Błękitne ślepia, jak zawsze łagodne i czułe w wyrazie, opadły na złote oczy Zmierzch. Tej samej Zmierzch, która jeszcze niedawno przyznała mu się, że praktycznie nie wychodziła z Chruśniaka, ponieważ nie chciała martwić rodziców, którzy roztaczali wokół niej opiekę, jakby była delikatnym puchem dmuchawca. Tę samą, co raz po raz udowadniała, że w niczym nie była gorsza od swoich braci i płeć piękna bynajmniej nie odbierała jej siły. Teraz miała tę siłę pokazać w walce i... Łabędź rozumiał, że nieco się tego obawiała. Kilkanaście... Kilkadziesiąt?... tracił rachubę czasu... księżyców temu stał przed identycznymi rozterkami, głęboko zaniepokojony perspektywą walki z innym terminatorem swojego mistrza, Drobną Łapą, bo to właśnie z nim odbył swój pierwszy treningowy sparing. Jednak dziś prócz zrozumienia miał także wiedzę podyktowaną doświadczeniem i ta wiedza mówiła mu, że w zasadzie nie ma czym zaprzątać sobie głowy, wobec czego mógł powiedzieć ze spokojem:
— Niczym się nie przejmuj. Właśnie, to bitwa bez użycia kłów i pazurów, bardziej przepychanka niż walka. Trenujemy, by twoje ciało nauczyło się reagować w niebezpiecznych sytuacjach, byś nabyła trochę doświadczenia i techniki. Nie wyrządzisz mi krzywdy, ani ja tobie, masz moje słowo. No, może kilka siniaków... Daj z siebie wszystko. Ja też coś tam potrafię, nie dam się tak łatwo uszkodzić — dokończył z humorem.
Machnął puchatą kitą i odsunął się na lisią długość, gdzie przystanął w lekkim rozkroku, z ugiętymi łapami.
— Jeśli jesteś gotowa, możesz zaczynać.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Pojedynek był bardzo trudnym zadaniem. Nawet ten bez wykorzystania pazurów oraz kłów. Wcale nie chodziło tutaj o predyspozycje fizyczne. Każdy mógł skorzystać z różnych sztuczek. Bardziej chodziło o przełamanie psychiczne. Zmierzch wzięła kilka głębszych oddechów. Musiała się wyciszyć.
Dopiero wtedy postanowiła zaatakować Łabędzia. Postanowiła wykorzystać swoją szybkość oraz zręczność. Ruszyła pewnie przed siebie. Po prostu pobiegła niczym strzała. Chciała pozbawić swojego Mistrza równowagi. Może nawet go przewróci albo oboje. Jej łapy mocno przylegały do ziemi. W końcu odpowiednia przyczepność to podstawa. Poza tym pomagała sobie sterować ogonem. Napięła też mięśnie, żeby trochę siły jednak włożyć w uderzenie. Pamiętała także o czułych miejscach, więc odruchowo położyła uszy po sobie. Natomiast brzuch pozostawał nieco niżej. O futro przy szyi się nie martwiła. Przecież jest dostatecznie grube. Najgorsze jednak było przewidzieć co rywal szykuje. Ostatecznie Zmierzch nawet nie próbowała zgadywać. Dała się ponieść wewnętrznemu impulsowi.
Rolling 1d10+2: 7 +2 = 9
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Pozwolił Zmierzchowej Łapie rozpocząć ich mały pojedynek, a co za tym szło, dał jej zacząć, kiedy tylko czuła się gotowa. Pozwolił na wzięcie kilka głębokich oddechów, niezmiennie stojąc w pozycji bojowej, z mięśniami napiętymi w przygotowaniu na atak.
I atak nadszedł. Kotka zaszarżowała niczym rozjuszony taran, niezgodnie z przewidywaniami Łabędzia, który spodziewał się ataku przy użyciu łap — wydawało mu się, że to jedna z pierwszych rzeczy podpowiadana przez instynkt w sytuacji, gdzie poleganie na kłach było wzbronione. Nic bardziej mylnego, jak się okazało, jego terminatorka miała inne zamiary. Zamiary, które zaraz stały się rzeczywistością, ponieważ kocurowi nie udało się rozpracować jej ataku na czas i podjąć odpowiednich kroków... a wystarczyłby dosłownie krok, może dwa kroki w bok. Tak czy inaczej, srebrny pocisk uderzył prosto w niego, potężnie chwiejąc jego równowagą. Zawdzięczał przede wszystkim swoim gabarytom i postawionym w stan gotowości mięśniom, że nie upadł.
— Dobrze! — pochwalił ją, otrząsając się krótko.
Nie tracił więcej czasu na gadanie, zamiast tego wykorzystał minimalną odległość, jaka ich teraz dzieliła do tego, żeby spróbować uderzyć Zmierzchową Łapę łapą w policzek.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Kotka sama nie wierzyła własnym oczom. Faktycznie prawie powaliła Łabędzia. Brakowało jej wyczucia siły oraz odpowiednich odruchów. Jednak niezaprzeczalnie dała radę. Owszem sparing z Szafim pomógł, ale Mistrz był o wiele starszy od ich dwójki. Tym samym znał więcej sztuczek. Zresztą sprawy skomplikowały się, gdy kotka skróciła dystans. Łabędzia Szyja wykorzystał chwilę nieuwagi Zmierzch. Kotka otrzymała pacnięcie, które mocno ją otrzeźwiło. W prawdziwej walce oznaczałoby ranę. Dlatego kocica odskoczyła niczym oparzona. Chciała uniknąć dalszych ciosów czy przygwożdżenia. Odruchowo wybrała miejsce gdzieś za Łabędziem. Tam chciała wylądować na łapach tak, żeby chronić brzuch oraz pysk. Chwilę później obróciła się przodem do rywala, a końcówka jej ogona zadrgała lekko. Naprawdę trudno było przewidzieć dalsze ruchy Łabędzia. Sama postanowiła w końcu złapać Mistrza za ogon. Tak normalnie, żeby poczuł lekki dyskomfort. Dzięki temu wybiłaby go z równowagi. Przednie łapy poszły w ruch. Pewnie teraz koteczka przypominała bardziej lwa łapiącego swoją ofiarę, ale cóż...
Rolling 1d10+2: 6 +2 = 8
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Zmierzch bardzo dobrze uczyniła usuwając się z pola rażenia, w innym razie Łabędź bez wątpienia atakowałby dalej, a tak zyskała czas na przemyślenie strategii na kolejne uderzenia serca. I wykorzystała ten czas w pełni, bo wyskoczyła ponownie zanim kocur miał szansę zrobić to jako pierwszy. Na przypuszczenie ataku było za późno, chyba że chciał zaliczyć zderzenie czołowe z terminatorką (a nie chciał), zatem, niepewny zamiarów kotki, zdecydował się spróbować szczęścia w uniku. Ugiął łapy i wybił się w bok w nadziei, że usunie się idealnie z zasięgu jej szczęk. A może raczej srebrnych łap, jako że to, co rzuciło mu się przez ten krótki moment w oczy, to właśnie wyciągnięte w jego stronę kończyny.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Czyżby Łabędź próbował uciec? Oczywiście nie dosłownie, bo przecież wymieniali ciosy dość nieudolnie. Przynajmniej takie wrażenie odnosiła Zmierzch. Mimo wszystko kotka nie zamierzała odpuszczać. Wpadła w swego rodzaju rytm. Dlatego zaraz zaatakowała ponownie. Tym razem zamiast ogona próbowała złapać łapami zadek Mistrza. Chciała go przewróci. Tym razem traktowała to zadanie poważnie. Włożyła w nie sporo siły oraz szybkości. Jednak Łabędź mógł być szybszy. Tutaj nie było miejsca na przypadek. Przynajmniej kotka pokonała jakoś pierwsze ograniczenia. Dała się ponieść instynktowi. Tak było lepiej i nie musiała myśleć co byłoby gdyby...
Rolling 1d10+2: 6 +2 = 8
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Zmierzchowa Łapa nie ustawała w próbach, jak można by oczekiwać od przyszłej wojowniczki. Łabędź po uniku wylądował miękko na ziemi, ugiął łapy i zamachnął się ogonem, aby złapać nieco więcej równowagi. W tej pozycji, niejako przyczajony, przygotował się do kolejnego uniku, który miał nastąpić przy następnym ataku terminatorki. Z naciskiem na miał; kocur owszem, wybił się mocno w bok, jednak niedostatecznie szybko, żeby uchronić się przed lecącą ku niemu, srebrną masą. Kotce udało się go popchnąć. Co prawda sukces był połowiczny, bo teraz także nie zdołała go przewrócić, ale była to jej jak dotąd najbardziej udana próba, co przywódca odnotował z cieniem uśmiechu na pysku.
Przeszedł kilka wymuszonych kroków w bok, byle tylko wytracić niechcianą prędkość, jaką zgotował mu cios Zmierzchu, po czym natychmiastowo przystąpił do działania. Wyskoczył wprost na przeciwniczkę, z obiema przednimi łapami wycelowanymi w jej bok, chcąc odwdzięczyć się pięknym za nadobne i ściąć ją z łap. Zobaczymy, czy jemu poszczęści się bardziej od niej.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Całość bardziej przypominała chęć złapania ptaka niż pojedynek. Kotka próbowała, ale Łabędź zawsze jej umykał. Zupełnie tak, jakby był kilka kroków przed nią. Tym razem kotka postanowiła skorzystać z jedynej opcji, jaka pozostała. Stwierdziła, że ucieknie swojemu Mistrzowi. Po prostu odbiegnie kawałek dalej. Już nie chodziło o zwykłe uniknięcie ataku. Sam twierdził, że opłakana sytuacja wymaga konkretniejszego działania. W końcu opuszczenie pola walki mogło oznaczać uratowanie życia. Dlatego Zmierzch niespodziewanie odskoczyła w bok, a potem zaczęła biec. Szukała wzrokiem jakiegoś krzaka albo drzewa. Wspinaczkę niedawno opanowała. Zresztą mogła tym zaskoczyć Łabędzią Szyję. Starała się trzymać ogon przy sobie, żeby nie było żadnego punktu zaczepienia. Zignorowała również potrzebę spojrzenia za siebie.
Rolling 1d10+2: 4 +2 = 6
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Z pewnością nie spodziewał się, że Zmierzchowa Łapa zawinie ogon i zacznie zwiewać. I taka taktyka faktycznie się sprawdziła, bo choć udało mu się przejechać łapami po uciekającej kotce, to na nieszkodliwym dotyku się skończyło; wymknęła mu się i pognała naprzód, nie oglądając się za siebie. Łabędź od razu rzucił się za nią. Owszem, ucieczka mogła być dobrym pomysłem, ale po pierwsze — uciekać też trzeba potrafić, po drugie — drzewo może nie być najlepszym miejscem ukrycia, kiedy twój oponent również potrafi się wspinać, a po trzecie — ucieczka swoją drogą, prędzej czy później musieli wrócić do walki pysk w pysk. Jakkolwiek w codziennym życiu unikanie walki było nierzadko rozsądnym wyjściem, tak podczas treningu musieli skupić się przede wszystkim na tym, by Zmierzch potrafiła się obronić w sytuacjach, gdy stawienie czoła przeciwnikowi było nieuniknione.
I tak właśnie spędzili najbliższy czas, wymieniając się ciosami, mniej lub bardziej trafionymi, powoli doskonaląc sztukę walki. Wreszcie kocur odskoczył i ogonem zasygnalizował, by terminatorka się zatrzymała.
— Tyle wystarczy. Na dziś; będziemy do tego wracać przez najbliższe wschody słońca — oznajmił z uśmiechem. — Dobra robota, widać, że dałaś z siebie wszystko. Czujesz się na siłach od razu przejść do polowania? Przydałoby się powoli o tym myśleć, pora nagich drzew zbliża się nieubłaganie, każda para łap zdolna do polowania będzie nieoceniona.
W gruncie rzeczy ćwiczenia nie zajęły im bardzo długo, wciąż mieli czas trochę potrenować, ale zrozumiałby, gdyby Zmierzchowa Łapa była wycieńczona — sparing to nie byle omawianie Kodeksu, wymaga sporego nakładu pracy mięśni, które, nieprzyzwyczajone do tego typu aktywności, potrafiły szybko się zmęczyć. Jeżeli mimo to srebrnofutra czuła się gotowa na kolejne wyzwania, Łabędzia Gwiazda spytał:
— Wiesz cokolwiek na temat polowania? Jakie są zasady, jak podchodzi się do zwierzyny?
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Ćwiczenie walki przypominało nieco pływanie czy wspinaczkę. Po pierwsze angażowało wszystkie partie ciała. Po drugie wymagało swego rodzaju harmonii. W końcu atakowanie na oślep było równie głupie co trwonienie sił. Zmierzch przyrównała pojedynek do tańca dwóch ptaków na błękitnym niebie.
Wreszcie Łabędź zarządził przerwę od tego okładania. Dopiero wtedy kotka poczuła zmęczenie. Jednak ból w niektórych miejscach ją otrzeźwił. Przynajmniej czuła, że żyła i miała za sobą kawał dobrej roboty. Nic dziwnego skoro Łabędź zawsze dbał o ogólny komfort kotki.
-Możemy przejść do polowania. Chwilę posiedzę i będzie dobrze... W końcu do wspinania też musiałam przywyknąć.- Odpowiedziała spokojnym głosem oraz zgodnie z prawdą. Mimowolnie próbowała wyrównać oddech. Usiadła zaraz naprzeciw Mistrza.
-Niestety nie wiem nic przydatnego... Tata uczył głównie braci...- Mruknęła cicho, ale gdzieś tam odczuwała wstyd. Przecież takie podstawowe rzeczy powinna już znać. Tymczasem nikt jej nigdy nic nie powiedział...
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Skinął głową, sadowiąc tyłek na ziemi.
— No to siadaj wygodnie, a ja wyjaśnię wszystko po kolei — zapowiedział łagodnie. Nic nie szkodziło, że Zmierzchowa Łapa nie posiadała jeszcze potrzebnej wiedzy, przynajmniej dzięki temu zyskali nieco więcej czasu na odpoczynek, nieprawdaż? — Teoria polowania rozbija się na dwa... segmenty. Pierwszym z nich jest odpowiednia pozycja, nazywamy ją pozycją łowiecką. Na czym polega? Polega na poruszaniu się na ugiętych łapach, choć jest tu pewien haczyk — trzeba pilnować, by brzuch znajdował się blisko ziemi, lecz jej nie dotykał. Ponadto głowę i ogon trzyma się na równej linii z grzbietem. Dzięki stosowaniu się do tych zasad zachowujemy balans w ruchach, ale też nie zdradzamy naszego położenia przez wystającą ponad trawy głowę czy ogon. Wygląda to tak. — To mówiąc, podniósł się i zaprezentował na sobie opisaną wcześniej pozycję. Utrzymując ją, przeszedł kilka kroków, ostrożnie stawiając łapy. W końcu wrócił na swoje miejsce, gdzie usiadł i opatulił przód ogonem. — W ten sposób podchodzimy zwierzynę, przy czym należy pamiętać o dwóch rzeczach — o zerkaniu pod łapy, tak aby nie wdepnąć w gałązkę, suchy liść, cokolwiek, co zakłóciłoby bezszelestne zakradanie się, oraz o podążaniu pod wiatr. Zwierzyna, jak my, doskonale węszy; jeśli pozwolimy wiatrowi ponieść nasz zapach, możemy zapomnieć o złapaniu czegokolwiek. Dlatego zawsze kontroluj, skąd wieje, dostosowuj swój kierunek pod niego. Jeśli wieje ci prosto w wibrysy, to tak trzymaj. I na tym kończy się pierwszy segment. Drugi to pewna regułka, która podpowiada, na co należy zwracać uwagę przy podchodzeniu konkretnych typów piszczek, a brzmi ona: "mysz cię wyczuje, królik usłyszy, a ptak zobaczy". To znaczy, że gryzonie, gady, płazy i krety wyczuwają drgania ziemi. Zdradzić cię może nieostrożny chód, choćbyś nie wydawała żadnego dźwięku i doskonale się maskowała. Ptaki cechują się ponadprzeciętną spostrzegawczością, a obserwację jedynie ułatwia im znajdowanie się na wysokościach. Są bardzo czułe na ruch w swoim otoczeniu. Króliki i zające natomiast mają te wielkie uszy nie bez powodu — słyszą lepiej od nas, nawet te najdrobniejsze dźwięki. W związku z tymi specyficznymi cechami poszczególnych rodzajów zwierzyny, nasi przodkowie wpadli na specjalne techniki, odtąd aż po dziś dzień stosowane przy polowaniu. Mając te informacje, które ci dałem, masz pomysł, co to mogą być za techniki?
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Polowanie było najbardziej skomplikowanym procesem. Istniało tyle drobnych szczegółów oraz zależnych od siebie. Ułożenie ciała, pogoda, pora dnia, pora roku... Kotka niby rozumiała słowa swojego Mistrza. Jednak teoria, a praktyka mocno odbiegały od siebie. Co innego ćwiczyć z celem, który spodziewał się "upolowania". Co innego faktycznie wypatrzyć oraz zabić na przykład zająca. Oczywiście Łabędź wspomniał o wszystkich możliwościach. Zmierzch pokiwała łepkiem. Mimo wszyskto próbowała odganić od siebie uporczywe myśli. Co jeśli nie wykona zadania? Co jeśli jednak nie miała daru "przetrwania"? Co jeśli zawiedzie Klan? Wiedziała, że kocur ją pocieszy. Przecież nie każdy zostawał najlepszych kotem we wszystkich zadaniach. Wreszcie kotka spojrzała na własne łapy. Przez dłuższą chwilę przetrawiała swoje emocje. Oprócz tego myślała nad odpowiedzią.
-Polowanie naprawdę wydaje się być trudne. Nie wiem czy konkretnie o to chodziło, ale powiem co wywnioskowałam. Zatem przy tych co słyszą, to najlepszym sposobem byłoby ciche poruszanie się. Natomiast przy ptakach mało ruchu, jedna pozycja, jakieś elementy pozwalające ukryć się oraz szybkie spacyfikowanie ofiary. Niestety nie wiem co mogłabym wymyślić odnośnie gryzoni. Na pewno trzeba patrzeć pod łapy, ale trudno uważać na otoczenie i równocześnie sprawnie polować...- Koteczka odpowiedziała cicho, jednocześnie podnosząc wzrok na Łabędzią Szyję. Miała nadzieję, że podjęła dobry trop. Chciała skończyć teorię jak najszybciej, żeby zacząć praktykę. Tak naprawdę miała nadzieję, że zaimponuje swojemu Mistrzowi. Dlatego obawiała się sromotnej porażki, gdyby mysz albo ptak ją przechytrzyły. Zresztą, jeśli chciała wspomóc pozostałych klanowiczów, musiała kiedyś zacząć przynosić zwierzynę.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
— Polowanie wymaga pamiętania o wielu rzeczach — przyznał na stwierdzenie, że zajęcie to sprawia wrażenie trudnego. — Ale poradzisz sobie, masz to we krwi. Nawet jeśli wydaje się uśpione, gdy słucha się nudnej teorii — dodał z uśmiechem. Sam pamiętał swoje początki i jak bardzo zdziwiony był pierwszym powodzeniem, które nastąpiło już przy pierwszym podejściu. A bez wątpienia nie był najbardziej zdolnym kotem w lesie, nie zaliczał się nawet do pierwszej pięćdziesiątki. — Prawda, ciche poruszanie się to jedna z kluczowych elementów, ale jest coś jeszcze. Przy królikach i zającach wyciszamy oddech, bo właśnie coś tak niepozornego jak to, w jaki sposób oddychamy, może spłoszyć te czujne zwierzęta. Co do ptaków — masz rację, ukrywanie się oraz przystawanie w miejscu, kiedy skrycie się nie jest możliwe, to najlepsze metody. Jak już uda ci się dorwać ptaka, warto złamać mu skrzydła; dzięki temu zyskasz pewność, że już ci nie ucieknie. Przy gryzoniach przenieś ciężar ciała na tylne łapy. Jeśli to zrobisz, będziesz o krok albo dwa przed nimi i zyskasz nieco czasu. Wszystko zrozumiałe?
Czy miała pytania, czy też nie, wstał i majtnął ogonem, tym niemym gestem zapraszając Zmierzchową Łapę do podążenia za nim. Lepiej odejść kawałek dalej, w pobliżu Obozu trudno będzie o zwierzynę, za dużo się tutaj dzieje. Skierował się w stronę Ptasich Krzewów, a tymczasem mogli kontynuować rozmowę.
— Kolejną rzeczą do zapamiętania jest to, co robimy z piszczkami po upolowaniu — ciągnął dalej. — Nie możemy porzucić zwierzyny gdzie bądź, znęcimy tym chętne na darmowy posiłek drapieżniki. Nie ma też sensu latać z każdą sztuką do Obozu, a potem wracać, prawda? Dlatego, to, co upolujesz, chowaj w charakterystycznym miejscu. Wystarczy zakryć ziemią, trawą, ot, by zatuszować zapach. I... cóż, to chyba byłoby na tyle. Jesteś gotowa na praktykę? Myślę, że na dobry początek jedna dowolna piszczka będzie w sam raz. Trochę się dzisiaj narobiłaś, nie ma co się przeforsowywać.
I jeżeli wyraziła gotowość, mogła ruszać w teren, bo oto właśnie dotarli na miejsce. Jeśli zaś miała pytania — Łabędź jak zwykle służył pomocą, gotów zmierzyć się z każdymi wątpliwościami.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Chyba pierwszy raz nie było żadnych, dodatkowych pytań. Łabędź wyjaśnił wszystko szczegółowo, jak również klarownie. Dzięki temu kotka mogła sobie coś niecoś wyobrazić. Pozostawało przejść od mówienia do konkretnego działania. Szkolenie właśnie dobiegało końca, a przeciąganie czegokolwiek nie miało najmniejszego sensu. Zmierzch wstała, jednocześnie próbując uspokoić nerwy. Chciała wypaść jak najlepiej przed swoim Mistrzem.
-Przyniosę najładniejszego piszczka z okolicy...- Srebrna powiedziała to pół żartem, pół serio. Tylko tak mogła rozluźnić nieco atmosferę. Zaczęła iść w kierunku najbliższych krzaków. Robiła to powoli, jednocześnie uważając gdzie stawia łapy. Nie chciała przecież zdradzić swojego położenia szeleszczącym liściem czy złamaną gałązką. Im bliżej celu była, tym bardziej próbowała wyłapać jakiś dźwięk. Swoimi ślepiami wypatrywała jakiegoś ruchu, a nosem węszyła trop. Zupełnie instynktownie wyciszyła oddech. Starała się wtopić w otaczającą ją przyrodę, stać się prawdziwym myśliwym, drapieżnikiem, łowcą. Miała nadzieję, że zaraz coś się znajdzie. W końcu głupio oblać egzamin na ostatniej prostej...
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
— Powodzenia — powiedział wesoło, chcąc jakoś dodać otuchy Zmierzchowej Łapie; wyglądała na podenerwowaną i absolutnie jej się nie dziwił. Pierwsze łowy to nie lada emocje, ale naprawdę nie było co się stresować. — Dasz sobie radę. Ja będę kręcił się w pobliżu, w razie gdyby coś chciało zakłócić twój spokój... Ty też miej się na baczności, dobrze? Drapieżniki zwykle pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie.
Po tej ostatniej przestrodze dał jej wreszcie wyruszyć w teren. Zgodnie z zapowiedzią, podążył za nią, utrzymując dystans, aby dać terminatorce potrzebną przestrzeń i przypadkiem nie zakłócić polowania.
Z początku nie widziała nic. Słyszała ptaki w oddali, ale nie był to trop godny podążania — ptactwo znajdowało się daleko poza zasięgiem jej wzroku, co dopiero łap. Wreszcie, po dłuższej wędrówce los się do niej uśmiechnął i kotka zauważyła wychodzącą z krzewów wronę. Ta zatrzymała się w miejscu, zaczęła skubać się po skrzydle, a uderzenia serca później już rozglądała się czujnie, jakby spodziewała się, że ktoś lub coś może nagle dopuścić się zamachu na jej życie. Póki co chyba nie zwietrzyła niebezpieczeństwa, nie zerwała się bowiem do lotu, tylko postąpiła kilka kroczków wprzód.