie chciał sygnalizować swoich obaw że może, tylko może, to temu, że coś nie wyszło z nimi...? Dziwna sprawa, przecież jeszcze są malutcy! Czy wszystkie koty tak mają co chwilę następne mioty kociąt? Hm. Cóż, twardy orzech do zgryzienia dopóki jeszcze Tsunami nie odpowiada. Co się zaraz... zmieni.
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Spotkała się z różnymi reakcjami od całej trójki, ale nie... nie skrajnie różnymi, bo finalnie wszystkie latorośle doszły do wniosku, że się cieszą. I chciały jej pomagać? One, chciały jej pomagać? Naprawdę?
Po ciele Tsunami rozeszło się przyjemne ciepło. Czyli dobrze wychowała dzieci. Chciały jej pomóc, pytały, jak się czuła, chciały zaangażować się na tyle, aby pomagać w wymyśleniu imion. Nie czuła potrzeby, aby przyjąć od nich tą pomoc. Doskonale poradzi sobie sama, ale sam fakt, że jej kocięta tak się ucieszyły i zaangażowały sprawił, że poczuła się wyjątkowo miło, dobrze. Uśmiechnęła się wyjątkowo szeroko, rozczulona.
Dopiero po chwili dotarło do niej to co powiedziała Rosomak i po chwili milczenia, Tsunami parsknęła śmiechem. - Mama Gronostaj? Nie, w życiu. To nieważne, kto zrobił wam rodzeństwo, ale. Nie Gronostaj - skąd w ogóle w głowie córki pojawiła się taka myśl? Trochę to Tsunami rozśmieszyło, trochę zaskoczyło, odrobinę zmartwiło. Jednak byli blisko z Gronostajem... ale czy to coś złego?
- Niedługo. Kwestia dni, większość ciąży. Już mam... za sobą. Co, chcecie pomóc z imionami? Zastanowię się. Nie musicie mi... w niczym pomagać. Cieszę się, że. Wy się cieszycie. Że nie jesteście zazdrośni, czy coś, nie wiem.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Wyraźnie urósł od czasu bycia małą kluską. Młody kocur jednak nadal nie jest szczególnie duży, a także nie wykształcił jeszcze masy mięśniowej typowej dla starszych i bardziej doświadczonych życiem kotów. Na tą chwilę jest dziwnie zaokrąglonym kłakiem futra, wyciągniętym nierówno w każdą stronę, jako że nadal rośnie. Długie futro kocura ma dość ciemną burą barwę z gęstym klasycznym pręgowaniem. Dość dużą część ciała pokrywa jednak biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocura. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Głowę kota przyozdabiają pędzelki na uszach, oliwkowo-zielone oczy i różowy nosek.
Nastoletni kocur nie zmienił się szczególnie od czasu gdy był małym kociakiem. Jest otwartym i przyjaznym młodym kocurem, które chętnie zawiera nowe znajomości. Jest empatyczny i zawsze stara się wszystkich uszczęśliwić, nawet jeżeli nie zawsze wychodzi to jak powinno. Stara się być odpowiedzialny i przemyśleć swoją każdą decyzję, ale jak każdego młodzika...czasem go poniesie. Jest fajtłapą, potrafi się zamyślać i wpadać na koty. Chociaż Jenot lubi zawierać znajomości, bycie centrum uwagi wielu kotów na raz bywa dla niego bardzo stresujące. Pod presją łatwo zaczyna panikować.
Czas akurat zgrał się idealnie by rodzeństwo ponownie stanęło razem. Jenot ostatnio nie był widziany w obozie i chyba każdy wiedział do tej pory dlaczego. Dość przykra i zaciekła choroba która zaczęła trawić jego organizm. Kaszel, katar, dość silna gorączka całkowicie wykluczyła młodego kota z jakiegokolwiek kontaktu z innymi. Może cena za kocięcą głupotę? Może zwyczajny przypadek? Jednak niezależnie, efekt przyjemny nie był. Jenot leżał dłuższy czas pod opieką Fairy'iego, który starał się utrzymać kociaka przy życiu. Po jakimś czasie leczenie w końcu zaczęło przynosić efekty, ale nadal musiał jeszcze poczekać nim mógł wystawić łapę za Ważkową Grotę.
Jednak objawy w końcu ustąpiły i poza faktem że nadal był trochę osłabiony, Jenot wydawał się zdrowy. Fairy w końcu zdecydował że Jenot może opuścić grotę, bez ryzyka zarażenia połowy obozu. Mimo że czuł nadal w łapach czas spędzony w Ważkowej Grocie, był doprawdy szczęśliwy że mógł swobodnie znowu biegać po obozie. W pierwszej kolejności Jenot zdecydował się zobaczyć z matką i rodzeństwem. Chociaż szczerze nie spodziewał się znaleźć ich wszystkich w jednym miejscu. Było to dość niespodziewane. Młody kocur pojawił się za resztą rodzeństwa, pojawiając się praktycznie znikąd, gdy reszta była przejęta...czymś.
Od razu do jego nosa dotarła nieprzyjemna woń wymiocin. Pyszczek Jenota lekko się zmarszczył, a sam samczyk zaczął czuć niepokój. Oby tylko Tsunami nie złapała teraz czegoś. Miał nadzieję że jej jakoś nie zaraził. Do uszu Jenota nie dotarła cała konwersacja bo pojawił się w połowie rozmowy, ale dotarło parę rzeczy. - Co mówicie o Gronostaju? – Zapytał, przekrzywiając głowę. Coś dosłyszał wcześniej o imionach. I...ciąży? Oho! Większy niż normalnie brzuch. Wymioty. Gadka o ciąży. Chyba rozumiał do czego to zmierza...
- Hej wszyscy! Em...Fairy w końcu wypuścił mnie z groty...chyba przegapiłem co tu się dzieje... – Jenot powiedział z uśmiechem przymykając oczy. Spojrzał następnie po rodzeństwie, chcąc jakiegoś potwierdzenia. Czy...będzie ich więcej...?
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Oczywiście, że kocięta chciały Tsunami pomóc! W końcu są jej rodziną, a rodzina powinna sobie zawsze pomagać. W dodatku Rosomak tak bardzo cieszyła się z tych nowych wieści! Będą mieli więcej rodzeństwa, to naprawdę wspaniale!
Nie Gronostaj? Zdziwiło to koteczkę, i właściwie było to po niej widać. Otworzyła lekko pyszczek a potem znów go zamknęła, wybałuszając oczy. A potem wtuliła pyszczek w futerko na boku mamy.
- Czemu nie Gronostaj, mamo? On cię kocha. - wymamrotała z pyszczkiem pełnym kudłów, ale nie naciskała więcej. Była ciekawa tego, kto zrobił kociaki, ale skoro mama mówiła że to nieważne - to było nieważne! - Czemu mielibyśmy być zazdrośni, mamo? To wspaniałe wieści. Będę ci pomagać z rodzeństwem, obiecuję. - dodała po chwili.
Niesamowicie ucieszyła się z faktu, że obok pojawiła się kolejna znajoma mordka. Jenot, jej ukochany starszy brat! Wiedziała, że ostatnio chorował, dlatego niezwykle miło było zobaczyć go w tak dobrym stanie, w otoczeniu rodziny. Uniosła łebek by uśmiechnąć się do niego delikatnie, by pokazać mu że cieszy się na jego widok.
- Jenot. Brakowało nam ciebie. Jak się czujesz? - zamruczała. - [b]Mama Tsunami właśnie nam powiedziała, że jest w ciąży. Będziemy mieć rodzeństwo. Ale Gronostaj nie jest drugą mamą. - westchnęła cichutko, kręcąc głową, jakby zawiedziona.
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
To nie Gronostaj był matką ich młodszego rodzeństwa? Z jednej strony Alaska odetchnął z ulgą, że ten dziwak jednak nie wkradł się do jego rodziny, lecz z drugiej strony martwił się, że może drugą matką byłby ktoś nieodpowiedni... nie no, chwila... przecież on też nie miał drugiej matki, nieważne jak starał się dopytywać lub spróbować ją znaleźć chociażby pod najmniejszym kamyczkiem w obozie Nowego Świtu. Całe to matkowanie było skomplikowane, i aniołeczek miał nadzieję, że ten obowiązek nie spotka jego samego zbyt prędko...
Skinął głową na słowa Rosomak, uśmiechając się wesoło. Na pewno będzie pomagał! Szkoda, że nie będzie mógł wybrać imion, lub czegoś zaproponować, ale opcję, którą zaproponowała czarnobiała siostra zaakceptował radośnie. Nawet jeśli mama nie chciała, to jak będzie wracał z polowania, będzie przynosił jej najsmaczniejsze kąski, które zdołają upolować z siostrzyczką już niedługo. Ah, tak bardzo nie mógł się doczekać!
Jednocześnie też był zaintrygowany, jak mama odpowie na pytanie Rosomak dotyczące Gronostaja... sam nie był fanem tego pomysłu, jednak skoro owe pytanie zostało już zadane, mógł wyłącznie oczekiwać i wysłuchać odpowiedzi Tsunami.
- JENOT! Brachu, stęskniłem się! Dużo wcinałeś ziółek? Dobre były chociaż? - zagadał humorystycznie braciszka, którego przecież nie widział tyle czasu! Jego dwukolorowe ślepia od razu zaczęły błyszczeć na widok burego kocura, a uśmiech na pyszczku jeszcze bardziej rozszerzył się, okazując ekscytację i radość aniołeczka.
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Zdecydowanie było to coś ciekawego. I widząc pozytywną reakcję reszty rodzeństwa, również i Aura się uśmiechnęła (ł? ło? li? oh, to zbyt trudne, a nikt tego nigdy nie wyjaśnił! Cóż, zresztą. Och, tak więc Gronostaj to nie jest mama drugiego miotu ich mamy? Tsunami mówi, że nie ma różnicy kim jest "drugi" kot. To też interesująca sprawa, więc do kociąt trzeba aktywnie aż dwóch kotów? Miejmy nadzieję, że to jeszcze nie musi zaprzątać główki Aurze.
Ojej! To przecież Jenot! Trochę mało widoczny był pyszczek tego kota przez ostatni czas. Choroba? Przynajmniej już jest dobrze, tak... Teraz więc byli tu wszyscy, oprócz Ambient. Ale Ambient w ogóle zbyt często nie widać, prawdopodobnie mniej niż Aurę czy Jenota. W końcu trzeba będzie trochę posiedzieć i z tym członkiem rodziny, podpytać się (jeśli oczywiście będzie to możliwe) co nie co o doświadczenia związane z trapiącymi sprawami, które jeszcze nie mają odpowiedzi.
— Hej, Jenot! Czemu byśmy. Się mieli czuć. Zazdrośni? — rudy kotek przywitał burego kotka i chwilę później spytał się mamy o wcześniej wspomnianą uwagę. Czy zazdrość to było coś, co teraz było odczuwane przez Aurę? A to zagadka. Tutaj też łatwo było zauważyć, że kotek wchłonął sporo ze sposobu mowy Tsunami. Jakoś tak. Wyszło. Przynajmniej na pierwszy "rzut ucha" słychać, że są jakoś powiązani, hm?
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else