Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Po ceremonii, po całej tej biesiadzie, w której Kusa nie uczestniczyła, przyszedł czas na trening. Koteczka opuściła swoje legowisko, w którym dotąd odpoczywała. Spokojnym krokiem udała się pod legowisko terminatorów, starając się obmyślić plan na dzisiaj. Co będą robic? Czego nauczy Drozdową łapę? Miała tyle pomysłów! Tyle opcji, a każda lepsza od poprzedniej. Gdyby sama chciała decydować, zapewne rozpoczęłaby trening od nauki polowania, ale... Ale doszła do wniosku, że pozostawi wybór swojemu uczonemu. Może jest jakiś temat, który interesuje go najbardziej?
Gdy dotarła na miejscu, usiadła i ukradkiem rozejrzała się. Na razie nie dostrzegała kocurka, ale zapewne lada moment się to zmieni. Być może terminator po prostu jeszcze nie przyszedł.
Drozd to spory kot, choć jest to bardzo mylne wrażenie; jest po prostu wysoki, a objętości dodaje mu naprawdę długie i puszyste futro. Mięśni to w nim praktycznie tyle co nic, jakby go tych kołtunów pozbawić to dostalibyśmy całkiem pokracznego i kanciastego kocura. Mordka to wyjątek; mordkę ma okrągłą i przesympatyczną, z długimi wąsami i małym, różowym nosem. No i migdałowe oczy, z czego lewe ma niebieskie, a prawe - złote. Spore uszy, wyglądające nieco komicznie i długi ogon ale, ostatecznie, Drozd wypada całkiem proporcjonalnie do swojego ciała i okazuje się być całkiem przystojnym kotem. Jeśli chodzi o barwę futra, bo to chyba warto wspomnieć - w większości biały. Kremowe plamy posiada jedynie na plecach, ogonie, uszach i częściowo nachodzą one na jego oczy, zostawiając jednak biały pas od noska, aż do czubka głowy.
Chyba sporo po tatusiu, a przynajmniej po... Po tatusiu sprzed incydentu. Jednostka raczej złośliwa, acz trzeba po prostu przyznać, że jest to też jego charakter i zapewne w pewien sposób próba okazania sympatii. Sporo zaczepia, zwykle poszukując towarzystwa a na dłuższą metę może okazać się naprawdę w porządku! To znaczy, trzeba przetrwać jego niewyparzoną gębę i to, że najpierw mówi potem myśli, a jak wiadomo szczerość słów to nie zawsze miód na serce innych; niemniej, Drozd raczej nigdy nie jest kierowany faktycznie złymi intencjami czy chęcią zrobienia komuś przykrości i jeśli dostanie sygnał zwrotny że coś takiego nastąpiło, będzie najbardziej zdziwioną i niezręczną istotą na świecie. Wybiórczy jeśli chodzi o przyjaciół, trochę wychodzi z potrzeby otaczania się tylko znanymi wojownikami albo naprawdę ładnymi kotami, nieszczególnie patrząc na ich charaktery. Prestiż i droga do sukcesu, dokładnie tak. Mimo wszystko, Drozd odziedziczył też trochę po matce! Choć fakt, że niczym ona potrafi szalenie sztywno trzymać się zasad czy stanowczo podchodzi do swoich opinii może nie być aż tak wielkim pozytywem, to trzeba wspomnieć że niczym Ciepła Mżawka, Drozd ma w sobie jakąś niewielką słabość do kociąt i sporo łagodnieje spędzając z nimi czas.
Ano, nie można było powiedzieć że spóźnił się jakoś tragicznie czy coś, ale zdecydowanie nie był zaznajomiony z konceptem wczesnego wstawania i... orientowania się tak dobrze w klanie. Cóż, nic dziwnego że koty zakładały że się odnajdzie - w końcu to jednak trochę wstyd, nie kojarzyć własnego obozu! - niemniej, Drozd opuścił klan bardzo wcześnie. Tak więc dotarcie na umówione miejsce mogło mu chwilkę zająć, acz nie potrafił się czuć z tego powodu jakoś bardzo winny czy coś. Mógł zapytać, ale ktoś mógł mu też pójść na rękę i dokładniej wyjaśnić, no nie? No właśnie. No.
- Witaj Wierzbowa Gałązko.
Rzucił więc, kiedy w końcu i dotarł na miejsce, i jego wzrok odnalazł pstrokatą kotkę, która miała być jego mistrzynią. I sam się na te słowa uśmiechnął krzywo do siebie; jakoś tak, brzmiały mu strasznie dziwnie oficjalnie. Dobrze że jeszcze nie wybiegł z "witaj mistrzu" czy coś-- chyba tego nie oczekują, co nie? Poczułby się skrajnie głupio, gdyby przyszło mu żyć w takiej napompowanej atmosferze przez cały czas.
W sumie trening treninigiem - pamiętał, jak na niego czekał jako kociątko - ale teraz ciężko było mu wymyślić, czego właściwie brakuje mu do bycia dobrym wojownikiem. Poluje? Poluje. Unika walki jak nie trzeba? No ba. Zna zagrożenia? Świetnie. Umie kogoś sklepać po pyszczku jak przyjdzie potrzeba? No-- tutaj, powiedzmy, bo jednak te patyki zamiast łapek nie ułatwiały. Ale budował sobie aurę bycia groźnym przez puchatość, jest szasa że inne koty myliły to z mięśniami więc działa.
- Czego chcesz mnie nauczyć?
Przekrzywił głowę pytająco, ostatecznie odpuszczając sobie walkę z myślami i stawiając na prostą rzecz - po prostu zapytać co on tam właściwie musi komuś udowodnić. Bezsensu, w ogóle. Jakby mu na słowo nie mogli uwierzyć, przecież przeżył do tego czasu! Więc to chyba znaczy, że tam umie wszystko co trzeba.
AndI'llnevergohomeagain, favouritefriend Iliveinahologramwithyou (and nothing's wrong, when nothing's true)
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Mogła spodziewać się tego pytania. Wtedy zapewne stworzyłaby jakiś... Plan B, czy coś. Sama ustaliłaby, co będą przerabiać pierwszego dnia. Zaplanowałaby gdzie pójdą, co pokaże Drozdowej Łapie. No tak, w końcu trzeba przejść wszystkie wichrowe granice. Na to... Pewnie przyjdzie czas, ale nie teraz, a później. Bo szczerze mówiąc, nie miała zbyt wielkiej ochoty na jakieś dłuższe spacery. Chociaż... Być może takowe pozwoliłby jej znaleźc jakiś trop Traszki. Wiedziałaby coś więcej niż tylko to, że rudzielec oraz jego matka gdzieś przepadli. Na ten moment mogła jedynie się domyślać, że oboje wrócili na osiedle, ale nie mogła w żaden sposób tego zweryfikować. I... Szczerze mówiąc, naprawdę żalowała, bo minęło zaledwie kilka dni od tego zniknęcia, a ona miała wrażenie, jakby została skazana na samotność bardzo dawno temu. Cóż, tęskniła za Traszką i chyba nie jest to żadnym zaskoczeniem.
- Cóż... Na pewno musimy przerobić walkę, polowanie, przejść granice klanu oraz omówić kodeks wojownika. To obowiązkowy materiał. Jeśli będziesz chciał, to w późniejszym czasie możemy zająć się czymś, co nie wchodzi w program treningu, ale również jest przydatne. Mam na myśli wspinaczkę albo chociażby klanowe rangi. Historia powstania klanów też jest dość ciekawa. - I jakaś jej cząstka liczyła, że Drozdowa Łapa się tym zainteresuje. przecież Kusa obiecała Szyszce, a nawet sobie, że będzie przekazywać tą ważną historię z pokolenia na pokolenie. Bo to nie jest coś, o czym powinno się tak po prostu zapomnieć. Skoro koty ją sobie od wieków to... Można to uznać za pewnego rodzaju tradycję, o którą trzeba dbać. - Sam możesz wybrać od czego chciałbyś, żebyśmy zaczęli. Potrafisz coś już? - W końcu kocurek spędził poza klanem jakiś czas, więc może nauczył się już polowania? Walki? Jakieś podstawy, czy coś. To na pewno ułatwiłoby i przyśpieszyło trening, w jakimś stopniu.