Logo Artemidy
Wyprawa Łabędziej Szyi
#31
I dotarli. I fajnie. Szafirek nie wiedział czego się spodziewać po Szepczącej Sadzawce, ale pewny był tego, że brzęczące owady to nie był szept. Tak samo magiczne kolorki odbijające się na wodzie nie były w żaden sposób dźwiękiem. No nie czuł wyjątkowości tego miejsca. Ale może to wina zmęczenia, może jakby nie był po całym dniu marszu to byłby w stanie w pełni docenić zastany obrazek.
– Dobrze. – przytakuje, bo to rozsądna prośba. Rozkaz. Prośba. Rozkaz. W sumie nie wiedział, ale spodziewał się, że nikt nie chciałby spać, w momencie, gdy nad jego głową toczyłaby się zażarta walka.
Mają z Kornikowym Konarem pilnować śpiącego wujka, prawda? Więc takiego szykującego się do snu również wypadałoby obserwować, mimo że Szafirka łapie od tego coraz większe znużenie. Jakby tego było mało, jest mu niedobrze z głodu. Do przeżycia, ale nieprzyjemnie, a bury point nie znalazł jeszcze złotej metody na takie sytuacje. Wiedział jedynie, że jedzenie nie było opcją – ale chyba i tak nie mógł teraz uciec na polowanie skoro miał inne zadanie?
... zadanie o którym bardzo szybko zapomniał zresztą. Może i Szepcząca Sadzawka szałowa nie była, ale tutejsze kamyczki? Co prawda nie widział dotychczas ani jednego, ale to pewnie dlatego, że się nie rozglądał. Ożywiła go myśl o super zdobyczy do swojej kolekcji, więc aż zapomniał na moment o swoich dolegliwościach i postanowił pokręcić się koło brzegu w poszukiwaniu otoczaka, który przyciągnie jego uwagę.
[Obrazek: X6uwu5Y.png]
LVL 4 160 / 300
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
12
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Szepczącą Sadzawkę otaczał rój owadów wszelkiej maści i gdyby Kornik nie był optymistą, uznałby to za uciążliwe a nie magiczne. Jednak jego pozytywna natura kazała uśmiechnąć mu się jeszcze szerzej i śledzić wzrokiem różnobarwność ich skrzydełek, lekkość lotu. Zastanowił się, czy zostały tu przyciągnięte wyjątkowością miejsca, czy bliskość kocich przodków była dla nich obca. A może nie tylko Klany miały swoich Gwiezdnych i motyle i ważki mogły się tu spotkać ze swoim, owadzim odpowiednikiem?
- Niczym się nie przejmuj, będzie dobrze. - Miauknął Kornik radośnie, oderwany od tych myśli przez polecenie Łabędzia. Skierował na ucznia błyszczące ślepia. - Pozdrów od nas przodków. - Dodał, mrugając szelmowsko jednym z nich.
Usiadł blisko brzegu, pozwalając chociaż trochę odpocząć łapom. Spoglądał na Łabędzia, który wkrótce spotka się z nieżyjącymi Rzeczniakami. Czy będzie wśród nich Ćma? Pająk? Mama? Kałuża? Wujowie Świetlik i Mróz? Gorycz? Dziwna była myśl, że stróżował snom Łabędzia, jego spotkaniu z Gwiezdnymi i chociaż siedział tak blisko, dla niego byli odlegli. W tej chwili tęsknił mocniej niż zwykle.
I took my love, I took it down
Climbed a mountain and I turned around
And I saw my reflection in the snow covered hills
'Til the landslide brought it down
Oh, mirror in the sky

What is love?

Can the child within my heart rise above?
Can I sail through the changin' ocean tides?
Can I handle the seasons of my life?

LVL 5 50 / 400
MedLVL 0 0 / 100
22
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Gdy Łabędzia Szyja dotknął wody zaczął czuł uczucie senności. Wpierw delikatne, po czym bardzo silne, gwałtownie go porywające w swe objęcia. Zamknął oczy, a jego ciała niemalże samo wygodnie ułożyło się na brzegu Szepczącej Sadzawki. Wpierw nie widział nic. Nic też nie słyszał ani nie czuł, jakby unosił się w eterze - bardzo przyjemnym, delikatnym, dającym uczucie wytchnienia po ciężkiej, całodziennej wędrówce.
Później zaczął dostrzegać kształty. Przypominały wszystko to, co doskonale znał. Kamienie, drzewa, trawę, pagórki, krzewy, niebo, ziemię, ale jakby te wszystkie kształty zrobione były z gwiazd i ciemności. Zdecydowanie nie jest to widok, który można łatwo zapomnieć. Niby podobny do tak wielu rzeczy, ale, tak naprawdę, jak nic, co Łabędzia Szyja widział do tej pory przez całe swoje życie.
Dostrzegł również koty. Były daleko od niego, również zbudowane z gwiazd, ale ewidentnie mu się przyglądały; czekały już na jego przybycie. Były na tyle daleko, że trudno było rozpoznać poszczególne sylwetki. Otaczały go ze wszystkich stron, a ich ilość... nie sposób było ich policzyć. Nawet, jeśli kocur był członkiem Klanu Rzeki, to w Gwiezdnym Klanie wszyscy byli sobie równi, tworzyli jedność. Jeden, wielki Klan.
Po krótkiej chwili z tłumu wynurzył się jeden kot, idący wprost na Łabędzią Szyję. Była to duża, masywna kocica, pokryta licznymi bliznami. Miała potargane, szare futro i ogniście pomarańczowe oczy, długie pazury i rozerwane ucho. Szła bezszelestnie, a Łabędzia Szyja mógł dokładnie dostrzec jak pracują jej wyrobione mięśnie. Znał ją, pamiętał ją z czasów jak był młodzieniaszkiem - to była Czerwona Gwiazda, jedna z poprzednich przywódczyń Klanu Rzeki. Ta, która zmarła ze starości.
xxxx - Witaj na S'ebrnej Skó'ce, Łabędzia Szyjo - powitała go. Dziwnie było usłyszeć głos, który po raz ostatni słyszało się... tak dawno temu. A teraz brzmiał tuż obok, w pełni swej mocy. Kocica mówiła chrapliwie, ale ostro, nie było w niej śladu zmęczenia i starości, z którymi mógł ją zapamiętać. - Nie będę cię pytać, po co tu jesteś. Jakbyś nie był zdecydowany i nie godził się na to, co ma się za'az stać, to byś nie dota'ł do Sadzawki. P'zywódca Klanu 'zeki musi wiedzieć, czego chce i co zamie'za z'obić. Juz za chwilę nasze dziedzictwo wpadnie w twoje łapy. - powiedziała, po czym skinęła głową. Przed kocurem stanęła śnieżnobiała kocica, Lśniące Futerko, jedna z matek a potem starszych Klanu Rzeki - matka nie tylko swoich kociąt, ale także każdego kocięcia w Klanie Rzeki.
xxxx - Miło mi cię tu zobaczyć, Łabędzia Szyjo - powiedziała do niego miękko i ciepło - Jestem tu, by dać ci twoje pierwsze życie, a wraz z nim dosyć specyficzny dar. Dar Opieki i Matczynej Miłości. Od dzisiaj cały Klan Rzeki to będą twoje dzieci. I te dobre, i te złe. I to ty będziesz musiał ich bronić, ty będziesz dla nich matką. Na tobie będzie spoczywała odpowiedzialność. Musisz ich kochać, Łabędzia Szyjo, bo jak nie ty, to kto. Miłością jesteś w stanie wiele zmienić, wiele zdziałać, i wiele dać. Pamiętaj o tym... i pamiętaj, że nie na świecie bardziej przerażającego gniewu, od gniewu matki, której kocięta są zagrożone - powiedziała, po czym zrobiła krok w jego stronę i dotknęła swoim nosem jego nosa... a Łabędzią Szyję zalała fala wymieszanych ze sobą, potężnych emocji. Tymi, które udało mu się rozpoznać w pierwszej kolejności, były dwie - strach i wszechogarniająca go wściekłość. Taka, że czuł, ze był gotów rozszarpywać gardła i łamać łapy. I to dawało mu siłę, siłę ze źródła, którego wcześniej nie czuł. Źródła, które było dla niego obce, i w przeciągu sekundy stało się najbliższe na świecie. Siła wynikająca ze strachu i troski o innych. Gdy doszedł do siebie dostrzegł, że miejsce Lśniącego Futerka zajął ktoś inny.
xxxx - Witaj, bracie - powiedział Skalna Łapa. - Nie martw się o mnie, miałem dobre życie. - wydawał się starszy, silniejszy, dojrzalszy niż... niż gdy widzieli się po raz ostatni. - Ode mnie otrzymasz dar Roztropności. Postaraj się nie podejmować decyzji pod wpływem impulsu. Myśl nad wszystkim dwa, albo i trzy, cztery razy. W końcu teraz nie będziesz odpowiedzialny tylko za siebie. Wszystkie twoje decyzje będą wpływały na cały twój Klan. Musisz uważać na siebie, jak i na nich, rozważać wszystkie możliwości. Czasem te najlepsze ukrywają się dopiero za wieloma, wieloma innymi. - zmrużył lekko oczy, a następnie, tak, jak biała kocica, dotknął swoim nosem jego nosa. Łabędzią Szyję zalała fala zagubienia i plątaniny myśli. Trochę tak, jakby przedzierał się przez bardzo gęsty gąszcz krzewów, drzew i traw, tak, jakby nie wiedział w którą stronę pójść, i tak, jakby czuł nad sobą wizję nieuchronnej zguby. Było to uczucie mroczne i przerażające. Gdy zamrugał, ujrzał, że jego brat odsunął się w tył. Teraz natomiast podszedł do niego srebrny kocur, były partner Kwiatowej Przełęczy.
xxxx - Cześć, Łabędzia Szyjo. Znowu się widzimy, nie rozstałem się przecież z wami tak dawno temu. Cieszę się, że mogę być jednym z kotów obdarowujących cię życiem. Wraz z trzecim z dziewięciu dostaniesz również dar Otwartości. Nie wiem na ile jestem w stanie tak pięknie ubarwić swoje słowa jak moi poprzednicy, ale... po prostu wiedz, że pewna doza optymizmu i pozytywności jest również w życiu bardzo ważna. Bez niej możesz całkowicie się zapaść i nie móc odnaleźć drogi na powierzchnię. Staraj się dostrzegać dobre strony. Bądź dobry dla innych kotów. Bądź miły i otwarty. Gdy będziesz obdarowywać innych dobrem, dobro wróci do ciebie... i twojego Klanu. Empatia naprawdę potrafi zmienić wiele. - Dotknął swoim nosem jego nosa. Tym razem to, co poczuł Łabędzia Szyja, było... bardzo przyjemne. Nie było w tym ani grama strachu, złości czy zagubienia. Czuł, jakby unosił się w przestrzeni, w słońcu, otoczony zapachem kwiatów. Wreszcie poczuł spokój, i radość, tak, jakby wszystko miało być dobrze. I chciał obdarować tym innych. Niestety, to błogie uczucie nie trwało długo, bo już po chwili miejsce Kwitnącego Jaru zajął inny kot. Tym razem, technicznie, mu nieznany. Kocur był wysoki, wyższy od Czerwonej Gwiazdy, ale proporcjonalnie zbudowany i harmonijny. Miał kształtny, przystojny pysk o uważnym wyrazie oraz jaskrawo zielone oczy - takie, które przewiercały cię na wskroś. Było w nim coś, co robiło wrażenie. Nieporównywalne. Ten kot był przywódcą, i w dosłownym i każdym tego słowa znaczenia.
xxxx - Jestem Świetlikowa Gwiazda. Byłem przywódcą Klanu Rzeki przed moją siostrą, Czerwią. - powiedział głosem, który trudno będzie zapomnieć. To był kot, który odebrał teren Klanowi Cienia, kot, który prowadził Klan gdy Cztery Klany zmieniały terytoria - Ode mnie otrzymasz dar Opanowania. Musisz umieć trzymać Klan w ryzach, Łabędzia Szyjo. Czasem dojdzie do sytuacji, gdy będzie ci trudno znieść twój własny Klan. Gdy trafią w ciebie słowa, która mogłyby zabić. Które będą łamać serce. Mogą się urodzić koty, które będą chciały cię zdradzić, pozbyć się ciebie. Koty, które wystawią twoją cierpliwość na próbę. Czasem Klan Rzeki będzie po prostu bandą głupich, wściekłych kociąt, którym rosną zęby i gryzą wszystko, co napotkają na drodze, bez większego pomyślunku. Ale to wciąż będzie twój Klan, a ty wciąż będziesz jego przywódcą, nie zapomnij o tym. Wszyscy będą słuchać każdego twojego słowa. Będą koty polujące na każdą twoją wpadkę. Na każde zbędne uniesienie, na każde twoje nieprzemyślane albo opryskliwe słowo. Panuj nad tym. Panuj nad sobą, swoimi słowami, swoim ciałem, swoim Klanem. Bądź przywódcą nie tylko rwącej rzeki, ale i samego siebie. - powiedział Świetlikowa Gwiazda, a następnie zrobił krok w kierunku Łabędziej Szyi i dotknął swoim nosem jego nosa, a ten poczuł... brak równowagi, jakby stał na szczycie wysokiej, ostrej skały i targała nim olbrzymia wichura, próbując go z niej natychmiast zrzucić. Tak zrzucić, by spadł i skręcił sobie kark raz, a dobrze. Do uszu rzeczniaka dotarła kanonada wściekłych, nienawistnych głosów, rozdzierających jego serce na malutkie kawałeczki. Były to głosy pełne pretensji, pełne gniewu, pełne obrzydzenia, pełne chęci sprawienia mu krzywdy. Na szczęście, szybko się to uczucie skończyło, a wojownik wciągnął w płuca chłodne powietrze. Gdy jego wzrok doszedł do siebie, zobaczył, że stał przed nim Bukowa Kora - ojciec Skrzącego Słowa, Płonącego Nieba oraz Gęsiopiórego.
xxxx - Czas na twoje piąte życie i piąty dar, Łabędzia Szyjo - wychrypiał wojownik - tym razem będzie to Lojalność. Wiem, że ten dar wydaje się banalny. ale jest na nim zbudowana cała historia Klanu Rzeki. To właśnie dzięki lojalności wciąż tu jesteśmy, a nasz Klan jest silny i liczny. Myśl o niej, Łabędzia Szyjo. Zdawaj sobie z niej sprawę. Dostrzegaj ją w każdym geście. Codziennie polowania.. Patrole. Treningi. Ceremonie. Każde sprzątanie obozu, szukanie ziół, każde leczenie, każda rozmowa, każda walka w obronie granic i członków Klanu. W każdej, nawet najbardziej błahej czynności jakich wykonywanych jest wiele w Klanie Rzeki ukryta jest płomienna iskra tej lojalności. To poświęcenie i wysiłek. Codzienny. To chęć dawania z siebie wszystkiego. Nie tylko staraj się być lojalny, ale zobacz tę lojalność w swoich towarzyszach. Na niej zbudowaliśmy Klan Rzeki. - powiedział, i, tak jak swoi poprzednicy, dotknął nosem nosa wojownika. Łabędzia Szyja poczuł... o dziwo, spokój. Spokój i siłę. A także determinację do działania. Było to uczucie zaskakujące, ale pozytywne i bardzo "stałe". Nie wybijające się z tłumu, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi. Ale może właśnie tym była lojalność. Nie tylko wyrzeczeniami i poświęceniem, ale także ich codziennością. Była budzeniem się rano z chęcią pracy dla Klanu. Z chęcią czynienia Klan lepszym, silniejszym, wspanialszym. I to też czuł teraz kocur.
xxxx - Witaj, Łabądku - usłyszał miękki, słodki głos. Musiał nieco obniżyć głowę, by dostrzec źródło dźwięku. Była to drobna, malutka, czarna kotka. Piękna, harmonijnie zbudowana, o niewielkiej mordce i bladożółtych oczach. Ćmia Gwiazda. Jej spojrzenie było delikatnie nieprzytomne, a ciało bardziej rozluźnione, niż wojownik zapamiętał z czasów, gdy ta jeszcze żyła i po swojej matce objęła przywództwo nad Klanem - Ciekawe, czy wiele księżyców temu, spodziewalibyśmy się, że spotkamy się tutaj w takich okolicznościach? - zachichotała cicho. Pobyt na Srebrnej Skórce nieco... ją zmienił. Wydawała się być nieco oderwana. - Ode mnie otrzymasz dar Kreatywności. Szukaj nowych rozwiązań problemów. Staraj się dostrzec swoje szanse tam, gdzie pozornie widać tylko zagrożenia. Próbuj zawsze obrócić sytuację na swoją korzyść. Wybieraj inicjatywę zamiast bierności. Gdy zawsze będziesz kilka kroków do przodu to będziesz o te kilka kroków bliżej wygranej. Myśl. Myśl, myśl, myśl. Nie przestawaj myśleć, analizować, zastanawiać się, rozważać. Staraj się wprowadzić coś nowego. Staraj się zaskoczyć. Wymaga to wysiłku, ale owoce tego są nieporównywalne - powiedziała swoim melodyjnym, przekonującym głosem. Podeszła bliżej i zadarła nieco wyżej swoją główkę, by dotknąć swoim nosem jego nos. Wtedy Łabędzią Szyję zalała fala myśli. Była ona tak niesamowicie olbrzymia, że miał trudności z wyłapaniem tych pojedynczych. Ale wraz z tym szło przekonanie, że może wszystko. Może uzyskać co tylko chce, co tylko sobie wymarzy. Bo da radę wymyślić plan, wiedział to.
xxxx - Witaj, synu - padł nieco niezręczny głos, a wojownik, dochodząc do siebie, dostrzegł przed sobą Lodowego Kła. Wyglądał na nieco zmieszanego, jakby nie do końca wiedział, co ma powiedzieć - Chcę, żebyś wiedział, że nie chciałem was tak gwałtownie opuścić. Może nie zawsze byłem perfekcyjnym ojcem, ale kochałem was wszystkich i waszą matkę jak nikogo na świecie. Dlatego też jestem tutaj, wraz z twoim siódmym życiem i darem Stanowczości. Nie dawaj sobie wejść na głowę. Musisz umieć bronić swojego zdania. Gdy inni zobaczą, że się wahasz, będzie tylko gorzej. Ale gdy Klan zobaczy, że ma przed sobą przywódcę, gdy gdy coś mówi, to to robi, to obdarują cię swoim zaufaniem i szacunkiem. Bądź w ten sposób dla nich oparciem - symbolem stabilności Klanu Rzeki. Ale wraz ze stanowczością mogą iść również wyrzeczenia. Czasem stanowczość oznacza wygnanie kogoś, karę lub przykre słowo. Ale i wtedy, gdy czujesz się ze sobą źle, gdy czujesz strach, zmieszanie, wstyd, gdy chcesz zapaść się pod ziemie... wciąż musisz obstawać przy swoim. Twoje decyzje zaczną być prawem, a Klan Rzeki musi wiedzieć, że może w nie wierzyć - dotknął go swoim nosem, a ten poczuł niezdecydowanie. Niepewność. Rozerwanie. Nie wiedział, co ma robić, z jego język zaczął niebezpiecznie plątać się w jego pysku mimo, że kocur przecież nic nie mówił. Nie chciał więcej czuć tego uczucia. Nigdy. Uczucia robienia kroku w tył. Uczucia nieszczerości.
xxxx - Hej, Łabędź - usłyszał głos. Zamrugał, by zawiesić spojrzenie na kotce o niebiesko białym futrze. Na... Karasiowej Ości. Na krótki moment zapadła między nimi cisza, a zmarła wojowniczka spojrzała między ich łapy. - Kolej na mnie. Ja... wymyśliłam dar, który chciałabym móc ci podarować. Coś, czego ja bardzo potrzebowałam, i co wiem, że ty również będziesz potrzebował... zwłaszcza teraz. Jest to dar Pewności Siebie. Niby wiem, że pewność siebie jest ukryta w wielu innych darach które już dzisiaj dostałeś. Ale to coś więcej. Bez pewności siebie nie będzie Stanowczości, nie będzie Opanowania, Otwartości. Odwagi do Kreatywności, odwagi do Ochrony. Obiecaj mi, że nigdy w siebie nie zwątpisz. Będziesz przywódcą Klanu Rzeki. To coś wspaniałego, coś, co spotyka tak mało kotów. Będziesz jedynym przywódcą Klanu Rzeki w całym lesie. Jesteś jedyny i niepowtarzalny, i to niech da ci siłę i pewność, niech da ci zaufanie do samego siebie. Poczuj w sobie iskrę i ogień. - Karasiowa Ość zetknęła się nie tyle swoim nosem z jego nosem, ale całym swoim czołem z jego czołem. Mimo, iż był Gwiezdną, na krótki moment Łabędzia Szyja poczuł bijące od niej ciepło, a za tym po jego ciele rozlał się gorąc i ogień. Było to takie uczucie, które chcesz, by nigdy cię nie opuściło. Wojownik w te kilka sekund chciał już zawsze stać w tym miejscu i to czuć, nie chciał się ruszać. Ale trzeba było. Musiał ruszyć dalej. Miejsce Karasiowej Ości zajęła po raz drugi Czerwona Gwiazda.
xxxx - Dziewiąte zycie i dziewiąty da' ode mnie. Moze ci się wydać banalny, ale bez tego nie mogłabym być wojownikiem, zastępcą a potem p'zywódcą ani jednego dnia. Jest to Siła. Po p'ostu. Siła by stanąć do walki! Siła, by powiedzieć, co czujesz! Siła, by z'obić, co chcesz! Siła, by być sobą. Nie lekcewaz swojej siły, Łabędzia Szyjo. Wiele jej w sobie nosisz. Kazde z nas pojawiło się tu z da'em, bo wie'zy właśnie w twoją siłę, o tutaj - dotknęła swoim masywnym łapskiem piersi kocura, a po jego ciele rozlała się fala niewyobrażalnej siły, tak fizycznej jak i psychicznej. Ostatnie, co dostrzegł, nim jego oczy zaszły mroczkiem, to był uśmiech Czerwonej Gwiazdy. Czy to było to, co kocica czuła całe swoje życie? Właśnie ta siła? Wraz z nią szło to... uczucie. W pierwszej chwili ulotne, by następnie je doskonale zrozumiał. To było uczucie bycia Niepokonanym. Idź przez swoje życie zwycięsko, Łabędzia Szyjo. Jeśli będziesz zwyciężał, to Klan Rzeki zwycięży wraz z tobą.
Gdy doszedł do siebie, dziewiątka kotów już się odsunęła, robiąc mu trochę miejsca i pozwalając też całej reszcie Gwiezdnego Klanu na niego spojrzeć. Kocur dostrzegł wśród kotów wiele pysków, które kojarzył z całego swojego życia, a których już w Klanie Rzeki nie było. Ale było też wiele innych kotów. Takich z innych Klanów, takich z przeszłości, których nigdy nie miał okazji poznać, a które obserwowały go ze Srebrnej Skórki i które przybyły, by go powitać.
xxxx - Zatem od dziś nie jesteś juz Łabędzią Szyją. Twoim nowym imieniem jest Łabędzia Gwiazda, a cały Gwiezdny Klan wita cię jako nowego p'zywódcę Klanu 'zeki! - zawołała donośnie popielata kocica, a wokół kocura poczęły rozbrzmiewać liczne głosy wykrzykujące jego nowe imię. Wpierw kilka, następnie dziesiątki, aż setki i więcej, więcej, więcej.
I wtedy otworzył oczy, budząc się przy Szepczącej Sadzawce. Tak ja właśnie świtała nowa gwiazda, tak teraz świtało nad horyzontem słońce rozpoczynające nowy dzień.




+15exp dla Łabędziej Gwiazdy
+10exp dla Kornikowego Konara
+10exp dla Szafirkowego Pyłku
★

Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz

Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów

Czy w milczeniu białych, haniebnych flag
Zejść z barykady

Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać


Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
┍━━━━━━━━━━━━━━━┑
N I E P O K O N A N Y M
┕━━━━━━━━━━━━━━━┙

Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas


.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
24
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Obawy w akompaniamencie niepokojących myśli i kłującego go pod sierścią stresu zaczęły zatapiać się w miękkiej chmurze. A wraz za nimi zanurzał się Łabędź, oczyszczony z hałasu w głowie, pozbawiony uczucia ziemi pod brzuchem, zabrany do nicości. Nie było w niej nic strasznego i instynktownie jej się oddał, dając prowadzić się przez atmosferę aż do samych gwiazd. Przynajmniej odniósł wrażenie, że tak musiała wyglądać ta podróż, gdy na powrót otworzył oczy i spojrzenie błękitnych oczu opadło nie na twardy, fizyczny obraz Szepczącej Sadzawki, a upstrzoną gwiazdami, bezkresną, przytulną przestrzeń. Ten widok odebrał mu dech w piersi i wojownik patrzył nań, oczarowany. Czy tak wyglądała Srebrna Skórka...? Jeśli tak, to nie martwiły go losy zmarłych. Nie bał się wizji spędzenia tu nieskończoności po tym, jak zakończy swoją służbę w Klanie Rzeki.
Uniósł spojrzenie znad błyszczących punkcików i niemal ugiął się, odnotowując obecność nie kilku, nie kilkunastu, nawet nie kilkudziesięciu kotów, równie majestatycznych i pięknych jak krajobraz wokoło. Zebrali się tutaj, aby go powitać, oni wszyscy? Nie zasługiwał na takie honory. Nie zasługiwał na ujrzenie miejsca tak magicznego, w którym on był elementem kontrastowym, zupełnie niepasującym, jak paskudna szrama na idealnym pyszczku Mętnej Łapy.
Spośród niemożliwych do rozpoznania kotów wyłoniła się sylwetka, którą poznał natychmiast. Czerwona Gwiazda. Przez nieznośnie długie uderzenia serca spodziewał się, że żelazna matrona odprawi go z kwitkiem; gdzie było mu do jej wielkości? Urodził się pod koniec jej rządów, lecz nie ominęło go doświadczenie siły, twardego charakteru i niezachwianego autorytetu, jakimi się cechowała. Z pewnością nie mógł się z nią równać?
Podeszła do niego, a Łabędź z szacunkiem pochylił głowę, uprzednio zauważając, jak potężnie prezentowała się tutaj ich dawna przywódczyni. Nie poznał jej takiej, ale nie wyobrażał sobie Czerwonej Gwiazdy w szczytowej formie wyglądającej inaczej.
- Dziękuję - nie zdążył powiedzieć nic więcej, przelewając na swój drżący głos całą gamę emocji, nim kocica nie usunęła się z drogi.
Kiedy podniósł głowę, zobaczył przed sobą niedawno zmarłą opiekunkę i członkinię starszyzny, Lśniące Futerko. Opuściła ich tak niedawno, że rany na wielu sercach nie zdążyły się zabliźnić. Uśmiechnął się do niej. Dobrze było wiedzieć, że dotarła bezpiecznie na Srebrną Skórkę. Być może będzie mógł tym uspokoić jej bliskich, aczkolwiek z pewnością nikt nie miał wątpliwości co do kierunku, w którym podążyła po śmierci kotka tak ciepła i oddana swojemu Klanowi.
- Lśniące Futerko... - wymamrotał, po czym nadstawił uszu, wsłuchując się w miękki głos kotki. Jego pierwszy dar... Dar Opieki i Matczynej Miłości, tak jak można by spodziewać się po opiekunce, która poświęciła odchowywaniu kociąt większość swego życia.
Wysłuchał jej słów z należytą uwagą, nie po raz pierwszy myśląc o odpowiedzialności, jaką brał na swoje barki, a w momencie zetknięcia się ich nosów, przeżył szok. Nikt nie ostrzegł go co do przebiegu otrzymywania darów. Fala silnych uczuć zalała go od poduszek u łap po czubki uszu. Gniew szarpał nim od wewnątrz, jakby chciał znaleźć ujście w ruchach masywnych łap, w zacisku szczęk, agresywniejszym i mocniejszym, niż syn Płonącego Świtu kiedykolwiek potrzebował użyć. A to wszystko w obronie najważniejszych mu kotów - jego Klanu, jego rodziny. Czuł, że nie może być dla nich wyłącznie podporą, musi ich bronić za cenę każdego z dziewięciu żyć, jakie miał dzisiaj otrzymać.
Po wszystkim odetchnął głęboko, zamrugał kilkukrotnie. Z zewnątrz wyglądał na zaskoczonego siłą, jaką w sobie poczuł, natomiast wewnątrz... Przyjął ją, zaakceptował jako część swojego ja. Użyje jej, gdy będzie taka potrzeba w obronie tego, co było mu najcenniejsze.
Wzdrygnął się, niczym wyrwany z transu, słysząc kolejny głos, dziwnie znajomy, acz odmieniony. Widział przed sobą rodzonego brata, Skałę. Skalną Łapę. Poczuł równocześnie radość ze spotkania oraz ukłucie w sercu, rozumiejąc już, że kolejny raz spotkają się dopiero po jego śmierci. Nie będzie szczęśliwego zakończenia, brat nie wróci do domu. Od księżyców czekał na kogoś, kto odnalazł swoją drogę wśród gwiazd. To było przykre, nie bacząc na fakt, że miejsce wiecznych łowów było najlepszym z możliwych, do którego kocur mógł trafić.
- Och, jak się cieszę, że cię widzę - wyszeptał. - Chciałbym ci powiedzieć tak wiele...
Musiał jednakże pogodzić się z ich rolami tutaj. Nie czekała ich długa pogawędka przy świeżo upolowanym króliku, to nie była okazja na zasięgnięcie nowinek z życia - i nieżycia - zmarłego brata, nieważne jak bardzo serce Łabędzia do niego ciągnęło.
Zamienił się w słuch, a następne stuknięcie w nos było kolejnym szokiem, ponieważ uczucia, jakie się z nim wiązały, nijak nie przypominały poprzednich. Stał jak kocię we mgle, absolutnie zagubione, i chciał, niczym kociak właśnie, nawoływać o pomoc matki. Położył po sobie uszy, skulił się, desperacko usiłując odnaleźć się w świecie, który wydał mu się nagle tak obcy i przytłaczający. Co zrobić? Dokąd się udać? Co będzie najlepsze dla Klanu? Nie wiedział i przerażenie przebiło go na wskroś. Byli zgubieni; a on, jako ich przewodnik, nie miał cienia pojęcia, jaki krok powinni poczynić. Czy ich los był przesądzony...? Czekało ich zaginięcie w mrocznej otchłani zapomnienia?
Uczucie wreszcie zaczęło odpuszczać i przyszły przywódca spojrzał na gwiezdne terytorium trzeźwiej, choć szeroko otwartymi ze strachu oczami oraz z przyspieszonym oddechem. Jeżeli to miał być dar, to nie było w nim nic przyjemnego.
Otrząsnął się krótko, witając się z Kwitnącym Jarem słabym uśmiechem. Był lekko... rozstrojony, naprędce usiłował zebrać się do kupy, by przygotować się na co, co czekało go następnie. Miał powody sądzić, że będzie potrzebował sporo samozaparcia do przetrwania tej ceremonii. Ale czyż nie tego samego wymagało przewodzenie Klanem?
- Czuję się zaszczycony, że jesteś jednym z tych kotów - powiedział cicho. Łagodne oczy spoglądały na starszego z sympatią, ale i szacunkiem, z jakim podchodzi się do bardziej doświadczonych wojowników.
Wbrew obawom partnera Kwiatowej Przełęczy, Łabędź uznał jego słowa za piękne, niczym nie odstające od słów poprzedników, a przy tym otwierające umysł. Dobrze wiedział, jak ważny to dar. Należał bowiem do kotów, którym smętna chmurka pesymizmu nierzadko przyćmiewa słońce, zwłaszcza w czasach tak trudnych jak obecne. Stracił tak wiele. Nie chciał już patrzeć optymistycznie, wszak wystawienie się na ciepło nadziei powodowało jedynie, że zetknięcie się z ponurą rzeczywistością bolało podwójnie, czasem potrójnie albo tysięcznie bardziej. Brak wiary ograniczał ból, ale był oszustem ze swoimi zapewnieniami co do korzyści z życia z nim. Kornikowy Konar był żywym dowodem na potwierdzenie wagi pozytywności.
Wypowiedział jeszcze krótkie "dziękuję", nim kocur dotknął jego nosa. Ale Łabędzia Szyja niepotrzebnie spiął się zawczasu. Ten dar był jak miód na cierpiące serce i wojownik przymknął oczy, pozwalając spokojowi i radości, jakich dawno nie czuł, rozlać się po całym ciele, zająć każdy włosek, wypełnić zatroskany umysł. Nabrał głęboki wdech, jakby zaciągał się przyjemnym, wiosennym powietrzem, przy czym czuł mieszankę ciepła oraz jasności słońca. Przez kilka uderzeń serca był pewien, że gdy otworzy oczy, ujrzy stojącą przed nim Mętlik.
Niestety (na szczęście, upomniał się zaraz) tak nie było. Powrót do rzeczywistości pozostawił go w cichym pragnieniu cofnięcia się do krainy optymizmu, ale musiał iść dalej.
Lekka otępiałość minęła jak łapą odjął w momencie, w którym Łabędź zobaczył kolejną osobistość. Nie rozpoznawał stojącego przed nim, kruczoczarnego kocura, natomiast jedno spojrzenie wystarczyło do nabrania natychmiastowego respektu. Wyprostował się, chyba nie w pełni świadomy, że to zrobił, i zastygł ze wzrokiem zawieszonym na zielonych oczach. Jak się okazało, swoją obecnością zaszczycił go dawny przywódca Klanu Rzeki, o którym do dziś krążyły opowieści.
Słowa padające z pyska doświadczonego lidera, trafiały niczym sztylety w serce Łabędziej Szyi. Stawiały one przewodzenie w bardzo mrocznym świetle, jednak, jak domyślał się młodszy, nie było w nim ani grama przesady. Czerwona Gwiazda i Ćmia Gwiazda wiedziały, jak panować nad Klanem, i efekty były widoczne gołym okiem. Nie wiedział, czy on będzie w stanie temu sprostać; nie było w nim kota trzymającego kogokolwiek twardą łapą. Brakowało mu tego opanowania, o którym mówił Świetlikowa Gwiazda. Może chociaż dzięki temu darowi zyska siłę, by zmierzyć się z trudnościami, jakich nie zabraknie na jego drodze. By żadne potknięcie nie skończyło się upadkiem z klifu.
- Dziękuję, Świetlikowa Gwiazdo. - Uniósł pochyloną wcześniej głowę i przełknął ślinę. - Nie zapomnę.
Brak równowagi był przerażający i spowodował, że point przytulił się brzuchem do ziemi oraz wywijał zaciekle ogonem w walce - jak mu się wydawało - o własne życie. Czuł się tak, jakby upadek z klifu bynajmniej nie był metaforą, a rzeczywistym zagrożeniem czyhającym na niego w tym momencie. Do nieprzyjemnych wrażeń dołączyły głosy, mnóstwo głosów, ukamieniające go samym swym brzmieniem. Nienawidzili go. Chcieli się go pozbyć. Strącić z Mroźnej Skały i wygnać na drugi koniec lasu, o ile nie dalej. A on nie miał jak bronić się przed nimi, ponieważ walczył z własnym ciałem, niezdolnym do zachowania równowagi. Umrze, był przekonany, że umrze. I przez kilka dłużących się upiornie uderzeń serca żegnał się z życiem.
Ale nie umarł. Utrzymał się w ryzach, aż wszystko wróciło do normy. Wszystko prócz walącego serca. Był kiedyś przypadek śmierci prawie-przywódcy na zawał serca podczas ceremonii nadawania żyć? Jeśli nie, to miał świetnego kandydata na osobę rozpoczynającą ten nowy trend.
Przyglądał się mu Bukowa Kora. Ojciec lojalnych wojowników, w tym zaginionego mistrza Mętnej Łapy, a także zaginionej terminatorki medyka. Czy Gorzka Łapa była tutaj z nim? Nie widział jej. Nic dziwnego, koty podchodziły do niego w pojedynkę.
- Dziękuję, że mi o tym mówisz - odpowiedział, wysłuchawszy słów kocura. Bukowa Kora wypowiadał się mądrze o rzeczach, o których zwykle się nie rozmawiało. Ba, nie zwracało się na nie uwagi. A czy nie to czyniło Klan Klanem, te drobne czynności, wspólne trwanie i dążenie do przetrwania? Tylko jako prężnie działająca grupa mogli pozostać sobą, nigdy nie upaść. Każde ogniwo było ważne. Niektórzy robili więcej, inni mniej, niektórzy byli dawno po służbie, pozostali dopiero zaczynali poznawać swoje obowiązki. Niemniej każdy z nich, swoimi drobnymi czynami, budowali Klan Rzeki. Byli jego przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. To dzięki temu przeżywali każde zachwiania, takie jak Klan Pożogi czy zdrajca w ich szeregach. Pomyślał o Karasiowej Ości, która chyba nie uważała się za godny dodatek do Klanu. Poświęcił myśl Kwitnącej Łapie, nie skarżącego się otwarcie na swój stan, mimo że utrata oka w młodym wieku musiała odcisnąć piętno na jego życiu. Wspomniał Ostowy Kolec - pod koniec życia kocur miał wciąż pod górkę, nie szczędzono mu cierpienia i kolejnych prób. Jednak dalej dawał z siebie wszystko. Każdy dawał z siebie wszystko. Musi sprawić, że żadne poświęcenie nie pójdzie na marne i Rzeka będzie trwać w wierze i docenieniu kotów, którzy ją budują każdego dnia.
Nie przewidywał, jakie uczucie może nieść za sobą lojalność, dlatego zacisnął powieki, gdy nos jego i zmarłego wojownika zetknęły się ze sobą. Zaraz je otworzył, zaskoczony zaznanym spokojem oraz siłą. Teraz moja kolej dać siebie całego, pomyślał, wertując w głowie obecnych, jak i dawnych członków Klanu. Wesprę ich, tak jak oni nas wspierają. Wszyscy jesteśmy filarami.
Zastrzygł uszami na dźwięk następnego, znajomego głosu. Jego źródłem była czarna, filigranowa kotka o nienagannej prezencji. Łabędź zapamiętał Ćmią Gwiazdę jako pozornie kruchą, acz o mocnym, zdecydowanym charakterze. Teraz... Sprawiała nieco inne wrażenie i nie bez zdziwienia zauważył, że była... urocza. Jej głos był jak zawsze słodki i harmonijny, lecz tym razem przywódczyni nie towarzyszyła aura nakazująca stać na baczność. Nie czuł się jak marny robak pod jej łapką, aczkolwiek wciąż widział w niej dostojną i mądrą przywódczyni. Pochylił głowę... I momentalnie ją uniósł, złapany dziwnym dyskomfortem na myśl, że gest mógł wyglądać jak próba wyrównania różnicy wzrostu między nimi, a nie wyraz uznania.
- Brakuje nam ciebie w Klanie - powiedział jej, w myślach dodając: odeszłaś tak szybko. Czy czekało go spotkanie z Kosową Gwiazdą? Wylądowała już na Srebrnej Skórce, czy wciąż szukała swojej drogi między światami? A może błąkała się z dala od domu i wróci do nich, jak wróciła księżyce temu. Ćmia Gwiazda wyglądała na zadowoloną z życia z przodkami. Zgadywał, że dlatego, iż nie musiała całymi dniami i nocami myśleć o dobru swojej rodziny. Kadencję, choć krótką, miała w gruncie rzeczy burzliwą. Tutaj mogła odpocząć, wśród gwiazd, spokojnie obserwując Rzekę z góry. Miał nadzieję, że nadal ich prowadziła, w sobie tylko znany, gwiezdny sposób.
Dar Kreatywności był... kreatywny. Łabędź nadstawił uszu, chętny dowiedzieć się, co za nim stało. Podczas procesu przyswajania i rozumienia, rozkoszował się pięknem barwy głosu mówiącej. Była przeznaczona tylko dla niego i tak szaleńczo kontrastowała ze zniecierpliwieniem, jakim obdarzyła go Ćmia Gwiazda, gdy w czasie wyprawy do Szepczącej Sadzawki miał czelność utknąć w błocie.
Po zetknięciu nosów zaatakował go myślowy mętlik. Coś dobrze mu znanego, a zarazem nowego. Zwykle przesadne myślenie nie prowadziło do niczego dobrego, stanowiło przeszkodę, wchodziło w drogę. Prowadziło go do nieszczęścia, bo mielił, mielił i mielił tylko po to, by dojść do tysiąca wniosków. Konfrontowanie ich z kolei prowadziło do paradoksów. Dar Ćmiej Gwiazdy okazał się praktyczniejszy i Łabędź, zamiast frustracji, doświadczył wrażenia rodem z kreskówki, gdzie zwiastująca genialny pomysł żarówka jaśnieje nad głową bohatera.
- Dziękuję - wymamrotał otwierając oczy i uśmiechając się z wdzięcznością... do Lodowego Kła.
Przywitanie ojca dopiero do niego dotarło. Wstrzymał oddech, a łzy napływały mu do oczu. Wydobyło się z niego krótkie parsknięcie śmiechem. Ojciec w całej swojej niezręczności wyglądał komicznie, niemniej jego syn nie chciał się z niego nabijać. Śmiech podyktowany był radością ze spotkania zmieszanym z rozczuleniem władającym teraz mięśniami pyska. Uśmiechał się.
- Kocham cię, tato - zapewnił staruszka. - Bardzo. Dziękuję za tamto spotkanie, wtedy. Pomogło mi. Tęsknimy za tobą, wiesz? Opowiadałem o tobie Kwaśnej Łapie. Jest tam z tobą...? Nie mów. Po prostu opiekuj się każdym z naszej rodziny, proszę.
Mam nadzieję, że jesteś ze mnie dumny. Zawsze chciałem, abyś był dumny, dopowiedział sobie w myślach. Nie stał tu przed ojcem dlatego, że ciężko pracował, dzięki czemu doczekał się wysokiej pozycji w Klanie, wiedział to. Nigdy nie wyróżniał się na tle wojowników, dopóki Gwiezdny Klan nie wybrał go na następcę Kosowej Gwiazdy. Wierzył jednak w to, że nawet jeżeli nie natychmiast, to wkrótce da ojcu powód do dumy.
Na szereg poleceń, dobrych rad - jak zwał, tak zwał - pokiwał poważnie głową. Kto, jak nie Lodowy Kieł, wiedział o szczątkowej stanowczości syna? Ojciec wręcz nią emanował i Łabędziowi pozostało liczyć, że wraz z darem, zyska jej cząstkę.
- Będę dla nich szyją... - wypalił w zamyśleniu. To szyja sprawiała, że łabędź był monumentalny. Tak mówiła Mętlik. Przeszła rozmowa rozbrzmiała na powrót w głowie rzeczniaka. To szyja była podporą. On miał być podporą, oparciem.
Zetknięcie się z tatą, jako idea bardzo piękne, aktualnie nie zostałoby przez wojownika jako takie określone. Nie, skoro łączyło się z obezwładniającą niepewnością. Plątaniną nie myśli, lecz słów, a przecież żadne nie opuszczały jasnej mordki, wobec czego nie potrafił niczego zmienić. Zapomniane do tej pory zagubienie znów dało o sobie znać; znalazło ujście w wyrazie oczu kocura. Z ulgą powitał nadejście kolejnego kota.
Chociaż ulga to może złe słowo. Spodziewał się kilku spotkań, niektórych się obawiał, a jeszcze innych - nie przewidywał. To należało do ostatniej grupy. Karasiowa Ość... To gorzko-zabawne, że żadne zadręczanie się myślami, obawianie się o los dawnej przyjaciółki, świadomość brutalności świata, nic nie mogło nastawić go na spotkanie jej na Srebrnej Skórce. To było takie... nierealne. Przecież zaginęła niedawno. Raz już wróciła... Jakby to dawało jakąkolwiek gwarancję. Wbrew logice, Łabędź czuł wewnętrzny sprzeciw. Nie zgadzał się na śmierć szarej. Po prostu nie. Powinna być w Klanie i pieklić się, że to właśnie jego wybrano do przewodzenia Klanem.
- Ość... - wyszeptał ze ściśniętym gardłem. - Przepraszam. Za mój egoizm, za lekkomyślność, za głupi upór i podstępy. Nie chciałem, żeby to się tak skończyło. Chciałem być ci przyjacielem, a zrobiłem z siebie wroga.
Czy nadal czujesz do mnie żal? chciał spytać. Zamiast dociekania, zdecydował się docenić, że tu przyszła i chciała wręczyć mu dar. Powinien odebrać go jako gest pojednania? Kiedy spotkają się znów, będą rozmawiać jak starzy znajomi, a może to ostatni raz, jak się do niego odzywa? Karasiowa Ość była jeszcze jedną postacią, z którą zależało mu na wymianie kilku więcej słów. Ale nie mógł, czas ich naglił. Klan go potrzebował. Nie spotykali się w niezobowiązującym śnie w środku obozu, trwała ceremonia.
- Dziękuję - zakończył zatem. Pewność siebie, co? Oboje cierpieli na deficyt tej cechy, zwłaszcza w trakcie ich pierwszego spotkania, ale i po nim. Chyba ten brak pewności był pierwszym łącznikiem, który spoił ich ze sobą na długie księżyce. Długo była jego przyjaciółką i... Czuł się gotów uwolnić się z negatywnych uczuć, by jako przyjaciółkę ją zapamiętać.
Zamruczał cicho, zetknąwszy się z nią czołami. Początkowe, przyjemne ciepło zmieniło się w żarzący ogień. Nie ranił go. Czuł, jakby mógł rozproszyć nim przeszkody, przeć przed siebie i osiągać upragnione cele, nigdy się nie zatrzymując. Mógł stawić czoło wszystkiemu i każdemu. Mógł zostać przywódcą Klanu Rzeki.
Zdziwił się znów widząc przed sobą Czerwoną Gwiazdę. Och, a więc to od niej dostanie dziewiąty dar... To już dziewiąty dar! Zaraz nadejdzie czas powrotu; zarówno na ziemię, do czekających na niego Kornikowego Konara i Szafirkowego Pyłku, ale, co ważniejsze, do domu. Klan na nich czekał.
Słowa przywódczyni wypowiadane były z mocą. Łabędzia Szyja odbierał je stojąc na baczność, dopóki łapa kotki nie spotkała się z jego piersią; to właśnie tam zapoczątkowało się uczucie siły, następnie rozprowadzające się po masywnym ciele błękitnookiego, aż nie przyćmiło mu widzianego obrazu swą intensywnością. To było... rozpierające. Przytłaczające. Oszałamiające. A zarazem sprawiło, że wyzbył się resztek obaw. Nie zostało nic po strachu, w towarzystwie którego spijał wodę z tafli Szepczącej Sadzawki.
Był niepokonany.
Wyprostował się, ale nie zobaczył nikogo stojącego naprzeciw. Cała dziewiątka kotów stała w pewnym oddaleniu, a za nimi jaśniały oczy pozostałych członków Gwiezdnego Klanu. Nie tutaj było jego miejsce, nie mógł i nie chciał tutaj zostać, a jednak nie czuł się jak niepasujący element obrazu, już nie. Stał uśmiechnięty. Nie wiedział, co konkretnie czuł. Prawdopodobnie każdy z darów miał udział w obecnym stanie duchowym syna Lodowego Kła, jedno jednak było pewne. Nie obawiał się powrotu. Przyjął nowe miano z godnością, bez uginania się pod brzmieniem głosów, chociaż było ich więcej, niż kiedykolwiek słyszał nie na raz, ale w ogóle.
A później...

Otworzył oczy po drugiej stronie bram. Z początku nie mógł przywyknąć do obrazu zwykłej trawy, wody pozbawionej gwiezdnego połysku, wreszcie kocich postaci nieopodal brzegu, w niczym nieprzypominających Gwiezdnych. Łabędzia Gwiazda spojrzał na nich czujnie. Byli cali i zdrowi, och, jak dobrze. Teraz czekała ich podróż z powrotem... Co nie wywoływało w nim strachu. Wiedział, że dadzą sobie radę, bez znaczenia, jak wiele przygód będą mieli po drodze; swoim zwyczajem miał jednakże nadzieję, że obejdzie się bez nich. Wesoły grymas na pysku poszerzył się, kiedy coś do niego dotarło: Mętlik nie przyszła się z nim przywitać. Nie potrzebował dobitniejszego dowodu, bez cienia wątpliwości mógł stwierdzić - żyła. I wróci, prędzej czy później.
Krótkie ziewnięcie, przeciągnięcie się na brzegu, machnięcie ogonem (nie tracił równowagi...) - to by było na tyle jak chodzi o przygotowania do drogi. Nic tutaj nie byłoby w stanie przygotować go bardziej niż to, czego zaznał przed chwilą.
- Już po wszystkim - oznajmił lekkim tonem. Kto by pomyślał, że śnienie z przodkami oraz otrzymywanie żyć może być męczące? I jak to się działo, że po obudzeniu się nie czuł nic z tamtego zmęczenia? - Wracajmy. Jak u was, było spokojnie? Odpoczęliście trochę?

z.t.! ♥
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości