mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Niespodzianka! Ptaszysko wpadło mu w łapy i rzeczywiście dokonało w nich żywota. Nie wywołało to w Kości jakiegoś wybuchu ekscytacji, ale jakiś cień satysfakcji przemknął mu przez ciało. Na pewno poczuł ulgę, że jedno z zadań ma odhaczone. Jednak, ehhh, już czuł, że od tego łażenia w przykucu będą go bolały łapy, a to nie bardzo mu się podobało.
Pochwycił dotychczasową zdobycz w zęby i rozejrzał się czujnie. Nic nie wskazywało na to, że Bawełna go obserwuje. Sprawdzał to przecież już wcześniej. W związku z tym obrał kurs w kierunku obozu, co kilka lisich długości przystając i upewniając, że nikt podejrzliwy za nim nie idzie, oraz klucząc trochę w zaroślach, by w razie czego zejść ewentualnemu niezauważonemu obserwatorowi z oczu. Natomiast kiedy już przekroczył próg obozu, całkowicie pewnym krokiem podszedł ze stosu i wybrał z niego najświeżej wyglądającą mysz, natomiast na drugą ofiarę typując równie świeżą wiewiórkę. Ułożył sobie całą kolekcję w rządku, pochwycił za ogony i wymaszerował z powrotem w stronę Kociego Grzbietu. Mniej więcej w połowie drogi znalazł sobie rozłożysty krzak, pod którym się ukrył - nie chciał wracać do mistrzyni zbyt wcześniej, by nie budzić podejrzeń. Zamiast tego cichutko zaczął sobie czyścić pazury z tej odrobiny ptasiej krwi.
Wydawało mu się, że minęło całkiem długo czasu i Bawełniana Nić powinna zacząć go szukać w obawie, że coś go zeżarło. Kostek ponownie pochwycił ogony w zęby i obtarł się o gałęzie, wichrząc futerko, nadając sobie bardziej wymiętolony i wymęczony wygląd. W końcu musiał sprawiać pozory. Niespiesznie podążył z powrotem na miejsce treningowe, by tam rzucić piszczki pod łapy mistrzyni.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Bawełniana Nić rzeczywiście nie obserwowała postępów kocura. Po co? Jeśli da radę - zaraz tu wróci z zdobyczami. Jeśli nie da - wróci bez. Wolała siedzieć i kopać dołek w ziemi, niż oglądać małolata skaczącego bezmyślnie na przepiórki.
Nie było go już dłuższy czas, jednak kotka nie ruszyła się z miejsca. Wierzyła, że Koścista Łapa nie był tak głupi by wrócić do obozu i olać sprawę. I, no, wrócił. Z trzema zdobyczami, z tym, co miał przynieść. wyglądały na świeże, w porządku. Nie interesowało ją skąd je wziął. Skoro miał, to znaczy że sobie potrafił poradzić. Czy zaletami fizycznymi, czy sprytem - jeden kij. Przeżyć przeżyje. Oby. - No. Ujdzie - mruknęła, spoglądając na syna Kornikowego Konara. - Weź je ze sobą, powoli zaczniemy wracać. Kto rządzi u nas w klanie? Wymień wszystkich.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Z trudem powstrzymał kiełkujący na pyszczku uśmiech, kiedy jego malutkie oszustwo nie zostało przyuważone. Najwyraźniej inni terminatorzy uczciwe pracowali na treningach, skoro Bawełniana Nić nie miała potrzeby dokładnego skontrolowania skąd wziął zwierzynę. Pewnie był pierwszym gagatkiem, który dokonał takiego przekrętu, przynajmniej tak o sobie myślał, co od razu mu poprawiło humor.
- Szmia Fiasda, Kosofa Pieś i Bafna Choda. - Odpowiedział niewyraźnie, przez "zdobycze" niesione w mordce. Bawełna sama chciała, żeby wziął je ze sobą, to teraz musiała słuchać jego seplenienia. Jednak przynajmniej na fali poprzedniego sukcesu spróbował rzeczywiście wymienić imiona, a nie odpowiedzieć lakoniczne "nie wiem".
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
- Jeszcze dwa - mruknęła, nie bardzo przejmując się plątaniną słów kocura. Dało się go zrozumieć, to najważniejsze. Wymienił wszystkie trzy najważniejsze koty, super, choć znajomość kadencji własnego klanu to absolutna podstawa wymagana od najmłodszych kocięcych księżyców. Kocur jednak pominął terminatorów Barwnej Wody, co akurat wcale ją nie dziwiło, bo oboje byli dla niej wyjątkowo obojętni, ba, wolałaby by ich nie było w ogóle. Nie przepadała za srebrnym, rzecznym medykiem, nie miała także do niego za grosz zaufania. Cisową Łapę już nieraz miała ochotę rozszarpać i rzucić w kąt, kiedy darł swoją mordę bez najmniejszego powodu, a Rybołowiej Łapy... nie znała, ale kręciła się obok tych dwóch popaprańców, to też musiała być świrnięta.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Z początku zmarszczył brwi i przeniósł na Bawełnę skonfundowane spojrzenie. Jeszcze dwóch? Najchętniej odpowiedziałby "Skrzące Słowo i Bawełniana Nic", bo oboje mieli tak przerośnięte ego, że na pewno chcieliby się widzieć w roli rządzących, ale nie chciało mu się strzępić języka przez zdobycze w pysku, poza tym to zdecydowanie nie było to, na co czekała wojowniczka. Dwójka...
Parsknął, aż mu piszczki wypadły spomiędzy zębów.
- No nie mów, że Cis rządzi w Klanie. - Zapytał z ewidentnym niedowierzaniem, pomieszanym z kpiną. Dobra, jako terminator medyka brat pewnie chciał być ważny, potrzebny, bla bla bla, ale żeby zaliczał się do władzy? Jakiś żart i to nawet niespecjalnie śmieszny.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Westchnęła cierpko, kiedy Koścista Łapa zaczął łapać ją za słówka. Jasnym było, że mówiąc "kto rządzi u nas w klanie" chodziło o koty, które były po prostu wyżej postawione od nich obojga. Zmarszczyła tylko brwi, idąc dalej. - Nie rządzi, ale z pewnością jest uważany za ważniejszego - co, swoją drogą, było okropnie niedorzeczne. Mogła nie darzyć sympatią Kości, ale uważała, że miał o wiele większe predyspozycje do bycia kimś niż jakiś skrzeczący, piszczący i niewychowany dzieciak z królikarni. Ale był uczniem Barwnej Wody, więc wcale się nie dziwiła że nie potrafił się zachować. Szkoda, że w przyszłości będzie zdana na jego wiedze medyczną, bo bez tego zdechnie przez ugryzienie szczura i tyle z tego będzie. - Cisowa Łapa i Rybołowia Łapa.
Spojrzała na Błyszczące Głazy, zaraz znowu kierując swój wzrok na terminatora. - Oprócz nas jest jeszcze Grom, Cień i Wicher, co pewnie już wiesz, aż za tak głupiego cię nie uważam. Wiesz kto w nich rządzi, czy nie bardzo?
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
To już miało więcej sensu, chociaż coś skręcało się w kiszkach Kości jak myślał o tym, że Cis był ważniejszy tylko dlatego, że wybrał latanie za ziółkami i wybieranie kleszczy z futra innych.
- Żeby zostać terminatorem medyka trzeba wylizać mu futro, czy można zrobić coś innego? - Zapytał trochę kwaśno. W sumie to przegapił moment, w którym brat został uczniem Barwnej Wody, a raczej dlaczego został na niego wybrany. Poza tym, że chciał. Czy jeżeli Kość zrobiłby pielgrzymkę do medyka i wyraził swoje zainteresowanie posadą, to też miałby szanse? Kto wie, może by nawet chętnie pobabrał się chwile w krwi i pachnących liściach. Zawsze mógł potem zrezygnować, nie? - W Wichrze jest jakaś Lśniąca Sadzawka? Chyba jest medykiem. A po za tym to nie interesowałem się. - Miauknął bez zaangażowania, a potem pozbierał zwierzynę, którą wcześniej opuścił. W końcu to Bawełna będzie się teraz produkować , wymieniając imiona, co nie?
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Parsknęła na pytanie kocura. - Nie wiem, pewnie tak. Znając Barwną Wodę, brał terminatorów na ładne oczka - przewróciła oczami. Nie była medykiem by wiedzieć na czym polegała rekrutacja, ale nawet nie chciała wiedzieć. Pewna też była, że ten głupiec dobierał sobie terminatorów według własnego uznania, a nie zgodnie z zasadami, o ile takie istniały. Pewnie dlatego inne klany miały koty kompetentne na stanowisko medyka, a rzeka miała... Barwinka. I Cisa. I Rybołów. - Ta, W Wichrze medykiem jest Lśniąca Sadzawka, Krwawnikowy Liść i Mała Łapa. Gwiazdą jest Lawendowa Gwiazda, a jej zastępcą Biały Puch. W Gromie rządzi Żubrza Gwiazda z Wężowym Błyskiem, a na medyka mają Truskawkowy Gąszcz, Nurtową Łapę i Powojnikowy Pęd. A w Cieniu... Polna Gwiazda, Wirujące Pióro. Medyka nie maja, za to dwie terminatorki - Bladą i Pochmurną Łapę - wyrecytowała. Swoją drogą, ciekawa była jak te dwie uczą się czegokolwiek. Bo jak się nie uczą, to pewnie tam koty zdychają jak muchy.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Wykrzywił wargi w namiastce uśmiechu, chociaż i tak jego pyszczek zasłaniały "zdobycze" i Bawełna nie miała szans go ujrzeć.
- Wydajesz się nie lubić Barwnej Wody. - Zagaił mimochodem. Podejrzewał, że kocica nie lubiła nikogo, ale plucie na medyka rzuciło się terminatorowi w oczy i nawet go rozbawiło. Trudno powiedzieć, żeby od tego pokazu niechęci od razu zaczął czuć nić sympatii do mistrzyni, ale przynajmniej mógł wskazać jakąś jej ciekawą stronę.
Recytację imion władz innych Klanów połowicznie wysłuchał, a połowicznie puścił pomimo uszu. Czy naprawdę ta wiedza mogła mu się kiedyś przydać? Chyba tylko podczas włóczenia się po granicach i zaczepiania obcych kotów - ale i tak, jaka była szansa, że akurat trafi na Gwiazdę, albo medyka? I jakimś cudem się domyśli, że to oni? Puste imiona bardzo niewiele go interesowały.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
- Ciężko lubić kogoś, kto sra pod siebie z byle powodu - wzruszyła ramionami. Nie widziała powodów, dlaczego miałaby nie rozmawiać z kocurkiem na tematy trochę oddalone od podstawy programowej. Jeśli nie będą się tym głównie zajmować, olewając trening, to mogła od czasu do czasu ponarzekać na poszczególne koty w obozie. Zwłaszcza, jeśli miała narzekać na kogoś, kogo w klanie w ogóle być nie powinno, jeszcze na tak ważnym stanowisku.
Nim spostrzegła, byli przed wejściem do obozu. Poruszała wąsikami, rozglądając się dookoła. - Koniec. Idź odłóż swoje zdobycze na stos, widzimy się jutro o wysokim słońcu - miauknęła, po czym odwróciła się i podeszła do Brązowego Pyska, który akurat pełnił wartę przed wejściem.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Oh proszę, od razu zrobiło się ciekawiej, jak Bawełna postanowiła zejść z podstawy programowej i zamiast tego trochę ponarzekać. Szkoda, że nie zamierzała się bardziej rozwinąć, bo chociaż Kość nie miał powodów, by nie lubić Barwnej Wody, chętnie usłyszałby jakimi słowami kocica miesza go z błotem. Niestety musiał się obejść smakiem.
- Dziwne, że ziółka mu nie pomagają na tę sraczkę. - Wyburczał w odpowiedzi pod nosem. Zaraz potem parsknął z ulgą, bo wojowniczka ogłosiła koniec treningu. - [b]Huuuraa. -[b] Mruknął płasko, przewracając oczami. Trudno powiedzieć, czy było to werbalnej wyrażenie rzeczywistej radości z okazji zakończenia dzisiejszego dnia, czy może ironiczna uciecha z zapowiedzi jutrzejszego spotkania. Może oba na raz.
Kiwnął Bawełnie łbem, nie kwapiąc pożegnać się inaczej i leniwie udał się w stronę stosu, by odłożyć na niego zwierzynę... którą wcześniej z niego zabrał.
***
Kość poważnie rozważał, żeby znaleźć jakąś wymówkę i nie zjawić się na spotkaniu z Bawełnianą Nicią. Nie chciało mu się trenować, łazić za nią, słuchać jej gadania i jeszcze odpowiadać na pytania. Obawiał się na dokładkę, że wymyśli mu jakieś ruchowe zajęcia w rodzaju walki, brrr. Jednak nawet Tojad zaczęła chodzić na treningi (wow?), więc kocurek utrzymywał się w swoim przekonaniu, że najlepszym sposobem na ucieczkę z treningu jest jego szybkie zakończenie. Dlatego ostatecznie przywlókł się do Ciemnego Szlaku mniej więcej wtedy, kiedy słońce zaczęło górować i... pomyślał, że w sumie wojowniczka powiedziała mu kiedy mają się spotkać, ale gdzie... już nie? Trudno, stwierdził sadzając zadek przy wyjściu z obozu, może to niedogadanie uchroni go przed męczeniem się tego dnia.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
- Koścista Łapo - mruknęła, kiedy wyślizgnęła się z Jałowcowego Gąszczu i pojawiła się obok terminatora. Całe szczęście się nie spóźnił, bo zdecydowanie nie miała humoru na jakieś jeszcze kłótnie czy inne pyskówki. Wyszła więc szybko, i natychmiastowo ostro skręciła w stronę zachodnich łęg, gdzie też po chwili się znaleźli, o czym kocurka poinformowała. Nie zatrzymała się jednak, tylko szli dalej. - W porządku, to... Mszar. Dzisiaj walka, czyli coś, bez czego nie przeżyjesz w lesie, czaisz? Wiesz coś o niej, czy też nic?
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Niestety, Bawełniana Nić nie czekała na terminatora na Kocich Grzbietach, tylko najwyraźniej wylegiwała się w legowisku wojowników, co skutkowało tym, że spotkali się przy wyjściu z obozu. Kość westchnął, nie fatygując się by powitać mistrzynię, zresztą ta nawet specjalnie się nie zatrzymała, tylko zaczęła gnać przed siebie. Kocurek zdążył jeszcze wywrócić oczami zanim ruszył za nią, trochę zostając w tyle. Jak zawsze. Co prawda mięśnie nie paliły go tak bardzo jak pierwszego dnia treningu, ale nie mógł dotrzymywać Bawełnie kroku, bo jeszcze by pomyślała, że zaczął się starać. Absurd.
- Uciekanie na drzewa nie wystarczy? - Mruknął pod nosem, wewnętrznie ciężko wzdychając. Czyli w końcu przyszedł ten okropny moment, w którym będzie musiał się napocić. - Nic. - Miauknął beznamiętnie, bo chociaż wydawało mu się, że coś by wymyślił, nie chciało mu się gadać. Energie wolał zachować na potem.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
- Jak ci się śpieszy do gwiazdek, to tak - odpowiedziała, uznając to za czysty absurd by uciekać na drzewa. I zakładając też, że Koścista Łapa żartował, bo nie wierzyła, by jej terminator mógł wpaść na tak bezmyślny pomysł. Poruszyła ogonem na boki, starając się nie komentować tego, jak bardzo syn Zachodzącego Światła nic nie wiedział. Lubiła, gdy jej terminatorzy wiedzieli choć trochę przed treningiem, gdy mieli ambicje by nauczyć się czegoś wcześniej. Niestety, jak na razie żaden jej się taki wyjątkowy nie trafił. - Dobra, to tak. Walka jest bardzo zróżnicowana i każda jest inna. Są techniki, są jakieś tam zasady, ale głównie musisz polegać na sobie. I znać swoje ciało. Na przykład ktoś cięższy, z mięśniami, atakuje głównie siłą, więc jego ataki są mocne, ale wolniejsze. Za to ktoś nieco zgrabniejszy i chudszy będzie mieć szybsze ataki i łatwiej mu będzie unikać ciosów, ale jego machnięcie łapą nie będzie takie mocne. Chyba logiczne.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
- Nie widziałaś jak chodzę po drzewach. - Wymamrotał pod nosem i zostawił Bawełnie do wyboru, czy uzna to za dalszy żart, czy polemizowanie z jej opinią. Było to zdecydowanie to drugie, bowiem Kość nie sądził, by wojowniczka w ogóle kiedykolwiek wzięła pod uwagę opcję ucieczki, bo to zapewne za bardzo godziło w jej Klanową dumą, czy inne takie bzdury. Nic dziwnego, że nie akceptowała wspięcia się na drzewo za idealną opcję na uniknięcie walki, o ile w ogóle potrafiła to zrobić. Nie wyglądała na taką co skacze po drzewach jak wiewióreczka.
- Aha. Logiczne. - Potwierdził. Jeżeli Bawełna chciała usłyszeć coś jeszcze - a po tym czasie wspólnego treningu powinna się wyzbyć takich płonnych nadziei - to się musiała zawieść. Kostek całkiem nieźle znał swoje ciało - było gibkie i zwinne, ale miało niewiele siły i jeszcze mniej mięśni. Poza tym wcale nie chciał na nikogo podnosić łapy, tarmosić się, ślinić... przynajmniej nie w takim kontekście. Uważał, że wykorzystując swoje atuty powinien unikać walk, a nie w nich uczestniczyć.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise