Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Cóż, Pędowi chociaż coś wychodziło - kotka jakby odetchnęła z ulgą po zobaczeniu kocura. Wątpiła, żeby było to spowodowane uśmiechem kocura, ponieważ bardziej cieszyła się z tego, że nie będzie miała nic wspólnego z Pokrzywą. Pęd był przyjemny. Nie mieli jakiegoś bliskiego kontaktu, ale trochę ich łączyło. Oboje znali Raniuszka. No i Artema..
Jęknęła po usłyszeniu diagnozy. A niech to Gwiezdni! Jest znowu uziemiona w lecznicy, będzie musiała oglądać Pokrzywę... I jeszcze nie może wykonywać obowiązków. No nic. Zdarza się. Powinna się cieszyć z tego, że los dał jej chwilę czasu na odpoczynek.
- Zrób to, proszę - mruknęła cicho. - Dziękuję. - już chciała zniknąć w głębi legowiska chorych, kiedy kocur zadał jej pytanie. Zdziwiona zastrzygła uszami.
- Jest świetnie - skłamała gładko. Była za stara, żeby ktoś się nią przejmował. Wolała, żeby pomocną łapę koty wyciągały do młodszych kotów, którzy jeszcze mają nadzieję. - A u ciebie wszystko w porządku? Jak sobie radzisz... - nie dokończyła. Kocur na pewno zrozumiał, że chodzi jej o Raniuszka.
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Zastrzygł uszami, słysząc jej pytanie. Być może nieco źle go zrozumiała, nie pytał jej czy w ogóle jest z nią w porządku, pytał w związku z pchłami i leczeniem, jednak… nie zamierzał oczywiście wyprowadzać jej z błędu. Mogli urządzić sobie pogawędkę, oczywiście, że tak. Pogodny wyraz pyska Pędu, który zdołał przywołać na czas wykonywania zabiegu, znikł jak ślady łap na obmywanym przez fale piasku.
- Szczerze mówiąc, nie wiem - przyznał, teraz już na nią nie patrząc. Zajął się sprzątaniem po wykonanym na Kos zabiegu. - Myślę prawie wyłącznie o kociętach, nie chcę by czegokolwiek im brakowało, staram się… robić za dwóch rodziców - dodał, nie wiedząc właściwie, dlaczego zwierza się Kos. Z jednej strony, nie byli jakoś szczególnie blisko, a z drugiej, znał ją całe swoje życie (jako, że jego części sprzed Nowego Świtu nie pamiętał) i była dla niego nieco, jak starsza ciocia, być może dlatego nie miał przed tym oporów i to wyznanie przyszło tak naturalnie, samoczynnie.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos, co dziwne, rozumiała Pęda jak mało który kot nie tylko w Nowym Świcie, ale i pewnie w całym lesie. Nie musiała mieć z kimś dzieci, żeby móc sobie wyobrazić pogrom tej tragedii. Kocica po prostu słuchała kocura najuważniej jak mogła. Wiedziała, ile to znaczy być po prostu wysłuchanym.
- Rozumiem - wymruczała jedynie. - Też za nim tęsknię - przyznała. - Wiem, że wróci. Cokolwiek z nim jest, gdziekolwiek jest, na pewno o nas myśli. W Klanach czasami koty porywały dwunogi... Ludzie - zdziwiła się, z jaką łatwością przyszło jej powiedzenie o swojej klanowej przeszłości. Pęd i tak pewnie o niej słyszał, jednak wciąż było to dla niej nieprzyjemne. - I później ktoś znajdował je na osiedlu - wyjaśniła. - Pamiętaj, że kocięta potrzebują cię zdrowego. Mają całe stado, na pewno niczego im nie brakuje. Musisz odpocząć, Pędzie - spojrzała na niego poważnie. - Mogę się trochę nimi zająć przez ten czas, jeśli mi na to pozwolisz. Najgorsze, co możesz teraz zrobić, to stracić wszystkie siły...
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Pęd czuł się dziwnie za każdym razem, rozmawiając na ten temat. Nie to, że nie poruszał go z innymi kotami, tylko… budził w nim bardzo skrajne emocje. Przywoływał cierpienie i gula w gardle wracała. Spojrzał na ścianę groty, przez chwilę odwrócił swoje myśli od swojego zaginionego towarzysza, ale było to nieuniknione, musiał dokończyć tę rozmowę.
Zaskoczyła go, kiedy powiedziała, że też tęskniła za ojcem jego kociąt. Nie sądził, że na tyle dobrze go znała. Ostatecznie stwierdził, że nie powinno go to dziwić, Raniuszek był słodkim i ciepłym kotem i przekonywał do siebie każdego, z kim miał kontakt.
Kocur odchrząknął i spojrzał jeszcze raz na kotkę, czując jak zalewa go najpierw fala wątpliwości a następnie kolejna, wypełniona wdzięcznością. W pierwszej chwili nie był pewien, czy będzie w stanie powierzyć swoje i Raniuszka kocięta komuś innemu, jednak po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że jeżeli komukolwiek z kotów Nowego Świtu, to właśnie jej. Zdecydowanie bardziej jej, niż własnej matce, którą oczywiście bardzo kochał, ale jego zdaniem do tego zadania Sekwoja miała zdecydowanie za mało delikatności i wyrozumiałości. Kos to zupełnie co innego.
- Mogłabyś? Właściwie to… byłbym bardzo wdzięczny. - powiedział w końcu, czując że wyraz jego pyska z powrotem zmienia się na nieco bardziej pogodny. - To dobre dzieci, nie będą sprawiały kłopotu - zapewnił zupełnie szczerze, jego własnym nieskromnym zdaniem wychował cztery słodkie aniołki. - Muszę wracać do pracy. Jestem tu, jeżeli będziesz czegokolwiek potrzebowała. - dodał przyszły medyk, naprawdę wdzięczny za jej propozycję. Tego akurat Kos nie powiedział, jednak uznał że kontakt z kimś innym niż on sam dobrze zrobi jego kociętom. Do tej pory zupełnie nikogo nie prosił o pomoc i wychowywał je w zasadzie sam, nie myśląc dotąd o tym, że mógł to być błąd.
W przyszłości się przekonają.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Na odpowiedź kocura po prostu skinęła głową. Przeżyła tyle lat, że wiedziała co nieco o wychowywaniu kociąt, nawet jeśli nigdy nie urodziła własnego, a Jesion był zdecydowanie za stary, by być uznanym za przeciętnego kociaka.
- Pewnie - zapewniła. - Nie sprawią mi żadnego problemu. Nie masz się o co martwić. Gdybyś potrzebował czegoś jeszcze, daj mi znać - dodała, nim kocur całkowicie zniknął.
Raniuszek odszedł. Nie mogła wyrzucić tej myśli że swojej głowy. Nie odszedł, poprawka, tylko zniknął. Nie wierzyła, że ten mógłby odejść bez żadnego ostrzeżenia, porzucając za sobą kogoś takiego jak Pęd i gromadę swoich dzieci. A żeby to była gromadka! Całe dwa mioty, które, wbrew pozorom, trzymają się całkiem nieźle jeśli chodzi o liczebność. Może poszedł szukać jednego z nich? Albo... Kos nie była w stanie znaleźć żadnego logicznego wyjaśnienia. Kompletnie żadnego.
Starała się zasnąć, ale nie była w stanie. Jednak finałowa droga życia nie będzie taka prosta, jakby się spodziewała.
//zt x2