Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
Pewna niepozorna szczelina prowadzi do całkiem sporej przestrzeni, ale nie na tyle dużej, by mogło to być legowisko dla wielu kotów. Mogą się tu zmieścić cztery koty. Jest tu ciemno, światło słoneczne prawie w ogóle tutaj nie dochodzi. Czyli idealne miejsce dla Omenu i jego kolekcji kości. Ziemia wysłana jest mchem, a kości nie są porozrzucane byle jak - każda ma swoje miejsce, wszystkie są ładnie ułożone. Jego ulubione są ułożone tak, by były pierwszymi, które się widzi wchodząc do nory przez szczelinę. Są to głównie czaszki ptaków i węży, ale jedna najbardziej rzuca się w oczy, otoczona resztą czaszek - czaszka kota, której właściciela Omen nie zna. Panuje tu przez to bardzo specyficzna atmosfera i nie każdemu kotu by się ona podobała.
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
Omen nie wierzył w istnienie Gwiezdnego Klanu. Nie do końca jednak skreślał możliwość jego istnienia. Było to jego pierwsze spotkanie takim wierzeniem, chociaż zakładał, że na tym wielkim świecie pewnie jest wiele bardzo podobnych. Ale nie mniej jednak, wciąż fascynowało go to. A wierzył też, że nawet gdyby tacy gwiezdni istnieli, to by mu się ujawnili. Był z Nowego Świtu. Ale skoro Dynia wierzył w Gwiezdny Klan, to... On, jako pradziadek różowookiego może zlitowałby się nad Omenem i potwierdziłby tylko samo istnienie tych zaświatów. Tyle mu wystarczało. Omen wzywał do siebie gwiezdnych, nawet jeśli nie był przekonany co do ich istnienia. I nie tylko ich. Jakichkolwiek martwych. Pragnął wiedzieć co jest po śmierci zanim sam odejdzie z tego świata. Jeśli cokolwiek po niej jest, oczywiście.
I nawet nie wiedział, że ktoś faktycznie odpowie na jego wezwania, gdy tego ranka(by móc wstać przed wieczorem i mieć siły na noc) siedząc w swojej ciemni zdecydował się zasnąć. Wbił na chwilę wzrok w czaszkę kota, którą bardzo niedawno zdobył. Była piękna. Piękniejsza, niż ją sobie wyobrażał za kociaka i tak bardzo się cieszył, że udało mu się ją zdobyć. I to był jego ostatni widok, zanim zamknął swoje zmęczone oczy, kładąc się wygodnie, otoczony swoją kolekcją kości, o którą dbał bardziej niż o siebie. Zasnął dosyć szybko i spokojnie, jego głowy nie zaprzątały żadne nie pozwalające mu zasnąć myśli.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Gwiezdni nie przyszli. Przyszedł ktoś inny, i zawisł jak cień nad głową Omena.
Po prawie całkowitym fiasku akcji w Rzece Jaskółczy Śpiew szukała rozrywki, jak i kogoś, kogo można byłoby naciągnąć na krucjatę przeciwko Klanom. Mile połechtało ją to, że Polna Gwiazda już poszedł radzić się do Gwiezdnych (nareszcie była wrogiem publicznym numer jeden!), ale nie pomagało to wcale w jej planach i knowaniach. Za to mogłoby pomóc nastraszenie kociaka, który nigdy nie słyszał o Gwiezdnym Klanie.
Pojawiła się więc w pasmach snującej się nisko nad ziemią purpurowej mgły, pachniała lasem, wodą i owocami. Tu i ówdzie walały się luzem kości z kolekcji Omena; jedną z nich trąciła ostrożnie łapą.
- Lubisz historie na dobranoc? Takie niezwykłe?
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
Omen nie miewa wyraźnych i świadomych snów. Ostatnio często śnił o okolicach które zwiedzał w nocy. Ale na pewno nie takie, jak są w rzeczywistości; były inne i gdyby porównać je do faktycznych miejsc, okazałyby się zupełnie niepodobne, niewyraźne. Ale jego umysł wiedział o które miejsca chodzi i gdy Omen cokolwiek pamiętał po wybudzeniu się, wiedział, gdzie był, jakie miejsca przeszukiwał. Czasami spotykał koty, rozmawiał z nimi. Ale były to z wyglądu koty, które już kiedyś widział, albo takie, które są bardzo łatwe do wyobrażenia, a i te, jak wszystko we snach, nie były w pełni wyraźne. Były sennym obrazem, wytworzonym przez jego własny mózg. Gdyby w pełni na świadomo podejść do takiego snu, bez tej sennej niewiedzy, nieświadomości, zamglonego umysłu, wiedziałoby się od razu, że to nie jest rzeczywistość.
I gdy akurat ten sen się zaczął, Omen był całkowicie świadomy, jego myśli były jasne i nie zamglone, jak zazwyczaj jest w normalnych snach, nawet tych świadomych. Wiedział, że zasnął, że śni. A mimo tego, pomimo nierealistycznych elementów, powiedziałby, że ten sen wyglądał bardzo rzeczywiście. Nieznana kotka, której się uważnie przyglądał i której przyjemny zapach dotarł do jego nozdrzy, ostrożnie trąciła łapą jedną z należących do niego kości, którą rozpoznał. Gdyby wstał, byłby w stanie wskazać gdzie dokładnie jest ułożona. I wyglądała faktycznie jak ona. Gdy kotka się odezwała, rozpoznał jej głos jako kompletnie dla niego obcy. Nie odpowiedział od razu, analizując sen w którym się znalazł, jego dziwactwo, nietypowość, a i również pytanie kotki. Pierwszy raz przeżywał coś takiego. I było to bardzo, bardzo fascynujące.
- Niezwykłe? - zapytał po momencie zastanowienia. Żadnej historii na dobranoc nie opisałby jako niezwykła. Wbijał w burą kotkę swój intensywny wzrok, zastanawiając się jeszcze chwilę.
- Oczywiście - dodał, w końcu odpowiadając na pytanie. Zakładał, że chce coś mu opowiedzieć, skoro zadała mu takie pytanie. A on z chęcią jej wysłucha, a potem oceni, czy faktycznie było to niezwykłe. Chociaż wątpił, że postać ze snu może opowiedzieć mu coś takiego. Bo ten sen, tak jak każdy inny sen, nawet jeśli bardzo nietypowy dla Omena, to tylko wytwór jego wyobraźni. Nic więcej.
Bo tak jest.
Prawda?
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
- Bardzo niezwykłe. Wprost nadzwyczajne. Takie o kotach, które dowiedziały się o czymś strasznym, i najpierw bardzo płakały, a potem zrobiły takie rzeczy, że wszyscy ich wrogowie drżeli - mówiła najcieplejszym tonem, na jaki mogła się zdobyć. Sztucznie. Bo jedny ciepły ton, jaki naprawdę z siebie wydobywała, był przeznaczony do kotów, które teraz już dawno nie żyły.
- Znam takich wiele. Znam taką o kocicy, której ojciec, wielki wojownik, wyruszył razem ze złą wiedźmą na wyprawę do magicznego jeziora, ale nie wrócił... - wydawało się, że jej głos porusza delikatnie falującą mgiełką. - Znasz ją?
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
Kocur nastawił bardziej prawe ucho, nasłuchując dokładnie głosu kotki, jakby starał się jednak rozpoznać w nim głos kogoś, kogo kiedyś spotkał, jednak było to na próżno. Niesamowite, co czasami potrafi wytworzyć mózg. Miał nadzieję, że zapamięta ten sen. Było to coś bardzo nietypowego i fascynującego.
Bardzo niezwykłe. Wprost nadzwyczajne. Tak tym bardziej nigdy nie opisałby żadnej historii na dobranoc. Może normalną historię. I słysząc krótki opis historii, które znała kotka na moment delikatnie przymrużył oczy. To nie był typ historii, które widywał w swoich snach. Jego sny bardziej opierały się na rzeczywistości, niżeli na interesujących i ciekawych historiach. Usłyszenie czegoś ciekawego we śnie całkiem go więc zaskoczyło, nawet jeśli w ogóle cały ten sen był nietypowy.
Gdy dalej słuchał kotki, jego wyraz pyska wciąż był kamienny, chłodny, jednak w jego różowych oczach było widać tą iskierkę zafascynowania. Złapała jego zainteresowanie - Nie znam
- Ale kontynuuj - poprosił po chwili senną zjawę, sam zaś usiadł, ogonem zakrywając przednie łapy. Z chęcią posłucha. Ciekawe, czy ten sen utrzyma swoją niezwykłą realistyczność. Czy może nagle przestanie się łączyć w jedną, logiczną całość. Niezwykle świadomą, wyrazistą, która zdążyła mu się całkiem spodobać.
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
***
Gdyby nie jego wciąż świeży zapach, nie zanikający powoli z każdym dniem, można by było pomyśleć, że Omen po prostu zniknął z Nowego Świtu, podobnie jak większość jego rodzeństwa. Że po prostu wyszedł któregoś dnia z obozu i nie wrócił. Ale nie. On nadal był, chociaż równie dobrze mogłoby go tutaj nie być. Nie byłoby wielkiej różnicy.
Za dnia zazwyczaj spał albo przesiadywał w swojej ciemni, gdzie światło nie było problemem dla jego oczu, a jednak wciąż było go na tyle, pozwalało mu na jakiekolwiek widzenie swojej kolekcji kości. Tym razem przesiadywał, jego jak zwykle intensywny wzrok wbity w jego ulubiony element kolekcji, którym była kocia czaszka. Pomyśleć by można, że po śmierci Tsunami, której pogrzeb tak bardzo nim wtedy wstrząsnął, w końcu przestałby się tak bardzo interesować śmiercią.
Ale gdy pierwszy szok śmierci ważnego członka rodziny minął, gdy zbędne emocje się rozwiały, teraz zbyt odległe by już go dotykały, a z żałoby po Tsunami została tylko zimna emocjonalna pustka, jego zainteresowanie wróciło. Bo to nie śmierć sama w sobie jest straszna. Nie. To proces umierania, tracenia życia jest straszny. Sam moment śmierci, odejścia z tego świata musiał być dla wielu ulgą, końcem ich cierpienia. Również i dla Tsunami. I dla kota, którego czaszkę właśnie obserwował. Wszystko co martwe jest spokojne. I piękne. I on również kiedyś zapadnie w ten wieczny, błogi sen. Chciał, by ktoś kiedyś tak jak on podziwiał piękno jednej z ostatnich rzeczy, które po nim zostaną na tym świecie po jego śmierci.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Nie widywał Omena zbyt często. Nie znali się zbyt dobrze, nie rozmawiali wiele razy, a gdy już doszło do rozmowy było... nieco przerażająco. Raniuszek nie wiedział, co myśleć o tym kocurze, poza tym, że na pewno wiedział o nim kilka podstawowych informacji. Omen był synem Tsunami z drugiego miotu, synem jakiegoś kocura który ją zostawił, kocura o którym nie warto było mówić. Omen był kotem o wyjątkowej urodzie, ciekawym, intrygującym wręcz... ale gdy się z nim rozmawiało, Omen był nieco niepokojący. Raniuszek co prawda nie uważał go za jakkolwiek złego, ani za kogoś kto robi coś złego, tak wprost... ale po incydencie z czaszką sam nie wiedział, jak się przy nim zachować. To jest, bardziej niż przy większości innych kotów. Raniuszek ogólnie wciąż pracował nad swoją umiejętnością interakcji. Omen... był nieco inny od niego, ale to nie oznaczało, że nie zasługiwał na uwagę i na troskę. Przeciwnie! Każdy zasługiwał na uwagę i troskę, nawet największy odludek!
Dlatego też były rzeczniak imieniem Raniuszek, zorientowawszy się że nie widział różowookiego kota już od dłuższego czasu, postanowił go znaleźć. Początkowo poczuł strach, bo obawiał się, że Omen zniknął. Nie widzieli się jakiś czas, nawet w obozie, więc albo się mijali, albo albinos miał być kolejnym zaginionym członkiem rodziny. Nie, nie! Tak być nie mogło! Nie mógł myśleć w ten sposób, tak negatywnie!
Wziął jakiegoś ptaka ze stosu, jako że wciąż nie potrafił polować. Jednak tym razem nie wziął go dla siebie, ani Obieżyświata, ani Ścieżki, ani żadnego kocięcia ze swojego miotu. Od Ła3k dowiedział się, gdzie mógłby spotkać Omena i wyruszył tam, niosąc w miarę świeżą zdobycz - bo wybrał tą najświeższą. Wcisnął się do szczeliny, uśmiechnięty, bo chciał przywitać drugiego kocura jak najweselej. Zobaczył mech, zobaczył białe futro pośrodku i wiedział, że trafił dobrze... a potem zobaczył więcej bieli i gdy dotarło do niego, na co dokładnie patrzy, Raniuszek upuścił zdobycz pod swoje łapy, bo jego szczęka przestała jakoś działać.
- Ooo-Omen!! Omen? Omen, co to- to wszystko jest?? Tyle tu- kości!! Ah!! Ah, oh- na Gwiezdnych, Gwiezdny Klanie!! - wypiszczał, choć po ostatniej rozmowie z kocurem właściwie nie powinien był spodziewać się czegokolwiek innego. Po tej chwili paniki, nerwowego dreptania w miejscu i próby wycofania się (która skończyła się zderzeniem zadu ze ścianą małej jaskini) Raniuszek przypomniał sobie szczegółowo ich ostatnią rozmowę... i to, że Omen wyglądał na zasmuconego faktem, iż nie spodobała mu się czaszka. Nieważne, jak dziwnie czuł się w otoczeniu tylu kości, kocurek nie chciał być przecież niemiły - przyszedł tu właśnie po to, by sprawić drugiemu przyjemność!
- Aa- ahh... Ah! Omen, jakie to... ciekawe! - wymusił lekki uśmiech. - Te wszystkie... eee, kości! Kości- czy one są um, poukładane? W jakiś specjalny sposób? O- a co to takie... takie duże przed tobą? Czyja to... czaszka? B... borsuka? - oddychał tak, jakby był rybą i został na siłę wyciągnięty na brzeg. Futro na jego karku uniosło się i stanęło. Niech tylko Omen nie powie tego, czego on obawiał się najmocniej...
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
Omen oczywiście nie spodziewał się żadnej wizyty. Ewentualnie może ze strony kogoś z rodziny. Może. Ale stado doskonale sobie radziło bez niego. Był więc zaskoczony gdy usłyszał jak ktoś wchodzi do jego nory. Obrócił głowę w stronę wejścia, prawe ucho nastawione. Raniuszek. Pamiętał jak dał mu czaszkę na przywitanie. Kocur był chyba pierwszym kotem, który uświadomił mu, że nie wszyscy uważają, że jego pasja do zbierania czaszek jest czymś bardzo fajnym i normalnym. Ale reszta kotów w jego życiu nie miała nic temu przeciwko. Tornado nawet dzieliła jego pasję. Uważał więc Raniuszka za takie... Odejście od normy. Co nie było niczym złym. Tylko w tym przypadku lekko przeszkadzającym, gdy starszy kocur tak reagował na coś, co Omen uwielbiał i uważał za tak piękne.
Albinos cofnął ucho, gdy Raniuszek zareagował oczywiście jeszcze mocniej niż poprzednio, bo, bądź co bądź, nie miał teraz do czynienia z jedną małą czaszką, a całą kolekcją kości. Omen tego nie rozumiał. Przecież każdy miał w sobie kości. Każda zwierzyna którą jedli miała w sobie kości. Co w nich takiego złego? Naprawdę nie rozumiał.
- Raniuszek. Dzień dobry - przywitał kocura w swojej norze, nawet jeśli ten wyglądał jakby miał zaraz mu tutaj zejść ze strachu. Ale gdy Raniuszek ponownie się odezwał i uśmiechnął się nawet, Omen starał się odwzajemnić uśmiech.
Dalej widział mocną reakcję Raniuszka, oczywiście. Ale z drugiej strony kocur przecież zadał mu pytania. Próbował pokonać swój strach? Omen z chęcią mu pomoże. Przyzwyczajenie się lub poznanie bliżej czegoś, czego się boi jest raczej dosyć dobrym sposobem na poskromienie lęku przed czymś, zwłaszcza, jeśli to coś nie może cię nawet w ogóle skrzywdzić. Martwi są już martwi. Nie mają jak ci zrobić krzywdy.
- Układam je. Nie wiem jak dokładnie wytłumaczyć. Jak. Dlaczego. Po prostu mi tak pasuje. Ale moje ulubione są ułożone tak by. Widać je było od razu po wejściu tutaj - wytłumaczył po krótce, bo bardziej wytłumaczyć i tak nie potrafił. Niektórych rzeczy po prostu nie dało się wytłumaczyć słowami, nawet gdyby chciał.
- Borsuka? - przekrzywił delikatnie głowę - Nie. Musiałeś widzieć czaszkę borsuka. W Ukrytej Pieczarze. Trudno nie zauważyć - ale zastanowił się chwilę. Skoro Raniuszek tak mocno zareagował wtedy na jego prezent i teraz tak na resztę jego czaszek, to... Raczej nie skupiał się w ogóle na ich wyglądzie, na ważnych detalach - Ale jak... Nie lubisz za bardzo czaszek to. Możesz pomylić czaszką borsuka. Młodego. Ale czaszka borsuka jest większa. Oczodoły znacznie mniejsze w porównaniu do reszty czaszki niż. Te o tej. Pysk dłuższy - opisał różnice, by Raniuszek mógł sobie je być może zwizualizować w głowie, może przypominając sobie tą czaszkę borsuka z Ukrytej Pieczary.
- To czaszka kota - powiedział, bardzo delikatnie muskając ją łapą.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Nie zastanowił się jakoś poważnie nad tym, jak zostanie odebrana jego wizyta. Omen nie był raczej zbyt towarzyski i Raniuszek domyślał się, że niewiele kotów go ogólnie odwiedzało. Było to przykrą myślą, zwłaszcza że on sam w pewnym sensie to rozumiał. Miał gości za młodości, gdy siedział chory w lecznicy - odwiedzała go mama, odwiedzał tata, ale młodemu Raniuszkowi wciąż towarzyszyła jakiegoś rodzaju samotność. Był tak odizolowany, tak zamknięty w sobie - czuł się dosłownie zamknięty, bo nie wychodził z legowiska. Omen zdawał się być w podobnej sytuacji, choć on akurat robił to z własnej woli... prawda? Tak domyślał się starszy kocur, ale nie był niczego pewny. W każdym razie zasługiwał na towarzystwo, no i oczywiście Raniuszek mu je da, nieważne co się wydarzy!
Omen uśmiechnął się, nawet po jego wybuchowej reakcji, co minimalnie, bardzo minimalnie uspokoiło srebrzystego. Cieszył się, że najwyraźniej go nie uraził, ale wciąż pozostała kwestia byciem otoczonym przez kości najróżniejszych stworzonek. Raniuszek sam nie wiedział, czemu kości przerażają go aż tak... może to fakt, że wprost kojarzyły się ze śmiercią, która, ah, dopadła już niejednego kota w jego życiu i odebrała mu większość bliskich? A może bał się, że takie kości mogłyby przenosić choróbska? Ciężko stwierdzić, nie myślał o tym teraz, myślał tylko o tym, że odrobinkę żałuje wejścia do tej szczeliny i nie ma pojęcia, jak Omen potrafi tu tak spokojnie odpoczywać.
- Dzie- dzień... dobry, Omen. - wymamrotał, posyłając mu kolejny niepewny uśmiech. - Przyniosłem ci... ta-t-takiego ptaka, jeżeli jesteś... głodny. - dodał jeszcze, chcąc wyjaśnić skąd zdobycz wzięła się w jego pysku. Następnie delikatnie trącił upierzone ciałko nosem, starając się nie myśleć o tym, że tam w środku też są kości i po zjedzeniu Omen zapewne by je wylizał i zostawił sobie na pamiątkę... o nie. Po co o tym pomyślał?
- Ooo... oh. Ro-zumiem, tak jest. A, um... skąd wiesz, że- w sensie, na jakiej podstawie wybierasz te... ulubione, jeżeli mogę spytać? - bo spytał, sam nie wiedział czemu i po co. Może po to, by drugiemu kotu zrobiło się miło. W końcu na tym polegały przyjazne interakcje, między innymi... na dzieleniu się swoimi zainteresowaniami i opiniami. Tak. Właśnie to teraz robili.
Widział czaszkę borsuka, oh tak. Rozmawiał nawet o niej z Obieżyświatem, znał ją z bliska, jedynie jej nie dotykał, o nie. Wręcz zabraniał swoim kociętom dotykania jej, z własnej obawy. Słusznej! Ale w tej sytuacji spytał o borsuka, bo bardzo, oh bardzo nie chciał, aby to okazało się być czaszką czegoś innego. Czegoś bardziej... kociego.
I właśnie to się okazało.
Raniuszek wydał z siebie odgłos, który przypominał nieco bardzo piskliwe, bardzo drżące westchnięcie. Przestąpił z łapy na łapę, jego wzrok na moment stał się przymglony - a sam srebrzysty kocur opadł na zad, dysząc.
- Oooczywiście... że kota... aaah... - wypluł z siebie niewyraźnie. - Wybacz... troszkę mi... słabo.