W noc po ceremonii Łabędź spał jak suseł i nic nie było w stanie go wybudzić. Ani ruch reszty śpiących wojowników, ani wychodzące o poranku patrole, ba, nawet odgłosy świeżo mianowanych terminatorów zbierających się do wyjścia na trening. Rozsądnie umówił się ze Zmierzchową Łapą dopiero na górowanie słońca, w przeciwnym razie niechybnie by zaspał. Wyprawa do Szepczącej Sadzawki i z powrotem wyssała z niego wszelkie siły. Potrzebował regeneracji.
Jednak w końcu się przebudził. Nieco zamulony, nie do końca wypoczęty, ale zdecydowanie trzeźwiejszy na umyśle. A gdy ujarzmił niesforne kłaki, rozeznał się w sytuacji w obozie i posilił się badylarką, mógł w pełnej gotowości zawitać w Zrośniętych Drzewach, gdzie - jak mniemał - czekała na niego Zmierzchowa Łapa. Miał nadzieję, że nie musiała czekać na niego zbyt długo. I że zniosła to oczekiwanie cierpliwie... Terminatorzy zwykle nie mogą doczekać się pierwszego dnia treningu, a jej tak pechowo się trafiło, że dostała za mistrza akurat jego, świeżo po powrocie z wyprawy.
- Dzień dobry - rzucił w przestrzeń. Większości terminatorów nie było w legowisku, a pora dnia pozwalała sądzić, że nikomu nie zakłóci spokoju nieco głośniejszym tonem głosu. Dostrzegłszy srebrną koteczkę, uśmiechnął się przyjaźnie. - Jak się czujesz? Wyspana, najedzona? Jak pierwsza noc poza Chruśniakiem?
Gestem ogona poprosił, aby udała się za nim, i jeśli nie spotkał się z oporem, poprowadził ją ku wyjściu z obozu. Wycieczkę po obozie mają już przecież dawno za sobą.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Mistrz Łabędź niepotrzebnie się martwił o cokolwiek. Poznał kotkę za młodu i mógł być spokojny. W końcu kotka wiedziała co to wyrozumiałość. Poza tym, przez te wszystkie księżyce, nabrała nieco ogłady. Zmierzch miała pełną świadomość, że daleka wyprawa dawała się we znaki. Dodatkowo Mistrz Łabędź opowiadał jej historię o poprzedniej wędrówce, a to kotka także zapamiętała. Ponad to kocur posiadał wybrankę serca. Zapewne z nią także chciał spędzić nieco swojego czasu, żeby omówić kilka szczegółów. Generalnie sama Zmierzch jeszcze po Ceremonii rozmawiała z Zakurzoną Łapą.
Tymczasem młoda dotrzymała danego słowa. Nie opuszczała obozu, jak również przybiegła tutaj o wyznaczonej porze. Miała lekki problem z zaśnięciem. Przejaw nadmiernej radości, ale nauczyła się także cierpliwości. Dlatego widząc Mistrza Łabędzia zaraz przybrała pozę gotową do wymarszu. Przez jej futerko przebiegł dreszcz, który oznaczał tylko jedno. Gotowość do nauki, radość z opuszczenia obozu i wrodzoną ciekawość odnośnie otaczającego świata. Na pierwsze pytania kocura kotka pokiwała głową. Dopiero jak skończył mówić, to kotka pozwoliła sobie opowiedzieć coś niecoś.
-Dzień dobry, Mistrzu Łabędziu! Wszystko w porządku, bo nie byłam sama. Rozmawiałam z Zakurzoną Łapą, a jeszcze wcześniej poznałam Ranną Łapę. Dodatkowo Szafirek otrzymał bardzo ładne imię. Mistrzu Łabędziu co będziemy dzisiaj robić?- Kotka ponownie rozgadała się tak, jak ptaki potrafią świergotać o poranku. Po prostu chciała pokazać, że zrobiła spory postęp. Poznała dużo kotów z Klanu i cieszyła się ich szczęściem. Dodatkowo bardzo ceniła sobie kocura pod względem wiedzy. Może nie był kotką, ale przynajmniej ją rozumiał. Pod względem wiedzy traktował ją na równi i nigdy nie odmawiał odpowiedzi bądź wskazania odpowiedniej drogi. Za to była mu najbardziej wdzięczna!
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Resztki senności gdzieś się ulotniły, gdy zobaczył jak ożywiona i gotowa do działania była Zmierzch. Jego samego napawało to energią. Koteczka swoją postawą przypominała mu nieco Wilcową Łapę; siostrzeńca Łabędzia i dawnego terminatora. On też zawsze tryskał entuzjazmem. Był psotliwy, znacznie bardziej niż grzeczna i ułożona córka Księżycowego Jeziora, co skutecznie wprawiało wojownika w stan przedzawałowy, jednak lubił ich wspólne treningi czy wypady poza obóz. Miał nadzieję, że ze Zmierzchową Łapą także będą świetnie się bawić, że ich trening nie będzie dla niej nudnym powtarzaniem regułek.
- Dobrze słyszeć - odparł szczerze, z ognikami rozbawienia jaśniejącymi w błękitnych oczach. - Przyjaźnisz się z Zakurzoną Łapą? Polubiłaś się z Ranną Łapą? Masz rację, Szafirkowy Pyłek to ładne imię. Pasuje mu, nie uważasz?
Przed wyjściem z obozu przystanął, aby przepuścić kotkę. Niech idzie przodem i podziwia widoki do woli. Pierwsze wyjście poza obóz to niezapomniany moment, w każdym razie jemu tak się wydawało. On na pewno swojego nie zapomniał.
- Dzisiaj pójdziemy tam - pyskiem wskazał na piętrzący się w pewnym oddaleniu od obozu pagórek - na Koci Grzbiet. To teren treningowy, od dzisiaj będziemy spędzać tam dużo czasu, dlatego myślę, że warto byś przyjrzała się mu się bliżej. Po drodze powiem ci co nieco o obowiązkach terminatora... A może doskonale je znasz? Później, na miejscu, przypomnimy sobie rangi. Opowiadałem ci o nich na naukach, jestem ciekaw, jak wiele zapamiętałaś. Chyba że wolałabyś skupić się na czymś innym?
Przechylił łeb do boku. Miał swój zaplanowany harmonogram treningu, ale praktyka nauczyła go, że terminatorzy niekiedy miewali własną wizję. A on nie będzie upierać się przy swoim dla zasady. Jakiś czas temu treningi musiały zaczynać się od teorii i praktyki walki, a z zaleceniem Ćmiej Gwiazdy nie zamierzał dyskutować. Teraz to nie obowiązywało, mieli zatem pełną dowolność i dużo, dużo czasu.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Opuszczenie Chruśniaka było naprawdę magiczną chwilą. Tak samo zwiedzanie każdego kąta Obozowiska. Natomiast odkrywanie dalszych terenów stanowiło swego rodzaju spełnienie marzeń. Szczególnie, że otaczający świat powoli nabierał nowych kolorów, zapachów czy kształtów. Mistrz Łabędź wiedział jak zbudować odpowiednie napięcie. W końcu Zmierzch kiedyś wspominała o chęci bycia podróżniczką. Teraz mogła nieco "posmakować swoich wcześniejszych słów". Dlatego bardzo chętnie ruszyła przodem, jednocześnie odpowiadając kocurowi.
-Zakurzona Łapa był jednym z pierwszych, starszych kotów, które chciały ze mną rozmawiać. Dużo mi opowiedział i owszem polubiłam go. Natomiast Ranna Łapa ma podobne zainteresowania do moich. Obiecaliśmy sobie, że będziemy razem ćwiczyć. Szafirkowy Pyłek dał mi kilka cennych rad odnośnie walk. Poza tym przedstawił krok po kroku przebieg Ceremonii.- Zmierzch musiała przyznać sama przed sobą, że zyskała kilku dobrych znajomych. Co prawda Raniuszka uważała, za prawie przyjaciela. Natomiast ubolewała nieco nad brakiem "żeńskich" koleżanek. Może po prostu nie umiała znaleźć z nimi wspólnego języka. W międzyczasie kotka opuściła tereny obozowiska. Otwarta przestrzeń robiła spore wrażenie. Kotka prawie otworzyła pyszczek ze zdziwienia, a źrenice przypominały szparki. Dosłownie chwilę później Zmierzch swoim odruchem zaczęła sprawdzać wszystko. Niby zapachy te same, ale jakby inne. Mistrz Łabędź mógł dostrzec, jak wibrysy kotki lekko drżą. Ona sama co chwilę zmieniała ustawienia swoich uszu, żeby lepiej słyszeć.
-Chętnie zobaczę Koci Grzbiet z bliska! Przypomina nieco naszą Mroźną Skałę tylko prezentuje się bardziej okazale. Może przez przestrzeń wokół...- Kotka podzieliła się swoją uwagą, ale nie oczekiwała pochwał. Po prostu takie miała odczucie, gdy dotknął ją ogrom okolicznej przyrody.
-Niestety nie znam obowiązków Terminatora. Tylko bracia wspominali coś o pomaganiu starszym. Natomiast pamiętam większość z Klanu Rzeki. To taka właśnie Rzeka! Główny nurt, to przywódczyni oraz jej zastępca. Wspierani są przez medyka i ucznia medyka. Mniejsze odnogi rzeki, to wojownicy. Kociaki są pod opieką Matek i Opiekunów. Natomiast później przywódczyni mianuje ich na terminatorów. Są też nauczyciele, którzy uczą kociaki podstaw oraz Mistrzowie przygotowujący do roli wojownika.- Kotka starała się przytoczyć przykłady. Powiedziała tyle, ile faktycznie zapamiętała. Nie zamierzała okłamywać Łabędzia. Choć co jakiś czas sobie powtarzała tamtą wiedzę. Zresztą Skra nie pozwoliłby kotce zapomnieć takich "podstaw".
-Tak poza tym... Chciałabym się nauczyć polować, wspinać, pływać, łowić ryby i walczyć. Nie musimy wszystkiego robić jednocześnie! Wolałabym zacząć od poznania okolic, a później ćwiczyć poszczególne umiejętności. Wiem, że mamy dużo czasu! Dlatego nigdzie mi się nie spieszy...- Córka Jeziorka po prostu chciała zyskać umiejętności dla własnej wygody. Z góry mogłaby obserwować ptaki, a poza tym niebo wtedy też było bliżej.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Zmierzch była miłą, przyjazną, ale też ciekawą otoczenia koteczką, dlatego absolutnie nie dziwił się, że zdążyła zawrzeć kilka bliższych znajomości ze starszymi od siebie terminatorami. Domyślał się, że dzięki tym przyjaźniom srebrna łatwiej odnajdzie się w Zrośniętych Drzewach, no i życiu Łapy w ogóle. To było ważne. Z tego, co Łabędź zauważył, Zmierzch była oczkiem w głowie swoich rodziców. Przeprowadzka z rodzinnego Chruśniaka do legowiska pełnego mniej lub bardziej znajomych terminatorów z początku mogło być szokiem. Z przyjaznymi mordkami u boku będzie jej łatwiej. Szkoda, że akurat Szafirek skończył trening i zamieszkał z wojownikami. Synowi Ciemnej Mordki przydałby się przyjaciel... A ostatnio nie czuł się najlepiej, co było dodatkowym powodem do zmartwień.
- Aha! To nie narzekasz na nudę w wolnym czasie - zgadywał. - Cieszę się, że jesteś taka chętna do treningu i zdobywania wiedzy na własną łapę. Może udałoby nam się kiedyś spotkać we czwórkę, my, Ranna Łapa i jego mistrzyni... Chciałabyś?
Wilcowa i Głośna Łapa blisko się ze sobą kolegowali i ucieszyli się z takiego łączonego spotkania. Zawsze to oderwanie się od codziennej rutyny. Trening, ale z elementami zabawy. O ile dobrze kojarzył, mistrzynią Raniuszka była sama Kosowa Gwiazda, więc jakkolwiek przypuszczał, że przywódczyni mogła mieć inne plany w związku z jego edukacją, to czułby się o wiele pewniej pytając ją wspólne trenowanie, aniżeli miało to miejsce w przypadku Zachodzącego Światła, mistrzyni Głośnej Łapy.
Wysłuchał odpowiedzi dotyczącej rang, a słysząc rzeczne porównanie mimowolnie pomyślał o Mętnej Łapie; hierarchia opisana jako rzeka, z głównym nurtem i wieloma odnogami, brzmiało jak coś, co mogło wyjść z pyszczka jego partnerki. Kiwał głową z kącikami warg uniesionymi w lekkim uśmiechu.
- Naprawdę dobrze je zapamiętałaś. Jestem z ciebie dumny - powiedział z uznaniem. - Dodam, że prócz Medyka i Terminatora Medyka, jest jeszcze ranga Pomocnika Medyka. Przynajmniej oficjalnie. Jest to kot po skończonym treningu medycznym; ma pełne imię, jak każdy Wojownik czy Medyk, i może zostać pełnoprawnym Medykiem. Dzieje się to po śmierci poprzednika, a do tego czasu jest jego prawą łapą. W praktyce... Obecnie w żadnym z klanów nie ma Pomocnika Medyka, a w Klanie Wichru Medyków jest aż dwóch! Szczerze, nie umiem powiedzieć ci, dlaczego tak jest, ale warto pamiętać, że istnieje... albo istniała taka ranga. Co zaś tyczy się nauczycieli i mistrzów - obie funkcje są ważne, oczywiście, dobrze że o nich wspominasz, lecz nie są to rangi - sprostował dla porządku, chociaż spodziewał się, że Zmierzchowa Łapa doskonale zdawała sobie z tego sprawę. - A jak o tym mowa - nauczycielem może zostać prawie każdy, czy to Wojownik, czy Terminator, o ile ma wystarczająco wiedzy, by móc ją przekazać kociakowi. Nauki nie są obowiązkowe, najczęściej rodzice szukają dla swojego potomstwa nauczyciela, ale nie każde kocię musi przez nie przejść. Z mistrzem jest nieco inaczej: każde kocię w końcu staje się Terminatorem i musi rozpocząć trening pod okiem wytrenowanego Wojownika, którego Przywódca wyznaczył na mistrza dla konkretnego Terminatora. Tak jak było w naszym przypadku. - Uśmiechnął się. - Poza tym, co wymieniłaś, jest jeszcze Starszyzna, nie mniej ważna część klanu. Słusznie twoi bracia wspominali o pomaganiu im. Terminatorzy mają za zadanie doglądać starszych. No wiesz, regularnie wymieniać mech w legowisku, mile widziane jest też przyniesienie piszczki ze stosu... Starszyzna nie ma tyle siły, co my, dlatego reszta klanu o nią dba. Kiedyś oni dbali tak o nas.
Pozostawili za sobą równinę dzielącą obóz od Kociego Grzbietu i weszli na strome wzniesienie kształtem przypominające zwiniętego w kłębek, śpiącego kota. Łabędź zrównał krok z terminatorką i delikatnie dotknął ogonem jej pleców, by się zatrzymała - sam zresztą zrobił to samo. Dotarli na miejsce, jednak o tym zaraz.
- Starszyzna i kocięta muszą być nakarmieni jako pierwsi, dlatego istnieje zasada o tym, że terminatorom nie wolno jeść, dopóki nie zapolują, by nakarmić starszyznę. Co oczywiście na ten moment cię nie obowiązuje, jako że nie potrafisz jeszcze polować. No i nie przejmuj się, jeśli w przyszłości zdarzy się tak, że wrócisz do obozu z niczym. Tak długo, jak stos jest pełny i nie musimy podejmować decyzji, kto zje, a kto pójdzie spać z pustym brzuchem, nie powinnaś odmawiać sobie jedzenia - dodał w kwestii obowiązków... i zakazów. Chciał, żeby koteczka rozumiała, że klan stawia słabszych klanowiczów ponad siebie, i że to ich rola, aby o nich dbać. Natomiast równie ważne było dbanie o samego siebie i absolutnie nie ma potrzeby głodować w imię zasad. To nie o to chodzi.
- Zacząć od poznania okolic, mówisz? Da się załatwić. - Posłał jej kolejny uśmiech. - Skoro rangi masz tak dobrze opanowane, to myślę że możemy wybrać się na spacer krajoznawczy i trochę przy okazji porozmawiać... Ale teraz spójrz. Jesteśmy na Kocim Grzbiecie. To najwyższy punkt rzecznych terenów. Całkiem sporo stąd widać, co?
Mogli szukać, ale nie znaleźliby lepszego puntu widokowego niż ten, tym bardziej wojownik chciał zrobić tutaj przystanek i pozwolić młodej popatrzeć.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Kotka podczas podróży uważnie słuchała słów kocura. Bardzo ucieszyła ją pochwała, jak również pokornie przyjęła uwagę odnośnie doprecyzowania rang. Obowiązki terminatora najwyraźniej też nieco poznała. Generalnie zapowiadało się dobrze. Po prostu kiwała łepkiem. Od czasu do czasu także spoglądała na Mistrza Łabędzia. Nie chciała się gdzieś samodzielnie oddalać. Tutaj panowały inne zasady niż wcześniej. W końcu Wszystko poza "Obozem Klanu Rzeki" wydawało się majestatyczne, jak również bezgraniczne. W końcu wielkimi krokami nadchodziła "Pora Młodych Liści". Śnieg topniał, jednocześnie ustępując miejsca świeżej trawie. Dodatkowo dni były coraz dłuższe, a promienie słońca przyjemnie grzały. Pewnie dlatego widok z Kociego Grzbietu przyprawiał o dreszcze. Ogólnie Zmierzch nieco zamarła, bo nie spodziewała się tak otwartej przestrzeni. Powoli chłonęła wszystko wzrokiem, a zarazem powstrzymywała ochotę przed pobiegnięciem gdzieś. Wszystko tutaj wydawało się jakieś takie "bardziej". Na przykład zapachy okolicznych roślin czy zielony kolor trawy. Córka Skry wręcz czuła świerzbienie w łapach. Chwilę później kotka otrzepała futro jakby próbowała zrzucić kropelki wody. Dzięki temu mogła nieco uciszyć swoje emocje. Wreszcie spojrzała wprost na Mistrza Łabędzia. Wyglądała na bardzo zadowoloną, więc zaczęła po kolei odpowiadać zgodnie ze swoimi przekonaniami.
-Bardzo bym się ucieszyła ze wspólnego treningu! Mogłabym porównać swoje umiejętności do Raniuszka. On przynajmniej nie potraktuje mnie z przymrużeniem oka jak moi bracia. Poza tym chętnie usłyszę co babcia sądzi o naszych naukach.- Zmierzch miała świadomość, że Kosowa Gwiazda była rodziną. Jeszcze nie miała okazji porozmawiać z kocicą, więc tym bardziej przypadł jej do gustu ten pomysł. Wreszcie zaczęła przednimi łapkami udeptywać ziemię. Chciała ruszyć i posłuchać co, gdzie, jak... Szczególnie, że widok zapierał jej dech.
-Tutaj jest pięknie i chętnie sturlałabym się po trawie w dół. Tylko resztki śniegu zmoczyłby nieco futro. Zdaje sobie sprawę, że istnieją granice których Klan Rzeki nie powinien przekraczać, tak? Tak jak kiedyś wewnątrz Chruśniaka, a później Obozowiska...- Kotka domyślała się, że przecież pozostałe klany także mogą zajmować podobne tereny. Niemniej zwiedzenie ich byłoby zuchwałym posunięciem. Nie każdy kocur czy kotka mogli potraktować ją przyjaźnie...
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Powoli skinął głową.
- W takim razie postaram się to załatwić - oznajmił pogodnie. Nie w najbliższym czasie, bo teraz powinni skupić się na samej Zmierzchowej Łapie, aby mogła w swoim tempie, na spokojnie oswoić się z treningiem i szeroką gamą nowości, ale w przyszłości jak najbardziej był chętny do zorganizowania takiego dzielonego dnia treningowego. Terminatorzy mogliby nauczyć się czegoś od siebie nawzajem, poznać inną perspektywę, a najlepiej sprawdzało się to w walce - sparing z doświadczonym wojownikiem a równym sobie, to kompletnie dwie różne pary kłączy, coś o tym wiedział. Pozostawało mieć nadzieję, że Kosowa Gwiazda dzieliła te poglądy i przystanie na jego prośbę. Łabędź prywatnie sądził, że nie będzie z tym większego problemu. Przywódczyni, zastępczynią będąc, długi czas nadzorowała treningi. Pomijając, że w swoim długim życiu prowadziła ich zapewne sporo. Znała się na rzeczy jak mało kto.
Z rozbawieniem zmieszanym z rozczuleniem odnotował charakterystyczny dla koteczki gest, jakim było ugniatanie ziemi. Zupełnie jakby musiała w jakiś sposób pozbyć się nadmiaru energii. A może źle interpretował? Może chodziło o niecierpliwość?
- No, z turlaniem się wstrzymałbym się przynajmniej do pory młodych liści - zażartował. - Nie chcemy, byś zamoczyła całe futro i złapała przeziębienie, prawda? Jednak nie widzę przeszkód, by ruszyć dalej. W zasadzie nie jesteśmy tak daleko od granicy. Pójdziemy i przekonasz się na własne oczy, jak taka wygląda. Zgadza się, nie należy ich przekraczać. A wiesz może dlaczego tak jest?
Po zadaniu pytania niespiesznym krokiem ruszył dalej przez Koci Grzbiet. Stromizna wkrótce miała ustąpić i tym razem mieli iść w dół, nie pod górkę, z powrotem na równinę. Coraz bliżej jawił im się obraz Makowej Polanki, teraz średnio pasującej wyglądem do nazwy. Ze względu na brak kwitnących maków, rzecz jasna.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Słowa Łabędziej Szyi zadziałały niczym chłodny deszcz. Kotka wykazała się lekką arogancją odnośnie obecnej pogody. W końcu panowała jeszcze zima, a śnieg dopiero topniał. Natomiast wiosna miała dopiero nadejść. Ładny dzień wcale nie gwarantował, że kotka będzie zdrowa. Szczególnie, gdy wiele rówieśników właśnie leżało u Wujka Barwinka. Dlatego Zmierzch porzuciła pomysł turlania czy tarzania. Natomiast bardziej skupiła się na spacerze. Chciała dreptać zaraz obok Mistrza Łabędzia, żeby go nie spowalniać. W końcu pokazywał jej nowe miejsca.
-Myślę, że chodzi o pozostałe koty. Nie za bardzo się lubimy... Poza tym są inni drapieżcy w okolicy. Słyszałam o lisach, borsukach czy dużych ptakach, które mają ostre szpony. Można też się zgubić czy niepotrzebnie zranić przemierzając nieznany teren.- Kotka nadal przekazywała informacje, które pozyskała od braci czy rodziców. Czy miała rację? Zaraz się okażę. Natomiast Zmierzch miała pytanie odnośnie tego wszystkiego.
-Mistrzu Łabędziu... Czy wszystkie koty nie mogą żyć razem? Chodzi mi o podziały na klany. Przecież moglibyśmy razem polować, pilnować terenów. Chyba wszystkie koty wierzą również w Gwiezdny Klan, prawda? W innym wypadku co się dzieje z takim kotem, który w nic nie wierzy... Mistrzu Łabędziu jest jakaś historia opisująca powstanie klanów?- Zmierzch wyglądała na nieco zmieszaną swoimi słowami. Jednak po prostu dużo nad tym się zastanawiała. W końcu Klan Rzeki był rodziną, a pozostałe koty także były kotami. Czy osiągnięcie pokoju było złe? Czy chodziło o to, że większy teren trudniej skontrolować? Owszem córka Jeziora bywała czasami naiwna, ale niektóre rzeczy wolała usłyszeć od starszego kota.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
- Celne pytania - pochwalił. - Owszem, istnieje legenda powstania Czterech Klanów. Nikt nie wie, ile w niej prawdy, a ile dopowiedzeń i własnych interpretacji... Była przekazywana z pokolenia na pokolenie przez niezliczenie wiele księżyców. Ale jest ważna, warto ją znać i opowiadać dalej. Ta historia, tak myślę, odpowie przynajmniej na część twoich pytań.
Zamyślił się na moment. Poznał tę legendę, gdy był kocięciem. Potrzebował chwili na przypomnienie jej sobie i zebranie myśli; nieczęsto snuł opowieści. Wreszcie odchrząknął i podniesionym głosem, dbając o to, by Zmierzch dobrze go słyszała, zaczął mówić:
- Dawno, dawno temu, na długo przed narodzinami naszych mam, babć i prababć, na terenach odległych od tych, które znamy dzisiaj, żyły przeróżne koty. O klanach nikt wówczas nie słyszał, oczywiście. Niektórzy łączyli się w grupki, inni w pary, a pozostali żyli samotnie i tak było dobrze. Do czasu. Kotów przybywało, grupki niebezpiecznie się rozrastały, w przeciwieństwie do bogatego w żywność terytorium, którego przestawało wystarczać dla każdego. Ścisk, ale też chciwość, zuchwałość czy najzwyklejsza obawa o bezpieczeństwo bliskich powodowały napięcie prowadzące do narastających konfliktów. Drobne potyczki stały się w zasadzie codziennością, aż pewnej pełni właśnie taka potyczka przeobraziła się w otwartą wojnę. Nikt nie chciał... może już nie potrafił się dogadać, wokół nastał chaos. Stworzył się krąg nienawiści nie do opanowania, którego skutkiem było wiele cierpienia i, niestety, śmierci.
Po długiej, wyczerpującej walce musiał nastać koniec. Ocalałe koty rychło pogrążyły się we śnie, a tam... Zobaczyły swoich zmarłych towarzyszy, bez ran czy śladów bitwy, o futrach lśniących jak sama Srebrna Skórka. Ale to nie miało być oczyszczające spotkanie, ani tym bardziej potwierdzenie, że dalsze walki są rozwiązaniem problemów. Pierwsi Gwiezdni przestrzegli, by żywi zjednoczyli się, bo inaczej czeka ich śmierć.
Na to pierwsza odezwała się kotka imieniem Cień. Oświadczyła, że ktoś musi być przywódcą i zgłosiła swoją kandydaturę, z czym nie zgodził się Rzeka... Grom i Wicher także chcieli objąć władzę nad całym lasem. Zaczęli żarliwie kłócić się o to, kto powinien zostać przywódcą i nic nie wskazywało na to, by mieli dojść do porozumienia. Wtem ciemne chmury przysłoniły księżyc. Gwiezdni polecili im podzielić się na cztery klany: kłócące się strony miały znaleźć koty podobne sobie, którym będą przewodzić, a następnie sprawiedliwie rozdzielić terytorium, oznaczyć granice i odtąd ich nie naruszać. W ten sposób każdy miał zapewnioną żywność, bezpieczeństwo oraz tak potrzebny wszystkim pokój.
Nowi przywódcy, jak na zwieńczenie nowego porządku, zostali błogosławieni darem dziewięciu żywotów; po dziś dzień każda kolejna Gwiazda podczas swojej ceremonii mianowania otrzymuje dodatkowe życia od swych przodków. Ich podopieczni zyskali miano Wojowników, a pomocą w funkcjonowaniu klanów miał być Kodeks Wojownika, czyli zbiór zasad, dzięki któremu okrucieństwo z poprzednich księżyców miało się nie powtórzyć. Gwiezdni obiecali klanom wsparcie, zapowiedzieli, że będą nad nimi czuwać, przychodzić do nich w snach... Klany z kolei przysięgły spotykać się co pełnię księżyca na Zgromadzeniu, zachowując pokój - to na znak pamięci wydarzeń, które zapoczątkowały istnienie Klanu Rzeki, Gromu, Cienia i Wichru.
Zakończywszy opowieść, Łabędź odetchnął i spojrzał na terminatorkę, ciekaw, czy miała w związku z nią jakieś przemyślenia. Może więcej pytań? Jednak zanim oddał jej głos, dodał na podsumowanie:
- Granice pozwalają nam zachować pokój. Dzięki codziennemu oznaczaniu ich, pozostałe klany wiedzą, że jesteśmy, mamy w sobie siłę i chęć, aby walczyć o nasz dom, gdy nadejdzie taka potrzeba. Nie przekraczamy granic z innymi klanami również z szacunku dla nich, dla Kodeksu Wojownika, dla naszych poległych przodków, którzy zginęli za to, co mamy dzisiaj. Ale też nie wychodzimy bez potrzeby na Tereny Niczyje, ponieważ nasz klan potrzebuje nas na miejscu. Podział jest ważny - w całych Czterech Klanach jest dużo kotów, jeden przywódca nie poradziłby sobie, zresztą byłoby ciężej nam się zorganizować. Wyobrażasz sobie cztery Klany Rzeki w jednym obozie? Jak dalibyśmy radę patrolować cały las...? Historia pokazuje, że to nie do końca się sprawdza. Aczkolwiek póki zachowujemy się w porządku, zarówno my i oni, żyjemy w pokoju i nie łamiemy Kodeksu Wojownika... Nie jesteśmy sobie wrogami. Ba, na przestrzeni czasu stworzyło się wiele międzyklanowych przyjaźni i nie ma w tym nic złego. A późniejsze losy klanów pokazują tylko, że w razie prawdziwego zagrożenia potrafimy połączyć siły i współpracować.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Opowieść Mistrza Łabędzia była naprawdę długa, jak również pouczająca. Pod względem szczegółowości opisów przypominała nieco tę odnośnie wyprawy Ćmiej Gwiazdy. Jednak tam chodziło o przewodzenie Klanowi Rzeki, a tutaj o ogólne powstanie wszystkich granic i zasad. Co prawda Zmierzch przyswajała informacje szybko, ale podczas przechadzki potrzebowała dłuższej chwili. Po prostu chodziło o całokształt codziennego życia. Zbyt duża populacja kotów, to odmienne zasady czy poglądy. Dodatkowo nie byłoby żadnych granic. Wszyscy mogliby wszystko bez żadnych konsekwencji i kar. Każdy nowy miot oznaczałby dodatkowe brzuszki do wykarmienia. Owszem istniały drapieżniki groźniejsze od kotów, ale rosnąca liczba szybko wyparłaby naturalne zagrożenia. Wśród zwierzyny łownej również brakowałoby młodych. W końcu część kotów głodowałaby, chorowałaby albo odchodziła gdzieś dalej. Dlatego lepiej służyć dla Klanu Rzeki oraz być przewodzonym przez kogoś bardziej doświadczonego. Dzięki temu życie oraz śmierć zataczają swój normalny krąg i stanowią dwie strony tego samego kamienia. Przynajmniej tak zrozumiała to Zmierzchowa Łapa. Niestety kotka nie zamierzała odpuszczać. Chciała wiedzieć więcej, ponieważ Skrzące Słowo zawsze ją ograniczał dla bezpieczeństwa. Z jednej strony go rozumiała, ale...
-Rozumiem Mistrzu Łabędziu... Klan powoduje, że kot zyskuje swój cel w życiu. Dostaje rodzinę, zasady oraz możliwość wykazania się. Jest częścią czegoś większego... Poza tym możemy uczestniczyć w ciągłym cyklu odrodzenia oraz śmierci. Dzięki czemu wszyscy mamy zapewnione jedzenie, spanie czy własne tereny.- Zapewne wypowiedź młodej brzmiała nieco ogólnikowo oraz strasznie. Mimo wszystko tak właśnie działało życie. Nikt nie miał wpływu na przebieg wydarzeń, a każdy kot miał zapisaną własną drogę. Tymczasem kotka spojrzała przelotnie na Mistrza Łabędzia. Ciekawiło ją jeszcze kilka kwestii.
-Mistrzu, a czym się wyróżniają poszczególne Klany? Co się dzieje z kotkami, które nie chcą żyć razem? Rozumiem, że odchodzą i co wtedy? Co się dzieje też z kotami, które uważają Gwiezdny Klan za bajki... Czy spotyka je jakaś kara? Czy istnieją jakieś koty, które nie pochodzą w ogóle z naszych klanów?- Zmierzch zasypywała biednego kocura pytaniami, ale ciekawość wzięła górę. Klosz, który zwał się bezpieczeństwem, właśnie dzisiaj pękł. Kotka potrzebowała informacji, żeby poukładać niektóre sprawy wewnątrz swojej głowy.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Lubił słuchać jej przemyśleń. Lubił wiedzieć, że naprawdę słuchała i interesowało ją to, co mówił czy opowiadał, a także wyciągała coś z tego dla siebie. Nie chciał być jedynie wykładowcą. Zależało mu, by jego terminatorzy wysuwali wnioski, zastanawiali się, zadawali pytania i dyskutowali. Zmierzchowa Łapa prawdziwie się angażowała i Łabędź to doceniał. Uśmiechnął się do niej, gdy mówiła.
- Legenda głosi, że Rzeka zebrał koty potrafiące pływać i łowić i wraz z nimi zamieszkał przy wodzie; Wicher zjednoczyła najszybszych biegaczy i miłośników otwartych terenów, mówi się, że złapanie królika to dla nich pikuś; Grom odnalazł koty silne, zdolne do polowania nawet na najtrudniejszych terenach; natomiast Cień zgromadziła łowców skorych do polowania w nocy, bystrych i walecznych, ci z kolei osiedlili się na terenach podmokłych. Doskonale radzą sobie na wilgotnych ziemiach oraz wysoko na drzewach. Niektórzy porównują ich do wiewiórek, mniej lub bardziej prześmiewczo... Ale coś w tym rzeczywiście jest. - Przerwał na kilka uderzeń serca, zanim pociągnął temat dalej: - Oczywiście to stereotypy. Myślę że bez problemu znajdziesz ich potwierdzenia wśród klanów - w końcu Klan Rzeki naprawdę świetnie radzi sobie z łowieniem ryb, wystarczy spojrzeć na stos! Jednak spotkasz w życiu równie wiele kotów, które nijak nie wpasowują się w sztywne ramy. Wichrzacy preferujący polowanie w ukryciu krzewów, niscy i drobni gromiacy, niepotrafiący pływać rzeczniacy... Ba, ja sam do niedawna nie miałem pojęcia, jak łowi się ryby!
Po tych słowach zatrzymał się. Oczywiście mogli kontynuować temat tak długo, jak mieli ochotę, ale w międzyczasie przeszli przez całą Makową Polankę, pokonali Trawiastą Dolinkę i znaleźli się przy Korzennym Jarze; wąskim, acz głębokim wąwozie rozciągającym się wzdłuż granicy.
- Ostrożnie tutaj - poprosił miękkim tonem, po czym wskazał brodą na dół. Nie chciał, by Zmierzchowa Łapa przypadkiem wpadła. Ściany wąwozu były strome, głębokość aż prosiła się o wypadek, a teraz, gdy nadeszła odwilż, jar zapełniał się wodą. Jedynym optymistycznym akcentem były brzozowe korzonki i kamyczki ozdabiające wnętrze tak, że wspinaczka stawała się nie tylko możliwa, ale relatywnie prosta. Tyle że może niekoniecznie w obecnych warunkach. Łabędź chętnie ominąłby to miejsce, gdyby nie to, że Korzenny Jar oznaczał granicę. - Co czujesz?
Demonstracyjnie zaciągnął się powietrzem. W istocie, kotka mogła poczuć coś odróżniającego ten fragment terenów od wcześniej mijanych ziem. Przede wszystkim nasilony zapach Klanu Rzeki, w intensywności niemal dorównujący Obozowi; bądź co bądź granice sprawdzało i oznaczało się codziennie. Każdy przechodzący musiał mieć świadomość, iż jest to teren zajęty, a bezprawne wejście będzie równało się kłopotom.
- A wracając do twoich pytań... Poza klanami żyją samotnicy. Niektórzy są nimi od urodzenia, inni, tak jak mówisz, odchodzą z klanu na rzecz życia w pojedynkę. Albo zostają wygnani i pozbawieni wyboru... Słyszałaś zapewne o Czarnej Łapie? - Łapał go silny dyskomfort na wspomnienie syna Gęsiopiórego, wygnanego kilka księżyców wcześniej za próbę skrzywdzenia drugiego terminatora. Nie mógł uwierzyć, że ktoś z nich, kot należący do ich klanowej rodziny mógł celowo, bez dobrego powodu kogokolwiek zranić. Zwłaszcza innego rzeczniaka. - Samotnicy oczywiście nie żyją według Kodeksu Wojownika. Są też bardziej... autonomiczni od nas. Mój mistrz, Kornikowy Konar, przez jakiś czas wiódł życie samotnika, troszkę mi o tym opowiadał. Mówił, że jest ekscytująco, jak i męcząco: będąc w pojedynkę, musisz myśleć o wszystkim. I być czujnym. Z drugiej strony, jego zdaniem każdy dzień to przygoda. Nigdy nie wiesz, co się przydarzy, zarówno w pozytywnym i negatywnym sensie. Zyskuje się wolność i swobodę, ale rezygnuje się z bezpieczeństwa, jakie zapewnia chroniony obóz i klan, porzuca się rutynę na rzecz nieprzewidywalności i tak dalej. Są tacy, którym to odpowiada. Którzy duszą się w klanie. - Oblizał pysk. Trochę się rozgadał, co było w dużej mierze podyktowane doświadczeniem życiowym. Wiele kotów pewnego dnia znikało. Część z nich pewnie kończyła w szczękach drapieżnika, ale pozostali... Zostawali samotnikami. Celowo albo przypadkiem. Czasowo bądź na stałe. Łabędź chciał przygotować swoją terminatorkę na każdą możliwą sytuację, mimo że był świadomy, jak naiwne to myślenie. Nie byłby w stanie przygotować ją na wszystko, ile by nie trenowali. - Na pewno wielu samotników nie tylko nie pochodzi z klanów, ale nigdy o nich nie słyszało. To samo tyczy się pieszczochów. Bycie pieszczochem to całkiem oddzielna sprawa. Powiedziałbym, że to inna ścieżka życia. Słyszałaś coś o nich?
Kwestię wiary zostawił póki co odłogiem. Uznał za rozsądne nie przytłaczać Zmierzchowej Łapy ogromną ilością informacji naraz, zresztą przejście najpierw przez temat kotów pozaklanowych pozwoli terminatorce lepiej zrozumieć zawiłość tematyki Gwiezdnego Klanu. Bo to było zawiłe i Łabędzia Szyja wiedział, że zostawi kotkę z większą ilością pytań, niż zero-jedynkowymi odpowiedziami.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Legendy może opisywały dawne dzieje, jak również stereotypowe myślenie. Mimo wszystko w każdej historii istniało jakieś małe ziarenko prawdy. Najważniejsze informacje i tak były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Taki kodeks wojownika czy przynależność do danego klanu. Wystarczyło dopytać albo wysłuchać opowieści. Tak oto podobne ciekawostki trafiły również do uszu Zmierzchowej. Koteczka kiwała łebkiem w geście potwierdzenia. Słuchała uważnie Mistrza Łabędzia, jednocześnie uważając na swoje otoczenie. Kocur umiał przyciągnąć uwagę, ale szkoda byłoby ominąć wiosnę z powodu wypadku bądź gorszego zdrowia. Przynajmniej usłyszane historie odnośnie hierarchii klanów wiele tłumaczyły. Zmierzch nie potrzebowała więcej wyjaśnień. Po prostu ponownie uporządkowała sobie wewnątrz głowy pewne zagadnienia, zależności, zażyłości i takie tam. Praktycznie klan pozwalał każdemu kotu się wykazać. Jeśli ktoś źle się czuł, to mógł powędrować dalej. Oczywiście tam, gdzie są podobne koty oraz posiadają podobne umiejętności. Według Zmierzch taki stan rzeczy był dobrym rozwiązaniem dla niektórych. Mimo wszystko podobne przemyślenia kotka zostawiła dla siebie. Po co martwić Łabędzia... W końcu ona nie zamierzała nigdzie znikać. Niespodziewanie jej nauczyciel zadał bardzo intrygujące pytanie. Zmusił kotkę do używania pozostałych zmysłów. Oprócz wzroku czy słuchu posiadała również smak, węch i dotyk. Dlatego pyszczek Zmierzchowej Łapy lekko się zmarszczył. Kotka zaczęła intensywnie niuchać, a wibrysy lekko drgały.
-Czy chodzi o zapach naszego Klanu? Czuję go tak wyraźnie, jakbyśmy byli nadal wewnątrz obozu. Rozumiem, że ktoś tędy chodzi i pozostawia nasz zapach... Taka informacja dla pozostałych, prawda?- Córka Księżycowego Jeziora rozumiała wiele spraw. Po prostu podsłuchiwała, gdy Skrzące Słowo trenował swoich synów. Najwyraźniej jednym z zadań wojowników było patrolowanie okolic. W końcu Babcia Wydma także o tym wspominała. Czy to miało odstraszać intruzów? Bardzo prawdopodobna opcja. Czy drapieżniki również wyczuwały ten zapach? Pewnie tak, bo mało który zapuszczał się blisko obozu. Wreszcie Łabędź zaczął tłumaczyć również kwestię samotników, jak również pieszczochów. Młoda zrobiła smutną minę, gdy padło imię Czarnej Łapy. Ktoś, chyba wujek Barwinek, zwołał zgromadzenie. Jej pierwsza "Ceremonia", ale bardziej smutna. Zmarła Ćmia Gwiazda, a przynajmniej tak ogłosił "Gwiezdny Klan". Wtedy również ktoś wskoczył na skałę i opowiedział historię odnośnie Czarnej Łapy. Zmierzch mało wtedy rozumiała. Nerwowa atmosfera, żal po stracie przewodniczki, złość co niektórych, smutek... Teraz wiedziała, że jeden kot okaleczył drugiego. Po co? Dlaczego? Niestety Czarna Łapa odszedł, więc nikt nie pozna prawdy.
-Słyszałam, ale nadal nie rozumiem... Może lepiej byłoby stwierdzić, że zbyt mało rozumiem. Niektóre sprawy są dla mnie dziwne. Czarna Łapa skrzywdził innego kota. Według plotek, a słyszałam ich kilka, próbował "skojarzyć się" z drugim kotem. Mistrzu Łabędziu co to oznacza? Czy oni próbowali walczyć? O samotnikach nieco słyszałam. Bardzo mało od Wilka, czyli mojego brata. Za młodu uczyła go Mętna Łapa. Natomiast Wujek Kronik nic nie wspominał, że także zaznał samotniczego życia. Hmm... Może po prostu nie chciał się chwalić. Trudno...- Zmierzchowa Łapa zwróciła się bezpośrednio do Łabędzia. Życie pod kloszem miało swoje plusy oraz minusy. Przede wszystkim kotka miała dużo czasu, żeby słuchać i wyciągać wnioski. Natomiast Skrzące słowo życzył sobie bezpieczeństwa dla jedynej córeczki. Dlatego młoda nie rozumiała słów typu "skojarzyć się" czy podobnych.
-Chyba też rozumiem o co chodzi z "Samotnikami". To takie ciekawskie koty, które chcą poznać siebie. Sprawdzają na ile je stać samodzielnie. Odkrywają nowe tereny, nowe umiejętności, nowe sprawy. Sami również ustalają sobie zasady, więc nikomu nie podlegają i nikt nie podlega im. Przypominają nieco ptaki co przylatują, a potem odlatują. Natomiast o pieszczochach nie słyszałam wcale. Kiedyś słyszałam, że to obraźliwe słowo. Dlatego nigdy go nie używałam.- Kotka starała się być szczera. Nie zamierzała udawać, że umie wszystko i wie większość. Owszem była córką Skrzącego Słowa i Księżycowego Jeziora. Jednak pewne tematy czy pewne zachowania pozostawały tematami tabu. Sama kotka nie zamierzała również przekraczać wyznaczonych przez rodziców granic. Dopiero teraz dorosła na tle, żeby ruszać łapką niewygodne tematy. Rodzice nie musieli wiedzieć. W końcu czego oczy nie widzą, to tego sercu nie żal...
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Zastrzygł uszami. Zmierzchowa Łapa nie pytała więcej o klany, co - miał nadzieję, że poprawnie - zinterpretował jako wyczerpanie tematu. I zapewne dobrze się stało, ponieważ stanęli przed granicą i co innego mieli na głowie.
- Dokładnie - przytaknął z cichym, aprobującym pomrukiem. - Jesteśmy na granicy; wojownicy codziennie zostawiają na niej świeże znaki zapachowe przy okazji patrolów. Wiesz, że to jedno z przykazań Kodeksu? W pełni brzmi ono tak: "Granice muszą być sprawdzane i oznakowane każdego dnia. Przegoń każdego, kto wkroczył na terytorium twojego Klanu". Gdybyśmy poszli nieco dalej, opuścilibyśmy teren Klanu Rzeki i przeszli na Ziemie Niczyje. Tam nie czuć ani tak wyraźnego zapachu kotów ani rzeki. Jest w gruncie rzeczy podobnie, ale bardziej... obco. Dziko, mógłbym rzec. A gdyby przejść przez Szare Brzozy, doszłoby się do Grzmiącej Ścieżki. To bardzo niebezpieczne miejsce, dlatego proszę, nie zapuszczaj się zbyt daleko za granicę.
Po prawdzie miał nadzieję, że koteczce w ogóle nie przyjdzie do głowy opuszczać terytorium Rzeki, ale wolał trzymać łapę na pulsie. Nie mógł wpłynąć na jej decyzje, ale mógł w pewnym sensie pomóc zadbać o jej bezpieczeństwo.
Korzenny Jar nie był wybitnie ciekawy, nie było czego tu oglądać i bez zbędnej zwłoki wojownik pomaszerował dalej, w stronę Kretowiska. Niespecjalnie miał ochotę tamtędy przechodzić, aczkolwiek zaznajomienie terminatorki z granicami leżało w jego obowiązku... A wolał zrobić to teraz, na początku roztopów, a nie w ich pełnym rozkwicie, kiedy wszystko zalewała woda.
Czarna Łapa. Czarnowron. Omawiana w związku z nim kwestia wymagała odpowiedniego doboru słów, co sprawiło, że Łabędź przez kilka uderzeń serca w zastanowieniu kołysał ogonem na boki.
- To znaczy, że próbował dotykać go nieproszony. W sposób, który się tamtemu terminatorowi nie podobał. Tak jak w klanie nie używamy przeciwko sobie pazurów, by nie narobić sobie nawzajem ran, tak nie robimy ani nie mówimy czegoś, co zrani drugiego kota psychicznie. A taki wymuszony dotyk może być krzywdzący jak najgłębsza rana - wyjaśnił, jak tylko potrafił. Po czym uśmiechnął wątle na wspomnienie mistrza. - Wierzę, że Kornikowy Konar chętnie by ci o tym opowiedział. Pewnie nie sądził, że zainteresowałaby cię ta historia.
Jego mistrz zdawał się traktować samotniczą część swej historii jako ciekawy epizod, przygodę - to podejście znacznie różniło się od podejścia Kosowej Gwiazdy, która, jak mniemał Łabędź, najchętniej nigdy by nie wracała do czasów spędzonych poza domem. Wojownik bał się tego, co mogło ją spotkać, ale nie wyobrażał sobie dociekać. Bez wątpienia miała powód, by nie rozpowiadać o swych przeżyciach na lewo i prawo, a całej reszcie pozostało to uszanować.
- Zgrabnie to podsumowałaś. - Spojrzał na Zmierzch wesoło. - I, widzisz, pieszczochy to koty, które nie należą do klanów, ale ich miejsce nie jest wśród samotników. Żyją z dwunogami - prawie całkiem łysymi istotami, bowiem bujne futro mają na głowie i nigdzie więcej. W dodatku chodzą na dwóch łapach i żyją w dużych, zamkniętych gniazdach. Czasami zdarza się, że porywają koty... Mój poprzedni mistrz, Kałużowy Krok, przez jakiś czas mieszkał w gnieździe dwunożnych właśnie z tego powodu. Dwunożni potrafią być śmiertelnie niebezpieczni, pod żadnym pozorem nie wolno się do nich zbliżać. Jednak zazwyczaj gdy porywają koty, nie mają złych intencji. Trzymają je u siebie, w cieple, dzielą z nimi przestrzeń, karmią je... Ucieczka z ich gniazda nierzadko bywa niemożliwa, co niektórym nie przeszkadza. O takich kotach mówi się pieszczochy. Jeśli słyszałaś to określenie używane pejoratywnie, to dlatego, że klany generalnie uważają pieszczoszki za wygodnickie: nie muszą polować, patrolować, nie podzielają większości naszych trosk... Nie są z reguły złe, nie są gorsze; nie powinniśmy ich tak traktować. Ale nie bez powodu Kodeks Wojownika głosi, że wojownik odrzuca wygodne życie pieszczocha. Nasze sposoby na życie są zbyt różne, nie do pogodzenia. Nie można być i jednym, i drugim równocześnie.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Wyjaśnienia Łabędziej Szyi zawsze były wystarczające. Kocur wiedział bardzo dużo o otaczającym ich świecie. Choć Mistrz wśród pozostałych uchodził za skromnego oraz prostego kota, to momentami zaskakiwał nawet swoją uczennicę. Dlatego Zmierzch starała się uważnie go słuchać. Tak było również w tym przypadku. Życie samotnika brzmiało co prawda ekscytująco, ale także nieco strasznie. Z jednej strony córka Skrzącego Słowa podjęłaby podobne wyzwanie. Mimo wszystko tęsknota za rodziną czy przyjaciółmi zrobiłaby swoje. Toteż młoda uznała temat "kotów bez klanów" za dostatecznie wyczerpany. Tak samo wolała unikać wspominek odnośnie "Czarnowrona". Po prostu jego zachowanie było sprzeczne z jej naturą. Nie umiałaby zrozumieć jego zachowania, a może nawet nie chciała. Każdy kot powinien szanować drugiego. W międzyczasie Mistrz Łabędź rozwinął ostatni wątek, czyli pieszczochów. Im dłużej Zmierzch słuchała, tym bardziej miała rozdziawiony pyszczek ze zdziwienia. W swoim krótkim życiu nie przypuszczała, że istnieją jakieś łyse, dwunogie istoty, które zabierają koty. Mało tego! Jeszcze dają im jedzenie, żeby trzymać gdzieś daleko pod obserwacją. Niby kotka chciała zobaczyć wspomniane, dziwne twory. Jednak gdzieś tam wewnątrz paraliżował ją strach. Co jeśli ją również zabiorą? Po prostu lepiej nie ryzykować swojego zdrowia bądź życia. Wreszcie Zmierzchowa Łapa odetchnęła głośniej, jednocześnie przytakując głową. Co miała zrozumieć, to zrozumiała...
-Mistrzu Łabędziu... Czy kiedyś widziałeś Dwunogi? Czy one nas specjalnie szukają?- Zmierzch miała swoje obawy, ale wolała dopytać. W końcu jeszcze nigdy nie widziała podobnego z opisu zwierzęcia. Chyba, że dwunogi unikały lasów, rzek czy łąk. Skoro były łyse, to jak chroniły swoje ciało. Czy zima bądź lato im nie doskwierały?
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Potrząsnął głową.
- Na szczęście nie zdarzyło mi się - odpowiedział ze słyszalną w głosie ulgą. - Znalazłem się poza klanowymi ziemiami dwa razy i dwukrotnie musiałem przechodzić przez Grzmiącą Ścieżkę, po której przebiegają potwory. Potwory to ogromne, ciężkie stworzenia o zawrotnej sile. W swoich brzuchach przenoszą dwunożnych - dla nich są przyjaciółmi, ale nie dla nas. Biegną po Grzmiącej Ścieżce bez patrzenia, pod ich łapami można zaginąć. Ale ja nie widziałem ani potwora, ani dwunoga. Nie wydaje mi się, by szukali nas specjalnie... Co nie znaczy, że nie pojawiają się tu wcale. Moją pierwszą mistrzyni, Przepiórcze Piórko, porwali z terenów klanu.
To była niewygodna prawda, którą musiał podzielić się z terminatorką. Raczej łyse stworzenia w ich rejonach nie byli częstym widokiem, niestety nie mieli gwarancji, że nigdy się na nie nie natkną. Dwunożni byli... nietypowymi drapieżnikami, aczkolwiek Łabędź wolał patrzeć nań w podobnych kategoriach. Dało się z nimi żyć, owszem, ale nie każdego kota spotykały z ich łap dobre rzeczy.
- Wracając do twojego poprzedniego pytania. Jeden element legendy powstania Czterech Klanów jest aktualny po dziś dzień - wiara w Gwiezdny Klan poza klanami w zasadzie nie istnieje. Dlatego wspomniałem ci o samotnikach i pieszczochach, którzy w większości o Gwiezdnym Klanie nie słyszeli, co tu dopiero mówić o wierze. Chociaż nawet w klanach zdarzają się niewierzący. A co się z nimi dzieje po śmierci... To jest coś, czego my nie wiemy. Nie trafiają na Srebrną Skórkę, wątpię, by byli karani za brak wiary, ale czy idą w zapomnienie? To już kwestia własnych przekonań, tak myślę. Osobiście jestem zdania, że skoro my mamy swoje miejsce wiecznych łowów, to istnieją też inne, dla nas nieosiągalne. W końcu dlaczego samotnik albo pieszczoch miałby nie zasługiwać na szczęście...? Prócz tego mówi się o Ciemnym Lesie, tudzież Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd. Tam trafiają wojownicy wierzący w istnienie Gwiezdnego Klanu, którzy nie żyli w zgodzie z Kodeksem Wojownika, świadomie go łamali. Mroczna nazwa, prawda? Niestety nie jestem w stanie udzielić ci szczegółowych informacji na ten temat. Może twój tata wie więcej.
Przez pluskający im pod łapami śnieg przedzierali się przez Kretowisko i powoli docierali do Torfowego Rojstu, jednocześnie zbliżając się do rzeki. Tam czekały na nich dwa wyjścia - przepłynąć wodę bądź pójść wzdłuż niej. Wojownik zamierzał wybrać to drugie. Na naukę pływania przyjdzie czas, gdy będzie cieplej. Teraz spokojnie dojdą do Wilgotnych Skałek - trochę śliskiego, kamiennego odpowiednika mostu. Tamtędy będą mogli przejść na drugą stronę.
- Niedługo dotrzemy do granicy z Klanem Wichru. Znajduje się po przeciwnej stronie rzeki, ale my przejdziemy nieco dookoła. Staraj się patrzeć pod łapy. Okropne tu błoto w czasie roztopów, dosłownie można w nim utonąć. Teraz jeszcze nie jest tak źle, ale za parę wschodów słońca nikt nie będzie chciał tędy łazić! - przestrzegł tak, jak niegdyś zrobił to Kornikowy Konar na jego treningu. Jeżeli koteczka pamiętała opowieść o podróży do Szepczącej Sadzawki, to wiedziała, że z błockiem nie ma żartów.