Księżyce: 124 Mistrz: łabędzia gwiazda Płeć: kocur Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Trwałe urazy: daddy issues
Jeśli mówi się, że ktoś rośnie jak na drożdżach, to dieta Goryczy w kocięcych księżycach musiała składać się wyłącznie z drożdży. Kocur jest bowiem wyjątkowo wysoki, o długich łapach, a przy tym szczupły i wysmukły, obdarzony pewną elegancją; wyraźnie nie wygrał loterii genetycznej, nie odziedziczył wielkich mięśni i idącej za nimi siły. Definitywnie przypomina bardziej młode drzewko niż czołg. Pyszczek ma kształtny, o migdałowych oczach w kolorze orzechowym i różowym nosem otoczonym długimi, białymi wąsami. Zwieńczone pędzelkami uszy postawione są na sztorc, jak gdyby zawsze czegoś nasłuchiwał. Natura zlitowała się nad nim o tyle, że dała mu długie, puchate futerko, które chociaż odrobinę przykrywa jego mierną sylwetkę. Rudy srebrny z białymi rozjaśnieniami, które zaczynają się na pysku i obejmują całą kryzę, brzuch, łapy i spodnią część ogona. Klasycznie pręgowany. Dba o siebie i o to, jak wygląda. Chodzi sztywnym krokiem, zawsze zadzierając podbródek. Na jego pyszczku zwykle gości grymas znudzenia, efektownej kombinacji pogardy i wyższości lub niechęci.
Księżycowe Jezioro nazywając swojego syna przypadkowo trafiła idealnie. Gorycz jest bardzo.... rozgoryczony. Sobą, swoim życiem. Był ambitnym kociakiem, wyraźnie czującym ciężar oczekiwań rodziców i chcący stać się kimś, kto zapisze się w kartach historii Klanu Rzeki. Przez pobyt w lecznicy czuje, że przegapił swoją okazję; księżyce, które mógł spędzić na zdobywaniu wiedzy i poznawaniu członków Klanu, zupełnie stracone. Jest zły na samego siebie, na swoje wątłe zdrowie. Oczywiście, prędzej by umarł, niż się do tego przyznał. Zachowuje się, jakby był doroślejszy i mądrzejszy, niż w rzeczywistości, chociaż tak naprawdę jest jedynie zagubionym dzieciakiem... co czasem widać, w momentach, gdy Gorycz przestanie aż tak bardzo się pilnować. Nie należy do kotów szczególnie towarzyskich, jest chłodny w obyciu, sarkastyczny i opryskliwy. Mimo to niezwykle zależy mu na atencji innych; chce być zauważony, chce by wszyscy znali jego imię i mówili o nim, chce mieć pewność, że nie jest całkowitą porażką, a dla zwrócenia na siebie uwagi potrafi robić różne rzeczy, nie zawsze szczególnie rozsądne. Przez brak wprawy odrobinę niezręczny w kontaktach społecznych, nie zawsze wie, jak okazać swoje emocje, a już tym bardziej nie ma pojęcia, jak je okazać.
Inteligentny. Ma w sobie iskrę buntownika, która każe mu zastanawiać się nad zasadami wpajanymi mu przez rodzinę — można powiedzieć, że jest jak nastolatek wchodzący w swoją fazę buntu. Zresztą, lubi mieć swobodę działania i nie jest zbyt szczęśliwy, gdy ktoś próbuje narzucić mu swoją wolę. Czuje się niepewny, wciąż poszukuje swojej tożsamości i miejsca w świecie
czereśniowa gałązka [krz]
Słuchał z uwagą, oczy okrągłe. A więc jednak była inna droga? Coś, co nie zakładało ciągłych walk, pompowania mięśni, kolekcjonowania blizn? Hm. Logicznie Gorycz zdawał sobie z tego sprawy, lecz cóż — Gorycz zdawał sobie sprawę z wielu rzeczy. Nie znaczyło to jednak, że ta mniej rozsądna i zarazem głośniejsza część jego umysłu była co do tego przekonana. Lecz usłyszeć potwierdzenie swoich myśli z pyszczka Łabędziej Gwiazdy? To przecież zupełnie co innego! Schował słowa przywódcy do specjalnego pudełeczka w umyśle, by móc wyciągnąć je później, w wolnej chwili i dokładnie się im przyjrzeć. Teraz czasu na namysły zbyt wiele nie było.
Mrugnął, zupełnie jakby informacja że będzie musiał rzeczywiście walczyć w czasie treningu walki była dla niego jakąś niespodzianką. No tak. Powinien się tego spodziewać. Mysi móżdżek, fuknął na samego siebie i dźwignął się z ziemi. Niech i będzie. Im szybciej zaczną tym szybciej skończą i będą mogli przejść do przyjemniejszych rzeczy.
Zmrużył oczy, mierząc Łabędzią Gwiazdę wzrokiem. Kocur był... spory. Gorycz urodził się absolutnie niewymiarowy, byli więc podobnego wzrostu, lecz pod względem gabarytów wyglądali jak miotła oparta o beczkę. I jak on miał pokonać kogoś takiego? Pewnie nawet go nie powali. Oczyma wyobraźni już widział, jak skacze na Łabędzia raz po raz podczas gdy ten stoi niewzruszony jak drzewo.
Zgiął nieco łapy, szykując się do skoku, zrobił krok w tył, jeden, drugi i skoczył, celując obiema łapami w szyję mistrza. Włożył w ten jeden skok całą swoją siłę, czyli, realistycznie mówiąc — nieszczególnie wiele.
Łabędź śmiał wysunąć przed samym sobą supozycję, że Gorzka Łapa nie był fanem idei walki, bez specjalnego rozróżnienia na walkę treningową i poważną. Pamiętny własnego poziomu zestresowania, gdy miał odbyć sparing z Drobną Łapą na oczach ich wspólnego mistrza i jego serdecznego przyjaciela - obaj byli znakomitymi wojownikami, tak na marginesie - poczuł coś na kształt wyrzutów sumienia, że już pierwszego dnia treningu skazał terminatora na taką nieprzyjemną praktykę. Ale cóż, na tym etapie nie było odwrotu, a niebieski wiedział, że prędzej czy później ten temat i tak by ich nie ominął, jakkolwiek mocno by tego nie chcieli. Odepchnął więc od siebie poczucie winy i skoncentrował się na Goryczy, właśnie przygotowującego się do pierwszego ataku.
Ataku jak najbardziej oczekiwanego i spodziewanego, co stanowiło główny powód, dla którego Łabędziowi bez trudu udało się uskoczyć poza zasięg kremowych łap i wylądować z boku; tak blisko, że mógł poczuć pęd powietrza przedartego gwałtownym ruchem terminatora. Stanąwszy pewniej, przystąpił do ataku. Chciał obrócić się ku bokowi kocura i rzucić się nań, łapami oplatając szyję i z impetem uderzając w niego całym ciężarem swojego ciała.
Księżyce: 124 Mistrz: łabędzia gwiazda Płeć: kocur Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Trwałe urazy: daddy issues
Jeśli mówi się, że ktoś rośnie jak na drożdżach, to dieta Goryczy w kocięcych księżycach musiała składać się wyłącznie z drożdży. Kocur jest bowiem wyjątkowo wysoki, o długich łapach, a przy tym szczupły i wysmukły, obdarzony pewną elegancją; wyraźnie nie wygrał loterii genetycznej, nie odziedziczył wielkich mięśni i idącej za nimi siły. Definitywnie przypomina bardziej młode drzewko niż czołg. Pyszczek ma kształtny, o migdałowych oczach w kolorze orzechowym i różowym nosem otoczonym długimi, białymi wąsami. Zwieńczone pędzelkami uszy postawione są na sztorc, jak gdyby zawsze czegoś nasłuchiwał. Natura zlitowała się nad nim o tyle, że dała mu długie, puchate futerko, które chociaż odrobinę przykrywa jego mierną sylwetkę. Rudy srebrny z białymi rozjaśnieniami, które zaczynają się na pysku i obejmują całą kryzę, brzuch, łapy i spodnią część ogona. Klasycznie pręgowany. Dba o siebie i o to, jak wygląda. Chodzi sztywnym krokiem, zawsze zadzierając podbródek. Na jego pyszczku zwykle gości grymas znudzenia, efektownej kombinacji pogardy i wyższości lub niechęci.
Księżycowe Jezioro nazywając swojego syna przypadkowo trafiła idealnie. Gorycz jest bardzo.... rozgoryczony. Sobą, swoim życiem. Był ambitnym kociakiem, wyraźnie czującym ciężar oczekiwań rodziców i chcący stać się kimś, kto zapisze się w kartach historii Klanu Rzeki. Przez pobyt w lecznicy czuje, że przegapił swoją okazję; księżyce, które mógł spędzić na zdobywaniu wiedzy i poznawaniu członków Klanu, zupełnie stracone. Jest zły na samego siebie, na swoje wątłe zdrowie. Oczywiście, prędzej by umarł, niż się do tego przyznał. Zachowuje się, jakby był doroślejszy i mądrzejszy, niż w rzeczywistości, chociaż tak naprawdę jest jedynie zagubionym dzieciakiem... co czasem widać, w momentach, gdy Gorycz przestanie aż tak bardzo się pilnować. Nie należy do kotów szczególnie towarzyskich, jest chłodny w obyciu, sarkastyczny i opryskliwy. Mimo to niezwykle zależy mu na atencji innych; chce być zauważony, chce by wszyscy znali jego imię i mówili o nim, chce mieć pewność, że nie jest całkowitą porażką, a dla zwrócenia na siebie uwagi potrafi robić różne rzeczy, nie zawsze szczególnie rozsądne. Przez brak wprawy odrobinę niezręczny w kontaktach społecznych, nie zawsze wie, jak okazać swoje emocje, a już tym bardziej nie ma pojęcia, jak je okazać.
Inteligentny. Ma w sobie iskrę buntownika, która każe mu zastanawiać się nad zasadami wpajanymi mu przez rodzinę — można powiedzieć, że jest jak nastolatek wchodzący w swoją fazę buntu. Zresztą, lubi mieć swobodę działania i nie jest zbyt szczęśliwy, gdy ktoś próbuje narzucić mu swoją wolę. Czuje się niepewny, wciąż poszukuje swojej tożsamości i miejsca w świecie
czereśniowa gałązka [krz]
Nie tylko chybił własny atak, nim zdążył się obejrzeć ciężko upadł na ziemię, przygnieciony przez Łabędzią Gwiazdę. Sapnął ciężko. Kocur zawsze wyglądał na sporego, lecz Gorzka Łapa nie spodziewał się, że jest aż tak ciężki. Uh.
Nie tracił czasu na złapanie oddechu ani nawet na myślenie. Może właśnie to był jego problem — zbyt wiele o tym wszystkim myślał, zbyt dużo się zastanawiał. Może rozwiązaniem problemu było wyłączenie mózgu i pozwolenie, by instynkt przejął kontrolę nad jego ciałem. Cóż, teraz myślenie o tym, czy za dużo myśli niezbyt mu pomoże. Zadziałał; wykorzystując fakt, że wylądowali jeden na drugim, Gorycz wierzgnął, starając się uderzyć Łabędzią Gwiazdę tylnymi łapami w brzuch i zrzucić go z siebie.
Zgodnie z prognozami udało mu się sprowadzić Gorzką Łapę na ziemię i to z nieco przesadzonym impetem, co odbiło się także na nim; po pierwsze dlatego, że opadł na kocie ciało, nie na miękką trawę, a po drugie uruchomiła się w nim obawa o dobrostan terminatora, który mimo pokaźnych rozmiarów wciąż był jeszcze młodym, rozwijającym się kotem. Nietrudno o kontuzję. Trochę go to wybiło z rytmu, ale nie na tyle, by usprawiedliwić tym brak uwagi, jakim wykazał się w następnej chwili. Nie przygotował się na oczywiste, to jest kopniaka w brzuch. No i powiedzmy sobie wprost — nie jest to coś, do czego przygotowanie mentalne wystarczy, musiałby unieruchomić tylne łapy kocura, a taki manewr to nie kocięca igraszka, postarać się trzeba. W każdym razie, został brutalnie odepchnięty; zareagował dźwignięciem się do pionu, wymachując równocześnie ogonem, byle utrzymać równowagę. Nadeszło kilka uderzeń serca zawieszenia, w których Gorzka Łapa mógł przemyśleć swój dalszy ruch i może zaatakować ponownie. Łabędź nie walczył, jakby od rezultatu starcia zależało jego życie, niemniej nie planował przesadnie mu niczego ułatwiać w myśl, że przecież drapieżniki nie patrzyły łaskawszym okiem na mniej doświadczonych i wprawionych w boju przeciwników.
Księżyce: 124 Mistrz: łabędzia gwiazda Płeć: kocur Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Trwałe urazy: daddy issues
Jeśli mówi się, że ktoś rośnie jak na drożdżach, to dieta Goryczy w kocięcych księżycach musiała składać się wyłącznie z drożdży. Kocur jest bowiem wyjątkowo wysoki, o długich łapach, a przy tym szczupły i wysmukły, obdarzony pewną elegancją; wyraźnie nie wygrał loterii genetycznej, nie odziedziczył wielkich mięśni i idącej za nimi siły. Definitywnie przypomina bardziej młode drzewko niż czołg. Pyszczek ma kształtny, o migdałowych oczach w kolorze orzechowym i różowym nosem otoczonym długimi, białymi wąsami. Zwieńczone pędzelkami uszy postawione są na sztorc, jak gdyby zawsze czegoś nasłuchiwał. Natura zlitowała się nad nim o tyle, że dała mu długie, puchate futerko, które chociaż odrobinę przykrywa jego mierną sylwetkę. Rudy srebrny z białymi rozjaśnieniami, które zaczynają się na pysku i obejmują całą kryzę, brzuch, łapy i spodnią część ogona. Klasycznie pręgowany. Dba o siebie i o to, jak wygląda. Chodzi sztywnym krokiem, zawsze zadzierając podbródek. Na jego pyszczku zwykle gości grymas znudzenia, efektownej kombinacji pogardy i wyższości lub niechęci.
Księżycowe Jezioro nazywając swojego syna przypadkowo trafiła idealnie. Gorycz jest bardzo.... rozgoryczony. Sobą, swoim życiem. Był ambitnym kociakiem, wyraźnie czującym ciężar oczekiwań rodziców i chcący stać się kimś, kto zapisze się w kartach historii Klanu Rzeki. Przez pobyt w lecznicy czuje, że przegapił swoją okazję; księżyce, które mógł spędzić na zdobywaniu wiedzy i poznawaniu członków Klanu, zupełnie stracone. Jest zły na samego siebie, na swoje wątłe zdrowie. Oczywiście, prędzej by umarł, niż się do tego przyznał. Zachowuje się, jakby był doroślejszy i mądrzejszy, niż w rzeczywistości, chociaż tak naprawdę jest jedynie zagubionym dzieciakiem... co czasem widać, w momentach, gdy Gorycz przestanie aż tak bardzo się pilnować. Nie należy do kotów szczególnie towarzyskich, jest chłodny w obyciu, sarkastyczny i opryskliwy. Mimo to niezwykle zależy mu na atencji innych; chce być zauważony, chce by wszyscy znali jego imię i mówili o nim, chce mieć pewność, że nie jest całkowitą porażką, a dla zwrócenia na siebie uwagi potrafi robić różne rzeczy, nie zawsze szczególnie rozsądne. Przez brak wprawy odrobinę niezręczny w kontaktach społecznych, nie zawsze wie, jak okazać swoje emocje, a już tym bardziej nie ma pojęcia, jak je okazać.
Inteligentny. Ma w sobie iskrę buntownika, która każe mu zastanawiać się nad zasadami wpajanymi mu przez rodzinę — można powiedzieć, że jest jak nastolatek wchodzący w swoją fazę buntu. Zresztą, lubi mieć swobodę działania i nie jest zbyt szczęśliwy, gdy ktoś próbuje narzucić mu swoją wolę. Czuje się niepewny, wciąż poszukuje swojej tożsamości i miejsca w świecie
czereśniowa gałązka [krz]
O, wreszcie coś mu wyszło. Był tym na tle zaskoczony, że pomiędzy zrzuceniem z siebie Łabędziej Gwiazdy a ponownym poderwaniem się na łapy minęło pół uderzenia serca więcej, niż było to konieczne. Ale jednak stanął, puchaty ogon energicznie przecinający powietrze. No i świetnie. Co teraz? Gorycz sam chciałby wiedzieć. Jego myśli pędziły jak stado uciekających zajęcy. Słabe punkty, słabe punkty...
Po raz kolejny dochodząc do wniosku, że myślenie zbyt wiele nie przyniesie mu nic dobrego, wyskoczył... tym razem celując łapą w nos Łabędziej Gwiazdy. Była to równie dobra opcja, jak każda inna.
Gorzka Łapa nie zastanawiał się długo, co się ceni (syn Płonącego Świtu podczas swojego treningu miał na sumieniu przesadne analizowanie każdego ruchu i tylko wyrozumiałość Kornikowego Konara uchroniła go przed byciem wgniecionym w ziemię), ale obecny atak nie różnił się wiele od poprzedniego, co przygotowanemu na ofensywę Łabędziowi znacznie ułatwiło jeszcze jeden gładki unik. Odskoczył w tył, wymykając się z pola rażenia, tak by terminator nie mógł bez żadnych dodatkowych starań poprawić drugą łapą.
— Spróbuj mnie zaskoczyć — zasugerował bez nacisku i na ugiętych łapach zaczął z wolna krążyć wokół niego, być może szykując się do ataku, a może jednak dając szansę na zmianę taktyki, nim ich sparing na dobre się rozkręci.
Księżyce: 124 Mistrz: łabędzia gwiazda Płeć: kocur Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Trwałe urazy: daddy issues
Jeśli mówi się, że ktoś rośnie jak na drożdżach, to dieta Goryczy w kocięcych księżycach musiała składać się wyłącznie z drożdży. Kocur jest bowiem wyjątkowo wysoki, o długich łapach, a przy tym szczupły i wysmukły, obdarzony pewną elegancją; wyraźnie nie wygrał loterii genetycznej, nie odziedziczył wielkich mięśni i idącej za nimi siły. Definitywnie przypomina bardziej młode drzewko niż czołg. Pyszczek ma kształtny, o migdałowych oczach w kolorze orzechowym i różowym nosem otoczonym długimi, białymi wąsami. Zwieńczone pędzelkami uszy postawione są na sztorc, jak gdyby zawsze czegoś nasłuchiwał. Natura zlitowała się nad nim o tyle, że dała mu długie, puchate futerko, które chociaż odrobinę przykrywa jego mierną sylwetkę. Rudy srebrny z białymi rozjaśnieniami, które zaczynają się na pysku i obejmują całą kryzę, brzuch, łapy i spodnią część ogona. Klasycznie pręgowany. Dba o siebie i o to, jak wygląda. Chodzi sztywnym krokiem, zawsze zadzierając podbródek. Na jego pyszczku zwykle gości grymas znudzenia, efektownej kombinacji pogardy i wyższości lub niechęci.
Księżycowe Jezioro nazywając swojego syna przypadkowo trafiła idealnie. Gorycz jest bardzo.... rozgoryczony. Sobą, swoim życiem. Był ambitnym kociakiem, wyraźnie czującym ciężar oczekiwań rodziców i chcący stać się kimś, kto zapisze się w kartach historii Klanu Rzeki. Przez pobyt w lecznicy czuje, że przegapił swoją okazję; księżyce, które mógł spędzić na zdobywaniu wiedzy i poznawaniu członków Klanu, zupełnie stracone. Jest zły na samego siebie, na swoje wątłe zdrowie. Oczywiście, prędzej by umarł, niż się do tego przyznał. Zachowuje się, jakby był doroślejszy i mądrzejszy, niż w rzeczywistości, chociaż tak naprawdę jest jedynie zagubionym dzieciakiem... co czasem widać, w momentach, gdy Gorycz przestanie aż tak bardzo się pilnować. Nie należy do kotów szczególnie towarzyskich, jest chłodny w obyciu, sarkastyczny i opryskliwy. Mimo to niezwykle zależy mu na atencji innych; chce być zauważony, chce by wszyscy znali jego imię i mówili o nim, chce mieć pewność, że nie jest całkowitą porażką, a dla zwrócenia na siebie uwagi potrafi robić różne rzeczy, nie zawsze szczególnie rozsądne. Przez brak wprawy odrobinę niezręczny w kontaktach społecznych, nie zawsze wie, jak okazać swoje emocje, a już tym bardziej nie ma pojęcia, jak je okazać.
Inteligentny. Ma w sobie iskrę buntownika, która każe mu zastanawiać się nad zasadami wpajanymi mu przez rodzinę — można powiedzieć, że jest jak nastolatek wchodzący w swoją fazę buntu. Zresztą, lubi mieć swobodę działania i nie jest zbyt szczęśliwy, gdy ktoś próbuje narzucić mu swoją wolę. Czuje się niepewny, wciąż poszukuje swojej tożsamości i miejsca w świecie
czereśniowa gałązka [krz]
Jeśli Łabędzia Gwiazda liczył, że swoimi słowami zmotywuje Gorzką Łapę, by ten postarał się bardziej to cóż, srogo się przeliczył gdyż jego słowa miały efekt wręcz odwrotny. Gorycz natychmiast zastygł w bezruchu, kładąc uszy po sobie i rzucając mistrzowi udręczone spojrzenie godne szczenięcia, któremu ktoś nadepnął na ogon.
- Nie wiem jak - wyznał żałośnie. - Cały czas stresuję się, czy robię właściwą rzecz, zapominam połowy zasad i... nie wiem. To nie ma sensu. - Był boleśnie świadom tego, że brzmiał jak ostatni mięczak, ale co innego miał zrobić? Miał dość tego wszystkiego, dość tego, że nie potrafił sobie poradzić, co mistrz zdawał się mu właśnie wypominać. Jeśli w ten sposób stracił w oczach Łabędziej Gwiazdy resztki godności i potencjału na dobrego wojownika, no cóż. Taki już najwidoczniej jego los.
Na brzmienie słów rudego przestał krążyć i wyprostował się. Nie mógł powiedzieć, że kocurowi szło tragicznie, tak właściwie był zdania, że zmierzał w dobrym kierunku, jednak Gorzka Łapa wyraźnie nie podzielał tej opinii. Podłamał się, co obudziło wyrzuty sumienia w jego mistrzu, który ostatnie, czego chciał, to podciąć mu skrzydła czy zbesztać. Krótko mówiąc — nie musieli przerywać walki, ale powinni i dobrze, że to zrobili.
— Nikt nie urodził się idealnym wojownikiem — powiedział podchodząc trochę bliżej. — Pokusiłbym się o stwierdzenie, że mnie bardzo daleko do ideału, a ile księżyców mam już za sobą! Pierwsze próby na treningu są krępujące, wiem po sobie. To całkiem normalne. Uroki początków, które potrafią być demotywujące, jednak uwierz mi, gdy powiem, że kilka wschodów słońca prób i poczujesz się o wiele swobodniej. Widziałeś, z jaką łatwością mnie z siebie zrzuciłeś? Wtedy wiedziałeś, co należy zrobić, prawda? Bo w pewnym sensie byłeś zagrożony, musiałeś reagować natychmiast, polegając na instynkcie i szczątkowej wiedzy. Trudno o ten sam efekt spontaniczności, kiedy cały czas myśli się o zasadach, o tym, co się powinno, o dyskomforcie... Dlatego nauka z reguły trochę trwa, ale będzie lepiej. Będzie dobrze. Wejdzie ci w krew. — Uśmiechnął się. Miał nadzieję przynajmniej minimalnie podnieść kocura na duchu. Trening nie ma być mordęgą. — To teraz na spokojnie. Jesteśmy w sytuacji, że spodziewam się ataku z twojej strony, prawda? Gdyby tak nie było, albo gdybyśmy byli bardzo blisko siebie, prędkość ataku mogłaby spokojnie wystarczyć i żadne udziwnianie nie byłoby konieczne. Ale kiedy dokładnie widzę, co robisz, mam czas zareagować... Rozumiesz. Możesz sobie dopomóc drobnymi sztuczkami — czy to wspomnianym rzucaniem piasku, czy to na przykład udawaniem, że masz inne zamiary. Patrzysz w jedną stronę, atakujesz zupełnie gdzie indziej; zamachujesz się jedną łapą, a później od razu drugą; nie atakujesz od frontu, tylko zmieniasz kierunek i wtedy już sam nie wiem, co dokładnie planujesz. Tego typu rzeczy. Wiesz, o czym mówię?
Księżyce: 124 Mistrz: łabędzia gwiazda Płeć: kocur Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Trwałe urazy: daddy issues
Jeśli mówi się, że ktoś rośnie jak na drożdżach, to dieta Goryczy w kocięcych księżycach musiała składać się wyłącznie z drożdży. Kocur jest bowiem wyjątkowo wysoki, o długich łapach, a przy tym szczupły i wysmukły, obdarzony pewną elegancją; wyraźnie nie wygrał loterii genetycznej, nie odziedziczył wielkich mięśni i idącej za nimi siły. Definitywnie przypomina bardziej młode drzewko niż czołg. Pyszczek ma kształtny, o migdałowych oczach w kolorze orzechowym i różowym nosem otoczonym długimi, białymi wąsami. Zwieńczone pędzelkami uszy postawione są na sztorc, jak gdyby zawsze czegoś nasłuchiwał. Natura zlitowała się nad nim o tyle, że dała mu długie, puchate futerko, które chociaż odrobinę przykrywa jego mierną sylwetkę. Rudy srebrny z białymi rozjaśnieniami, które zaczynają się na pysku i obejmują całą kryzę, brzuch, łapy i spodnią część ogona. Klasycznie pręgowany. Dba o siebie i o to, jak wygląda. Chodzi sztywnym krokiem, zawsze zadzierając podbródek. Na jego pyszczku zwykle gości grymas znudzenia, efektownej kombinacji pogardy i wyższości lub niechęci.
Księżycowe Jezioro nazywając swojego syna przypadkowo trafiła idealnie. Gorycz jest bardzo.... rozgoryczony. Sobą, swoim życiem. Był ambitnym kociakiem, wyraźnie czującym ciężar oczekiwań rodziców i chcący stać się kimś, kto zapisze się w kartach historii Klanu Rzeki. Przez pobyt w lecznicy czuje, że przegapił swoją okazję; księżyce, które mógł spędzić na zdobywaniu wiedzy i poznawaniu członków Klanu, zupełnie stracone. Jest zły na samego siebie, na swoje wątłe zdrowie. Oczywiście, prędzej by umarł, niż się do tego przyznał. Zachowuje się, jakby był doroślejszy i mądrzejszy, niż w rzeczywistości, chociaż tak naprawdę jest jedynie zagubionym dzieciakiem... co czasem widać, w momentach, gdy Gorycz przestanie aż tak bardzo się pilnować. Nie należy do kotów szczególnie towarzyskich, jest chłodny w obyciu, sarkastyczny i opryskliwy. Mimo to niezwykle zależy mu na atencji innych; chce być zauważony, chce by wszyscy znali jego imię i mówili o nim, chce mieć pewność, że nie jest całkowitą porażką, a dla zwrócenia na siebie uwagi potrafi robić różne rzeczy, nie zawsze szczególnie rozsądne. Przez brak wprawy odrobinę niezręczny w kontaktach społecznych, nie zawsze wie, jak okazać swoje emocje, a już tym bardziej nie ma pojęcia, jak je okazać.
Inteligentny. Ma w sobie iskrę buntownika, która każe mu zastanawiać się nad zasadami wpajanymi mu przez rodzinę — można powiedzieć, że jest jak nastolatek wchodzący w swoją fazę buntu. Zresztą, lubi mieć swobodę działania i nie jest zbyt szczęśliwy, gdy ktoś próbuje narzucić mu swoją wolę. Czuje się niepewny, wciąż poszukuje swojej tożsamości i miejsca w świecie
czereśniowa gałązka [krz]
Łabędzia Gwiazda... nie skarcił go. Nie powiedział mu, że jest żałosny, słaby, że nic już z niego nie będzie. Gorycz był tym na tyle zaskoczony, że przez dobrą chwilę w jego głowie panował jedynie pusty szum, gdy z trudem próbował przetworzyć tę informację. Oczywiście, Łabędzia Gwiazda od samego początku był dla niego łagodny jak owieczka i wcale nie dał Goryczy powodów, by spodziewać się najgorszego, lecz wcale nie musiał. Kiedy myślało się o sobie same najgorsze rzeczy, łatwo było sądzić, że inni myślą to samo. Nawet teraz rzucił mistrzowi nieufne spojrzenie. Czy kocur naprawdę był gotów dawać mu kolejne szanse nawet pomimo tego, że jak do tej pory Gorycz nie zabłysnął żadnymi wyjątkowymi umiejętnościami?
- Skoro tak sądzisz - mruknął bez przekonania. Gdy tylko próbował spojrzeć na Łabędzią Gwiazdę, oblewała go gorąca fala wstydu i zażenowania, wbił więc wzrok we własne łapy. - Mogę... mogę się postarać - dodał jeszcze, nadal bez przekonania, ale nie chciał, by wyszło, że jedyne co robi, to smęci i narzeka.
Reszty słów mistrza wysłuchał w ciszy, od czasu do czasu kiwając głową, żeby pokazać, iż faktycznie słucha, a nie tylko coraz bardziej i bardziej zanurza się w grząskim bagienku własnych boleści. - Hmm tak. To ma sens. Nie pomyślałem o tym - przyznał co tylko sprawiło, że poczuł się jeszcze bardziej głupio.
— Tyle mi wystarczy — zapewnił ze spokojem. — Nie jesteśmy tu dla wyników.
Niezupełnie, chociaż nie ma co ukrywać, w szerszej perspektywie wyniki nie były bez znaczenia. Wciąż, Łabędź daleki był od oceny, że Gorzka Łapa to przypadek beznadziejny; wierzył zatem w siłę tych starań, które prędzej czy później do widocznych efektów doprowadzą. Na ten moment liczyło się podtrzymanie ducha terminatora. Zestresowany nic nie zdziała, a jeśli przez cały trening będzie skupiony na tym, by zadowolić swojego mistrza, to presja nie da mu żyć. Presja, której błękitnooki nigdy nie chciał nikomu narzucać.
— Jak się czujesz? Chcesz wrócić do ćwiczeń, czy przydałaby ci się przerwa? Mamy co robić, więc niczym się nie przejmuj. Walka nie zając — powiedział jeszcze, nadal stojąc jak kołek. Nie chciał mu nic sugerować ani narzucać jakimiś niewerbalnymi sygnałami; a odnosił wrażenie, że Gorycz należy do kotów analizujących zbyt wiele. Trochę obawiał się zostać źle odebranym.
Przechylił łeb do boku. Może trochę przeszarżował z proponowaniem akurat tego zajęcia w pierwszy dzień treningu, ale chyba nic straconego. Miał nadzieję, że nie, i że syn Skrzącego Słowa nie zraził się do reszty.
Księżyce: 124 Mistrz: łabędzia gwiazda Płeć: kocur Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Trwałe urazy: daddy issues
Jeśli mówi się, że ktoś rośnie jak na drożdżach, to dieta Goryczy w kocięcych księżycach musiała składać się wyłącznie z drożdży. Kocur jest bowiem wyjątkowo wysoki, o długich łapach, a przy tym szczupły i wysmukły, obdarzony pewną elegancją; wyraźnie nie wygrał loterii genetycznej, nie odziedziczył wielkich mięśni i idącej za nimi siły. Definitywnie przypomina bardziej młode drzewko niż czołg. Pyszczek ma kształtny, o migdałowych oczach w kolorze orzechowym i różowym nosem otoczonym długimi, białymi wąsami. Zwieńczone pędzelkami uszy postawione są na sztorc, jak gdyby zawsze czegoś nasłuchiwał. Natura zlitowała się nad nim o tyle, że dała mu długie, puchate futerko, które chociaż odrobinę przykrywa jego mierną sylwetkę. Rudy srebrny z białymi rozjaśnieniami, które zaczynają się na pysku i obejmują całą kryzę, brzuch, łapy i spodnią część ogona. Klasycznie pręgowany. Dba o siebie i o to, jak wygląda. Chodzi sztywnym krokiem, zawsze zadzierając podbródek. Na jego pyszczku zwykle gości grymas znudzenia, efektownej kombinacji pogardy i wyższości lub niechęci.
Księżycowe Jezioro nazywając swojego syna przypadkowo trafiła idealnie. Gorycz jest bardzo.... rozgoryczony. Sobą, swoim życiem. Był ambitnym kociakiem, wyraźnie czującym ciężar oczekiwań rodziców i chcący stać się kimś, kto zapisze się w kartach historii Klanu Rzeki. Przez pobyt w lecznicy czuje, że przegapił swoją okazję; księżyce, które mógł spędzić na zdobywaniu wiedzy i poznawaniu członków Klanu, zupełnie stracone. Jest zły na samego siebie, na swoje wątłe zdrowie. Oczywiście, prędzej by umarł, niż się do tego przyznał. Zachowuje się, jakby był doroślejszy i mądrzejszy, niż w rzeczywistości, chociaż tak naprawdę jest jedynie zagubionym dzieciakiem... co czasem widać, w momentach, gdy Gorycz przestanie aż tak bardzo się pilnować. Nie należy do kotów szczególnie towarzyskich, jest chłodny w obyciu, sarkastyczny i opryskliwy. Mimo to niezwykle zależy mu na atencji innych; chce być zauważony, chce by wszyscy znali jego imię i mówili o nim, chce mieć pewność, że nie jest całkowitą porażką, a dla zwrócenia na siebie uwagi potrafi robić różne rzeczy, nie zawsze szczególnie rozsądne. Przez brak wprawy odrobinę niezręczny w kontaktach społecznych, nie zawsze wie, jak okazać swoje emocje, a już tym bardziej nie ma pojęcia, jak je okazać.
Inteligentny. Ma w sobie iskrę buntownika, która każe mu zastanawiać się nad zasadami wpajanymi mu przez rodzinę — można powiedzieć, że jest jak nastolatek wchodzący w swoją fazę buntu. Zresztą, lubi mieć swobodę działania i nie jest zbyt szczęśliwy, gdy ktoś próbuje narzucić mu swoją wolę. Czuje się niepewny, wciąż poszukuje swojej tożsamości i miejsca w świecie
czereśniowa gałązka [krz]
Trzeba przyznać, że Łabędzia Gwiazda miał przed sobą twardy orzech do zgryzienia. Wyraźnie się starał i robił co mógł, by jego terminator czuł się komfortowo. Niestety, ponieważ Gorzka Łapa był Gorzką Łapą, cokolwiek przywódca by nie zrobił, Gorycz i tak czuł się źle. Jeśli wrócą do walki, Gorycz wciąż będzie zestresowany. Jeśli zrobią sobie przerwę, znów wpadnie w spiralę myśli o tym, jak bardzo do niczego się nie nadaje. Nie był przecież kociakiem, który nie potrafił trzymać swoich emocji na wodzy i którego matka sadzała na uboczu by mógł się opanować.
— Możemy zrobić przerwę — powiedział mimo wszystko, chociaż tak naprawdę jedyną rzeczą, na którą miał ochotę, było rozłożenie łap i rozpłaszczenie na ziemi jak naleśnik. —Ja... przepraszam — mruknął jeszcze, wzrok uparcie utkwiony we własnych łapach. Za co konkretnie przepraszał? Cóż, opcji było wiele, Łabędź mógł sam sobie wybrać.
— Nie masz za co przepraszać — pokręcił nieznacznie głową w chyba nie do końca uświadomionym, przeczącym geście.
Nie chciał wybierać, nie chciał przeprosin. Jedyne, na czym mu zależało, to aby Gorzka Łapa poczuł się lepiej i to właśnie to zagadnienie obległy myśli Łabędzia. Ale nawet chętna współpraca wszystkich dostępnych mu szarych komórek nie dała rady temu zadaniu. Tutaj przydałby się ktoś charyzmatyczny, pokroju Płonącego Świtu z czasów młodości (i nie tylko). Niestety, w przeciwieństwie do jego matki, która przed narodzinami ubiegała się o zdolności społeczne, on przebimbał swój czas w kolejce po fikuśny wygląd.
— Może porozmawiamy o Kodeksie? — zaproponował usiadłszy wygodnie na miękkiej trawie Kociego Grzbietu. Kodeks brzmiał jak sprytne wyjście z sytuacji — Gorycz mógł słuchać (albo udawać, że słucha) i nie denerwować się, że musi coś wiedzieć, odpowiadać na pytania, czy że czegokolwiek się od niego wymaga. — Jest całkiem długi, dobrze byłoby zacząć omawianie go jak najszybciej, bo i tak czeka nas wiele, wiele powtórek... Wiem po sobie. Teoria lubi uciekać z głowy. — Uśmiechnął się.
Księżyce: 124 Mistrz: łabędzia gwiazda Płeć: kocur Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Trwałe urazy: daddy issues
Jeśli mówi się, że ktoś rośnie jak na drożdżach, to dieta Goryczy w kocięcych księżycach musiała składać się wyłącznie z drożdży. Kocur jest bowiem wyjątkowo wysoki, o długich łapach, a przy tym szczupły i wysmukły, obdarzony pewną elegancją; wyraźnie nie wygrał loterii genetycznej, nie odziedziczył wielkich mięśni i idącej za nimi siły. Definitywnie przypomina bardziej młode drzewko niż czołg. Pyszczek ma kształtny, o migdałowych oczach w kolorze orzechowym i różowym nosem otoczonym długimi, białymi wąsami. Zwieńczone pędzelkami uszy postawione są na sztorc, jak gdyby zawsze czegoś nasłuchiwał. Natura zlitowała się nad nim o tyle, że dała mu długie, puchate futerko, które chociaż odrobinę przykrywa jego mierną sylwetkę. Rudy srebrny z białymi rozjaśnieniami, które zaczynają się na pysku i obejmują całą kryzę, brzuch, łapy i spodnią część ogona. Klasycznie pręgowany. Dba o siebie i o to, jak wygląda. Chodzi sztywnym krokiem, zawsze zadzierając podbródek. Na jego pyszczku zwykle gości grymas znudzenia, efektownej kombinacji pogardy i wyższości lub niechęci.
Księżycowe Jezioro nazywając swojego syna przypadkowo trafiła idealnie. Gorycz jest bardzo.... rozgoryczony. Sobą, swoim życiem. Był ambitnym kociakiem, wyraźnie czującym ciężar oczekiwań rodziców i chcący stać się kimś, kto zapisze się w kartach historii Klanu Rzeki. Przez pobyt w lecznicy czuje, że przegapił swoją okazję; księżyce, które mógł spędzić na zdobywaniu wiedzy i poznawaniu członków Klanu, zupełnie stracone. Jest zły na samego siebie, na swoje wątłe zdrowie. Oczywiście, prędzej by umarł, niż się do tego przyznał. Zachowuje się, jakby był doroślejszy i mądrzejszy, niż w rzeczywistości, chociaż tak naprawdę jest jedynie zagubionym dzieciakiem... co czasem widać, w momentach, gdy Gorycz przestanie aż tak bardzo się pilnować. Nie należy do kotów szczególnie towarzyskich, jest chłodny w obyciu, sarkastyczny i opryskliwy. Mimo to niezwykle zależy mu na atencji innych; chce być zauważony, chce by wszyscy znali jego imię i mówili o nim, chce mieć pewność, że nie jest całkowitą porażką, a dla zwrócenia na siebie uwagi potrafi robić różne rzeczy, nie zawsze szczególnie rozsądne. Przez brak wprawy odrobinę niezręczny w kontaktach społecznych, nie zawsze wie, jak okazać swoje emocje, a już tym bardziej nie ma pojęcia, jak je okazać.
Inteligentny. Ma w sobie iskrę buntownika, która każe mu zastanawiać się nad zasadami wpajanymi mu przez rodzinę — można powiedzieć, że jest jak nastolatek wchodzący w swoją fazę buntu. Zresztą, lubi mieć swobodę działania i nie jest zbyt szczęśliwy, gdy ktoś próbuje narzucić mu swoją wolę. Czuje się niepewny, wciąż poszukuje swojej tożsamości i miejsca w świecie
czereśniowa gałązka [krz]
— No tak trochę mam... — mruknął, przez cały czas bardzo wyraźnie i ewidentnie nie patrząc na Łabędzia. Zupełnie nagle odnajdywał w sobie głębokie pokłady fascynacji trawą rosnącą dookoła. — Powinienem zachowywać się poważnie, jak przyszły wojownik i w ogóle, a nie robić ci problemy. — Zachowywał się jak małe kocię, które nie potrafiło zapanować za własnymi emocjami i płakało wniebogłosy za każdym razem, kiedy coś nie szło po jego myśli. Żałosne. Był już właściwie dorosły, powinien wziąć się wreszcie w garść.
— Kodeks... Kodeks brzmi dobrze — przytaknął. Z ulgą usiadł na trawie. Jego głowa, całe jego ciało, tak właściwie, było lekkie, wydmuchane z wszelkich sił. A przecież nie miał żadnego powodu, by być zmęczonym! Co zrobił od rana? Poskakał parę razy i nędznie zamachnął się łapą? — Oczywiście. Postaram się zapamiętać wszystko jak najlepiej. — Wątpił, by cokolwiek, co zrobi, mogło sprawić, że poprawi swoją reputację w oczach Łabędziej Gwiazdy, ale mógł chociaż pokazać, że się stara, że ma jeszcze jakieś chęci.
Gorycz czuł się źle i tak się składało, że Łabędź czuł się źle z Goryczą czującym się źle... Bo przecież nikt nie kazał mu wrzucać terminatora od razu na głęboką wodę. Jeszcze gdyby sam za czasów swojego treningu nie cierpiał i nie wił się wewnętrznie, gdy Kałużowy Krok kazał mu polować w jeden z pierwszych dni. Gdyby chociaż nie pamiętał tamtego stresu, ale nie. Zrobił to z pełną świadomością możliwych konsekwencji. Cóż, mleko się rozlało, teraz w jego obowiązku było zapewnić jako taki komfort młodemu, w imię zasady "lepiej późno niż wcale".
— Nie dziś, to kiedy indziej zajmiemy się walką, żaden problem. — Starał się brzmieć lekko dla uwiarygodnienia swoich słów. Wiedział, że nigdy nie był mistrzem intonacji i u niego sztywno nierzadko zastępowało neutralnie. — Trening jest dla ciebie, prawda? Powinniśmy odbyć go tak, byś czuł się swobodnie. Na wszystko przyjdzie czas. Bez znaczenia, jaką kolejność sobie wybierzemy.
Coś czuł, że to nie przekona Gorzkiej Łapy, że naprawdę nie ma czym się przejmować. Na szczęście mieli Kodeks do omówienia i mogli skupić się właśnie na nim.
— W porządku, zatem słuchaj: kocię musi mieć przynajmniej sześć księżyców, by zostać terminatorem. Kot nie może być pasowany zastępcą, dopóki nie uczył choć jednego terminatora. Zastępca zostaje przywódcą, kiedy poprzedni przywódca umiera. To takie zasady, o których raczej się wie niejako... z codzienności, ale to nie takie oczywiste, że stanowią część Kodeksu Wojownika. Kolejny podpunkt jest trochę mniej oczywisty: po śmierci lub odejściu zastępcy, nowy zastępca musi zostać wyznaczony nim księżyc dojdzie do szczytu nieba.
Powstrzymał się od zadawania pytań, zamiast tego przerwał i popatrzył na terminatora; bez pytania, ale pytająco, bo może to właśnie on miał jakieś wątpliwości do rozwiania.
Księżyce: 124 Mistrz: łabędzia gwiazda Płeć: kocur Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Trwałe urazy: daddy issues
Jeśli mówi się, że ktoś rośnie jak na drożdżach, to dieta Goryczy w kocięcych księżycach musiała składać się wyłącznie z drożdży. Kocur jest bowiem wyjątkowo wysoki, o długich łapach, a przy tym szczupły i wysmukły, obdarzony pewną elegancją; wyraźnie nie wygrał loterii genetycznej, nie odziedziczył wielkich mięśni i idącej za nimi siły. Definitywnie przypomina bardziej młode drzewko niż czołg. Pyszczek ma kształtny, o migdałowych oczach w kolorze orzechowym i różowym nosem otoczonym długimi, białymi wąsami. Zwieńczone pędzelkami uszy postawione są na sztorc, jak gdyby zawsze czegoś nasłuchiwał. Natura zlitowała się nad nim o tyle, że dała mu długie, puchate futerko, które chociaż odrobinę przykrywa jego mierną sylwetkę. Rudy srebrny z białymi rozjaśnieniami, które zaczynają się na pysku i obejmują całą kryzę, brzuch, łapy i spodnią część ogona. Klasycznie pręgowany. Dba o siebie i o to, jak wygląda. Chodzi sztywnym krokiem, zawsze zadzierając podbródek. Na jego pyszczku zwykle gości grymas znudzenia, efektownej kombinacji pogardy i wyższości lub niechęci.
Księżycowe Jezioro nazywając swojego syna przypadkowo trafiła idealnie. Gorycz jest bardzo.... rozgoryczony. Sobą, swoim życiem. Był ambitnym kociakiem, wyraźnie czującym ciężar oczekiwań rodziców i chcący stać się kimś, kto zapisze się w kartach historii Klanu Rzeki. Przez pobyt w lecznicy czuje, że przegapił swoją okazję; księżyce, które mógł spędzić na zdobywaniu wiedzy i poznawaniu członków Klanu, zupełnie stracone. Jest zły na samego siebie, na swoje wątłe zdrowie. Oczywiście, prędzej by umarł, niż się do tego przyznał. Zachowuje się, jakby był doroślejszy i mądrzejszy, niż w rzeczywistości, chociaż tak naprawdę jest jedynie zagubionym dzieciakiem... co czasem widać, w momentach, gdy Gorycz przestanie aż tak bardzo się pilnować. Nie należy do kotów szczególnie towarzyskich, jest chłodny w obyciu, sarkastyczny i opryskliwy. Mimo to niezwykle zależy mu na atencji innych; chce być zauważony, chce by wszyscy znali jego imię i mówili o nim, chce mieć pewność, że nie jest całkowitą porażką, a dla zwrócenia na siebie uwagi potrafi robić różne rzeczy, nie zawsze szczególnie rozsądne. Przez brak wprawy odrobinę niezręczny w kontaktach społecznych, nie zawsze wie, jak okazać swoje emocje, a już tym bardziej nie ma pojęcia, jak je okazać.
Inteligentny. Ma w sobie iskrę buntownika, która każe mu zastanawiać się nad zasadami wpajanymi mu przez rodzinę — można powiedzieć, że jest jak nastolatek wchodzący w swoją fazę buntu. Zresztą, lubi mieć swobodę działania i nie jest zbyt szczęśliwy, gdy ktoś próbuje narzucić mu swoją wolę. Czuje się niepewny, wciąż poszukuje swojej tożsamości i miejsca w świecie
czereśniowa gałązka [krz]
Spojrzał na Łabędzią Gwiazdę krzywo. Trening jest dla niego? Ta, jasne. Jeszcze w to uwierzy. Trening był po to, żeby zrobić z Gorzkiej Łapy wojownika i jeśli trzeba było dostosowywać go do goryczowych kaprysów, znaczyło to jedynie, że to kocur niezbyt się do tego nadawał. No ale Łabędzia Gwiazda próbował być miły, ku rosnącej konfuzji Goryczy, więc ten postanowił nie ciągnąć dalej tematu.
Przynajmniej tyle, że słuchanie nie było ponad jego liche możliwości, mógł więc spędzić kilka błogich pysk z zamkniętym pyskiem i uszami postawionymi na sztorc. Większość z rzeczy, które mówił Łabędzia Gwiazda nie były dla niego żadną nowością. Nawet ktoś spędzający pół życia skryty przed wzrokiem innym tak, jak robił to Goryz, po pewnym czasie sam zorientowałby się, jakie zasady żądzą klanową społecznością. Skinął krótko głową.
— Hm, jak na razie wszystko jest raczej jasne — powiedział, dając Łabędziej Gwieździe przyzwolenie, by kontunował.